Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Rekrutowałam asystentki szejka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 kwietnia 2026
3200 pkt
punktów Virtualo

Rekrutowałam asystentki szejka - ebook

Gdy jedna wiadomość od szejka zmienia w życiu wszystko…

Natalia zniknęła. Zmieniła kraj, numer telefonu, rytm życia. Cisza miała być końcem historii – dowodem na to, że można wyrwać się z układu, który wciągał coraz głębiej. Ale są ludzie, którzy nie uznają słowa „koniec”. Są relacje, które trzeba przeciąć.

Gdy szejk wraca z propozycją „ostatniego zadania”, Natalia staje przed decyzją, w której żaden wybór nie jest dobry. Ma zrekrutować nowe asystentki: kobiety idealnie pasujące do świata władzy, pieniędzy i niepisanych zasad. Każda wchodzi do gry z własnym bagażem ambicji, kłamstw i pragnień. Żadna nie wie, jaką cenę naprawdę przyjdzie jej zapłacić.

To opowieść o mechanizmach kontroli, granicach lojalności i iluzji wyboru. O tym, jak łatwo pomylić bezpieczeństwo z zależnością. I o tym, że czasem największą odwagą nie jest wejście do luksusowego świata, lecz odejście z niego na własnych warunkach.

Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Czy odważysz się odgadnąć, gdzie przebiega granica między rzeczywistością a literacką fikcją?

Anna Kolasińska-Szemraj – mama Zoi, twórczyni popularnego podcastu „Kolasińska Podcast”, w którym porusza tematy związane z życiowymi wyborami, rozwojem osobistym i nieoczywistymi ścieżkami kariery. W „poprzednim życiu” stewardesa i asystentka szejka, która przez trzy lata mieszkała w Abu Zabi. Jej debiut „Byłam asystentką szejka” podbił listy bestsellerów.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8444-579-2
Rozmiar pliku: 507 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Hotel był zbyt cichy jak na tę porę dnia.

Nie chodziło o brak ludzi – oni tam byli. Przechodzili przez lobby, rozmawiali, stukali walizkami o marmurową podłogę. A jednak w powietrzu wisiała cisza niewynikająca ze spokoju, tylko z napięcia. Jakby ktoś uciszył dźwięki nie w sali, ale w głowie.

Natalia siedziała przy stoliku w rogu, tym, którego nikt nie wybiera przypadkiem. Miała przed sobą filiżankę kawy. Nie piła. Obserwowała.

Nie ludzi, tylko przestrzeń: drzwi wejściowe, schody, recepcję, przeszklone ściany.

Zbyt wiele odbić. Za mało pewności, które z nich jest prawdziwe.

Idealne miejsce do obserwacji.

Najlepszy punkt widokowy na lobby.

Najgorszy punkt, jeśli chce się czuć bezpiecznie.

Próbowała skupić się na oddechu.

Wdech, wydech.

Wdech, wydech.

Nic z tego. Oddech odbijał się echem w jej klatce piersiowej, jakby był czymś obcym.

Za oknem mżyło, a ona widziała tylko zniekształcone sylwetki przechodniów. Krople spływały po szybie jak zasłona, za którą mogło dziać się cokolwiek.

Oderwała wzrok od szyby i wtedy to poczuła – ten ledwie wyczuwalny impuls, to drżenie powietrza, które czuje człowiek, kiedy z jakiegoś powodu wie, że nie jest sam.

Nie dlatego, że coś widzi.

Dlatego, że ciało pamięta, jak to jest być obserwowanym.

Nie odwróciła głowy.

Nauczyła się, że to pierwszy błąd.

Zamiast tego spojrzała w odbicie szklanej witryny naprzeciwko. Tak, jak robiła to kiedyś, w tamtym świecie, gdy uczyła się kontrolować swoją mimikę tak samo jak swój strach.

W odbiciu zobaczyła sylwetkę mężczyzny. Stał na drugim końcu lobby, pozornie zainteresowany jakąś broszurą. Zbyt wyprostowany. Zbyt nieruchomy. Zbyt świadomy swojego miejsca w przestrzeni.

Przypadek? Może. Ale przypadki mają inny rytm. Ten pasował aż za dobrze.

Kelner podszedł, zbyt blisko, jakby właśnie dla niej skrócił dystans.

– Czy wszystko w porządku?

Zadał to pytanie z uśmiechem, ale ton jego głosu zdradzał co innego. On też coś wyczuł. Ludzie, którzy pracują w hotelach, mają instynkt.

– Tak – odpowiedziała cicho. – Proszę zostawić kawę.

Kiedy odszedł, mężczyzna w odbiciu odłożył broszurę. Nie patrzył w jej stronę. Nie musiał. Wystarczyło, że nie robił nic – a jednak był obecny we wszystkim.

Natalia przełknęła ślinę.

Sięgnęła po kawę.

Jej ręka drgnęła – nie ze strachu, tylko z irytacji, że ciało ją zdradza.

Wtedy usłyszała to pierwszy raz.

Krótkie, niemal niedosłyszalne klik.

Nie wiadomo skąd.

Jakby ktoś robił zdjęcie albo włączył nagrywanie.

Zamarła.

Nie na zewnątrz – na zewnątrz wyglądała jak ktoś zamyślony.

Zamarła w środku.

Drugie klik było cichsze.

Jakby bliżej.

Spojrzała na zegarek.

10.18.

Zawsze ta sama pora.

Nie miała wątpliwości. To nie była halucynacja.

Nie była też „przesadnie czujna”.

To było dokładnie to, co pamiętała: moment, w którym cisza przestaje być spokojem, a staje się sygnałem.

Wstała. Powoli, bez pośpiechu, jak ktoś, kto wybiera się na spotkanie. Sięgnęła po płaszcz i nałożyła go jednym płynnym ruchem.

W odbiciu mężczyzna na drugim końcu lobby również się poruszył.

Nie w stronę wyjścia.

Nie w jej stronę.

Po prostu przerzucił ciężar ciała z jednej nogi na drugą.

Jakby czekał na sygnał.

Wychodząc, Natalia nie spojrzała na niego ani razu.

Zamiast tego tuż przed drzwiami odwróciła nadgarstek i zobaczyła powiadomienie na telefonie: „Nieodebrane połączenie. Numer prywatny”.

Pierwsze tego dnia.

Deszcz na zewnątrz był zimny i ostry jak gazowana woda.

Znowu się zaczęło.

Ale tym razem nie zamierzała ani uciekać, ani czekać.

Ani grać według cudzych zasad.

Ruszyła pewnie, nie oglądając się za siebie.ROZDZIAŁ 1

NIEODEBRANE POŁĄCZENIE

Przez kilka tygodni życie było regularne jak rozkład jazdy. Ta sama pora wstawania, ten sam dźwięk ekspresu, ta sama ścieżka nad jeziorem. Natalia nauczyła się, że spokój to nie dar, tylko praca: wyciszone powiadomienia, numer znany wyłącznie kilku osobom, proste plany na każdy dzień.

Pierwszy telefon otrzymała we wtorek o 10.18. Numer prywatny. Odrzuciła odruchowo, zanim zdążyła pomyśleć. Po minucie drugi, tym razem kierunkowy ze Szwajcarii. Potem milczenie aż do wieczora.

Cisza przypominała jej tamte noce w Londynie, kiedy siedziała w hotelowym apartamencie i czekała, aż zadzwoni telefon. Nie było pytań o to, czy może, czy ma czas. Było tylko: „przyjdź”, „zorganizuj”, „jutro lecimy do Paryża”. Milczenie nigdy nie było neutralne – zawsze było tylko oczekiwaniem na nowy rozkaz od Bossa.

– Pani Natalio? – zagadnęła pani Keller z parteru, gdy spotkały się przy windzie. – Wszystko w porządku?

Pani Keller była właścicielką mieszkania, które Natalia wynajęła. Starsza kobieta, pewnie około siedemdziesiątki, chociaż wyglądała na kogoś, kto zawsze był stary – nie przez zmarszczki, ale przez sposób, w jaki chodziła, mówiła i patrzyła na świat. Miała szare cienkie włosy, które zawsze upinała w ciasny kok, jakby nawet fryzurą chciała udowodnić, że nad wszystkim panuje. Ubierała się w proste beżowe płaszcze i swetry w kolorach, których nikt młody już nie nosi. Pachniała proszkiem do prania i kurzem z klatek schodowych.

Dla innych była uprzejma, punktualna, nawet serdeczna. Dla Natalii była lustrem, w którym ta nie chciała się przeglądać. Zawsze trochę za bardzo zainteresowana, zawsze z tym spojrzeniem: „ja wiem, że coś ukrywasz”. Pytała niby zwyczajnie: o list, o paczkę, czy wszystko w porządku. Ale w jej tonie pojawiała się nuta, która brzmiała jak sprawdzanie obecności. Jakby miała listę lokatorów i przy każdym chciała odhaczyć, czy żyje zgodnie z planem.

W Londynie też wszystko wyglądało na poukładane. Pokój w The Dorchester, perfekcyjna obsługa, samochody podstawiane pod drzwi. A jednak to była tylko fasada. Pod tą elegancją krył się ciągły strach, że jeśli popełni najmniejszy błąd – choćby źle poda kawę – dotrze do niej jego chłodne milczenie, które było gorsze niż krzyk.

Wróciła myślami do pani Keller, nie ufała ludziom, którzy nigdy nie zmieniali planów. Ona taka była. Całe życie w jednym mieście, w jednym domu, z tym samym porządkiem. Nie znała ceny ciszy, bo nigdy jej nikt nie próbował odebrać. Pod jej spojrzeniem Natalia czuła się jak ciekawostka, obiekt do zbadania. Jakby kobieta czekała na moment, w którym usłyszy o jedno zdanie za dużo i wtedy już wszystko będzie wiedziała.

Nie była zła. To po prostu jej natura. Dla niej porządek to bezpieczeństwo. Dla Natalii porządek to maska, za którą mogła się ukryć. I może właśnie dlatego obecność tej kobiety męczyła ją najbardziej – przy niej czuła, że maska może opaść.

– Tak, dziękuję. – Uśmiech był automatyczny, poprawny. – Ma pani może paczkę dla mnie?

– Dwie. – Starsza kobieta wskazała na stolik. – I list z urzędu.

– Dobrze, dziękuję.

W mieszkaniu odłożyła paczki na blat. Telefon znów zawibrował. Zablokowała ekran bez patrzenia. 10.32. Za wcześnie, by dzwonili znajomi…

Zaparzyła herbatę i usiadła. Odblokowała ekran. Historia połączeń: trzy nieodebrane, trzy różne numery. Żaden zapisany. Żaden przypadkowy.

Tak właśnie wyglądało jej życie w Paryżu. Codziennie nowe numery, inni ludzie, ci sami kierowcy i ochroniarze, którzy mówili tylko: „Szejk czeka”. Telefon nie był narzędziem pracy. Był smyczą, której nie można zdjąć, nawet kiedy próbowała udawać, że śpi.

Wybrała numer do Julki.

– Żyjesz? – W tle było słychać hałas. – Jestem na placu zabaw, ale możemy rozmawiać. Jak Szwajcaria?

– Stabilna – powiedziała Natalia. – I dzwonią.

– Kto?

– Zgadnij.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

– Odbierasz?

– Nie.

– I dobrze. – Julka pokiwała głową tak głośno, że słychać było szelest kurtki. – Zmienisz numer?

– Przecież niedawno zmieniałam. – Natalia oparła łokcie o stół. – Zmieniałam, ale wciąż dzwonią. I co mam zrobić?

– To chociaż ustaw filtr: nikt spoza książki telefonicznej nie przejdzie.

– Już mam. Przechodzą.

– On zawsze znajdzie sposób. – Julka ściszyła głos. – Przepraszam, że to mówię.

– Wiem. – Natalia wetknęła kciuk pod krawędź kubka, jakby chciała sprawdzić, czy porcelana jest naprawdę twarda. – Zadzwonię wieczorem.

– Dzwoń, jak będziesz potrzebować czegokolwiek. Nawet głupich memów.

– Dzięki.

Rozłączyła się. Sprawdziła, czy tryb „tylko z kontaktów” jest aktywny. Minutę później ekran znów rozbłysnął: „Numer prywatny”.

Podniosła się, przeszła do okna, pozwoliła, by dzwonek wybrzmiał do końca. Wracał po piętnastu sekundach, konsekwentny jak zawsze. Po chwili przyszedł SMS, prosty, bez podpisu: „Odbierz”.

Znowu usiadła i otworzyła notatnik. Napisała nagłówek: Telefony. Godzina, kraj, jej reakcja. Zapisała lakonicznie, bez interpretacji. Odłożyła notes.

*

Na promenadzie ludzie robili to, co robi się nad jeziorem, gdy w końcu nie trzeba niczego udawać: spacerowali, milczeli, obserwowali. Natalia szła w równym tempie.

– Przepraszam – zagadnął ją mężczyzna w kurtce biegowej, wskazując na ścieżkę. – Tu się mija z prawej czy z lewej?

– Z lewej – odpowiedziała, dopiero po chwili orientując się, że pyta nie o zasady ruchu, tylko o cokolwiek. Szukał kontaktu. Ona nie.

Przy kiosku z gazetami przystanęła. Na okładce lokalnego dziennika zdjęcie promu i tytuł o pogodzie. Normalność była fotogeniczna.

Telefon zawibrował. „Numer prywatny”. Odrzuciła. Po chwili znów: +971… Przez ułamek sekundy w palcach pojawił się stary odruch – odebrać i szybciej zamknąć temat. Wcisnęła „odrzuć”. Napisała do Julki tylko: „Ciąg dalszy”.

Przyjaciółka odpisała od razu: „Nie odbieraj! Ignoruj!”.

Wracając, kupiła chleb i ser. Pani w sklepie zapytała, czy chce torebkę. Natalia odpowiedziała po francusku, że nie, i podziękowała. Dopiero w drzwiach dotarło do niej, jak dawno nie mówiła do nikogo poza Julką więcej niż trzy zdania.

W domu przy aparacie migała czerwona dioda. Wiadomość głosowa. Kto by pomyślał, że jeszcze ktoś używa telefonów stacjonarnych.

Nie powinna. Nie potrzebowała tego dźwięku w głowie. Mimo to wcisnęła odsłuch.

Najpierw cisza, potem wdech, jakby ktoś przyłożył usta zbyt blisko mikrofonu.

– Natalia. – Głos był niski, obcy i znajomy jednocześnie. – To tylko rozmowa. Odbierz.

Usunęła wiadomość. Usiadła na podłodze, oparła plecy o szafkę kuchenną. Nie chciała wracać do tego świata. Nie chciała jego sposobu mówienia „proszę”, które znaczyło „sprawdzam granice”.

Zadzwoniła do pani Keller.

– Przepraszam, że zawracam głowę – zaczęła. – Czy poczta głosowa działa u nas standardowo, czy można ją wyłączyć?

– Wyłączyć? – Starsza kobieta się zamyśliła. – Pewnie można, ale po co?

– Żeby nie zapisywały się rzeczy, których nie chcę słyszeć.

– A… tak. Rozumiem. – Pauza. – Ktoś panią niepokoi?

– Nie. Już nie. – Natalia ugryzła się w język. – Dziękuję.

– Jeśli trzeba, mam brata w firmie telekomunikacyjnej. – Pani Keller była konkretna. – Może ustawić filtry.

– Najpierw spróbuję sama.

Odłożyła słuchawkę. Zmieniła ustawienia poczty głosowej, dopisała jedną nową regułę do blokady. Po pięciu minutach zapulsował ekran telefonu. Tym razem mail.

Temat: Spotkanie

Odbierz telefon.

Bez podpisu. Bez groźby. Zawsze bez słów, które można pokazać prawnikowi.

Napisała odpowiedź: „Nie mamy o czym rozmawiać. Odeszłam z pracy. Taka jest moja decyzja”. Skasowała ją.

Wieczorem, gdy robiło się ciemno i jezioro wyglądało jak czarna blacha, znów zadzwoniła do Julki. Tym razem odebrała Tosia, która przez pół minuty opowiadała o nowej hulajnodze, zanim wybiegła z kadru.

– Mów – powiedziała Julka. – Co dzisiaj?

– Poczta głosowa. Jedno zdanie. – Natalia przeszła do salonu, odsunęła zasłony. – I mail.

– Co napisał?

– „Odbierz”. „Spotkanie”. Żadnych nazwisk, bez konkretów.

– Klasyk. – Julka wciągnęła powietrze. – On chce, żebyś to ty zrobiła ruch. Żebyś sama kliknęła „zadzwoń”.

– I wiesz co? – Natalia oparła czoło o zimną szybę. – Przez chwilę miałam ochotę to zrobić. Żeby szybciej to skończyć. A potem zrozumiałam, że to nie będzie koniec. To tylko nowa wersja tego samego.

– Mhm.

– Powiedziałaś kiedyś, że są ludzie, których nie da się usunąć ze swojego życia. Że trzeba ich odciąć oficjalnie, a nie prywatnie. – Natalia mówiła spokojnie, jakby czytała instrukcję. – Wtedy uznałam, że przesadzasz.

– No i?

– Miałaś rację.

Julka milczała przez moment.

– To nie jest porażka – powiedziała wreszcie. – To po prostu kolejna przeszkoda, którą trzeba pokonać.

– Wiem. – Natalia westchnęła. – Jutro pójdę do operatora i założę drugi numer. Osobny dla banku, osobny dla ludzi. Ten, który mam, zostawię na martwo. I… – urwała. – I skonsultuję prawnie zakaz kontaktu.

– I bardzo dobrze! – Julka się ożywiła. – A teraz zjedz coś, obejrzyj cokolwiek głupiego i idź spać. Jutro będziesz mądrzejsza o sen.

– Spróbuję.

Natalia odłożyła telefon na komodę, ekranem do dołu. Z kuchni przyniosła chleb i ser. Zjadła na stojąco, bez apetytu. Potem włączyła lampkę, usiadła na podłodze i otworzyła notatnik.

Podsumowanie dnia:

– trzy serie telefonów (10.18–10.35; 12.05–12.12; 18.40–18.43),

– wiadomość głosowa (jedno zdanie),

– mail („Spotkanie”),

– brak jawnej groźby,

– odczucie: irytacja, nie strach,

– decyzje: wyłączenie poczty głosowej; filtrowanie; jutro: prawnik, operator.

Zamknęła zeszyt. Usiadła po turecku. Przez chwilę słuchała własnego oddechu.

Telefon znów zawibrował, ale tym razem tylko dlatego, że budzik przypomniał jej o lekach, które musiała brać codziennie. Spojrzała na godzinę. 22.11. Sięgnęła po urządzenie. Zawahała się. Włączyła tryb samolotowy.

– Do jutra – powiedziała w pusty pokój. Nie był to gest odwagi, raczej próba porządkowania dnia.

Zgasiła światło w salonie. W sypialni było chłodno. Położyła się, nie sięgając już po ekran. Długo patrzyła w ciemność, zanim zamknęła oczy.

Przez miesiące udawała, że cisza to stan naturalny. Tego wieczoru po raz pierwszy przyznała – na głos, do siebie – to, czego wcześniej nie chciała wypowiedzieć:

– On nie odpuści.

To nie było dramatyczne stwierdzenie. To były fakty. A fakty można zapisywać, porządkować i zamykać w procedurach. Jutro zacznie to robić.

Nie dlatego, że chce z nim rozmawiać.

Dlatego, że nie będzie już uciekać.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij