Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Rzeczpospolita odrodzona - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 stycznia 2026
20,19 zł
2019 pkt
punktów Virtualo

Rzeczpospolita odrodzona - ebook

kolejna już trzecia część,,Opowieści Rzeczypospolitej” obejmuje lata 1827—1863 rządy królowej Marii I Augusty czy Rzeczpospolita wytrzyma precedens?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-389-1
Rozmiar pliku: 1 021 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1

Król-kobieta

Śmierć króla była blisko. Był rok 1827 Fryderyk August I rozumiał, że czas wybrać następcę i przyszłego męża dla swojej córki.

— Wzywałeś mnie ojcze? — spytała.

— Tak. — odparł król. Spojrzenie miał już słabe, zmęczone. — Odchodzę z tego świata. Dlatego od tej chwili ty będziesz królową.

Do sali wszedł prezes Rady Administracyjnej Walenty Faustyn Sobolewski.

— Wasza wysokość. — ukłonił się nisko jak należało.

— Ogłoś. — król zaczął kaszleć. — Że od teraz władzę sprawuje moja córka.

— A konstytucja wasza miłość? — spytał prezes.

— Byłem tylko warunkowo królem. — Fryderyk August uśmiechnął się słabo. — Co prawda ostatnia poprawka do konstytucji wnosiła wieczysty związek między Saksonią i Polską.

Zrobił pauzę.

— To jednak wiem, że tak naprawdę to Sejm decyduję… prawda?

Sobolewski milczał czas jakiś.

— Tak miłościwy panie. — odpowiedział w końcu.

Król zawahał się, jakby ważył każde słowo.

— Jeśli uznacie, że moje dziecko nie może sprawować władzy… wówczas niech abdykuje i niech sejm zdecyduje o królu.

Po tych słowach król Fryderyk August I zmarł.

…

Wieść o śmierci Fryderyka Augusta I dotarła do Warszawy jeszcze przed świtem. Zanim dzwony wszystkich kościołów zaczęły bić żałobnie, w pałacu sejmowym panował już ruch, jakiego nie widziano od lat wojny.

Nie było króla.

Ale było państwo.

Marszałek Sejmu Federalnego, książę Stanisław Zamoyski, otworzył obrady w ciszy tak głębokiej, że słychać było szelest papierów i oddechy posłów.

— Panowie senatorowie, panowie posłowie — zaczął — Rzeczpospolita znalazła się w stanie bezkrólewia. Lecz nie jest to bezkrólewie anarchii, a bezkrólewie prawa.

Kilku posłów skinęło głowami. Inni szeptali.

— Król Fryderyk August — ciągnął Zamoyski — nie naruszył konstytucji. Nie wskazał następcy. Oddał sprawę w ręce Sejmu.

Tu rozległ się pierwszy głos sprzeciwu.

— A jego córka? — zapytał poseł z Małopolski. — Ogłoszono ją władczynią.

— Ogłoszono ją sprawującą władzę — poprawił sucho marszałek. — To różnica zasadnicza.

Wtedy wstał poseł litewski, jeden z młodszych.

— Czy konstytucja dopuszcza kobietę na tronie?

Sala zadrżała od pomruków.

— Konstytucja — odpowiedział spokojnie Zamoyski — nie zakazuje kobiecie sprawowania władzy wykonawczej. Milczy natomiast o dziedziczeniu Korony przez linię żeńską. A milczenie prawa nie jest jego złamaniem.

Starszy senator, dawny stronnik Sasów, uderzył laską w posadzkę.

— Milczenie prawa to zaproszenie do chaosu!

— Nie — odparł ktoś z ław miejskich. — To zaproszenie do decyzji.

Marszałek podniósł rękę.

— Sejm nie rozstrzyga dziś o królu. Sejm rozstrzyga dziś o ciągłości państwa. Proponuję uznać córkę zmarłego monarchy za REGENTKĘ RZECZYPOSPOLITEJ, do czasu zakończenia obrad sukcesyjnych.

Zapadła cisza.

Po chwili ktoś powiedział cicho:

— To rozsądne.

A potem kolejni.

Uchwałę przyjęto większością głosów.

Rzeczpospolita miała regentkę.

…

Tego samego wieczoru regentka — bo tak ją już nazywano — stała przy oknie Zamku Królewskiego. Miasto było ciche. Zbyt ciche, jak na stolicę wielkiego państwa.

Sobolewski wszedł bez zapowiedzi.

— Wasza Wysokość… a raczej. — zawahał się. — Wasza Królewska Mość?

Odwróciła się powoli.

— Jeszcze nie. — odparła. — I być może nigdy.

Podał jej dokument.

— Uchwała Sejmu. Zostaje pani mianowana REGENTKĄ RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I WIELKIEGO KSIĘSTWA LITEWSKIEGO, do czasu rozstrzygnięcia sprawy Korony.

Czytała uważnie.

— Nie królowa. Nie następczyni. Regentka. — powiedziała.

— Sejm uznał, że to jedyna forma zgodna z konstytucją — odparł Sobolewski. — Władza wykonawcza bez prawa wskazania następcy. Bez prawa koronacji.

Uśmiechnęła się gorzko.

— Jestem więc strażniczką czasu.

— Strażniczką państwa. — poprawił ją cicho.

Zamilkli.

— Ojciec wiedział, że tak będzie. — powiedziała po chwili. — Wiedział, że mnie nie wybiorą.

— Wiedział. — potwierdził Sobolewski. — I dlatego oddał decyzję Sejmowi. To był… ostatni akt jego panowania.

Regentka spojrzała na miasto.

— A jeśli Sejm mnie odsunie?

— Wówczas. — odpowiedział prezes Rady — Zapisze się pani w historii nie jako królowa, lecz jako ta, która nie dopuściła do wojny domowej.

To wystarczyło.

— Proszę zwołać Radę Administracyjną. — powiedziała. — Od jutra rządzimy. Ale tylko zgodnie z prawem.

Ukłonił się.

— Tak jest, Wasza Wysokość.

Gdy wyszedł, spojrzała jeszcze raz na Warszawę.

Korona była blisko.

Ale jeszcze bliżej była konstytucja.

…

Pierwsi zebrali się dawni stronnicy Sasów. Starsi, pamiętający jeszcze czasy Augusta III Sasa.

— Nie możemy dopuścić do zerwania. — powiedział poseł saski von Reichenbach. — Konstytucja mówi jasno o sukcesji saskiej.

— Ale jest jeden problem. — zauważył ktoś. — Brak męskiego dziedzica.

— Wszak dla was to nie problem. — odparł poseł. — Przecie u was już panowały kobiety, Wanda, Jadwiga i Anna.

— Co z sejmem? — spytał inny.

— Sejm się zgodzi. — Niemiec uśmiechnął się lekko. — Zawsze się zgadza z faktami dokonanymi.

Po krótkiej dyskusji sformułowano cele stronnictwa.

— Wzmocnienie władzy królewskiej

— Ścisły związek lub sojusz z Saksonią.

— Spokój zamiast eksperymentów

Od miejsca, w którym się znajdowali zawiązali Konfederację Targowicką. Nie wojskową, polityczną.

…

W Warszawie zebrali się zwolennicy konstytucji.

— Na to czekaliśmy. — powiedział marszałek Sejmu. — Sejm znów decyduje.

— Zawsze decydował. — odparł ktoś.

— Jeśli teraz oddamy decyzję dynastii. — mówił młody poseł z Krakowa — to po co było czterdzieści lat konstytucji?

— A kobieta na tronie? — zapytał ktoś.

Zapadła cisza.

— Regentka może rządzić. — padła odpowiedź. — Ale król musi być wyborem, nie dziedzictwem.

Sformułowano następujące postulaty.

— Król jako strażnik państwa a nie władca

— Większa autonomia prowincji

— Wzmocnienie Sejmu

Nazwali siebie Stronnictwem Patriotycznym.

…

Najmniejsza grupa spotykała się dyskretnie. Bez manifestów, bez toastów. U nich mówiło się szeptem.

— Saksonia się kończy. — powiedział stary senator z Wołynia. — Ale federacja sama nie przetrwa.

— Potrzeba nazwiska. — odparł ktoś inny. — Takiego, które znają w Wiedniu i Petersburgu.

— I które nie budzi strachu w Sejmie.

Przez chwilę nikt się nie odzywał.

W końcu padło jedno nazwisko.

— CZARTORYSKI.

Cisza była inna niż wcześniej. Cięższa.

— Adam Jerzy? — spytał ktoś. — Były minister cara. Europejczyk. Polak.

— I arystokrata, który nie chce korony. — dodał senator. — A takich najłatwiej na nią wynieść.

— Regentka? — zapytał ktoś.

— Zrozumie. — odparł pierwszy. — Ona rządzi teraz. On ma rządzić potem.

Ich program obejmował:

— Wybór Adama Jerzego Czartoryskiego jako,,Króla Piasta”

— Stopniowa ewolucja z monarchii konstytucyjnej do konstytucyjno-parlamentarnej.

— Zachowanie status quo

Przezwali siebie Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym. Choć nazwali się Narodowo-Demokratycznymi, nie mieli nic wspólnego z późniejszymi doktrynami nacjonalizmu; dla nich ‘naród’ znaczył wspólnotę praw, nie krwi.

…

Gdy Sobolewski meldował regentce o powstaniu konfederacji, nie zdziwiła się.

— Targowica, Patrioci, Narodowi Demokraci… — powtórzyła. — Każdy chce uratować Rzeczpospolitą na swój sposób.

— I każdy jest przekonany, że tylko on ma rację — dodał.

Uśmiechnęła się blado.

— To dobrze. Gorsza byłaby jednomyślność.

Spojrzała na mapę wiszącą na ścianie.

— Proszę przygotować zaproszenie dla księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.

— Na rozmowę prywatną?

— Na rozmowę o przyszłości.

…

Pałac był cichy. Zbyt cichy jak na Warszawę, która jeszcze tydzień temu żyła pogrzebem króla. Regentka przyjęła go nie w sali tronowej, lecz w gabinecie, który wcześniej należał do Fryderyka Augusta.

Adam Jerzy Czartoryski wszedł powoli, z wyraźną rezerwą. Nie był człowiekiem, który czuł się swobodnie na dworach — a przecież znał ich więcej niż większość europejskich dyplomatów.

— Wasza Wysokość — skłonił się głęboko.

— Książę — odpowiedziała, wskazując mu miejsce. — Dziękuję, że pan przyszedł.

— Nie mogłem odmówić — odparł szczerze. — Choć domyślam się, dlaczego mnie wezwano.

Regentka spojrzała na niego uważnie.

— Proszę więc powiedzieć. Dlaczego?

— Ponieważ Sejm szuka króla, który nie będzie ani Sasem, ani Romanowem — odpowiedział spokojnie. — A ja… jestem wystarczająco niewygodny dla obu.

Uśmiechnęła się słabo.

— Nie każdy potrafi to powiedzieć o sobie z taką precyzją.

Zapadła chwila ciszy.Rozdział 2

Konflikt sukcesyjny

Gdy oficjalnie ogłoszono powstanie KONFEDERACJI TARGOWICKIEJ, Warszawa eksplodowała.

Gazety nie przebierały w słowach.

_„Targowica powraca!”_

_„Zdrada czy legalizm?”_

_„Czy konstytucja została właśnie pogrzebana?”_

Na ulicach pojawiły się ulotki, jedne potępiające nazwę, inne ją broniące.

— To bezczelność! — krzyczał poseł Stronnictwa Patriotycznego na posiedzeniu plenarnym. — Jak można sięgać po symbol hańby?!

— Hańby nadanej później — odpowiedział spokojnie lider konfederatów. — My sięgamy po formę prawną, nie mit.

— Lud nie rozróżnia mitów od faktów!

— Lud rozumie jedno: czy państwo działa zgodnie z prawem — padła odpowiedź.

Debata trwała godzinami.

W końcu głos zabrał przedstawiciel STRONNICTWA NARODOWO-DEMOKRATYCZNEGO.

— Panowie — powiedział — nie spieramy się o nazwę, lecz o przyszłość. Targowica, Patriotyzm, Naród — to tylko słowa. Pytanie brzmi: kto ma prawo wskazać króla?

Zapadła cisza.

— Sejm — odpowiedziało kilka głosów.

— W takim razie — kontynuował — zróbmy to otwarcie. Bez dworów. Bez ambasadorów. Bez obcych instrukcji.

…

Depesza dotarła do Petersburga szybciej, niż się spodziewano.

Car Paweł I czytał ją w milczeniu. Każde zdanie pogłębiało jego irytację.

— Czartoryski… — powtórzył. — Mój były minister.

— Wasza Cesarska Mość — odezwał się doradca — to człowiek Zachodu. Nie Sas. Nie Romanow. To precedens.

— To zagrożenie — odparł car ostro. — Jeśli Polska pokaże, że można wybierać króla bez nas…

— …inni też spróbują — dokończył minister.

Paweł wstał.

— Nie będziemy interweniować — powiedział po chwili. — Jeszcze.

— Jeszcze?

— Jeśli się potkną, Europa zobaczy ich słabość. Jeśli nie… — urwał.

— Wtedy?

Car spojrzał przez okno na Newę.

— Wtedy będziemy musieli nauczyć się żyć z Rzecząpospolitą jako państwem.

…

Tymczasem w Warszawie Sejm zbierał się na decydujące głosowanie.

Regentka wiedziała, że niezależnie od wyniku — ŚWIAT SIĘ ZMIENIŁ.

Rzeczpospolita wracała.

Nie jako wspomnienie.

Jako problem dla Europy.

…

Nikt nie spodziewał się ciszy.

Gdy marszałek Sejmu uderzył laską w posadzkę, gwar nie ucichł od razu. Dopiero trzecie uderzenie sprawiło, że posłowie zrozumieli: TO NIE JEST KOLEJNE PRZEMÓWIENIE. To chwila rozstrzygnięcia.

— Przystępujemy do głosowania — oznajmił marszałek. — W sprawie dalszego sprawowania władzy najwyższej w Rzeczypospolitej.

Każde słowo ważyło więcej niż zwykle.

Nie głosowano nad osobą.

Nie głosowano nad dynastią.

Głosowano nad TYM, KTO MA PRAWO WSKAZAĆ KRÓLA.

Pierwszy wniosek, zgłoszony przez Konfederację Targowicką, brzmiał sucho i legalnie:

_„Czy Sejm uznaje sukcesję saską za obowiązującą mimo braku męskiego potomka?”_

Głosy liczono powoli.

Wynik był bliski.

Ale WNIOSEK UPADŁ.

Po raz pierwszy od śmierci Fryderyka Augusta stało się jasne, że ciągłość dynastii nie wystarczy.

Na sali rozległ się szmer — jeszcze nie triumf, raczej niedowierzanie.

Drugi wniosek złożyło Stronnictwo Patriotyczne:

_„Czy Sejm uznaje regentkę za pełnoprawnego monarchę bez konieczności elekcji?”_

Tym razem wynik był wyraźniejszy.

Wniosek ODRZUCONO.

Regentka nie poruszyła się ani o krok. Jakby od początku wiedziała, że ten moment nadejdzie.

Dopiero trzeci wniosek — zgłoszony wspólnie przez KONFEDERACJĘ TARGOWICKĄ I STRONNICTWO NARODOWO-DEMOKRATYCZNE — zmienił wszystko.

Marszałek odczytał go wolno:

_„Czy Sejm uznaje, że w sytuacji nadzwyczajnej, wobec wygaśnięcia dynastii i zagrożenia równowagi państwa, prawo wskazania monarchy powraca w całości do Sejmu Walnego?”_

Na sali zapadła cisza, jakiej nie było tu od lat.

To był moment przewrotu.

Nie gwałtownego.

Nie krwawego.

PRAWNEGO.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij