-
nowość
-
promocja
Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis - ebook
Radykalna. Wszystkie sprzeczności Jadwigi Staniszkis - ebook
Jadwiga Staniszkis potrafiła jednym zdaniem przewrócić do góry nogami nie tylko postrzeganie systemów politycznych, ale i zburzyć spokój rozmówcy. Jej analizy były ostrzejsze niż niejedna rewolucja, a życie prywatne bardziej skomplikowane niż transformacja ustrojowa, którą opisywała.
Ta biografia pokazuje Staniszkis w pełnym spektrum: od buntowniczki Marca ’68 po ikonę socjologii, od kobiety o genialnym umyśle po osobę, która – jak twierdziło wielu jej bliskich – „czasem widziała zbyt wiele” i zawsze mówiła o tym głośno.
Autor prowadzi nas przez naukowe idee Staniszkis, jej medialne starcia, skomplikowane relacje i przyjaźnie – w szczególności tę z Jarosławem Kaczyńskim. Rozmawia z Piotrem Glińskim, Mateuszem Morawieckim, Leszkiem Balcerowiczem, Ryszardem Bugajem czy Aleksandrą Jasińską-Kanią i tworzy portret osoby, której nie da się zaszufladkować. Kobiety, która zamiast uprawomocniać stabilizację, wolała stabilnie… destabilizować.
To książka dla tych, którzy lubią umysły ostre, biografie nieoczywiste i bohaterki wymykające się schematom.
Staniszkis była pierwszą w Polsce badaczką, która udowodniła, że socjologia bywa sportem ekstremalnym.
Krzysztof Katkowski – socjolog i filozof, tłumacz literacki, dziennikarz, poeta. Absolwent Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje między innymi z OKO.press i Kulturą Liberalną, jego teksty regularnie ukazują się w takich czasopismach jak nowojorski „Jacobin” czy barcelońska „La Directa”. Pisze i publikuje w kilku językach: polskim, katalońskim, francuskim, hiszpańskim i angielskim.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8399-546-5 |
| Rozmiar pliku: | 7,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Jadwiga Staniszkis, _Samoograniczająca się rewolucja_¹
_Ani człowiek, ani nauka. A nauka bywa tu w kłopocie_.
Tadeusz Boy-Żeleński, _Marysieńka Sobieska_²
_Nigdy nie lubiłem tych narcystycznych dziennikarzy robiących wywiady, którzy bez przerwy atakują swojego rozmówcę i z zapałem starają się udowodnić, że są mądrzejsi, bardziej inteligentni i lepiej przygotowani niż osoba, z którą rozmawiają. Tego rodzaju dziennikarz nie słucha rozmówcy, często mu przerywa, a w końcu frustruje czytelnika. (…) Dziennikarstwo jest dla niego przede wszystkim „procesem” – czasem wręcz wymierzaniem sprawiedliwości – a on sam stoi ponad wszystkimi innymi trybunałami._
Ignacio Ramonet, wstęp do angielskiego wydania biografii Fidela Castro³
_wszystko, co żyje, przytula się,_
_tylko chce płynąć – obok siebie,_
_jak woda z wodą, jak powietrze._
Kata Győrfi, _szerelmes vers_ („wiersz miłosny”)PROLOG
Kim była Jadwiga Staniszkis?
Na początek garść podstawowych faktów: urodziła się 26 kwietnia 1942 roku w Warszawie, zmarła 15 kwietnia 2024; polska socjolożka, w 1992 roku otrzymała tytuł profesora nauk humanistycznych, przez lata związana z Uniwersytetem Warszawskim oraz Polską Akademią Nauk, laureatka Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (2004), uhonorowana Krzyżem Komandorskim oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski; publicystka. Na stronie macierzystej uczelni Jadwigi Staniszkis po jej śmierci napisano: „wybitna humanistka, socjolożka i analityczka polityki”⁴.
Usłyszałem różne opinie na jej temat, zbierając materiały do tej książki: „hochsztaplerka, która nie trzyma się faktów”; „paranoiczka wszędzie doszukująca się działania jakichś spiskowych mechanizmów”; „autystka”; „dziecko polskiej klasy wyższej”; „peryferyjna intelektualistka”.
Dla mnie, jako socjologa i badacza społecznego, była kobietą o niesamowitej intuicji. Dla reportera – osobą skupiającą w swojej biografii wszystkie sprzeczności minionego wieku.
Ale była też teoretyczką.
I tak na przykład to ona zauważyła, że po zakończeniu drugiej wojny światowej Europa Środkowo-Wschodnia znalazła się w sytuacji dwutorowej zależności: została podporządkowana zarówno Związkowi Radzieckiemu, jak i krajom Zachodu.
Wpływ ZSRR przejawiał się w narzuceniu regionowi nowych elit politycznych oraz w wytyczaniu kierunków rozwoju ustrojowego i gospodarczego. Natomiast powiązania z Zachodem wynikały głównie z zaciągania zagranicznych kredytów oraz importu technologii i infrastruktury przemysłowej, co od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku coraz silniej uzależniało polską gospodarkę od państw zachodnich.
Wprowadzała własną terminologię. Przykładem jest wciąż używany przez prawicę, choć niezrozumiany, termin „postkomunizmu” (to Staniszkis zastosuje go w takim sensie, w jakim używają go do dziś internauci) – i wynikająca z niego sytuacja polityczna Polski. Skrytykowała legendarny ruch Solidarności – i to w jego lewicowej fazie – za to, że ruch ten „sam się ogranicza”. Przedstawiła jedną z najciekawszych, silnie osadzoną w tradycji heglowskiej, krytyk PRL – w słynnej _Ontologii socjalizmu_ wskazując pozorność całego systemu. Wreszcie, zajmowała się analizami procesów globalizacji – jednocześnie silnie broniąc koncepcji Unii Europejskiej.
A także: była córką polskiej konserwatywnej inteligencji – takiej, którą i po wojnie było stać na niańkę.
Jadwiga Staniszkis miała ogromny wpływ na kształt współczesnej Polski. Jej osobista historia jest jednocześnie opowieścią o losach kraju – od czasu drugiej wojny światowej aż do dziś.
*
Prof. Antoni Dudek to jeden z niewielu polskich intelektualistów publicznych i autor licznych publikacji, między innymi kolejnych wydań bestsellerowej _Historii politycznej Polski_. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W rozmowie ze mną wspomina:
Pamiętam, jak jechaliśmy razem z Jadwigą pociągiem – nasze spotkanie było zupełnym przypadkiem – ślepy los dał nam miejsce w tym samym przedziale. Ponieważ ona miała zwyczaj szybkiego przeskakiwania z tematu na temat, postanowiłem wtedy skoncentrować naszą rozmowę na pierwszym poruszonym wątku, którym były Niemcy. Ilekroć próbowała od tych Niemiec odejść, tylekroć wracałem do nich zadawanymi jej pytaniami. Postanowiłem bowiem zorientować się, na ile ona ma podstawy do budowania tych swoich daleko idących konstrukcji myślowych. Nie kryję, że mnie wtedy nie przekonała. Dla niej informacje były jak klocki lego – tworzyła z nich oryginalne konstrukcje, których rozmach paraliżował jednak większość ludzi. W świecie akademickim proponowanie takich teorii budziło lęk.
Kiedy jeździła do Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, to opowiadała, że studenci pierwszego roku nic z jej wykładów nie rozumieli. Może i lepiej, bo nie kręciło im się w głowach. Problem polegał na tym, że większość ludzi później też nie była w stanie zrozumieć jej wywodów. Posługiwała się hermetycznym językiem, tak też pisała w swoich książkach. Mimo to uważam, że takie osoby są potrzebne w świecie akademickim.
W czasach Solidarności wyróżniała ją przebojowość. Miała niezwykłą intuicję polityczną, ale też bardzo często kompletnie przestrzeliwała. Jedni ją wyśmiewali, drudzy podziwiali. Była bardzo nietypową, nieschematyczną osobowością w tamtym zdominowanym przez mężczyzn świecie akademickim.
Jej książki są trudne w lekturze. Mam często wrażenie, że dalej jej nie rozumiem. Jeżeli wielu ludzi nie rozumie jej wywodów, to coś jest na rzeczy. Są tam potworne skróty myślowe, przeskoki z jednej rzeczywistości do drugiej. Ale zarazem zdarzają się fragmenty genialne. Jej najsłynniejszy koncept, który wymyśliła, to „samoograniczająca się rewolucja”, oczywiście dotyczący Solidarności z lat 1980–1981. I to jest coś, co po niej zostanie. Ta definicja z lat osiemdziesiątych to jej wkład intelektualny, coś, co przetrwa. Staniszkis często potrafiła uchwycić istotę zjawiska w lapidarnym zwrocie. Jak wtedy, gdy wymyśliła nazwę Akcja Wyborcza Solidarność lub gdy powiedziała o „miękkiej charyzmie” Jerzego Buzka.
Pamiętam, jak nie mogła zaakceptować faktu, że ja nie chcę uznać jej koncepcji tak zwanej „rewolucji militarnej”. Pokazywała mi na korytarzu przed kolokwium habilitacyjnym (była jedynym z moich recenzentów) list od profesora Vojtecha Mastnego, który miał potwierdzać tę koncepcję. Zakładała ona, że ZSRR osiągnął w końcu lat siedemdziesiątych strategiczną przewagę wojskową nad USA (to akurat była prawda) i sowieccy marszałkowie chcieli przeprowadzić atak prewencyjny. Wiązała to w przedziwny sposób z Solidarnością i stanem wojennym w Polsce, który miał te plany przekreślić. To jednak jest czysta spekulacja – niemożliwa do ostatecznej weryfikacji bez swobodnego dostępu do posowieckich archiwów. Pamiętam konferencję w Jachrance w 1997 roku, na której byli zarówno sowieccy generałowie, jak i pracownicy amerykańskiego wywiadu. Zbigniew Brzeziński wysłuchał wtedy jej referatu o owej „rewolucji militarnej” i ocenił, że to kompletnie oderwane od faktów.
Jednak nie wszystkie jej najgłośniejsze koncepcje były źródłowo równie wątłe. Dla przykładu jej wywody na temat procesu „uwłaszczenia nomenklatury” jako czynnika rozkładu systemu komunistycznego były pionierskie. Zweryfikowałem je później pozytywnie w mojej książce _Reglamentowana rewolucja_. Oczywiście także i na tym polu zbudowała megateorię, która w mojej ocenie idzie zbyt daleko, ale tkwi w niej racjonalny fundament w postaci koncepcji konwersji władzy politycznej na własność ekonomiczną. Problem w tym, że przez to przerysowanie wielu jej wywody uważało za niewiarygodne i odrzucało w całości. Do tego była bezkompromisową komentatorką bieżącej polityki… i narobiła sobie w różnych miejscach wrogów.
W latach dziewięćdziesiątych „Gazeta Wyborcza” była dominującym medium i to ona przyznawała laury, ale i rozdawała ciosy. Staniszkis była jedną z tych osób, którym Michnik i jego redaktorzy ich nie żałowali. Przekreślono jej zasługi z czasów opozycji, a przecież po 1968 roku była represjonowana, wyrzucono ją z uczelni. Zapłaciła sporą cenę za działalność opozycyjną.
Ale też, proszę nie zapominać, w wielu kwestiach po prostu przesadzała.
*
Mateusz Morawiecki, były premier i wciąż jedna z najważniejszych postaci Prawa i Sprawiedliwości:
Pani profesor Staniszkis nigdy nie miałem okazji poznać osobiście. Była dla mnie przede wszystkim intelektualistką, która z niezwykłą odwagą i przenikliwością mierzyła się z diagnozą komunizmu i czasów transformacji. Znałem ją z książek i wywiadów i właśnie tam dostrzegałem jej pełne oddanie przedmiotowi badań, niemal rodzaj intelektualnej służby. Był w tym pewien rys prometejski.
Szczególne znaczenie miały dla mnie dwie książki profesor Staniszkis. Pierwsza to _Ontologia socjalizmu_, w której zaproponowała inne spojrzenie na ten system ideologiczny. Diagnozy komunizmu sprowadzano zwykle do jego zewnętrznej utopijności – do nierealnych celów, złudzenia przebóstwienia człowieka czy zderzenia ideologii z polskim społeczeństwem. Pani profesor poszła dalej. Skupiła się na wewnętrznych sprzecznościach systemu, które rozsadzały go od środka. Z chirurgiczną precyzją pokazywała pozór wpisany w samą strukturę komunizmu – napięcie między uspołecznieniem a partyjnym monopolem, między demokracją a rządami jednej partii, między wolnością a rzekomą dziejową koniecznością. To była analiza immanentna, odśrodkowa, pokazująca, że komunizm był niejako organicznie niemożliwy do realizacji. Nie tylko dlatego, że był utopią, ale przede wszystkim dlatego, że sam siebie niszczył na skutek istniejących w nim sprzeczności. Zaś w pozornej spójności przez pewien czas utrzymywał go jedynie aparat przemocy.
Drugą ważną dla mnie książką profesor Staniszkis był _Postkomunizm_. Była to odważna próba opisania procesów, których wielu wolało wówczas nie dostrzegać. Fascynująca opowieść o tym, jak dawni ludzie władzy politycznej zamienili ją na władzę ekonomiczną, jak dawni działacze reżimu mogli się na tych procesach uwłaszczyć, jak pojawiała się i zwiększała swoje wpływy nowa elita. Profesor Staniszkis pisała o tym w czasie, gdy w mainstreamie wciąż dominowało przekonanie, że komunizm się skończył, a naszym jedynym zadaniem jest „dogonić Zachód”. Ona pokazywała, że to spojrzenie powierzchowne, że cieniem komunizmu obciążone są także procesy po 1989 roku, a liberalizm, który wtedy budowano, był rozumiany naiwnie – w kategoriach dawno już na Zachodzie nieaktualnych.
Krótko mówiąc: kiedy mainstream III RP ślizgał się po powierzchni wydarzeń przełomu millennium, profesor Staniszkis proponowała analizę głęboką – wymagającą, nierzadko prowadzącą do ponurych wniosków, ale zawsze motywowaną pragnieniem zobaczenia rzeczywistości takiej, jaka ona jest: z jej trybikami i ukrytymi mechanizmami. Można powiedzieć, że lektura prac pani profesor była dla mnie formacyjna – uczyłem się z nich krytycznego myślenia, wolnego od złudzeń i modnych narracji.
*
To perspektywa polityka. Staniszkis jednak nigdy nie zapisała się do żadnej partii, mimo że z wieloma sympatyzowała. Była przede wszystkim socjolożką i jako socjolożka badała sposób, w jaki społeczeństwo funkcjonuje, a także zmiany, jakim ono podlega.
W połowie XIX wieku, kiedy socjologia narodziła się jako nauka, sytuacja była zupełnie inna niż ta, jaką znamy z ostatnich dekad. Inaczej niż w roku 2026 wyglądała wtedy przede wszystkim sfera publiczna – ta zresztą swoją nazwę otrzymała dopiero później. Według najprostszej definicji jest to obszar dyskursu politycznego i wymiany poglądów w nowoczesnym społeczeństwie, zaś charakter sfery publicznej można poznać, badając specyfikę napięć między różnymi grupami społecznymi. Niegdyś przestrzenią wymiany myśli były kawiarnie. To tam toczyły się niekończące się dyskusje akademików, środowisk literackich, burżuazji i arystokratów (czasami z komunistycznymi, faszystowskimi czy anarchistycznymi zapędami). Dzisiaj takich miejsc jest wiele – tworzą sieć, czasami rzeczywistą, czasami wirtualną.
Socjologia pojawia się w czasach, kiedy społeczeństwo widać jeszcze tylko wycinkowo: nie ma mediów społecznościowych, wspólnoty zna się więc głównie z książek czy opowieści, funkcjonują w kawiarniach i na ulicach. I oto na wykłady, które Émile Durkheim prowadził w Bordeaux od 1887 roku, zaczynają przychodzić tłumy. Durkheim, raczej filozof interpretujący rzeczywistość niż etatowy socjolog, musiał zostawiać otwarte drzwi auli. Jak podaje jego biograf Steven Lukes, studentów ujmowała przedstawiana koncepcja, wskazująca, że to nie oni sami są za wszystko wokół odpowiedzialni, że ponad nimi rozgrywają się jeszcze inne procesy. I że jeśli skupią się na tych niezależnych od nich procesach, to będą mogli uratować i samych siebie⁵.
Lata później, kiedy po drugiej wojnie światowej „odbudowywano” warszawską socjologię, Stanisław Ossowski – przedwojenny pepeesowiec, socjalista z dobrego domu i zdeklarowany antykomunista – powiesił przy swoim biurku portret Stefana Czarnowskiego, jednego z ojców polskiej socjologii, socjalisty i ucznia Durkheima.
W odradzającym się środowisku socjologicznym stolicy pojawi się także Jadwiga Staniszkis, najpierw jako studentka na Wydziale Filozofii UW przy ulicy Karowej w Warszawie. Będą ją wychwalać wykładowcy i to z legendarnym Zygmuntem Baumanem na czele. Później krnąbrna młoda badaczka pokłóci się i z opozycją, i z Partią, i z akademickim mainstreamem. Z czasem stanie się „wielką damą” polskiej socjologii i nauk społecznych w ogóle. A także sympatyzującą z PiS-em komentatorką polityczną i matką „polskiego populizmu”.
Dziś na Wydziale Socjologii (dawniejszym Instytucie Socjologii, który wchodził w skład Wydziału Filozofii i Socjologii) przy Karowej nadal czyta się Durkheima – przede wszystkim na pierwszym roku studiów. Potem do jego teorii dołączają nowe języki opisu. W wielu naukach doszło przecież do przełomów – pojęcia „względności”, „subiektywności” czy „usieciowienia” stały się kluczowe. Proste podziały w socjologii jednak nie istnieją, podobnie jak w życiu, a system zero-jedynkowy przydaje się tylko w modelach (które często bywają praktyczne).
Stąd i dialektyka. Dialektyka przeciwieństw, za którymi podążała też Jadwiga Staniszkis i których splotów nie umiała rozwikłać – będąc i obywatelką, i burżua, i kobietą, i postacią patriarchalnego świata fetyszu wielkich nazwisk.
Stwierdzenie, że człowiek „zmienny jest” czy „skomplikowany” – to banał taki, że aż wykrzywia. Istotą myślenia dialektycznego, które ukształtowało poglądy Staniszkis, jest jednak nie tylko dostrzeganie różnic, ale i obserwowanie świata przez pryzmat rozmaitych napięć występujących w społeczeństwie. Ich źródłem mogą być klasy społeczne – i to mnie, jako reportera i socjalistę, interesuje pewnie najbardziej – ale mogą być też różne grupy interesu, wyznania, regiony, a nawet ludzkie czy nieludzkie odruchy…
Staniszkis pasuje jednocześnie wszystkim – i nikomu. I dlatego właśnie jest ciekawa.ROZDZIAŁ 1 | RODZINA, KTÓREJ SIĘ NIE WYBIERA
Witold Teofil Staniszkis, ojciec Witolda Wincentego i dziadek Jadwigi, miał życiorys dość typowy dla jego pokolenia. Syn inteligenta – nauczyciela greki, Wincentego – musiał uciekać z terenów obecnej Litwy. Powód wtedy dość częsty: działalność patriotyczna. Stało się to symboliczną podstawą różnicy między Wincentym a synem – Witold Teofil wolał podpisywać się „Staniszkis”, jego ojciec zaś – „Staniškis”.
Na przełomie XIX i XX wieku na litewskiej prowincji decyzja o tym, jaką czyta się poezję czy gazetę, ale przede wszystkim w jakim języku, była wyborem tożsamości narodowej – nowinki, która zdaniem marksistów z większych miast przyszła za sprawą rozwoju współczesnego kapitalizmu.
Niewiele wcześniej, bo w drugiej połowie XIX wieku, pewien litewski lingwista, Jonas Juška, po polsku wspominany jako Jan Juszkiewicz, opracował zapis współczesnego języka litewskiego. W celu odróżnienia zapisu litewskiego od polskiego czy białoruskiego, korzystającego z alfabetu łacińskiego, Juška w swoich reformach językowych jako pierwszy zaproponował zastąpienie polskich dwuznaków _sz_ i _cz_ czeskimi literami _š_ i _č_, a także użycie _ė_ oraz _i_ w miejsce wcześniejszych form. Zamiast litery _w_, charakterystycznej dla polskiej pisowni, proponował stosowanie _v_. Dodatkowo sugerował używanie apostrofu (’) do oznaczania miękkości spółgłosek.
Takie zasady pisowni stosował wydawany przez trzy lata w Tylży miesięcznik „Aušra”.
Może i docierał do domu rodziny Staniszkis.
„Gdyby gadzina ugryzla Litwina, to wpierw by zdechla gadzina”, mówiono wtedy w polskich, rusińskich czy żydowskich wioskach.
Witold Teofil wybrał rodzący się wówczas polski nacjonalizm. Oznaczało to kłótnie z ojcem. Z ojcem – bo o matce niewiele wiadomo.
Jak podaje litewski historyk Tomas Balkelis, ruch litewskich nacjonalistów powstał wręcz „błyskawicznie”⁶. W ciągu zaledwie kilku dekad Litwini – głównie pochodzenia chłopskiego – przeszli drogę od pozbawionej głosu grupy wcielonej do Imperium Rosyjskiego do twórców nowoczesnego państwa. Ten proces rozpoczął się w latach osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy w Wilnie i Petersburgu zaczęły formować się pierwsze organizacje – studentów, samouków, księży i publicystów. Początkowo pisano wiersze, wydawano podziemne gazety i przemycano książki w języku litewskim, których druk łacińskim alfabetem był przez władze carskie zakazany aż do 1904 roku.
I choć działacze tacy jak wspomniany Jonas Juška często podkreślali swoje chłopskie pochodzenie, to i tak lud był do nich nastawiony co najmniej sceptycznie. Po studiach w Moskwie, Petersburgu czy Warszawie wracali w rodzinne strony i, po prostu, czuli się obco. Niekiedy byli oskarżani o oderwanie od ludu – żenili się z Polkami lub Rosjankami, przejmowali miejskie zwyczaje, a nawet, jak pisano, porzucali „sprawę narodową” na zawsze. Lata 1906–1914 to czas intensywnej pracy u podstaw – zakładano szkoły, spółdzielnie, biblioteki, kółka rolnicze. Patriotyzm był tu _per se_ praktyką codzienności – uczono dzieci czytać po litewsku, organizowano wieczorki teatralne, prowadzono wykłady o higienie, wychowaniu i historii. Wszystko to z przeświadczeniem, że naród nie odrodzi się tylko przez politykę, ale przez kształtowanie świadomego obywatela.
Wśród ludności wiejskiej umiejętność czytania była efektem nielegalnej, lecz rozbudowanej sieci tajnych szkółek wiejskich – stąd i znaczenie nauczycieli w ruchu nacjonalistycznym. Według niektórych szacunków w latach 1864–1904 działało nawet 4800 takich szkółek, głównie w regionie Kowna i na Wileńszczyźnie.
Mimo formalnego zniesienia pańszczyzny w 1861 roku pozycja społeczna litewskiego chłopstwa uległa tylko niewielkiej poprawie. Nie uzyskali praw własności do ziemi, a zwolnieni ze świadczenia darmowej pracy musieli płacić czynsz, często nadal zależni od polskich czy rusińskich właścicieli ziemskich. Brak perspektyw oraz przeludnienie wsi prowadziły do masowej emigracji – szacuje się, że objęła około 410 tysięcy osób.
Na tle tej biednej warstwy zaczęła się wyłaniać nowa grupa społeczna – inteligencja chłopskiego pochodzenia. Początkowo dzieci zamożniejszych chłopów wybierały karierę duchowną jako jedyną dostępną drogę awansu. Z czasem jednak coraz więcej z nich zdobywało świeckie wykształcenie i odgrywało kluczową rolę w kształtowaniu nowoczesnej świadomości narodowej. Proces ten wspierała nielegalna sieć szkółek wiejskich i działalność kolporterów książek, zwanych _knygnešiai_, dzięki którym mimo małej liczby szkół państwowych wskaźnik analfabetyzmu nie był bardzo wysoki.
Witold Teofil odcina się jednak od tej tradycji – uważa się za Polaka i wybiera tożsamość polską. Poczucie tożsamości ojca zapewne traktuje jako fanaberię. Po wydaleniu ojca z gimnazjum w Mariampolu młody Witold Teofil udaje się na tereny obecnej Polski. Trafia do Łomży – tam przypuszczalnie jest świadkiem wydarzeń rewolucji 1905 roku. W 1907 bierze ślub z Wandą Korwin-Piotrowską. Cały czas działa na rzecz polskiej niepodległości w organizacjach konspiracyjnych, takich jak ogólnopolska inicjatywa Związku Młodzieży Polskiej „Zet”.
To czas wzrostu nacjonalizmów. Nacjonaliści czynnie uczestniczą w pogromach i akcjach antysemickich bądź milcząco je akceptują (koronnym przykładem pozostaje tutaj późniejszy polski noblista Henryk Sienkiewicz, choć ta jego rola została zapomniana). Na ulice wychodzą także broniący się syjoniści i bundowcy. Ukraińscy i rusińscy działacze szykują się do rebelii. Polacy mówią o prowokacjach ze strony zaborców.
Pod tym względem zyskująca podmiotowość ojczyzna rodziny Staniszkis – Litwa – nie różni się zbytnio od Polski. Działacze narodowi nowo powstającego kraju zaczynają tworzyć programy partii politycznych i wydawać pierwsze gazety codzienne, z najbardziej wpływową „Vilniaus Žinios”. Litewska inteligencja to oddzielna tkanka większych miast – z wyjątkiem zdominowanego przez Polaków, Żydów i Rusinów Wilna.
Witoldowi Teofilowi bliżej do polskiego nacjonalizmu. Zapisuje się do stronnictwa Romana Dmowskiego, później powszechnie znanego jako endecja. Dziadek Jadwigi to jednak przede wszystkim agrotechnik. Na Uniwersytecie Warszawskim kończy biologię, w Krakowie – nauki rolnicze. Tam zostaje wykładowcą i w 1909 roku wydaje w języku niemieckim pracę na temat znaczenia pięciotlenku fosforu (P₂O₅) w organizmach roślinnych. Publikuje w pismach rolniczych.
Wpisuje się zatem w nurt działaczy endecji skupiających się na kwestiach rolnictwa – elementu gospodarki, z którym związana jest ważna część elektoratu tej partii, czyli niezubożałe ziemiaństwo. Do Narodowej Demokracji należał między innymi rektor warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Władysław Grabski – autor reformy walutowej z 1924 roku i pradziadek polskiej polityczki z obozu Donalda Tuska, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Jeszcze w czasie pierwszej wojny światowej Witold Teofil zostaje wiceburmistrzem Kutna – to tam jakiś czas później zorganizuje rolniczą stację badawczą i będzie nią kierować. Wokół szybko zmienia się świat, Staniszkis angażuje się więc w politykę nie tylko na poziomie regionalnym, ale i krajowym – parlamentarnym.
Od razu po 1918 roku zostaje posłem do nowo utworzonego polskiego Sejmu – oczywiście z ramienia endecji. I jest wybierany na kolejne kadencje – pierwszą, drugą i trzecią. W latach dwudziestych będzie też krótko radnym miasta Warszawy.
Jako dziekan wydziału rolnego popiera getto ławkowe. Pisze o tym chociażby lokalny „Nowy Dziennik”:
Warszawa, 27.10.1938
W Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego prowadzona jest przeciwko studentom żydowskim akcja, której celem jest zmuszenie studentów żydowskich do zajęcia miejsc w ławkach ghettowych. Zasługuje na uwagę, iż inicjatywa tej akcji wychodzi z grona profesorów uczelni. Tego rodzaju działania wysunęli: dziekan wydziału prof. Staniszkis i prof. Dziubałtowski, a także prof. Górski. Gdy studenci żydowscy nie chcieli się zastosować do tego żądania, lecz słuchali wykładów stojąco, endecy rzucili się na nich i usunęli ze sal wykładowych.
Delegacja studentów żydowskich na Politechnice Warszawskiej interweniowała u dziekana wydziału inżynierii z powodu niedopuszczenia studentów żydowskich na ćwiczenia. Bojówkarze endeccy stale słuchaczy żydowskich ze sali ćwiczeń i z tego powodu grozi im utrata roku. Rektor sugerował delegacji konieczność zaniechania stania na wykładach, motywując to przypuszczeniem, że zajęcie przez Żydów miejsc ghettowych zapewni spokój i odsunięcie niebezpieczeństwa _ursus nullius_⁷.
Jest to czas ciągłych zmian. Kończą się lata trzydzieste. „Nowy Dziennik” co chwilę alarmuje o antysemickich atakach – w cytowanym wyżej numerze mowa jest też o podobnych wydarzeniach w krakowskiej Akademii Handlowej.
W początkach drugiej wojny światowej Witold Teofil Staniszkis zostanie członkiem Komitetu Obywatelskiego przy dowódcy Armii „Warszawa” – jako jeden z przedstawicieli prawicy. Później będzie jednym z kilkunastu zakładników podczas defilady niemieckiej w dopiero co zdobytej Warszawie. Zginie w Auschwitz w 1941 roku.ROZDZIAŁ 2 | PANI MATKA, PANI FALANGISTKA
Maria Staniszkis z domu Rzętkowska, o pokolenie młodsza od Witolda Teofila, za którego syna wyjdzie w 1936 roku, była dzieckiem wieku XX.
Urodziła się w 1911 roku. W latach 1929–1933 studiowała na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później rozpoczęła tam studia doktoranckie. W tamtych czasach studiujący stanowili mały procent społeczeństwa, tym bardziej więc było to wyjątkowe.
Działała w nacjonalistycznej organizacji Obóz Wielkiej Polski (OWP) już od czasów jej założenia, a w okresie legalnego funkcjonowania ONR-u kierowała jego Sekcją Kobiecą. Następnie dołączyła do Ruchu Narodowo-Radykalnego, zwanego często ONR-Falangą, i publikowała artykuły w prasie narodowo-radykalnej. W 1936 roku kierowała sekcją propagandową Okręgowego Wydziału Sokolic Mazowieckiej Dzielnicy Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.
Izabela Mrzygłód, badaczka skrajnie prawicowych ruchów z lat trzydziestych ubiegłego wieku, zatrudniona obecnie w Instytucie Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, mówi o matce Jadwigi Staniszkis tak:
Rzętkowska była z pewnością jedną z najbardziej wyrazistych i intrygujących postaci kobiecych związanych z przedwojennym ruchem narodowo-radykalnym w Polsce. Jej postać pozostaje w cieniu męża, a odegrała znacznie ważniejszą rolę, niż się na ogół sądzi.
Czternastego kwietnia 1934 roku ogłoszono deklarację ideową Obozu Narodowo-Radykalnego – dokument założycielski ruchu. Bolesław Piasecki jeszcze jej wtedy nie podpisuje – jest zbyt młody, zbyt mało znaczący. Kieruje co prawda własnym środowiskiem w tygodniku „Akademik Polski”, ale nie jest rozgrywającym. ONR wchodzi brutalnie na scenę polityczną, uruchamiając falę przemocy antyżydowskiej. Szczególnie widowiskowo prezentuje się 3 maja 1934 roku podczas pochodu Alejami Ujazdowskimi w Warszawie. To wtedy Maria Rzętkowska prowadzi sekcję kobiecą – kobiety ubrane w piaskowego koloru koszule, granatowe spódnice i berety w jednolitym szyku maszerują obok mężczyzn. Jest to widok jednoznacznie militarny i demonstracyjny – kobiety nie są tylko ozdobą, są współtwórczyniami ruchu.
ONR szybko zdobywa popularność na uczelniach – przejmuje organizacje samopomocowe i stowarzyszenia, zyskuje wielu zwolenników. Szacuje się, że cała organizacja w 1934 roku liczyła pięć tysięcy członków, ale rzeczywista liczba sympatyków mogła być większa. Z uwagi na skalę aktywności i zagrożenie dla porządku publicznego władze II RP zdelegalizowały ONR, a kluczowi działacze, w tym Piasecki, trafili do Berezy Kartuskiej jako pierwsi więźniowie tego obozu. Właśnie tam dochodzi do rozłamu. Powstaje ONR ABC – skrzydło bardziej korporacyjne, o profilu katolicko-faszystowskim – oraz RNR, zwany od tytułu tygodnika ONR-Falangą, o charakterze znacznie bardziej wodzowskim, totalitarnym, skrajnym. Maria Rzętkowska pozostaje przy Piaseckim.
To środowisko ideowo i mentalnie potrzebowało wodza. Powstanie mitu Piaseckiego jako charyzmatycznego przywódcy było więc nie tylko kwestią jego talentów – które rzeczywiście posiadał – ale też konstruktem społecznym i politycznym. Piasecki – choć przedstawiany jako jedyny lider – nie był samotnym demiurgiem.
W stworzeniu ideologii i budowie wizerunku Piaseckiego i wodzowskiego mitu istotną rolę odegrało środowisko najbliższych współpracowników – w jego charyzmę uwierzył potem cały ruch. Niektórzy współpracownicy Piaseckiego z lat trzydziestych pozostali przy nim aż do końca życia – do PAX-u. Inni – silniejsze indywidualności, o większych ambicjach – odpadli wcześniej. Ale to właśnie ich zaangażowanie pomogło mu ugruntować pozycję.
Faszyzm postrzegany jest często z perspektywy lewicowej – jako konserwatywny, reakcyjny i burżuazyjny ruch sprzeciwiający się postępowi. W tej narracji jawi się jako brutalna odpowiedź na zagrożenie ze strony proletariatu. Jednak to spojrzenie jest niepełne. Faszyzm w wydaniu międzywojennym niósł też ze sobą obietnicę i potencjał modernizacji. Był ruchem radykalnie nowoczesnym, zakorzenionym w atmosferze lat dwudziestych i trzydziestych, pełnych napięć, przeczucia katastrofy, ale też potrzeby porządku i ideologicznego przeorganizowania świata. Z tego właśnie względu możliwe były płynne przepływy działaczy między skrajną prawicą a lewicą. Te środowiska dzieliły wspólny radykalny habitus – poczucie, że dotychczasowy świat się kończy i trzeba go odbudować według zupełnie nowych reguł.
W Polsce za najbardziej klasyczny przykład ruchu faszystowskiego uznaję właśnie RNR, choć w historiografii trwa wokół tego spór. RNR chciał być trzecią drogą między komunizmem a kapitalizmem. Nie bez przyczyny pojawiają się przekazy, że Piasecki rozważał nazwanie tego nurtu ruchem „narodowo-komunistycznym”. Ideologia ruchu, skrajnie nacjonalistyczna i antysemicka, czerpała też z etatyzmu, centralizmu, wielu działaczy z zainteresowaniem obserwowało Związek Radziecki i chciało wykorzystać narzędzia modernizacyjne z obu stron ideowego spektrum – po to, by zmodernizować Polskę i naród.
Dla narodowych radykałów stary porządek był w głębokim kryzysie i miał go zastąpić „nowy świat”, dopiero wyłaniający się z chaosu społecznego, duchowego i gospodarczego. Jeden z czołowych ideologów ruchu, Marian Reutt, opisywał ten okres jako czas przejściowy, w którym „z gmatwaniny skłóconych elementów społeczno-gospodarczych i naruszonej równowagi wyłoni się świat nowej rzeczywistości”. Podobnie Bolesław Piasecki – lider i symbol ideowy RNR-u – widział elementy przesilenia: zmierzch liberalnego, zdegradowanego świata i próbę jego ocalenia przez nieudolne „dyktatury demokratyczne” – ustroje łączące pozory wolności z żądzą silnej władzy. W ekonomii przejawiało się to w próbach łączenia liberalizmu z interwencjonizmem – co dla członków RNR-u było znakiem rozkładu, a nie odnowy.
RNR to nie tylko bojówkarze, którzy bili studentów żydowskich czy lewicowych, kiedy ci próbowali wejść przez główną bramę UW. Choć o tym wymiarze ich działań i nienawiści, którą szerzyli, nie można zapominać. To byli studenci, czyli w tamtym kontekście – elita kraju. Należy pamiętać, że studiowało wówczas zaledwie 2 procent młodzieży. Pochodzili z dobrych domów – byli to synowie i córki profesorów, urzędników, inteligencji. Tworzyli nową ideologię – skrajnie nacjonalistyczną, faszystowską, katolicką. Byli zafascynowani ideą nowej religijności. Millenarystyczny antysemityzm i przemoc miały być narzędziem tej zmiany. Taką postawę odnajdujemy również u Marii Rzętkowskiej. W 1935 roku została aresztowana za udział w antysemickich aktach przemocy na Uniwersytecie Warszawskim. Nie tylko więc radykalnie pisała, gotowa była na ekstremistyczne działania. Udział kobiet w przemocy miał dla działaczek RNR-u wymiar emancypacyjny – zrywały ze stereotypem kobiet łagodnych, łagodzących konflikty. Oczywiście kierownictwo Falangi – zbyt cenne, by ryzykować – często wynajmowało do ulicznych akcji ludzi marginesu, „zbędnych w służbie przemocy”, jak pisał Czarnowski. Ale kobiety takie jak Rzętkowska brały udział bezpośrednio. Nie stały z boku.
Rzętkowska pisała teksty ideologiczne do „Ruchu Młodych”, najważniejszego periodyku programowego RNR-u. Zajmowała w ruchu realną, silną pozycję – taką jak jej koledzy. I to trzeba podkreślić: była współtwórczynią doktryny. Ramię w ramię z Piaseckim, Wasiutyńskim czy Reuttem. Nie ma żadnych przesłanek, by twierdzić, że była figurą marginalną. Przeciwnie – jej twórczość i pozycja wskazują na to, że była jednym z istotnych filarów tego środowiska.
Wierzyła w rolę kobiet w odrodzeniu narodu. Nie można jednak nazwać jej „feministką” w klasycznym sensie tego słowa. Sama pewnie też by się tak nie nazwała. A mimo to w sposób jednoznaczny przekraczała granice tradycyjnie wyznaczone kobietom. Już samo studiowanie na uniwersytecie było aktem emancypacyjnym. Doktorat, który rozpoczęła w 1934 roku, był kolejnym krokiem. Nie zrezygnowała z życia zawodowego także po wojnie – została radczynią prawną i pracowała w tym zawodzie do końca życia, nawet po założeniu rodziny. W jej pokoleniu to była rzadkość.
Maria Rzętkowska, jako jedna z niewielu tak wyrazistych kobiet tego środowiska, potrafiła przekształcić ograniczenia ideowe w przestrzeń działania. Jej biografia to opowieść o sprzecznościach – o konserwatywnej rewolucji, nowoczesnym faszyzmie, o kobiecej podmiotowości w cieniu patriarchalnej ideologii.
Jan Józef Lipski zaznacza w swojej pracy _Idea Katolickiego Państwa Narodu Polskiego_, że ani działacze Falangi pochodzenia niemieckiego, jak Reuttowie czy Kunstetterówna, ani też osoby o nazwiskach takich jak de Laveaux, O’Brien de Lacy czy właśnie Staniszkis nie były adresatami podejrzeń o niepolskość.
Chodziło wyłącznie o Żydów – to ich dotykało wykluczenie, to ich obejmowała polityka nieufności i nienawiści. Wymieniając nazwisko Staniszkis, Lipski umieszcza je wśród innych reprezentujących „obce brzmienie”, ale nie „obcą rasę” – co samo w sobie pokazuje rasistowski rdzeń tej ideologii.
Dla Lipskiego wypowiedzi i publicystyka Rzętkowskiej stanowią przykład światopoglądu typowego dla tej formacji. Podkreślał, że Rzętkowska (nazwisko Staniszkis przyjmie dopiero po ślubie w 1936 roku – na razie jednak tak właśnie się podpisuje) wypowiadała się jednoznacznie przeciwko kapitalizmowi i związkom zawodowym – uważając, że te ostatnie znikną w ustroju narodowym wraz ze „zniszczeniem przez Przełom Narodowy wszelkich objawów urojonych różnic społecznych”⁸. W jej ujęciu klasy społeczne i ich konflikty były tworem zarówno kapitalizmu, jak i marksizmu – a zatem wrogiem narodowej wspólnoty. Związki zawodowe, jako wyraz sprzecznych interesów klasowych, przestaną istnieć, ponieważ sam podział klasowy zostanie przez wielki „Przełom” zniesiony.
Rzętkowska zajmuje się w organizacji kwestiami programowymi, w tym miejscem kobiet w samym ruchu. W wizji Obozu Wielkiej Polski „siła narodu” opierała się nie tylko na polityce i wojsku, lecz także na moralności, świadomości obowiązków i wewnętrznym porządku społeczeństwa. Organizacja dążyła do wychowania ludzi świadomych celu swojej pracy i zdolnych do działania w interesie narodowym. Z tej idei wyrastał wzorzec „obozowca” – człowieka konsekwentnego, uczciwego i zaangażowanego. Szczególne miejsce zajmowały w tej koncepcji kobiety. Widziano w nich przede wszystkim wychowawczynie przyszłych pokoleń i strażniczki ładu domowego. Rzętkowska podkreślała, że od ich moralnej postawy i światopoglądu zależy kształtowanie charakteru dzieci, a więc przyszłość narodu. Kobieta miała być wewnętrznie uporządkowana, stanowcza i świadoma swoich obowiązków, by móc przygotować nowe pokolenie zdolne do twórczego działania – swoje przekonania Maria Staniszkis wdrażała później w procesie wychowywania swoich dzieci.
Obóz Wielkiej Polski stwarzał kobietom warunki do kształtowania takiej postawy – poprzez edukację ideową, dyscyplinę organizacyjną i naukę samodzielnego myślenia. Uczestnictwo w strukturach OWP uczyło planowania, odpowiedzialności i rozumienia znaczenia hierarchii – wartości, które miały przekładać się na życie rodzinne. Współpraca kobiet i mężczyzn w Obozie miała wzmacniać jedność narodową, eliminować separatyzm i podkreślać znaczenie kobiecego wkładu kulturowego. Rzętkowska zwracała ponadto uwagę na gospodarczy wymiar programu OWP – obóz promował własność rodzinną, rzemiosło i średnie warsztaty jako podstawę niezależności i stabilności narodowej. Rodzina, silna moralnie i materialnie, miała być fundamentem ładu społecznego i odporności państwa.
W efekcie OWP jawił się jako ruch łączący wychowanie, ideologię i gospodarkę w spójną wizję odnowy narodowej. Poglądy Marii Rzętkowskiej wpisywały się w ten szerszy kontekst. Jak pisał J.J. Lipski, mimo narodowo-populistycznej retoryki Falanga reprezentowała światopogląd głęboko elitarystyczny. Głosiła hierarchiczny porządek społeczny, w którym „naród węższy” – ideowa elita – kieruje „narodem szerszym”. Równość uznawano za złudzenie, a wartość jednostki mierzono jej zdolnością do realizacji narodowo-katolickich zasad.
Falanga postulowała zniesienie klas, ale nie poprzez rewolucję, lecz solidaryzm narodowy – jedność wspólnoty podporządkowanej interesowi narodowemu. Strajki i konflikty klasowe miały być zastąpione „narodowym arbitrażem”. Jednostka powinna służyć całości, a więź narodowa zdobędzie absolutny prymat nad klasową.
Ruch ten był zarówno antykapitalistyczny, jak i antykomunistyczny. Kapitalizm odrzucano jako egoistyczny, żydowski i liberalny, a komunizm – jako żydowsko-internacjonalistyczny spisek, choć uznawano jego trafną diagnozę nierówności. Falanga chciała przejąć kontrolę nad społecznymi nastrojami rewolucyjnymi i nadać im narodowy kierunek.
Antysemityzm stanowił fundament ideowy ruchu. Żydów przedstawiano jako uosobienie zła, źródło wszelkich patologii i zagrożenie duchowe. Demonizacja ta miała charakter mitotwórczy i służyła mobilizacji emocjonalnej oraz usprawiedliwieniu represji. Falanga łączyła antysemityzm z walką przeciw kapitalizmowi, liberalizmowi i demokracji. Demokrację parlamentarną uznawano za system „żydowski” i zdegenerowany. W jej miejsce proponowano autorytarne państwo narodowe, oparte na jedności ideowej, wodzowskiej władzy i kierowniczej roli elit. Celem było całkowite podporządkowanie życia społecznego misji narodowej.
_Dalsza część w wersji pełnej_