Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Raz, dwa, psy cztery - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 stycznia 2026
2712 pkt
punktów Virtualo

Raz, dwa, psy cztery - ebook

Pełna humoru opowieść o przygodach czwórki psów, które po brawurowej ucieczce ze schroniska chcą odnaleźć własną drogę do szczęścia. Żywiołowy jamnik Jupi, z chorym kręgosłupem, zakochany w rodowodowej Szarlocie, którą ludzie wprawdzie chętnie adoptują, ale równie szybko zwracają do schroniska z powodu jej nerwowych reakcji, marzy o tym, by być przy ukochanej. Sama Szarlota najbardziej chyba chce wolności. Buldog angielski Dżordż nade wszystko pragnie się dowiedzieć, czy naprawdę wygląda jak wcielenie Winstona Churchilla, co powtarzał za życia jego Profesor. I suczka Kundzia, pogrążona w depresji po tym, jak rozdzielono ją z jej ukochaną Henią, którą koniecznie chce odnaleźć. Wszystkim im niezbyt podoba się wariant życia, do jakiego ludzie zmuszają bezdomne psy, ani wymyślone przez ludzi przepisy porządkowe. Uciekają więc przed nimi, jak mogą. Powieść gęsta od akcji, zabawna i wzruszająca, spodoba się nie tylko dzieciom.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788375518566
Rozmiar pliku: 3,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

– Pobudka, pobudka! Idą, już idą! Czuję to, czuję!

Podekscytowany Jupi kręcił się w kółko niczym jamnik zamknięty w klatce. Może dlatego, że właśnie nim był, upchniętym w niewielkiej przestrzeni, najdłuższym psem w schronisku. Codziennie czekał na wizyty nowych ludzi, ale wcale nie zależało mu na adopcji. Nie chciał, żeby ktoś go stąd zabrał. Po prostu lubił towarzystwo.

– Przyjdą, popatrzą i tyle ich widzieli – powiedział Dżordż, stary buldog angielski, który wierzył, że jest kolejnym wcieleniem Winstona Churchilla, znanego kiedyś na całym świecie dawnego premiera Wielkiej Brytanii. Według Dżordża po śmierci każda istota rodzi się od nowa, ale jako ktoś zupełnie inny. W ten sposób w swoim kolejnym życiu kot może stać się myszą, ryba rybakiem, a Winston Churchill buldogiem angielskim zamieszkałym aktualnie w przytułku dla psów.

– Będzie fajnie! Na pewno będzie fajnie! – emocjonował się Jupi.

– Czy możesz się tak nie kręcić? Wzniecasz tumany kurzu, który osadza mi się na włosach! – Szarlota była zniesmaczona. Uważała, że Jupi zachowuje się niegodnie, nie kontroluje swoich emocji i okazuje zbyt duże zainteresowanie ludziom, którzy na to nie zasługują.

Jupi natychmiast się zatrzymał. Każda uwaga Szarloty była dla niego świętością. Ubóstwiał ją i zrobiłby dla niej wszystko.

– Przepraszam. Zaraz zdmuchnę z twoich włosów cały kurz! I mogę to robić codziennie! – krzyknął i zaczął mocno merdać ogonem.

– Teraz to robisz przeciąg, a ja mam bardzo wrażliwe uszy. – Szarlota nie rozumiała, jak można mieć tak dobry nastrój, kiedy ona, przepiękna suczka z rodowodem, zdobywczyni licznych nagród w konkursach psiej piękności, musi mieszkać w tak straszliwym miejscu. – Przestań się tak cieszyć!

Jupi opuścił ogon. Zrobiło mu się bardzo, bardzo przykro, ale po chwili nie pamiętał już dlaczego. Ogon znowu powędrował do góry i wrócił do swojej ulubionej czynności – radosnego merdania. Szarlota odwróciła oczy, żeby na to nie patrzeć.

*

– Zapraszam, dzień dobry. – Dyrektor schroniska zaczął wpuszczać porannych gości. Nie było ich wielu. Dziewczyna i chłopak, którzy wszystko fotografowali, oraz matka z córką w błyszczących bucikach.

– Ta skala zainteresowania jest przytłaczająca – mruknęła z przekąsem Kundzia i obróciła się na drugi bok. Leżała tak już od tygodnia. Nie dlatego, że nie mogła się ruszyć, po prostu nie chciała.

– Mamo, tu śmierdzi! – krzyknęło dziecko.

– Patrz pod nogi, żeby nie wdepnąć w jakąś kupę. I zobacz, jakie te pieski biedne. Nie wszyscy mają tyle szczęścia co ty, która masz mamę, tatę i własny pokój.

– Przyszła pani adoptować? – zapytał dyrektor.

– Nie. Chciałam tylko pokazać córce, jak wyglądają nieszczęśliwe zwierzęta.

– Cześć! Hej! Hello! Ciao! Salut! Aloha! Ahoj! – Jupi zawsze witał ludzi we wszystkich znanych mu językach. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Ogon merdał teraz ze zdwojoną prędkością. Gdyby Jupi był helikopterem, a jego ogon śmigłem, już dawno unosiłby się w powietrzu.

– A dlaczego ten piesek tak bardzo się cieszy, skoro jest taki nieszczęśliwy? – zapytało dziecko.

– W ten sposób prosi, żebyśmy zabrały go do domu – odpowiedziała matka, ale nie było to prawdą.

Jupi w życiu nie chciałby opuścić schroniska. Może i mieszkał w ciasnej, zimnej klatce, ale za to w jakim sąsiedztwie! Codziennie mógł podziwiać klasę i urodę cudnej Szarloty, a nawet zamienić z nią kilka zdań. Nie był też nieszczęśliwy. Był tylko nieszczęśliwie zakochany.

– Chyba idziesz na spacer.

Kundzia wskazała nosem młodą parę, która czekała przed klatką Szarloty. Chłopak trzymał smycz, a dziewczyna robiła suczce zdjęcia. Szarlota wyprostowała się i z gracją machnęła głową, żeby odgarnąć opadającą na oczy grzywkę. Ci młodzi ludzie byli realną szansą na wydostanie się ze schroniska i pójście wreszcie do fryzjera. Nie zamierzała tego zaprzepaścić.

– Dawaj, Szarli, dawaj! Zabiorą cię na spacer, na spacer, na spacer! – Jupi z radości tarzał się po klatce. Zupełnie jakby chodziło o niego, jakby to on miał zaraz wyjść na zewnątrz, żeby wreszcie pobiegać. – Życie jest piękne, życie jest wspaniałe! Kocham psy! Kocham ludzi! Jupiii!!!

Jupi zaczął skakać coraz wyżej i wyżej, zupełnie zapominając o tym, że nie powinien tego robić.

– Jaki słodziak! – krzyknęła dziewczyna i zaczęła filmować go telefonem.

Jupi poczuł się wyróżniony, chciał pokazać, że umie podskoczyć jeszcze wyżej, ale wtedy przeszył go straszliwy ból. Upadł z hukiem na podłogę i zaczął cicho popiskiwać. Bardzo cicho. Nie chciał przecież psuć innym nastroju.

– Chyba coś mu się stało – powiedziała dziewczyna do zbliżającego się dyrektora.

– Powinien mieć zoperowany kręgosłup – stwierdził gorzko dyrektor.

Jupi spojrzał na niego ze strachem. Operowany? On nie chce być wcale operowany! Jest szczęśliwy taki, jaki jest, nieoperowany! Zawył cichutko, bardziej w myślach niż na głos, żeby nikomu nie sprawiać przykrości.

– Czyli będzie zdrowy? – zapytała dziewczyna.

– Byłby, gdyby ktoś się tym zajął. Schronisko nie ma pieniędzy.

Jupi nastawił uszy. Hurra, nie ma pieniędzy! Hurra, nie będzie operowany! Chciał podskoczyć z radości, ale ograniczył się do dwóch machnięć ogonkiem.

– To co z nim teraz będzie? – Dziewczyna wyraźnie posmutniała.

Dyrektor wzruszył ramionami.

– Kręgosłup nie jest jego największym problemem. Na ogrzewanie też nas nie stać. Niedługo wszystkie nam tu pozamarzają.

– Ej, słyszeliście to? – Dżordż rozejrzał się po hali.

Odpowiedziały mu nerwowe szczeknięcia. Tylko Kundzia nie ruszyła się z miejsca. Do całej masy rzeczy, jakich nie miała ochoty robić, dołączyła kolejna. Nie chciała umierać z zimna w ciasnej klatce schroniska. Nie mogła sobie na to pozwolić, przecież tam, na zewnątrz, ktoś bardzo na nią czekał.

– To straszne! – szepnęła dziewczyna, nagrywając telefonem zdenerwowane psy.

– Straszne, straszne… Lepiej zabierzcie jakiegoś do domu.

Dyrektor zaczął roznosić psom jedzenie, żeby trochę je uspokoić. Nastała niespodziewana cisza przerywana miarowym chrupaniem.

– Widzisz, kochanie? – Matka pochyliła się nad coraz bardziej przestraszoną córką. – Tym pieskom zaraz będzie bardzo zimno, mogą nie przeżyć zimy.

– Musimy je uratować! – Dziewczynka zalała się łzami.

– Przecież wiesz, że nie możemy mieć psa. Mamy za małe mieszkanie. O, zobacz, ten piesek jest tak strasznie nieszczęśliwy, że zrobił się od tego brzydki.

– Co za baba! – oburzył się Dżordż. – Nie dość, że straszy własne dziecko, to jeszcze nie zna się na anatomii. Jestem posiadaczem bardzo klasycznej urody! Buldogi angielskie nie są ani nieszczęśliwe, ani brzydkie, są piękne inaczej!

– Nie martw się, mała. Nikt z nas nie zamierza zamarzać na śmierć. Najwyżej stąd uciekniemy. Jamniki są świetne w kopaniu tuneli! – Jupi pragnął pocieszyć dziewczynkę, ale ona nie znała niestety psiego języka, więc nadal cichutko chlipała.

Matka wzięła ją za rękę i opuściły schronisko.

Dziewczyna spojrzała błagalnie na chłopaka.

– A co z wyjazdem? – zaczął się bronić.

– Psem może zająć się moja mama. Miesiąc chyba wytrzyma.

– Pies czy mama? – zapytał dyrektor. – Bo ostrzegam, ta suczka jest bardzo wymagająca. Dużo przeszła, nie ufa ludziom. Już dwa razy nam ją zwracali.

Szarlota poczuła się oburzona. Ją zwracali? To ona chciała wracać! To ona rezygnowała z kolejnych bezmyślnych i pozbawionych stylu ludzi. Tych nowych nie planowała jednak przekreślać, przynajmniej nie w trakcie nadciągającej zimy. Przesiedzi ją sobie w ciepłym mieszkaniu, a kiedy przyjdzie wiosna, zadecyduje, co dalej. Żeby tylko Kundzia przeżyła. No i Jupi. I pozostali. Szarlota spojrzała na nich z żalem. Większość psów działała jej na nerwy, ale nie chciała, żeby umierały. I już prawie zaczęła płakać nad ich losem, ale szybko przypomniała sobie, że w mokrych włosach wygląda bardzo niekorzystnie, postanowiła więc przestać się martwić i szybko przetarła oczy.

Dyrektor otworzył klatkę i wyciągnął w jej stronę psi smakołyk.

– Chodź, Szarloto. Jedziesz do nowego domu.

Jupi nie mógł w to uwierzyć. Przecież miała iść tylko na spacer, a teraz ma zniknąć zupełnie? Do nowego domu? Bez niego? A co będzie, jeśli on o niej zapomni, tak jak zapomniał zupełnie o swojej przeszłości?

Szarlota wyszła na zewnątrz dostojnym krokiem.

– Pa, kołtuniarze! Nie dajcie się tu zamrozić! – rzuciła jakby od niechcenia.

– Ale wrócisz, Szarli? Prawda, że wrócisz? – pisnął Jupi, który z przejęcia zapomniał nawet, że bolą go plecy.

Szarlota nie odpowiedziała. Nie mogła otworzyć pyska, bo inaczej wydałaby z siebie żałosny jęk. Jupiego było jej naprawdę szkoda. Ciasna klatka, siarczysty mróz, chory kręgosłup i złamane serce. Co jeszcze czeka tego najpogodniejszego na świecie psa, który patrzył na nią z taką miłością?

– Dlaczego takie miłe i wesołe psy zawsze kochają się w najgorszych sukach? – zapytała Kundzia, nie czekając na niczyją odpowiedź. – Mogłabyś przynajmniej się z nim pożegnać!

Szarlota wyrwała do przodu, ciągnąc za sobą swoją nową panią. Chciała jak najszybciej opuścić to miejsce.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij