Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Rajska wyspa - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
4 sierpnia 2026
39,00
3900 pkt
punktów Virtualo

Rajska wyspa - ebook

Powieść to drugi tom cyklu Trzynaste Królestwo, który jest prequelem do wydarzeń opowiedzianych w "Piekle kosmosu" oraz kontynuacją historii postaci poznanych w "Cieniach umysłu".

Minął rok od burzliwych wydarzeń, które miały miejsce w Zajeździe pod Cnotliwą Sekutnicą. Klara i Eryk trenują pod czujnym okiem Wielkiej Inkwizytorki w jej rezydencji na obrzeżach stolicy Wysp Bursztynowych. Para żyje nową codziennością, którą niespodziewanie zakłócają nagłe odwiedziny ojca dziewczyny. Po serii incydentów akcja lawinowo nabiera tempa, a bohaterowie niespodziewanie odkrywają kolejne mroczne tajemnice z przeszłości. Wszystko to sprawia, że ruszają tropem swego poprzednika, Ryhlera Abramsona, aby poznać sekrety Rajskiej Wyspy, a raczej tego, co z niej pozostało.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-67864-10-7
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

– Jak ja nienawidzę tego miejsca – burknął pod nosem Kain, spoglądając na krajobraz za oknem przestronnego gabinetu, znajdującego się niemal na szczycie ogromnego biurowca.

Heliopolis bardzo odbiegało wizerunkiem od wyobrażeń śmiertelnych. Bajeczne ogrody mieszały się z antycznymi budowlami oraz nowoczesnymi albo wręcz futurystycznymi wieżowcami. Miasto w samym sercu Zaświatów stanowiło łącznik pomiędzy wszelkimi sferami i równoległymi wszechświatami. Współcześni bogowie i półbogowie nazywali je często Miastem Drzwi, co niezwykle bawiło Kaina. Znał bowiem miejsce, które dawniej było prawdziwą Krainą Drzwi. Punktem łączącym wszystkie sfery, które powstały przed eonami. Jednak z winy Adama ten magiczny kawałek Zaświatów zamienił się w kupę kosmicznego gruzu.

Uśmiechnął się smutno na to wspomnienie. Nawet dla niego tamte wydarzenia wydawały się bardzo odległe, a co dopiero dla śmiertelnych. Większość opisywała je w świętych księgach jako stworzenie świata albo przewidywała jedną z form jego końca.

– Naiwni głupcy – mruknął cicho i sięgnął do kieszeni spodni.

Wyjął z niej całkiem spory jadeitowy pierścień w kształcie uroborosa o smoczym łbie.

Kain odetchnął głęboko i obrócił ozdobę w palcach.

– Wytrzymaj jeszcze trochę, kochanie. Nadal mamy czas.

Schował pierścień z powrotem do kieszeni i powoli wrócił na ogromny, skórzany fotel stojący za potężnym biurkiem zawalonym stertą papierów, pergaminów oraz papirusów. Było też kilka drewnianych oraz glinianych tabliczek. Kain omiótł to wszystko zmęczonym spojrzeniem i westchnął głośno.

– Jak ja nienawidzę tych starych próchen – jęknął, biorąc do ręki kilka glinianych tabliczek zapisanych starożytnymi hieroglifami. – Pieprzeni analfabeci. Jakby trudno było tym boskim półgłówkom opanować kilka języków.

W tym momencie rozległo się donośne pukanie do drzwi.

– Wejść! – rzucił Kain głośniej, niż chciał.

Drzwi uchyliły się na chwilę i stanął w nich młody, postawny mężczyzna, dumnie prezentujący nagi tors.

– Witaj, wuju.

– Czego chcesz, Natanaelu? Jestem zajęty – rzucił zdawkowo Kain, starając się ignorować gościa, któremu szelmowski uśmiech nie schodził z ust.

Władca Piekieł nie przepadał za bratankiem prezentującym najgorsze cechy antycznych herosów. Jednak tego typu osobnicy bywali przydatni i zwykle łatwo było nimi manipulować. Jak zresztą każdym, kto przejawiał nadmierną pychę.

– Ojciec przysyła pozdrowienia – odpowiedział nonszalancko Natanael.

Mężczyzna miał na sobie jedynie skórzane spodnie oraz buty z wysokimi cholewami. Na plecach targał ogromny miecz przymocowany do grubego skórzanego pasa, ozdobionego z przodu błyszczącymi łuskami jakiegoś gada, prawdopodobnie smoka będącego jednym z wielu trofeów muskularnego herosa.

– Czego chce? – Kain ze wszystkich sił starał się skupić na pracy, wertując stosy papierów. Były to głównie prośby lub skargi od wszelkiej maści podlegających mu bóstw i półbóstw.

– Niczego. Pragnie jedynie wiedzieć, jak się czujesz.

– Bo uwierzę.

– Wiara jest cnotą, wuju.

– Dobra, skończmy te gierki. To czego mój przyrodni braciszek potrzebuje, że przysłał ciebie zamiast jednego ze swoich wkurzających anielskich sługusów.

– Ojciec faktycznie o czymś wspominał, ale wydawało mi się to tak mało istotne. – Natanael udał zamyślonego, co wyglądało nadzwyczaj komicznie.

Kain nie był jednak w nastroju do żartów.

– Wykrztuś to z siebie i zniknij.

– Wuj w ogóle nie ma w sobie za grosz gościnności.

– Słuchaj, jestem zawalony pracą. Powiedz, co masz powiedzieć, i idź zabić jakiegoś potwora, smoka albo na co tam ostatnio polujesz.

– Zabawne, że wuj o tym wspomina. – Bratanek wyszczerzył się złośliwie, przeglądając barek z alkoholami. – Byłem niedawno na Pangerze w poszukiwaniu nowych okazów.

Kain zastygł z plikiem kartek w dłoni. Zerknął z ukosa na mężczyznę, a jego tęczówki na ułamek sekundy zamigotały dziwnym światłem.

– Wie wuj, jak tam jest – ciągnął Natanael, nadal skupiony na butelkach z trunkami pochodzącymi z najróżniejszych światów multiwersum. – Od czasu upadku Trzynastego Królestwa poczyniono spore postępy, ale większość planety to nadal dzikie regiony pełne krwiożerczych istot czyhających na nieostrożnego podróżnika.

– W istocie. – Kain przekładał mechanicznie kolejne kartki.

– Takie światy potrafią dostarczyć wielu niesamowitych doznań. Oprócz polowań mam na myśli zgłębianie zwyczajów innych ras. Doskonale wuj wie, jak mój ojciec lubi kulturę. Jemu również staram się dostarczać ciekawych znalezisk do kolekcji.

– Nie krępuj się i nalej sobie – mruknął Kain.

– Skoro wuj nalega. – Natanael uśmiechnął się wymownie, sięgnął po szklankę i napełnił ją do połowy bardzo drogim trunkiem.

– Udało ci się zatem trafić na coś interesującego? – wycedził Kain.

– A i owszem. – Bratanek podniósł naczynie na wysokość oczu i przyjrzał się bursztynowemu płynowi, w którym migotały światła. – Wiedział wuj, że elfki na Pangerze mają niezwykle frywolne podejście do strojów? Szczególnie te parające się magią. Ponoć też dość swobodnie podchodzą do relacji z krócej żyjącymi rasami i lubią się zabawić.

– Doprawdy? – Kain zacisnął mocniej palce na kartkach.

– To raczej dość naturalne u tej rasy na niemal każdym ze światów. W końcu są długowieczne i późno wchodzą w okres płodny, zatem korzystają z uciech życia, póki mogą. – Natanael zerknął na gospodarza. – Ojciec nieraz wspominał, że wuj za młodu miewał wiele takich przygód. Cóż, moje kuzynki też nie grzeszą wstrzemięźliwością w tej materii – rzucił z uśmiechem i pociągnął łyk alkoholu. – W końcu i tak wszystko zostaje w rodzinie, prawda?

Kain dyszał coraz głośniej przez nos, a jego tęczówki zaczęły powoli przybierać barwę krwi. Natanael uśmiechnął się pod nosem.

– Doszły mnie słuchy, że moja najmłodsza kuzynka chciała zakosztować życia zwykłego śmiertelnika i prowadzi jakąś karczmę czy coś takiego. Nie mogłem w to uwierzyć, więc korzystając z okazji, wpadłem do niej z wizytą. Nie zgadniesz, co się stało.

– Zamieniam się w słuch, drogi bratanku – wycedził przez zęby Kain, a jego paznokcie zaczęły się przeistaczać w czarne szpony.

– Młodej nawet nieźle idzie zarządzanie tym staroświeckim przybytkiem, ale zupełnie nie radzi sobie ze szkodnikami. Kiedy tam przybyłem, akurat zmagała się z plagą gryzoni, więc zaoferowałem jej pomoc. Nawet było przy tym nieco zabawy.

– Czyżby?

– Jednak mała musi się nieco podszkolić w zaklęciach. Marnuje taki potencjał… Choć teraz nie w głowie jej nauka, bo ma nowy obiekt zainteresowań. Całkiem niebrzydki, jak na mój gust.

– Co?! – Oczy Kaina zamigotały płomieniami.

– Zapewne już niejedną dziewuchę zbałamucił tym szelmowskim uśmiechem, to nie dziwota, że i Klara mu uległa. Trudno mieć jej to za złe. Wszak chłopaczek jest niczego sobie. Ciekawe, czy nadal są razem. Dla niej mogło już minąć kilka miesięcy, a może rok. Młodzik wyglądał na całkiem obrotnego, zatem pewnie oboje korzystają z życia. W tym wieku to normalne.

Natanael zerknął w stronę biurka. Postać Władcy Piekieł przypominała zastygły posąg, gotów wybuchnąć w każdej chwili.

Do gabinetu wkroczyło nagle dwóch postawnych mężczyzn o srebrnych włosach, zupełnie nie zważających na gospodarza i jego gościa. Pierwszy był ubrany w błękitną togę, spiętą w pasie złotym łańcuchem. Bujną brodę zdobiły skrzące się złotem koraliki. Drugi natomiast nosił jedwabną białą tunikę i w przeciwieństwie do towarzysza, którego obuwie kapało złotem, miał na stopach rzemieniowe sandały, a jego twarz okalał dużo krótszy, choć nie mniej gęsty zarost.

– Mówię ci, drogi Perunie, że moja cywilizacja prześciga twoją pod każdym kątem. Gdy twoi wieśniacy kryli się po lasach i wyłuskiwali igły z pięt, moi budowali biblioteki, świątynie sięgające nieba, latarnie…

– Zeusie, kultura Słowian opierała się na drewnie, a nie kamieniu, a i tak moi wyznawcy potrafili powstrzymać barbarzyńców, co się płaszczyli przed Odynem i jego zgrają Asów.

– Ale to moi wyznawcy zbudowali fundamenty przyszłych cywilizacji.

– Taplaliście się w błocie, gdy wierni Ra wznosili piramidy!

– Może, ale przynajmniej zeszliśmy już z drzew i nauczyliśmy się nie robić pod siebie.

– Odszczekaj to, ty…

– Kogo ja widzę – wszedł im w słowo Natanael. – Perun i Zeus. Wielcy gromowładni. A gdzie wasz kolega Thor? Czyżby się zapodział w jakiejś gospodzie?

– Prędzej podrzędnej spelunie – prychnął Zeus.

– Ten moczymorda uważa się za Pana Piorunów, bo ma jakiś tam młotek. Bez niego nie potrafiłby nawet iskry wykrzesać – zawtórował towarzyszowi Perun.

– Chcecie czegoś od mojego wuja? – spytał Natanael, kątem oka obserwując wściekłego Kaina roztaczającego mroczną aurę. – Ma obecnie sporo spraw na głowie, no i jego ukochana Klara zstąpiła na padół śmiertelników, aby zaznać rozkoszy ich życia.

– Najwyższy czas! – ryknął Zeus tubalnym głosem. – Ileż to można ją w klatce trzymać. To taka ładna dzierlatka. Niech się wyszumi i znajdzie sobie jakiegoś przystojnego śmiertelnika, nim ojciec wpakuje ją w małżeńskie kajdany. Wtedy skończy się zabawa.

– I kto to mówi? – zaśmiał się rubasznie Perun. – Obraz cnoty i wierności.

– Sam nie jesteś lepszy. Wiem od Apolla, że dogadzasz sobie nie tylko ze śmiertelniczkami, ale też z rusałkami. Ponoć nawet tęsknicę przeleciałeś i zmajstrowałeś jej bachora.

– Nie będzie mnie pouczał ojciec całego wianuszka bękartów! – zagrzmiał Perun. – Sam żeś skakał z kwiatka na kwiatek i Hera nieraz ci dała za to popalić.

– Przynajmniej mam gust co do kobiet.

– Ale one nie mają gustu co do mężczyzn. Jedną przeleciałeś pod postacią łabędzia!

– Raz się zdarzyło, poza tym to był eksperyment.

– Eksperyment. Ha! Dobre sobie. A ta, którą zaliczyłeś jako…

– Panowie! – wtrącił się Natanael. – Nie chcę wam przerywać, ale doradzam gdzieś się schować. – Wskazał w stronę biurka, za którym siedziała gorejąca postać Kaina.

Zeus i Perun pędem schronili się za ogromną kanapą z niebiańskiego dębu, Natanael zaś wycofał się za spory kredens. Upił łyk ze szklanki, uśmiechając się pod nosem. Wszyscy czekali na to, co miało nastąpić.

Potężna eksplozja rozerwała szyby biura Władcy Piekieł, siejąc straszliwe spustoszenie. Ci, którzy przechadzali się ulicami miasta, spoglądali z przerażeniem na wyrwę, z której unosił się gęsty dym. Większość nie miała pojęcia, co się mogło stać, ale starsi mieszkańcy Heliopolis doskonale rozumieli, że sytuacja jest poważna. Kain, ambasador wszystkich Piekieł, nie pałał bowiem taką żądza mordu od tysiącleci.

Zeus i Perun wychynęli ostrożnie zza zdobionego mebla, ocalałego jako jeden z nielicznych elementów wyposażenia. Spojrzeli na płonącego jaskrawym ogniem mężczyznę, który przybrał demoniczną formę potwora łaknącego krwi. Nadal przypominał człowieka, jednak każdy, kto miał choćby odrobinę rozumu, wiedział, że w tej chwili należy schodzić Kainowi z drogi.

W gruzach pomieszczenia pojawił się zaufany sługa – Herulf.

– Panie? – spytał z przejęciem, co było niepodobne do jego stoickiej osobowości.

– Ściągnij tu Hadesa – rozkazał Kain przez zaciśnięte zęby. – Nie obchodzi mnie, co teraz robi. Czy opłakuje rozstanie z żoną, czy się z nią zabawia. Ma tu przywlec swój wyperfumowany tyłek i zastąpić mnie w obowiązkach na czas mojej nieobecności.

– Tak, panie. – Skłonił się usłużnie Herulf.

– Ty w tym czasie zajmiesz się nadzorowaniem Tartaru oraz sądem dusz. Jeśli ktokolwiek będzie miał coś przeciwko, to powiesz, że to moje osobiste polecenie i że rozmówię się z tą osobą po powrocie.

– Na rozkaz, mój panie. – Sługa uśmiechnął się nieznacznie.

– Chcecie czegoś? – rzucił Kain w stronę Peruna oraz Zeusa, którzy nadal wyglądali zza kanapy.

– W zasadzie to nic ważnego. Taki tam nieistotny spór o błyskawice… – odpowiedział nerwowo Zeus.

– Może poczekać – dodał Perun. – Rodzina przede wszystkim. My się dostosujemy.

– Cieszę się, że myślimy podobnie. – Kain wykrzywił usta w dziwnym grymasie, mającym przypominać uśmiech.

– To my już nie będziemy przeszkadzać.

– Tak, tak. Sprawy rodzinne najlepiej załatwiać we własnym gronie.

– Masz ochotę na kufel grzmocącego piwa, Zeusie?

– Perunie, mój przyjacielu. Pomyślałem dokładnie o tym samym.

Obaj bogowie pospiesznie opuścili zdewastowany gabinet, niemal gubiąc sandały. Herulf odprowadził ich wzrokiem pełnym wyższości. Następnie skłonił się swemu panu i zniknął w niewielkim obłoku, by wykonać powierzone mu rozkazy.

Kain podszedł do Natanaela, który stał w kącie i sączył alkohol z popękanej szklanki.

– A ty, drogi bratanku, nie mieszaj się do tego. – Dźgnął mężczyznę palcem w nagi tors.

– Jedynie służę pomocą, szlachetny wuju. Dobro mej kuzynki jest mi równie bliskie co tobie. W końcu jesteśmy rodziną.

– Przyrodnią – sprostował Kain.

– Ale to nadal rodzina – odpowiedział z nieukrywaną pewnością siebie. – Tak czy inaczej, gdybyś potrzebował wsparcia, daj znać. Będę się kręcił w pobliżu, bo mam ochotę zapolować na naprawdę grubego zwierza, a Panger to idealne miejsce na łowy.

– Uważaj, abyś to ty nie stał się zwierzyną, drogi bratanku.

– Niech się wuj o mnie nie martwi. Potrafię o siebie zadbać – rzucił szyderczo Natanael, odstawił szklankę na nadpalony kredens i ruszył w stronę wyjścia.

Nim jednak dotarł do drzwi, Kain zapytał:

– Czego chciał twój ojciec?

– Słucham? – spytał mężczyzna z udawanym zaskoczeniem.

– Dobrze wiesz, o czym mówię. Czego chciał?

– Faktycznie o coś pytał… – Natanael udał, że się nad czymś zastanawia. – Ach! Już pamiętam. Prosił, abym cię spytał, czy udało ci się odnaleźć jakiś pierścień. Wiem, jak głupio to brzmi. Niczym podrzędny temat z powieści dla naiwnych śmiertelników.

Kain zmierzył rozmówcę surowym spojrzeniem, po czym odpowiedział krótko:

– Nie.

– Nie, w sensie „nie”, czyli „tak”, czy „nie, bo nie udało ci się nic znaleźć”?

– Nie udało mi się go znaleźć – skłamał Kain.

– Dobra. – Natanael mrugnął do wuja przyjaźnie. – Przekażę ojcu twoje słowa.

– I dodaj, aby przestał wtrącać nos w nieswoje sprawy. Inaczej może się sparzyć.

– Tak zrobię, szanowny wuju. – Mężczyzna się skłonił i wyszedł, zostawiając Kaina samego.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij