-
nowość
S&OP od chaosu do przewidywalności - ebook
S&OP od chaosu do przewidywalności - ebook
Jak zintegrowane planowanie poprawia komunikację i wyniki finansowe Autor: Paweł Birecki - konsultant S&OP S&OP (Sales and Operations Planning, Zintegrowane Planowanie Sprzedaży i Operacji) - proces zintegrowanego planowania w przedsiębiorstwie pozwalający na zwiększenie elastyczności i poprawę komunikacji. Operuje w horyzoncie 12-18 miesięcy (czasami dłużej). Bazuje na comiesięcznym cyklu w ramach którego analizuje się pojawiające się ryzyka, weryfikuje czy założenia do planów się nie zmieniły i w przypadku zmian zapewnia, że działania wszystkich w firmie będą odpowiednio zintegrowane. Czego się dowiesz? Czym dokładnie jest proces S&OP i jak go wdrożyć krok po kroku Jak połączyć sprzedaż, produkcję, zakupy i finanse w jeden spójny plan Jakie są najczęstsze błędy przy wdrożeniu i jak ich uniknąć Jakie realne korzyści można osiągnąć – np. redukcja zapasów, wzrost przewidywalności Jak dostosować proces do potrzeb Twojej organizacji – niezależnie od branży
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Zarządzanie i marketing |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397557109 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wyobraź sobie, że Twoja firma działa w sposób przewidywalny i poukładany. Przepływ informacji pomiędzy różnymi funkcjami w firmie jest sprawny i efektywny. Wszystkie działy współpracują ze sobą, aby osiągać wcześniej wspólnie uzgodnione cele. Cele są znane, a wszelkie decyzje odnośnie do zmiany planów są zrozumiałe i transparentne. Firma nie brnie ślepo w realizację budżetu, mimo że sytuacja zmieniła się kilkakrotnie w ciągu kilku miesięcy od jego zatwierdzenia, tylko realizuje strategię, która ma sens teraz.
Brzmi jak bajka? Ta bajka to dla mnie dobrze wdrożony proces S&OP, czyli proces Sales and Operation Planning, a po polsku: Proces Zintegrowanego Planowania Sprzedaży i Operacji.
Skąd pomysł na tę książkę?
Z jednej strony, ponieważ pragnę zrealizować marzenia o napisaniu własnego dzieła, a z drugiej – pasja dzielenia się wiedzą. Zawsze powtarzam, że to moja misja, którą chcę realizować poprzez swoją działalność. W książce opisuję najważniejsze kwestie potrzebne do rozpoczęcia przygody z S&OP. Jednak osoby posiadające zarówno teoretyczne, jak i praktyczne doświadczenie z S&OP również znajdą w niej wiele interesujących tematów – zwłaszcza że kwestia, czym właściwie jest ten proces, jest często różnie interpretowana.
Obecnie trzymasz przed sobą skrypt, który można nazwać wstępem do S&OP. Książka opisuje niezbędne kroki i założenia, z których dowiesz się, czym jest S&OP, kiedy warto, a kiedy nie warto wdrażać go w firmie. Znajdziesz w niej też niezbędne minimum wiedzy, aby móc zacząć rozmowy o wdrożeniu procesu S&OP i przeniesieniu firmy na wyższy poziom.
Z książki skorzystają przede wszystkim te osoby, które planują wdrożyć proces S&OP lub usprawnić już istniejący. Niezależnie od tego, czy jesteś osobą zarządzającą całą firmą, pracujesz na stanowisku menedżerskim lub specjalistycznym, książka pomoże Ci zrozumieć, czym jest, a czym nie jest S&OP, o co trzeba zadbać, żeby ten proces działał, jak krok po kroku zaprojektować go dla Twojej firmy i z sukcesem wdrożyć lub usprawnić.
Skąd się wzięło u mnie zainteresowanie tematem S&OP? Jak większość rzeczy w życiu wielu ludzi – z fortunnego zbiegu okoliczności.
Pierwszą styczność z procesem S&OP miałem w trakcie studiów, kiedy równolegle zacząłem pierwszą poważną pracę w firmie Volvo. Jako planista produkcji uczestniczyłem w procesie przygotowania danych do PreS&OP. W samym procesie S&OP nie brałem udziału, ale dostrzegłem ogromną wartość w tym, co ten proces dawał organizacji.
Kilka lat później, pracując w firmie UTC Aerospace Systems, wyszedłem z inicjatywą wdrożenia procesu S&OP na poziomie zakładu produkcyjnego w Polsce. Firma posiadała proces centralny, w którym uczestniczyliśmy, ale dostrzegłem, że część problemów, z którymi się wówczas mierzyła, mogłaby zostać rozwiązana dzięki wdrożeniu praktyk S&OP na poziomie fabryki.
Wiele rozwiązań, które wtedy wdrożyliśmy, zostało przyjęte jako standard w innych zakładach korporacji, a później także na poziomie centralnym.
Po kolejnych kilku latach, kiedy postanowiłem rzucić korpo i przejść do branży doradczej, podjąłem decyzję o specjalizacji właśnie w S&OP. Poza pracą nad projektami doradczymi i wdrożeniowymi, które realizowałem, dzieliłem się swoją wiedzą na blogu, kanale YouTube, w podcaście i na LinkedIn. Miałem też potrzebę pogłębiania swojej wiedzy i wtedy okazało się, że… jest bardzo mało źródeł i ekspertów w tej tematyce. W sieci można było znaleźć zaledwie kilka osób, które mówiły lub pisały o S&OP. Kilka książek anglojęzycznych i ani jednej po polsku. Dlatego postanowiłem zapełnić tę lukę.CO TO JEST TO S&OP?
S&OP, czyli Sales and Operations Planning, przez wielu nazywany po prostu SOP (chociaż mi SOP kojarzy się bardziej ze Służbą Ochrony Państwa czy Standard Operating Procedures, dlatego uparcie będę używał skrótu S&OP).
Tłumacząc na język polski: jest to Proces Planowania Sprzedaży i Operacji. Albo inaczej: Proces Zintegrowanego Planowania Sprzedaży i Operacji.
Głównym celem S&OP jest wsparcie w realizowaniu strategii firmy i poprawa przewidywalności wyników finansowych. Te założenia osiąga się głównie poprzez poprawę komunikacji między działami w firmie i likwidację tak zwanych silosów w firmie, czyli sytuacji, kiedy teoretycznie wszyscy grają do jednej bramki, ale:
- sprzedaż wrzuca zamówienia poniżej „lead time’u” (czasu, który jest potrzebny na wyprodukowanie i dostarczenie produktu), nie patrząc na zdolności produkcyjne (w przypadku firm produkcyjnych);
- produkcja chciałaby otrzymać nową maszynę i cały czas próbuje udowodnić, że jest ona niezbędna, oraz woli produkować specyficzny rodzaj produktów – inne są zawsze traktowane przez nią po macoszemu;
- finanse do każdego budżetu dorzucają tzw. taski, żeby się „w totalu zgadzało”, i później nikt nie wie, skąd się wzięły „te liczby”;
- zakupy negocjują, żeby uzyskać najlepszą cenę, a w rezultacie firma ma zapchane magazyny, bo partie dostaw są zbyt duże.
Jest to skutkiem tego, że działania poszczególnych działów w firmie nie są do końca zsynchronizowane (a czasami nawet mają sprzeczne interesy), bo każdy skupia się w mniejszym lub większym zakresie na swoim ogródku i swoich celach, które nie we wszystkich sytuacjach są zbieżne z celami firmy jako całości.
Za przykład może posłużyć sytuacja, kiedy dział zakupów skupia się na tym, żeby wynegocjować najlepszą cenę zakupu surowców kosztem np. warunków płatności, odpowiedzialności dostawcy, zwrotów czy wielkości pojedynczej dostawy. W wielu przypadkach może to generować po stronie firmy wyższe koszty niż oszczędności wynikające z uzyskanego rabatu.
W dziale sprzedaży natomiast wielkość sprzedaży wyrażona w tonach sprzedanych produktów może być napędzana gratisami, rabatami czy sprzedażą towarów cięższych (kiedy rozliczamy się za tony sprzedanych produktów). Skutkuje to tym, że marża sprzedaży jest dużo niższa, niż powinna być.
Trzeci przykład to sytuacja, kiedy produkcja skupia się na stworzeniu wyrobów łatwych do wyprodukowania, co pozwala na osiągnięcie dobrego wyniku produktywności. W rezultacie na magazyn trafia niekoniecznie to, co jest tak naprawdę potrzebne do sprzedaży.
Proces S&OP ma za zadanie zsynchronizować te działania poprzez comiesięczne uzgodnienie planów i ich aktualizację w horyzoncie 12–18 miesięcy w taki sposób, że plany te są uzgodnione i wypracowane przy udziale osób pełniących kluczowe funkcje w organizacji i zatwierdzone przez najwyższe kierownictwo. Ma to doprowadzić do sytuacji, w której cała organizacja pracuje zgodnie z jednym wspólnie ustalonym i zatwierdzonym planem.
Czego dotyczy ten plan?
Głównie sprzedaży (jakie jest zapotrzebowanie rynku i co chcemy sprzedawać) oraz operacji (jaki jest plan produkcji, jaki jest plan dostaw materiałów i surowców, ilu ludzi planujemy zatrudnić, jakie inwestycje zrealizować). Dodatkowo powinien być on walidowany z punktu widzenia planowania finansowego (czy uzyskamy odpowiednią marżę na sprzedaży, czy koszty produkcji będą optymalne, czy nie zbudujemy zbyt dużych zapasów, czy wynik finansowy będzie zbliżony do oczekiwanego przez zarząd i udziałowców). Jednak w przypadku każdej organizacji ten zestaw planów może się różnić. Każdy proces S&OP jest i powinien być inny, dopasowany do indywidualnych potrzeb i specyfiki danego modelu biznesowego konkretnej firmy.
Jak to wygląda w praktyce?
Proces jest zorganizowany w taki sposób, że cyklicznie co miesiąc:
- przeglądana jest prognoza zapotrzebowania klientów i plan sprzedaży;
- walidowana jest wykonalność tego planu na podstawie dostępności zasobów;
- oraz oceniany jest wpływ zmian w planie na przewidywane wyniki finansowe firmy.
Na koniec następuje zatwierdzenie planu przez wcześniej wspomniane najwyższe kierownictwo. Te wszystkie przeglądy, walidacje, oceny i zatwierdzenia odbywają się poprzez odpowiednio zaprojektowane analizy, raporty i spotkania.
Zacznijmy zatem od początku.
Proces S&OP można podzielić na trzy główne etapy (ortodoksyjnych wyznawców pięciu etapów proszę o cierpliwość):
- planowanie zapotrzebowania,
- planowanie zasobów,
- zatwierdzenie planu.
W praktyce (i teorii) rozróżnia się najczęściej więcej etapów. Klasyczna (książkowa) wersja wymienia ich pięć:
- zbieranie danych,
- planowanie zapotrzebowania,
- planowanie zasobów,
- PreS&OP Review,
- S&OP Review.
Widywałem jednak też procesy, które miały siedem lub nawet dziewięć etapów.
Punktem wyjścia każdego procesu jest ustalenie, jakiego zapotrzebowania ze strony klientów powinniśmy się spodziewać, i potwierdzenie, że mamy na to wystarczające zasoby (oraz czy nie mamy ich za dużo, bo najczęściej są bardzo kosztowne). Na koniec należy zatwierdzić plan.
Po co więc niektórzy stosują więcej etapów?
W niektórych organizacjach przed przedstawieniem planu zarządowi konieczne jest ustalenie szczegółów pomiędzy kluczowymi działami. Stąd PreS&OP.
W innych organizacjach niezbędna jest weryfikacja wpływu planu na wyniki finansowe i wynik operacyjny. Stąd Finance Review (przegląd wyników finansowych jako osobne spotkanie).
W jeszcze innych bardzo ważne jest zrozumienie i zaplanowanie wdrożeń nowych produktów i wycofanie starych. Bo zanim w ogóle siądziemy do stołu, żeby zastanowić się nad tym, ile klienci mogą od nas zamówić, musimy wiedzieć, co będziemy mogli im zaoferować. Stąd Portfolio Review (przegląd portfolio produktów jako osobne spotkanie).
I można by tak wymieniać przyczyny innych etapów, które występują: od PreDemand Review (przegląd planu sprzedaży w jednostkach sprzedażowych) przez Supply Confirmation (dodatkowe spotkanie w celu potwierdzenia dostępności zasobów), Mapower Review (czyli spotkanie, na którym identyfikuje się problemy z dostępnością ludzi), Capacity Review (osobny przegląd obciążenia linii produkcyjnych) aż po Inventory Review (przegląd zapasów magazynowych) i inne. Koniec końców ogranicza nas wyobraźnia, a raczej realne potrzeby organizacji.PODSUMOWANIE
1. W tym rozdziale mówiliśmy o:
- podstawowej definicji i celach procesu S&OP;
- głównych bolączkach (silosy, brak współpracy) i korzyściach wynikających z integracji działów;
- comiesięcznym, zintegrowanym planowaniu sprzedaży i operacji w horyzoncie 12–18 miesięcy.
2. Dowiedziałeś się z niego:
- dlaczego S&OP jest potrzebne i jakie problemy firm rozwiązuje;
- jak łączy prognozę sprzedaży z planem operacyjnym i weryfikacją finansową;
- że proces wymaga ciągłej komunikacji wszystkich kluczowych działów firmy.
3. Pytania, na które warto znać odpowiedź:
- jakie mamy silosy komunikacyjne i czy S&OP może je przełamać?
- czy dysponujemy cyklem spotkań i jasną strukturą odpowiedzialności?
- które spotkania/przeglądy będą najistotniejsze dla naszego biznesu?SKĄD WZIĄŁ SIĘ TEN KONCEPT? HISTORIA S&OP
Dawno, dawno temu, w połowie lat osiemdziesiątych grupa specjalistów opracowała koncepcję, która miała rozwiązać palący wówczas problem: słabą przewidywalność wyników biznesowych, której powodem było szybko zmieniające się otoczenie biznesowe. Zidentyfikowane zostały takie przyczyny jak: silosy w organizacjach, krótki horyzont planowania oraz częstotliwość planowania.
Ocena ta nastąpiła głównie w odniesieniu do klasycznego modelu planowania biznesu, który był wówczas popularny (niestety, dziś nadal niewiele się zmieniło w wielu organizacjach), a w którym można wyróżnić trzy poziomy planowania:
- strategiczne w okresie 3–5 lat,
- budżetowanie roczne,
- bieżące planowanie operacyjne bieżącego miesiąca / tygodnia / dnia.
Specjaliści skupili się na horyzoncie, w którym funkcjonował proces rocznego budżetowania, czyli na kilkunastu miesiącach w przód.
Kwestia częstotliwości planowania stanowiła tutaj duży problem. W klasycznym modelu budżetowania roku fiskalnego, który obejmuje okres od stycznia do grudnia danego roku, proces planowania zaczyna się mniej więcej w okolicach września roku poprzedniego. Oznacza to, że we wrześniu są tworzone założenia do budżetu, w tym planowane wolumeny sprzedaży. Problem pojawia się później, np. w lutym, który można uznać za okres nazywany początkiem okresu budżetowego – założenia odnośnie do prognoz zapotrzebowania mają już ponad sześć miesięcy i często stają się nieaktualne. Są oczywiście organizacje, gdzie taki okres nie stanowi problemu i te prognozy mogą być nadal prawidłowe, ale w wielu biznesach otoczenie zmienia się tak szybko, że prognozy sprzed pół roku nie są wiele warte. Dlatego zespół uznał, że częstotliwość planowania w tym horyzoncie, oparta na corocznych aktualizacjach, to stanowczo za mało.
Drugim problemem był sam horyzont. Załóżmy, że firmie jakoś udało się przetrwać i dotrzeć do września danego roku, jednak mierzyła się ona z sytuacją, w której plan na kolejny rok nie był jeszcze zatwierdzony nawet co do założeń, a obecny plan pokrywał horyzont tylko do końca roku. Oznaczało to, że firma miała ważny plan tylko na najbliższe trzy miesiące. Zdaniem zespołu to również nie było najlepsze rozwiązanie.
Na to nałożone zostało jeszcze zjawisko silosów i efekt, w którym każdy z działów, każda z funkcji reagowała na wyżej opisane niedogodności w inny sposób. Sprzedaż spada, ale inwestycje trzeba zrealizować zgodnie z budżetem. Zakupy trzeba ciąć, bo rośnie presja kosztowa, ale produkcja chce dalej realizować plan, bo musi wyrobić założenia.
I tu znów specjaliści uznali to za niezbyt dobrą sytuację. Opracowali więc koncepcję procesu S&OP, żeby tym wszystkim problemom zaradzić.
1. Proces, który bazuje na comiesięcznej aktualizacji planu, dzięki czemu można reagować na bieżąco na zmieniającą się sytuację.
2. Proces, który operuje na horyzoncie 18-miesięcznym, więc zaczynając prace nad nowym budżetem, firma ma już swoim procesem pokryty cały kolejny rok fiskalny i wiele gotowych wsadowych planów.
3. A dodatkowo comiesięczna weryfikacja planów angażuje wszystkie osoby pełniące kluczowe funkcje, dzięki czemu mamy pewność, że cała organizacja działa i reaguje zgodnie ze wspólnie ustalonym planem.
Opis powyższych problemów brzmi znajomo nawet w obecnych czasach?
I słusznie. Prawie czterdzieści lat później firmy nadal borykają się z podobnymi trudnościami. Czy oznacza to, że S&OP nie zadziałało? Albo może nie pasuje już do naszych czasów? Nic bardziej mylnego. Każda koncepcja potrzebuje czasu.
Lean, który stawiał pierwsze kroki w latach 40. i 50. ubiegłego stulecia, przeżywał renesans i ogólnoświatową karierę poza branżą automotive dopiero na początku XXI wieku.
Agile w tak dynamicznej branży jak IT potrzebował kilkunastu lat, żeby trafić pod strzechy, a inne branże dopiero teraz zaczynają odkrywać wartości promowane przez ten nurt.
S&OP było przez pierwsze trzy dekady wdrażane głównie przez amerykańskie korporacje i kojarzone z wielkimi organizacjami (co pokutuje do dziś, ponieważ błędne przeświadczenie, że S&OP ma szansę działać tylko w dużych korporacjach, powoduje, że mniejsze firmy nie interesują się za bardzo tym tematem). Dopiero niedawno zaczęło być bardziej rozpoznawalne, a pandemia, która wybuchła w roku 2020, ogromnie przyspieszyła rozwój i zainteresowanie tym konceptem.
Dlaczego? Lata 1980–2020 poza kilkoma kryzysami były epoką stabilnego wzrostu (zwłaszcza w Polsce). W wielu branżach planowanie budżetu raz do roku – uzupełnione o bardzo wysokopoziomowe trzy- lub pięcioletnie plany – było wystarczające. Silosy przeszkadzały, ale starano się je ujarzmiać poprzez bardzo popularne szkolenia miękkie np. z komunikacji czy team buildingu. Pandemia pokazała, jak kruche jest otoczenie biznesowe, jak bardzo powinniśmy dbać o elastyczność i zwinność w podejmowaniu decyzji oraz jak ważne jest patrzenie w przód, a nie bazowanie tylko na historii i życie zamknięciem obecnego miesiąca czy kwartału.
Co jest jednak najważniejsze w tej historii, to fakt, że S&OP powstało, aby pomagać organizacjom w osiąganiu bardziej przewidywalnych wyników finansowych. I trzeba przyznać jedno: wdrożenie S&OP nie zagwarantuje nam, że zrealizujemy budżet, ale spowoduje, że prawdopodobieństwo zrealizowania budżetu istotnie wzrośnie.
A co z czarnymi łabędziami? Czyli zdarzeniami, których nikt się nie spodziewa, ale mają one istotny wpływ na funkcjonowanie biznesu? S&OP pozwala dużo szybciej (niż w modelu klasycznym) reagować na zmiany, a nawet w pewnym stopniu je przewidywać i przygotować się na nie.PODSUMOWANIE
1. W tym rozdziale mówiliśmy o:
- powstaniu koncepcji S&OP z myślą o poprawie przewidywalności wyników finansowych;
- klasycznym modelu planowania biznesu (strategia 3–5 lat, budżet roczny, bieżące operacje) i jego ograniczeniach;
- cyklu comiesięcznego przeglądu planów jako kluczu do elastyczności.
2. Dowiedziałeś się z niego:
- dlaczego S&OP powstało – szybkie zmiany i brak koordynacji między działami wymagały nowego podejścia;
- jak comiesięczne przeglądy i dłuższy horyzont (18 miesięcy) ułatwiają dopasowanie do realiów rynkowych;
- że S&OP nie gwarantuje realizacji budżetu, ale znacząco zwiększa szanse i poprawia przewidywalność.
3. Pytania, na które warto znać odpowiedź:
- w jakim stopniu nasz obecny cykl planistyczny jest dopasowany do dynamiki otoczenia?
- jak włączyć regularne comiesięczne przeglądy do istniejących procesów?
- czy rozumiemy finansowe skutki zmian w planie i potrafimy szybko reagować?KIEDY WARTO ZAINTERESOWAĆ SIĘ S&OP?
Zacznę może od sytuacji, kiedy nie warto interesować się S&OP. Na pewno nie jest to dobre rozwiązanie dla firm, które mają:
Jeżeli wasza produkcja działa płynnie, a komunikacja między działami jest na wysokim poziomie – wszyscy wiedzą, jaki jest cel i plan, nie ma ryzyka desynchronizacji działań lub konfliktów między działami – to S&OP może nie przynieść dodatkowych korzyści. W rzeczywistości może jedynie dodać więcej pracy lub zakłócić to, co obecnie działa sprawnie. Bo umówmy się – wiele firm znalazło sposoby na poradzenie sobie z problemami opisywanymi w poprzednim rozdziale i wcale nie nazywa tego S&OP (mimo iż procesy te najczęściej mają zasady bardzo podobne do S&OP, to nazywane są inaczej). Tak samo jak wiele firm doprowadziło do perfekcji procesy ciągłego doskonalenia i wyszczuplania procesów, nie nazywając tego Leanem.
Jeśli jednak firma nie jest w takiej sytuacji, jak opisałem, to na pewno warto się zainteresować koncepcją procesu S&OP, bo skutecznie wdrożone i realizowane S&OP właśnie do takiego stanu rzeczy powinno doprowadzić.
„Jakie korzyści przyniesie wdrożenie S&OP?”
To jedno z pytań, które bardzo często pojawia się ze strony członków zespołu klienta na początku projektu.
Szukając przykładów, można się natknąć na takie obietnice jak:
Prawdziwe, ponieważ nie jedna i nie dwie firmy były w stanie takie wyniki osiągnąć. Ale jakie wyniki osiągnie Twoja firma? Tutaj wchodzi najpopularniejsze przekleństwo konsultantów: „To zależy”.
Na samym starcie trudno jednoznacznie określić, jakie konkretne rezultaty przyniesie wdrożenie. Nie możemy z góry zakładać, że oczekiwanym wynikiem będzie zwiększenie sprawdzalności prognoz o 20% czy poprawa terminowości dostaw do klientów o 30%.
Po pierwsze, to, na których obszarach się skupimy, klaruje się często dopiero w trakcie realizacji procesu. I bardzo ważne jest, jak bardzo skoncentrujemy się na danym temacie (np. zapasów) w trakcie procesu S&OP. Jeśli będzie traktowany pobieżnie i nie będziemy wymagać zdecydowanych działań (bo np. nie jest on tak istotnym problemem albo nie jest w ogóle problemem w tym momencie), to nie powinniśmy oczekiwać spektakularnych wyników. Jednak jeśli nasze skupienie na danym obszarze będzie większe, to rezultaty będą bardziej znaczące.
Drugim aspektem jest punkt startowy. Jeśli firma ma bardzo dobrze zaopiekowany dany obszar, to trudniej jest osiągnąć istotną poprawę. Przykładowo: najczęściej dużo łatwiej jest dojść z terminowością dostaw na czas z poziomu 60% do 90% niż z poziomu 95% do 97%.
Po trzecie, proces S&OP nie ma poprawić wyników, tylko ma stworzyć warunki, w których ich poprawa będzie dużo łatwiejsza i bardziej systematyczna. Proces S&OP poprawia komunikację i transparentność wyników. Dzięki temu nie tylko wszyscy wiedzą, co mają osiągnąć, co mają robić, ale też doskonale wiedzą, kiedy wyniki nie są osiągane. To z kolei prowadzi do sytuacji, kiedy można łatwo i celnie definiować niezbędne działania korygujące. I to od tych działań korygujących zależy, czy i jakie wyniki będziemy osiągać. Jeśli ich egzekucja będzie nieskuteczna, to nie możemy liczyć na efekty. Mnogość scenariuszy, czego te działania mogą dotyczyć (sprzedaży, produkcji, planowania, technologii, utrzymania ruchu, HR, księgowości, marketingu), powoduje, że proces S&OP sam w sobie nie jest w stanie uwzględnić ich wszystkich. I nie możemy powiedzieć, że proces optymalizacji kosztów serwisu maszyn czy proces oceny skuteczności działań marketingowych będzie elementem procesu S&OP i to właściciel procesu S&OP będzie zobowiązany do zorganizowania odpowiednich narzędzi i procedur, żeby te obszary usprawnić. Proces S&OP ma zadbać o to, że: