Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Reinkarnacja. Światowe dzieje pewnej idei - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
30 grudnia 2025
50,00
5000 pkt
punktów Virtualo

Reinkarnacja. Światowe dzieje pewnej idei - ebook

Co czwarty Europejczyk wyznaje dziś jakąś formę wiary w reinkarnację. I – jak donoszą niektóre badania – niemal co trzeci Polak! Jest wobec tego zrozumiałe, że również teologia chrześcijańska podejmuje temat powtórnych wcieleń, i to wcale nie zawsze po to, by dać odpór wierzeniom zasadniczo obcych religii, lecz niekiedy również dlatego, by te tak różne eschatologie ze sobą pogodzić.

Idea reinkarnacji zostaje w niniejszej książce prześledzona jako składnik szeroko pojmowanej kultury umysłowej, także – a właściwie przede wszystkim – europejskiej. Okazuje się, że „wędrówka dusz” zawsze była obecna w wyobraźni i myśleniu mieszkańców naszego kontynentu. A od XVIII wieku powróciła po wiekach także na salony refleksji filozoficznej. Autor analizuje również rozważania współczesnych teologów i przygląda się XX i XXI- wiecznym ruchom parareligijnym.

Helmut Obst (ur. 1940), niemiecki teolog i religioznawca. Studiował teologię na Uniwersytecie Martina Lutra w Halle i Wittenberdze, gdzie później pracował jako wykładowca ekumeniki, historii religii i religioznawstwa.

Autor licznych publikacji z dziedziny historii kościelnej i religioznawstwa.

Fragmenty…

Ze wstępu tłumacza:

Na ogół wyobrażenia reinkarnacyjne kojarzy się z religiami Dalekiego Wschodu. Nie całkiem słusznie. W kulturze umysłowej Europy możliwość wędrówki dusz rozważali już w starożytności myśliciele najwyższej rangi jak Pitagoras, Platon czy Seneka. Chrześcijaństwo zepchnęło takie koncepcje w głęboki cień, choć nigdy ich całkowicie nie wyeliminowało – wciąż pojawiały się one na naszym kontynencie z różnym nasileniem w różnych środowiskach, między innymi wśród katarów, a później wśród intelektualistów renesansu. Dlatego stwierdzenie o. Śliwińskiego, że wiara w wędrówkę dusz „w nowożytnej cywilizacji zachodniej pojawia się późno, bo dopiero w Oświeceniu”, jest chyba nadmiernym uproszczeniem. Faktem jest jednak, że rzeczywiście dopiero oświecenie wprowadza spekulacje wokół powtórnych narodzin na filozoficzne salony. Momentem przełomowym jest – przynajmniej w Niemczech – publikacja w 1780 roku Wychowania rodzaju ludzkiego Gottholda Ephraima Lessinga, który odważył się wprost postawić pytanie: „Ale dlaczego poszczególni ludzie nie mieliby więcej niż jeden raz żyć na tym świecie?”. Jednak już wcześniej wątki takie pojawiają się choćby u Immanuela Kanta.

Ta wyraźnie rosnąca atrakcyjność koncepcji reinkarnacyjnych wiąże się chyba przede wszystkim z erozją wiarygodności chrześcijaństwa jako formacji intelektualnej, która organizowała dotąd myślenie Europejczyków i udzielała wiążących odpowiedzi na ich pytania egzystencjalne.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-974258-3-5
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD TŁUMACZA
„... WIĘCEJ NIŻ JEDEN RAZ”?

_Anioł mi nie zastąpi żony_

_Choćby miał skrzydła z miękkich piór,_

_I nie byłbym uszczęśliwiony,_

_Śpiewając psalmy pośród chmur._

_O Panie, sądzę, lepiej by się stało,_

_Gdybyś mnie zostawił na świecie tym nędznym;_

_Zechciej tylko uleczyć moje chore ciało_

_I hojniej nieco jeszcze racz sypnąć pieniędzmi._

Heinrich Heine, _Nie nęcą mnie niebiańskie łąki_

Reinkarnacja uchodzi dość powszechnie za materię, którą ludzie poważni się nie zajmują, bo im po prostu „nie wypada”. Owszem, książki na jej temat sprzedają się nieźle, ale oferują je zazwyczaj księgarnie z literaturą określaną mianem „ezoterycznej”, do których owi „poważni” ludzie raczej nie zaglądają. Bywa nawet przedmiotem badań naukowych, ale prowadzą je uczeni, którzy, choć posiadają solidne wykształcenie medyczne czy psychologiczne – jak Ian Stevenson i jego uczeń Jim B. Tucker – wiodą nieco widmową egzystencję na marginesie „prawdziwej” nauki i kwalifikowani są na ogół jako „parapsychologowie”. A parapsychologia, jak wiadomo, składa się z psychologii i pary. „Kwestia ta – wyznawał już XVIII-wieczny niemiecki fizyk i myśliciel Georg Christoph Lichtenberg – wzbudza we mnie wiele myśli, a właściwie odczuć, których nie jestem w stanie wyrazić, albowiem nie są one zwyczajnie ludzkie, dlatego język nasz nie jest stworzony dla nich. Oby Bóg sprawił, by nie wpędziło mnie to kiedyś w szaleństwo. Wiem tylko tyle, iż jeśli zechciałbym o tym napisać, świat uznałby mnie za głupca, dlatego wolę milcze㔹.

Książka Helmuta Obsta dowodzi, że wędrówka dusz nie jest wcale tematem „wstydliwym”. Wręcz przeciwnie: to wyobrażenie mocno zakorzenione także w kulturze europejskiej, co więcej, wyobrażenie będące na przestrzeni wieków przedmiotem bardzo poważnego namysłu bardzo poważnych ludzi.

Kto wierzy w reinkarnację?

Statystyki są w tej materii dość rozbieżne, ale przecież ujawniają pewien trend, którego nie sposób zlekceważyć. Helmut Zander w swojej monumentalnej monografii poświęconej europejskim dziejom idei reinkarnacji zestawił pochodzące z różnych źródeł dane obrazujące poziom wiary w wędrówkę dusz wśród współczesnych Europejczyków². Z zestawienia tego wynika, że na początku lat 90. ubiegłego wieku wiarę taką za co najmniej godną zastanowienia uważało na przykład 24% Finów, 31,9% Islandczyków, 19% Niemców, 22,7% Włochów i... 31,4% Polaków. Wartości te ulegają co prawda, zależnie od metodologii przyjętej w badaniach ankietowych, mocnym wahaniom. Według badań Human Values Studies z 2009 roku wiarę w wędrówkę dusz podzielało 32% mieszkańców naszego kraju i był to wynik w Europie najwyższy (średnia europejska sytuowała się na poziomie 24–25%). Według CBOS w 2012 roku była to jednak zaledwie (?) ¼ ankietowanych, a w 2015 roku tylko... 3%, co nie wygląda zbyt wiarygodnie.

Trochę inne dane podaje Józef Baniak, który analizował skłonność do wiary w reinkarnację młodych Polaków³. Wśród uczniów szkół średnich odsetek wierzących w jakąś formę ponownych wcieleń wahał się w różnych regionach kraju od 18 do 42%. W innych ankietowanych grupach wartości te były także zróżnicowane, można jednak przyjąć ze sporym prawdopodobieństwem, że znaczący, choć trudny do jednoznacznego ustalenia, odsetek młodych polskich katolików przynajmniej nie wyklucza takiej eschatologii – alternatywnej w istocie wobec nauczania ich kościoła, które zresztą wyraźnie traci na wiarygodności: w 2015 roku zaledwie 36% ankietowanych było zdania, że po śmierci ludzie trafiają do nieba, piekła albo czyśćca. Także autorzy blisko związani z kościołem katolickim traktują te dane jako wiarygodne⁴. Uogólniając, można chyba przyjąć, że co najmniej jedna czwarta mieszkańców naszego kontynentu wierzy w jakąś postać wędrówki dusz.

Ciekawa jest przy tym korelacja wiary w ponowne żywoty ziemskie z ogólnym poziomem religijności – zwraca na to uwagę również Zander: „Niektóre badania mówią o wyższym poziomie akceptacji wśród osób religijnych i praktykujących, a zatem intensywniejsze praktyki religijne sygnalizowałyby większą otwartość na pytania o sprawy ostateczne, w tym także na wyobrażenia eschatologiczne o charakterze reinkarnacyjnym”⁵. Tłumaczyłoby to dość paradoksalnie ów wysoki odsetek polskich katolików skłaniających się ku wierze w wędrówkę dusz. Ale i wśród osób deklarujących się jako „niereligijne” odsetek ten jest stosunkowo wysoki.

„Na co wolno mi mieć nadzieję?”

Na ogół wyobrażenia reinkarnacyjne kojarzy się z religiami Dalekiego Wschodu. Nie całkiem słusznie. W kulturze umysłowej Europy możliwość wędrówki dusz rozważali już w starożytności myśliciele najwyższej rangi, jak Pitagoras, Platon czy Seneka. Chrześcijaństwo zepchnęło takie koncepcje w głęboki cień, choć nigdy ich całkowicie nie wyeliminowało – wciąż pojawiały się one na naszym kontynencie z różnym nasileniem w różnych środowiskach, między innymi wśród katarów, a później wśród intelektualistów renesansu. Dlatego stwierdzenie o. Śliwińskiego, że wiara w wędrówkę dusz „w nowożytnej cywilizacji zachodniej pojawia się późno, bo dopiero w Oświeceniu”⁶, jest chyba nadmiernym uproszczeniem. Faktem jest jednak, że rzeczywiście dopiero oświecenie wprowadza spekulacje wokół powtórnych narodzin na filozoficzne salony. Momentem przełomowym jest – przynajmniej w Niemczech – publikacja w 1780 roku _Wychowania rodzaju ludzkiego_ Gottholda Ephraima Lessinga, który odważył się wprost postawić pytanie: „Ale dlaczego poszczególni ludzie nie mieliby więcej niż jeden raz żyć na tym świecie?”⁷. Jednak już wcześniej wątki takie pojawiają się choćby u Immanuela Kanta⁸.

Ta wyraźnie rosnąca atrakcyjność koncepcji reinkarnacyjnych wiąże się chyba przede wszystkim z erozją wiarygodności chrześcijaństwa jako formacji intelektualnej, która organizowała dotąd myślenie Europejczyków i udzielała wiążących odpowiedzi na ich pytania egzystencjalne. Trzy najważniejsze z nich sformułował Kant w _Krytyce czystego rozumu_: „Co mogę wiedzieć? Co winienem czynić? Na co wolno mi mieć nadzieję?”. Odpowiedzi na pierwsze zaprzestano ostatecznie szukać w Biblii właśnie w Wieku Świateł, a Bóg okazał się wedle Laplace’a „hipotezą”, której nauka „nie potrzebuje”. Na drugie w praktyce, a wbrew deklaracjom, szukano jej tam zawsze bardzo wybiórczo, bo radykalizm etyki nowotestamentowej – formowanej w przekonaniu o bliskim „końcu czasów”, a więc swoistej etyki _ad interim_ – wykluczał wierne stosowanie większości jej nakazów. Moralne wyobrażenia Europejczyków kształtował raczej etos rycerski czy etos gentlemana – skrajnie przeciwstawne, jak zauważył Karl Löwith, etosowi „dobrego chrześcijanina”⁹. Mimo to etyka chrześcijańska wciąż trzyma się mocno jako pewien oficjalnie propagowany, rzekomo niekwestionowany i niekwestionowalny zespół „wartości” oraz – mocno wyidealizowany – punkt odniesienia refleksji moralnej, i to także wśród ludzi niepodzielających już wiary w „wielką opowieść” chrześcijaństwa. Ale najbardziej niepokojące, i doskwierające znacznie boleśniej niż niepewność co do okoliczności narodzin czy zmartwychwstania Jezusa, było coraz silniejsze wątpienie w prawdziwość chrześcijańskich odpowiedzi na pytanie trzecie, które mogło być także pytaniem o pośmiertne losy człowieka.

Zdaniem Hansa Blumenberga każda epoka pozostawia po sobie pewien „nawis” problemów i oczekiwań, którego przychodząca po niej raczej nie może zignorować. Epoka postchrześcijańska musiała (i musi) jakoś uporać się z rozbudzoną przez poprzedniczkę nadzieją na „życie wieczne”, cokolwiek to pojęcie miałoby oznaczać. Ponieważ obietnica „nieśmiertelności” oferowana przez coraz mniej wiarygodną religię przestała wystarczać i ponieważ w umyśle człowieka współczesnego liczy się tak naprawdę tylko to, co można poprzeć dowodem „naukowym”, a przynajmniej uprawdopodobnić, posługując się jakimiś takiego dowodu namiastkami, wzrasta zainteresowanie koncepcjami, które mogłyby spełnić takie oczekiwania. Wiara w reinkarnację obywa się – a przynajmniej może się obyć – bez transcendencji i bez wyobrażeń postrzeganych dziś jako wywodzące się z „mitu”. Wędrówka dusz bywa postrzegana jako zjawisko na wskroś „z tego świata”, a więc takie, które może być przedmiotem dociekań i badań naukowych. Nic zatem dziwnego, że Rudolf Steiner opublikowaną w 1903 roku rozprawę zatytułował _Reinkarnation und Karma. Vom Standpunkte der modernen Naturwissenschaft notwendige Vorstellungen_ (_Reinkarnacja i karma. Wyobrażenia konieczne z perspektywy nowoczesnych nauk przyrodniczych_). Także scjentolodzy i wyznawcy New Age traktują wędrówkę dusz jako przedmiot poznania naukowego, a psychologowie – jak choćby wspomniany na początku Jim B. Tucker – badają metodycznie przypadki dzieci przypominających sobie we wczesnym okresie życia poprzednie „wcielenia” i próbują zjawisko takie wpisać w powszechnie przyjęty naukowy model świata.

Relacje między środowiskami propagującymi wiarę w reinkarnację a kościołami chrześcijańskimi bywały i bywają złożone. Z pozoru są to eschatologie niedające się ze sobą pogodzić. Teologowie chrześcijańscy wskazywali i wskazują przy tym na rozmaite, rzeczywiste i pozorne, aporie koncepcji reinkarnacyjnych¹⁰. Jedną z poważniejszych jest trudność w ustaleniu, co właściwie jest tejże wędrówki podmiotem i czy można mówić o jego „tożsamości”, skoro w kolejnych wcieleniach nie pamięta się poprzednich. To zarzut poważny i tylko pozornie łatwo go odeprzeć, wskazując na przypadki urazów, w następstwie których człowiek traci całkowicie pamięć o wcześniejszych doświadczeniach, a przecież nikt nie ma najmniejszych nawet wątpliwości, że to wciąż jedna i ta sama osoba. Kłopoty z pojęciem „tożsamości” mogą mieć przy tym także zwolennicy chrześcijańskiej nauki o „życiu wiecznym”: nasza tożsamość jest czymś płynnym, „Ja” w wieku lat czterech, piętnastu i sześćdziesięciu to jednak osobowości dość różne. Ponadto: co z ludźmi umierającymi w stanie głębokiej demencji lub obłędu – które ich „Ja” dostąpi życia wiecznego? Co ze zmarłymi niemowlętami, które tego „Ja” wykształcić nie zdążyły?

Są jednak także w kościołach chrześcijańskich ludzie, którzy opowiadają się za jakimś dialogiem między zwolennikami obu koncepcji. Katolicki teolog Norbert Bischofberger w swojej książce _Werden wir wiederkommen?_ (_Czy powrócimy?_), poświęconej wędrówce dusz, zastanawia się całkiem poważnie nad możliwością powiązania tych tak różnych eschatologii: „Idea reinkarnacji uzupełnia albo zastępuje model oczyszczenia. Reinkarnacja wchodzi w grę wyłącznie w wypadku ludzi, którzy po swojej pierwszej ziemskiej egzystencji wymagają oczyszczenia. To oznacza, że chrześcijański model trzech możliwych przeznaczeń w momencie śmierci, albo po niej, zachowuje swoją ważność. Obejmuje on osiągnięcie doskonałości już po pierwszej ziemskiej egzystencji (niebo), oczyszczenie w formie ponownego związania z materią oraz ewentualność ostatecznego zatracenia (piekło). Możliwość ostatecznego upadku pozostaje zachowana, ponieważ naszkicowana w niniejszej hipotezie chrześcijańska idea reinkarnacji jedynie uzupełnia wyobrażenie oczyszczenia”¹¹. Bischofberger nie jest jedyny. Takich prób jest sporo, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że chodzi w nich nie tyle o rzucenie koła ratunkowego zwolennikom wiary w reinkarnację, ile raczej o znalezienie takiego koła dla siebie. Współczesne kościoły nie mogą wszak przejść do porządku dziennego nad faktem, że prawdopodobnie co najmniej jedna czwarta ich wiernych ideę reinkarnacji traktuje bardzo serio jako alternatywę eschatologii głoszonej przez nie same. Wysyła więc do nich komunikat, który brzmi: „Wierzysz w reinkarnację? Trudno. Nie bardzo nam się to podoba, ale cóż możemy zrobić? Pamiętaj jednak, że nie musisz wcale porzucać naszego Kościoła. Możesz w nim pozostać, zachowując tę swoją wiarę, która doskonale da się pogodzić z naszą”.

Również z drugiej strony wyraźna jest wola takiego pogodzenia reinkarnacji z chrześcijaństwem, a spora część książki Obsta poświęcona jest tego rodzaju próbom, niekiedy dość karkołomnym.

Zauważmy na marginesie, że także w świadomości polskich emigrantów w Paryżu, związanych z Kołem Sprawy Bożej, założonym przez Andrzeja Towiańskiego, katolicyzm, któremu chcieli pozostać wierni, nie kolidował w najmniejszym stopniu z wiarą w reinkarnację propagowaną przez samego Mistrza. Ten był na przykład przekonany, że najsłynniejszy z jego adeptów, brat Adam, miał za sobą wiele ziemskich żywotów: w notatce sporządzonej o Mickiewiczu 4 października 1841 roku pisał: „Był rycerzem kamiennym, znanym z odwagi, stałości i surowego życia. Był zakonnikiem znanym z surowości i męczeństwa. Był Dziewicą Orleańską. Był prorokiem przed Jezusem Chrystusem”¹². Oczywiście w oczach współczesnych duchownych towianizm był herezją. Choć też nie wszystkich – o jednym z takich wyjątków wspomina i Obst: „Pod wpływem polskiego mistyka Andrzeja Towiańskiego (1799–1878) włoski arcybiskup L. Puecher Passavalli (1820–1897) opowiedział się za preegzystencją ludzkiej osobowości i za reinkarnacją, nie widząc w tym żadnej sprzeczności z dogmatami kościoła”¹³.

Miraż „nieśmiertelności”

Znamienna jest różnica w pojmowaniu reinkarnacji na Wschodzie i na Zachodzie. Wschód postrzega ponowne wcielenia jako przekleństwo – kołowrót żywotów ziemskich to brzemię, które trzeba z siebie zrzucić, Zachód zaś jako szansę na osiągnięcie doskonałości – człowiek nie jest „koruptybilny”, a więc skłonny do grzechu i zła, jak go opisywała doktryna chrześcijańska, lecz raczej „perfektybilny”, zdolny do osiągnięcia doskonałości, ale potrzebuje więcej niż jednego życia, by dojść do poziomu, który można uznać za „spełnienie”. Lessing zauważa: „Każdy człowiek przebyć musi (jeden wcześniej, drugi później) drogę, którą rodzaj ludzki zdąża do doskonałości. »W jednym i tym samym życiu ma ją przebyć? Czyż mógł być w jednym i tym samym życiu zmysłowym żydem i uduchowionym chrześcijaninem? Czyż mógł w jednym życiu przezwyciężyć obydwóch?«. (...) Dlaczego nie miałbym wracać tak często, jak często jestem posyłany, by zdobywać nową wiedzę, nowe umiejętności? Czy mogę za jednym razem pojąć tyle, że nie opłaci się przyjść ponownie?”¹⁴.

Pewną rolę mogą tu odgrywać także przemiany w jakości życia, zachodzące na kontynencie europejskim. Ziemia przestaje być wyłącznie „padołem grzechu i cierpienia”, a staje się miejscem, w którym warto żyć, przy czym poprawa warunków tego ziemskiego bytowania obejmuje coraz szersze kręgi społeczeństw – względnie dobre życie przestaje być luksusem dostępnym jedynie niewielkiej i elitarnej garstce. To sprawia, że „żywot ziemski” ma się ochotę powtórzyć, w miarę możności na nieco lepszym poziomie.

Coraz silniejsze jest też chyba podejrzenie – uświadamiane sobie, albo obecne w ludzkim myśleniu w jakiejś postaci utajonej – że „wieczność” to wyobrażenie wieloznaczne i pełne pułapek, co może ma związek z odkryciem – nie tak dawnym w końcu – że kosmos trwa od znacznie dłuższego czasu, niż sądzili ludzie średniowiecza, których świat liczył ledwie pięć tysięcy lat z okładem. W rozdziale II _Wspomnień Iona Tichego_ Stanisława Lema niejaki „profesor Decantor” wynajduje... nieśmiertelną duszę. Odpowiada w ten sposób na prastare ludzkie pragnienie: „Duszy nie ma. To udowodnione. Istnieje jednak potrzeba duszy nieśmiertelnej, pożądanie wiecznego trwania, głód nieskończonej rozciągłości osobowej w czasie, na przekór przemijaniu i rozpadaniu się wszystkiego. (...) Ten strach przed ustaniem, przed końcem, przed zagładą świadomości wówczas, kiedy jest najbogatsza, kiedy gotowa jest najżyźniej owocować... u kresu długiego życia... Wszyscy to powtarzali. Marzeniem ich było obcować – z wiecznością”¹⁵. To pragnienie ma zaspokoić jego wynalazek: tajemniczy kryształ, w którym zamknięta zostaje zeskanowana ludzka świadomość. Kryształ może przetrwać wszelkie katastrofy naturalne, nawet zgaśnięcie Słońca i zlodowacenie Ziemi. Niestety, proces skanowania związany jest nieodłącznie z uśmierceniem ciała człowieka, który zapragnąłby takiej nieśmiertelności – Decantor wypróbował to na własnej żonie, i to chyba bez jej zgody. Ion Tichy nie podziela entuzjazmu swojego gościa, który przyszedł namówić go do współfinansowania dalszych badań nad wynalazkiem. Świadomość pozbawiona ciała? Niezdolna odbierać wrażeń ze świata ani komunikować się z nim? Tichy zdaje sobie sprawę z pułapki kryjącej się w pragnieniu takiej bezcielesnej nieśmiertelności: „Spróbujcie (...) położyć się w ciemnym pokoju, tak aby nie dochodził was żaden dźwięk czy promień, i zamknąwszy oczy, wyobraźcie sobie, że będziecie tak trwali w ostatecznym spokoju, bez żadnej, ale to żadnej, najmniejszej nawet odmiany, dzień i noc, i znowu dzień, że tak upływać będą tygodnie, których rachuby nie zdołacie ustalić, miesiące, lata, wieki – i że mózgi wasze zostały przedtem poddane takiemu zabiegowi, że nie będzie możliwa nawet ucieczka w obłęd”. Byłaby to udręka, „wobec której wszelkie obrazy mąk piekielnych są przecież igraszką”¹⁶. Wieczne życie jest tak naprawdę mirażem wytworzonym przez lęk, jaki w człowieku budzi perspektywa śmierci i ustania jego świadomości. „Ludzie nie pragną nieśmiertelności . Nie chcą tylko, po prostu, umierać. Chcą żyć, profesorze Decantor. Chcą czuć ziemię pod nogami, widzieć chmury nad głową, kochać innych ludzi, być z nimi i myśleć o tym. Nic więcej. Wszystko, co zostało powiedziane ponad to, jest kłamstwem”¹⁷.

Tradycyjna eschatologia chrześcijańska obiecuje, co prawda, „zbawionym” – ale dopiero po „zmartwychwstaniu” w „Dniu Sądu” – jakieś „ciało uwielbione”, ale to obraz dość enigmatyczny. Nawet katolicki teolog Hans Küng przyznaje, że chrześcijańskie „niebo” niepokojąco przypomina krajobraz księżycowy: „Niejednemu chrześcijaninowi wyobrażenie raju w suplemencie do _Summa theologiae_ Tomasza z Akwinu wydać się może zbyt nadzmysłowe: nawet ciała niebieskie trwają w wiecznym bezruchu, ludzie nie jedzą, nie piją i oczywiście się nie rozmnażają; dlatego rośliny i zwierzęta są zbędne na tej nowej Ziemi, która pozbawiona flory i fauny, a nawet minerałów, pełna będzie za to blasku chwały”¹⁸. Wieczność Akwinaty nie jest bardzo odległa od wieczności, którą oferował profesor Decantor.

W tych okolicznościach, jeśli ktoś mimo wszystko nie jest zainteresowany rajem muzułmańskim, pełnym cienistych gajów, rozkosznie szemrzących strumyków i czarnookich hurys, reinkarnacja wydaje się alternatywą dość atrakcyjną: nie przeraża okrutną bez-cielesną i bez-zmysłową „wiecznością”, odwleka jednak na czas bliżej nieokreślony moment ostatecznego „zgaśnięcia”, tym zaś, którzy mają wrażenie, że w swoim obecnym żywocie otrzymali krzywdząco marne karty, daje szansę na ponowne ich rozdanie.

Z drugiej strony... Czy nie mają jednak racji ludzie Wschodu, pragnący zapaść w stan jakiegoś niebytu, zamiast w nieskończoność borykać się z ziemskimi przeciwnościami? „A jeśliś tępy niby pień, zrodzisz się baobabem, i będziesz baobabem tysiąc lat, nim pomrzesz znów”, śpiewał Włodzimierz Wysocki w sławnej _Piosence o wędrówce dusz_. Być baobabem przez tysiąc lat? Czy warto? Co prawda doktryny reinkarnacyjne wykluczają przeważnie regres do świata roślin czy zwierząt, ale i powrót do świata ludzi nie musi być bardzo przyjemny – większość ludzkości żyje w warunkach, w których raczej nie chcielibyśmy się znaleźć. Tymczasem wedle nauczania niektórych współczesnych sekt głoszących wiarę w reinkarnację odkąd Zachód praktykuje masowo kontrolę urodzin, do większości powtórnych wcieleń dochodzi właśnie w krajach rozwijających się¹⁹. Wcale nie mamy więc gwarancji, że w następnym wcieleniu będziemy jedynakiem czy jedynaczką w rodzinie nowozelandzkiego multimilionera (najlepiej przychodzić na świat w krajach, o których mało pisze się w gazetach), nie zaś szóstym dzieckiem bengalskiej szwaczki. Niemiecki pisarz i aforysta Wilhelm Raabe zastanawiał się: „Zmiana mieszkania – wędrówka dusz. Czy jednak rzeczywiście przeprowadzka bardzo poprawia nasze położenie?”²⁰.

W 1918 roku wówczas zaledwie dwudziestoletni Bertolt Brecht – ten młodzieńczy wiek nie jest tu chyba bez znaczenia – pisze wiersz zatytułowany _Przeciwko zwodzicielom_. Przestrzega w nim przed wszystkimi, którzy zalęknionych mamią wizją jakiegoś „życia wiecznego” czy „powrotu” na ziemię:

Nie pozwólcie, by ktoś was zwiódł!

Stamtąd nigdy nie powrócicie.

Dzień odchodzi, już prawie u wrót,

Noc się zbliża, czujecie jej chłód,

Lecz nowego świtu nie ujrzycie.

Utwór ów kończy się wizją, którą zwykle odbiera się jako posępną i budzącą dreszcz: wizją ludzkiej śmierci niczym nieróżniącej się od śmierci zwierzęcej (skądinąd: dlaczego właściwie w naszym postdarwinowskim świecie miałaby się czymś różnić?). Ale przecież ta wizja naznaczona jest zarazem pewną ambiwalencją – wieszczy nieubłagany i ostateczny koniec, zarazem jednak zawiera przecież iście epikurejskie pocieszenie:

Nie pozwólcie, by ktoś was opętał!

Niewolników z was uczynił i nędzarzy!

Czegóż jeszcze możecie się lękać?

Wszak umrzecie jak wszystkie zwierzęta,

I nic więcej już potem się nie zdarzy.

No bo: jeśli NIC się nie „zdarzy”, to i „lękać się” nie ma CZEGO.

Warto jednak zastanowić się nad czymś jeszcze: w swej wersji europejskiej wiara w wędrówkę dusz, „najstarsza” hipoteza eschatologiczna ludzkości, jak ją nazywał Lessing, wynika, jak widzieliśmy, z pewnej wizji człowieka postrzeganego jako istota „perfektybilna”, a więc zdolna do doskonalenia się, _ergo_: nosząca w sobie więcej zalążków dobra niż „zła”. To właśnie ta wizja – na tysiąclecia wyparta przez koncepcję „grzechu pierworodnego”, uznającą człowieka, wręcz przeciwnie, za złego w samej swej istocie i dlatego sugerującą jego daleko idącą kontrolę, a co za tym idzie, maksymalne ograniczenie jego wolności – legła u podstaw idei praw człowieka, a zatem i ustroju większości współczesnych społeczeństw europejskich. Już choćby dlatego także w wyobrażeniu reinkarnacji można (a chyba nawet trzeba) dostrzec ważny element europejskiego dziedzictwa cywilizacyjnego, ślad głębokiej refleksji nad naturą i kondycją ludzką – coś więcej niż tylko temat sensacyjnych spekulacji miłośników ezoteryki i spirytyzmu.

Tadeusz Zatorski

Kraków–Zabierzów 2025PRZYPISY

Od tłumacza: „... więcej niż jeden raz”?

1 G.Ch. Lichtenberg, _Pochwała wątpienia. Bruliony i inne pisma_, przeł. T. Zatorski, Gdańsk 2005, s. 231. ↩

2 H. Zander, _Geschichte der Seelenwanderung in Europa. Alternative religiöse Traditionen von der Antike bis heute_, Darmstadt 1999, s. 598–602. ↩

3 J. Baniak, _Wiara w reinkarnację wśród młodych i dorosłych katolików w Polsce na przełomie XX i XXI wieku. Wyniki badań socjologicznych_, „Zeszyty Naukowe KUL” 2022, r. 65, nr 1 (257), s. 89–106. ↩

4 Zob. np. P.J. Śliwiński OFMCap, _Reinkarnacja pragmatyczna_, w: P.J. Śliwiński, Ch. Schoenborn, H.L. Martensen (red.), _Kościół a reinkarnacja_, Kraków 2002, s. 7. ↩

5 H. Zander, _Geschichte der Seelenwanderung in Europa_, s. 600. ↩

6 P.J. Śliwiński, _Reinkarnacja pragmatyczna_, s. 15. ↩

7 Zob. s. 19 niniejszej książki. ↩

8 Zob. s. 173. ↩

9 K. Löwith, _Der christliche Gentleman. Über die Schizophrenie eines gesellschaftlichen Ideals_, w: tegoż, _Wissen, Glaube und Skepsis_ (_Sämtliche Schriften_, t. 3), Berlin–Heidelberg 2022, s. 164 nn. ↩

10 Zob. np. H. Küng, _Życie wieczne?_, przeł. T. Zatorski, Kraków 1993, s. 104 nn. ↩

11 Zob. s. 297 niniejszej książki. ↩

12 Cyt. za: J. Kallenbach, _Towianizm na tle historycznym_, Kraków 1924, s. 144. ↩

13 Zob. s. 304 niniejszej książki. ↩

14 Zob. s. 22 niniejszej książki. ↩

15 S. Lem, _Dzienniki gwiazdowe_, Kraków 1982, s. 381 i 389. ↩

16 Tamże, s. 391. ↩

17 Tamże, s. 390. ↩

18 H. Küng, _Życie wieczne_, s. 323. ↩

19 Zob. s. 259 niniejszej książki. ↩

20 W. Raabe, _Gedanken und Einfälle_, w: tegoż, _Sämtliche Werke_, t. 6, Berlin–Grunewald 1923, s. 63. ↩

Wprowadzenie: powtórne żywoty ziemskie – idea o prastarym rodowodzie

1 G.E. Lessing, _Werke und Briefe in 12 Bänden_, hrsg. v. W. Barner zusammen mit K. Bohnen u. a., Frankfurt a. M. 1985 nn., t. 10, 2001, s. 97. . ↩

2 W oryg. _Persönlichkeit_. „Osobowość” jest tu, jak się wydaje, rozumiana nie tyle jako określony zespół cech indywidualnych danej osoby, ile raczej jako pewien nośnik indywidualności, wcielający się w kolejne osoby, rodzaj „entelechii” (przyp. tłum.). ↩

3 Tamże, s. 98 n. . ↩

4 A. Kardec, _Das Buch der Geister und die Grundsätze der Geistlehre betreffend das gegenwärtige und zukünftige Leben im Diesseits und Jenseits_, Leipzig 1922, s. 30. . ↩
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij