Rozmowy rzymskie. Pytania na czas niepokoju - ebook
Technologia wyprzedza etykę. Religia w Europie przestaje być punktem odniesienia. Język polityki traci sens. Wierzący coraz częściej dystansują się od Kościoła. Mnożą się pytania bez prostych odpowiedzi.
W Rzymie – mieście, w którym splatają się historie imperium, prawa i chrześcijaństwa – spotykają się Radosław Sikorski i o. Wojciech Giertych OP – polski szef MSZ i teolog domu papieskiego.
Idą przez Wieczne Miasto – między miejscami, które same prowokują pytania o władzę, wiarę, upadek i trwanie. Nie uciekają od różnic. Wchodzą w nie świadomie. Spierają się o sens historii, o granice władzy, o relację między wiarą i rozumem – także w polskim kontekście, który obaj znają od środka.
•Czy bez nawiązywania do chrześcijańskich korzeni Europa potrafiłaby określić, czym jest?
•Czy polski Kościół przechodzi kryzys, który go osłabi, czy taki, który go oczyści?
•Czy wiara ma jeszcze coś do powiedzenia w świecie przyspieszonym przez technologię?
To nie jest spór o detale doktryny. To rozmowa o tym, czy potrafimy jako Zachód opowiedzieć sensowną historię o człowieku. I czy jesteśmy gotowi ją przyjąć.
| Kategoria: | Wiara i religia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-579-5 |
| Rozmiar pliku: | 14 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
WOJCIECH GIERTYCH: Niezależnie od poglądów czy wyznawanej religii zawsze warto porozmawiać z drugim człowiekiem. Nie spodziewam się, żeby nasze spotkania miały prowadzić do wyznania wiary, ale do wymiany myśli – jak najbardziej. Dlatego chętnie podejmuję to wyzwanie. Mamy prawo mieć różne spojrzenia i chodzi o to, by ich nie ukrywać, lecz je wydobywać. W naturze człowieka jest zmierzać ku dobru i prawdzie.
R.S.: Ojciec już od ponad 20 lat pełni funkcję Teologa Domu Papieskiego w Watykanie. Wykłada na dominikańskim uniwersytecie rzymskim Angelicum i jest konsultorem watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary. Do tego podejmuje się szeregu innych działań – również pracy o charakterze intelektualnym, co sprawia, że poprzeczkę mam zawieszoną wysoko. A jednocześnie wzbudza czujność, czy ze względu na swoją wiedzę teologiczną nie zechce mnie ojciec spychać na jedyne słuszne kościelne tory.
W.G.: Wiara jest łaską, cóż więc mógłbym zrobić? Nie istnieje ścieżka wiodąca od racjonalnego myślenia do wiary. Dlatego nie mogę pana do niczego przekonać argumentami. Byłoby to równie skuteczne jak próba nawrócenia kogoś torturami. Tak powiedział Święty John Henry Newman, któremu zawdzięczamy pogłębienie nauki o prymacie sumienia.
R.S.: Obawiam się również, czy będziemy w stanie się porozumieć – nawet jeśli mamy dobre chęci – ze względu na różnice języka i perspektywy. Dostrzegam ryzyko, że będziemy mówić obok siebie, swoimi własnymi językami. Ojciec – językiem wiary, ortodoksji i ducha; ja – językiem nauk empirycznych, konserwatywnym, ale świeckim.
W.G.: Kościół musi iść do tych, którzy nigdy nie mieli styczności z chrześcijaństwem, do tych, którzy są katolikami kulturowymi, to znaczy żyją pewną obrzędowością, i do katolików zrażonych Kościołem, którzy poddają krytycznemu namysłowi swój stosunek do religii, a jednocześnie noszą w sobie elementy etyki chrześcijańskiej, wrażliwości historycznej i estetycznej. I także musi wychodzić do wierzących pragnących pogłębienia swej wiary. Kościół musi wyrażać odpowiednim językiem tyle, ile da się wyrazić słowami – a nie wszystko się da. Ostatecznie wiara jest relacją człowieka z Bogiem. Jak wiemy z naszych ludzkich doświadczeń, choćby ludzi żyjących w małżeństwach, są takie sprawy, których słowami nie daje się przekazać prosto, a niekiedy wcale. Jednak sama obecność, bliskość, relacja sprawiają, że są one w jakiś sposób zrozumiałe dla obu stron.
R.S.: Zapraszam ojca do tych rozmów pod wpływem naszych wcześniejszych dyskusji rzymskich. Ojciec prezentuje perspektywę Kościoła powszechnego, co jest bardzo krzepiące w porównaniu z ciasnym spojrzeniem polskiego katolicyzmu. Z naszych rozmów wychodziłem zawsze intelektualnie pobudzony. Ostatnio przesłałem ojcu książkę Yuvala Noaha Harariego pt. _Sapiens_, którą ojciec w liście do mnie skrytykował za brak wrażliwości na sferę ducha w opowieści o człowieku, co dodatkowo mnie zaintrygowało. Mam też motywację do naszych dyskusji zrodzoną podczas spektaklu teatralnego w Londynie. Obejrzałem tam interpretację rozmów z 1968 roku pomiędzy guru konserwatyzmu amerykańskiego, którego znałem osobiście, Williamem Buckleyem, założycielem „National Review”, a guru lewicy amerykańskiej Gore’em Vidalem. Odbyli oni podczas konwencji republikańskiej i konwencji demokratycznej szereg debat. Idea pogłębionej rozmowy ludzi wychodzących z różnych środowisk mnie inspiruje.
W.G.: Spróbujmy, niezależnie od tego, do czego dojdziemy. Ze swojej strony będę dążyć do obecności w tych dyskusjach spojrzenia teologicznego, czyli uwzględniającego to, co wiemy od Boga, ale też filozoficznego, odwołującego się do naturalnych zdolności rozumu. Wiara nie zabrania nam myśleć – ani poza wiarą, ani wewnątrz niej. Nawiązał pan do książki Harariego. Mój sprzeciw wobec tego, co przeczytałem w jego książce, opiera się nie na wierze, lecz na rozumie i filozofii. Każdy z poziomów dyskusji ma swoje prawa i swoje argumenty, spodziewam się, że ze względu na różnice, jakie między nami istnieją, będziemy się poruszać w wielu dyskursach jednocześnie. Musimy zwracać uwagę, kiedy wypowiadamy się na gruncie myślenia czysto racjonalnego, a kiedy na gruncie wiary. Wiara jest dla mnie zasadniczą osią myślenia i życia.
R.S.: Oczywiście, ale rozmowa jest możliwa, o ile ojciec nie uzna, że prawda wiary może rozstrzygać wszystko na zasadzie autorytetu, a co gorsza – kwestionować prawdy dowiedzione empirycznie.
W.G.: Ja bym raczej powiedział, że prawda wiary pobudza myślenie racjonalne. Nie neguje wiedzy empirycznej, lecz wyostrza rozum i pozwala nam dostrzec również zagadnienia filozoficzne. Wiara w pełni szanuje naturalny rozum. Ludzie dzisiaj często bezwiednie przeskakują pomiędzy językiem racjonalnym a językiem przeżyciowym, pomiędzy rozumem, emocjami i estetyką a kryterium oceny faktów sprowadzają do tego, czy coś im się podoba, czy nie podoba, czy jest dla nich przyjemne, czy też nieprzyjemne. Wiara i rozum pozwalają uporządkować te różne doświadczenia.
R.S.: Moja osobista obserwacja jest taka, że wiara, gdy jest żywotna, przyciąga najbardziej utalentowanych ludzi danej epoki. W rezultacie powstają wielkie dzieła, czy to intelektualne, czy artystyczne, czy architektoniczne. Kiedy natomiast wiara staje się skostniała, wtedy rodzi w tych dziedzinach brzydotę. Wystarczy porównać świątynie średniowieczne z większością nowych kościołów w Polsce. A te nawet z większością meczetów na Bliskim Wschodzie.
W.G.: A to sygnał, że w dziejach są potrzebne pewne przesilenia. Kryzysy po części mają przyczyny naturalne, lokalne, historyczne, lecz gdy spojrzymy głębiej, zobaczymy, że są one wymuszane przez samego Boga. W każdym kraju mają one swój specjalny koloryt i kontekst. Po prostu Pan Bóg w którymś momencie mówi „Dość!”…
R.S.: …i właśnie od tego zacznijmy.