Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Rozum, pieniądze czy serce? - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 marca 2026
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Rozum, pieniądze czy serce? - ebook

Doktor biologii Jade Parker jest w trakcie misji naukowej na Antarktydzie, gdy dostaje telefon od swojej siostry bliźniaczki Gigi. Gigi zgubiła cenną pamiątkę rodzinną sycylijskiego milionera Alessia Montaldiego. Jest przerażona, że narazi się na jego gniew. Ma nadzieję, że w ciągu kilku dni odnajdzie zgubę, ale prosi Jade, by przez ten czas odwróciła uwagę Alessia. Jade, udając Gigi, trafia do posiadłości Montaldich. Kilka dni udawania siostry nie powinno być trudne, ale między nią i Alessiem szybko zaczyna iskrzyć...

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-2717-2
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ DRUGI

Jade z trudem powstrzymała serce przed wyrwaniem się z klatki piersiowej. Nerwy zżerały ją żywcem, czuła, jak słabnie. Przyspieszony puls kolidował ze zdolnością myślenia. Klikanie setek internetowych zdjęć tego mężczyzny z bezpiecznej londyńskiej kawalerki to jedno, a spotkanie z nim twarzą w twarz, to zupełnie inna bajka.

Wysoki, przystojny i te oczy… W ciemnym wnętrzu klubu nie potrafiła stwierdzić, czy były ciemnozłote, brązowe czy orzechowe, ale zrozumiała, że potrafią zniweczyć zwykłych śmiertelników, ponieważ już w tej chwili mieszały się jej komórki mózgowe.

Była głęboko sceptyczna, gdy Gigi nalegała, że wystarczy zaszaleć w l’Illusion, aby przyciągnąć uwagę psów Alessia Montaldiego. Prawdę mówiąc, Jade starała się nie myśleć o tym, jak wpływowy musi być Alessio, skoro każdego potrafi zlokalizować. Jednak miała nadzieję, że najpierw przyśle swoich ludzi, co dałoby jej trochę czasu na przygotowanie się do spotkania z nim samym.

Jade wiedziała, że nie jest gotowa. Na przykład zapomniała zapytać Gigi, jak zwracać się do mężczyzny patrzącego na nią z pogardą sączącą się z pięknej twarzy. Zapragnęła odwrócić się od jego osądzającego spojrzenia i znaleźć tlen, który najwyraźniej wyssał z salonu samą swoją obecnością. Ale obiecała siostrze, że zrobi wszystko, co konieczne, by dać jej czas na naprawienie błędu. Nie mogła zawieść jej przy pierwszej przeszkodzie.

Zanim jednak zdążyła się odezwać, Jean Luc objął ją w talii i uśmiechnął się z troską.

– Wszystko w porządku, _chérie_? – wybełkotał, nieświadomy, że przyciągnął uwagę nowego gościa.

– Oczywiście! – zapewniła, odsuwając go lekko.

Serce podskoczyło jej do gardła, gdy Alessio przeniósł wzrok z Jeana na nią i zmrużył oczy. Czy już się czymś zdradziła? A może właśnie nadszedł czas, by iść na całość? Krocząc niepewnie na wysokich obcasach, podeszła bliżej, położyła dłonie na ramionach Alessia, uniosła się na palcach i musnęła ustami jego policzek. Boże… Pachniał niesamowicie, jak czysty ocean zmieszany z drzewnym dymem.

Oszołomiona zapachem nie zauważyła, gdy potężne ramiona pod jej palcami zesztywniały. Czy to tylko jej wyobraźnia, czy też ciepło emanujące z jego ciała zagroziło jeszcze bardziej jej pewności siebie?

– Nie wiedziałam, że jesteś w mieście – powiedziała z trudem.

– Doprawdy?

Dźwięk jego głosu, głębokiego, chłodnego, wstrząsnął nią, wywołując wewnętrzne eksplozje. Z trudem łapiąc oddech, uśmiechnęła się szeroko.

– Oczywiście, że nie. Zaprosiłabym cię na drinka. W imię dawnych czasów.

Wpatrywał się w nią przez kilka przerażających sekund, zanim odetchnął głęboko.

– Radziłbym nie igrać ze mną, panno Parker.

Kiedy grupa jej znajomych wstrzymała oddech, Alessio powoli odwrócił głowę, by się im przyjrzeć.

– Ureguluję wszystkie wasze rachunki, jeżeli natychmiast zostawicie nas samych – zaproponował.

Zaskoczeni imprezowicze wpatrywali się w niego z otwartymi ustami. Potem rozległy się podekscytowane szepty.

– Natychmiast!

Imprezowicze rzucili się do baru, wykrzykując zamówienia do zaskoczonego barmana. Niesamowite.

Sama z Montaldim i jego piorunującym spojrzeniem, Jade ledwo mogła oddychać. Z trudem zmusiła się do uśmiechu.

– Wygląda na to, że wystraszyłeś moich przyjaciół. Co mam teraz robić przez resztę wieczoru?

Zrobił krok bliżej. Z rękoma w kieszeniach, wodził wzrokiem po jej twarzy, szyi, zbyt głębokim wycięciu w sukience. W jego oczach wyczytała pogardę i coś, czego nie potrafiła nazwać, co burzyło w niej krew.

– Oto propozycja… – zaczął. – Jeden telefon i będziesz aresztowana. A może właśnie tak byś wolała?

Ogarnęła ją panika, ale gestem godnym Oscara przeczesała palcami włosy w powolny, leniwy sposób, tak jak robiła to Gigi. Wstrzymując oddech, patrzyła, jak Alessio śledzi ten ruch z płomieniem w oczach. Czy ujdzie jej na sucho zwilżenie ust? Czy jednak przesadzi? Po namyśle, przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się powoli, gorąco, mając nadzieję, że nie zdradzi skrajnego zdenerwowania.

– Oczywiście, że nie. Ale nie musisz udowadniać, że jesteś wielkim i potężnym Alessiem Montaldim. Naprawdę rozumiem, że jestem całkowicie zdana na twoją łaskę. – Opuściła wzrok, by przyjrzeć się szkarłatnym paznokciom. – Mam rację?

Prowokowała go tak, jak Gigi swoich mężczyzn. Odwracając się od niego, by ukryć zdenerwowanie, podeszła do niskiej sofy, usiadła i artystycznie założyła nogę na nogę, patrząc na niego spod długich rzęs.

Spodziewała się, że Alessio zajmie miejsce obok niej, jednakże usiadł na stoliku kawowym tuż przed nią. Z łokciami opartymi na kolanach i ciałem pochylonym do przodu, skutecznie zablokował jej widok na salon, czyniąc siebie jedynym obiektem jej uwagi.

– Ostrzegam, nie igra się ze mną, panno Parker.

– Mam na imię Gigi. – Zatrzepotała rzęsami. – Jestem pewna, że prosiłam, by mnie tak nazywać.

O nie. Jade przeniosła wzrok na podłogę. Co radziła jej Gigi? „Ma umysł jak stalowa pułapka. Zje cię żywcem, jeśli wejdziecie w szczegóły”.

– Gdzie jest moja własność?

Ton jego głosu sprawił, że podskoczyła, ale zaraz wymusiła kolejny uśmiech.

– Od razu do rzeczy… Nie zamierzasz najpierw postawić mi drinka?

– Nie. Nie mamy ze sobą nic wspólnego poza tym, że ukradłaś coś, co należy do mnie. Jesteś głupia, jeśli myślisz, że ujdzie ci to na sucho.

– Nie lubię, gdy się mnie wyzywa, Alessio – powiedziała z lodowatą stanowczością.

Matka nazwała ją głupią o wiele za często, zwłaszcza gdy wyrażała chęć kontynuowania nauki.

– Obrażanie mnie sprawia, że staję się bardzo nieprzyjemna – dodała.

– Niewiarygodne – zadrwił. – Bo właśnie zamierzam nazwać cię złodziejką.

Jade wiedziała, że ona – a raczej jej siostra – na to zasłużyła. Ale i tak mocno ją to rozsierdziło.

– Jeśli zabrałam to coś i nie przyznaję się do niczego, to może zrobiłam to po to, żeby coś udowodnić? Na przykład, że mogę ci się przydać?

Działania Gigi były błędne, a jej przekonanie, że Alessio w końcu doceni powód kradzieży, wydawało się naiwne. Sądząc po niedowierzaniu malującym się na jego twarzy, on też tak myślał.

– Cokolwiek miałaś na myśli, straciło znaczenie, skoro uciekłaś się do kradzieży.

Niestety miał rację.

Pod wieloma względami to, co zrobiła Gigi, było złe, ale po spotkaniu z Montaldim Jade rozumiała, co popchnęło jej siostrę do tak pochopnego działania.

Alessio był fascynujący i tak hipnotyzujący, że wszyscy kulili się i milkli, kiedy mówił. Nawet kelnerki omijały go szerokim łukiem, a goście klubu obserwowali go ukradkiem, w napięciu, jakby w oczekiwaniu na cudowne widowisko, o którym później będą mogli tygodniami opowiadać.

Na dodatek ten jego rozsadzający zmysły zapach wody po goleniu, z powiewem oceanu i palonego drewna… No i oczy… Pod takim spojrzeniem trudno wziąć się w garść. I głos, cudownej barwy, silny…

– Masz dokładnie minutę, żeby mi powiedzieć, gdzie jest moja własność. W przeciwnym razie…

– Nie boję się gróźb, Alessio. Prawdopodobnie po prostu je zlekceważę.

Zafascynowana, patrzyła, jak pociemniały mu oczy.

– Podczas naszego ostatniego spotkania pokazała pani różne oblicza, panno Parker, ale skrajna lekkomyślność nie była jednym z nich.

Cholera… Chyba powinna przyhamować z drwinami. Wściekły mężczyzna przed nią wyraźnie tracił cierpliwość. Tylko jak miała się wycofać?

– Nazwijmy to moją nową umiejętnością.

W jego oczach widziała cień zdziwienia. Jakby ledwo mógł uwierzyć w jej bezczelność. Potem zerwał się z fotela i wpatrywał się w nią tak długo, że niemal eksplodowała. Zrobiło jej się gorąco, bezwiednie rozchyliła usta, a nabrzmiałe piersi wyrywały się ze zbyt ciasnej sukienki. W końcu jej siostra nigdy nie wstydziła się eksponować swojej seksualności i na pewno w tej sytuacji nie czułaby się niekomfortowo. Raczej rozkoszowałaby się męską obecnością.

Chociaż Jade przetrzymała palące spojrzenie, nie znalazła w sobie odwagi, by zrewanżować się tym samym. Alessio okazał się zbyt potężny. Był mężczyzną z marzeń, ale też imponującym samcem alfa, królem wszystkiego, czego się dotknął, władcą absolutnym.

Na szczęście mnie jego władza nie dotyczy, pomyślała.

W tym momencie pochylił się nisko i uniósł ją. Krzyknęła, gdy świat dosłownie wywrócił się do góry nogami. Przerzucił ją sobie przez ramię. Zanim zdążyła zareagować, kroczył przez tłum klubowiczów.

– Co ty, do cholery, myślisz…?

– Przestań gadać!

Jade otworzyła usta, żeby wyrzucić z siebie salwę obraźliwych słów, ale zaniemówiła, gdy ciepłe męskie dłonie wbiły się w jej uda, rozsyłając gorące strumienie przez całe ciało. Przyciśnięta piersiami do jego pleców, czuła, jak jego mięśnie falowały pod jej dłońmi, gdy chwyciła go, by się ustabilizować.

– Postaw mnie natychmiast!

– Jesteś pewna? Przecież lubisz robić z siebie widowisko. Ja tylko ci w tym pomagam.

Wciągnęła powietrze, gdy wszedł na schody prowadzące na zewnątrz, nie przejmując się, że przytłaczał ją swoim ciałem. Niemal zsunęła się na ziemię. Zdesperowana, chwyciła go za pośladki. Zesztywniał, a potem się zatrzymał.

Upokorzona, zacisnęła powieki i otworzyła usta, by coś powiedzieć, cokolwiek, byle tylko rozładować napiętą atmosferę, którą stworzyła. Ale Alessio krzyknął coś do personelu nocnego klubu i wyszedł.

Jego groźby nie działały. Alessio nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio był tak kompletnie zaskoczony. Uwierzyłby, że Gigi Parker straciła rozum od alkoholu, gdyby nie spojrzał jej w oczy, które iskrzyły zarówno buntem, jak i inteligencją, rzucając mu wyzwanie, by zrobił to, co powinien zrobić. Oddać ją władzom. Niech się nią zajmą. Znał kilku wysoko postawionych ludzi w organach ścigania w dwóch tuzinach krajów. Mogliby skuć ją kajdankami w ciągu najbliższych piętnastu minut.

Dlaczego więc się wahał? I dlaczego, do cholery, nie mógł oderwać od niej oczu ani rąk?

Odkrył ją podczas pobytu w Europie latem, kiedy rozwiązywał problemy tych członków rodzin królewskich, którzy wpadali w pułapkę skandali. Była w grupie imprezowych bywalców salonów, o których ciągle pisały szmatławce. Alessio zwrócił na nią uwagę tylko dlatego, że jej umiejętności w negocjacjach okazały się przydatne.

Nie był do końca pewien, dlaczego zgodził się na tamtą rozmowę o pracę. Może wypił o jedną whisky za dużo? A może zdecydowały nieudane próby zlokalizowania Cresta Montaldiego? Jakkolwiek było, najwyraźniej stworzył potwora, spełniając jej życzenie.

Ale czy jego potwór był aż tak uwodzicielski? Czy to w ogóle miało znaczenie? Nie lubił zachowywać się jak jaskiniowiec, ale nie mógł pozwolić jej traktować się, jakby był nastolatkiem z budzącymi się hormonami. W jego telefonie pełno było numerów kobiet gotowych od razu wskoczyć mu do łóżka.

Dlaczego więc Gigi tak na ciebie działa?

Proste. Ponieważ była w posiadaniu tego, za co umarł jego ojciec, na co z nadzieją czekała jego zrozpaczona matka.

Nie dawało mu spokoju, że ta kobieta mogła tak lekceważąco odnosić się do czegoś tak ważnego – dla niego, pierworodnego syna w niegdyś szanowanej sycylijskiej rodzinie, z korzeniami sięgającymi wielu pokoleń wstecz.

Dlatego, owszem, planował udzielić jej kilku lekcji, nawet jeśli miałoby to oznaczać cierpienie z powodu delikatności jej skóry, krągłości właśnie wtapiających się w jego ciało czy kształtnej pupy, którą widział kątem oka.

– Postaw mnie natychmiast! – krzyknęła ponownie.

Zaciskając zęby, podszedł do samochodu i bezceremonialnie ulokował ją na ziemi obok drzwi pasażera.

Potem obserwował, jak odgarnia długie jedwabiste włosy, wyobrażając sobie, że to samo robi w łóżku.

– Gdzie jest mój płaszcz? Okropnie tu zimno.

Chciał jej powiedzieć, że powinna była o tym pomyśleć wcześniej, ale podejrzewał, że to tylko wywołałoby kolejny atak buntu. Zamiast tego, zdjął swój płaszcz, podszedł bliżej i zarzucił jej na ramiona. Przez sekundę myślał, że ujrzał w jej oczach zaskoczenie, ale naburmuszona mina zaraz powróciła.

– Nie wyjadę bez moich…

Nie dokończyła, bo zgodnie z jego instrukcjami ochroniarz przyniósł jej rzeczy. Natychmiast zaczęła zrzucać z siebie jego płaszcz.

– Zostaw – przerwał jej. – Im szybciej stąd wyjedziemy, tym mniejsza będzie szansa, że cię uduszę.

Zaskoczyły ją te słowa. Sam siebie zaskoczył. Czy rzeczywiście był krwistym Sycylijczykiem nieustannie wyobrażającym sobie, jak pokona swoich wrogów? _Certo_. To nie _reality show_, na litość boską, pomyślał.

– Wsiadaj!

Otworzyła usta, bez wątpienia, by rzucić w jego stronę kolejną obelgę, ale zerknęła do środka samochodu i powstrzymała się w ostatniej chwili. Dobrze, nie była jednak zupełnie pozbawiona rozsądku. Ale kiedy spojrzała w stronę klubu, stanął tak, by zasłonić jej ten widok.

– Nie wrócisz tam. Przynajmniej nie teraz. Wsiadaj do samochodu – nakazał. – Twoja gra kończy się dziś wieczorem.

Właściwie to zazdrościł jej umiejętności unikania odpowiedzialności. Nie był to luksus, na jaki mógł sobie pozwolić, i to od czasu, gdy jego dzieciństwo zostało mu bezlitośnie odebrane.

– Masz rację. Zróbmy to – powiedziała. – Im szybciej oboje dostaniemy to, czego chcemy, tym szybciej będę mogła wrócić do moich przyjaciół, prawda?

Jak miał nie patrzeć na cudownie długie nogi, gdy wsiadała do samochodu. Zamknął za nią drzwi, a sam usiadł za kierownicą, zmuszając zmysły, by się uspokoiły. Miał obowiązki do wykonania, tyle zła do naprawienia… Dlatego ta kobieta nie może stanąć mu na drodze.

Spojrzał na zegar. Czas, którego nie miał, upływał nieubłaganie szybko.

– Masz trzydzieści sekund, by zdecydować, dokąd pojedziemy. Sugeruję, żeby celem podróży było miejsce, gdzie ukrywasz mój skarb. I nie mów, że to twój pokój hotelowy, bo tam go nie ma. Ostrzegam, jeśli będziesz mnie zwodzić, konsekwencje przerosną twoją wyobraźnię.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij