Race Against The Past. Wyścig z przeszłością - ebook
Nielegalne wyścigi były jego ucieczką. Ona stała się jego metą.
April Hill przyjeżdża do Miami z jednym postanowieniem – zostawić przeszłość za sobą. Nie planuje nowych znajomości, a już na pewno nie z Zanderem Hoffmanem, najlepszym przyjacielem swojego brata. Arogancki, porywczy i uwikłany w świat nielegalnych wyścigów chłopak wydaje się ostatnią osobą, przy której mogłaby poczuć się bezpiecznie.
Po tym, co przeszła, April trzyma wszystkich na dystans. Bliskość budzi w niej lęk, a dotyk przypomina o tym, o czym pragnie zapomnieć. A jednak z każdym kolejnym spotkaniem to właśnie przy Zanderze zaczynają pękać mury, które budowała wokół siebie.
Tyle że on również skrywa sekrety, a świat, w którym żyje, nie wybacza błędów. Gdy przeszłość upomni się o nich oboje, będą musieli zdecydować, czy odważą się zawalczyć o uczucie, które od początku nie miało prawa się wydarzyć.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8466-044-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
SZŁAM RĘKAWEM NA LOTNISKO. Lubiłam latać samolotem, ale ta podróż przebiegła w stresie. Usiłowałam przekonać samą siebie, że moje ciało po prostu reagowało tak na turbulencje, lecz prawda była zupełnie inna.
Przy wyjściu czekał na mnie mój ojciec. Przeleciałam kilkaset mil z dwiema walizkami, by zamieszkać w jego domu na parę miesięcy. Rodzice byli szczęśliwym małżeństwem, ale ich miłość w pewnym momencie wygasła. Wspomnienie, jak wieczorną porą oznajmili nam o rozwodzie, dalej tliło się w mojej głowie. Bardzo to przeżyłam. Uważałam naszą rodzinę za niezniszczalną. Mój starszy brat przyjął to lepiej. Ja, wówczas piętnastoletnia, byłam zdruzgotana, za to on, jak przystało na osiemnastolatka, zaakceptował wybór rodziców. Teraz, mając dwadzieścia lat, nadal tęskniłam za wspólnym spędzaniem czasu, ale zaakceptowałam rzeczywistość taką, jaka jest.
Podeszłam do taśmy, na której zaczęły pojawiać się torby podróżne. Czekałam, aż wśród walizek zobaczę swoje dwie różowe. Kiedy je ujrzałam, wydawało mi się, jakby w luku bagażowym nabrały masy. Nie miałam pojęcia, jak ściągnę je z taśmy. Nie byłam szczególnie silna. Wzięłam głęboki wdech i założyłam blond włosy za uszy. Przepchnęłam jedną panią, tak aby wygodniej ściągnąć swoją własność. Zamachnęłam się i chwilę później druga z walizek znalazła się na ziemi. Dumna z siebie ruszyłam w stronę drzwi z napisem „wyjście”. Przeszedłszy przez nie, od razu dostrzegłam ojca.
Nic się nie zmienił. Cały Lance Hill. Jego czarne włosy były krótko ścięte po bokach, a dłuższą górę zaczesywał do tyłu. Na twarzy widniał znajomy lekki zarost. Dwa guziki białej koszuli miał rozpięte, dół ciała okrywały brązowe spodenki, a na stopy włożył takiego samego koloru wsuwane półbuty. Wyglądał elegancko. Od zawsze słyszałam od koleżanek, że mam bardzo przystojnego tatę. Nie mogłam się nie zgodzić. Jako trener współpracujący z kierowcami wyścigowymi musiał prezentować się idealnie. Znało go całe Miami – w młodości sam był dobrym zawodnikiem. Właściwie to mało powiedziane. Był doskonały. Odkąd pamiętam, zabierał nas na tor, dlatego też wcale mnie nie dziwiło, że mój brat poszedł w jego ślady. Miał przed sobą wspaniałą przyszłość.
Podeszłam do niego, utrzymałam jednak pewien dystans. Nie chciał tego okazać, ale w jego spojrzeniu dostrzegałam zaniepokojenie. Moi bliscy martwili się o mnie od dwóch miesięcy, a ja nie mogłam znieść, kiedy widziałam to w ich oczach. Nie potrzebowałam rozpamiętywać tamtych wydarzeń, pragnęłam pozbyć się ich z głowy jak najszybciej.
– Witamy w Miami – powiedział tata uśmiechnięty.
Widziałam, że zawahał się w momencie, kiedy się zbliżył, aby zamknąć mnie w uścisku. W takich chwilach starałam się jakoś uciec, ale w końcu to był mój tata. Nie widziałam się z nim rok, więc nie chciałam sprawić mu przykrości i lekko go objęłam. Przytulenie trwało zaledwie sekundę, po czym pośpiesznie wyślizgnęłam się z uścisku. Dopiero wtedy wypuściłam wstrzymywane powietrze.
– Gdzie Flynn? – zagadnęłam, kiedy ruszyliśmy w stronę lotniskowego parkingu.
– Na torze – odpowiedział i zerknął na zegarek. – Za pół godziny kończy trening.
Pokiwałam głową. Mój brat nigdy nie opuszczał treningów. To była dla niego rzecz święta. Czasami wydawało mi się, że spędza tam więcej czasu niż w domu. Zaraz po skończeniu liceum przeprowadził się tutaj, aby skupić się na rozwijaniu swojej pasji pod okiem naszego ojca.
Jechaliśmy w ciszy, a ja, wykorzystując tę chwilę, przyglądałam się widokom za oknem. Byłam w tym miejscu tylko raz, kilka lat temu na wakacjach. Później ojciec przylatywał w odwiedziny do Houston. Wszystko wydawało się tu takie wielkie. Poczułam się jak mrówka pośród tych wieżowców.
Zanim się obejrzałam, staliśmy już na podjeździe, a za nami zamykała się brama automatycznie. Budynek przed nami był ogromny. Jego biel biła już z oddali. Podejrzewałam, że tata zatrudniał ogrodnika, bo w życiu nie miałby czasu sam zająć się roślinnością wokół domu. Przekroczywszy próg, stwierdziłam, że wnętrze nie uległo zbyt wielu zmianom. W salonie dalej stała ogromna granatowa kanapa, na której zmieściłoby się spokojnie dwadzieścia osób. Na półkach przybyło jedynie nagród zdobytych przez mojego brata. Skierowałam się do otwartej kuchni i wyjrzałam przez okna rozciągające się na całej jej długości. Patrzyłam na tyły domu, gdzie znajdował się duży basen. To był jego wielki plus. Z podwórka taty można było zejść do laguny Biscayne Bay. Wcale nie zdziwiło mnie to, że przy brzegu był zacumowany średniej wielkości jacht motorowy.
– Możemy kiedyś popływać – zaproponował tata.
Kiwnęłam głową. Bez słowa skierowałam się ku schodom i wniosłam na górę walizki. Kiedy dotarłam na piętro, skręciłam w prawo, minęłam kilkoro drzwi i stanęłam przed ostatnimi z nich. Otworzyłam je ostrożnie. Nic się nie zmieniło. Jakby czas w tym miejscu zatrzymał się kilka lat temu. Wielkie łóżko pośrodku pokoju było zaścielone białą pościelą w malutkie czarne kwiatki. Na biurku leżały poukładane muszelki i kamienie, które kiedyś udało mi się zebrać podczas nurkowania. Nie było tu żadnych zdjęć czy rzeczy osobistych. Wyglądało to ponuro, a ja chyba nawet nie chciałam tego zmieniać. Pokój pasował do mojego wnętrza. Był pusty, zupełnie jak ja.
Rzuciłam się na łóżko i wędrowałam wzrokiem po suficie. Całkiem zapomniałam, że tamtego lata przykleiłam na nim świecące w ciemności gwiazdki. Wyciągnęłam z kieszeni spodenek telefon i wymieniłam kilka wiadomości z mamą. Obiecała, że przyleci któregoś dnia, kiedy uspokoi się sytuacja w pracy. Bycie prezenterką telewizyjną to ciągły bieg, więc nie spodziewałam się cudu w postaci kilku dni urlopu. W końcu to Susan Hill. Ona zawsze była tam, gdzie jej potrzebowano.
Gdy przymknęłam na moment powieki, ktoś wszedł do mojego pokoju. Mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ile razy uśmiech zagościł na mojej twarzy w ciągu tych dwóch miesięcy i ile razy ktoś mnie dotknął od tamtego wydarzenia. Nikogo do siebie nie dopuszczałam, jednak wyjątkiem był on: mój starszy o trzy lata blondwłosy brat. Przy nim nie czułam się ze sobą okropnie. Nie czułam się obrzydliwa. Nie mogłabym go odrzucić. On tworzył dla mnie bezpieczną przestrzeń. Dlatego kiedy wylądował na mnie swoim wielkim cielskiem i zaczął mnie łaskotać, z moich ust wydobył się zapomniany dźwięk, którym był śmiech. Uderzyłam go łokciem w żebra, a on się przekręcił i położył obok mnie. Teraz oboje wpatrywaliśmy się w gwiazdy z uniesionymi kącikami ust.
– Mogłeś mnie udusić, grubasie – warknęłam.
– Przynajmniej miałbym święty spokój – odparł, szturchając mnie ramieniem. – Jak lot?
– Przyjemnie, nie licząc bachora, który trząsł moim fotelem, jakby wstąpił w niego szatan.
Zaśmiał się pod nosem.
– Miła dla ludzi jak zawsze – skwitował.
– Jak trening? Dalej jesteś niepokonanym Flynnem Hillem? – Uniosłam brew, spoglądając na niego.
– Oczywiście, zwycięstwo mamy w genach. – Puścił do mnie oko.
Nie zapytał o nic więcej. Czytał we mnie jak w otwartej księdze. Zawsze wiedział, co zrobić, co powiedzieć, a czego nie. Wiedział, jak się ze mną obchodzić. I może właśnie dlatego tylko jego dotyk nie wypalał na moim ciele ran.
Otworzyłam powoli powieki. Na suficie świeciły gwiazdy, a w pokoju było ciemno. Leżałam sama otulona kocem. Musiałam zasnąć, a Flynn wymknął się z pomieszczenia. Podniosłam się z łóżka, czując niewyobrażalną suchość w gardle, więc skierowałam się na dół. W kuchni wypiłam dwie szklanki wody. Przysiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Dobiegała dwudziesta trzecia, więc podejrzewałam, że reszta domowników śpi. Przełączyłam na trwający już film i sięgnęłam po miseczkę z orzeszkami stojącą na ogromnym stoliku kawowym. Chrupałam tak z dziesięć minut, kiedy usłyszałam ciche kroki na schodach. Wyciągnęłam szyję w stronę korytarza, po czym ujrzałam Flynna w czarnym dresie. Najwyraźniej miał zamiar przekręcić zamek w drzwiach i czmychnąć.
– Flynnie Hill, czy ty w wieku dwudziestu trzech lat wymykasz się na imprezę? – zakpiłam.
Podskoczył jak oparzony. Podejrzewałam, że nie spodziewał się spotkać tu nikogo o tej godzinie. Cóż, został przyłapany, a ja nie zamierzałam odpuścić. Musiałam wiedzieć, co knuje. To było ciekawsze niż telewizja.
Zerknął w moją stronę. Zbliżył się do kanapy.
– Coś w tym rodzaju – odpowiedział i uniósł kąciki ust. – Chcesz iść?
Spojrzałam na niego z politowaniem. Ja i ludzie to nie był dobry pomysł. Pokręciłam głową, choć w zasadzie nie musiałam, bo znał odpowiedź.
– Jutro ci wszystko opowiem, pod warunkiem że to zostanie naszą tajemnicą.
Pokiwałam głową, a Flynn ruszył w stronę wyjścia.
– Pamiętaj o zabezpieczeniu – rzuciłam na odchodne.
Przewrócił oczami i popukał się palcem wskazującym w głowę. Zamknął za sobą drzwi i tyle go widziałam.
Nie było sensu spędzać więcej czasu w salonie. Potrzebowałam wziąć prysznic po podróży. Po chwili przegrzebywałam już walizki w poszukiwaniu ubrań. W duchu dziękowałam projektantowi tego domu, że postanowił umieścić przy każdym z pokojów małą łazienkę. Mogłam rozłożyć się ze swoimi kosmetykami i nikt nie miał pretensji, bo to była moja przestrzeń.
Po kąpieli włożyłam czarną satynową piżamę i wskoczyłam pod kołdrę. Miałam problemy ze snem. W łóżku raczej wegetowałam, niż spałam, jeśli nie było obok mnie nikogo, przy kim czuję się bezpiecznie. Nocami leżałam i patrzyłam w otaczającą mnie ciemność. Prawda była taka, że bałam się zamknąć oczy, bo kiedy powieki opadały, mój umysł kreował sny. Niedobre sny, które odbierały mi poczucie bezpieczeństwa, przywracały wspomnienia, dusiły mnie. Zrywałam się z krzykiem cała spocona.ROZDZIAŁ 2
BUDZIŁAM SIĘ ZAZWYCZAJ WYCZERPANA. Od dwóch miesięcy żadnej nocy nie spałam więcej niż cztery godziny, dlatego też na mojej bladej skórze pod oczami pojawiły się delikatne sińce. Zawsze starałam się je czymś zakryć, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń.
Wiedziałam, że tata z samego rana ma spotkanie, a Flynn wrócił nad ranem, więc nawet się nie przebierałam, tylko w satynowej piżamie zeszłam na dół. Dobiegała dopiero ósma, ale przez uchylone drzwi tarasowe do środka wpadało już gorące powietrze. Założyłam bezprzewodowe słuchawki i włączyłam jeden z lepszych utworów Imagine Dragons, _Demons_.
When you feel my heat, look into my eyes
It’s where my demons hide
It’s where my demons hide
Don’t get too close, it’s dark inside
It’s where my demons hide
It’s where my demons hide.
W tym momencie zawsze przechodziły mnie ciarki. Moje demony mną zawładnęły. Zjadły moje dobre wspomnienia, śmiech, poczucie własnej wartości. Od tych dwóch pieprzonych miesięcy czułam się jak chodzący trup. I jak kula u nogi dla moich bliskich. Chociaż oni powtarzali, że są przy mnie. To dla nich co jakiś czas wymusiłam uśmiech lub wyszłam z domu na spacer. Wtedy wyglądali, jakby się cieszyli, że ruszyłam dalej. Wolałam, żeby oglądali mnie z różem na policzkach, niż dopytywali o stan zdrowia. Wolałam od czasu do czasu wykonać jakiś mały gest życia, niż smucić ich swoim umieraniem.
Piosenki zmieniały się losowo, a ja w końcu wyrwałam się z otępienia. Spędziłam dobre dziesięć minut, gapiąc się na pusty talerz. Postanowiłam, że zrobię mojemu bratu kanapki na śniadanie. Chciałam wiedzieć, gdzie był wczorajszej nocy, a jedzeniem łatwo przekupić każdego faceta. Kiedy już nałożyłam jajecznicę ze szczypiorkiem i przygotowałam kanapki z mozzarellą przekładane chrupiącym boczkiem, odwróciłam się w kierunku salonu. Wtedy go zauważyłam. Stał w progu, oparty o futrynę i mi się przyglądał. Facet był cholernie wysoki. Jeśli nie górował nade mną o dobre pół głowy, to niewiele mu brakowało. Był ubrany w czarny dresowy komplet, a spod kaptura wystawały mu gęste kosmyki. Nie można było odróżnić, w którym miejscu kończą się włosy, a zaczyna materiał, były tak ciemne. Jak węgiel. Przeniosłam wzrok na jego oczy. Zimne, niebieskie tęczówki nie zdradzały za wiele. Jego pokerowa twarz nawet nie drgnęła.
Zagrałam tak samo. Chociaż byłam przerażona, że znajduję się z obcym facetem w jednym domu, nie chciałam dać tego po sobie poznać. Byłam na siebie zła, że założyłam te pieprzone słuchawki. Ktoś mógł wynieść pół domu, a ja bym nie usłyszała.
Nie wiedziałam, co zrobić. Zacząć się drzeć na całe gardło? Rzucić w niego nożem? Jak dostał się do domu? Czego chciał?
Postanowiłam pójść na żywioł. Ruszyłam w jego stronę pewnym krokiem. Zaskoczyłam go tym posunięciem. Wyprostował się i bacznie mnie obserwował. Kiedy znalazłam się zaledwie o krok od niego, moje kolano z całych sił uderzyło w jego krocze. Biedak zgiął się wpół, a ja się modliłam, żeby nie okazał się ogrodnikiem ojca. W duchu dziękowałam za lekcje samoobrony, na które uczęszczałam w ramach zajęć dodatkowych w szkole.
Zdezorientowałam go na tyle, by rzucić się biegiem po schodach. Słyszałam, jak zaklął ochryple. Od razu otworzyłam dobrze znane drzwi, powstrzymując ostatkiem sił zbliżający się atak paniki. Dopadłam do mojego brata i potrząsnęłam nim. Usiadł w mgnieniu oka wystraszony.
– Ktoś jest w domu – wysapałam.
Przerażenie brało nade mną górę, a Flynn jak gdyby nigdy nic wstał w swoich bokserkach i skierował się w stronę, z której przybiegłam. Szłam za nim krok w krok. Kiedy weszliśmy do salonu, obcy siedział na kanapie z przyłożonym do krocza mrożonym groszkiem.
Flynn wybuchnął śmiechem. Popatrzyłam na niego jak na wariata.
– Następnym razem trzymaj ją przy sobie, bo prawie stałem się bezpłodny – wysyczał czarnowłosy.
– Masz, młoda, kopa – powiedział dumnym głosem mój brat.
Patrzyłam to na jednego, to na drugiego. Czyli to nie był włamywacz czy zabójca. Ewidentnie przyłożyłam koledze Flynna. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że żałuję. Bo nie żałowałam. Kto normalny gapi się w progu na laskę jak psychopata?
Wywróciłam oczami, kiedy znowu usłyszałam ten zachrypnięty głos:
– Czekam na przeprosiny.
Prychnęłam.
– Gdybyś nie zachowywał się jak psychol, może oszczędziłabym twoje genitalia. Ciesz się, że nie odrąbałam ci ręki nożem – warknęłam i ruszyłam do swojego pokoju.
Czułam palący wzrok na plecach.
– Nawet nie zdążyłabyś do mnie podejść – odwarknął.
Spojrzałam przez ramię w jego stronę. Uniosłam brew.
– Twoje wielkie ego nie zdążyło przyswoić, że już to zrobiłam.
Flynn zaśmiał się pod nosem, a ja poszłam do siebie. Słyszałam, jak cicho ze sobą dyskutują. Ten człowiek działał mi na nerwy. Miałam nadzieję, że po tej akcji zacznie unikać spędzania czasu w naszym domu.
Poszłam pod prysznic, by się uspokoić. Dłonie drżały mi lekko z nerwów, niekoniecznie wywołanych sprzeczką. Chciałam czuć się tu bezpieczna, a przez ułamek sekundy myślałam, że ktoś z łatwością dostał się do domu. Oddychałam głęboko.
– To już przeszłość. Jestem bezpieczna – szeptałam desperacko.
Pozwoliłam, by kilka łez spłynęło mi po policzku, mieszając się z wodą. Przemyłam ostatni raz twarz i wyszłam z kabiny. Przeszłość była przeszłością. Musiałam w to wierzyć, aby przetrwać.
Przeleżałam godzinę, gapiąc się w sufit. Mogłabym zaliczyć to do moich ulubionych zajęć. Przyzwyczaiłam się do spokoju panującego w Houston, ale tam nie było mojego brata, a z nim rzadko kiedy bywało spokojnie. Wcale się nie zdziwiłam, kiedy po jakimś czasie pod moim balkonem zawyła głośna muzyka. Podniosłam się z łóżka i otworzyłam drzwi balkonowe. Dla tego widoku niejedna osoba mogłaby zabić: przede mną rozciągała się błękitna laguna. Spojrzałam w kierunku basenu umiejscowionego po tej stronie domu. Flynn właśnie się wynurzył i chlapał wodą na wszystkie strony. Popatrzył na mnie i pomachał.
– Chodź tu, złapiesz trochę koloru, wampirzyco – krzyknął.
– Ten dupek dalej tam jest?
Usłyszałam cichy śmiech brata.
– Siedzi na kanapie. Tym razem z mrożoną marchewką.
Kącik ust delikatnie powędrował mi w górę. Byłam okropna, ale jednocześnie sprawiało mi satysfakcję, że byłam w stanie tak załatwić ogromnego faceta.
Włożyłam kostium jednoczęściowy, doskonale zakrywający moje niedoskonałości. Odszukałam w walizce przejrzystą narzutkę. Gdybym nie zeszła w ciągu piętnastu minut, mój brat zaciągnąłby mnie tam siłą. Lubiłam to w nim. Starał się, żebym wróciła do dawnego życia.
Przemierzałam schody po raz kolejny. W ciągu kilku godzin zrobiłam już na nich niezły trening. Żeby wyjść na tyły domu, musiałam przejść przez nieszczęsny salon. A raczej minąć osobę, która nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia.
Kiedy mijałam chłopaka, otworzył przymknięte oczy. Było dziś upalnie, ale jego wzrok mógłby zamrozić wszystko, co znalazłoby się w jego zasięgu. Zupełnie mnie to nie wzruszało. Nawet widziałam między nami pewne podobieństwo – z moich oczu też rzadko kiedy biły jakieś emocje.
Mierzyliśmy się wzrokiem, gdy do salonu wszedł mój tata. Elegancką koszulę zdążył już zamienić na luźną kremową koszulkę.
– Zander, przysięgam na Boga, że zacznę pobierać od ciebie czynsz – zażartował.
A więc tak miał na imię chłopak, który nie odrywał ode mnie przeszywającego wzroku.
– Przecież jest pan ateistą – odpowiedział chłopak, za co oberwał rzuconą poduszką.
– Co ci się stało? – Tata wskazał głową na mrożonkę.
– Pana córka chciała mnie wykastrować. – Wzruszył ramionami.
Ojciec na początku najwyraźniej myślał, że to żart, cichy śmiech wydobył się z jego ust. Dopiero po chwili dotarło do niego, że chłopak mówi serio: najpierw otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, a później jego wyraz twarzy spoważniał. Znałam ten wzrok. Szykował się do pouczenia mnie, jak zachowywać się stosownie. Postanowiłam go wyprzedzić, bo nie chciało mi się słuchać po raz setny jego kazania:
– Tato, naprawdę nie zaczynaj. Nie mam dziś cierpliwości do wykładów, a on i tak nie wygląda na kogoś, kto ma wystarczająco dużo szarych komórek, żeby je zrozumieć.
Zander prychnął pod nosem.
– A jednak miałaś na tyle inteligencji, żeby próbować pozbawić mnie jąder.
Tym razem to ja wzruszyłam ramionami, mierząc wzrokiem torbę mrożonych minimarchewek.
– Przynajmniej twój kutas ma przyjaciół odpowiedniej wielkości – rzuciłam szyderczo.
Po twarzy Zandera na pierwszy rzut oka nie było widać, że się przejął moim komentarzem, jednak pojedyncza żyła na szyi zdradziła wszystko. Podejrzewałam, że gdyby nie obecność taty, już dawno toczylibyśmy słowną wojnę. O ile na słowach by się skończyło, bo chciałam go udusić.
Nie czekałam na gadkę ojca. Wyszłam na zewnątrz, gdzie na leżaku rozłożony jak książę leżał Flynn. Z natury byliśmy bladzi, ale ewidentnie Miami dobrze na niego działało. Nabrał kolorów, a jego blond włosy stały się jeszcze jaśniejsze. Ułożyłam się na leżaku obok niego. Zerknął spod czarnych okularów przeciwsłonecznych.
– Wyszczekana jesteś, wiesz?
– Od urodzenia. Dlatego zawsze wzywali rodziców do szkoły z mojego powodu.
Posłał mi zadziorny uśmiech. Założyłam okulary przeciwsłoneczne i zamknęłam oczy. Mojej bladej cerze przydałoby się trochę słońca, więc nie zamierzałam chować się pod parasolem. Po dziesięciu minutach usłyszałam kroki.
– Emocje trochę opadły, więc mogę w końcu oficjalnie was sobie przedstawić – odezwał się Flynn. – April, włamywacz to mój dobry ziomek Zander. Zander, pogromczyni twojego fiuta to moja siostra – powiedział i wybuchł śmiechem.
Otworzyłam oczy i rzuciłam spojrzenie w stronę zmierzwionych czarnych włosów. Chłopak patrzył na mnie z kamienną miną.
– Powiedziałbym, że miło cię poznać, alebym skłamał – powiedział sucho.
– Wzajemnie – rzuciłam.
Mój brat ewidentnie miał niezłą zabawę. W ogóle nie przejął się całą sytuacją. Mimo że skończył dwadzieścia trzy lata, czasami zachowywał się jak dziecko.
– To gdzie byłeś w nocy? – zagadnęłam Flynna.
Zander trochę zesztywniał. Dalej się we mnie wpatrywał.
– To ciekawa historia… – zaczął mój brat, ale nie dane mu było dokończyć.
– Stary, daj spokój – rzucił niebieskooki. – Nie mieszaj jej w to, nie ma sensu.
Zsunęłam delikatnie swoje ciemne okulary, po czym uniosłam brew. Chciałam go wyśmiać. Kim był, żeby mówić, co wolno mi wiedzieć, a czego nie? To był mój brat. A skoro znał najważniejsze wydarzenia z mojej przeszłości, ja miałam prawo wiedzieć, dokąd wymyka się nocą.
– Nie wydaje mi się, żeby mój brat musiał cię prosić o pozwolenie na rozmowę – rzuciłam gorzko.
– Grzeczne dziewczynki śpią lepiej, kiedy mniej wiedzą – odpysknął.
Chyba zaczęłam się robić agresywna, bo wyobrażałam sobie, jak rozkwaszam jego twarz rzuconą szklanką.
Nigdy nie byłam grzeczna. Zawsze sprawiałam problemy. Flynn za to był złotym dzieckiem. Zawsze bezkonfliktowy, słuchał się rodziców i realizował swoje cele do końca. Ja byłam tą gorszą. Czy mi to przeszkadzało? Skąd.
– Skończyliście skakać sobie do gardeł? – przerwał nam bitwę na spojrzenia mój brat.
Zrobiłam skwaszona minę. Znowu założyłam okulary i przymknęłam oczy. Wiedziałam, że w obecności tego idioty niczego się nie dowiem.
Chłopaki po jakimś czasie zajęli się rozmową na temat samochodów. Wymknęłam się z powrotem do swojego pokoju.
Słońce dało mi trochę w kość i poczułam się zmęczona. Wskoczyłam pod koc i owinęłam się szczelnie. Mimo upału na zewnątrz lubiłam czuć ciepło w łóżku. Otulona od stóp po szyję czułam się odrobinę spokojniejsza. Szkoda tylko, że spokój nie zawsze wystarczał, by sen przyszedł bez lęku.ROZDZIAŁ 3
OTACZAŁY MNIE ŚWIATŁA. _Ciemność. Światła. Przeplatały się. Chaos. Głosy. Rozmowy. Śmiech. Alkohol. Później ciemność. Długa ciemność. Nieprzyjemne uczucie. Krzyk rozdzierający moje gardło._
Otworzyłam oczy zlana potem. Łapałam oddech resztkami sił. Podniosłam się do siadu, a wtedy zobaczyłam ciemną postać w progu mojego pokoju. Słońce już zaszło, z zewnątrz wpadało do środka światło lamp z posesji.
Wydawało mi się, że dalej śnię. Zaczęłam szczypać się po dłoniach z nadzieją na powrót do rzeczywistości. Nie pomagało, a ja czułam się bezsilna.
Postać zrobiła krok w moją stronę. Zamarłam. Byłam na skraju płaczu.
– Wszystko okej? – odezwał się zachrypnięty głos.
To nie był sen. Ten głos. Zander stał w moim pokoju. Starałam się uspokoić oddech. Wróciłam. Nie byłam już w koszmarze. Musiałam tylko opanować swoje ciało, jednak nie pomagało.
Ciemnowłosy, widząc to, zbliżał się do mnie powoli. Kiedy wyciągnął dłoń, aby złapać moją, odruchowo cofnęłam się na łóżku.
– Nie dotykaj mnie – warknęłam.
Światło padało teraz na jego twarz. Dalej była taka sama, niewzruszona.
– Wyluzuj. Nic ci nie zrobię.
Czy mogłam być tego pewna? Tak naprawdę każda osoba stanowiła potencjalne zagrożenie. Dlatego moje ciało płonęło w reakcji na dotyk ludzi.
– Po prostu, kurwa, wyjdź.
– Pieprzony pierwszy raz próbuję być dla ciebie miły, a ty dalej zachowujesz się jak księżniczka – odburknął i wyszedł.
Spodziewałam się, że trzaśnie drzwiami, jednak tylko delikatnie je zamknął.
Ten chłopak był nienormalny. Przekraczał moje granice, przypatrywał się, jak śpię. Czy nie tak zachowują się psychopaci? Miałam wrażenie, że jego obecność wywoła w moim życiu zamieszanie.
Odetchnęłam. Musiałam skupić na czymś wzrok. To pomagało. Leżałam więc, patrząc w gwiazdy na suficie. Jakiś czas później do pokoju wszedł mój brat. Tęskniłam za spokojem w Houston. Tam miałam swoją przestrzeń. Ciszę, w której przepadałam.
– Wychodzę z Zanderem. Idziesz z nami?
– Źle się czuję. Innym razem – odpowiedziałam, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
Podszedł i usiadł na skraju łóżka. Złapał mnie za dłoń. To była jedyna osoba, której przyjemne ciepło mogłam poczuć.
– Hej, co jest?
Skierowałam na niego wzrok. Przybrałam neutralny wyraz twarzy.
– Potrzebuję spokoju, a odkąd tu jestem, ciągle coś się dzieje – wyznałam.
Odetchnął głośno. Posłał mi jedno ze swoich zmartwionych spojrzeń.
– Wiesz, że nie możesz się chować cały czas w pokoju?
– Daj mi się zaaklimatyzować – burknęłam.
– Mam zostać? Zrobimy tonę popcornu i obejrzymy po raz tysięczny _The Walking Dead_. – Uśmiechnął się.
– W życiu. Nie zniosę twojego marudzenia na Carla. – Dałam mu kuksańca w ramię.
– Ten dzieciak to chodząca niemota! – Udał obrażonego.
Wywołał mój lekki uśmiech. Poczochrał moje włosy, po czym wyszedł.
Dzisiejszej nocy postanowiłam obejrzeć serial. Plusem bezsenności było to, że mogłam nadrobić minione odcinki. Tak więc o drugiej leżałam na wielkiej kanapie w salonie, wrzucając orzeszki do buzi. Włączyłam kolejny odcinek, kiedy mój telefon zawibrował. Zerknęłam na niego. Połączenie od mojego brata. Przyłożyłam słuchawkę do ucha.
– Śpisz? – zapytał.
W jego głosie słyszałam zdenerwowanie, chociaż nie spowodowałam go ja.
– Nie mów, że muszę odebrać cię z komisariatu, bo postanowiłeś nago tańczyć na barze.
– Nie tym razem – zaczął. – Czy jesteś w stanie wziąć auto ojca i podjechać w jedno miejsce? Tylko go nie budź.
– O co chodzi? – zapytałam zdezorientowana.
– April, wyjaśnię później.
– Wyślij adres.
Zabrałam z przedpokoju kluczyki do nowego BMW i wyślizgnęłam się po cichu z domu. Wyszłam na podjazd i nakierowałam kluczyk w stronę pojazdu. Otworzyłam drzwi białego auta. Miejsce kierowcy było nieziemsko wygodne. Zaczęłam się zastanawiać, jak można nie zasnąć w takim fotelu podczas jazdy.
Trochę minęło, odkąd ostatni raz prowadziłam, tego się jednak nie zapomina. To jak jazda na rowerze. Raz się nauczysz, a później możesz to robić z zamkniętymi oczami. Choć lepiej ich nie zamykać.
Ustawiłam adres w nawigacji. Od celu dzieliło mnie pół godziny jazdy. Włączyłam na głośnikach swoją playlistę i ruszyłam. Jechało się dość przyjemnie. O tej godzinie prawie nikogo nie było na ulicach, minęłam jedynie kilka krążących po okolicy radiowozów. Byłam coraz bliżej celu. Zatrzymałam się przy dużym budynku liczącym spokojnie ze dwadzieścia pięter. Napisałam do brata SMS-a, że dotarłam. Zaraz później z głównego wejścia wyszły trzy osoby. Zdziwiłam się, bo myślałam, że tylko jego mam odebrać. Ewidentnie robiłam za szofera pijaków. Jednak kiedy znaleźli się w środku, nie poczułam odoru alkoholu.
Mój brat zamiast zająć miejsce pasażera, skierował się na tył za mój fotel. Miejsce obok niego zajęła dziewczyna w białej bluzie, zaś obok mnie usiadł nie kto inny jak Zander. Lepszej nocy wymarzyć sobie nie mogłam. Na jego widok wywróciłam oczami.
– Hej! Jestem Miley Brooks. Miło cię w końcu poznać! – odezwała się dziewczyna.
Kiedy skierowałam swój wzrok w jej kierunku, zdjęła z głowy kaptur. Miała różowe włosy, a w piegowatym nosie widniało septum. Wyglądała na buntowniczkę. Musiałam przyznać, że była przepiękna. Naturalnie przepiękna. Miała tylko delikatnie podkreślone brwi i rzęsy. Jej cera była nieskazitelna.
– April – powiedziałam i odruchowo pomachałam w jej kierunku.
Witałam się z ludźmi w taki sposób, kiedy chciałam uniknąć ściskania ich ręki. Unikałam kontaktu.
– Jedź do nas – rzucił Flynn, wychylając się pomiędzy siedzeniami. – Dzięki, że nas odebrałaś.
Spokojnie sunęłam ulicami miasta. Troje moich kompanów milczało, więc też nie zamierzałam rozmawiać. Chciałam jedynie wyjaśnień od mojego brata, ale wtedy, kiedy będziemy sam na sam.
Pochłonęły mnie myśli, ale rozproszyło mnie wycie syreny i migające niebiesko-czerwone światła. Pasażerowie z tyłu wyglądali na zdenerwowanych, lecz Zander jak zwykle miał kamienną minę.
– Kurwa – syknęła dziewczyna.
– Zatrzymaj się i zachowuj normalnie – powiedział Flynn.
– Jezu, okradliście bank czy coś, że się tak spinacie? – burknęłam.
Zatrzymałam pojazd, a wóz policyjny stanął za mną. Wysiadł z niego mężczyzna i zbliżył się do mojej szyby. Opuściłam ją zgodnie z jego instrukcją. Miał nie więcej niż trzydzieści lat, ale na jego twarzy gościło zmęczenie. Mogłabym przybić z nim piątkę. Dobrze znałam to uczucie.
– Dobry wieczór. Funkcjonariusz Hopes. Poproszę wyłączyć silnik i przygotować dokument tożsamości oraz prawo jazdy.
Zgasiłam silnik, po czym wyciągnęłam z torebki przedmioty, o które prosił, i podałam je przez okno. Poszedł do radiowozu, po czym zaraz wrócił.
– Dokumenty są w porządku. Co robicie tu w środku nocy? – zapytał, unosząc brew.
– Wybraliśmy się na przejażdżkę – odezwał się Zander po raz pierwszy.
Policjant przeniósł wzrok na niego i zmrużył oczy. Taki wzrok nigdy nie wróżył nic dobrego. Należało zatkać Zanderowi paszczę. Dopóki siedział cicho i nie zwracał na siebie uwagi, wszystko przebiegało, jak należy.
– Proszę, abyście opuścili pojazd. Musimy sprawdzić samochód – powiedział funkcjonariusz.
No pięknie.
– Dlaczego? – zapytałam.
– Odbywały się dzisiaj nielegalne wyścigi. Musimy sprawdzić kilka rzeczy i wylegitymować pozostałych – odpowiedział grzecznie mundurowy.
Wtedy mnie oświeciło. Wyjścia nocą. To, że Flynn nie wrócił do domu swoim białym Nissanem GTR R35 z karbonową maską, tylko kazał po siebie przyjechać. Pewnie pojechali tam popatrzeć. Wieczór z samochodami, głośnymi silnikami i możliwością pokazania się przed innymi. Typowe. Trochę połechtać własne ego, trochę pooglądać wyścigi, a potem wrócić do domu, jakby nic się nie stało. Tylko że ich zabawa najwyraźniej zwróciła uwagę policji. Wiedziałam, że nie chcieli, aby ich spisali. Nawet jeśli chodziło o zwykłą kontrolę, ich dane wyświetliłyby się przy kolejnym zatrzymaniu. A skoro byłam blondynką, musiałam udawać głupią blondynkę. Gra aktorska wychodziła mi całkiem dobrze, więc zanim pozostali sięgnęli za klamki, zaczęłam cicho łkać. Pierwsze łzy spływały mi po policzkach. Pozostali, łącznie z funkcjonariuszem, patrzyli na mnie zdziwieni. Z sekundy na sekundę płakałam coraz głośniej. W końcu wytarłam nos w rękaw.
– Przepraszam za tę chwilę słabości. Wie pan, panie policjancie, kobiece sprawy. Jesteśmy w te dni wrażliwsze. – Pociągnęłam nosem. – Chciałam tylko zjeść głupiego hot doga z sosem tysiąca wysp ze stacji. Żeby zrobiło mi się ciut lepiej – wydukałam. Łkałam, ale nie przestawałam nawijać. – Wyciągnęłam ich, bo miałam taką zachciankę, a oni nie potrafią mi odmawiać. A teraz ta kontrola…
Wtedy rozpłakałam się na całego. Schowałam twarz w dłoniach i szlochałam. Chyba zadziałało, bo kątem oka widziałam, jak Hopes złagodniał. Westchnął tylko i poklepał dach samochodu.
– Nie płacz już, jedź na tego hot doga, młoda. Mam trzy młodsze siostry. Znam ten comiesięczny horror. Do widzenia – powiedział i odszedł w stronę radiowozu.
Zasunęłam szybę, po czym otarłam rękawem wymuszone łzy.
– Jesteście moimi dłużnikami – powiedziałam, wróciwszy do mojego neutralnego wyrazu twarzy.
– Laska, jesteś urodzoną aktorką! – pisnęła podekscytowana Miley.
– Moja krew – powiedział dumnie Flynn.
Jako jedyny nie odezwał się Zander. Zerknęłam na niego, bo czułam na sobie jego wzrok. Tym razem nie był obojętny. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie i uznanie. Skinął ledwo zauważalnie głową, a moje usta prawie drgnęły w uśmiechu. Prawie, bo przecież rzadko się uśmiechałam.
Uruchomiłam samochód i ruszyłam ponownie. Włączyłam radio, leciała akurat jakaś wakacyjna piosenka. Zerknęłam w lusterko wsteczne. Mój brat zacięcie przeglądał coś w telefonie, nawet nie zauważając, jak wpatrzona jest w niego dziewczyna obok.
Przyjechaliśmy do naszej posiadłości. Zaparkowałam auto tak samo, jak stało, kiedy je zabrałam. Miałam nadzieję, że tata się nie dowie o naszej nocnej wyprawie, bo jak bym to wytłumaczyła? Oboje z Flynnem mielibyśmy wtedy kłopoty. Mimo że byliśmy dorośli, nie obyłoby się bez pouczającej gadki.
Miałam dość na dzisiaj i po wejściu do domu chciałam pójść od razu do swojego pokoju, Flynn złapał mnie jednak za rękę i zaciągnął do kuchni, gdzie pozostali wyciągali piwo z lodówki. Przeszliśmy przez drzwi tarasowe i usiedliśmy przy stoliku. Noc była tak przyjemna. Ciepły wiatr delikatnie muskał moją skórę. Moje oczy automatycznie powędrowały w górę. Na bezchmurnym niebie błyszczały drobinki.
– Trzymaj piwo – rzuciła różowowłosa, siadając naprzeciwko mnie. – Zander wziął dla wszystkich.
– Wziąłem dwa dla siebie, nie dla morderczyni moich genitaliów – mruknął, nawet na mnie nie patrząc.
Wywróciłam oczami. Mój brat siedzący z boku zakrztusił się napojem, śmiejąc się po cichu. Dziewczyna też parsknęła, więc przeczuwałam, że zdążyła już poznać tę historię. Zander zaś siedział jak zwykle z pokerową twarzą.
– Nie masz jaj, więc co niby miałabym ci uszkodzić? – prychnęłam.
– Jeszcze byś się zdziwiła, gdybym zdjął spodnie. Wybiłby ci oczy – odpyskował.
– Dobrze, że nie mam o co się martwić, bo nie gustujesz w blondynkach – zażartował Flynn. – Ale gdyby przyszło ci do głowy obnażać się przed moją siostrą, to pamiętaj, że dobrze strzelam do celu. Uciekającego też – zagroził, kierując piwo w jego stronę.
– Prędzej sprzedałbym własne auto.
– Prędzej ogolę się na łyso.
Powiedzieliśmy z Zanderem te zdania w jednym momencie. Od razu spojrzeliśmy na siebie. Z naszych oczu biła niechęć. Może nie widziałam u niego nienawiści, ale chłopak działał mi na nerwy.
– Jak to mówią, od nienawiści do miłości jeden krok – powiedziała różowowłosa i upiła piwo z butelki.
Trzy pary oczu patrzyły na nią z niedowierzaniem. Nie chciałam mieć z Zanderem styczności. Najchętniej trzymałabym się od niego z daleka. Wprowadzał chaos i działał mi na nerwy, a ja potrzebowałam wyciszenia i spokoju.
– Czemu nie wróciłeś swoim autem? – Skierowałam wzrok na brata.
– Wynikły pewne komplikacje. – Odchrząknął, zerkając na piorunującego go wzrokiem Zandera.
– Jakie? – Nie zamierzałam odpuszczać.
Bawił się przez chwilę butelką.
– Powiem prosto z mostu: biorę udział w nielegalnych wyścigach. Możliwe, że policja ma na celowniku mój samochód, więc nie mogłem dzisiaj ryzykować – odparł Flynn.
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_