-
nowość
Rok zemsty - ebook
Rok zemsty - ebook
Zamożny i ambitny biznesmen zostaje znaleziony martwy w swoim domu – zmarł po wypiciu zatrutej kawy. Wszystko wskazuje na morderstwo, ale okoliczności wydają się niemożliwe: jego żona Ayane, główna podejrzana, w momencie zbrodni przebywała setki kilometrów od Tokio.
Kusanagi od pierwszej chwili czuje emocjonalny związek z piękną wdową. To zaś zaciemnia jego osąd i utrudnia dochodzenie. Na pomoc przybywa jego dawny przyjaciel, fizyk i błyskotliwy analityk, który zaczyna podejrzewać, że prawdziwe rozwiązanie tej sprawy tkwi nie w tym, kto popełnił zbrodnię, ale jak i dlaczego.
Kryminalna Relacja to seria dla czytelników, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż schematycznej zagadki. To opowieści, które zaskakują formą, bawią się konwencją i prowadzą czytelnika nieoczywistymi ścieżkami – od finezyjnych japońskich łamigłówek Keigo Higashino po pełne humoru, przewrotne kryminały Leonie Swann.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8435-048-5 |
| Rozmiar pliku: | 8,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Posadzone w donicy bratki rozkwitły drobniutkim kwieciem. „Ziemia wygląda na suchą jak pieprz, ale kolor płatków nadal cieszy oko. Nie są to może najpiękniejsze kwiaty, ale wytrzymałości odmówić im nie można. Muszę je później podlać”, pomyślała Ayane, wyglądając na taras przez szklane drzwi balkonowe.
– Słuchasz mnie w ogóle? – dobiegło zza jej pleców.
Ayane spojrzała za siebie i uśmiechnęła się słodko.
– Oczywiście, że słucham.
– Zaskakująco długo zeszło ci z odpowiedzią. – Usadowiony na sofie Yoshitaka skrzyżował długie nogi. Regularnie chodził na siłownię, ale unikał ćwiczeń, które mogłyby przesadnie rozbudować mięśnie ud czy brzucha, by nie musieć rezygnować z noszenia rurek.
– Zamyśliłam się.
– Zamyśliłaś? To do ciebie niepodobne. – Yoshitaka uniósł jedną ze starannie wytrymowanych brwi.
– Owszem. Zaskoczyłeś mnie.
– Naprawdę? Sądziłem, że wiesz, jaki mam plan na życie.
– Owszem, znam twoje plany, ale…
– Ale? – Yoshitaka lekko przekrzywił głowę. Nie wyglądał na zestresowanego. Całym sobą dawał do zrozumienia, że to nic wielkiego. Ayane nie była pewna, czy udawał, czy naprawdę się nie przejmował.
Westchnęła i ponownie spojrzała w jego przystojną twarz.
– Naprawdę jest to dla ciebie aż tak ważne?
– Co mianowicie?
– Dzieci.
Yoshitaka uśmiechnął się drwiąco, zerknął w bok, po czym ponownie skupił na niej wzrok.
– W ogóle mnie nie słuchałaś.
– Słuchałam, i właśnie dlatego pytam. – Ayane spojrzała na niego przenikliwie.
Yoshitaka odpowiedział poważną miną. Powoli skinął głową.
– Owszem, są dla mnie ważne. Powiedziałbym nawet, że niezbędne. Jeśli nie możemy ich mieć, po co nam w ogóle małżeństwo? Gorące, romantyczne uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną z czasem znikają, ale mimo to żyją oni pod jednym dachem, by tworzyć rodzinę. Biorą ślub, stają się małżonkami, a później mają dzieci i stają się rodzicami. Dopiero wtedy można ich nazwać partnerami na całe życie. Nie sądzisz?
– Nie sądzę, by tylko o to chodziło w małżeństwie.
Yoshitaka pokręcił głową.
– A ja uważam, że tak właśnie jest, i nie zamierzam zmieniać zdania. Dlatego też nie mam zamiaru tkwić w związku, z którego nie doczekam się dzieci.
Ayane pomasowała sobie skronie. Rozbolała ją głowa. Nie sądziła, że kiedykolwiek usłyszy takie słowa.
– Zatem tak to ma wyglądać? Nie potrzebujesz kobiety, która nie jest w stanie urodzić ci dziecka, więc zamierzasz się mnie pozbyć i znaleźć sobie inną, która da ci to dziecko, tak?
– Nie ujmowałbym tego tak brutalnie.
– Ale właśnie o to ci chodzi, prawda? – zapytała ostro.
Yoshitaka wyprostował plecy, zmarszczył brwi, a wreszcie z ociąganiem przytaknął.
– Fakt, z twojej perspektywy tak to może wyglądać. Ale dziecko to naprawdę istotny element mojego planu na życie. Powiedziałbym, że wręcz najważniejszy.
Ayane lekko uniosła kąciki ust, choć tak naprawdę wcale nie było jej do śmiechu.
– Lubisz się chwalić tym swoim cudownym planem na życie, prawda? Wspominałeś o tym na samym początku naszego pierwszego spotkania.
– O co ci chodzi, Ayane? Przecież masz wszystko, czego chciałaś. Jeśli czegoś jeszcze ci potrzeba, powiedz mi to wprost. Zrobię dla ciebie wszystko, co w mojej mocy, więc przestań się dąsać i zacznij myśleć o przyszłości. Chyba że widzisz jakieś inne wyjście z tej sytuacji?
Ayane odwróciła od niego spojrzenie, wpatrzyła się w ścianę. Wisiała tam tapiseria o szerokości mniej więcej metra. Praca nad nią trwała około trzech miesięcy, a materiały do jej wykonania pochodziły z Wielkiej Brytanii.
Yoshitaka nie musiał jej przypominać o dzieciach. Ona również o nich marzyła. Chciałaby siedzieć w fotelu bujanym z ręczną robótką w dłoniach i obserwować, jak z dnia na dzień jej brzuch staje się coraz większy.
Boski dowcip pozbawił ją jednak tej możliwości, a ona musiała zacisnąć zęby i żyć z tą świadomością. Wierzyła, że Yoshitaka również się z tym pogodzi.
– Mogę o coś zapytać? Może nie ma to większego znaczenia, ale…
– O co chodzi?
Ayane obróciła się ku niemu całym ciałem i wzięła głęboki wdech.
– Co się stało z twoimi uczuciami względem mnie?
Yoshitaka zacisnął zęby, jakby zaskoczony tym pytaniem. Po chwili jednak na jego wargi powrócił uśmiech.
– Nie uległy zmianie – odparł. – Mówię szczerze. Kocham cię, to się nie zmieniło.
W uszach Ayane te słowa zabrzmiały jak kłamstwo. Mimo wszystko się uśmiechnęła. Nie widziała innego wyjścia.
– To dobrze – powiedziała.
– Chodźmy. – Yoshitaka obrócił się do niej plecami i ruszył w kierunku drzwi.
Ayane ruszyła jego śladem. Jej wzrok padł na komodę. Pomyślała o białym proszku ukrytym w dolnej szufladzie po prawej stronie, umieszczonym w szczelnie zamkniętym plastikowym woreczku.
„Chyba jednak będę musiała go użyć”, pomyślała. „Nie widzę dla siebie światełka w tym tunelu”.
Ayane wbiła spojrzenie w plecy Yoshitaki i w zaciszu własnych myśli skierowała do niego następujące słowa:
„Kocham cię całym sercem, ale to, co mi właśnie powiedziałeś, było jak wbicie sztyletu prosto w jego środek. Właśnie dlatego umrzesz”.2
Widząc schodzących z piętra Mashibów, Hiromi Wakayama pomyślała, że coś musiało się między nimi wydarzyć. Obydwoje się uśmiechali, ale w tych uśmiechach było coś sztucznego, co szczególnie rzucało się w oczy w przypadku Ayane. Hiromi postanowiła jednak tego nie komentować. Miała poczucie, że mogłaby w ten sposób coś zepsuć.
– Wybacz, że musiałaś czekać. Ikaiowie się odzywali? – zapytał Yoshitaka. W jego głosie pobrzmiewała nuta podenerwowania.
– Tak, dzwonili przed chwilą. Będą za jakieś pięć minut.
– W takim razie przygotuję szampana.
– Ja się tym zajmę – oznajmiła Ayane natychmiast. – Hiromi, rozstaw kieliszki, proszę.
– Oczywiście.
– To ja nakryję do stołu – zaoferował Yoshitaka.
Gdy Ayane zniknęła w kuchni, Hiromi otworzyła drzwiczki komody stojącej pod ścianą. Kiedyś usłyszała, że utrzymany w stylu retro mebel kosztował ponoć blisko trzy miliony jenów. Ustawione w jego wnętrzu przedmioty bez wątpienia były porównywalnie cenne.
Ostrożnie wyjęła trzy wysokie, wąskie kieliszki marki Baccarat i dwa kolejne, wykonane z weneckiego szkła. Mashibowie zwykli podejmować gości naczyniami z tego rodzaju szkła.
Yoshitaka zakrzątnął się przy stole zdolnym pomieścić osiem osób i zaczął rozkładać pięć nakryć. Miał doświadczenie w organizacji domowych przyjęć. Ona również robiła się w tym coraz lepsza. Hiromi ustawiła kieliszki w pobliżu przygotowanych przez niego nakryć.
Z kuchni dobiegł szum odkręconej wody.
– O czym rozmawialiście? – zapytała Hiromi cicho.
– O niczym – odpowiedział Yoshitaka, nie patrząc na nią.
– Powiedziałeś jej?
Spojrzał prosto na nią.
– O czym?
Nim zdążyła odpowiedzieć, rozległ się dźwięk domofonu.
– Już są! – krzyknął Yoshitaka w kierunku kuchni.
– Wybacz, jestem zajęta. Możesz ich wpuścić? – odpowiedziała Ayane.
– Jasne – odparł i podszedł do wiszącego na ścianie urządzenia.
Dziesięć minut później wszyscy siedzieli już przy stole z uśmiechami na twarzach. Hiromi miała wrażenie, że zebrani jedynie udawali pogodnych, za wszelką cenę próbując nie zniszczyć spokojnej atmosfery. Od zawsze ciekawiło ją, w jaki sposób ludzie uczą się sztuki zachowywania pozorów. Nikt się z nią nie urodził. Hiromi dobrze wiedziała, że Ayane potrzebowała około roku, by należycie ją opanować.
– Twoje dania są wyborne jak zawsze, Ayane. Chyba nikt nie stara się przy marynacie tak jak ty! – zauważyła Yukiko Ikai z podziwem, wkładając kawałek ryby do ust. Zawsze komplementowała serwowane sobie dania.
– No tak, ty zawsze kupujesz marynatę w sieci! – rzucił Tatsuhiko, siedzący tuż obok niej mąż.
– Wypraszam sobie. Zdarza mi się robić ją własnoręcznie.
– Tak, tę zieloną, z pachnotką, i nic więcej.
– I co z tego? Grunt, że jest pyszna.
– Też przepadam za tą marynatą – wtrąciła Ayane.
– Słyszałeś? Na dodatek jest dobra dla zdrowia!
– Ayane, proszę, nie nakręcaj jej. Jeszcze chwila i zacznie mi to nakładać na steki!
– Brzmi smacznie! – rzuciła Yukiko. – Przetestujemy następnym razem.
Zebrani zaśmiali się na tę uwagę. Jedynie jej mąż zmarszczył brwi.
Tatsuhiko Ikai był prawnikiem i świadczył usługi doradcze dla kilku firm, w tym dla przedsiębiorstwa prowadzonego przez Yoshitakę. Służył mu zresztą nie tylko poradami natury prawnej, ale też wskazówkami w kwestii zarządzania biznesem. Panowie poznali się dzięki wspólnym zainteresowaniom jeszcze w trakcie studiów.
Tatsuhiko wyjął butelkę wina z wiaderka z lodem i przechylił ją nad kieliszkiem Hiromi.
– Ach, nie trzeba, dziękuję – odpowiedziała, przesłaniając naczynie dłonią.
– Nie chcesz? Myślałem, że lubisz białe?
– Tak, lubię, ale dzisiaj podziękuję.
Tatsuhiko mruknął pod nosem i skinął głową, po czym nalał białego wina do kieliszka Yoshitaki.
– Źle się czujesz? – zapytała Ayane.
– Nie, nic mi nie jest. Po prostu ostatnio często wychodzę ze znajomymi na miasto i wydaje mi się, że piję trochę za dużo…
– Fajnie być młodym. – Tatsuhiko nalał wina Ayane, zerknął na siedzącą obok żonę, po czym zbliżył butelkę do własnego kieliszka. – Yukiko ostatnio też zrezygnowała z alkoholu i w sumie się cieszę, że nie będzie dziś jedyną niepijącą osobą.
– Ach, racja. – Yoshitaka odłożył widelec. – Wciąż ci nie wolno.
– Właśnie. Cokolwiek zje czy wypije, przejdzie do mleka, które potem wypije dziecko – odparł Tatsuhiko, zataczając kółka kieliszkiem. – Więc lepiej nie zaprawiać go alkoholem.
– Jak długo jeszcze nie możesz pić? – zapytał Yoshitaka Yukiko.
– No, cóż… Lekarz powiedział, że jakiś rok.
– Raczej półtora – poprawił Tatsuhiko. – Albo nawet dwa. A jak się przyzwyczaisz, może w ogóle odstawisz alkohol.
– Przede mną jeszcze wiele trudnych lat wychowywania tego dziecka. Nie poradzę sobie bez choćby odrobiny alkoholu. Chyba że ty będziesz je wychowywał? Wtedy mogę rozważyć abstynencję.
– Dobrze, dobrze. Pij sobie w takim razie piwo czy wino, żaden problem, ale poczekaj ten rok. I nie przesadzaj z ilościami.
– Przecież wiem – odparła Yukiko, wydymając wargi, zaraz jednak na usta powrócił jej uśmiech. Jej twarz promieniała szczęściem. Nawet przekomarzanki z mężem zdawały się sprawiać jej radość.
Yukiko Ikai dwa miesiące wcześniej urodziła ich pierwsze dziecko, od dawna wyczekiwane. Tatsuhiko kończył w tym roku czterdzieści dwa lata, Yukiko – trzydzieści pięć. Obydwoje zgodnie twierdzili, że dziecko urodziło się „w samą porę”.
Tego wieczoru spotkali się właśnie po to, by uczcić narodziny dziecka. Organizację przyjęcia zaproponował Yoshitaka, a Ayane wzięła na siebie przygotowania.
– Zostawiliście młodego z rodzicami? – zapytał gospodarz, spoglądając na przemian na młodych rodziców.
Tatsuhiko skinął głową.
– Tak. Mówili, że nie musimy się spieszyć. Wydawali się zachwyceni, że mogą się nim zająć. Czasem dobrze mieć rodziców mieszkających w pobliżu.
– Ale szczerze mówiąc, trochę się martwię. Teściowa bywa nadopiekuńcza, co mi się nie podoba. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że dobrze jest pozwolić dziecku trochę popłakać, zanim weźmie się je na ręce. – Yukiko zmarszczyła brwi.
Hiromi zwróciła uwagę, że przed kobietą stała pusta szklanka. Podniosła się z miejsca.
– Przyniosę… wody – zaproponowała.
– Mamy w lodówce wodę mineralną, możesz przynieść całą butelkę – rzuciła Ayane.
Hiromi przeszła do kuchni i otworzyła lodówkę: ogromną, dwudrzwiową, o pojemności jakichś pięciuset litrów. Po wewnętrznej stronie drzwi stał cały rząd plastikowych butelek z wodą mineralną. Wzięła jedną z nich. Zamknęła drzwi lodówki. Gdy wracała na miejsce, nawiązała kontakt wzrokowy z Ayane.
„Dziękuję”, przekazała gospodyni ruchem warg.
– Narodziny dziecka pewnie mocno zmieniły wasze życie? – zagadnął Yoshitaka.
– Fakt, właściwie cały dzień się wokół niego kręci. Chwilę oddechu łapię tylko wtedy, kiedy jestem w pracy – odparł Tatsuhiko.
– Ani trochę mnie to nie dziwi. A jak z wpływem malucha na twoją pracę? Ponoć narodziny dziecka wzmacniają w ludziach poczucie odpowiedzialności. Czujesz się bardziej zmotywowany do pracy?
– Zdecydowanie tak.
Ayane wzięła butelkę z rąk Hiromi i z uśmiechem na ustach zaczęła rozlewać wodę do szklanek.
– A co z wami? Jakieś plany? – Tatsuhiko spojrzał najpierw na Yoshitakę, potem na Ayane. – Wzięliście ślub ile… rok temu? Nie macie dość mieszkania tylko we dwójkę?
– Kochanie. – Yukiko lekko uderzyła męża w ramię w geście reprymendy. – To nie nasza sprawa.
– Ach, cóż, niech robią, co chcą. – Tatsuhiko uśmiechnął się sztucznie, dopił wino i przeniósł spojrzenie na Hiromi. – A co u ciebie, Hiromi? Żeby nie było, nie piję do niczego… niewłaściwego. Jak tam zajęcia? Wszystko w porządku?
– Tak, w najlepszym, chociaż wciąż wielu rzeczy nie wiem.
– Wtajemniczyłaś ją już we wszystko? – zapytała Yukiko, zwracając się do Ayane.
Gospodyni przytaknęła.
– Raczej niczego więcej nie jestem w stanie jej nauczyć.
– Cudownie! – Yukiko spojrzała na Hiromi z podziwem.
Ta lekko się uśmiechnęła i spuściła wzrok. Szczerze wątpiła, by Ikaiowie w jakimkolwiek stopniu interesowali się jej życiem. Raczej próbowali jakoś wciągnąć ją do rozmowy, by nie sprawiać jej przykrości i nie potęgować wrażenia, że była przy stole niczym piąte koło u wozu.
– Ach, właśnie. Mamy dla was prezent. – Ayane podniosła się z miejsca, podeszła do sofy i wyjęła zza niej dużą, papierową torbę.
– Co to ta… – Yukiko włożyła rękę do środka, po czym teatralnie krzyknęła i zasłoniła usta dłońmi.
W torbie znajdowała się patchworkowa narzuta na łóżko, znacznie mniejsza niż większość.
– Może nada się jako narzuta na dziecięce łóżeczko – powiedziała Ayane. – A kiedy już z niego wyrośnie, możecie powiesić ją na ścianie.
– Jest prześliczna! Dziękujemy, Ayane. – Yukiko wyglądała na wzruszoną. Zacisnęła palce na krawędzi narzuty. – Będziemy o nią dbać. Raz jeszcze dziękujemy.
– Cóż za wspaniały prezent! Zrobienie takiej narzuty pewnie zajmuje sporo czasu? – Tatsuhiko spojrzał na Hiromi, jakby oczekiwał jej potwierdzenia.
– Z pół roku chyba? – zapytała Hiromi, patrząc na Ayane. Sama nie za bardzo znała się na procesie przygotowania tego typu narzuty.
– Czy ja wiem… – Gospodyni przekrzywiła głowę. – Ale grunt, że się wam podoba.
– Bardzo! Ale nie wiem, czy możemy przyjąć taki podarunek. Kochanie, wiesz, jak drogie są tego typu narzuty? Już nawet nie wspomnę o tym, że tę zrobiła sama Ayane Mita. Na Ginzie jej narzuty na pojedyncze łóżko chodzą po milion jenów.
– Poważnie? – Tatsuhiko szerzej otworzył oczy. Wydawał się szczerze zdumiony. Jego mina zdawała się krzyczeć: „Przecież to tylko kilka zszytych ze sobą kawałków materiału!”.
– Włożyła w to mnóstwo serca – powiedział Yoshitaka. – Nawet kiedy miałem wolne, siedziała na sofie i szyła, calutki dzień. Aż byłem pod wrażeniem. – Ruchem głowy wskazał stojącą w salonie sofę.
– Cieszę się, że zdążyłam – wyznała Ayane, mrużąc oczy.
Po kolacji zebrani przenieśli się do salonu, a mężczyźni nalali sobie whisky. Yukiko poprosiła o kawę, więc Hiromi udała się do kuchni, by ją przygotować.
– Ja zaparzę kawę. Hiromi, przynieś wodę i szklanki na mizuwari¹, proszę. W zamrażarce jest lód. – Ayane odkręciła kran nad zlewem i napełniła czajnik wodą.
Kiedy Hiromi wróciła do salonu z tacą zastawioną wodą, lodem i szklankami, rozmowa zdążyła zejść na temat ogrodnictwa. Ogród został na tyle dobrze oświetlony, że nawet w środku nocy można było podziwiać zdobiące go rośliny.
– Doglądanie tych wszystkich kwiatów musi wymagać niemało pracy – zauważył Tatsuhiko.
– Nie znam się, tak po prawdzie, ale wydaje mi się, że Ayane często się przy nich kręci. Mamy jeszcze trochę roślin na balkonie na piętrze. Codziennie je wszystkie podlewa. Mam wrażenie, że mnóstwo przy tym roboty, ale jej to chyba nie przeszkadza. Naprawdę je uwielbia. – Yoshitaka wyraźnie nie był zainteresowany tematem uprawy roślin. Hiromi wiedziała, że w zasadzie dość obojętnie podchodził do kwestii związanych ze środowiskiem naturalnym.
Ayane przyniosła trzy filiżanki z kawą, a Hiromi szybko zabrała się za robienie drinków.
Minęła jedenasta, nim Ikaiowie poinformowali, że będą się zbierać.
– Zaserwowaliście nam istną ucztę, a na dodatek daliście nam tak cudowny prezent. Jest mi trochę głupio – powiedział Tatsuhiko, podniósłszy się z miejsca. – Wpadnijcie do nas kiedyś z wizytą. Ale ostrzegam, przez dziecko mamy w domu niezły chaos.
– Niedługo wszystko ogarnę – wtrąciła Yukiko, szturchając męża w bok, po czym uśmiechnęła się do Ayane. – Zapraszamy, wpadnijcie, zobaczycie naszego księcia. Ma buźkę jak mochi.
– Oczywiście – odpowiedziała gospodyni.
Hiromi również zamierzała wrócić do domu, postanowiła więc wyjść razem z Ikaiami. Tatsuhiko zaoferował, że może pojechać z nimi jedną taksówką.
– Przez kilka następnych dni mnie nie będzie – powiedziała Ayane, kiedy Hiromi stała przy drzwiach wejściowych i zakładała buty.
– No tak, jutro zaczyna się trzydniowy weekend. Wyjeżdżacie? – zapytała Yukiko.
– Nie, muszę na jakiś czas wrócić w rodzinne strony.
– W rodzinne strony? Do Sapporo?
Ayane przytaknęła z uśmiechem na ustach.
– Ostatnio tata nienajlepiej się czuje, więc trochę pomogę mamie. O ile wiem, tacie nie dolega nic poważnego, ale…
– Niedobrze. Tym bardziej jest mi głupio przyjmować tak drogi prezent dla dziecka. – Tatsuhiko podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
– Niepotrzebnie. – Ayane pokręciła głową. – To naprawdę nic takiego. Gdyby cokolwiek się działo, Hiromi, będę pod telefonem.
– Kiedy planujesz powrót?
– Cóż… – Ayane przekrzywiła głowę. – Dam ci znać, kiedy będę wiedzieć.
– Oczywiście.
Hiromi zerknęła na Yoshitakę, on jednak spoglądał w innym kierunku.
Gdy opuścili dom Mashibów, całą trójką udali się ku głównej drodze. Tatsuhiko zatrzymał taksówkę. Hiromi miała wysiadać jako pierwsza, więc zajęła miejsce jako ostatnia.
– Myślicie, że za dużo mówiłam o dziecku? – zapytała Yukiko chwilę po tym, jak taksówka ruszyła.
– Czemu pytasz? – odparł Tatsuhiko z fotela pasażera. – Spokojna głowa, przecież spotkaliśmy się właśnie po to, żeby uczcić narodziny naszego syna.
– Martwię się po prostu, czy nie uraziłam tym gospodarzy. Oni starają się o dziecko, prawda?
– Tak, Yoshitaka kiedyś o tym wspominał.
– Najwyraźniej mają jakieś problemy. Wiesz coś na ten temat, Hiromi?
– Niestety nie.
– Ech… – mruknęła Yukiko tonem pełnym zawodu.
Hiromi zaczęła podejrzewać, że zaproponowano jej wspólną podróż taksówką wyłącznie po to, by wyciągnąć z niej jakieś informacje.
***
Następnego ranka Hiromi jak zwykle wyszła z domu o dziewiątej rano i skierowała się ku dzielnicy Daikanyama, gdzie siedzibę miała pracownia „Anne’s House”. Jeden ze znajdujących się tam apartamentów został przerobiony na salę lekcyjną, w której prowadziła zajęcia z patchworku. Szkółka należała do Ayane, nie do niej. Na zajęcia uczęszczało około trzydziestu osób pragnących nauczyć się fachu od samej Ayane Mity.
Kiedy Hiromi wysiadła z windy w apartamentowcu, ujrzała Ayane stojącą przed drzwiami do mieszkania. Obok niej znajdowała się walizka.
Ayane spojrzała na Hiromi, po czym uśmiechnęła się szeroko.
– Coś się stało?
– Nic ważnego. Chciałam ci to dać. – Ayane wyjęła coś z kieszeni kurtki. Wyciągnęła ku Hiromi dłoń, na której leżał klucz.
– Co…
– Klucz do nas do domu. Jak wspomniałam wczoraj, nie wiem, kiedy będę w stanie wrócić, więc trochę się martwię. Dlatego też postanowiłam ci go zostawić, na wszelki wypadek.
– Ach… Oczywiście…
– To nienajlepszy pomysł?
– Nie, nie to mam na myśli… To jakiś dorobiony klucz, nie twój?
– Mój, ale nie przejmuj się tym. Skontaktuję się z tobą, kiedy będę wracać, i go odbiorę. A jeśli nie będziesz mieć wtedy czasu, wpuści mnie mąż.
– Skoro tak twierdzisz.
– Dziękuję. – Ayane ujęła dłoń Hiromi i umieściła na niej klucz, po czym zacisnęła jej palce wokół niego. – To do zobaczenia! – Ujęła uchwyt walizki i ciągnąc ją za sobą, ruszyła w kierunku wind.
– Ayane?! – zawołała Hiromi w ślad za nią.
Ayane się zatrzymała.
– Słucham?
– W sumie… nieważne. Bezpiecznej podróży.
– Dziękuję. – Ayane pomachała jej ręką i ruszyła przed siebie.
Zajęcia z patchworku trwały aż do wieczora. Uczniowie zmieniali się co jakiś czas, ale Hiromi nie miała niemal żadnej przerwy. Kiedy pożegnała się z ostatnim kursantem, bolały ją kark i górna część pleców.
Uprzątnęła pracownię i zaczęła zbierać się do wyjścia. Wtem zadzwoniła jej komórka. Zerknęła na wyświetlacz i głośniej zaczerpnęła powietrza. Telefonował Yoshitaka.
– Skończyłaś na dziś? – zapytał, ledwie odebrała.
– Tak, przed chwilą.
– To dobrze. Ja jestem jeszcze na firmowej kolacji, ale zaraz po niej będę wracał do domu. Wpadnij do mnie. – Powiedział to tak nonszalancko, że Hiromi na chwilę zabrakło słów. – No co? Nie dasz rady?
– Dam radę, ale… nie wiem, czy to wypada.
– Oczywiście, że wypada. Przecież wiesz, że przez jakiś czas nie będzie jej w domu.
Hiromi spojrzała na leżącą obok niej torebkę. W środku znajdował się klucz, który otrzymała tego ranka od Ayane.
– Poza tym chciałbym z tobą porozmawiać – dodał.
– Porozmawiać? O czym?
– Powiem ci, jak się spotkamy. Będę w domu o dziewiątej. Zadzwoń do mnie, zanim wyjdziesz od siebie – rzucił i się rozłączył.
Zjadłszy kolację w niedużej restauracji serwującej makarony, Hiromi zadzwoniła do Yoshitaki. Zdążył już wrócić do domu. „Przyjeżdżaj jak najszybciej!”, powiedział jej. Wydawał się czymś podekscytowany.
Jadąc taksówką do domu Mashibów, Hiromi zaczęła robić sobie wyrzuty. Bardzo nie podobało jej się zachowanie Yoshitaki, ale musiała przyznać, że jednocześnie czuła pewną ekscytację na myśl o spotkaniu z nim.
Mężczyzna powitał ją z szerokim uśmiechem. Zachowywał się bardzo swobodnie, niczego nie zdradzał.
Kiedy weszła do salonu, poczuła unoszący się w powietrzu aromat kawy.
– Już od dawna nie parzyłem kawy osobiście. Nie wiem, jak mi poszło. – Yoshitaka wszedł do kuchni, a po chwili wyłonił się z niej z dwoma filiżankami w dłoniach. Bez talerzyków.
– Chyba nigdy wcześniej nie widziałam cię w kuchni.
– Naprawdę? Cóż, może coś w tym jest. Odkąd się ożeniłem, raczej tam nie zaglądam.
– Ayane jest ci bardzo oddana. – Hiromi upiła łyk kawy. Napój okazał się mocny i gorzki.
Yoshitaka wykrzywił wargi.
– Za dużo nasypałem.
– Zaparzyć na nowo?
– Nie, nie trzeba. Najwyżej zrobisz kolejną. Swoją drogą… – Odstawił filiżankę kawy na marmurowy blat stolika. – Rozmawiałem z nią wczoraj.
– Tak myślałam.
– Ale nie powiedziałem jej, że chodzi o ciebie. Zasugerowałem, że mam na myśli jakąś obcą jej kobietę. Nie wiem tylko, na ile mi uwierzyła.
Hiromi wróciła myślami do porannego spotkania z Ayane, do jej miny z chwili, kiedy dawała jej klucz. Nie podejrzewała, by za tamtym uśmiechem cokolwiek się kryło.
– I co powiedziała?
– Zgodziła się na wszystko.
– Naprawdę?
– Naprawdę. Mówiłem ci, że nie będzie miała nic przeciwko.
Hiromi pokręciła głową.
– Może zabrzmi to dziwnie, ale nie jestem w stanie tego pojąć.
– Takie były warunki. Co prawda to ja je wymyśliłem, ale dzięki nim już niczym nie musimy się przejmować. Wszystko ogarnięte.
– Czyli mogę spać spokojnie?
– Oczywiście. – Yoshitaka otoczył ramieniem barki Hiromi i przyciągnął ją bliżej. Oparła się o niego. Poczuła na uchu jego wargi. – Zostań tu dziś na noc.
– I gdzie będę spać? W sypialni?
Yoshitaka uniósł kąciki warg.
– Mamy pokój gościnny, a w nim podwójne łóżko.
Hiromi przytaknęła z mieszanką wahania i konsternacji. W głębi jej serca wciąż tlił się niepokój.
Następnego ranka, gdy robiła kawę, do kuchni wszedł Yoshitaka. Poprosił, by mu pokazała, jak należycie ją parzyć.
– Ale to Ayane mnie tego uczyła…
– To nic, pokaż, jak ty to robisz. – Yoshitaka skrzyżował ramiona na piersi.
Hiromi włożyła papierowy filtr do drippera, za pomocą miarki odmierzyła należytą ilość kawy. Widząc objętość proszku, Yoshitaka pokiwał głową.
– Zaczynasz od wlania do środka odrobiny wrzątku. Naprawdę odrobiny. Potem czekasz, aż proszek trochę spęcznieje. – Przelawszy niedużą ilość wrzątku wprost z czajnika, Hiromi odczekała około dwudziestu sekund, po czym nalała więcej. – Lejesz po okręgu, jakbyś rysował koło. Kawa zacznie się przy tym lekko podnosić, a tobie zależy, żeby jej poziom pozostał możliwie bez zmian. W międzyczasie patrzysz na miarkę wyrysowaną na dzbanku. Kiedy poziom kawy sięgnie kreski oznaczającej dwie porcje, zdejmujesz dripper. Jeśli zostawisz go zbyt długo, papier może się rozerwać.
– Zaskakująco skomplikowane.
– Chyba parzyłeś sobie kiedyś kawę, prawda?
– Owszem. W ekspresie. Ayane wyrzuciła go zaraz po ślubie. Twierdziła, że kawa robiona w ten sposób lepiej smakuje.
– Po prostu wiedziała, że jesteś uzależniony, i chciała ci parzyć najlepszą kawę z możliwych.
Yoshitaka wykrzywił usta i powoli pokręcił głową. Robił taką minę, ilekroć Hiromi wspominała, jak dobrze traktowała go Ayane.
Upił łyk świeżo zaparzonej kawy.
– Tak smaczna, jak sobie wyobrażałem – skomentował.
„Anne’s House” było zamknięte w niedziele, ale Hiromi i tak musiała wyjść. Dorabiała sobie jako instruktorka w domu kultury w Ikebukuro. Tę posadę również przejęła po Ayane.
Yoshitaka powiedział, żeby do niego zadzwoniła po pracy. Zaproponował, by wieczorem wspólnie zjedli kolację. Hiromi nie widziała powodu, by mu odmówić.
Pracę w domu kultury skończyła po siódmej. Gdy zbierała się do wyjścia, zadzwoniła do Yoshitaki. On jednak nie odebrał, choć czekała długo, wsłuchana w sygnał wywoławczy. Wybrała więc numer stacjonarny do domu Mashibów, niestety skutek był identyczny.
„Może gdzieś wyszedł? Nie, choćby nawet, wątpię, żeby zostawił komórkę w domu”.
Hiromi postanowiła pojechać do niego do domu. W drodze telefonowała jeszcze kilka razy, ale nie udało jej się do niego dodzwonić.
Jakiś czas później znalazła się przed domem Mashibów. Stojąc przed bramą, ujrzała, że w salonie paliło się światło. Telefonu jednak nikt nie odbierał.
Postanowiła to sprawdzić. Sięgnęła do torebki po klucz, który dostała od Ayane.
Drzwi wejściowe były zamknięte. Wsunęła klucz do zamka i przekręciła, by je otworzyć. Przedsionek również zalewało jasne światło.
Zdjęła obuwie i ruszyła korytarzem. W powietrzu unosił się słabo wyczuwalny aromat kawy. Wątpiła, by była to woń napoju parzonego z rana. Czyżby Yoshitaka przygotowywał go jeszcze raz?
Otworzyła drzwi prowadzące do salonu i zamarła.
Yoshitaka leżał na podłodze w kałuży czarnej cieczy. Obok niego znajdowała się przewrócona filiżanka z resztką kawy.
Hiromi drżącymi palcami sięgnęła po komórkę z zamiarem wezwania pogotowia ratunkowego. Nie pamiętała, jakie cyfry wystukać.