Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Ruined secrets - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 kwietnia 2026
3999 pkt
punktów Virtualo

Ruined secrets - ebook

Isabella
Tęsknota.
Pragnęłam go przez większość życia.
Od dnia, w którym wiele lat temu uratował mnie przed utonięciem.
Lecz on nigdy mnie nie zauważał,
nigdy nie poświęcał mi uwagi.
Dla niego jestem jeszcze dzieckiem.
A teraz otrzymał rozkaz, by się ze mną ożenić.

On mnie nie chce –
ani w swoim sercu, ani w swoim łóżku.

Jednak na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone,
a ja jestem gotowa zrobić, co tylko będzie trzeba –
nawet okłamać mężczyznę, który nie pamięta własnej przeszłości.

Luca
Niezwykle piękna i taka przebiegła.
Moja nastoletnia żona prowadzi mnie zręcznie
przez mętne wody Cosa Nostry,
tak by nikt nie podejrzewał,
że na skutek wypadku straciłem pamięć.

Teraz zakochuję się w kobiecie, której nawet nie pamiętam.
W kobiecie, która okłamuje mnie
od chwili, gdy otworzyłem oczy.
A ja zamierzam odkryć jej sekrety

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368473490
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

ISABELLA

Obecnie (w wieku 19 lat)

Zgolili mu włosy.

Nie wiem, dlaczego ten mało znaczący szczegół tak bardzo mnie przytłoczył.

Sięgam po dłoń męża, splatam nasze palce i opuszczam czoło na materac. Zastanawiam się, czego nie znoszę bardziej: zapachu szpitala, dźwięku maszyny monitorującej pracę serca mężczyzny czy tego, że on leży w bezruchu, jakby był martwy.

Mijają minuty… a może godziny. Straciłam poczucie czasu.

Prawie to przegapiam – ledwie zauważalne drgnięcie jego ręki. Podnoszę głowę i dostrzegam, że wpatruje się we mnie para ciemnobrązowych oczu.

– Och, Luca… – wykrztuszam, po czym całuję go delikatnie w usta.

Milczy. Wciąż tylko patrzy, prawdopodobnie zdziwiony, że odważyłam się na taki gest, lecz nie dbam o to. Tak bardzo się o niego bałam i potrzebowałam tej chwili bliskości.

Puszczam dłoń mężczyzny, siadam wyprostowana na krześle i czekam, przekonana, że zaraz mnie zbeszta. Gdy się odzywa, głos ma szorstki i głęboki – nawet głębszy niż zwykle – ale słowa, które wypowiada, sprawiają, że krew zastyga w żyłach.

– Kim jesteś?

Otwieram usta, pod powiekami pieką łzy.

Luca przechyla głowę i wbija we mnie intensywny, pełen wyrachowania wzrok. Doskonale znam ten wyraz twarzy. Zazwyczaj towarzyszy mężowi, gdy ten jest zdegustowany moim zachowaniem. Tym razem jednak dostrzegam ogromną różnicę – to jego oczy. Te same, które miały już zawsze patrzeć z miłością i pożądaniem, teraz zieją pustką i obojętnością. On mnie nie rozpoznaje.

– To ja, Isabella – szepczę. – Twoja żona.

Mruga, po czym spogląda w kierunku okna po drugiej stronie pokoju i bierze głęboki wdech.

– Więc, Isabello – odwraca się do mnie – powiesz mi, kim ja jestem?ROZDZIAŁ 1

ISABELLA

Trzy lata temu (w wieku 16 lat)

– Isa! – woła Andrea i już słyszę na schodach echo jej głośnych kroków.

Odwracam się na krześle i widzę wbiegającą do pokoju siostrę. Jest zaledwie dwa lata młodsza, lecz czasami zachowuje się, jakby wciąż chodziła do podstawówki, a nie do liceum. Kiedy do mnie dopada, dyszy głośno z wysiłku.

– Nie możesz tak latać po domu i wrzeszczeć. – Wskazuję ją ołówkiem. – Masz czternaście lat, nie cztery.

– On tu jest! – Chwyta mnie za rękę i ciągnie na zewnątrz, a szeroki uśmiech rozjaśnia jej twarz.

– Kto?

– Luca Rossi.

Serce zaczyna bić mi szybciej, tak jak zawsze, gdy pada imię tego mężczyzny. Pędzę za siostrą, ignorując ostrzegawcze podszepty wewnętrznego głosu. Biegniemy korytarzem, a następnie po wielkich kamiennych schodach. Jak można się było spodziewać, po drodze napotykamy pełne dezaprobaty spojrzenia pokojówek oraz służby, lecz nie zamierzam teraz zaprzątać sobie głowy tym, co nie przystoi. On tu jest!

Wypadamy przez podwójne drzwi wejściowe i okrążamy dom, by dotrzeć do dużej azalii rosnącej z tyłu ogrodu, kilka metrów od białych okien francuskich biura dziadka. Jak wielokrotnie wcześniej kucam za krzewem i ciągnę Andreę za rękę, aby zrobiła to samo. To idealna kryjówka, z której świetnie widać gabinet nonno1 Giuseppe.

– Powinnam była się przebrać – mruczę, spoglądając na dżinsowe szorty i spraną koszulkę. – Nie mogę pozwolić, żeby Luca tak mnie zobaczył.

– A co jest nie tak z twoim ubraniem? – Siostra unosi brew.

– Wyglądam jak uczennica – wyjaśniam i już zdejmuję opaskę, po czym przeczesuję włosy palcami. Mama wielokrotnie powtarzała, że rozpuszczone dodają mi lat.

– Och, doprawdy? – Andrea chichocze. – Może dlatego, że nią jesteś!

– Ale nie muszę się ubierać jak uczennica. – Zerkam w okno. – Gdybym wiedziała, że Luca tu dziś będzie, włożyłabym tę obcisłą beżową sukienkę.

Drzwi gabinetu się otwierają i do środka wchodzi Luca Rossi, jeden z capo dziadka. Chwytam Andreę za rękę i ściskam. Mam na punkcie tego mężczyzny obsesję, odkąd uratował mi życie, kiedy ten idiota Enzo wrzucił sześcioletnią mnie do basenu, chociaż wiedział, że nie potrafię pływać. Chyba nigdy nie byłam tak przerażona jak wtedy, gdy wylądowałam z głową pod wodą, a przydługa sukieneczka krępowała ruchy, bo owinęła się wokół nóg. Wierzgałam nimi jak szalona, by wypłynąć. Bezskutecznie. Byłam już pewna, że tonę, ale wtedy poczułam na sobie silne męskie dłonie i zostałam wyciągnięta na powierzchnię.

Nigdy nie zapomnę tych uśmiechniętych oczu, kiedy Luca niósł mnie do rozhisteryzowanej matki. Drogi garnitur ociekał wodą, a mokre kosmyki długich, ciemnych włosów opadały mężczyźnie na twarz. Tego wieczoru powiedziałam mamie, że wyjdę za Lucę Rossiego. Całkiem możliwe, że zakochałam się w nim właśnie tamtego dnia.

– Ale z niego ciacho. Jest jeszcze seksowniejszy niż ostatnio – wzdycham.

Luca zawsze był przystojny, a dziewczyny często zapominały języka w gębie, gdy tylko pojawiał się w pobliżu. Jego poważna i nieco obojętna wobec kobiet postawa sprawiała, że wydawał się niezwykle pociągający. Wchodził do pokoju, robił to, po co przyszedł, i wychodził. Żadnych bezsensownych rozmów. Zero plotek czy flirtowania. Jeśli musiał zostać dłużej po jakimś spotkaniu, albo przesiadywał z moim dziadkiem, albo czaił się gdzieś w kącie. Uwielbiałam go wtedy podglądać – ogromne ciało oparte o ścianę, ciemne oczy lustrujące pomieszczenie, obserwujące wszystkich i wszystko. Ostre męskie rysy tego idealnego oblicza na zawsze wyryły się w mojej pamięci. Jednak z biegiem lat uległy zmianie. Twarz dojrzała, pojawiły się pierwsze zmarszczki, częściowo ukryte przez zarost. Inne stały się również ciemne oczy, które nabrały bardziej złowrogiego i nieprzejednanego wyrazu. Jedyną rzeczą, która pozostała taka sama, są długie, ciemne włosy spięte w kok na czubku głowy. W naszym kręgu potrzeba odwagi i charakteru, by nosić długie włosy bez narażania się na głupkowate uwagi. Ale Luca Rossi zawsze był indywidualistą, mocno odmiennym od pozostałych mężczyzn, których znałam.

– Zwariowałaś. – Andrea szturcha mnie w bok. – Jest dwa razy starszy od ciebie.

– Mam to gdzieś.

– I jest żonaty, Isa.

Na wzmiankę o Simonie moje serce przeszywa ból. Kilka lat temu spędziłam tydzień w łóżku, wypłakując oczy, gdy usłyszałam, że Rossi się żeni. Choć miałam wtedy zaledwie dwanaście lat, pragnęłam tylko jednego – pewnego dnia zostać jego żoną. Jak większość dziewczynek fantazjowałam o własnym ślubie i w każdej z tych wizji obok mnie jako pan młody stał Luca. Plotka głosiła, że Simona złapała go na dziecko, ale to nie robiło mi żadnej różnicy. Czułam ból, czułam się zdradzona. On miał być mój!

Chwytam gałąź przed sobą i ściskam mocno.

– Nienawidzę tej kobiety.

– Ciocia Agata opowiadała mamie, że była świadkiem, jak znów się kłócili – szepcze Andrea. – I to w restauracji pełnej gości.

– O co? – pytam, nie odrywając wzroku od pociągającej twarzy mojego obiektu westchnień.

– Wyglądało na to, że Simona zapomniała odebrać Rosę z przedszkola – wyjaśnia siostra.

– Jak matka może zapomnieć o swoim dziecku? – Patrzę na nią z niedowierzaniem. Choć Simona to wredna suka i materialistka, nie sądziłam, że jest zdolna zaniedbywać własną córkę.

– Prawdopodobnie znów była na botoksie. – Andrea parska śmiechem.

Kręcę głową i się odwracam, by ponownie popatrzeć na Lucę. Siedzi na krześle po drugiej stronie biurka dziadka, zwrócony do nas profilem. Po ponurym wyrazie twarzy obydwu mężczyzn widać, że dzieje się coś poważnego. Znam nonno bardzo dobrze. Gdy Giuseppe Agostini – don chicagowskiej Cosa Nostry – ma taką minę, to zwiastuje tylko kłopoty. Marsowe oblicze Luki nie jest niczym nowym, lecz tym razem sprawia, że czuję gulę w gardle. Od lat nie widziałam, żeby się uśmiechał, a przecież odkąd został capo, często bywał u nas w domu.

– Wracam. – Ocieram zabłąkaną łzę i zamierzam odejść.

Za każdym razem, gdy go widzę, jest mi coraz trudniej. Jakby na mojej klatce piersiowej osiadał niewidzialny ciężar. Wiem, że on nigdy ze mną nie będzie, a mimo to nie potrafię przemówić sobie do rozsądku, by trzymać się od niego z daleka. Andrea wyzywa mnie od wariatek i twierdzi, że mam obsesję na punkcie dorosłego faceta. Może i mam, ale nic na to nie poradzę. Zaczęło się od cichego uwielbienia, kiedy dosłownie uratował mi życie, jednak w okresie dojrzewania ta dziecięca adoracja przeszła w coś zupełnie… innego.

– Nie smuć się, Isa. – Siostra otacza mnie ramieniem. – Są mężczyźni gotowi czcić ziemię, po której stąpasz. Jesteś wnuczką dona Cosa Nostry, na litość boską! Gdy nadejdzie twój czas, ustawi się do ciebie cała kolejka przystojnych zalotników. Pojawi się ktoś, kto zwali cię z nóg, a ty w sekundę zapomnisz o Luce Rossim. To tylko nastoletnie zauroczenie.

– Tak, tak. – Kiwam głową i przyklejam na twarz sztuczny uśmiech. Ten, który wielokrotnie ćwiczyłam z mamą. – Masz rację, wracajmy już.

***

ROK WCZEŚNIEJ (W WIEKU 18 LAT)

W ogrodzie panuje tłum, ludzie popijają drinki i plotkują. Na moje urodziny dziadek zaprosił chyba wszystkich o włoskich korzeniach, którzy mieszkają w Chicago.

– Ten kelner jest super uroczy. – Catalina, moja najlepsza przyjaciółka, szturcha mnie łokciem. – Chyba wezmę jeszcze kawałek ciasta i przy okazji do niego zagadam. Chcesz się przyłączyć?

– Nie, dziękuję.

– Ale spójrz na niego! Ma słodkie dołeczki, gdy się śmieje.

Patrzę na mężczyznę stojącego obok suto zastawionego stołu, rozmawiającego z jednym z gości. Ma około dwudziestu lat, krótkie blond włosy i naprawdę ładny uśmiech.

– To idź. – Wskazuję głową w stronę przystojniaka, który przyciągnął uwagę przyjaciółki. – Poczekam tu na ciebie.

Catalina chichocze, mruga do mnie i pędzi do bufetu. Podchodzi do kelnera i zaczyna z nim flirtować. Przez chwilę żałuję, że też tak nie potrafię. Pewnie dlatego, że ja patrzę tylko na jednego mężczyznę.

Zerkam na tył ogrodu, gdzie Luca siedzi z dziadkiem i jego zastępcą Lorenzem Barbinim. Wydaje się, że rozmawiają o interesach, bo nie zwracają uwagi na radosną atmosferę wokół. Luca nawet nie spogląda w moją stronę, ale to nic nowego.

Jednak nie zawsze tak to wyglądało. Kiedy byłam mała, biegłam do niego i rzucałam mu się w ramiona, gdy tylko go ujrzałam. On wtedy mnie łapał i kręcił mną w powietrzu, a ja piszczałam z radości. Przestał się tak zachowywać, odkąd skończyłam trzynaście lat.

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Wybiegłam na zewnątrz i ruszyłam przez podjazd, kiedy zobaczyłam wysiadającego z samochodu Lucę. Tyle że on nie otworzył ramion. Zamiast tego przeczesał palcami moje włosy i wszedł do domu. To było wszystko, na co mogłam liczyć podczas kilku jego następnych wizyt. Chyba uznał, że jestem za stara na zabawy w karuzelę, a może nawet, że to niestosowne. Z biegiem czasu te drobne gesty czułości również ustały. Przez ostatnie parę lat po prostu obserwowałam go z daleka, a on traktował mnie tak, jakbyśmy się nie znali.

– Isabella!

Rzucam okiem przez ramię i widzę pędzącego w moim kierunku Enza, idiotycznego kuzyna Cataliny.

– Cholera – klnę.

Zamierzam uciec do domu, jednak chłopak już jest obok i zachodzi mi drogę.

– Pięknie wyglądasz. – Owija dłoń wokół mojego nadgarstka, pochyla głowę i wdycha zapach skóry. – I pachniesz jak bukiet kwiatów.

– Zostaw mnie w spokoju, Enzo. – Próbuję się uwolnić, ale uścisk jest zbyt silny.

– Och, daj już spokój, Isa! – Przyciąga mnie mocniej. – Dlaczego zawsze zgrywasz taką niedostępną?

– Enzo! Jesteś pijany! – Rozglądam się w poszukiwaniu Andrei lub kogokolwiek innego, kto mógłby mi pomóc.

Po ogrodzie kręcą się dziesiątki gości, jednak nie na tyle blisko, by przyjść na ratunek. Mogłabym krzyczeć, ale nie chcę robić scen, ponieważ ten wieczór zgromadził zbyt wiele ważnych osobistości.

– Oczywiście, że tak – śmieje się idiotycznie. – To twoje osiemnaste urodziny. Jak mógłbym nie wypić za twoje zdrowie? Chodź, dam ci urodzinowego buziaka.

– Zostaw mnie – powtarzam i próbuję się odsunąć.

– No hej, tylko jeden pocałunek. Daj spokój, Isa, nie bądź taka… – urywa w połowie zdania i skupia wzrok na czymś za mną, a potem przechyla głowę. Uśmiech nagle znika z jego twarzy.

Wtedy dostrzegam dłoń – ozdobioną cienką obrączką z białego złota – która owija się wokół nadgarstka Enza. Ten mnie puszcza, lecz długie, silne palce ściskają go mocniej, aż chłopak jęczy z bólu. Nie zwracam jednak na niego uwagi. Mój puls wariuje, bo na ręce swojego wybawiciela zauważam dwie bransoletki – szeroką srebrną i czarny skórzany paseczek. Obie kupiłam pięć lat temu za kieszonkowe i podarowałam Luce. Nie miałam pojęcia, że faktycznie je nosi.

Biorę głęboki oddech, by opanować przyspieszone bicie serca, i przenoszę wzrok z bransoletek na obrączkę. Coś we mnie zamiera, tak jak za pierwszym razem, gdy ją zobaczyłam.

– Dotknij jej jeszcze raz – słyszę nad sobą stanowczy szept mężczyzny – a zginiesz.

Enzo kiwa desperacko głową i mamrocze:

– Tak, panie Rossi.

– A teraz spadaj – warczy Luca i puszcza rękę chłopaka.

Patrzę za nim, gdy wystraszony biegnie w stronę bramy. Nie mam odwagi stanąć twarzą w twarz ze swoim wybawcą. Jeśli to zrobię, rozpadnę się na tysiąc kawałków. Do dzisiejszego ranka wierzyłam, że pewnego dnia zostanę jego żoną. Ta iskierka nadziei wyparowała w chwili, kiedy ojciec triumfalnie poinformował, że obiecał moją rękę Angelowi Scardoniemu, najmłodszemu capo dziadka, i wyjdę za niego, gdy skończę dwadzieścia jeden lat. Zawsze wiedziałam, jaki los mnie czeka – zawarcie małżeństwa z konieczności, nie z miłości. To przecież jedyna opcja dla wnuczki dona Cosa Nostry.

– Wszystko w porządku, tesoro?

– Tak. – Kiwam głową, nie odrywając wzroku od bramy. – Dziękuję, Luca.

– Jeśli znów będzie cię dręczył, daj mi znać.

– Jasne.

– Okej – mówi, a ja czuję niewinny dotyk z tyłu głowy, jakby mężczyzna przeczesał lekko moje włosy palcami. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Isabella.

Czekam, aż zniknie doznanie jego obecności, a potem odwracam się powoli i patrzę, jak mężczyzna odchodzi. Zostawił mnie buzującą od emocji, które nie znajdują ujścia. Czuję ucisk w klatce piersiowej. Zastanawiam się, jak by to było, gdyby Luca choć raz podszedł bez powodu i rozpoczął nawet bezsensowną pogawędkę o pogodzie. W ciągu ostatnich dwóch lat nie rozmawialiśmy ani razu. Obawiałam się już, że zapomniał o moim istnieniu.

Ktoś mnie woła. To Catalina. Ostatni raz spoglądam przez ramię za swoim oddalającym się wybawicielem, po czym ruszam w kierunku stołów z jedzeniem. Przesuwam palcami po włosach w miejscu, w którym musnęła je dłoń Luki.

1.

1 nonno (z wł.) – dziadekROZDZIAŁ 2

LUCA

Trzy miesiące temu (w wieku 35 lat)

Opieram łokcie o kierownicę i oglądam filmik w telefonie.

Na podłodze leżą czarne spodnie i czerwona sukienka, najwyraźniej porzucone w pośpiechu. Mężczyzna w białej koszuli siedzi na skraju łóżka, a blondynka klęczy między jego nogami i mu obciąga. Pokój, w którym się znajdują, to… moja sypialnia. A kobieta, która właśnie dławi się kutasem swojego ochroniarza, to moja ukochana żona.

Chowam telefon do kieszeni kurtki, wyjmuję broń ze schowka i wysiadam.

Jest wpół do drugiej w nocy i w holu nie ma żywej duszy. Dźwięk kroków odbija się echem od ciemnej marmurowej podłogi. Kiedy wchodzę na drugie piętro, skręcam w prawo i zmierzam korytarzem do pokoju córki, aby się upewnić, że nie ma jej w domu. Rosa nocuje u przyjaciółki, jak to zwykle bywa, gdy muszę wyjechać służbowo na kilka dni. Nigdy nie dogadywała się z własną matką.

Otwieram drzwi do jej pokoju i zaglądam do środka. Pusty. Kieruję się więc na drugi koniec korytarza, do swojej sypialni.

Kiedy wchodzę do pomieszczenia, żona nadal klęczy przed ochroniarzem. Lampa w rogu rzuca wystarczająco dużo światła, abym nad kołyszącą się głową Simony wyraźnie widział zarumienioną twarz mężczyzny. Unoszę broń, celuję w środek jego czoła i pociągam za spust. Głośny huk sprawia, że szafka nocna drży. Krew rozpryskuje się na białej, satynowej pościeli. Simona krzyczy, podskakuje i odsuwa się od konającego na łóżku ochroniarza. Jej twarz i włosy są pokryte czerwonymi plamami, widocznymi również na piersiach i szyi. Wygląda na to, że część mózgu kochanka wylądowała także na niej. Kobieta jest w szoku, gdy podchodzę i chwytam ją za ramię.

– Puść mnie! – wrzeszczy, kiedy wyciągam ją z pokoju i wlokę korytarzem. – Zabiłeś go, potworze!

Simona krzyczy przez całą drogę na dół i próbuje się wyrwać z mojego uścisku. Ignoruję jej protesty i zmierzam prosto do szeroko otwartych drzwi wyjściowych.

Dwóch ochroniarzy wbiega do środka, ale natychmiast się zatrzymuje i tylko wytrzeszcza oczy na nasz widok. Zza rogu korytarza, gdzie znajdują się pokoje personelu, wychodzi pokojówka i zamiera w pół kroku. Wbija wzrok w nagą, pokrytą krwią Simonę. W milczeniu mijam mężczyzn i po czterech kamiennych schodach wyciągam wciąż wrzeszczącą żonę aż na podjazd.

– Jutro składam pozew o rozwód – stwierdzam i puszczam jej ramię.

– Co? Luca, proszę! To była pomyłka. – Wyciąga rękę, jakby chciała chwycić moją dłoń.

– Nie waż się mnie dotykać! Wynoś się z mojego domu!

– Nie możesz mi tego zrobić! – zawodzi. – Luca!

Odwracam się na pięcie i wracam do budynku. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Jedyne, co czuję, to obrzydzenie. Do niej, ale także do samego siebie, że nie zakończyłem związku z tą lafiryndą znacznie wcześniej.

– Niech pokojówka przyniesie jej coś do ubrania i wezwie taksówkę – instruuję Marca, który stoi przy drzwiach. – Ona nie wchodzi już do tego domu.

– Dobrze, panie Rossi. – Kiwa szybko głową.

– W mojej sypialni leży ciało. Niech ktoś się tym zajmie – dodaję, kierując się w stronę schodów.

Jestem w połowie drogi na pierwsze piętro, gdy dociera do mnie głos brata.

– Luca? Co tu się dzieje?

Damian, jedynie w bokserkach, stoi na półpiętrze. Za nim dostrzegam ciemnowłosą dziewczynę, owiniętą kocem i zaglądającą mu przez ramię.

– Simona i ja doszliśmy do wniosku, że czas się rozstać – oznajmiam ze stoickim spokojem, nadal wchodząc po stopniach. – Właśnie wyjeżdża.

– Naga?

– Tak wyszło. – Zatrzymuję się przed nim i spoglądam na skuloną za jego plecami dziewczynę. – Dobry wieczór, Arianno.

– Cześć, Luca. – Uśmiecha się nerwowo.

– Czy twój ojciec wie, gdzie spędzasz noc?

– Nie – odburkuje.

Kręcę głową i patrzę na brata.

– Franco cię zabije.

– Arianna ma dwadzieścia jeden lat. Myślę, że potrafi sama podejmować decyzje, Luca – prycha złośliwie.

– Ona jest zaręczona – rzucam i zmierzam dalej na górę. – Idę się położyć. Jutro o ósmej czeka mnie spotkanie.

– Luca?! – woła za mną. – Czy to, co słyszeliśmy wcześniej, to był wystrzał?

– Tak.

– Możesz to jakoś wyjaśnić?

– Nie. Wracaj do łóżka, Damian.

Wchodzę do swojej sypialni, zabieram ładowarkę do telefonu oraz ubrania na zmianę, a potem kładę się spać w pokoju córki.ROZDZIAŁ 3

ISABELLA

Dwa miesiące wcześniej (w wieku 19 lat)

Siedzę na skraju łóżka i trzymam dziadka za wątłą dłoń. Staram się nie poruszyć podłączonej kroplówki, która dostarcza mu płynów niezbędnych do nawodnienia organizmu. Delikatnie poprawiam rurkę i przesuwam stojak, żeby przypadkiem nie trącić go kolanem. Na stoliku nocnym leżą opakowania z lekarstwami. Co najmniej tuzin. Powietrze w pokoju jest duszne, przesiąknięte zapachem chemii i leków, który wszystko oblepia.

– Nonno – szepczę. – Jak się czujesz?

Mężczyzna ma zapadnięte policzki i znaczne cienie pod oczami. Wygląda naprawdę kiepsko.

– Jakby potrącił mnie pociąg.

– Przeszedłeś zawał. To normalne. Za kilka dni będzie lepiej.

– Oboje wiemy, że to nieprawda. – Uśmiecha się smutno.

Chcę coś powiedzieć, ale on ściska moją dłoń i kontynuuje:

– Musimy porozmawiać. To ważne.

– Ale może poczekać, aż poczujesz się lepiej.

– Nie, nie może. – Kręci głową. – Kiedy odejdę, zapanuje chaos. Wiesz o tym.

– Nie umrzesz tak prędko. Rodzina cię potrzebuje. – Zaciskam mocno usta. – Ja cię potrzebuję.

Giuseppe Agostini od dwudziestu lat kieruje chicagowską Cosa Nostrą, ale jest też ostoją naszego rodu. Chociaż on miał dla siebie całe skrzydło, wszyscy mieszkaliśmy w tym samym ogromnym domu. Nie wyobrażam sobie, żeby nagle zabrakło dziadka.

– Tak wygląda życie, skarbie. Starzy odchodzą, a młodzi zostają.

– Masz sześćdziesiąt dziewięć lat. To jeszcze nie starość.

– Oj, wiem, stella mia. Jest jak jest. – Wzdycha i ściska moją dłoń. – Doskonale zdajesz sobie sprawę, jak to wszystko funkcjonuje w naszym świecie. Jeśli don odejdzie bez wskazania tego, kto zajmie jego miejsce, w rodzinie wybuchnie wojna. Wezwałem capo na pojutrze, abym mógł wyznaczyć swojego następcę.

Nie rozumiem, dlaczego mi to mówi. On nie umiera. To był tylko zawał. Ludzie po czymś takim żyją jeszcze wiele lat.

– Człowiek, którego zamierzam wskazać, będzie potrzebował powiązań z naszą rodziną, by nikt mu się nie przeciwstawił. Nie chcę pogarszać sytuacji – kontynuuje. – Rozumiesz, co mam na myśli, Isabella?

– Nie, nie sądzę.

– Musimy połączyć nasze rody. Poprzez małżeństwo.

W końcu jego słowa zaczynają nabierać sensu, a ja czuję przebiegający po plecach dreszcz.

– Chcesz, żebym wyszła za mąż? Tak od razu?

– Tak. Zrobisz to, Isi?

W kącikach oczu zbierają mi się łzy. Tylko dziadek tak mnie nazywa.

– Rozmawiałeś już z Angelem? – pytam.

Nie mam nic przeciwko Angelowi. Chociaż nigdy między nami nie zaiskrzyło, uważam go za miłego faceta, byliśmy nawet na kilku randkach. Po cichu jednak liczyłam na jeszcze parę lat wolności.

– Tak. – Kiwa głową. – Powiedziałem mu, że zaręczyny są zerwane.

– Zerwane? – Mrugam. – Nie rozumiem.

– Angelo to dobry chłopak, ale jest zbyt młody, żeby zostać donem, Isi. Reszta rodziny nigdy by go nie poparła.

– W takim razie za kogo wychodzę za mąż? – Marszczę brwi zdezorientowana.

– Za jedynego mężczyznę, który zdoła przejąć wszystkie moje obowiązki i nie załamać się pod ich ciężarem.

Oddycham płytko, a serce bije mi tak mocno, że za chwilę chyba wyskoczy z piersi.

– Wychodzisz za Lucę Rossiego.

Dziadek wypowiada słowa, które pragnęłam usłyszeć od ponad dziesięciu lat, a ja mogę jedynie patrzeć na niego w oszołomieniu.

– Ale… on już ma żonę.

– Rozwodzi się z Simoną. Za kilka dni będzie po wszystkim. Wiem, że skończyłaś dopiero dziewiętnaście lat, a on jest znacznie starszy…

Potrząsam głową i obejmuję wątłe ramiona dziadka.

– Z radością poślubię Lucę, nonno.

LUCA

Pukam do drzwi gabinetu dona Agostiniego.

– Proszę. – Z pomieszczenia dobiega słaby głos.

Rodzina już od jakiegoś czasu wie, że mężczyzna nie czuje się najlepiej. Zaglądam do niego przynajmniej raz w tygodniu, by przekazać informacje o sytuacji na rynku nieruchomości, więc na własne oczy widzę, jak jego stan się pogarsza. Pomimo tego dzisiaj na widok dona przechodzą mnie dreszcze. Mężczyzna wygląda, jakby postarzał się o dwadzieścia lat.

– Luca. – Wskazuje ruchem głowy krzesło po drugiej stronie biurka. – Proszę, usiądź.

– Jak się czujesz, szefie? – pytam, gdy zajmuję miejsce.

– Okropnie, jak widzisz. – Posyła mi wymuszony uśmiech. – Będę się streszczał, bo Lorenzo i reszta przyjdą za niecałą godzinę.

Od wczorajszego telefonu zastanawiałem się, o czym don chce ze mną rozmawiać. Początkowo założyłem, że jak zwykle chodzi o sprawy służbowe. Ale jeśli tak faktycznie miałoby być, moglibyśmy je omówić po spotkaniu z capo.

– Dwa dni temu przeszedłem zawał serca – oznajmia. – Niby nic poważnego, jednak jak to ujął lekarz, dobrze byłoby uporządkować swoje sprawy. I to szybko.

– Rozumiem. Jak mogę pomóc?

– Przejmując kontrolę.

– Dobrze. – Kiwam głową.

W ciągu ostatnich dwóch lat Giuseppe powierzał mi coraz więcej obowiązków. Całkowicie przekazał w moje ręce sprawy związane z nieruchomościami, bo stwierdził, że nie jest w stanie sam się wszystkim zająć. Teraz chce prawdopodobnie scedować na mnie kolejny sektor działalności.

– Co mam przejąć?

– Chicagowską rodzinę Cosa Nostry, Luca.

Gapię się na niego w milczeniu. Powiedzieć, że to dla mnie szok, byłoby niedopowiedzeniem. Wszyscy w rodzinie zakładali, że następnym donem zostanie Lorenzo Barbini.

– A co z Lorenzem? – pytam na pozór spokojnym głosem.

– Lorenzo to niezłe wsparcie dla każdego bossa. Bardzo dobrze organizuje i nadzoruje wszelkie operacje – wyjaśnia Giuseppe. – Nie jest jednak w stanie podejmować kluczowych decyzji, które dotyczą dobra całej rodziny. Od zawsze planowałem, że to ty będziesz moim następcą.

– Cóż… Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Mile widziane byłoby jakieś uprzedzenie.

– Właśnie zostałeś uprzedzony.

– Czy to dlatego wezwałeś wszystkich capo?

– Tak, to jeden z powodów.

– A inne? – dopytuję.

– Istotny jest tylko ten, że przesuwam datę niezmiernie ważnego wydarzenia. – Robi pauzę i wpatruje mi się intensywnie w oczy.

Pomimo marnego wyglądu jego spojrzenie pozostaje wnikliwe i nieprzejednane.

– A mianowicie małżeństwa Isabelli – kontynuuje po chwili przerwy.

– Z Angelem Scardonim?

– Z tobą. – Na twarzy mężczyzny pojawia się uśmiech.

Zamykam oczy, po czym oszołomiony otwieram je szeroko. A mówili, że mózg dona wciąż pracuje bez zarzutu.

– Isabella ma dziewiętnaście lat – rzucam. – Nie poślubię dziecka.

– Ona nie jest już dzieckiem. Ostatnio bardzo dojrzała. A jej matka wyszła za mąż jako osiemnastolatka. Nie widzę żadnego problemu.

– Cóż, ja widzę. Technicznie rzecz biorąc, mógłbym być ojcem tej dziewczyny.

– Nie masz nawet trzydziestu lat.

– Mam trzydzieści pięć.

On bardzo dobrze o tym wie, lecz zbywa mnie machnięciem ręki, jakby to było bez znaczenia.

– Isabella to dobra dziewczyna. Czasami może trochę uparta, ale niezwykle inteligentna, świetnie zorientowana w sprawach rodzinnych. Nie wspominając o jej wyjątkowej urodzie.

To prawda. Widywałem ją dość często i temu nie mogę zaprzeczyć. Długie kasztanowe włosy opadające na plecy miękkimi falami, zadarty nos i ogromne ciemne oczy, które są ozdobą jej twarzy, sprawiają, że dziewczyna wygląda oszałamiająco. Nie jest zbyt wysoka, ale ma niesamowite ciało, doskonałe wcięcie w talii i cholernie seksowny tyłek. Choć sam fakt, że podniecam się pupą dziewiętnastolatki, można by uznać za niemoralny. Znam Isabellę, odkąd była dzieckiem, a pomysł poślubienia jej brzmi jak kompletne szaleństwo.

Wychodzi jednak na to, że Giuseppe nie bierze pod uwagę mojej niechęci, bo kontynuuje bez zająknięcia:

– Będzie dla ciebie dobrą żoną i jeśli jej pozwolisz, dobrą partnerką w wielu kwestiach.

– Jakich kwestiach?

– Życiowych, Luca, życiowych. Gdy jesteś u władzy, żona, na której możesz polegać i której jesteś w stanie zaufać, to prawdziwy skarb. Mężczyznom takim jak my rzadko zdarza się znaleźć partnerkę, z którą są w stanie dzielić zarówno dobre, jak i złe chwile. A tych ostatnich będzie mnóstwo, uwierz mi.

To naprawdę jakieś szaleństwo. Kręcę głową. Kto by pomyślał, że don okaże się romantykiem.

– W pełni ufam jedynie sobie, szefie. Ewentualnie jeszcze najbliższej rodzinie. Tego jak dotąd nauczyło mnie życie.

– Przestań. Nie wszystkie kobiety są takie jak Simona. – Wyciąga rękę, by chwycić szklankę wody z biurka, a ja nie mogę nie zauważyć, jak drży mu dłoń. – Cóż takiego się między wami wydarzyło? Wiem, że nigdy się nie dogadywaliście, ale rozwód?

Opadam plecami na oparcie krzesła i krzyżuję ramiona na piersi.

– Przyłapałem ją na robieniu loda ochroniarzowi. W naszym łóżku. Już od dłuższego czasu podejrzewałem, że mnie zdradza, więc zainstalowałem w sypialni kamerę.

– Chryste. On żyje?

– Nie. A ją o mało co nie spotkał ten sam los.

– Zastanawiałem się, dlaczego tak łatwo przystała na rozwód. Jak Rosa radzi sobie z tą sytuacją? – drąży temat.

– Simona nigdy się nią specjalnie nie interesowała. Rosa była tylko środkiem do osiągnięcia celu. Narzędziem, które miało mnie skłonić do małżeństwa.

– Przykro mi. Mam nadzieję, że Isabella znajdzie wspólny język z twoją córką.

– Więc mówisz poważnie?

Don spogląda na mnie znad okularów. Otwiera szufladę, po czym wyjmuje stos papierów i rzuca je na biurko. Umowa małżeńska. Nie mogę uwierzyć, że dopiero co udało mi się pozbyć jednej żony, a przez niego jeszcze przed sfinalizowaniem rozwodu ląduję w związku z nastolatką.

– Ona nie ukończyła szkoły. Co mam z nią zrobić, szefie?

– Cokolwiek zrobisz, zrobisz to z szacunkiem. Isabella może i jest młodziutka, ale to moja wnuczka i jednocześnie osoba, która pomoże ci przypieczętować twoje miejsce jako nowego dona rodziny. Miej to na uwadze.

Wpatruję się w dokumenty przed sobą. Zaciskam zęby i kiwam ze zrezygnowaniem głową.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij