-
nowość
-
promocja
Rozpaczające dziecko. O wierszu Mickiewicza „Ach, już i w rodzicielskim domu…” - ebook
Rozpaczające dziecko. O wierszu Mickiewicza „Ach, już i w rodzicielskim domu…” - ebook
Fascynujące studium psychoanalityczno-edytorskie z przemilczanymi wątkami historii naszej kultury w tle, pełne głębokiego namysłu analitycznego i skłaniające do współmyślenia; polemika z klasykami polskich badań literackich: Juliuszem Kleinerem i Czesławem Zgorzelskim; inne spojrzenie na romantyzm i na Mickiewicza. Liryk lozański „Ach już i [ja?] w rodzicielskim domu…” okazuje się w świetle rozważań autorki utworem nie tylko pomijanym przez wielu badaczy lub całkowicie mylnie rozumianym, ale w istocie nieznanym, bo ani treść, ani forma tego wiersza nie zostały dotychczas rozpoznane.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
Inne spojrzenie na romantyzm (słowo wstępne)
Rozpaczające dziecko. O liryku Mickiewicza „Ach, już i w rodzicielskim domu…”
Nota
Bibliografia
Przypisy
| Kategoria: | Polonistyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8325-028-1 |
| Rozmiar pliku: | 930 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
(SŁOWO WSTĘPNE)
Przedstawiane tu rozważania to studium psychoanalityczne, powiązane, co dość nieoczekiwane, z tak podstawowymi problemami filologii, jakimi są zagadnienia edytorskie.
Rozważania te dotyczą wiersza Mickiewicza Ach, już i w rodzicielskim domu…, ale pociągnęły za sobą wiele myśli i analiz sięgających o wiele dalej. Zaczęłam zastanawiać się nad tym utworem już bardzo dawno (z czego zdaję sprawę w końcowej Nocie), a do przedstawionego tu rozumienia owego liryku dochodziłam długo i powoli.
Zapoczątkowało je wzburzenie wywolane inicjalnym „byłem złe dziecię”. Bo jak to! dziecko może być złe? Może być złą istotą? I człowiek dorosły może tak myśleć o sobie-niegdysiejszym dziecku? O co tu chodzi? I jak rozumieją to inni? Doszłam do wniosku, że utwór Mickiewicza jest nam w istocie nieznany.
Analityczny warsztat historycznoliteracki łączę z warsztatem psychoanalitycznym od wielu lat. Niezmiernie istotne okazało się dla mnie w prowadzonych kolejno pracach zwłaszcza jedno z najważniejszych odkryć Freudowskiej psychoanalizy, jakim jest odkrycie ciągłości między emocjonalnymi doświadczeniami międzyludzkimi wczesnych okresów życia i emocjonalnymi doświadczeniami międzyludzkimi człowieka dorosłego, mimo że pamięć owych wczesnych doświadczeń bywa w świadomości najczęściej całkowicie zatarta albo ledwo mglista, co dzieje się przede wszystkim wtedy, gdy w owej przeszłości emocjonalnej z wczesnych okresów życia kryją się międzyludzkie dramaty czy nawet prawdziwe tragedie. Wtedy bowiem pamięć ta, w obronie przed psychicznym bólem, usuwana jest przez nas bezwiednie ze sfery świadomej do ciemnej głębi sfery psychicznej nieświadomej, ale tam nie ginie, lecz wciąż trwa, i co najważniejsze, wpływa stamtąd na nasze dalsze życie, chociaż zazwyczaj nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Wpływ ten wszakże nauczono się w psychoanalizie rozpoznawać. Bo psychiczne treści nieświadome, jeśli są istotne, dążą do tego, aby jednak dotrzeć do świadomości, zyskać jakiś wyraz. I dają o sobie znać, tylko na różne niespodziewane, nieraz dziwaczne, a nawet niedorzeczne (oczywiście tylko z punktu widzenia świadomości) sposoby. Doświadczenie psychoanalityczne pozwala w te sposoby wnikać, a tym samym docierać do skrywającego się w nich znaczenia. Do treści, które przekazują.
Ślady owej ukrytej ciągłości emocjonalnej, o której mowa, zaczęłam dostrzegać w budowie i losach postaci pojawiających się w literaturze romantycznej. Okazały się w analizach tak istotne, że doprowadziło mnie to do tezy, którą tu przytoczę:
Wydaje się, że jedno z odkryć literatury romantycznej – lub może niedoodkryć, bo było jeszcze niejasne – to odkrycie owej ciągłości między zamgloną, niewyrażalną wprost przeszłością egzystencjalną z wczesnych okresów życia a emocjonalną teraźniejszością człowieka młodego, między wczesnymi dramatami międzyludzkimi człowieka-dziecka a późniejszymi dramatami człowieka wkraczającego w dorosłość.
Jedną z istotnych nowości w literaturze tej epoki było nie tylko to, że wprowadziła programowo jako swojego głównego bohatera człowieka młodego, że, jak powiadamy, była ekspresją młodości, ale również to, że niejasno, nie wprost, różnymi pośrednimi sposobami artystycznymi, daje nam poznać, odczuć czy odgadnąć coś z rzeczywistości wewnętrznej tego bohatera, która jest jego dopiero co minioną – a więc tym mu bliższą, a skoro tym bliższą, to i tym dla niego ważniejszą – przeszłością egzystencjalną człowieka-dziecka. Przeszłością, która w nim tkwi, choć w przeważającej mierze niemo, ciemno i głucho – i działa¹.
Teza ta, którą starałam się dokumentować w kolejnych pracach i która pozwala też spojrzeć w niedostrzegany dotychczas sposób na biografie romantycznych twórców², wyjaśnia także wiele z mojego szczególnego zainteresowania późnym, nie przez młodzieńca i nie o młodzieńcu napisanym wierszem Mickiewicza.
Rozważania nad treścią i formą tego liryku lozańskiego mogłyby mieć jako motto słowa Freuda: „Te dzieła sztuki, jakimi są zjawiska psychiczne…”.ROZPACZAJĄCE DZIECKO
O LIRYKU MICKIEWICZA „ACH, JUŻ I W RODZICIELSKIM DOMU…”
I
Ten wiersz – jeden z liryków lozańskich Mickiewicza – to chyba najmniej znany jego utwór. Czy w ogóle znany? Badacze stronią od niego, poświęcając mu zaledwie parozdaniowe czy nieraz tylko jednozdaniowe uwagi, a niektórzy nawet, by tak rzec, stwarzają jego nieistnienie.
Bo nie ma go w monografiach poświęconych Mickiewiczowi. I nie ma go w wielu pracach szczegółowych. Czy to dotyczących właśnie liryki lozańskiej, czy związanych z dzieciństwem Mickiewicza, czy zawierających rozważania o dziecku romantycznym. A jest to przecież poetycki obraz własnego dzieciństwa przekazany w wierszu uznanym, jak wszystkie liryki lozańskie – o których pisze się, że to „wyznania liryczne najbardziej osobiste” – za wiersz autobiograficzny.
Jeśli chodzi o monografie, to wiersza tego nie ma w wielkim dziele klasyka polskich badań literackich – Juliusza Kleinera. A ściślej, pojawia się w początkowej części, która dotyczy dzieciństwa Mickiewicza, ale tylko w przypisie, a nie w tekście głównym, i jedynie po to, aby wierszowi temu odmówić znaczenia (cytowany jest przy tym zaledwie jego niewielki fragment).
W przypisie tym Kleiner przeciwstawia się poglądom wyrażonym w szkicu Zygmunta Sitnickiego³, który, powołując się na wiersz Ach, już i w rodzicielskim domu…, a także na wspomnienia starszego brata Mickiewicza, Franciszka, utrzymuje (nie przeprowadzając jednak żadnej konkretnej analizy tego utworu), że Mickiewicz musiał w dzieciństwie cierpieć na dotkliwe uczuciowe braki. Zdaniem Kleinera Sitnicki „zbyt daleko idące wnioski wysnuwa z wiersza, w którym pod koniec życia poety odbiły się może jakieś przykre wspomnienia”⁴. Może. Jakieś. Bez większego znaczenia.
W tekście głównym Kleiner pisze, że rodzice Mickiewicza „dali mu jasną, pogodną, wolną od mętów i rozdźwięków atmosferę dzieciństwa”, że „dom pogodny był ośrodkiem pogodnego świata”, że w domu tym panowała „głęboka, prawdziwa serdeczność”. I że był to „skarb, którego nic w życiu nie zastąpi i którego wartości nic w życiu nie zniszczy”⁵.
Na czym Kleiner opiera takie przeświadczenia dotyczące rodzicielskiego domu Mickiewicza?
Gdy się to czyta, odnosi się wrażenie, że jest to obraz po prostu życzeniowy. Jakby uczony tak gorąco życzył czczonemu przezeń poecie takiego właśnie dzieciństwa i otrzymania na całe życie tego rodzaju skarbu, o którym pisze, że aż przekonany jest, że tak było; że nie mogło być inaczej. I dlatego odrzuca wiersz zawierający obraz, który temu przeczy. Wiersz o cierpieniu wśród najbliższych, w rodzinie, w czasach dziecięcych.
Można się zastanawiać, czy nie miało w tym też u Kleinera jakiegoś udziału tabu społeczne, jakim objęte były w naszej kulturze niemal do naszych czasów relacje między rodzicami i dzieckiem, a zwłaszcza cierpienia, jakie mogą być i bywają udziałem dziecka w rodzicielskim domu, a których źródłem nie są okoliczności zewnętrzne, ale wewnętrzne, kryjące się właśnie w relacjach między nim i najważniejszymi wówczas dla niego osobami, od których jest wtedy całkowicie zależne.
Kleiner pomija przy tym pewne istotne zdarzenia z życia Mickiewicza w rodzicielskim domu, które ów życzeniowy obraz podważają, albo wręcz odmawia wiarygodności źródłom, które zawierają przeczące owemu życzeniowemu obrazowi przekazy. Wspominałam już o tym we wcześniejszych pracach⁶; tu zwielokrotnię od dawna zadawane sobie pytania sprowokowane wizją dzieciństwa Mickiewicza przedstawianą przez Kleinera.
Bo jeśliby Mickiewicz rzeczywiście otrzymał ów skarb, o którym pisze Kleiner, a który istotnie, jak to potwierdza stan dzisiejszej wiedzy, jest – jeśli się go w rodzicielskim domu otrzymało – niezniszczalnym fundamentem egzystencji, to dlaczego już w dzieciństwie tak nieustannie chorował, że musiał powtarzać aż dwie klasy? Dlaczego był tak drobny i niewyrośnięty (obecnie zaburzenia wzrostu u dzieci łączy się z niezaspokojeniem ich potrzeb uczuciowych), że w teatrze szkolnym powierzano mu role kobiece? Dlaczego w dalszym życiu był tak nieodporny na trudności i napięcia, że reagował na nie rozlicznymi dolegliwościami, i to już jako młodzieniec? W Wilnie, gdy matka pewnej panny, niejakiej Anieli, w której domu bywał, zbyt poważnie potraktowała jego wizyty, dostał wrzodów na głowie. W Kownie, oddalony od wspierających przyjaciół, popadł w stan, który w słanych im listach określał jako difficulté d’être, trudność w podołaniu samemu istnieniu, dopełniając to wyznaniami: „zwariować się albo powiesić”, „nie czuć, ale nie można”. Dlaczego przez całe życie cierpiał na bezsenność i dręczył go nieustający niepokój, który, jak zwierzał się, pisząc do przyjaciół, już mu „życie obrzydził”, dlaczego cierpiał na ciężkie depresje i borykał się ze stanami samobójczymi? Jakby egzystencja jego żadnego trwałego fundamentu właśnie nie miała⁷.
Dlaczego w okresie wileńskiej młodości był zdaniem przyjaciół człowiekiem stale posępnym? Dlaczego dopiero przyjaciele, według jego poetyckiego wyrażenia, „zwabiali go do żywota”? Bo sam, jak im w tym samym poetyckim wyznaniu przekazywał, chęci do żywota nie miał. Wspominał później w autobiograficznym liryku lozańskim Gdy tu mój trup…, że to oni, przyjaciele młodości, byli mu „rodziną milszą niż całe pokrewieństwo”, zatem chyba milszą niż wszyscy w rodzicielskim domu. Milszą dlatego, że to oni zwabiali go do żywota, a nie owo pokrewieństwo? Czyli nikt tego nie sprawiał w rodzicielskim domu?
Jest przy tym rzeczą uderzającą, że Mickiewicz był człowiekiem, który nie potrafił być sam. Potrzebował stale od kogoś pomocy w samym istnieniu. Nie tylko, jak wspomniałam, na swoistym wygnaniu – bo takim było dla niego oddalenie od przyjaciół – w Kownie. Na przykład (a takich przykładów jest wiele) pisał z Paryża w 1833 roku do przyjaciela:
Jakiż mi brak ciebie i Stefana. Zdaje się, że jak magnetyzowany z oczu towarzyszów ciągnie siłę, tak i z was nabierałem ognia i ochoty⁸.¹ Cytat pochodzi z mojej rozprawy Obrazy wyjaskrawione i słabe światełka. Inne spojrzenie na romantyzm, „Twórczość” 2000, nr 9. W szerszym kontekście tezę tę przedstawiłam w rozprawie Rany pierworodne. O pewnym obszarze nierozumienia we współczesnych badaniach literackich, w t. zbior.: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, redakcja naukowa H. Gosk, B. Karwowska, Warszawa 2008.
² Ostatnio w książce Tajemnica miłości romantycznej. Zygmunt Krasiński i Delfina Potocka, Gdańsk 2022.
³ Z. Sitnicki, Sylwetka duchowa młodego Mickiewicza, „Warszawa” 1947, nr 13, s. 4.
⁴ J. Kleiner, Mickiewicz, t. I: Dzieje Gustawa, , wyd. 3 poprawione, Lublin 1995, s. 16–17, przyp. 29. Monografia Kleinera jest nieukończona, ale w ineditach (J. Kleiner, Studia inedita, opracował J. Starnawski, Lublin 1964), i to w pracy poświęconej właśnie lirykom lozańskim, o tym wierszu nie ma nawet wzmianki. We wcześniejszych monografiach poświęconych Mickiewiczowi wiersz ten się nie pojawia.
⁵ J. Kleiner, Mickiewicz, t. I: Dzieje Gustawa, s. 16.
⁶ M.in. w rozprawach Rany pierworodne. O pewnym obszarze nierozumienia we współczesnych badaniach literackich, w t. zbior.: (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, redakcja naukowa H. Gosk, B. Karwowska, Warszawa 2008, Tłumaczenie i doświadczenie. Mickiewicz jako tłumacz Schillera, „OderÜbersetzen. Deutsch-polnisches Übersetzungjahrbuch. Polsko-niemiecki rocznik translatorski – Archiwum Karla Dedeciusa” 2010, nr 1, Literatura i psychoanaliza (III). Mickiewicz w świetle psychoanalitycznym”, „Polonistyka” 2012, nr 6 i Niespodziewane świadectwa. Psychoanaliza i literatura, „Konteksty” 2021, nr 1–2.
⁷ Przeciwstawny obraz, jaki w tej kwestii zarysowuje Kleiner, przypisując Mickiewiczowi, „mimo częste w młodości chorowanie”, „sporo tężyzny i odporności” (J. Kleiner, Mickiewicz, t. I: Dzieje Gustawa, s. 2), ma więc chyba również charakter życzeniowy. A co sądzić o następnym zdaniu: „Zostawi je w puściźnie potomstwu” (tamże), choćby wobec faktu, że jeden z potomków ciężko chorował psychicznie (co wywołane zostało prawdopodobnie tym, że nie zdołał podołać wczesnej utracie matki i rychłemu po jej śmierci opuszczeniu przez ojca, który wyjechał i nigdy już nie powrócił).
⁸ A. Mickiewicz, List do Antoniego Edwarda Odyńca z 21 kwietnia 1833 roku, w: A. Mickiewicz, Dzieła, t. XV: Listy. Część druga 1830–1841, tom opracowały M. Dernałowicz, E. Jaworska, M. Zielińska, Warszawa 2003, s. 203.