Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku - ebook
Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku - ebook
„Rekonstrukcja. Połowa twarzy tonie w mroku” to proza autofikcyjna. Śledzimy losy bohaterki, która konfrontuje się z widoczną wadą wrodzoną na twarzy. Codzienne mimowolne wystawianie się na osąd otoczenia wywołuje pytanie „Czy to, jak wyglądam, jest także tym, kim jestem?” i skłania do introspekcji oraz rozważań o ciele, o jego sprawczości i bezradności wobec niego. To także książka o różnych aspektach pragnienia i pożądania – tych budujących i tych destrukcyjnych. Bohaterka pyta siebie i świat o tożsamość, o to, jak mocno łączy się ona z wyglądem. Oraz jak piękno łączy się z pożądaniem. Czym jest w tym kontekście sprawczość? Między innymi dążeniem do kolejnych operacji rekonstrukcyjnych, by korygując wygląd, wpasować się w obowiązujący kanon piękna, by zaspokoić estetyczne potrzeby innych, by móc czasem zniknąć w tłumie. Jest to opowieść o niepoddawaniu się, o uporze, choć nie ma w niej łatwego pocieszenia. Samowiedza, samoświadomość, poszukiwanie własnego odbicia w literaturze pozwalają działać, ale nie chronią przed cierpieniem. Bo „jak stać się dorosłą kobietą, kiedy sabotuje cię mała zraniona dziewczynka?”, powtarza bohaterka za artystą Asafem Avidanem.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-66275-49-2 |
| Rozmiar pliku: | 721 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
All of the stars in all the skies had to align
And then we both just disappear in every hope, in every fear
Of what it means to love another
Asaf Avidan
„Cierpienie zdarza się, gdy ktoś inny je” – pamiętając o tym, możemy doznać pewnej ulgi, uwolnić się od części naszych histerii, naszego egotyzmu, przekonania, że jakakolwiek z naszych emocji ma jakieś wielkie znaczenie. Wszystkie nasze nastroje są w gruncie rzeczy trywialne i względne, muszą być kontrapunktowane, równoważone przez resztę świata. Myślę, że całe nasze życie polega na pozbywaniu się iluzji, że to, co czujemy, jest opisem rzeczywistości.
Edward St Aubyn– Czy jestem ładna? – zapytałam mamę, kiedy miałam pięć lat.
– Jesteś mądra i miła. – Usłyszałam w odpowiedzi.
Od tamtej pory zaczęłam opracowywać strategię transakcyjną: „Jeśli będę bardzo mądra i bardzo miła, to dostanę to samo, co dostaje się za bycie ładną: będę chciana. Będę więc uczyć się i będę się uśmiechać. Będę się uśmiechać nawet wtedy, kiedy ktoś sprawi mi ból. W ten sposób nadrobię. I prezenty, muszę dawać dużo prezentów!”.
Któregoś dnia przyniosłam do przedszkola nowe kredki. Nie temperowało się ich, tylko wykręcało kolorowe sztyfty. Dzieci otoczyły mnie, chętnie pożyczałam im kolejne kolory. Rysowały, naciskając mocno, mocniej niż ja: wykręcały sztyfty z pasją. Po dwóch godzinach wszystkie były połamane. Zebrałam resztki do piórnika. „To cena za towarzystwo innych dzieci”, pomyślałam.
„Wrak dzieła sztuki” – tak brzmiał na Allegro opis ceramiki Wedgwood: sklejonego puzderka i ukruszonej wazy. Naczynia są w kolorze Wedgwood Blue, mają kremowe, neoklasycystyczne zdobienia: postaci ludzkie, zwierzęta, rośliny i przedmioty inspirowane antyczną Grecją i Rzymem. Ukruszenie dodaje wazie charakteru. „Jest piękna, jest uszkodzona, wciąż działa. Możesz dostrzec w niej podobieństwo do siebie” – piszę na dołączonej do prezentu kartce.
– Po co mi to? Będzie się kurzyło.
Adam powtarzał mi wiele razy, że nie lubi dostawać prezentów. Nie słuchałam go. Jak inaczej, niż dając prezenty, mogę mu pokazać, że jestem ładna?
Dlaczego Adam nie lubi prezentów? Czy dlatego, że czuje, że chcę czegoś w zamian? Że nie daję mu ich z hojności, tylko ze skąpstwa? Czego chcę w zamian za wazę? Miejsca na kominku, żeby ją tam postawił i żeby pomyślał o mnie, kiedy na nią spojrzy? Miejsca w jego życiu? Czego chcę? Domu. Całości. Mogę sklejać ten dom z rozbitych kawałków, płynnym złotem – jak w japońskiej sztuce sklejania naczyń.
W przeciwieństwie do mnie Adam nie myśli transakcyjnie. Radzi sobie na inne sposoby. Transakcja jest jakoś związana z cyklicznością. Można powiedzieć, że jest czymś kobiecym – trudno zapomnieć o cykliczności, kiedy jest się kobietą. Adam myśli inaczej, on nie ma moich lęków. Myśli inaczej, a ja lubię dzięki niemu kwestionować swoje założenia.
– Nie chcesz tego? – pytam.
– Nie.
Siedzimy przy barze. Biorę do ręki wazę Wedgwood, która istniała od 1960 roku – wskazuje to sygnatura na spodzie. Rzucam nią o betonową podłogę.
Rozbija się na kawałki. Rozbita wciąż jest piękna.
– No i to jest dużo lepszy prezent! – mówi Adam.
Czy muszę rozbić samą siebie na kawałki, żeby stać się dużo lepszym prezentem dla niego?
Ale przecież ja jestem rozbita od urodzenia.POŁOWA TWARZY TONIE W MROKU
Światło w łazience jest przytłumione. Owalne lustra, przed nimi blaty, na których można położyć torebkę i wysypać jej zawartość. Pufy i małe kanapy obite są pąsowym aksamitem. Projektant tego wnętrza napatrzył się na kadry z filmów Davida Lyncha. Siedzę na pąsowej kanapie. Na górze, w restauracji, zostawiłam na stole do połowy wypity kieliszek wina. Patrzę na siebie w lustrze: moja asymetryczna czarna sukienka zakrywa jedno ramię, drugie jest nagie. Połowa mojej twarzy w lustrze tonie w mroku, dokładnie tak, jak tego chcę. Wysypałam z torebki szylkretowe spinki do włosów. Przekładam je, żeby zyskać na czasie. Żeby jak najdłużej połowa mojej twarzy pozostawała niewidoczna.
Patrzę na swoje odbicie. Kogo widzę? Kobietę, za którą się przebrałam. Przebrałam się za dziewczynę Jamesa Bonda, w czarnej sukience z dekoltem na plecach i cienkim złotym paskiem. Umiem przejść z gołymi plecami przez pełną restaurację i nie zgarbić się. Ile czasu mi zajmuje, żeby się skutecznie przebrać? Pół godziny. Jak to robię? Mieszanką szafranu i zmielonych płatków róży zwilżoną kilkoma kroplami wody masuję twarz, szyję i piersi – zdzieram martwe komórki skóry. To samo robię z resztą ciała, tylko przy użyciu rękawicy do masażu. Dzięki temu moje plecy, ramiona i brzuch będą przyjemniejsze w dotyku, jeśli Adam zechce wsunąć dłoń pod moją sukienkę.
Czy Adam jest Jamesem Bondem?
Ma jego witalność.
Czy Adam jest Jamesem Bondem? Oczywiście, że nie. Jest Adamem, jedynym mężczyzną, którego dotyk pod sukienką sprawia mi przyjemność.
Więc kim jest Adam i kim jestem ja, Ewa?
Kim jestem ja, ukryta pod przebraniem dziewczyny Jamesa Bonda?
Co ukrywam?
Chwyć swoje gęste włosy, umyte niemieckim szamponem z dodatkiem kofeiny, która nadaje im seksowną objętość. Nie ustawiaj się tak, jak zawsze ustawiasz się do zdjęć. Ustaw się inaczej. Zobacz swoje blizny i deformację.
Kurczysz się. Nie chcesz na to patrzeć. Chcesz jeszcze trochę fikcji. Doskonale to rozumiem. Kiedy rzeczywistość staje się nie do zniesienia, uciekasz z niej. Rozgość się, mówi fikcja.
Jak dotrzeć do sedna, jak przestać szukać ulgi w ukrywaniu się?
Moje pragnienie: zmyć stygmat z twarzy. Moja wiara w magiczne formuły, w zaklęcia. W przebieranie. W ukrywanie się.
Co to za stygmat?
Wpisz swoją wadę wrodzoną w Wikipedię, zajrzyj do książki medycznej. Nie laminuj wszystkiego melodią piosenki, której nie słyszy czytelnik, jedynie ty czujesz ją na swojej skórze.
Daj mi jeszcze kilka godzin w tym przebraniu! Kilka godzin. Potem przestanę.
Sama widzisz, gdzie jesteśmy!
Gdzie?
W łazience restauracji w Fabryce Norblina?
W fazie targowania.
Tylko w przebraniu mogę doświadczyć życia. Siedząc bokiem, pokazując twarz z dobrego profilu i dotykając lekko ramienia mężczyzny, którego bliskość sprawia, że czuję się sobą w pełni.
Jesteś pewna?
Nie jestem pewna. Boję się. Nie chcę tego, co mam. Chcę czegoś innego. Chcę życia, takiego, jakie sobie wyobrażam. Chcę, chcę, chcę. Zasypiam i budzę się z tym szarpnięciem: „Chcę, chcę, chcę!”.
To kiedyś minie.
Kiedyś minie. Czy to jest cel mojego życia? Czekać, aż przestanę chcieć?
To kiedyś minie. Od restauracji i pąsowych kanap w łazience minęły dwie, a może trzy godziny. Siedzimy z Adamem na schodkach w parku. Włączyłam na telefonie ostatnią, pożegnalną płytę Leonarda Cohena. Jest ciepła sierpniowa noc. _Magnified, sanctified, be Thy Holy Name_.
Wkładam dłoń we włosy Adama.
– Nie dotykaj mnie!
_A million candles burning for the love that never came_.
– Ale mogłabyś brutalniej.
_Hineni, hineni. I am ready, my Lord_.MĄDRA I MIŁA
Kiedy siedzisz w poczekalni u lekarza i czekasz na diagnozę albo kiedy w urzędzie skarbowym czekasz na rozstrzygnięcie sprawy, odkrywasz, ile masz zakończeń nerwowych po wewnętrznej stronie dłoni. Twoja uwaga skupia się na rzeczach, których nie zauważasz kiedy indziej: zagłębiasz się w informacjach zapisanych na gaśnicy, czytasz ulotkę o opioidach. Patrzysz na łuszczącą się farbę olejną na ścianie. Na nierówno ułożone kafelki. Oglądasz kable na suficie. Gdyby tylko otworzyły się jakieś drzwi w podłodze i gdyby można było przez nie uciec przed konfrontacją. Gdyby można było znaleźć przejście do innego świata, w którym nie będę oceniana, osądzana. Chcę uciec, boję się choroby albo kary. To samo uczucie, to samo zdumienie tym, ile zakończeń nerwowych znajduje się po wewnętrznej stronie moich dłoni, towarzyszy mi, kiedy zaczynam pisać. Boję się pisać, ponieważ boję się krytyki, niezrozumienia. Paradoksalnie doświadczenie nie pomaga, doświadczenie obciąża. Sama wobec siebie mam wyższe wymagania. Ci, którym się podobało coś z tego, co napisałam, też mają wymagania. A przynajmniej oczekiwania.
_Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży._