-
nowość
-
promocja
Scotland Yard Krwawa historia - ebook
Scotland Yard Krwawa historia - ebook
Londyn spowity mgłą, ciemne zaułki, krzyki gazeciarzy rozdzierające noc, a w tle oni – detektywi Scotland Yardu, ścigający morderców, których nazwiska przeszły do historii.
Scotland Yard. Krwawa historia Simona Reada to fascynująca, mroczna opowieść o narodzinach i ewolucji najsłynniejszej policji świata.
Autor, mistrz literackiego true crime, prowadzi czytelnika przez najbardziej wstrząsające sprawy XIX i początku XX wieku: brutalne zabójstwa, makabryczne znaleziska z Tamizy, panikę na ulicach Londynu i bezlitosną grę z prasą żądną sensacji.
Read sięga do oryginalnych akt, raportów, gazet i zeznań świadków, by odtworzyć nie tylko przebieg śledztw, lecz także atmosferę miasta żyjącego w cieniu zbrodni. Pokazuje, jak w bólu i chaosie rodziły się metody pracy, które dziś uznajemy za podstawy nowoczesnej kryminalistyki.
Książkę Scotland Yard. Krwawa historia czyta się jak świetną powieść sensacyjną – z tą różnicą, że każde opisane tu morderstwo wydarzyło się naprawdę.
Książka rozpoczyna naszą nową serię Historia kryminalistyki.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368574081 |
| Rozmiar pliku: | 5,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
morderstwo nie może pozostać długo_ _w_ _ukryciu_
Szekspir
_Kupiec wenecki_
Akt II, Scena 2
(przekład Stanisław Barańczak, Warszawa 1992)
_Jest tam szkarłatna nić morderstwa przebiegająca
przez bezbarwny motek życia,
a_ _naszym obowiązkiem jest go rozwikłać,
odizolować_ _i_ _odsłonić każdy jego centymetr_
Sir Arthur Conan Doyle
Sherlock Holmes w _Studium_ _w_ _szkarłacie_
(przekład Tadeusz Evart, Warszawa 1956)prolog
YARD
Krwawa Ratcliffe Highway.
Narodziny nowej policji
Ratcliffe Highway, główna arteria komunikacyjna wychodząca ze wschodniego Londynu, nie była traktem dla osób o słabych nerwach. Nawet jej nazwa, Ratcliffe, pochodząca od czerwonego piaskowcowego klifu górującego się nad bagnami Wapping, miała w sobie coś złowieszczego. Wzdłuż wielu ciasnych uliczek, skupionych wokół trasy, wznosiły się czynszówki i podniszczone chaty, które marynarze oraz ludzie zatrudnieni w portach i statkach pływających po Tamizie nazywali domem. W XIX wieku trasa ta cieszyła się reputacją siedliska „nieokiełznanych występków i pijackiej przemocy – wszystkiego, co brudne, brutalne i podłe”1.
Przy wąskiej bocznej drodze prowadzącej od Tower of London, przez Wapping aż po Shadwell – „stałe miejsce egzekucji piratów i korsarzy” – pełno było tawern i sklepików. Życie koncentrowało się wokół rzeki, którą statki z zagranicy i północy transportowały towary do i z Londynu. Nic dziwnego, że jeden ze współczesnych obserwatorów nazwał ten trakt „Regent Street londyńskich marynarzy”2.
Timothy Marr, dwudziestoczteroletni płóciennik, prowadził skromny sklepik przy Ratcliffe Highway 29. Kiedyś pracował jako marynarz dla Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, ale w 1808 roku porzucił morze na rzecz spokojniejszego życia. Ożenił się z Celią i w kwietniu 1811 roku otworzył przybytek, który – jak miał nadzieję – okaże się dochodowy. Okno wykuszowe, pomalowane na zielono, pozwalało przechodniom dostrzec pełne półki, a Marrowi obserwować ruch wzdłuż i wszerz Ratcliffe: ciągnięte przez konie wózki i furmanki transportujące tytoń i przyprawy, cukier i rum, kawę i herbatę3.
Tuż przed północą, w sobotę 7 grudnia 1811 roku, Marr – zajęty za kasą i głodny po długim dniu – poprosił swoją służącą Margaret Jewell, żeby kupiła ostrygi i uregulowała dług u piekarza. Kobieta owinęła się w szal i wyszła w zimną noc. Wzdłuż ulicy ciągnął się rząd sklepów, prawie wszystkie były już ciemne i tylko w pojedynczych oknach jarzyły się żółtawe światła lamp. Margaret pospiesznie udała się do sklepu z ostrygami Taylora, kilka drzwi w lewo, ale o tak późnej godzinie był zamknięty, podobnie jak piekarnia. „Nie było mnie około 20 minut – wyznała potem – a kiedy wróciłam, sklep i drzwi mojego pana zastałam zamknięte, a w środku panowała ciemność”4.
Zdziwiona Margaret zadzwoniła dzwonkiem, ale nikt nie otworzył. Pan nie mógł przecież zamknąć wszystkiego na noc i udać się na spoczynek w tak krótkim czasie. Marr nie skończył jeszcze przygotowywać towarów na następny dzień handlowy, a Celia dopiero co poszła do kuchni w piwnicy, żeby zrobić jedzenie dla ich trzymiesięcznego syna. Kiedy Margaret dzwoniła coraz natarczywiej, dobiegł zza nich cichy, ale wyraźny dźwięk kroków na schodach. „Usłyszałam też przyciszony płacz dziecka – powiedziała. – Nie przestawałam dzwonić i kopać w drzwi”5.
Wydawało się, że mija cała wieczność, aż około pierwszej w nocy podczas obchodu pojawił się nocny stróż George Olney, zatrzymał się i zapytał Margaret o przyczynę zamieszania. Opowieść kobiety go zaniepokoiła i zaczął walić w drzwi, wołając Marra, ale witryna sklepowa pozostała ciemna i cicha. Hałas na ulicy przyciągnął Johna Murraya, mieszkającego obok właściciela lombardu. Po szybkiej ocenie sytuacji przeskoczył on przez mur do ogródka Marrów i zobaczył światło migocące w oknie na górze. Do domu wszedł tylnymi drzwiami.
„Marr – zawołał – Marr, nie zaciągnąłeś zasłon”.
Odpowiedziała mu cisza.
Wszedł po schodach i na ich szczycie zobaczył płonącą nadal świecę. Podniósł ją i w jej bladym świetle zauważył, że „podwójne drzwi do sypialni Marra były otwarte”. Przyzwoitość powstrzymała go przed zajrzeniem do środka. Zamiast tego zszedł po schodach, żeby bliżej przyjrzeć się sklepowemu wnętrzu. Tam jego oczom ukazał się krwawy koszmar6.
Niecałe dwa metry od dolnego stopnia schodów leżał czternastoletni chłopiec na posyłki Marra, James Gowen. „Jego głowa była rozbita, część mózgu obryzgała sufit, a krew rozprysła na ścianę i ladę”. Przerażony Murray przeszedł do drzwi i zobaczył Celię, leżącą twarzą w powiększającej się kałuży krwi. Tymczasem pod sklepem zebrała się zwabiona zamieszaniem grupa gapiów. Przybliżyli się, kiedy Murray otworzył drzwi od środka, a w wejściu pojawiła się jego pobladła twarz oświetlona blaskiem świecy7.
„Na litość boską, wejdźcie – krzyknął – i zobaczcie, co za straszliwa zbrodnia tu się wydarzyła!”.
Tłum wparował do sklepu. Zgromadzeni przeszli nad „okaleczonym i zakrwawionym ciałem” Celii i zobaczyli chłopca na posyłki leżącego na tyłach. Timothy Marr leżał za ladą, „z mocno krwawiącą głową”. Szukając małego Timothy’ego, zeszli po schodach do kuchni w piwnicy. Chłopiec leżał martwy w kołysce, a z jego ust i gardła sączyła się krew8.
Na ten widok Margaret zaczęła krzyczeć9.
Dochodzenie, dotyczące przyczyn zgonu, koroner rozpoczął we wtorkowe popołudnie 10 grudnia w Pubie Jolly Sailor, położonym po przeciwnej stronie ulicy. Po obdukcji ciał chirurg William Salter opisał szczegółowo brutalność zbrodni, wykraczającą poza początkowe doniesienia prasowe:
Timothy Marr junior miał całkowicie rozerwaną lewą tętnicę szyjną zewnętrzną; rana ciągnąca się od lewej strony ust, przez tętnicę, miała co najmniej siedem i pół centymetra; po lewej stronie jego twarzy było również kilka śladów urazu. Cecilia Marr, żona, doznała złamania lewej strony czaszki, a kość skroniowa była całkowicie zmiażdżona U Timothy’ego Marra seniora stwierdzono złamanie nosa. Jego kość potyliczna była pęknięta, a nad prawym okiem widać było ślad po brutalnym ciosie. James Goin , praktykant, miał kilka stłuczeń na czole i nosie. Kości potyliczne były roztrzaskane, a mózg częściowo wypływał z czaszki i był częściowo rozbryzgnięty wokół10.
Margaret Jewell, poproszona o zrelacjonowanie wydarzeń tego okropnego wieczora, „była tak poruszona, że zemdlała; a każda próba przywrócenia jej świadomości zajmowała dużo czasu i nie przynosiła skutku. Dalej jej nie przesłuchiwano”. Ława przysięgłych, po zbadaniu miejsca zbrodni i ciał ofiar, a także wysłuchaniu zeznań stróża George’a Olneya i sąsiada Johna Murraya, wydała wyrok: „morderstwo z premedytacją przez nieznanego sprawcę”11.
Dochodzenie nie wykazało, kto i dlaczego dokonał zbrodni, ale morderca lub mordercy pozostawili kilka śladów. W domu znaleziono zakrwawiony ciężki młot ciesielski – narzędzie podobne do młota, przeznaczone do ubijana rygli na łodziach zaokrąglonym końcem, a na drugim końcu zaostrzone, „by wbijać rygiel głębiej pod powierzchnię drewna”. W jednej z sypialni znaleziono również półmetrowe żelazne dłuto, ale było czyste12.
W pogrzebie zamordowanej rodziny Marrów, zorganizowanym w Kościele St George-in-the-East w niedzielę 15 grudnia, uczestniczył „ogromny tłum”. Żałobnicy stali wzdłuż trasy wiodącej ze sklepu Marrów, żeby zobaczyć, jak „zamordowana rodzina udaje się ku wieczności”. Zgromadzeni w świątyni pochylili głowy na wezwanie wielebnego doktora Farringdona, ale „podczas modlitwy powszechnej nie mogli oprzeć się przed wzywaniem pomsty niebieskiej na nieznanych morderców”. Rodzinę złożono we wspólnym grobie. „Pan Marr spoczął w jednej trumnie, a jego żona i dziecko obok siebie w drugiej”13.
Szok wywołany morderstwami nie zdążył jeszcze ustąpić, kiedy pięć dni później, w piątek 20 grudnia, prasa doniosła o kolejnej rzezi. „The London Chronicle” uderzył w niemal przepraszające tony, gdy musiał przekazać czytelnikom straszne wieści:
Z jednakim przerażeniem i obawą musimy podać, że trzy kolejne osoby straciły życie z ręki nocnych morderców zaledwie dwie minuty spacerem od miejsca, gdzie kilka dni wcześniej w podobny sposób zabito rodzinę pana Marra14.
Podczas tej ostatniej zbrodni, która miała miejsce w tawernie King’s Arms, położonej przy New Gravel Lane 81, głowy rozbito na miazgę, a gardła poderżnięto aż do kości. Ofiarami byli pięćdziesięciosześcioletni właściciel lokalu, John Williamson, jego sześćdziesięcioletnia żona Elizabeth i ponad pięćdziesięcioletnia służąca Bridget Harrington, która „właśnie sprzątnęła naczynia ze stołów i oczekiwała w tawernie”. „Szanowani w okolicy” Williamsonowie od piętnastu lat prowadzili otwarty dla miejscowych oraz „przybyszów wszelkiej maści” przybytek. Do zabójstw doszło gdzieś między 23:00 a północą 19 grudnia, po zamknięciu tawerny. Mieszkający dwa piętra wyżej lokator, prawnik John Turner, słyszał ze swojego pokoju, jak troje ofiar było „nieludzko masakrowanych”15.
Turner mieszkał w King’s Arms od ośmiu miesięcy. Uważał Williamsonów za „spokojną parę” i miłych gospodarzy. Powiedział im „dobranoc” na kilka minut przed 23:00 i poszedł do siebie, a oni zaczęli zamykać lokal.
„Zaledwie pięć minut po tym, jak położyłem się w łóżku, usłyszałem, jak ktoś z wielką siłą zatrzasnął drzwi frontowe – powiedział – i niemal od razu usłyszałem, jak służąca zawołała: »Jesteśmy martwi!« lub »Zaraz zginiemy!«, dwa czy trzy razy”.
Po tym usłyszał trzy brutalne uderzenia – „choć nie potrafię powiedzieć jakim narzędziem” – i zdesperowany okrzyk Johna Williamsona: „Jestem trupem!”. Turner pozostał w łóżku, w ciemnym i cichym pokoju. Kilka minut zajęło mu zebranie się na odwagę, żeby zejść na dół16.
„Wstałem z łóżka i nasłuchiwałem pod drzwiami, ale nie słyszałem nic – wyznał. – Będąc na pierwszym piętrze, usłyszałem trzy ciężkie westchnienia. Usłyszałem, jak ktoś ostrożnie przeszedł po parterze. Stałem wtedy nagi, w połowie zejścia z ostatnich schodów”.
Turner podszedł na palcach do lekko uchylonych drzwi na dole schodów. Wcisnął się między drzwi a framugę, obawiając się, że zawiasy zaskrzypią, jeśli mocniej je otworzy.
„Przy blasku świecy palącej się w pokoju zobaczyłem mężczyznę, mającego na oko jakieś 180 centymetrów wzrostu, w obszernym i znoszonym, ciemnym flauszowym płaszczu, sięgającym mu po kostki – zeznał. – Stał plecami do mnie, najwyraźniej pochylając się nad kimś, jakby przeszukiwał mu kieszenie”.
Turner usłyszał charakterystyczne brzęczenie monet i patrzył, jak mężczyzna napycha kieszenie skradzionymi pieniędzmi.
„Nie widziałem jego twarzy, ale był sam. Przestraszyłem się i wróciłem na górę tak szybko – i cicho – jak mogłem”.
W pokoju Turner poczuł, że ogarnia go panika. Uznał schowanie się pod łóżkiem za zbyt oczywiste i, zamiast tego, związał dwa prześcieradła ze sobą, a koniec jednego z nich przywiązał do ramy łóżka. Nałożył szlafmycę, koszulę i kamizelkę, a potem opuścił się oknem sypialnianym, wychodzącym na ulicę. Jego zjazd naturalnie zwrócił uwagę nocnego stróża. Usłyszawszy opowieść Turnera, stróż zaczął „potrząsać kołatką” i wszczął alarm.
Kilku ludzi, w tym sąsiad Williamsonów, George Fox, zareagowało na wezwanie i wpadło do domu frontowymi drzwiami i piwnicznym oknem, po tym, jak nikt nie zareagował na ich pukanie i wołanie. W głównej sali tawerny było ciemno, ale uwagę wszystkich zwróciło słabe światło dochodzące z kuchni.
„Na stole paliła się świeca – powiedział Fox. – Tam zobaczyłem panią Williamson leżącą twarzą do podłogi, przy palenisku, z głową skierowaną ku drzwiom – z poderżniętym gardłem i krwią płynącą z rany”.
Rozcięcie ciągnęło się od ucha do ucha, sięgając aż po tchawicę. Cała prawa strona jej twarzy była otwarta, rozbita na kawałki „dużym pogrzebaczem albo jakimś innym narzędziem”. Widać było, że morderca przetrząsnął jej kieszenie. Bridget Harrington, służąca, leżała między Elizabeth i kominkiem, a wokół jej ciała zbierało się coraz więcej krwi, wypływającej z dziesięciocentymetrowej rany ciętej na szyi i rozległej rany po prawej stronie głowy, długiej na dziesięć i szerokiej na pięć centymetrów.
„Gdzie jest stary Williamson?” – zapytał Fox, któremu głos prawie uwiązł w gardle.
„Tutaj” – odpowiedział z dołu jeden z mężczyzn, którzy weszli piwnicznym oknem. „Z podciętym gardłem”.
Słowo „podcięte” brzmi eufemistycznie. Nie oddaje bowiem w pełni tego, jak ostrze zabójcy otworzyło gardło Williamsona od ucha do ucha, „wbite aż po tchawicę, w głąb, do kręgów szyjnych”. Jego prawa noga była złamana nad kostką, co sugerowało, że podczas ataku stoczył się po schodach17.
Zabójca uciekł oknem na tyłach domu. Zostawił krwawy odcisk dłoni na otwartej okiennicy, po czym skoczył dwa i pół metra w dół „na ugór będący własnością London Dock Company”. Jedyna możliwa droga ucieczki prowadziła w górę po nachylonym zboczu z mokrej gliny. Musiałby je pokonać na rękach i kolanach i cały się ubrudzić w trakcie ucieczki. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań, pokryty gliną morderca pozostawał na wolności18.
Morderstwa przy Ratcliffe Highway, „uważane pod wieloma względami za najsłynniejsze w tamtym stuleciu”, doprowadziły do niespotykanej dotąd w Londynie paniki, którą miał przyćmić dopiero strach przed Kubą Rozpruwaczem – ale, jak zauważa pewien historyk, „na Rozpruwacza polowała licząca 14 tysięcy oficerów policja metropolitalna W 1811 roku Londyn nie miał żadnej jednostki policyjnej”19.
Ówczesny, niewystarczający system policyjny stolicy obejmował nielicznych parafialnych konstabli i stróżów nocnych. Nocni stróże patrolowali „zaśmiecone, brukowane arterie i wilgotne, zatęchłe zaułki Londynu” od 22:00 do świtu. Wyposażeni w latarnie i kołatki, mieli zwracać uwagę na każdą napotkaną podejrzaną postać, ale zwykle byli zbyt pijani. Londyński dziennik „Englishman” opisał typową wartownię w następujący sposób: „nocny stróż śpi, jest być może nietrzeźwy, na stole i fotelach pełno pustych garnków i szklanek, przed chwilą wypełnionych ginem i wodą, a całe miejsce stanowi bardziej obraz nieskrępowanej rozpusty niż surowej sprawiedliwości”20.
Parafia św. Jerzego na londyńskim East Endzie, gdzie popełniono wspomniane morderstwa, liczyła „prawie tuzin nieopłacanych konstabli” i „35 stróży, pracujących za dwa szylingi za noc”. Było to stanowczo za mało. „Częste morderstwa, popełniane we wschodniej części metropolii, których sprawców nie są w stanie wykryć ochotnicy wymagają wzmożonej uwagi ze strony administracji rządowej”, zauważył jeden z urzędników z East Endu wkrótce po zabójstwach. „Przedostatnie i ostatnie morderstwa to hańba dla kraju i wstyd dla naszej cywilizacji. Tymczasem trudy policji okazują się niewystarczające, by chronić ludzi przed przemocą, doprowadzić sprawców przed oblicze sprawiedliwości i ukarać ich, nasze domy przestają być twierdzami, a my nie możemy czuć się bezpieczni nawet we własnych łóżkach”21.
Najbardziej zbliżoną do departamentu policji jednostką, jaką posiadał Londyn, był twór autorstwa adwokata, pisarza i dramaturga Henry’ego Fieldinga, który w 1748 roku został naczelnym sędzią pokoju miasta. Otworzył on biuro przy Bow Street 4, gdzie osiem lat wcześniej sędzia sir Thomas de Veil ustanowił sąd pokoju, rozpatrujący sprawy niższej wagi. Według „The Illustrated London News” budynek składał się z brudnych, zatęchłych pomieszczeń, w większości przypominających skrzyżowanie opuszczonych, zaniedbanych i rozpadających się salek szkolnych i obskurnych pomieszczeń na wynajem, połączonych siecią zawiłych i zabrudzonych korytarzy”22. Dalej pisał:
Ściany były zatłuszczone i poplamione nieustannym ocieraniem się przygnębionych, obdartych grup świadków, oskarżycieli i przyjaciół więźniów, którzy przesiadywali w każdym korytarzu i przejściu, wijącym się i krzyżującym między salą sędziowską a odrażającymi, pudełkowatymi celami23.
To tu – rozstrzygając sprawy „między ogromem biednych, zaniedbanych mężczyzn i kobiet, którzy przybyli z pozwami i skargami, lub by zgłosić zaginięcia znajomych, lub dzieci” – Fielding, prawdopodobnie „pierwszy Anglik próbujący zgłębić przyczyny zbrodni”, szukał sposobów, jak jej zaradzić. W 1753 roku zorganizował pierwszą jednostkę konstabli, składającą się z siedmiu uczciwych mężczyzn, określanych jako Bow Street Runners. Runnersom wypłacano tygodniowe wynagrodzenie, nie posiadali mundurów, ale nosili krótkie pałki, zwieńczone złotą koroną. Runnersi, bardziej zaangażowani od typowych parafialnych konstabli lub pijanych stróżów nocnych, nie tylko powstrzymywali potencjalnych przestępców, ale również wykrywali sprawców zbrodni24.
Młodszy brat przyrodni Fieldinga, John, niebawem został jego asystentem przy Bow Street. Chociaż stracił wzrok w wypadku jako dziewiętnastolatek, był świetnym prawnikiem i cieszył się reputacją energicznego reformatora społecznego. Bracia uważali strach przed karą za potężny środek odstraszający potencjalnych zbrodniarzy. Dzięki Runnersom i informatorom pozostawali na bieżąco z przestępstwami popełnianymi w mieście, a informacje o nich publikowali w ilustrowanej „Police Gazette”, śledząc londyński półświatek z Bow Street. Pod wieloma względami to właśnie bracia Fielding stworzyli koncepcję „łowcy złodziei” – działającą na granicy prawa postać policjanta walczącego z przestępczością25.
Łowcy złodziei, podobni do najemników wybitni znawcy londyńskiego półświatka, operowali na tych samych zasadach co łowcy nagród i tropili złodziei, morderców i rabusiów dla zarobku. Działali „w szarej strefie”, zwykle kierując się zyskiem, negocjując kontrakty między ofiarami i sprawcami, wypłacane za zwrot skradzionych towarów. Wielu, co nie powinno dziwić, wykorzystywało system dla własnych zysków. Przykładowo, przebiegły Jonathan Wild zbił małą fortunę na kupowaniu skradzionych towarów od tych, których miał ścigać, i zwracaniu ich prawowitym właścicielom za zawyżone znaleźne. Wkrótce współpracował ze złodziejami, wybierając wspólnie z nimi ofiary kradzieży i „odzyskując” skradzione dobra za spore sumy26.
Plan sprawdzał się do czasu. Gdy dwóch z pomagierów Wilda zostało aresztowanych za inne występki, w zamian za przychylność sądu zwróciło się przeciwko niemu. W rezultacie podziwiany Naczelny Łowca Złodziei Anglii i Irlandii trafił na szubienicę 25 maja 1725 roku. Knucie i kłamstwa Wilda postawiły łowców złodziei w złym świetle, a jego samego upamiętnił Henry Fielding w powieści _The Life and Death of Jonathan Wild, the Great_ z 1743 roku27.
Fielding zmarł w 1754 roku. Na stanowisku sędziego pokoju Bow Street zastąpił go przyrodni brat, John, który ponoć „mógł rozpoznać ponad trzy tysiące przestępców po samym głosie”. Nazywany Ślepym Sędzią z Bow Street, kontynuował dzieło Henry’ego i apelował o utworzenie zorganizowanej policji. By być na bieżąco z przestępczością, stworzył system prowadzenia dokumentacji, który miał stać się zapowiedzią rejestrów kryminalnych Scotland Yardu. Na początku lat sześćdziesiątych XVIII wieku udało mu się przez jakiś czas zorganizować finansowanie dla grupy dziesięciu konnych policjantów, by patrolowali okolice Londynu, a ich zadaniem była walka z plagą rozbojów na drogach. Choć te patrole odnosiły sukcesy, po osiemnastu miesiącach padły ofiarą „cięć budżetowych” Skarbu Państwa. Końskie patrole miały powrócić na stałe dopiero w 1783 roku28.
Runnersi z Bow Street nadal wykonywali swoje obowiązki, a inne urzędy sędziowskie zaczęły przyjmować system Fieldingów, polegający na utrzymywaniu własnych konstabli do wykrywania przestępstw. W 1800 roku dołączyła do nich patrolująca szlaki wodne Londynu Thames River Police. Nie pomogło to jednak w rozwiązaniu morderstw z Ratcliffe Highway, ponieważ różne jednostki policyjne postrzegały inne jako rywali, a nie sojuszników. Rywalizacja ta paraliżowała śledztwa i pozwalała przestępcom umykać sprawiedliwości. Jak zauważył pewien londyński sędzia pokoju, „policjanci z jednej grupy trzymają informacje dla siebie i nie chcą przekazać ich innym z obawy, że tamci będą mieli przewagę w śledztwie i zdobędą splendor za wykrycie sprawców”29.
Londyn, serce imperium, nie dysponował profesjonalną policją, której tak bardzo potrzebował, a morderstwa w Ratcliffe Highway tylko to brutalnie obnażyły. „Nie ma tygodnia bez publikacji artykułu o wzroście przestępczości w kraju, korupcji w policji lub bezradności sądów” – można przeczytać w jednym ze źródeł. „Ogólne odczucie niezadowolenia, choć na razie dosyć słabe, mogłoby ustąpić, jak to bywało w przeszłości z podobnymi sprawami, jednak impuls do jego powrotu i utrzymania zapewniły poruszające tragedie przy Ratcliffe Highway”30.
Śledztwo w sprawie morderstw, jeśli można je tak określić, zakończyło się w niezadowalający sposób po tym, jak dwóch lokatorów Pubu The Pear Tree doniosło na swojego współlokatora, marynarza Johna Williamsa. Aresztowano go trzy dni po masakrze w King’s Arms na podstawie poszlak: młot ciesielski znaleziony w domu Marra pasował opisem do tego, który zaginął w The Pear Tree; Williams jakiś czas temu zgolił sobie brodę, w niewytłumaczalny sposób dorobił się majątku i służył kiedyś na brygu żaglowym razem z Timothym Marrem; kobiety, które prały jego ubrania, powiedziały, że „dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni” widziały krew na jego koszuli; potem w kamizelce Williamsa konstable znaleźli „zakrwawiony nóż o osobliwym kształcie”, który mógł „spowodować rany gardeł” zamordowanych Marrów31.
Williams, który „został poddany bardzo długiemu i surowemu przesłuchaniu”, utrzymywał, że jest niewinny. Oczekując na proces w Więzieniu Coldbath Fields, powiesił się we własnej celi na „białej apaszce” z poręczy, używanej do wieszania ubrań i pościeli. Jak donosiła londyńska „The Star”, „Sekcja zwłok wykazała, że czyn popełnił stosunkowo niedawno”. „Jego oczy i usta były otwarte, a jego ciało nosiło ślady rozpaczliwej walki o życie”32.
Pozbawiwszy tłum upragnionej zemsty, ciało Williamsa obwożono „na wysokim wozie” obok domów Marrów i Williamsonów, a potem wrzucono je – z kołkiem wbitym w pierś – do dołu wykopanego specjalnie w tym celu, w miejscu, gdzie krzyżuje się New-Road i zaczyna Cannon-Street-Road”33.
Morderstwa przy Ratcliffe Highway przekonały „sporą część społeczeństwa o palącej potrzebie całkowitej reorganizacji systemu policyjnego”. Już wcześniej rozważano utworzenie centralnie sterowanego departamentu policji, ale pomysł upadł pod wpływem społecznych i politycznych obaw, że taka organizacja mogłaby ograniczyć swobody obywatelskie i przybrać militarny charakter. Obawy te zaczęły ustępować pod presją społeczną, której nie ulegli jednak członkowie parlamentu, „pozostając ślepi na wydarzenia wokół nich”34.
W marcu 1822 roku trzydziestoczteroletni minister spraw wewnętrznych Robert Peel – bogaty syn poligrafa, absolwent Eton i Oksfordu – zorganizował nadzwyczajną komisję parlamentarną, by wybadać, czy w Londynie da się utworzyć „system policyjny, zgodny z zasadami wolnego kraju”. Peel znał się na pracy policyjnej. Kiedy wcześniej pełnił funkcję głównego sekretarza Irlandii, ustanowił Irish Peace Preservation Police, „poprzedników Królewskiej Policji Irlandzkiej”35.
Londyńska komisja Peela zastanawiała się nad tą kwestią trzy miesiące, przed przygotowaniem ostatecznego raportu, stwierdzając, że „trudno pogodzić efektywny system policyjny z doskonałą swobodą działania i wolnością od ingerencji, które są wielkimi przywilejami i dobrodziejstwami społeczeństwa w tym kraju”. Ograniczenie tych przywilejów miało, według raportu, być zbyt dużym poświęceniem na rzecz poprawy pracy policji i aparatu wykrywania przestępstw”36.
Rozczarowany, ale gotowy do działania Peel spędził kilka następnych lat, pracując nad reformą sądownictwa i uporządkowaniem bałaganu panującego w krajowym kodeksie karnym, zanim w kwietniu 1829 roku przedstawił propozycję reformy usprawnienia policji w Londynie i okolicach37. Głosiła ona:
Lokalne instancje straży nocnej i policji stanowią nieadekwatną formę zapobiegania i wykrywania przestępstw ze względu na niewystarczające umiejętności stróżów prawa, jak również ich niewystarczającą liczbę, ograniczony autorytet i brak chęci wzajemnego kontaktu i współpracy.
A także:
Wskazane jest wprowadzenie bardziej wydajnego systemu policji w miejsce takich instytucji jak straż nocna i policja nocna38.
„Obowiązkiem parlamentu jest zapewnienie mieszkańcom stolicy i okolic całkowitej i kompleksowej ochrony przed przestępcami” – powiedział Peel, prezentując ustawę. „Oraz przyjęcie szybkich i zdecydowanych kroków w celu zbadania wzrostu przestępczości, postępującego z zaskakującą prędkością”39.
Z takimi argumentami nie można było dyskutować. Zamieszki i przestępczość w Londynie, podsycane bezrobociem i gospodarką, która nie oszczędzała nikogo, stały się ogromnymi problemami. Tym razem więc opozycja wobec ustawy okazała się niewielka i ustawa weszła w życie 19 czerwca 1829 roku, ustanawiając Policję Metropolitalną Londynu, pierwszy profesjonalny i scentralizowany departament policji na świecie. Nowo powstała jednostka miała patrolować i nadzorować dystrykt metropolitalny Londynu, obejmujący obszar 20 kilometrów od centrum, jako które ustalono skrzyżowanie Charing Cross, i podzielony na „17 części oznaczonych literami od A do T”. W każdej miało pracować 165 osób. Dwaj sędziowie, których wkrótce przemianowano na komisarzy, mieli nadzorować pracę policji i odpowiadać za wykonywanie zadań przed ministrem spraw wewnętrznych40.
W ciągu kilku tygodni Peelowi udało się do pełnienia tych funkcji zrekrutować czterdziestosześcioletniego porucznika Charlesa Rowana, weterana wojskowego, który służył pod księciem Wellingtonem w bitwie pod Waterloo i był ekspertem w zakresie wojskowego systemu patroli; a także Richarda Mayne’a, trzydziestodwuletniego irlandzkiego prawnika, który zaczął odpowiadać za prawną stronę departamentu. Obydwaj mężczyźni musieli nauczyć się w trakcie pracy, jak prowadzić raczkującą jednostkę policyjną, mimo że żaden z nich „nie miał pojęcia, co i jak robić”41.
To samo pewnie można było powiedzieć o niewystarczająco wyszkolonych jednostkach i funkcjonariuszach. Nowa Policja, jak określała ją prasa, początkowo składała się z ośmiu nadinspektorów, 20 inspektorów, 88 sierżantów i 895 konstabli. Konstabl zarabiał trzy szylingi dziennie. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy przyjęto do pracy 3200 mężczyzn, ale połowę z nich szybko zwolniono za picie w pracy (jeśli w ogóle się w niej pokazali). Peel „zapożyczył strukturę organizacji londyńskiej policji od wojska, włączając w to mundury, stopnie i autorytarny system rozkazów i dyscypliny”42.
Nadrzędnym celem Nowej Policji było zapobieganie zbrodniom, a nie ściganie sprawców. „W tym celu”, jak napisano w pierwszym instruktażu policji, „każde większe przedsięwzięcie policji winno być kontrolowane. Bezpieczeństwo osób i mienia, zachowanie spokoju publicznego, a także policyjna infrastruktura będą efektywniej wykorzystane w tym celu niż pod kątem wykrywania i karania przestępcy, po tym, jak popełnił przestępstwo”43.
W układzie „poprzedzającym współczesny system wynagrodzeń opartych na wynikach”, możliwości kariery policjanta „były połączone ze wskaźnikami obniżania przestępczości”. Konstable patrolowali ulice w mundurach, które jasno identyfikowały ich jako stróżów prawa, ale pozostawiały wiele do życzenia pod względem wygody. Jeden z pierwszych członków policji wspominał: „Musiałem nosić długi frak i pokryty skórą cylinder z króliczego włosia, który ważył pół kilograma, a także wellingtony, które zrobione były z grubej skóry, oraz pas szeroki na 10 centymetrów, z wielką na 15 centymetrów mosiężną sprzączką”44.
Na swoją siedzibę Nowa Policja wybrała Whitehall Place 4, na którego tyłach „mieściła się mała uliczka o nazwie Great Scotland Yard”. Geneza tej nazwy nie jest do końca znana, choć według najbardziej powszechnej wersji ponoć zatrzymywali się tam królowie Szkocji podczas swojej dorocznej pielgrzymki, by złożyć hołd królom Anglii. Inna legenda natomiast głosi, że w epoce średniowiecza teren ten należał do niejakiego Adama Scotta. Niezależnie od etymologii, nazwa „Scotland Yard” wkrótce zaczęła funkcjonować jako określenie zarówno dla londyńskiej policji, jak i jej siedziby45.
We wrześniu, pomimo wciąż trwającej rekrutacji, Scotland Yard był gotowy do działania z sześcioma dywizjami*. O szóstej wieczorem, we wtorek 29 września, pierwsi konstable – nazywani także „Bobbies” i „Peelers” na cześć Roberta Peela – opuścili „jeszcze nieukończony posterunek przy Scotland Yard i pięć starych wartowni”. Po przejrzeniu wytyczonych na ten dzień tras maszerowali „jeden za drugim, po zewnętrznej stronie chodnika i przystąpili do obowiązków”46.
„Jak bardzo ich liczebność po rozstawieniu na posterunkach dorówna ich ospałym i niezdyscyplinowanym poprzednikom, nie sposób teraz przewidzieć” – zastanawiała się jedna z gazet. „Ale jeśli, co prawdopodobne, jest ich mniej, ufamy, że nadrabiają przygotowaniem fizycznym i sprawną organizacją”47.
Policja nie marnowała czasu, żeby zaznaczyć swoją obecność. „Odkąd nowa policja rozpoczęła działanie – pisał jeden z czytelników „The Timesa” w liście opublikowanym 6 października – przysięgam, że nasze zachodnie ulice stały się dużo spokojniejsze Należy mieć nadzieję, że policjanci będą konsekwentnie usuwać z ulic wszystkich awanturujących się i pijanych; a czyniąc to, poprawią zepsutych, będą postrachem dla naiwnych, niedoświadczonych młodzieńców oraz zapewnią bezpieczeństwo spokojnym mieszkańcom naszej wspaniałej stolicy”48.
Nie wszyscy jednak byli zachwyceni. Wielu wciąż uważało nową formację za agentów rządu, chcących przemienić kraj w państwo policyjne. Tego typu nieufność wyrażała się poprzez „werbalne i fizyczne ataki na policjantów”. Wczesnym rankiem w niedzielę 11 października „tłum pijanych i głośnych obywateli obydwu płci zwyczajowo zebrał się w cieszącej się złą sławą Seven Dials w dzielnicy Camden. Kiedy pojawiła się niewielka liczba konstabli, tłum powitał ich okrzykami: »Idą cholerni policjanci!« i »Przyszły psy«”49.
Pijany tłum stał się jeszcze bardziej agresywny i „mundurowi znaleźli się w znacznym niebezpieczeństwie z powodu niewielkiej liczby”. Wkrótce przyszły posiłki w postaci kolejnych pięćdziesięciu konstabli „z okolicznych posterunków” i rozpędziły tłum, zatrzymując prawie trzydzieści osób. W ciągu piętnastu minut, według jednego ze świadków, w porównaniu z tym, co działo się wcześniej, okolica „zrobiła się równie cicha i spokojna, jak St James’s Square”50.
To wydarzenie, jak donosił „The Times”, stanowiło „praktyczny przykład zaangażowania i determinacji, z którą nowa organizacja gotowa była działać, pełniąc tę niewdzięczną, ale niezbędną służbę”. Istotnie była ona niewdzięczna. Dwudziestego dziewiątego czerwca 1830 roku konstabl Joseph Grantham próbował przerwać bójkę między dwoma pijakami i stał się pierwszym policjantem Scotland Yardu zabitym podczas służby, po tym, jak przewrócono go na ziemię i kopnięto w skroń. Dzień wcześniej jego żona urodziła bliźniaki. Dwa miesiące później, 16 sierpnia, niedaleko Gray’s Inn Road, złodziej śmiertelnie ranił konstabla Johna Longa w serce51.
Scotland Yard zdobywał doświadczenie w bolesny i krwawy sposób, ucząc się w prawdziwej szkole przetrwania. Choć wydawało się to niemożliwe w tamtych wczesnych latach – przez XIX wiek aż do początku drugiej wojny światowej – jednak miał on wyznaczyć nowe standardy w pracy policyjnej. Scotland Yard przyczynił się do rozwoju wielu technik śledczych, poczynając od odcisków palców, przez balistykę, po zabezpieczanie dowodów; podjął pierwsze próby profilowania kryminalnego i zachwycił mieszkańców po obu stronach Atlantyku osiągnięciami detektywistycznymi, mogącymi przyćmić akcję niejednego kryminału. Z czasem stało się najbardziej rozpoznawalną nazwą w świecie policji – a każda kolejna głośna, brutalna sprawa tylko umacniała ten status.
* W momencie powstania Londyńskiej Policji Metropolitalnej we wrześniu 1829 roku, typowa dywizja liczyła średnio ok. 165 funkcjonariuszy (przyp. red.).PRZYPISY
Prolog: Yard
1 James i Critchley, s. 8; „nieskrępowanych występków…”, Phillips, s. 19.
2 „stałe miejsce…”, Stowe, s. 157; „Regent Street…”, Thornbury, s. 134.
3 James i Critchley, s. 9, 11.
4 _The Murders in Ratcliffe Highway_, „The Evening Mail”, 11 December 1811.
5 _Horrid_ _i_ _Unparalleled Murders!,_ „The Morning Chronicle”, 9 December 1811; „Usłyszałam też…”, _The Murders in Ratcliffe Highway_, „The Evening Mail”, 11 December 1811.
6 _The Murders in Ratcliffe Highway_, „The Evening Mail”, 11 December 1811.
7 _Horrid_ _i_ _Unparalleled Murders!,_ „The Morning Chronicle”, 9 December 1811.
8 _The Murders in Ratcliffe Highway,_ „The (London) Star”, 11 December 1881.
9 James i Critchley, s. 15.
10 _The Murders in Ratcliffe Highway,_ _„_The Evening Mail”, 11 December 1881.
11 _Ibidem._
12 „by wbijać rygiel…”, _Murder of Mr Marr_ _i_ _Family_, „The (London) Star”, 10 December 1811; _Horrible Murders_, „The London Courier i Evening Gazette”, 9 December 1811.
13 _Interment of Mr_ _i_ _Mrs Marr,_ _i_ _Infant Son_, „The (London) Globe”, __ 16 December 1811.
14 _More Murders at Ratcliffe_, „_The London Chronicle”_, 20 December 1811.
15 „właśnie sprzątnęła…”, _More Murders_, „The (London) News”, 22 December 1811; „szanowani w okolicy… nieludzko zmasakrowanych”. _Another Murder!_, „The (London) National Register”, 22 December 1811; _Coroner’s Inquest_, „The London Chronicle”, 23 December 1811.
16 _Coroner’s Inquest_, „The Public Ledger i Daily Advertiser”, 23 December 1811.
17 _Ibidem._
18 „na ugór…”, _More Horrid Murders!_, „_The Stamford Mercury”_, 27 December 1811.
19 „pod wieloma względami…”, De Quincey, s. 76; „na Rozpruwacza polowała…”, Hurd, s. 101.
20 „zaśmiecone, brukowane…”, Read, s. 95–96; „strażnik nocny…”, _The New Police_, „The Englishman”, 4 October 1829.
21 „prawie tuzin… dwa szylingi na noc”, Hurd, s. 102; „Częste morderstwa…”, _Coroner’s Inquest_, „The London Chronicle”, 23 December 1811.
22 Read, s. 93–95; „brudnych, zatęchłych…”, _The Police Offices of London_, „The Illustrated London News”, 22 August 1846.
23 _The Police Offices of London_, „The Illustrated London News”, 22 August 1846.
24 „między ogromem biednych…”, _The Police Offices of London_, „The Illustrated London News”, 22 August 1846; „pierwszy Anglik…”, Begg i Skinner, s. 7; „nie tylko powstrzymywali…”, Fido i Skinner, s. 28.
25 Read, s. 96.
26 _Ibidem_, s. 98.
27 _Ibidem_, s. 96, 99.
28 „mógł rozpoznać trzy tysiące…”, _ibidem_, s. 100–101; „cięć budżetowych”, Fido i Skinner, s. 28.
29 Hurd, s. 103.
30 Browne, s. 54.
31 _Ibidem_, s. 60–61.
32 _The Late Murders_, „The (London) Star”, 28 December 1811.
33 Cunningham, s. 692.
34 „sporą część…”, Browne, s. 53; „którzy pozostawali ślepi…”, Begg i Skinner, s. 14.
35 „policję spójną…”, Hurd, s. 71; „poprzedników Królewskiej…”, Fido i Skinner, s. 193.
36 „trudno pogodzić… wykrywania przestępstw”, Hurd, s. 71.
37 Begg i Skinner, s. 16.
38 _Introductory text_ _to_ _the Metropolitan Police Act 1829_. Online na: https://www.legislation. gov.uk/ukpga/Geo4/10/44/introduction.
39 Begg i Skinner, s. 16.
40 „17 części…”, Fido i Skinner, s. 12; Browne, s. 81; Hurd, s. 103.
41 Fido i Skinner, s. 12; Hurd, s. 103; „nie miał pojęcia…”, Begg i Skinner, s. 18.
42 Moss i Skinner, s. 13–15; „zapożyczył strukturę…”, Walker i Katz, s. 25.
43 Fido i Skinner, s. 15–16.
44 „poprzedzającym współczesny…”, Fido i Skinner, s. 15; „musiałem nosić…”, Begg i Skinner, s. 18–19.
45 „mieściła się mała uliczka…”, Begg i Skinner, s. 17; geneza nazwy Scotland Yard, zob. Fido i Skinner, s. 234; Moss i Skinner, s. 17.
46 „jeszcze nieukończony… do obowiązków”, Browne, s. 87.
47 _The New Police London,_ „The Birmingham (UK) Journal”, 3 October 1829.
48 „Odkąd nowa policja…”, List do redaktora „The Timesa”, 7 October 1829.
49 „werbalne i fizyczne…”, Begg i Skinner, s. 19; „tłum pijanych… psy”, _The New Police_, „The Times”, 14 October 1829.
50 _The New Police_, „The Times”, 14 October 1829.
51 „praktyczny przykład…”, _The New Police_, „The Times”, 14 October 1829; Fido i Skinner, s. 106; Begg i Skinner, s. 19–20.
1. wskrzesiciele
1 _Resurrectionists_, „Drakard’s Stamford News”, 26 November 1830.
2 Shelley, s. 37–38, 40.
3 Wszystkie informacje w tym akapicie cytuję z: _The study of anatomy in England from 1700_ _to_ _the early 20th century,_ „Journal of Anatomy”, 20 August 11 (tom 19, nr 2), online 18 April 2011.
4 Treść Murder Act, 1751, można znaleźć w: The Statues Project, 1751: 25 George 2 c.37: The Murder Act.
5 „Absolutna konieczność…”, Bailey, s. 44.
6 „najbardziej zdesperowaną…”, 16 gwinei za ciało, Bailey, s. 45, 47; metoda kradzieży ciał. Pietila, Antero (October 2018), _In Need of Cadavers, 19th Century Medical Students Raided Baltimore’s Graves_, „Smithsonian Magazine” (online: https://www.smithsonianmag.com/history/in-need-cadavers-19th-century-medical-students-raided-baltimoresgraves-180970629/); „obrzydliwe przestępstwo…” , _A_ _Knowledge of Anatomy obtained without the assistance of Burkers or Resurrectionists_, „The Berkshire Chronicle”, 31 December 1831.
7 „wysokie mury…” i rodziny trzymające wartę, Jackson, s. 108.
8 _Preservation of the Dead_, „The Northampton Mercury”, 27 February 1830.
9 „BBC” (20 June 2014), _The macabre world of books bound in human skin_; _Dressed_ _to_ _Kill: Burke Trial Gown Found After 200 Years_, „The Scotsman”, __ 6 August 2012; _The University of Edinburgh Anatomical Museum website_, „William Burke”.
10 _The Trial_, _Sentence, and_ _Confessions of Bishop_, _Williams_, _and May at the Old Bailey_ _on_ _Friday_, 2 December 1831 (odtąd jako „TSC”), s. 14; _Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Evening Mail”, 9 November 1831.
11 „odpowiednie” i „wyjątkowo świeże” i „Nie wyglądało”, „TSC”, s. 14; rana na głowie. _Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Evening Mail”, 9 November 1831.
12 _The Italian Boy_, „The Berkshire Chronicle”, 12 November 1831.
13 „TSC”, s. 15, 19.
14 Wymiana między Thomasem i więźniami z „TSC”, s. 19; _An Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Evening Mail”, 9 November 1831.
15 „TSC”, s. 11.
16 Sekcja _POLICE_, „The Times”, 7 November 1831.
17 _Ibidem_.
18 „TSC”, s. 17.
19 „w wieku 13… niesłyszący i niewidzący”. _An Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Evening Mail”, 9 November 1831.
20 „TSC”, s. 25.
21 _An Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Evening Mail”, środa, 9 November 1831; „TSC”, s. 16, 17.
22 „TSC”, s. 17–18.
23 _Ibidem_., s. 23.
24 _Ibidem_.
25 „W pomieszczeniu…”, _Inquest_ _on_ _the Italian Boy_, „The Globe”, 9 November 1831; „Nie chcę podać nazwy…”, _The Italian Boy-Adjourned Inquest_, „The Public Ledger and Daily Advertiser”, 11 November 1831.
26 _The Italian Boy-Adjourned Inquest_, „The Public Ledger and Daily Advertiser”, 11 November 1831.
27 „na ławkach wykładano…”, Notatki i pytania, s. 223.
28 „TSC”, s. 19–20.
29 _Ibidem_, s. 21.
30 „TSC”, s. 22; „Wiesz, że nie mogę…”, _Alleged Case of Horrid Murder by Burking an Italian Boy_, „Bell’s Weekly Messenger”, 13 November 1831.
31 Pogrzeb i wycinek z „The Timesa” __ za: Wise (Kindle Edition).
32 _The Murder of the Italian Boy_, „The Morning Advertiser”, 12 November 1831.
33 „służyły do otwierania… wybijania zębów”. _Alleged Case of Horrid Murder by Burking an Italian Boy_, „Bell’s Weekly Messenger”, 14 November 1831; _Alleged Murder of the Italian Boy,_ „The Public Ledger and Advertiser”, 12 November 1831.
34 „oczekując, że uda…” ciało i skalp, _The Murdered Italian Boy_, „The Times”, 21 November 1831; „niebieski płaszcz… pokryte popiołem”, „TSC”, s. 27.
35 „starszy gospodarz… wykupił”, Wise (Kindle Edition); _The Murdered Italian Boy,_ „The Times”, 21 November 1831; „Twarz…”, „TSC”, s. 24.
36 „poruszył i przeraził…”, _The Murdered Italian Boy_, „The London Courier and Evening Gazette”, 21 November 1831; „o morderstwo z premedytacją…”, _Trial of Bishop, Williams, and May of the Italian Boy_, „The Times”, 3 December 1831; „jedynie niósł…”, _Final Examination of the Parties Charged with the Murder of the Italian Boy_, „The (London) Morning Herald”, 26 November 1831.
37 _Trial of the Three Resurrection Men for the Murder of the Italian Boy_, „The Public Ledger and Daily Advertiser”, 3 December 1831.
38 Szczegóły śmierci chłopaka w: „TSC”, s. 36–37.
39 Zeznanie Bishopa w: „TSC”, s. 37–38.
40 _Ibidem_, s. 40, 42.
41 „Niecałe dwie minuty…”, _The Trial of Bishop, May, and Williams for the Murder of the Italian Boy_, „The Preston Chronicle”, 10 December 1863.
42 Wise (Kindle Edition).
43 _Ibidem_.
44 Anatomy Act of 1832. _Ibidem_; „utylizację, przechowywanie…”, Human Tissue Authority website; Q_&A: Human Tissue Act,_ „BBC News”, 30 August 2006.