-
nowość
RUMOT. NOWA ZIEMIA - ebook
RUMOT. NOWA ZIEMIA - ebook
Rok 2120. Świat, jaki znamy, przestał istnieć, a wśród pozostałości dawnej cywilizacji pojawia się Rumot — niezwykły robot obdarzony własnym charakterem, osobliwą logiką i zaskakującym poczuciem humoru. Spotkanie Rumota z Jackiem i Mary staje się początkiem historii o przetrwaniu, przyjaźni i poszukiwaniu miejsca, które można nazwać domem. „RUMOT. NOWA ZIEMIA” to pierwsza część cyklu science fiction, stanowiąca wprowadzenie do większej opowieści.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788384673980 |
| Rozmiar pliku: | 2,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rok 2120.
Miasto nie umarło nagle. Najpierw zgasły reklamy, później witryny sklepów, potem światła w oknach. Na końcu ucichły samochody. Po kilkudziesięciu latach asfalt popękał, drzewa weszły między domy, a wiatr nauczył się otwierać drzwi budynków, do których nikt już nie zaglądał.
Jack miał dwadzieścia kilka lat i określał siebie jako „prawie inżyniera”. Nie dlatego, że brakowało mu wiedzy. Brakowało uczelni, wykładowców i dyplomu.
Fabrykę robotów znalazł przypadkiem. Ogromna hala przetrwała lepiej niż większość miasta. Na taśmach montażowych stały szkielety maszyn, a magazyny pełne były silników, przewodów, czujników i kończyn należących kiedyś do różnych modeli.
Jack przez dwa tygodnie wybierał części.
Korpus znalazł w dziale serwisowym. Prawą rękę w skrzyni oznaczonej „AG-7”. Lewą wziął z robota spawalniczego. Jedna noga była czarna, druga żółta. Głowa wyglądała, jakby projektantowi pod koniec zmiany zabrakło cierpliwości.
Jack podłączył ostatni przewód i cofnął się.
— No, dawaj, stary. Rusz się, kupo żelastwa.
Nic.
Sprawdził zasilanie.
— To już czternasty raz. Jeżeli teraz nie wstaniesz, zrobię z ciebie szafkę.
Robot zaiskrzył.
Jack odskoczył.
W korpusie coś zazgrzytało. Zielona dioda zamigotała, zgasła, po czym zapaliła się ponownie. Maszyna wyprostowała najpierw jedną nogę, później drugą i z wysiłkiem podniosła się z podłogi.
Rozejrzała się.
— Ja mówię: kto to jesteś ty?
Jack otworzył usta.
— Jestem Jack. Twój konstruktor.
Robot spojrzał na niego jednym zielonym okiem.
— Konstruktor jest ten, kto skonstruował?
— Tak.
— A części skonstruowali inni.
Jack zawahał się.
— Dobrze. Złożyłem cię.
— To precyzyjniejsze.
Jack patrzył na niego przez chwilę.
— Dopiero wstałeś i już się czepiasz.
— Co to znaczy „czepiasz”?
— Dowiesz się. Będziesz moim pomocnikiem. Słuchasz, co mówię, i pomagasz mi przeżyć. Zrozumiałeś?
— Ja mówię: tak, Jack.
— I potrzebujesz imienia.
Robot czekał.
Jack obejrzał swoje dzieło. Krzywy korpus, niedopasowane ręce, żółta noga, czarna noga, kilka miejsc pokrytych rdzą.
— Rumot.
— Ja Rumot.
— Pasuje.
Robot obejrzał się w kawałku pękniętego lustra.
— Dlaczego?
— Później.
— Ludzie często mówią „później”, kiedy nie chcą odpowiedzieć?
Jack spojrzał na niego.
— Skąd ty to wiesz?
— Nie wiem.
To była pierwsza rzecz, która Jacka zaniepokoiła.
Drugą odkrył pięć minut później.
Rumot podniósł metalową skrzynkę, którą Jack z trudem przesuwał po podłodze, i odstawił ją jedną ręką.
— Ile ważysz? — zapytał Jack.
— Sto dziewięćdziesiąt trzy kilogramy.
— A ile możesz podnieść?
— Nie wiem.
— To sprawdzimy.
Rumot popatrzył na niego.
— Ludzie najpierw budują, a potem sprawdzają, co zbudowali?
— Czasami.
— To wyjaśnia stan miasta.
Jack przez chwilę milczał.
Potem zaczął się śmiać.
Rumot zapisał ten dźwięk w pamięci.
Nie rozumiał jeszcze, do czego służy.II. DZIEWCZYNA Z KARABINEM
Wyruszyli trzy dni później.
Jack zabrał wodę, konserwy, narzędzia, mapę i stary odbiornik radiowy. Rumot zabrał skrzynkę części zamiennych, dwie baterie i metalowy kubek, który znalazł w fabryce.
— Po co ci kubek? — zapytał Jack.
— Ty masz.
— Ja piję.
— Ja obserwuję.
— I?
— Chcę wyglądać, jakbym uczestniczył.
Jack nie znalazł odpowiedzi.
Miasto kończyło się powoli. Zrujnowane bloki ustępowały magazynom, magazyny polom, a pola lasowi, który przez dziesięciolecia odzyskiwał ziemię.
Rumot zatrzymywał się przy wszystkim.
Przy znaku drogowym.
Przy dziecięcym rowerze.
Przy szkielecie autobusu.
— Dlaczego ludzie budowali pojazd dla sześćdziesięciu osób, a potem każdy chciał mieć własny samochód?
— Bo mogli.
— To nie jest odpowiedź.
— Jest. Ludzka.
Rumot zapisał.