-
nowość
Rzeczpospolita odrodzona - ebook
Rzeczpospolita odrodzona - ebook
kolejna już trzecia część,,Opowieści Rzeczypospolitej” obejmuje lata 1827—1863 rządy królowej Marii I Augusty czy Rzeczpospolita wytrzyma precedens?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-389-1 |
| Rozmiar pliku: | 1 021 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rozdział 1
Król-kobieta
Śmierć króla była blisko. Był rok 1827 Fryderyk August I rozumiał, że czas wybrać następcę i przyszłego męża dla swojej córki.
— Wzywałeś mnie ojcze? — spytała.
— Tak. — odparł król. Spojrzenie miał już słabe, zmęczone. — Odchodzę z tego świata. Dlatego od tej chwili ty będziesz królową.
Do sali wszedł prezes Rady Administracyjnej Walenty Faustyn Sobolewski.
— Wasza wysokość. — ukłonił się nisko jak należało.
— Ogłoś. — król zaczął kaszleć. — Że od teraz władzę sprawuje moja córka.
— A konstytucja wasza miłość? — spytał prezes.
— Byłem tylko warunkowo królem. — Fryderyk August uśmiechnął się słabo. — Co prawda ostatnia poprawka do konstytucji wnosiła wieczysty związek między Saksonią i Polską.
Zrobił pauzę.
— To jednak wiem, że tak naprawdę to Sejm decyduję… prawda?
Sobolewski milczał czas jakiś.
— Tak miłościwy panie. — odpowiedział w końcu.
Król zawahał się, jakby ważył każde słowo.
— Jeśli uznacie, że moje dziecko nie może sprawować władzy… wówczas niech abdykuje i niech sejm zdecyduje o królu.
Po tych słowach król Fryderyk August I zmarł.
…
Wieść o śmierci Fryderyka Augusta I dotarła do Warszawy jeszcze przed świtem. Zanim dzwony wszystkich kościołów zaczęły bić żałobnie, w pałacu sejmowym panował już ruch, jakiego nie widziano od lat wojny.
Nie było króla.
Ale było państwo.
Marszałek Sejmu Federalnego, książę Stanisław Zamoyski, otworzył obrady w ciszy tak głębokiej, że słychać było szelest papierów i oddechy posłów.
— Panowie senatorowie, panowie posłowie — zaczął — Rzeczpospolita znalazła się w stanie bezkrólewia. Lecz nie jest to bezkrólewie anarchii, a bezkrólewie prawa.
Kilku posłów skinęło głowami. Inni szeptali.
— Król Fryderyk August — ciągnął Zamoyski — nie naruszył konstytucji. Nie wskazał następcy. Oddał sprawę w ręce Sejmu.
Tu rozległ się pierwszy głos sprzeciwu.
— A jego córka? — zapytał poseł z Małopolski. — Ogłoszono ją władczynią.
— Ogłoszono ją sprawującą władzę — poprawił sucho marszałek. — To różnica zasadnicza.
Wtedy wstał poseł litewski, jeden z młodszych.
— Czy konstytucja dopuszcza kobietę na tronie?
Sala zadrżała od pomruków.
— Konstytucja — odpowiedział spokojnie Zamoyski — nie zakazuje kobiecie sprawowania władzy wykonawczej. Milczy natomiast o dziedziczeniu Korony przez linię żeńską. A milczenie prawa nie jest jego złamaniem.
Starszy senator, dawny stronnik Sasów, uderzył laską w posadzkę.
— Milczenie prawa to zaproszenie do chaosu!
— Nie — odparł ktoś z ław miejskich. — To zaproszenie do decyzji.
Marszałek podniósł rękę.
— Sejm nie rozstrzyga dziś o królu. Sejm rozstrzyga dziś o ciągłości państwa. Proponuję uznać córkę zmarłego monarchy za REGENTKĘ RZECZYPOSPOLITEJ, do czasu zakończenia obrad sukcesyjnych.
Zapadła cisza.
Po chwili ktoś powiedział cicho:
— To rozsądne.
A potem kolejni.
Uchwałę przyjęto większością głosów.
Rzeczpospolita miała regentkę.
…
Tego samego wieczoru regentka — bo tak ją już nazywano — stała przy oknie Zamku Królewskiego. Miasto było ciche. Zbyt ciche, jak na stolicę wielkiego państwa.
Sobolewski wszedł bez zapowiedzi.
— Wasza Wysokość… a raczej. — zawahał się. — Wasza Królewska Mość?
Odwróciła się powoli.
— Jeszcze nie. — odparła. — I być może nigdy.
Podał jej dokument.
— Uchwała Sejmu. Zostaje pani mianowana REGENTKĄ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO, do czasu rozstrzygnięcia sprawy Korony.
Czytała uważnie.
— Nie królowa. Nie następczyni. Regentka. — powiedziała.
— Sejm uznał, że to jedyna forma zgodna z konstytucją — odparł Sobolewski. — Władza wykonawcza bez prawa wskazania następcy. Bez prawa koronacji.
Uśmiechnęła się gorzko.
— Jestem więc strażniczką czasu.
— Strażniczką państwa. — poprawił ją cicho.
Zamilkli.
— Ojciec wiedział, że tak będzie. — powiedziała po chwili. — Wiedział, że mnie nie wybiorą.
— Wiedział. — potwierdził Sobolewski. — I dlatego oddał decyzję Sejmowi. To był… ostatni akt jego panowania.
Regentka spojrzała na miasto.
— A jeśli Sejm mnie odsunie?
— Wówczas. — odpowiedział prezes Rady — Zapisze się pani w historii nie jako królowa, lecz jako ta, która nie dopuściła do wojny domowej.
To wystarczyło.
— Proszę zwołać Radę Administracyjną. — powiedziała. — Od jutra rządzimy. Ale tylko zgodnie z prawem.
Ukłonił się.
— Tak jest, Wasza Wysokość.
Gdy wyszedł, spojrzała jeszcze raz na Warszawę.
Korona była blisko.
Ale jeszcze bliżej była konstytucja.
…
Pierwsi zebrali się dawni stronnicy Sasów. Starsi, pamiętający jeszcze czasy Augusta III Sasa.
— Nie możemy dopuścić do zerwania. — powiedział poseł saski von Reichenbach. — Konstytucja mówi jasno o sukcesji saskiej.
— Ale jest jeden problem. — zauważył ktoś. — Brak męskiego dziedzica.
— Wszak dla was to nie problem. — odparł poseł. — Przecie u was już panowały kobiety, Wanda, Jadwiga i Anna.
— Co z sejmem? — spytał inny.
— Sejm się zgodzi. — Niemiec uśmiechnął się lekko. — Zawsze się zgadza z faktami dokonanymi.
Po krótkiej dyskusji sformułowano cele stronnictwa.
— Wzmocnienie władzy królewskiej
— Ścisły związek lub sojusz z Saksonią.
— Spokój zamiast eksperymentów
Od miejsca, w którym się znajdowali zawiązali Konfederację Targowicką. Nie wojskową, polityczną.
…
W Warszawie zebrali się zwolennicy konstytucji.
— Na to czekaliśmy. — powiedział marszałek Sejmu. — Sejm znów decyduje.
— Zawsze decydował. — odparł ktoś.
— Jeśli teraz oddamy decyzję dynastii. — mówił młody poseł z Krakowa — to po co było czterdzieści lat konstytucji?
— A kobieta na tronie? — zapytał ktoś.
Zapadła cisza.
— Regentka może rządzić. — padła odpowiedź. — Ale król musi być wyborem, nie dziedzictwem.
Sformułowano następujące postulaty.
— Król jako strażnik państwa a nie władca
— Większa autonomia prowincji
— Wzmocnienie Sejmu
Nazwali siebie Stronnictwem Patriotycznym.
…
Najmniejsza grupa spotykała się dyskretnie. Bez manifestów, bez toastów. U nich mówiło się szeptem.
— Saksonia się kończy. — powiedział stary senator z Wołynia. — Ale federacja sama nie przetrwa.
— Potrzeba nazwiska. — odparł ktoś inny. — Takiego, które znają w Wiedniu i Petersburgu.
— I które nie budzi strachu w Sejmie.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
W końcu padło jedno nazwisko.
— CZARTORYSKI.
Cisza była inna niż wcześniej. Cięższa.
— Adam Jerzy? — spytał ktoś. — Były minister cara. Europejczyk. Polak.
— I arystokrata, który nie chce korony. — dodał senator. — A takich najłatwiej na nią wynieść.
— Regentka? — zapytał ktoś.
— Zrozumie. — odparł pierwszy. — Ona rządzi teraz. On ma rządzić potem.
Ich program obejmował:
— Wybór Adama Jerzego Czartoryskiego jako,,Króla Piasta”
— Stopniowa ewolucja z monarchii konstytucyjnej do konstytucyjno-parlamentarnej.
— Zachowanie status quo
Przezwali siebie Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym. Choć nazwali się Narodowo-Demokratycznymi, nie mieli nic wspólnego z późniejszymi doktrynami nacjonalizmu; dla nich ‘naród’ znaczył wspólnotę praw, nie krwi.
…
Gdy Sobolewski meldował regentce o powstaniu konfederacji, nie zdziwiła się.
— Targowica, Patrioci, Narodowi Demokraci… — powtórzyła. — Każdy chce uratować Rzeczpospolitą na swój sposób.
— I każdy jest przekonany, że tylko on ma rację — dodał.
Uśmiechnęła się blado.
— To dobrze. Gorsza byłaby jednomyślność.
Spojrzała na mapę wiszącą na ścianie.
— Proszę przygotować zaproszenie dla księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.
— Na rozmowę prywatną?
— Na rozmowę o przyszłości.
…
Pałac był cichy. Zbyt cichy jak na Warszawę, która jeszcze tydzień temu żyła pogrzebem króla. Regentka przyjęła go nie w sali tronowej, lecz w gabinecie, który wcześniej należał do Fryderyka Augusta.
Adam Jerzy Czartoryski wszedł powoli, z wyraźną rezerwą. Nie był człowiekiem, który czuł się swobodnie na dworach — a przecież znał ich więcej niż większość europejskich dyplomatów.
— Wasza Wysokość — skłonił się głęboko.
— Książę — odpowiedziała, wskazując mu miejsce. — Dziękuję, że pan przyszedł.
— Nie mogłem odmówić — odparł szczerze. — Choć domyślam się, dlaczego mnie wezwano.
Regentka spojrzała na niego uważnie.
— Proszę więc powiedzieć. Dlaczego?
— Ponieważ Sejm szuka króla, który nie będzie ani Sasem, ani Romanowem — odpowiedział spokojnie. — A ja… jestem wystarczająco niewygodny dla obu.
Uśmiechnęła się słabo.
— Nie każdy potrafi to powiedzieć o sobie z taką precyzją.
Zapadła chwila ciszy.Rozdział 2
Konflikt sukcesyjny
Gdy oficjalnie ogłoszono powstanie KONFEDERACJI TARGOWICKIEJ, Warszawa eksplodowała.
Gazety nie przebierały w słowach.
_„Targowica powraca!”_
_„Zdrada czy legalizm?”_
_„Czy konstytucja została właśnie pogrzebana?”_
Na ulicach pojawiły się ulotki, jedne potępiające nazwę, inne ją broniące.
— To bezczelność! — krzyczał poseł Stronnictwa Patriotycznego na posiedzeniu plenarnym. — Jak można sięgać po symbol hańby?!
— Hańby nadanej później — odpowiedział spokojnie lider konfederatów. — My sięgamy po formę prawną, nie mit.
— Lud nie rozróżnia mitów od faktów!
— Lud rozumie jedno: czy państwo działa zgodnie z prawem — padła odpowiedź.
Debata trwała godzinami.
W końcu głos zabrał przedstawiciel STRONNICTWA NARODOWO-DEMOKRATYCZNEGO.
— Panowie — powiedział — nie spieramy się o nazwę, lecz o przyszłość. Targowica, Patriotyzm, Naród — to tylko słowa. Pytanie brzmi: kto ma prawo wskazać króla?
Zapadła cisza.
— Sejm — odpowiedziało kilka głosów.
— W takim razie — kontynuował — zróbmy to otwarcie. Bez dworów. Bez ambasadorów. Bez obcych instrukcji.
…
Depesza dotarła do Petersburga szybciej, niż się spodziewano.
Car Paweł I czytał ją w milczeniu. Każde zdanie pogłębiało jego irytację.
— Czartoryski… — powtórzył. — Mój były minister.
— Wasza Cesarska Mość — odezwał się doradca — to człowiek Zachodu. Nie Sas. Nie Romanow. To precedens.
— To zagrożenie — odparł car ostro. — Jeśli Polska pokaże, że można wybierać króla bez nas…
— …inni też spróbują — dokończył minister.
Paweł wstał.
— Nie będziemy interweniować — powiedział po chwili. — Jeszcze.
— Jeszcze?
— Jeśli się potkną, Europa zobaczy ich słabość. Jeśli nie… — urwał.
— Wtedy?
Car spojrzał przez okno na Newę.
— Wtedy będziemy musieli nauczyć się żyć z Rzecząpospolitą jako państwem.
…
Tymczasem w Warszawie Sejm zbierał się na decydujące głosowanie.
Regentka wiedziała, że niezależnie od wyniku — ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ.
Rzeczpospolita wracała.
Nie jako wspomnienie.
Jako problem dla Europy.
…
Nikt nie spodziewał się ciszy.
Gdy marszałek Sejmu uderzył laską w posadzkę, gwar nie ucichł od razu. Dopiero trzecie uderzenie sprawiło, że posłowie zrozumieli: TO NIE JEST KOLEJNE PRZEMÓWIENIE. To chwila rozstrzygnięcia.
— Przystępujemy do głosowania — oznajmił marszałek. — W sprawie dalszego sprawowania władzy najwyższej w Rzeczypospolitej.
Każde słowo ważyło więcej niż zwykle.
Nie głosowano nad osobą.
Nie głosowano nad dynastią.
Głosowano nad TYM, KTO MA PRAWO WSKAZAĆ KRÓLA.
Pierwszy wniosek, zgłoszony przez Konfederację Targowicką, brzmiał sucho i legalnie:
_„Czy Sejm uznaje sukcesję saską za obowiązującą mimo braku męskiego potomka?”_
Głosy liczono powoli.
Wynik był bliski.
Ale WNIOSEK UPADŁ.
Po raz pierwszy od śmierci Fryderyka Augusta stało się jasne, że ciągłość dynastii nie wystarczy.
Na sali rozległ się szmer — jeszcze nie triumf, raczej niedowierzanie.
Drugi wniosek złożyło Stronnictwo Patriotyczne:
_„Czy Sejm uznaje regentkę za pełnoprawnego monarchę bez konieczności elekcji?”_
Tym razem wynik był wyraźniejszy.
Wniosek ODRZUCONO.
Regentka nie poruszyła się ani o krok. Jakby od początku wiedziała, że ten moment nadejdzie.
Dopiero trzeci wniosek — zgłoszony wspólnie przez KONFEDERACJĘ TARGOWICKĄ I STRONNICTWO NARODOWO-DEMOKRATYCZNE — zmienił wszystko.
Marszałek odczytał go wolno:
_„Czy Sejm uznaje, że w sytuacji nadzwyczajnej, wobec wygaśnięcia dynastii i zagrożenia równowagi państwa, prawo wskazania monarchy powraca w całości do Sejmu Walnego?”_
Na sali zapadła cisza, jakiej nie było tu od lat.
To był moment przewrotu.
Nie gwałtownego.
Nie krwawego.
PRAWNEGO.
Król-kobieta
Śmierć króla była blisko. Był rok 1827 Fryderyk August I rozumiał, że czas wybrać następcę i przyszłego męża dla swojej córki.
— Wzywałeś mnie ojcze? — spytała.
— Tak. — odparł król. Spojrzenie miał już słabe, zmęczone. — Odchodzę z tego świata. Dlatego od tej chwili ty będziesz królową.
Do sali wszedł prezes Rady Administracyjnej Walenty Faustyn Sobolewski.
— Wasza wysokość. — ukłonił się nisko jak należało.
— Ogłoś. — król zaczął kaszleć. — Że od teraz władzę sprawuje moja córka.
— A konstytucja wasza miłość? — spytał prezes.
— Byłem tylko warunkowo królem. — Fryderyk August uśmiechnął się słabo. — Co prawda ostatnia poprawka do konstytucji wnosiła wieczysty związek między Saksonią i Polską.
Zrobił pauzę.
— To jednak wiem, że tak naprawdę to Sejm decyduję… prawda?
Sobolewski milczał czas jakiś.
— Tak miłościwy panie. — odpowiedział w końcu.
Król zawahał się, jakby ważył każde słowo.
— Jeśli uznacie, że moje dziecko nie może sprawować władzy… wówczas niech abdykuje i niech sejm zdecyduje o królu.
Po tych słowach król Fryderyk August I zmarł.
…
Wieść o śmierci Fryderyka Augusta I dotarła do Warszawy jeszcze przed świtem. Zanim dzwony wszystkich kościołów zaczęły bić żałobnie, w pałacu sejmowym panował już ruch, jakiego nie widziano od lat wojny.
Nie było króla.
Ale było państwo.
Marszałek Sejmu Federalnego, książę Stanisław Zamoyski, otworzył obrady w ciszy tak głębokiej, że słychać było szelest papierów i oddechy posłów.
— Panowie senatorowie, panowie posłowie — zaczął — Rzeczpospolita znalazła się w stanie bezkrólewia. Lecz nie jest to bezkrólewie anarchii, a bezkrólewie prawa.
Kilku posłów skinęło głowami. Inni szeptali.
— Król Fryderyk August — ciągnął Zamoyski — nie naruszył konstytucji. Nie wskazał następcy. Oddał sprawę w ręce Sejmu.
Tu rozległ się pierwszy głos sprzeciwu.
— A jego córka? — zapytał poseł z Małopolski. — Ogłoszono ją władczynią.
— Ogłoszono ją sprawującą władzę — poprawił sucho marszałek. — To różnica zasadnicza.
Wtedy wstał poseł litewski, jeden z młodszych.
— Czy konstytucja dopuszcza kobietę na tronie?
Sala zadrżała od pomruków.
— Konstytucja — odpowiedział spokojnie Zamoyski — nie zakazuje kobiecie sprawowania władzy wykonawczej. Milczy natomiast o dziedziczeniu Korony przez linię żeńską. A milczenie prawa nie jest jego złamaniem.
Starszy senator, dawny stronnik Sasów, uderzył laską w posadzkę.
— Milczenie prawa to zaproszenie do chaosu!
— Nie — odparł ktoś z ław miejskich. — To zaproszenie do decyzji.
Marszałek podniósł rękę.
— Sejm nie rozstrzyga dziś o królu. Sejm rozstrzyga dziś o ciągłości państwa. Proponuję uznać córkę zmarłego monarchy za REGENTKĘ RZECZYPOSPOLITEJ, do czasu zakończenia obrad sukcesyjnych.
Zapadła cisza.
Po chwili ktoś powiedział cicho:
— To rozsądne.
A potem kolejni.
Uchwałę przyjęto większością głosów.
Rzeczpospolita miała regentkę.
…
Tego samego wieczoru regentka — bo tak ją już nazywano — stała przy oknie Zamku Królewskiego. Miasto było ciche. Zbyt ciche, jak na stolicę wielkiego państwa.
Sobolewski wszedł bez zapowiedzi.
— Wasza Wysokość… a raczej. — zawahał się. — Wasza Królewska Mość?
Odwróciła się powoli.
— Jeszcze nie. — odparła. — I być może nigdy.
Podał jej dokument.
— Uchwała Sejmu. Zostaje pani mianowana REGENTKĄ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO, do czasu rozstrzygnięcia sprawy Korony.
Czytała uważnie.
— Nie królowa. Nie następczyni. Regentka. — powiedziała.
— Sejm uznał, że to jedyna forma zgodna z konstytucją — odparł Sobolewski. — Władza wykonawcza bez prawa wskazania następcy. Bez prawa koronacji.
Uśmiechnęła się gorzko.
— Jestem więc strażniczką czasu.
— Strażniczką państwa. — poprawił ją cicho.
Zamilkli.
— Ojciec wiedział, że tak będzie. — powiedziała po chwili. — Wiedział, że mnie nie wybiorą.
— Wiedział. — potwierdził Sobolewski. — I dlatego oddał decyzję Sejmowi. To był… ostatni akt jego panowania.
Regentka spojrzała na miasto.
— A jeśli Sejm mnie odsunie?
— Wówczas. — odpowiedział prezes Rady — Zapisze się pani w historii nie jako królowa, lecz jako ta, która nie dopuściła do wojny domowej.
To wystarczyło.
— Proszę zwołać Radę Administracyjną. — powiedziała. — Od jutra rządzimy. Ale tylko zgodnie z prawem.
Ukłonił się.
— Tak jest, Wasza Wysokość.
Gdy wyszedł, spojrzała jeszcze raz na Warszawę.
Korona była blisko.
Ale jeszcze bliżej była konstytucja.
…
Pierwsi zebrali się dawni stronnicy Sasów. Starsi, pamiętający jeszcze czasy Augusta III Sasa.
— Nie możemy dopuścić do zerwania. — powiedział poseł saski von Reichenbach. — Konstytucja mówi jasno o sukcesji saskiej.
— Ale jest jeden problem. — zauważył ktoś. — Brak męskiego dziedzica.
— Wszak dla was to nie problem. — odparł poseł. — Przecie u was już panowały kobiety, Wanda, Jadwiga i Anna.
— Co z sejmem? — spytał inny.
— Sejm się zgodzi. — Niemiec uśmiechnął się lekko. — Zawsze się zgadza z faktami dokonanymi.
Po krótkiej dyskusji sformułowano cele stronnictwa.
— Wzmocnienie władzy królewskiej
— Ścisły związek lub sojusz z Saksonią.
— Spokój zamiast eksperymentów
Od miejsca, w którym się znajdowali zawiązali Konfederację Targowicką. Nie wojskową, polityczną.
…
W Warszawie zebrali się zwolennicy konstytucji.
— Na to czekaliśmy. — powiedział marszałek Sejmu. — Sejm znów decyduje.
— Zawsze decydował. — odparł ktoś.
— Jeśli teraz oddamy decyzję dynastii. — mówił młody poseł z Krakowa — to po co było czterdzieści lat konstytucji?
— A kobieta na tronie? — zapytał ktoś.
Zapadła cisza.
— Regentka może rządzić. — padła odpowiedź. — Ale król musi być wyborem, nie dziedzictwem.
Sformułowano następujące postulaty.
— Król jako strażnik państwa a nie władca
— Większa autonomia prowincji
— Wzmocnienie Sejmu
Nazwali siebie Stronnictwem Patriotycznym.
…
Najmniejsza grupa spotykała się dyskretnie. Bez manifestów, bez toastów. U nich mówiło się szeptem.
— Saksonia się kończy. — powiedział stary senator z Wołynia. — Ale federacja sama nie przetrwa.
— Potrzeba nazwiska. — odparł ktoś inny. — Takiego, które znają w Wiedniu i Petersburgu.
— I które nie budzi strachu w Sejmie.
Przez chwilę nikt się nie odzywał.
W końcu padło jedno nazwisko.
— CZARTORYSKI.
Cisza była inna niż wcześniej. Cięższa.
— Adam Jerzy? — spytał ktoś. — Były minister cara. Europejczyk. Polak.
— I arystokrata, który nie chce korony. — dodał senator. — A takich najłatwiej na nią wynieść.
— Regentka? — zapytał ktoś.
— Zrozumie. — odparł pierwszy. — Ona rządzi teraz. On ma rządzić potem.
Ich program obejmował:
— Wybór Adama Jerzego Czartoryskiego jako,,Króla Piasta”
— Stopniowa ewolucja z monarchii konstytucyjnej do konstytucyjno-parlamentarnej.
— Zachowanie status quo
Przezwali siebie Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym. Choć nazwali się Narodowo-Demokratycznymi, nie mieli nic wspólnego z późniejszymi doktrynami nacjonalizmu; dla nich ‘naród’ znaczył wspólnotę praw, nie krwi.
…
Gdy Sobolewski meldował regentce o powstaniu konfederacji, nie zdziwiła się.
— Targowica, Patrioci, Narodowi Demokraci… — powtórzyła. — Każdy chce uratować Rzeczpospolitą na swój sposób.
— I każdy jest przekonany, że tylko on ma rację — dodał.
Uśmiechnęła się blado.
— To dobrze. Gorsza byłaby jednomyślność.
Spojrzała na mapę wiszącą na ścianie.
— Proszę przygotować zaproszenie dla księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.
— Na rozmowę prywatną?
— Na rozmowę o przyszłości.
…
Pałac był cichy. Zbyt cichy jak na Warszawę, która jeszcze tydzień temu żyła pogrzebem króla. Regentka przyjęła go nie w sali tronowej, lecz w gabinecie, który wcześniej należał do Fryderyka Augusta.
Adam Jerzy Czartoryski wszedł powoli, z wyraźną rezerwą. Nie był człowiekiem, który czuł się swobodnie na dworach — a przecież znał ich więcej niż większość europejskich dyplomatów.
— Wasza Wysokość — skłonił się głęboko.
— Książę — odpowiedziała, wskazując mu miejsce. — Dziękuję, że pan przyszedł.
— Nie mogłem odmówić — odparł szczerze. — Choć domyślam się, dlaczego mnie wezwano.
Regentka spojrzała na niego uważnie.
— Proszę więc powiedzieć. Dlaczego?
— Ponieważ Sejm szuka króla, który nie będzie ani Sasem, ani Romanowem — odpowiedział spokojnie. — A ja… jestem wystarczająco niewygodny dla obu.
Uśmiechnęła się słabo.
— Nie każdy potrafi to powiedzieć o sobie z taką precyzją.
Zapadła chwila ciszy.Rozdział 2
Konflikt sukcesyjny
Gdy oficjalnie ogłoszono powstanie KONFEDERACJI TARGOWICKIEJ, Warszawa eksplodowała.
Gazety nie przebierały w słowach.
_„Targowica powraca!”_
_„Zdrada czy legalizm?”_
_„Czy konstytucja została właśnie pogrzebana?”_
Na ulicach pojawiły się ulotki, jedne potępiające nazwę, inne ją broniące.
— To bezczelność! — krzyczał poseł Stronnictwa Patriotycznego na posiedzeniu plenarnym. — Jak można sięgać po symbol hańby?!
— Hańby nadanej później — odpowiedział spokojnie lider konfederatów. — My sięgamy po formę prawną, nie mit.
— Lud nie rozróżnia mitów od faktów!
— Lud rozumie jedno: czy państwo działa zgodnie z prawem — padła odpowiedź.
Debata trwała godzinami.
W końcu głos zabrał przedstawiciel STRONNICTWA NARODOWO-DEMOKRATYCZNEGO.
— Panowie — powiedział — nie spieramy się o nazwę, lecz o przyszłość. Targowica, Patriotyzm, Naród — to tylko słowa. Pytanie brzmi: kto ma prawo wskazać króla?
Zapadła cisza.
— Sejm — odpowiedziało kilka głosów.
— W takim razie — kontynuował — zróbmy to otwarcie. Bez dworów. Bez ambasadorów. Bez obcych instrukcji.
…
Depesza dotarła do Petersburga szybciej, niż się spodziewano.
Car Paweł I czytał ją w milczeniu. Każde zdanie pogłębiało jego irytację.
— Czartoryski… — powtórzył. — Mój były minister.
— Wasza Cesarska Mość — odezwał się doradca — to człowiek Zachodu. Nie Sas. Nie Romanow. To precedens.
— To zagrożenie — odparł car ostro. — Jeśli Polska pokaże, że można wybierać króla bez nas…
— …inni też spróbują — dokończył minister.
Paweł wstał.
— Nie będziemy interweniować — powiedział po chwili. — Jeszcze.
— Jeszcze?
— Jeśli się potkną, Europa zobaczy ich słabość. Jeśli nie… — urwał.
— Wtedy?
Car spojrzał przez okno na Newę.
— Wtedy będziemy musieli nauczyć się żyć z Rzecząpospolitą jako państwem.
…
Tymczasem w Warszawie Sejm zbierał się na decydujące głosowanie.
Regentka wiedziała, że niezależnie od wyniku — ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ.
Rzeczpospolita wracała.
Nie jako wspomnienie.
Jako problem dla Europy.
…
Nikt nie spodziewał się ciszy.
Gdy marszałek Sejmu uderzył laską w posadzkę, gwar nie ucichł od razu. Dopiero trzecie uderzenie sprawiło, że posłowie zrozumieli: TO NIE JEST KOLEJNE PRZEMÓWIENIE. To chwila rozstrzygnięcia.
— Przystępujemy do głosowania — oznajmił marszałek. — W sprawie dalszego sprawowania władzy najwyższej w Rzeczypospolitej.
Każde słowo ważyło więcej niż zwykle.
Nie głosowano nad osobą.
Nie głosowano nad dynastią.
Głosowano nad TYM, KTO MA PRAWO WSKAZAĆ KRÓLA.
Pierwszy wniosek, zgłoszony przez Konfederację Targowicką, brzmiał sucho i legalnie:
_„Czy Sejm uznaje sukcesję saską za obowiązującą mimo braku męskiego potomka?”_
Głosy liczono powoli.
Wynik był bliski.
Ale WNIOSEK UPADŁ.
Po raz pierwszy od śmierci Fryderyka Augusta stało się jasne, że ciągłość dynastii nie wystarczy.
Na sali rozległ się szmer — jeszcze nie triumf, raczej niedowierzanie.
Drugi wniosek złożyło Stronnictwo Patriotyczne:
_„Czy Sejm uznaje regentkę za pełnoprawnego monarchę bez konieczności elekcji?”_
Tym razem wynik był wyraźniejszy.
Wniosek ODRZUCONO.
Regentka nie poruszyła się ani o krok. Jakby od początku wiedziała, że ten moment nadejdzie.
Dopiero trzeci wniosek — zgłoszony wspólnie przez KONFEDERACJĘ TARGOWICKĄ I STRONNICTWO NARODOWO-DEMOKRATYCZNE — zmienił wszystko.
Marszałek odczytał go wolno:
_„Czy Sejm uznaje, że w sytuacji nadzwyczajnej, wobec wygaśnięcia dynastii i zagrożenia równowagi państwa, prawo wskazania monarchy powraca w całości do Sejmu Walnego?”_
Na sali zapadła cisza, jakiej nie było tu od lat.
To był moment przewrotu.
Nie gwałtownego.
Nie krwawego.
PRAWNEGO.
więcej..