-
nowość
-
promocja
Rozmowy norymberskie - ebook
Rozmowy norymberskie - ebook
Po kapitulacji Trzeciej Rzeszy alianci aresztowali i postawili przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze najważniejszych hitlerowskich dygnitarzy. Leon Goldensohn, amerykański psychiatra wojskowy, spędził ponad pół roku na rozmowach z oskarżonymi, uważnie notując ich słowa, gesty i własne obserwacje.
Ku jego zaskoczeniu wielu z nich prezentowało się jako rozmiłowani w sztuce, dobrze wykształceni dżentelmeni, mówiący z czułością o rodzinach i pasjach — a jednocześnie uparcie negujący swoją odpowiedzialność za zbrodnie.
W książce znalazł się zapis wstrząsających rozmów z dziewiętnastoma oskarżonymi (m.in. Hermannem Göringiem, Ernstem Kaltenbrunnerem, Hansem Frankiem, Joachimem von Ribbentropem) oraz czternastoma świadkami, w tym likwidatorem powstania warszawskiego Erichem von dem Bachem-Zelewskim. To wstrząsające świadectwo tego, w jaki sposób człowiek może nie tylko ulec totalitarnemu systemowi, lecz także aktywnie go wspierać.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8425-934-4 |
| Rozmiar pliku: | 5,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Obszerne notatki, które Leon Goldensohn robił podczas wywiadów w Norymberdze, miały formę odręcznych zapisków w notatnikach. W ciągu kilku dni każdy wywiad był przepisywany na maszynie. Kiedy Leon odszedł z armii w 1946 roku, zabrał swoje papiery, które trzymał do 1950 roku w mieszkaniu w Nowym Jorku, a następnie w domu w Tenafly (New Jersey) aż do swojej śmierci w 1961 roku.
Przez wiele lat po śmierci Leona wdowa po nim, Irene, przechowywała notatniki, przepisane na maszynie wywiady, notatki z wykładów i inne materiały (w tym jego osobistą korespondencję) w stanie nienaruszonym w ich dawnym wspólnym domu.
W 1970 roku, kiedy przeprowadzała się do mniejszego mieszkania w pobliskim Fort Lee, sprzedała większość książek doktora kupcowi z Englewood. Przypadkowo w zbiorze tym znalazło się kilka książek autorstwa oskarżonych, które Leon kupił w Norymberdze. Opatrzone były autografami – niektórzy oskarżeni umieścili w nich krótkie notatki dla Goldensohna, inni wpisali tylko swoje nazwiska. Książki te nabył następnie doktor John Lattimer, mój kolega z Columbia-Presbyterian Medical Center w Nowym Jorku, który spytał, czy mogę mu powiedzieć coś o „majorze Goldensohnie”. Wyjaśniłem, że Leon był moim bratem. Podczas kilku miłych spotkań przekazałem mu informacje na temat Leona. Doktor Lattimer przysłał mi do ewentualnego użytku kopie frontyspisów książek.
W 1983 roku Irene oddała resztę materiałów z Norymbergi swoim dzieciom. W 1994 roku – odpowiadając na moją wyrażaną od dawna propozycję przejrzenia prac Leona i dyskusji o ich ewentualnym wydaniu – dwoje dzieci Leona, Daniel z San Francisco (Kalifornia) i Julia z Jackson (Wyoming), zgodziło się przesłać mi swoje materiały, które dotarły do mnie w kilku częściach w ciągu paru miesięcy.
Oryginalne wywiady przepisane na maszynie i ich oryginalne kalkowe kopie znajdują się obecnie w moim depozycie w sejfie w M&T Bank w Nyack (Nowy Jork). Posiadam również sześć z licznych notatników Leona oraz listy z zagranicy, w których wspominał o planach publikacji.
Eli GoldensohnKarl Dönitz
1891–1980
Karl Dönitz – wielki admirał, od 1943 roku naczelny dowódca sił morskich (Kriegsmarine). Hitler wyznaczył go w testamencie na swego następcę⁹. W Norymberdze został skazany na dziesięć lat więzienia za zbrodnie przeciwko pokojowi oraz zbrodnie wojenne.
3 marca 1946 roku
Spędziłem popołudnie z Karlem Dönitzem. Jest uprzejmy, układny i trochę podejrzliwy, mówi prawie doskonałą angielszczyzną; trzeba mu pozwolić kierować rozmową, inaczej zaciska mocno usta i milknie. Wypytywałem o jego zdrowie. Poprosił, żebym usiadł, zrobił mi miejsce na swej pryczy. Rozmawialiśmy o jego reumatyzmie, który dokucza mu szczególnie w lewym nadgarstku. W porównaniu z prawym lewy nadgarstek jest lekko spuchnięty, ale nie widać wyraźnej różnicy. Zapytał, co sądzę o procesach; odpowiedziałem, że w ciągu ostatnich kilku dni byłem dość zajęty i nie uczestniczyłem regularnie w sesjach.
Sesje w ostatnich tygodniach dotyczyły głównie oskarżeń przeciwko rozmaitym organizacjom. „Wasz sędzia Francis Biddle – powiedział Dönitz – jest przenikliwy, bardzo przenikliwy. Słyszał pan te wszystkie pytania, które zadawał oskarżycielom?” Odpowiedziałem, że niektóre słyszałem. Dönitz jest pod wrażeniem Biddle’a, który jego zdaniem góruje nad resztą sędziów. „Kiedy słucha czegoś wątpliwego – powiedział – ma na twarzy taki uśmieszek. Niezwykły człowiek. Bardzo uczciwy i inteligentny”. Odpowiedziałem, że Biddle jest wybitnym człowiekiem, był członkiem gabinetu Roosevelta. Zrobiłem tę uwagę celowo, ponieważ słyszało się, że podczas obrony w przyszłym tygodniu może być użyta antyrooseveltowska propaganda.
Dönitzowi podobało się zwłaszcza pytanie o zakres odpowiedzialności za działalność kryminalną, o ile organizacja zostanie uznana za przestępczą, jakie Biddle zadał sędziemu Robertowi H. Jacksonowi. Dönitz uważa za „bardzo niebezpieczne” określenie organizacji jako przestępczych, ponieważ należało do nich wiele tysięcy ludzi; każdy Niemiec ma przynajmniej jednego krewnego, który należał do SA, SD, SS i tak dalej. „Wie pan, co powiedział wasz generał Lucius Clay? Powiedział, że jeśli trybunał uzna organizacje za winne, musi natychmiast aresztować 500 tysięcy Niemców”. Odpowiedziałem, że nie znam wypowiedzi generała Claya, ale sędzia Jackson wyraźnie stwierdził, że nie zamierza postawić przed sądem wszystkich członków organizacji i że sprawiedliwość zostanie wymierzona tylko przywódcom i niektórym jednostkom. Dönitz zignorował moje słowa, podobnie jak robili to Baldur von Schirach, Wilhelm Frick i inni, z którymi spotkałem się w ostatnich dniach.
Rozmawialiśmy o wielu sprawach. Plany Dönitza na przyszłość wyglądają na przykład tak: „Zdobędę mały pokoik, w którym będę mieszkał sam, tylko z żoną, i napiszę wspomnienia. Myślę, że powinienem to zrobić dla Niemców, żeby sami mogli się przekonać, co się zdarzyło i jak niewiele my, będący na czele, wiedzieliśmy o zbrodniach Hitlera i Himmlera”.
Amerykaninowi trudno to zrozumieć, powiedział Dönitz, ale hasłem Hitlera było: „Pilnuj swoich spraw i rób, co masz robić”. Dlatego Dönitz nie wiedział o planach agresji, o eksterminacji Żydów, o planach eksterminacji 30 milionów Słowian, o okrucieństwach w Rosji i Polsce. „Wiem, że Rosjanie robili to samo w Prusach Wschodnich”. Zakwestionowałem jego słowa, pytając, skąd o tym wie i jakie ma dowody. Przyznał, że nie ma informacji z pierwszej ręki, ale prasa nazistowska pisała sporo o zbrodniach Rosjan i niektóre z tych doniesień były bez wątpienia prawdziwe.
Uważa, że miał „ciężkie życie”. Brał udział w ostatniej wojnie , pod koniec był dowódcą łodzi podwodnych. Przez wszystkie kolejne lata pozostał w marynarce. Opłynął cały świat, ale co dziwne, nigdy nie był w Ameryce. Uważa, że to pech, chciałby zobaczyć Stany Zjednoczone. Był w Japonii i w wielu miejscach na całej kuli ziemskiej. Od 1918 roku, zanim w 1935 roku admirał Erich Raeder nie wezwał go, by zreorganizował flotyllę łodzi podwodnych, służył na krążownikach i na innych jednostkach wojskowych. Było to trudne zadanie, zaskoczyło go, że je otrzymał. Wspomniał, jak Raeder powiedział mu, że będzie odpowiedzialny za łodzie podwodne i szkolenie marynarzy. Od tak dawna nie śledził postępów w dziedzinie łodzi podwodnych, a w marynarce byli sami młodzi ludzie, więc musiał odświeżyć swoją wiedzę.
Od tej chwili codziennie był na pokładzie łodzi podwodnej. „Cały czas przebywałem w wilgoci, w olejach i w wodzie – powiedział – szkodziło mi to na reumatyzm”.
Do 1943 roku widywał Hitlera raz na dwa lata. Od 1943 widywał go dwa razy w miesiącu. W ostatnich kilku miesiącach był w stałym kontakcie z Führerem. Kiedy przekazano mu, że Hitler popełnił samobójstwo, a on został wybrany na jego następcę, postanowił „natychmiast poprosić o pokój, co zrobiłem”. Powiedziałem, że o ile dobrze sobie przypominam, w radiu podano z początku, że Niemcy poddadzą się Anglikom i Amerykanom, ale nie Rosjanom. Potwierdził to. To był tylko symboliczny gest. Wiedział, że to było niemożliwe. Nie uważał siebie za następcę Hitlera. Sądził, że został wybrany tylko po to, by poprosić o pokój i przeprowadzić kapitulację, ponieważ był osobą apolityczną. Dlatego przyjął decyzję Hitlera, który wyznaczył go na swojego następcę jako głowę państwa.
Zapytałem, co sądzi o zasadzie wodzostwa . Odparł, że nigdy jej nie popierał, bo człowiek zawsze potrzebuje „korekty”. Dlatego głowa państwa potrzebuje szefa sztabu i innych doradców. Czy w jakikolwiek sposób, czynem albo słowami, sprzeciwił się Hitlerowi? Nie. Był marynarzem, to wszystko.
Uważa, że większość zbrodni popełnili Austriacy albo w najgorszym wypadku Bawarczycy. Wydaje się, że lubi Bawarczyków jeszcze mniej niż Austriaków. „To cholerycy”. Wyjaśnił, że Bawarczycy są zbyt emocjonalni. Gdyby na przykład grupa Niemców z północy wybrała się na przejażdżkę saniami i podczas podjazdu pod górę złamałby się dyszel, Niemcy z północy wysiedliby i zabrali się do naprawy. Ale woźnica Bawarczyk wysiadłby, zaczął wygadywać i się wściekać, złapałby złamany dyszel i zaczął nim walić o kamień, powtarzając: „Zły dyszel, wstrętny dyszel!” i tak dalej. Zaśmiał się z tego opisu. A północny charakter? – zapytałem.
„Niemiec z północy jest powolny, spokojny, dużo myśli, może jest głupi”. Mówiąc to, uśmiechał się. Najwyraźniej starał się opisać siebie. „Niemiec z północy nie rzuca się w skrajności. Ma szersze horyzonty niż ludzie z gór, z Bawarii i Austrii”.
Zapytałem, czy jego zdaniem Hermann Göring także nie wiedział, co się działo, jeśli chodzi o plany wojenne, zbrodnie, plany eksterminacji i tak dalej. Odpowiedział, że wierzy, że Göring mówi prawdę i nie wie więcej, niż twierdzi, że wiedział. „Zdaję sobie sprawę, jak nieprawdopodobnie musi to brzmieć dla Amerykanina. To nie mogłoby się zdarzyć w demokracji. Ale było możliwe w naszym ustroju”.
Uważa Joachima Ribbentropa za „człowieka z drewna”. Nie wyraża opinii na jego temat, poza tym, że „kiedy zaczęły się procesy, wie pan, iż Ribbentrop powiedział, że pigułki nasenne zaszkodziły mu na pamięć”. Odrzekłem, że to raczej niemożliwe, żeby środki uspokajające poważnie uszkodziły pamięć. Dönitz powiedział ze śmiechem, że i on z trudem w to wierzy. „Mam dobrego adwokata. Dowiedzie podczas obrony, że prawie nie znałem tych ludzi. Ribbentropa spotkałem kilka razy, pierwszy raz chyba w 1943 roku. Zdaje mi się, że Schiracha poznałem w 1944 roku”.
Uważa swojego adwokata, sędziego marynarki, za bardzo zdolnego. Kiedy dowiedział się, że będzie potrzebował obrońcy, nie znał żadnego adwokata. Potem przypomniał sobie, że przed wojną był obecny podczas przesłuchania, któremu przewodniczył jeden z jego oficerów, a podczas którego chodziło o ustalenie odpowiedzialności za kolizję z okrętem wojennym. „Podobał mi się sposób, w jaki prowadził sprawę, więc zażądałem Ottona Kranzbühlera. Muszę przyznać, że mnie nie zawiódł. Anglicy i Amerykanie robią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc mi w obronie. W zeszłym tygodniu zabrali mojego drugiego obrońcę, także oficera marynarki, do Londynu, i ułatwili mu we wszystkim zdobycie dokumentów w moim imieniu. Ma wrócić w tym tygodniu”.
„Wie pan – mówił dalej – że angielski sędzia, sir Geoffrey Lawrence, przekazał mi list, który przysłało do sądu około 100 dowódców U-Bootów, internowanych w Anglii? Oświadczyli w nim, że nigdy nie kazałem strzelać do ocalałych z zatopionych jednostek, a wręcz przeciwnie, zakazywałem tego”.
Jeśli chodzi o plany na przyszłość po zwolnieniu z więzienia, zapytałem: jaki będzie temat wspomnień? „Cóż – powiedział ogólnie – opiszę w nich całe moje życie, za cesarstwa, za Republiki Weimarskiej, za Trzeciej Rzeszy”. Twierdzi, że głównym tematem będzie potrzeba stworzenia Zjednoczonych Stanów Europy pod przywództwem Wielkiej Brytanii. „Wspólnota narodów Europy – powiedział – która połączy się i będzie przeciwwagą dla Rosji na wschodzie”. Zapytałem, czy myśli, że tak się stanie. Odpowiedział, że to jego pomysł i że wpadł na niego już wcześniej. Jeśli Wielka Brytania ma to zrobić, musi zaprosić Niemcy jako członka tej wspólnoty narodów. Powiedział, że Niemcy muszą to zrobić , bo kulturowo są związani z Zachodem, nie Wschodem jak Rosja.
Zapytałem, czy wciąż myśli w kategoriach równowagi siły. Tak, oczywiście. W takim razie, czy nie uważa, że wojna ze Wschodem nie jest wpisana w jego pomysł zjednoczonej wspólnoty europejskiej, która miałaby zrównoważyć Rosję. Odpowiedział, że nie ma pojęcia, czego się w związku z tym spodziewać, ale że proponując zjednoczenie Europy, która będzie wspólnotą pod brytyjską ochroną, nie myślał o wojnie z Rosją.
Dopytywał się, gdzie mieszkam; powiedziałem mu. Chciał wiedzieć, czy to jest hotel. Powiedziałem, że kiedyś można było wynajmować tam mieszkanie. Westchnął. „W wieku pięćdziesięciu czterech lat jestem bezzębnym, zreumatyzowanym staruszkiem”. Wyjaśnił, że większość zębów ma sztucznych; uważa, że jego użyteczne życie tak czy inaczej już się skończyło. „Moja żona będzie musiała pracować na chleb dla nas, kiedy ja będę pisał wspomnienia” – powiedział kapryśnym tonem.
Sądzę, że ten człowiek nie ma pojęcia, co się dzieje na świecie. Jest bystry, bynajmniej nie jest głupi, ale jego umysł wydaje się jak dotąd blokować wstrząsające informacje podawane podczas procesu. Odrzuca zbrodnie, zabicie milionów Żydów, barbarzyństwo SS, cały przestępczy _modus operandi_ partii nazistowskiej . Widzi tylko tyle, że sam nie jest winien żadnego przestępstwa, w przeszłości czy obecnie, i że każda próba oskarżenia jego czy innych sądzonych to efekt politycznej zmowy. Z jednej strony uważa działania Niemiec za wynik ucisku po ostatniej wojnie , z drugiej nie ma świadomości własnej winy, że był wiernym sługą Hitlera i jego reżimu. Zaprzecza okrucieństwom na morzu i wciąż wątpi, by odbywały się też na lądzie. A dowody? – zapytałem. „Tak – odpowiedział – doktor Douglas Kelley i doktor Gustave Gilbert powiedzieli mi, że kiedy pokazano film, jak mieszkańcy Weimaru musieli zobaczyć Buchenwald, po ich twarzach było wyraźnie widać, że nie wiedzieli, co się tam działo. Kiedy szli do Buchenwaldu, ich twarze były wesołe. Kiedy opuszczali to miejsce, było widać, że są załamani”.
Zapytałem, czy sam film nie jest wystarczającym dowodem istnienia przestępstw wojennych i zbrodni reżimu nazistowskiego. Czy uważa ten film za dokument, pokazujący prawdę? Tak, oczywiście, powiedział, ale wciąż ma wątpliwości, jeśli idzie o inne zbrodnie. „To pokazuje tylko, ile my, dowódcy, wiedzieliśmy o tym, co się działo”.
Podczas wywiadu narysował dla mnie jednoosobową torpedę i wyjaśnił jej działanie. Powiedziałem, że doszło do mnie, iż dla jej sternika jest to praktycznie samobójcza misja. Zgodził się, ale dodał, że była to bardzo skuteczna broń, kiedy wróg znajdował się w pobliżu brzegu, zakładając, że jedno ludzkie życie jest warte pokonania wielkiego okrętu bojowego czy innej jednostki. Powiedziałem, że nie chciałbym być sternikiem takiej jednoosobowej torpedy. Zaśmiał się i powiedział: „Żeby dopaść wielki okręt – warto”.
Kiedy wychodziłem, wezwany do telefonu, napisał (po niemiecku) na kartce, na której narysował podwodną torpedę: „Na pamiątkę miłej popołudniowej rozmowy”, i podpisał się nazwiskiem. Powiedział, że rozmowa była bardzo przyjemna i że powinienem jeszcze kiedyś wpaść.
2 maja 1946 roku
Dziś wieczór odwiedziłem Dönitza. Przez cały dzień przesłuchiwano Hjalmara Schachta. Dönitz uśmiechnął się i zapytał, gdzie byłem przez cały tydzień. Wyjaśniłem, że poleciałem do Londynu, gdzie zostałem przez pięć dni. Chciał wiedzieć, co się dzieje w Anglii, jakie są nastroje, co ludzie myślą o procesie, czy Londyn został mocno zniszczony i tak dalej. Wyjaśniłem, że byłem tam bardzo krótko i mogę powiedzieć tylko tyle, że wszystko wyglądało lepiej, kiedy byłem w Londynie rok temu, mniej więcej o tej samej porze. Nie wiem, co sądzi opinia publiczna o procesie. Angielskie gazety wydają się poświęcać mu więcej miejsca niż amerykańskie.
„Ach. Co mają do powiedzenia o obronie Juliusa Streichera? Czy dużo mówią o początku rozprawy Schachta, czy wtedy był pan w Londynie?” Odparłem, że londyńskie gazety najwyraźniej publikują wystarczająco dokładne doniesienia na temat procesu, ponieważ dzięki lekturze londyńskiego „Timesa” mogłem dość szczegółowo śledzić wydarzenia w Norymberdze. „Zauważył pan różnice pomiędzy Anglikami? Niektórzy wyglądają jak Niemcy z północy. Inni bardziej jak Bawarczycy czy ludzie ze wschodu”. Stwierdziłem, że nie zwracałem specjalnej uwagi na te różnice.
„Mogę to zaobserwować w sądzie. Przez większość czasu nie zwracam uwagi na to, co bez końca wałkują obrona i oskarżenie. To mnie nie interesuje. Patrzę na twarze sędziów. Biddle ma bardzo inteligentną, pełną zrozumienia twarz. Wszyscy pozostali sędziowie, poza Francuzami i Rosjanami, którzy są jak z kamienia, patrzą na Biddle’a i reagują zgodnie z tym, co szepcze do ucha Lawrence’owi. Sędzia Lawrence prawdopodobnie stara się prowadzić sprawę uczciwie, ale to Biddle interweniuje i zmusza rosyjskich oskarżycieli do przyzwoitego zachowania, kiedy zaczynają z tymi swoimi szalonymi zarzutami”.
Co Dönitz myśli o obronie Streichera? „Nie słuchałem. Rysowałem i obserwowałem Biddle’a”. A o sprawie Schachta? „Hm, nie chcę, żeby wśród oskarżonych powstały jakieś obozy. Schacht myli się co do Hitlera. Nie musiał tak mocno go atakować. Jeśli wiedział od początku, że to Hitler nakazał eksterminację, to dlaczego nie powiedział o tym przed procesem? Osobiście uważam, że to nie Hitler ją nakazał, mimo tego, co napisał w testamencie”. Odpowiedziałem, że niemal dosłownie wyraża zdanie Göringa, który uważa tak samo, i powiedział mi, że prawdopodobnie to Martin Bormann zrobił to w imieniu Hitlera.
Dönitz nie był szczególnie zachwycony, że powiedział coś, co mogłoby paść z ust Göringa. „Nie jestem politykiem. Kiedy zaczęła się wojna, byłem kapitanem korwety. Aż do 1942 roku prawie nie znałem Hitlera. Zawsze wydawał się rozsądny, a to, czego żądał, wydawało się dobre dla Niemiec. Teraz widzę, że za mało brał pod uwagę innych ludzi, na przykład Żydów czy sąsiednie państwa. Ale nigdy nie miałem pojęcia, co się dzieje, jeśli chodzi o Żydów. Hitler powiedział, że każdy powinien zajmować się swoimi sprawami. Moje sprawy to były U-Booty i marynarka”.
Jak zwykle Dönitz skierował rozmowę na własną sprawę i jej śmieszność. „To takie śmieszne. Ten amerykański oficer marynarki, który przedstawiał zarzuty przeciwko mnie, zrobił mi przysługę. Moi najlepsi świadkowie to świadkowie oskarżenia. Chodzi o to: jeśli łódź podwodna storpeduje okręt i może bezpiecznie zabrać rozbitków, wszystko pięknie. Ale jeśli łódź podwodna jest w niebezpieczeństwie i musi natychmiast odpłynąć, nie można uratować rozbitków. To dotyczy marynarek angielskiej i amerykańskiej tak samo jak niemieckiej”.
Powtórzył swoją opowieść o tym, jak to był apolityczny i jako marynarz jedynie wykonywał swoją robotę. Gdyby Niemcy wygrały wojnę, z pewnością doszłoby do ograniczenia władzy partii nazistowskiej, powiedział. Żołnierze i marynarze wracający do domów nie pozwoliliby, żeby rozkazywał im jakiś blockführer, chcieliby wolności. Rząd nazistowski przypuszczalnie upadłby wkrótce po niemieckim zwycięstwie.
Czy nie byłoby prawdopodobne, że po wygraniu wojny Hitler zdobyłby większą niż kiedykolwiek potęgę polityczną? „Nie. Nie sądzę. Nie po tym, jak się dowiedziałem, do jakich zbrodni, eksterminacji, masowych mordów dochodziło w imieniu partii. Nie. Myślę, że prawie natychmiast władzę zdobyłaby partia wojskowa”.
Zauważyłem, że wydaje mi się, iż był całkiem zadowolony z Hitlera, skoro przyjął przywództwo Niemiec po jego samobójstwie. „Czy to zbrodnia? Czy przyjęcie przywództwa upadającego kraju to zbrodnia? Czy to zbrodnia – zapobiec, by Rosjanie, odwieczni wrogowie Niemiec, zdobyli naszą broń i zawładnęli ludźmi? W opinii Rosjan może tak. Ale chodzi mi o opinię człowieka Zachodu. Wiedziałem, że musimy skapitulować, i chciałem, żeby stało się to przed Amerykanami i Brytyjczykami, nie przed Wschodem. Nie zostałem nawet oskarżony o zbrodnie wojenne, w sensie okrucieństw. To oczywiste, że nie mogą mi niczego zarzucić. Doszedłem do znaczącej pozycji w 1943 roku. Jak można mnie oskarżać o spiskowanie?”
„Mają przeciwko mnie tylko jeden zarzut – że wydałem rozkaz, żeby nie ratować rozbitków. To kłamstwo. Dowiedli tego sami oskarżyciele i ich własny świadek. Muszę też pochwalić mojego adwokata. Jasno rozumuje, jest bardzo inteligentny i czujny. Ten proces może się zakończyć tylko pomyłką, bo wziął się z pomyłki. W jaki sposób zagraniczny sąd może sądzić suwerenny rząd innego państwa? Gdybyśmy wygrali wojnę, czy moglibyśmy sądzić prezydenta Franklina Delano Roosevelta, sekretarza skarbu Henry’ego Morgenthaua czy Winstona Churchilla i Anthony’ego Edena? Nie moglibyśmy tego zrobić i nie zrobilibyśmy. Gdyby doszło do procesu, musiałby zostać przeprowadzony przez sam naród i jego sądy”.
Dönitz, dość mocno podekscytowany, podniósł głos. „Pomyśleć, Rosjanie siedzą w ławie sędziowskiej w Norymberdze i sądzą niemieckich przywódców! Rosjanie zatopili niemiecką jednostkę z mężczyznami, kobietami i dziećmi na pokładzie. Wiem o takim wypadku. Ale czy go zbadano? Wy, Amerykanie, też nie jesteście całkiem bez winy. Uzbrajaliście statki handlowe, zanim USA przystąpiły do wojny”.
Odpowiedziałem, że moim celem nie jest spieranie się z nim, że chciałem tylko poznać jego poglądy, żeby rozumieć jego postępowanie. Uśmiechnął się podejrzliwie. „I napisać o mnie książkę, powiedzieć całemu światu, jaki ze mnie dureń, co?” Zapewniłem go, że jeśli cokolwiek napiszę, będą to musiały zaakceptować odpowiednie władze, i że nie jest moim zamiarem przedstawienie go jako kogoś innego, niż jest w rzeczywistości.
Powiedziałem, że jedną ze spraw, które mnie naprawdę zaskoczyły, było to, że Hitler wybrał go na swego następcę. „Hitler wybrał mnie, bo niewątpliwie uważał, że tylko rozsądny człowiek z reputacją uczciwego marynarza może doprowadzić do pokoju na przyzwoitych warunkach. Z radością to przyjąłem. Czemu nie? Nie wiedziałem wtedy o eksterminacji Żydów przez Hitlera. O tym po raz pierwszy usłyszałem w Norymberdze”.
Czy Dönitz wiedział w ogóle o prześladowaniach Żydów? „Tak i nie. Czytałem około 1938 roku o kontrybucjach nakładanych na Żydów i o kilku ulicznych akcjach przeciwko nim10. Ale za bardzo byłem zajęty U-Bootami i sprawami marynarki, żeby zajmować się Żydami”. Czy teraz przejmuje się losem tych Żydów? „Mam czyste sumienie. Nie brałem udziału w brutalnych akcjach ani działaniach przestępczych. To, że pomagałem Hitlerowi w prowadzeniu wojny dla mojej ojczyzny, nie oznacza, że można mnie krytykować za pomoc w unicestwieniu Żydów. Tego po prostu nie można mi zarzucić”.
Czy Dönitz wiedział o obozach koncentracyjnych? „Tak. Wiedziałem, że były takie rzeczy w 1933 i 1934 roku. Ale wtedy było w nich tylko około 12 tysięcy ludzi, więźniów politycznych. Teraz w części Niemiec okupowanej przez Amerykanów internowanych zostało ponad 600 tysięcy Niemców. Myślał pan kiedyś o tym?” Uśmiechnął się, jakby zdobył punkt.
A więc dobrze rozumiem, że uważa zakładanie obozów koncentracyjnych za usprawiedliwione? „W pewnym stopniu było to usprawiedliwione. Gdyby w 1933 roku Hitler nie wsadził komunistów do obozów, doszłoby do wojny domowej i rozlewu krwi. Komuniści zbuntowaliby się przeciwko legalnie wybranemu rządowi. Największe niebezpieczeństwo wojny domowej w Niemczech pojawiło się w 1932 roku, kiedy należało wyraźnie wybrać między komunizmem a narodowym socjalizmem. I Paul von Hindenburg, i inne konserwatywne środowiska mieszczańskie wybrali Hitlera. Ja też go wybrałem i zrobiłbym to jeszcze raz, gdyby trzeba było wybierać między komunizmem a nazizmem”. Zaczął tłumaczyć, że były to rewolucyjne czasy, a zgromadzenie kilku tysięcy politycznych przeciwników w obozach nie było specjalnie złą rzeczą. „Dzięki umieszczeniu w obozach ludzi o obcych poglądach oszczędzono niemiecką krew. Byłoby lepiej, gdybyśmy mieli wojnę domową?”
14 lipca 1946 roku
Kiedy wszedłem do celi, były wielki admirał leżał na pryczy z chusteczką na głowie i czole. Podniósł się szybko, powiedział, że cieszy się, że mnie widzi, i zapytał, co nowego na świecie. Odparłem, że dziś rano w wiadomościach w radiu nie było nic ciekawego. Oznajmił, że trochę się przeziębił. Uważa, że to przez przeciąg w celi między otwartym oknem a otwartym wywietrznikiem w drzwiach.
Mówił, jak zwykle, zjadliwie i wykrętnie. Jutro jego adwokat Kranzbühler ma podsumować jego obronę. „Ten mój prawnik bardzo dobrze rozumuje – powiedział Dönitz. – Mówi, że jeśli chodzi o zbrodnie, linia obrony jest jasna i oskarżenie nie ma się na czym oprzeć”. Prawnik powiedział mu też kilka tygodni temu, kiedy zakończył obronę, że szef sztabu amerykańskiego admirała, który przyjechał na proces, osobiście przekazał pozdrowienia dla Dönitza. „Wasz amerykański admirał powiedział, że żywi dla mnie ogromny szacunek i uważa, że doskonale prowadziłem swoją obronę. Powiedział przez swego szefa sztabu, że zachowywałem się bez zarzutu i ogromnie mnie podziwia”.
Stwierdziłem, że przypominam sobie grupę oficerów marynarki, obecnych, kiedy przedstawiane było stanowisko obrony Dönitza, ale nie znam nazwiska amerykańskiego admirała. Dönitz także go nie znał, ale podkreślił wielkie znaczenie pozdrowień, jakie otrzymał przez swego prawnika.
„Rosjanie narobią wam kłopotów. Zobaczycie. Ja ich znam, tych Rosjan. Ernest Bevin powiedział, że umowa poczdamska¹¹ była szaleństwem. Harold Laski, lider angielskiej Partii Pracy, także powiedział, że przebieg granic wytyczonych przez trzy mocarstwa w Poczdamie jest wielkim błędem”. Dalej Dönitz narysował w notatniku mapę Europy i linię demarkacyjną między strefami radziecką a amerykańsko-brytyjską. „Cały areał rolny, cały spichlerz Niemiec leży w strefie radzieckiej. Nigdy nie wycofają swoich wojsk. Będą szerzyć komunizm. Z Bałkanów też się nigdy nie wycofają. Biedna Turcja jest teraz ze wszystkich stron otoczona przez Rosjan. Wszystko, co Rosjanie zrobili w ciągu ostatnich kilku lat, jasno dowodzi, że zajmują pozycje przeciwko mocarstwom zachodnim, a konkretnie USA i Wielkiej Brytanii”.
„Rosjanie oskarżają mnie, że kiedy objąłem przywództwo Niemiec po śmierci Hitlera, wysłałem nasze wojska i flotę na Zachód. Powiem panu, że generał Dwight Eisenhower, a zwłaszcza generał Bedell Smith i marszałek polny Bernard Montgomery byli mi wtedy bardzo wdzięczni, że nie pozwoliłem Rosjanom przejąć naszej floty i 3 milionów niemieckich żołnierzy oraz ich broni. Wtedy było dla mnie całkiem jasne, że jeśli na przykład poślę flotę, żeby poddała się w Leningradzie, albo pozwolę, żeby Rosjanie pojmali 3 miliony żołnierzy, Rosjanie staną się znacznie silniejsi, a w końcu niemieccy żołnierze będą walczyć przeciwko Niemcom”.
Rosja jest największym zagrożeniem dla światowego pokoju, powiedział Dönitz i powołał się na artykuły z „Reader’s Digest”, autorstwa Josepha Kennedy’ego, byłego amerykańskiego ambasadora w Anglii, oraz na inne artykuły.
Czy Dönitz uważa, że możliwa jest kolejna wojna? Wzruszył ramionami. „Nie. To raczej niemożliwe. Teraz są nowe rodzaje broni, takie jak bomba atomowa. Rosja musiałaby ją mieć i użyć jej jako pierwsza. To bardzo skomplikowany świat. Ale zagrożenie jest oczywiste. W «Herald Tribune» widziałem ostatnio żart rysunkowy, na którym świat dzielił wielki rów, USA i Wielka Brytania po jednej stronie, ZSRR po drugiej”. Jak, według Dönitza, można rozwiązać te problemy? „Nie mogę na to odpowiedzieć teraz, kiedy jestem więźniem. Pozwólcie mi wyjść na wolność, będę miał mnóstwo do napisania i będę swobodnie wyrażał swoje zdanie. Rosja to naród największych zbrodniarzy na świecie, a komunizm to największe zło. Nie mogę się nie śmiać, kiedy oskarżają mnie o udział w spisku. Rosjanie zawsze spiskują”.
„Nim zaczęliśmy z nimi wojnę, Rosjanie chcieli od nas części Danii i ziem polskich. Teraz oskarżają mnie o spisek polityczny. Operowałem z flotą w Zatoce Biskajskiej, prawie nie jeździłem do Berlina przed 1943 rokiem, kiedy Raeder przeszedł w stan spoczynku i mianowano mnie naczelnym dowódcą floty. Biorę odpowiedzialność za działania U-Bootów od 1933 roku i za całą flotę od 1943 roku, ale nie róbcie mnie odpowiedzialnym za to, co stało się z Żydami w Niemczech albo z rosyjskimi żołnierzami na froncie wschodnim – to takie komiczne, że mogę się tylko roześmiać”.
A co z samą flotą? Czy we flocie istniała polityka antysemicka? „Nie, nigdy. W tej chwili przypominam sobie czterech wyższych oficerów Żydów. Jednym z nich był Rogge, wiceadmirał odpowiedzialny za szkolenie kadetów marynarki aż do końca wojny. Drugi był kapitanem. Mam na swoją obronę oświadczenie, które Rogge złożył pod przysięgą. Gdyby któryś z tych czterech oficerów wiedział, co robią Himmler i Hitler z Żydami w Niemczech czy gdzie indziej, na pewno by mi o tym powiedział. W 1943 roku dostałem od Hitlera list, że partia skarży się, że Żyd jest odpowiedzialny za kształcenie kadetów marynarki. Miał na myśli admirała Roggego. Odpowiedziałem, że powinien pilnować własnych spraw”.
„Nasza flota była jak wyspa. Byliśmy zupełnie niezależni. Kilka razy Hitler sugerował, że SS albo inna organizacja partyjna powinna sądzić przypadki oskarżeń politycznych i kryminalnych we flocie. Zawsze odmawiałem. Zawsze mówiłem, że marynarka wojenna musi sama sądzić swoich przestępców”.
Czy Dönitz nic nie wiedział o prześladowaniach Żydów? „Nic. Nie miałem pojęcia o niczym poza sprawami marynarki. Byłem nimi zajęty od rana do wieczora. Nie miałem problemów z Żydami we flocie”. Jakie było jego ogólne nastawienie do Żydów? „Nie byłem uprzedzony. Raz w 1934 roku zatrzymałem się w hiszpańskim porcie. Odwiedził mnie niemiecki Żyd, właściciel kilku kopalni ołowiu na północy Hiszpanii. Wydawałem obiad na pokładzie, organizowałem go za pośrednictwem niemieckiego konsula. Wspomniałem, że poza innymi chcę zaprosić tego konkretnego Żyda i jego córkę. Niemiecki konsul powiedział, że to niemożliwe, przecież to Żyd. Adiutant śmiał się do mnie, bo znał moje przekonania. Odpowiedziałem, że na okręcie to ja rządzę, że biorę na pokład, kogo zechcę. Ten człowiek i jego córka przyszli na obiad”.
„To był bardzo przyzwoity gość. Kiedy odpływałem, podziękował mi i był pełen zrozumienia dla nazizmu. Zbierałem wtedy porcelanę. W tej części Hiszpanii była dwustuletnia fabryka porcelany, gdzie wyrabiano pewien rodzaj talerzy w biało-niebieskie wzory, które chciałem mieć w kolekcji. Nie znalazłem żadnego i nie kupiłem. Kiedy byliśmy na morzu, adiutant wręczył mi piękny talerz z tej porcelany, prezent od niemieckiego Żyda. Był bardzo taktowny, nie chciał mi go wręczać osobiście, tylko zaczekał z tym prezentem, aż będę na morzu. Korespondowałem z nim do 1939 roku. Nie wiem, co się później z nim stało. Napisał mi kiedyś, że jego córka wyszła za hiszpańskiego księcia”.
Co Dönitz jak dotąd myśli o procesach? „Ach, to chyba jakiś żart! Mało ważne, co z nami zrobią, ale to śmieszne, że oskarża się nas o spiskowanie. Ja jestem czysty. Dlatego siedzę tu w celi ze spokojnym sumieniem i czekam na decyzję sędziów. Prawdopodobnie będą różnice zdań między Brytyjczykami i Amerykanami a Francuzami i Rosjanami co do tego, kto jest winny i czego i tak dalej. Gdyby procesy ograniczyły się do tego, kto rozkazał zabijać Żydów i inne istoty ludzkie, wszystko byłoby w porządku. Nie trzymaliby mnie na ławie oskarżonych nawet trzech godzin. No, ale siedzę tu od listopada i w kółko słucham tego samego. Połowy nawet już nie słucham. Rysuję sobie albo notuję własne myśli”.
Czy uważa któregokolwiek z 21 oskarżonych za winnego? Wykręcił się od odpowiedzi. „Nie jestem sędzią. Nie chcę wyrażać swojego zdania. Przed przyjazdem do Mondorfu nie podałbym ręki Göringowi. Nie lubiłem go. Streichera ani razu nie widziałem przed Mondorfem. Z początku nie odzywałem się do niego. Teraz już się odzywam. Łączy nas ten sam los, przynajmniej na razie, i nie widzę powodu, żebyśmy nie mieli być ze sobą w przyjaznych stosunkach”.
Tak, nalegałem, ale czy on sam dostrzega różnicę w winie albo w braku winy wśród 21 oskarżonych? „Na pewno w głębi serca czuję różnicę. Ale nie mogę obwiniać żadnego z tych ludzi, z którymi dzielę los. Ten proces to szaleństwo, ponieważ nie ma tu dwóch ludzi, którzy są winni wszelkich zbrodni, a konkretnie Hitlera i Himmlera”.
Czy Hitler i Himmler, aby zrealizować swoje cele, nie potrzebowali pomocników? Czy nie jest rozsądne założenie, że były kapral niemieckiej armii potrzebował wykwalifikowanych pomocników? „Cóż, po pierwsze, Hitler nie był zwykłym niemieckim kapralem. Miał niezwykły umysł. W teście inteligencji, który dał mi doktor Gilbert, zapamiętywałem od końca dziewięciocyfrowe liczby. Hitler zapamiętywał rzeczy w fenomenalny sposób. Potrafił przypomnieć sobie wszystko, co kiedykolwiek czytał”.
W takim razie czy Dönitz uważa, że wszyscy oskarżeni są bez winy? Czy chce powiedzieć, że mogą całą winę zrzucić na Hitlera i Himmlera? „Ujmę to tak. Ja biorę odpowiedzialność za niemieckie łodzie podwodne od 1933 roku, a za całą niemiecką marynarkę wojenną od 1943 roku. Ale to nieprawda, że jestem odpowiedzialny za spisek. Każdy musi być odpowiedzialny za swój udział”.
Czy można więc powiedzieć, że na przykład Wilhelm Keitel był odpowiedzialny za nieprawidłowości w kierowaniu niemiecką armią, skoro rozkazy wprowadzające te nieprawidłowości nosiły jego nazwisko? „Tego nie powiem. Keitel był całkowicie pod wpływem Hitlera. Mój przypadek jest czystszy. Potwierdza to nawet wasz admirał, który przysłał mi pozdrowienia i wyrazy najwyższego szacunku”.
A co z Ernstem Kaltenbrunnerem, mianowanym przez Himmlera szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA)? „Myślę, że tu też odpowiedzialny był Himmler, nie Kaltenbrunner. Wiem, że gdybym ja dostał rozkazy, żeby robić tak, jak się robiło w SS, odmówiłbym ich wykonania”.
Jego postawa „jednego frontu” z oskarżonymi była szczególnie wyraźna w przypadku Göringa. „Nie widzę nic złego w zachowaniu Göringa, jeśli idzie o ten proces. Nie udowodnili żadnego z zarzutów. Wspominałem Göringowi, że problem z narodowym socjalizmem jest taki, że był w nim rozłam, że my, Niemcy, próbowaliśmy żyć we wspólnocie, nie biorąc pod uwagę sąsiadów, a Göring się zgodził. Więc nawet Göring nie jest takim draniem, jak próbuje przekonać wszystkich oskarżenie”.
Uśmiechnął się cynicznie i rzucił: „Poczekamy, zobaczymy”. Zapytałem, co chce przez to powiedzieć. Co się stanie? „Niech pan tylko zaczeka, sam pan zobaczy. Wasz prezydent Harry Truman i sekretarz James Byrnes będą mieli kłopot z Rosją. Wschód zagraża Zachodowi. Dwie różne kultury i dwa gatunki ludzi walczą o władzę. Któregoś dnia podziękuje mi się za to, że wysłałem flotę na zachód i wycofałem armię, żeby uniknąć poddania się Rosjanom. Myślę, że o tym mówił niedawno w sądzie wasz amerykański admirał. To bardzo sprytne ze strony waszego prezydenta, że wysłał generała Bedella Smitha do Moskwy, a generała George’a Marshalla do Chin. W tych dwóch miejscach potrzeba wojskowego, żeby się rozejrzał, wyczuł puls tych krajów, zorientował się, jakie podejmują przygotowania do wojny. Wojskowi zrobią to lepiej niż jakikolwiek cywil”.
„Dostaję listy z pytaniami od moich byłych oficerów. Sprawiają mi radość i przyjemność. Wie pan, że Rosja prosiła kilku moich konstruktorów łodzi podwodnych i inżynierów, żeby pracowali dla radzieckich władz i opowiedzieli o planach nowej tajnej niemieckiej łodzi podwodnej, która mogłaby przepłynąć pod wodą od Niemiec aż do Japonii? Tak. Rosjanie chcą zdobyć te tajemnice. Potem zbudują tysiące takich łodzi podwodnych, które mieliśmy prawie gotowe, kiedy skończyła się wojna”.
Powiedziałem, że chciałbym wyjaśnić kilka punktów w jego życiorysie. Zręcznie omijał wiele spraw, które mnie interesowały, zwłaszcza dotyczących wczesnego dzieciństwa.
Jego matka zmarła młodo, prawdopodobnie na gruźlicę, kiedy miał cztery lata. Ojciec zmarł w wieku pięćdziesięciu pięciu lat na uremię, kiedy Dönitz miał dwadzieścia jeden lat. Jego ojciec nie ożenił się po raz drugi. Dönitz miał tylko jednego brata, starszego o dwa lata, który zginął podczas nalotu bombowego na Berlin w 1943 roku. Jego dzieciństwo w Szlezwiku-Holsztynie było „szczęśliwe”. „Wielu krewnych (…) ojca", mówił, w różnych okresach zastępowało matkę.
Jego własne małżeństwo jest szczęśliwe. Żona żyje, ma się dobrze, przebywa obecnie w Szlezwiku-Holsztynie i po prostu czeka na jego zwolnienie. Jego najstarsze dziecko, córka, jest zamężna i ma troje małych dzieci. Córka mieszka w tym samym mieście co matka. Dwóch nieżonatych synów Dönitza zginęło w walce na morzu w roku 1943 i 1944, w wieku dwudziestu jeden i dwudziestu trzech lat.
„Moim jedynym prawdziwym przyjacielem wśród oskarżonych jest Albert Speer. To wielki architekt, geniusz organizacji. Kiedy w 1943 roku przyjechałem do Berlina, żeby objąć dowództwo floty, brakowało mieszkań. Marynarka przydzieliła mi marny dom w Dahlem. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Speera i powiedziałem, że potrzebuję domu. Powiedział, że zrobi, co w jego mocy. Następnego dnia zadzwonił i powiedział, że moja żona powinna przyjść obejrzeć dom, który ma dla nas. Była to piękna posiadłość na wzgórzu, z dwoma szerokimi oknami po każdej stronie, otoczona wspaniałymi ogrodami. Miała dwa piętra, połączone obszerną klatką schodową. Wieczorami Speer i jego żona często odwiedzali mnie i żonę, a my składaliśmy im rewizyty. Speer przyprowadzał swoich pianistów i skrzypków, doskonałych muzyków. Spędziliśmy razem wiele wieczorów przy muzyce”.
Od dzieciństwa Dönitz grał na flecie i wciąż jeszcze potrafi grać „całkiem dobrze”. Powiedział, że ojciec chciał, żeby uczył się gry na skrzypcach, ale w tym samym czasie uczył się tego jego brat, co brzmiało, jakby ktoś przydeptał ogon kotu, więc Dönitz odmówił i wybrał lekcje fletu. „Teraz żałuję, że nie uczyłem się grać na skrzypcach, ponieważ wolę je od innych instrumentów. Okazuje się, że trzeba było słuchać ojca”.
Co sądzi o zasadzie wodzostwa? „Jest dobra, jeżeli wódz jest dobrym człowiekiem. Hitler był dobry, a w każdym razie uważałem tak aż do końca wojny, kiedy wyszły na jaw te wszystkie okrucieństwa. W polityce nie ma nic złego w rządach silnego człowieka. Szkoda, że wasz prezydent Roosevelt już nie żyje. Na konferencji w Poczdamie wszystko wyglądałoby inaczej. Byli tam Churchill, Truman i Stalin. Churchill przegrał właśnie i przyjechał Clement Attlee. Truman był nowicjuszem i nie wiedział, jak obchodzić się ze Stalinem. Roosevelt nigdy by się nie zgodził na taki przebieg granic, jaki ustalono w Poczdamie”.------------------------------------------------------------------------
¹ Bill of Rights, amerykański Kodeks Praw Obywatelskich, zawierający pierwszych dziesięć poprawek do konstytucji (uchwalonych w latach 1789–1791), które gwarantują prawa człowieka do wolności jako fundament amerykańskiej demokracji (przypisy opatrzone gwiazdką pochodzą od tłumaczek i redakcji wydania polskiego).
² Prawa wojenne (_ius in bello_) określają postępowanie i zakres odpowiedzialności walczących państw, państw neutralnych oraz jednostek biorących udział w wojnie, w stosunku do siebie nawzajem oraz w stosunku do osób podlegających ochronie, zazwyczaj cywilów. Prawa te obowiązują państwa, które podpisały odpowiednie układy, w tym wypadku konwencje genewskie i konwencje haskie. Istnieją także zwyczajowe prawa niepisane.
³ Konwencję, przyjętą przez ONZ trzy lata po wojnie, do dziś ratyfikowało sto trzydzieści sześć państw. Według prawa międzynarodowego ludobójstwo jest karalne od 1951 roku. Rafał Lemkin (1900–1959), Polak pochodzenia żydowskiego, którego rodzice zginęli podczas wojny, prowadził kampanię na rzecz międzynarodowej konwencji zakazującej ludobójstwa. Po wojnie wykładał prawo na amerykańskich uniwersytetach Duke i Yale.
⁴ Z gr. _holokauston_, ofiara całopalna.
⁵ Chodzi o _Mein Kampf_ Adolfa Hitlera i główną pracę Alfreda Rosenberga _Der Mythus des 20. Jahrhunderts_.
⁶ Zwolniono go ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia.
⁷ Pismo wydawane przez armię amerykańską.
⁸ Cyt. za: G.M. Gilbert, _Dziennik norymberski_, przeł. Tomasz Łuczak, Warszawa 2012, s. 488.
⁹ Trzydziestego kwietnia 1945 roku Hitler mianował Karla Dönitza prezydentem Rzeszy i naczelnym dowódcą Wehrmachtu.
¹⁰ Chodzi o „noc kryształową” 9/10 listopada 1938 roku.
¹¹ Podczas konferencji poczdamskiej (17 lipca 1945–2 sierpnia 1945 roku) prezydent USA Harry Truman, premier Wielkiej Brytanii Clement Attlee (który zastąpił w trakcie obrad Winstona Churchilla) i Józef Stalin ustalili następujące punkty umowy: 1) za wybuch II wojny światowej odpowiedzialne są Niemcy hitlerowskie; 2) w Niemczech zostaną przeprowadzone – demilitaryzacja, denazyfikacja, demokratyzacja oraz dekartelizacja; 3) Niemcy będą wypłacać odszkodowania państwom, które ucierpiały podczas wojny; 4) o przebiegu wschodniej granicy Polski zadecydują obustronne porozumienia.