Salia i Zmrok - ebook
Rozgość się w Kociołkowym Bullerbyn!
Tęsknisz za klasyczną, ponadczasową opowieścią w stylu Astrid Lindgren? Szukasz dziecięcych bohaterów, który dostarczają mnóstwo humoru i przygód? W karczmie Pod Kaprawym Gryfem nigdy nie jest nudno! Salia, Edvin i Nuut to trójka urwisów, które odziedziczyły po słynnym Edmundzie Kociołku nie tylko talent do pakowania się w tarapaty, ale też wielkie serca, mnóstwo odwagi i pomysły, jakich Dolina dotąd nie znała.
Kiedy w lesie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, dzieci – z pomocą psa Paprocha – ruszają do akcji. Bo czasem to właśnie najmłodsi potrafią zobaczyć to, czego już nie dostrzegają dorośli.
Do tego Salia ma o czym rozmyślać!
Bo czy krasnolud Gramm pomoże skonstruować broń?
Czy rycerz Urgo dochowa tajemnicy?
Jak zaskoczyć starego guślarza Żychłonia?
I dlaczego, jeśli najmłodszy z braci bawi się z goblinem Zwierzakiem, warto mieć pod ręką drabinę?
Salia i Zmrok to ciepła, pełna humoru opowieść o przyjaźni, odpowiedzialności i odwadze. Każdy – nawet najmniejszy – może odegrać w niej ważną rolę, zwłaszcza gdy świat zaczyna potrzebować… nowej drużyny bandy do zadań specjalnych.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8330-595-0 |
| Rozmiar pliku: | 11 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Mam na imię Salia i wcale się nie boję.
Nigdy, przenigdy.
Ale przyznam, że gdy zobaczyłam drzewo z ogromną dziuplą, zrobiło mi się jakoś dziwnie. Nigdy wcześniej go nie widziałam, co mnie zaskoczyło, bo przecież znałam nasz las jak własną kieszeń.
Ale dziupla! – pomyślałam. – Ogromniasta! Psa z budą by się tam upchnęło!
Wyobraziłam sobie zdumioną minę Paprocha, którego pakuję do dziupli, ale jakoś mnie to nie rozbawiło. Wręcz przeciwnie, zrobiło mi się sucho w ustach.
– Ja chyba wiem, co tam jest… – powiedziałam cicho do siebie. – Szukałam, szukałam i znalazłam.
Nie mogłam oderwać wzroku od ciemnej, przepastnej jamy w pniu. Serce biło mi szybko jak nigdy, żeby więc udowodnić sobie, że wcale się nie boję, zrobiłam krok w stronę drzewa.
A potem następny.
– Mam na imię Salia – powiedziałam dziupli. – I kiedyś zmienię świat.
Pożałowałam, że nie mam przy sobie miecza. Nie umiałam co prawda walczyć, ale miecz nadałby powagi takim słowom.
– Zmienię świat na lepsze! – dodałam.
Czemu tak bardzo drżał mi głos? Cóż to znowu za porządki?
Nabrałam tchu i zrobiłam jeszcze jeden krok.
A potem pospiesznie kilka następnych, żeby się przypadkiem nie rozmyślić.
I wtedy…
No dobra. Nie mogę wam powiedzieć, co się wtedy wydarzyło. Wciąż mam tę chwilę przed oczami, ale wszystko po kolei. Myślę, że najpierw powinniśmy się poznać, co?
Zerknijcie do następnego rozdziału!
Krótko o mnie, bo nie mam czasu
A więc mam na imię Salia i któregoś dnia naprawdę zmienię świat.
Jestem tego absolutnie pewna, choć jeszcze nie wiem, kiedy to nastąpi i co właściwie uda mi się zdziałać. Mam w końcu dopiero dziewięć lat.
Rozmawiałam o tym kiedyś z Mamą, a ona mi powiedziała, że jestem trochę przemądrzała.
– Dziecko kochane. – Westchnęła, gładząc mnie po głowie. – To dobrze, że masz ambicję, ale świat jest naprawdę olbrzymi. Naprawdę znajdziesz w sobie siłę, by zmienić go w całości?
Dało mi to do myślenia, ale uważam, że sobie poradzę.
Bo niby kto miałby się tym zająć?
Mój brat Edvin? Na Dolę, gdzieżby znowu. On jest zbyt poważny na takie sprawy. Ciągle kręci się po karczmie z miną dorosłego, wymądrza się w kuchni i beszta mnie, gdy coś przestawię. Pewnie kiedyś zostanie karczmarzem i będzie jeszcze bardziej zadzierał nosa, ale na pewno nie jest stworzony do wielkich celów.
A może najmłodszy z naszej trójki, Nuut? Nie, to jeszcze gorszy pomysł. Nuut żyje po to, by psocić i broić. Nie ma dnia, by nie wymyślił czegoś naprawdę głupiego. Z pewnością czegoś w życiu dokona, ale nie zmieni świata.
No, oczywiście są jeszcze moi rodzice, Sara i Edmund, i być może im by się to udało, ale oboje są zbyt zajęci. Prowadzenie karczmy to mnóstwo pracy, a do tego Tata ciągle gdzieś wyjeżdża z wujkami. Nigdy nie mówi dokąd. Mama co prawda twierdzi, że jeździ ratować świat, ale Babcia wtedy prycha głośno i przewraca oczami, a więc pewności to nie mam.
Choć nasi wujkowie to fajna ekipa, mówię wam! Po kolei: wujek Gramm ciągle przesiaduje w kuźni albo naprawia coś w gospodarstwie, a jak ma wolną chwilę, to buduje nam wielką katapultę w ogrodzie. Jeszcze nie powiedział, po co to wszystko, ale Nuut i tak uważa, że katapulta będzie dla niego. Wujek Urgo to prawdziwy rycerz w zbroi, hełmie i w ogóle. W gospodarstwie się nie przydaje, woli siedzieć z Babcią i śpiewać pieśni o Doli, co w sumie jest fajne, choć żadne z nich śpiewać nie umie. Wujek Żychłoń zna się na ziołach i opowiada naprawdę straszne historie, a czasem pozwala, byśmy go klepali po łysej czaszce. Wujek Eliah z kolei hoduje pszczoły i skręca liny. Ostatnio zrobił nam świetną huśtawkę, ale naprawdę to lubię go za to, że tak chętnie z nami rozmawia o tym, co dla nas ważne. No i jest jeszcze Zwierzak, który w sumie też jest wujkiem, i to nawet goblinem, ale to taki trochę nasz kumpel. W sumie mu zazdrościmy, bo jak któreś z nas wytarza się w błocie, to wynika z tego awantura, a Zwierzak robi to bezkarnie.
I zrozum tu dorosłych.
Wszyscy wujkowie są przyjaciółmi mojego Taty i bardzo szanują Mamę, a Babci to chyba nawet się boją. I może nadawaliby się do ratowania świata, ale nie ma co zawracać im głowy.
Wygląda więc na to, że świat jednak ocalę ja.
Ale zajmę się tym dopiero od jutra, bo zaraz idziemy na grzyby.