sekret mody - ebook
Sekret mody to opowieść o młodej dziewczynie, Emily, która przeprowadza się do Nowego Jorku i odkrywa, że odziedziczyła po babci niezwykły dom mody Monteclair. Ukryte na poddaszu atelier kryje barokowe kreacje, które nie tylko zachwycają swoim pięknem, ale także posiadają magiczną moc ujawniania tajemnic z przeszłości swoich właścicieli. Emily staje do walki o przetrwanie rodzinnej marki, zmagając się z konkurencją i zdradą najbliższych. Wśród rywali znajduje się Mark, przystojny, lecz arogancki inwestor, który nieoczekiwanie stanie się jej sprzymierzeńcem w odkrywaniu mrocznej tajemnicy ubrań. Pełna intryg, emocji i niespodziewanych zwrotów akcji historia prowadzi Emily na granicę miłości, zdrady i odkrywania własnej tożsamości. Czy magia Monteclair pomoże jej ocalić dziedzictwo i odnaleźć siebie?
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 137 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1.
Emily siedziała w taksówce, wpatrując się przez okno w wir ulicy Nowego Jorku.Nie mogła uwierzyć, że to jej nowe życie. Miasto, o którym marzyła od lat, mieszkając w małym domku w Arizonie teraz stało się jej domem. Serce biło jej szybciej, a każda minuta spędzona w tym chaosie sprawiała, że czuła się, jakby była malutką mróweczką. Tu, na Manhattanie, wszystko było szybkie, intensywne i pełne życia. Ludzie, którzy mijali ją na ulicach, byli jak postacie z filmu – każdy z nich miał swoją historię, swoje miejsce w tym ogromnym mieście. Każdy pędził w swoją stronę. Była tylko jedna rzecz, która ją przyciągała: Dom mody babci. Babcia Emily zmarła jakiś czas temu. Prowadziła zakład, który od lat był jednym z najlepiej ocenianych w mieście, ale po jej śmierci zakład nie radził sobie najlepiej. Emily, z wykształceniem krawieckim i marzeniem, by kontynuować tradycję rodzinną, przyjechała do Nowego Jorku, by spróbować ożywić ten biznes. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Ale to było jej dziedzictwo, jedyna rzecz, jaką po niej odziedziczyła.Zakład Monteclair. Taksówka zatrzymał pojazd na Brooklynie przed starą kamienicą, gdzie znajdował się zakład. zbudowany z cegły, z dużymi oknami, przez które kiedyś widać było wnętrze pełne drogocennych tkanin i pięknych kreacji. Teraz budynek wyglądał na zaniedbany. Z daleka widać było, że nie jest to najnowocześniejszy adres w mieście. Emily poczuła lekkie ukłucie niepokoju, ale jednocześnie wiedziała, że nie ma odwrotu. Musi to zrobić. Musi spróbować.Zanim weszła do budynku, jeszcze raz spojrzała na wieżowce w tle, wpatrując się w rozświetlony Manhattan. Wzięła głęboki oddech, starając się zrzucić z siebie ciężar niepewności. Otworzyła drzwi i weszła do środka.Zakład był pełen kurzu i zapomnianych wspomnień. W powietrzu unosił się zapach starych tkanin i farby, jakby czas w tym miejscu zatrzymał się na długo. Wnętrze było ciemne, z pojedynczymi strumieniami światła wpadającymi przez okna, które wymagały czyszczenia. Stare maszyny do szycia stały porozrzucane po kątach, a na ścianach wisiały zdjęcia przedstawiające dawnych pracowników zakładu. Emily poczuła, jak wzbiera w niej nostalgia. To wszystko miało swoją historię, ale ta historia była wciąż nieukończona. I to Emily miała ją dokończyć odnawiając zakład.– Cześć, Emily! – zawołała jej przyjaciółka, Sofia, która wpadła do środka z uśmiechem na twarzy. Wyglądała prześlicznie. Jak zawsze zresztą. Miała krotkie blond włosy jasno niebieskie oczy, i pełe usta. Ubrana była w błękitną bluzkę i białe jeansy.Sofia mieszkała w Nowym Jorku od kilku lat i była zawsze tym pewnym punktem w życiu Emily. Nigdy nie bała się głośno mówić, co myśli, i była osobą, która potrafiła dodać odwagi.No a poza
tym bardzo tęskniła za nią. Emily odwzajemniła uśmiech, ale zauważyła, że Sofia wyglądała na trochę zdenerwowaną, może zaniepokojoną. Czyżby chciała jej cos powiedzieć? Zawsze potrafiła ukrywać swoje emocje, ale teraz coś w jej oczach zdradzało, że coś się dzieje.– Hej, Sofia. Dziękuje ci kochana za przyjęcie mnie tutaj. Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie – powiedziała Emily, wzdychając i opuszczając ręce wzdłuż ciała. – Nie mam pojęcia, co robić z tym wszystkim. Zakład wygląda... no, nie tak, jak bym chciała. Co prawda jest bardzo sentymentalnie ale zapamietałam to trochę inaczej. Sofia podeszła do niej, kładąc ręce na ramionach.– Spokojnie, Emily. Daj sobie trochę czasu. To tylko kwestia adaptacji i kilku farb na ściany. Wiesz, że masz w rękach coś naprawdę wyjątkowego. Twoja babcia zostawiła ci nie tylko zakład, ale i całą tę tradycję. A to nie jest coś, co zdarza się każdemu. Możesz z tego zrobic potężny dom mody. – dodała, a jej głos był ciepły, ale pełen zdecydowania.– To prawda – odpowiedziała Emily, ale jej serce wciąż było pełne niepokoju. Wydawało się jej, że nie jest gotowa na tę odpowiedzialność, mimo że naprawdę tego chciała. W głowie kłębiły się pytania: Czy uda jej się utrzymać zakład? Czy będzie w stanie sprostać oczekiwaniom, jakie zostały na nią nałożone? Sofia zmieniła temat, jakby chcąc odwrócić jej uwagę od pesymistycznych myśli.– Zresztą, masz teraz coś jeszcze na głowie. Pamiętasz Marka z Céline Couture? – zapytała z uśmiechem. – On jest właścicielem konkurencyjnego domu mody. Mówią, że jest... hm, przystojny, ale to straszny palant. Nie wiem, czy ci się spodoba. Ale wiesz, jak to bywa w tej branży. Rywalizacja.
Emily zmarszczyła brwi, myśląc o tym, co powiedziała Sofia. Marka znała tylko z opowieści, jednak jego obecność w Nowym Jorku była niemożliwa do zignorowania. Hmm.. dlaczego tak odrazu wypalila o nim? Wszyscy mówili o jego sukcesach, o tym, jak dom mody Marka zyskał popularność w błyskawicznym tempie. Jednak Emily nie była przekonana do jego stylu, ani do jego charakteru. Choć, jak przyznała sobie w duchu, nie znała go naprawdę. Mogła oceniać jedynie pogłoski. Nie miała jeszcze okazji się z nim spotkać.– Co o nim myślisz? – zapytała w końcu, starając się brzmieć obojętnie.– Myślę, że nie będzie ci łatwo – odpowiedziała Sofia. – Czeka cię sporo trudnych decyzji. Emily poczuła ukłucie niepokoju. – Co zatem proponujesz? – zapytała. – Nie wiem, co mam robić. Pokaz mody, jak mówiłaś? To wydaje się zbyt dużym krokiem.Nie ma tyle funduszy na start.Sofia westchnęła, patrząc na nią z pełnym zrozumienia wyrazem twarzy.– Pokaz mody. To sposób, by pokazać światu, że wciąż tu jesteś.A jeśli chodzi o pieniąze nie martw się. Umówiłam cię już z człowiekiem który pomoże tobie w tej kwestii. Twoje projekty mają potencjał, ale musisz to udowodnić. Trzeba stworzyć coś, co zatrzyma wszystkich. Nie tylko zaskoczy konkurencyjny dom mody, ale i innych ludzi. Inwestorów. Ludzi, którzy mogą dać ci szansę na rozwój.Emily czuła, jak stres narasta w jej piersi. Pokaz mody w Nowym Jorku. To brzmiało jak ogromne wyzwanie, które mogło całkowicie zmienić jej życie.Jednak była pewna jednej rzeczy – nie mogła uciec od tego, co już zostało postanowione. Zakład babci, tradycja, dziedzictwo... Wszystko to leżało teraz w jej rękach.-Dobra chodź babo na ploteczki-szczebiotała szczęśliwa widokiem przyjaciółki Sofia. Zostawiły częsć bagaży Emily w domu mody i ruszyły z jej różową walizką(ulubioną) do kawiarni.Sofia zaprowadziła przyjaciółkę do uroczego miejsca. Wszystko było w kolorze ciemnego drewna, piękne oświetlenie, masywne cimne zasłony. bardzo przytulnie i klimatycznie. Zamówiły gorącą czekoLade która okazała się bombą kaloryczną ale była przepyszna.-Jak dowiedziałaś się o spadku babci?-zapytała z dużą ostrożnością Sofia.-Emily zmieszała się troche na to pytanie bo przypomniał jej się moment gdy wiedziała już o śmierci babci wiedząc co to za koperta...-dostałam list-rzekla chłodno. Nie umiem okreslić co czulam. Wiedzialam o zakładzie juz dużo wcześnej, ale chyba głownie poczułam żal, ze nie zdążyłam jej zobaczyć po tylu latach w Arizonie. Wymienialysmy się tylko listami i pocztówkami.-Rozumiem. Nie pytam już o to bo jutro i tak czeka cię cięzki dzień. Musisz się jeszcze dziś rozpakować z tej rózowej walizki-zaśmiała się-. Naszykowałam już dla ciebie miejsce w szafie i moją kanapę.-Emily uśmiechneła się do niej. Była jej bardzo bliska. Reszte wieczoru spedziły na zwiedzaniu Nowego Yorku. Chodziły szczebiotając i przepychając się na chodnikach. Skakały przez kałuże, były bardzo beztroskie i szczęśliwe. Gdy wrócily do domu Emily przystąpiła do rozpakowywania się. Wręczyła Sofii kilka prezentow które przywiozła z sobą i wyłożyła wszystkie ubrania oraz kosmetyki. Emily czuła sie wyczerpana po długiej podróży i produktywnym wieczorze z przyjaciołką.Zgarnela kilka rzeczy i poszła pod dłuugi gorący prysznic. Zrzuciła ubrania i weszła do kabiny. Odkręciła kurek i pozwoliła by gorące krople wody zwiedzały jej ciało. W głowie tłukły jej się przeróżne myśli..Bardzo się bała tego co przyniesie jutro. Gdy byla już w łóżku kręciła się z boku na bok. Nie mogla zasnąć. Krople deszczu uderzaly o parapet na zewnątrz. Pogoda idealnie odzwierciedlała jej stan.
Emily nie mogła spać tej nocy. Leżała na kanapie w mieszkaniu Sofii, w starym, ale przytulnym budynku na Lower East Side, a za oknem rozciągała się panorama Nowego Jorku. Widok na rozświetlone ulice Manhattanu sprawiał, że czuła się, jakby była częścią jakiejś wielkiej opowieści. Wszędzie dźwięki, zapachy, ruch. Miasto, które nigdy nie śpi. A ona, leżąc tam w ciemności, czuła się jak obca. Przynajmniej na razie.Na stole w kuchni stała szklanka z wodą, którą piła przed chwilą, nie mogąc zasnąć. Każdy dźwięk na zewnątrz był zbyt głośny, jakby miała to wszystko na wyciągnięcie ręki. Myśli w jej głowie kłębiły się jak wulkan. Pokaz mody? Przejęcie zakładu krawieckiego po babci? I te plotki o Marku , które krążyły w powietrzu, niczym złowrogie cienie.„Co by zrobiła babcia?”, pomyślała, zamykając oczy. Babcia, która przez całe życie budowała swoją markę, której projekty nosiły gwiazdy i kobiety sukcesu. Emily mogła sobie tylko wyobrazić, jak trudno było jej trzymać się na powierzchni w tak konkurencyjnej branży. Teraz wszystko to spadło na nią.Poranek przyszedł zbyt szybko. Sofia obudziła ją, krzycząc przez drzwi pokoju.– Hej, Emily, budź się! Pora ruszać! – usłyszała jej radosny, ale nieco niecierpliwy głos. – Dziś masz do załatwienia masę rzeczy.Emily przeciągnęła się leniwie i usiadła na brzegu sofy, starając się pozbyć ostatnich resztek snu. Dzień zaczynał się od zgiełku i energii. Rozsuneła zasłony i spojrzała na wschodzące słońce, które powoli zaczynało malować Lower East Side w odcieniach złota i różu.– Dobrze, dobrze... już wstaję – odpowiedziała, przeciągając się jeszcze raz. Spojrzała w lustro by ogarnąć swoje kruczoczarne włosy okalające bladą twarz z niebieskimi oczami zrobiła delikatny makijaż i zjadła szybkie śniadanie.Potem Sofia zaprowadziła ją do zakładu, który miał być jej nowym światem. Czuła dziwny ucisk w żołądku, ale starała się go ignorować. Kiedy dotarły na miejsce, Emily zauważyła, że nie tylko wygląd budynku był nieco przygnębiający. W powietrzu czuło się coś nieuchwytnego, jakby miejsce to straciło swoją dawną duszę. Tylko kilka starych maszyn do szycia stało na swoim miejscu, zakurzone, ale wciąż gotowe do pracy. Tkaniny, które kiedyś wypełniały wszystkie zakamarki, teraz były jedynie wspomnieniem. Półki były puste, a jedyny zapach, który unosił się w powietrzu, to zapach starego drewna i wilgoci. To nie był ten sam zakład, który babcia prowadziła z pasją. To było tylko echo jej pracy.– Będzie dobrze – powiedziała Sofia, kiedy Emily stanęła w progu i popatrzyła na opuszczone wnętrze. – Wiesz, że masz talent. Wystarczy dać temu wszystko, co masz w sobie. Czasami trzeba po prostu ruszyć do przodu. Inaczej nic się nie zmieni. Emily nie odpowiedziała od razu. Podeszła do jednej z maszyn do szycia, sprawdzając jej stan. Po chwili wzięła w dłonie kawałek jedwabnej tkaniny, która leżała na podłodze, i zaczęła delikatnie przesuwać ją po stole. To było dziwne uczucie, jakby miała odrodzić coś, co dawno już umarło. Coś, co było kiedyś pełne życia, a teraz leżało zapomniane w kącie.– To musi być więcej niż tylko biznes. To musi być pasja – powiedziała sama do siebie, jakby próbując przekonać się, że naprawdę chce to zrobić. Sofia wróciła do rzeczywistości, wyciągając telefon z torebki.– Dobrzea, musimy się spotkać z kimś, kto może ci pomóc w kwestii finansów. Chciałam ci go przedstawić. To naprawdę ważne, Emily.Jesteśmy juz umówione. Chociaż może być trochę dziwny. Emily zerknęła na nią, unosząc brwi.– Dziwny? – zapytała, niepewna, co dokładnie ma na myśli.– Tak, dziwny. Ale jego firma może pomóc ci w zdobyciu inwestorów, jeśli chcesz spróbować wystartować z pokazem mody. Mówię ci, zrób to, zanim ktoś inny wejdzie w ten rynek. Emily miała wrażenie, że cały świat popycha ją w stronę decyzji, które niekoniecznie były zgodne z jej marzeniami. Ale wiedziała, że musi spróbować. Kiedy weszły do kawiarni na rogu, która była ich umówionym miejscem spotkania, Emily od razu poczuła się nieco nie na miejscu. Wnętrze było eleganckie, z drobnymi, złotymi akcentami na białych ścianach. W powietrzu unosił się zapach świeżo mielonej kawy, a w tle grała cicha muzyka jazzowa. Przy jednym ze stolików siedział mężczyzna, który, mimo że był ubrany w elegancki garnitur, miał coś w sobie, co sprawiało, że wyglądał na kogoś, kto nie pasował do tego miejsca. Jego spojrzenie było pełne pewności siebie, ale także chłodne, jakby nie interesowało go, co się dzieje wokół. Emily zauważyła jego ciemne włosy, które były starannie uczesane, ale nie do końca zgrabnie .Sofia podeszła do niego z uśmiechem, a Emily pozostała na chwilę z boku, wpatrując się w tego mężczyznę. Wyglądał na osobę, która żyła w świecie finansów, ale w sposób, który nie wzbudzał sympatii. Emily poczuła lekkie ukłucie niepokoju. Kto to był? I co Sofia miała na myśli, mówiąc, że był "dziwny"? Mężczyzna spojrzał na Emily, kiedy Sofia go przedstawiła.– Emily, to James – powiedziała Sofia, po czym usiadła naprzeciwko, zostawiając ich we dwójkę. – James, to Emily. Ona może być nową gwiazdą w świecie mody. James skinął głową, wstając z miejsca i uścisnął jej dłoń. Jego uścisk był pewny, ale nieco szorstki.– Miło cię poznać, Emily. Pozwolisz, że poczekamy jeszcze na Inwestora.Utnąl w korku będzie lada moment. James uśmiechnął się ciepło. -Wiem, że to może być dla ciebie nowa droga, ale jeśli chcesz, mogę ci pomóc w zdobyciu inwestorów a co za tym idzie finansów oraz wsparcia, którego potrzebujesz, Emily.
Sofia, Emily i James siedzieli przy drewnianym stole w małej, eleganckiej kawiarni na Lower East Side.Niby zwykla sytuacja i dość codzienna ale to tu ważyły sie losy zakładu Babci. Światło padało przez wielkie okna, tworząc ciepłą atmosferę, która nijak nie pasowała do napięcia unoszącego się w powietrzu. Przystojny brunet z przenikliwym spojrzeniem, siedział z filiżanką espresso, obserwując Emily z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Notował coś na tablecie, od czasu do czasu spoglądając na rozmówców.Wtem rozległ się dźwięk drzwi wejściowych. To był Inwestor. Emily zbladła na jego widok. Doskonale znała te twarz z okładek gazet i wiadomości. Mark Céline Couture...Ubrany był w Elegancki garnitur a ciemnobrązowe włosy zaczesane do tyłu. "Czy wszyscy biznesmeni wyglądają tak samo" Pomyślała Emily. Po jego oczach błąkało się coś złowrogiego ale i intrygującego. Podszedł do stolika witając się z wszystkimi. Gdy podał rękę Emily poczuła niepokój. Nie odpowiadała jej ta sytuacja. Między Jamesem wymienili kilka zdań i w grupie zapadła niezręczna cisza. To Mark ją pierwszy przerwał.
– Monteclair – powiedział powoli. – Marka o historii, ale... czy historia wystarczy, żeby przyciągnąć współczesnego klienta? Nie jestem przekonany, że inwestowanie w coś tak... niszowego ma sens. Emily poczuła, jak serce bije jej mocniej, ale nie dała tego po sobie poznać.– -Monteclair to coś więcej niż historia – odparła spokojnie. – To marka, która łączy przeszłość z przyszłością. Każda kreacja opowiada historię, która rezonuje z klientami. W świecie masowej produkcji oferujemy coś, co daje ludziom poczucie wyjątkowości.Mark uniósł brew, a James wtrącił się, zerkając na Emily zza tableta.– Ciekawe podejście, ale jak zamierzacie wyróżnić się na tle konkurencji? To, co mówisz, brzmi dobrze, ale potrzebujemy konkretów.Sofia, która dotąd milczała, odłożyła filiżankę cappuccino i spojrzała na Jamesa.– Wyróżnimy się czymś, czego nikt inny nie ma. Duszą. Monteclair to więcej niż moda – to przeżycie, emocje i sztuka. Każda kolekcja będzie miała unikalny charakter, a klienci poczują się jak część czegoś wyjątkowego.Chcemy ją zaprezentować na wybiegu.Mark spojrzał na Sofię z zainteresowaniem, ale nie wyglądał jeszcze na przekonanego.– Emocje są dobre w reklamach – powiedział. – Ale czy to wystarczy, by zbudować stabilny biznes?James przechylił się lekko do przodu.– Mark, widzę potencjał – powiedział. – Jeśli postawimy na ekskluzywne kolekcje i mocne kampanie marketingowe, Monteclair może odnieść sukces. Ale wszystko zależy od tego, czy Emily i jej zespół zdołają przekuć wizję w realny produkt.Mark wziął łyk kawy, przez chwilę milcząc. W końcu spojrzał prosto na Emily.– Dobrze – powiedział. – Dam wam szansę ale oczekuje spektakularnych efektów i chcę mieć wgląd do postępów pokazu mody.Emily skinęła głową, czując mieszankę ulgi i determinacji.– Dziękujemy, Mark. Udowodnimy, że Monteclair to przyszłość mody.Mark uśmiechnął się lekko i wstał z miejsca.– Trzymam was za słowo. James, dopilnuj, żeby wszystko było zgodnie z planem.Kiedy Mark odszedł, James spojrzał na Emily z lekkim uśmiechem.– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz, Emily-. Odetchnęła głęboko i spojrzała na Sofię.– Musimy zacząć działać. Monteclair nie może zawieść.
Kiedy Emily wróciła do zakładu, miała mieszane uczucia. Spotkanie z Jamesem i nieszczęsnym Inwestorem w kawiarni nie przyniosło jej poczucia ulgi. Choć oferował pomoc, czuła, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje.Mimo to podpisała z nim umowę ale nie czula ulgi z tego powodu. Był pewny siebie, zbyt pewny siebie, jakby w pełni kontrolował sytuację. Kiedy rozmawiali o inwestycjach, zauważyła, że jego oczy były zbyt chłodne, a uśmiech zbyt wymuszony. Czuła się, jakby była częścią jakiejś gry, której zasady dopiero miała poznać. Być może była zbyt ostrożna, ale wiedziała jedno – nie zamierzała oddać swojego dziedzictwa bez walki.Zakład babci nadal wyglądał na zaniedbany. Mimo że próbowała zabrać się za porządki, coraz bardziej przytłaczała ją ta ciężka odpowiedzialność. Wszędzie było pełno starych rzeczy: maszyny, tkaniny, zniszczone projekty. To wszystko wydawało się martwe, jakby czekało na kogoś, kto je ożywi. W pomieszczeniu z projektami na ścianach wisiały zdjęcia babci, która na tych zdjęciach zawsze wyglądała na silną i pełną pasji. Emily patrzyła na te obrazy z bólem w sercu. Chciała poczuć tę samą pasję, ale nie wiedziała, jak.Poszła do najbliższego sklepu z farbami i narzędziami.Emily weszła do sklepu z farbami, nerwowo zaciskając dłoń na liście kolorów, który wcześniej przygotowała. Wysokie półki uginały się pod ciężarem puszek w przeróżnych odcieniach – od kremowej bieli po głęboki granat. Powietrze pachniało rozpuszczalnikami i czymś chemicznie sztucznym, co przyprawiało ją o lekki ból głowy. Zatrzymała się na chwilę, próbując zorientować się w chaotycznym układzie sklepu.– Emily Monteclair, osobiście. – Znajomy, zbyt pewny siebie głos zabrzmiał tuż za nią.Emily odwróciła się gwałtownie. Mark stał tam, oparty o regał z puszkami farb, w dłoni obracając próbnik kolorów, jakby to była zabawka. Miał na sobie rozpiętą skórzaną kurtkę, a jego uśmiech był równie arogancki, co zawsze.– Co ty tutaj robisz? – zapytała z wyraźnym zaskoczeniem i lekką irytacją w głosie.Mark wzruszył ramionami.– Szukam inspiracji – odparł, wskazując na półki. – Myślałem, że może wreszcie znajdę kolor, który idealnie pasuje do twojego wiecznie zagniewanego wyrazu twarzy. Może „gniewna purpura”? Albo „obrażony róż”?Emily przewróciła oczami i ruszyła w stronę alejki z pastelami, ignorując go tak ostentacyjnie, jak tylko mogła. Ale Mark, oczywiście, poszedł za nią.– Wiesz, jeśli chcesz, mogę ci pomóc – rzucił, wyciągając rękę, żeby chwycić puszkę z najwyższej półki.– Nie potrzebuję twojej pomocy – odparła sucho, unikając jego spojrzenia.- Ach, Emily, dlaczego zawsze jesteś taka niezależna? – Mark zrobił krok w bok, udając, że przestawia puszki, ale w rzeczywistości celowo podstawił jej nogę.Emily potknęła się i w ostatniej chwili złapała regału, żeby nie upaść. Odwróciła się błyskawicznie, piorunując go wzrokiem.– Ty kretynie! – wybuchnęła, zaciskając dłonie w pięści. – Podstawiłeś mi nogę!Mark zaśmiał się, jakby właśnie opowiedziała najlepszy dowcip dnia.– Podstawiłem? Ależ skąd! To musiała być przypadkowa kolizja z przeznaczeniem. Może farby chcą ci coś powiedzieć?Emily spojrzała na niego, a jej twarz przybrała wyraz zimnej furii.– Wiesz, że to sklep z chemikaliami, prawda? Gdybym przypadkiem wylała coś na twoją twarz, miałbyś kolor, który idealnie odzwierciedla twoją osobowość. Może „toksyczny zielony”?Mark uniósł ręce w geście obronnym, śmiejąc się jeszcze głośniej.– Emily, przyznaj, że życie ze mną w pobliżu jest ciekawsze. Bez moich dowcipów byłabyś zgorzkniała jak ta stara puszka beżu na górnej półce.– A ty, Mark, jesteś jak farba, której nikt nigdy nie używa, bo każdy wie, że tylko wszystko psuje – odcięła się, mijając go z dumnie uniesioną głową.– Ach, ale za to zawsze jestem w centrum uwagi – rzucił za nią, krzyżując ramiona z szerokim uśmiechem.Emily zignorowała jego ostatnią uwagę, kierując się do kasy. Jednak gdzieś w głębi duszy czuła, że Mark, ze swoją irytującą pewnością siebie, jednak wprowadzał chaos, który nieco rozjaśniał jej dzień – nawet jeśli był to chaos, od którego czasem miała ochotę uciec..Gdy wróciła do zakładu opowiedziała o wszystkim przyjaciółce. Siedziały na blatach i zajadały pizzę w przerwie od malowania. Sofia wpadła na chwile pomóc chociaż trochę Emily przy remoncie. Z zaciekawieniem słuchała opowieści o bezczelnym inwestorze. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, kim jest ten facet. Ale tu liczył się dom mody i fundusze na pokaz mody. Dziewczyny zawzięcie pracowały nad kolorem ścian mebli i dodatków. Zamówiły też nowe manekiny zasłony d przymierzalni kilka nowych maszyn do szycia i piękną dużą sofę w stylu ludwika z białym drewnem i różowym obiciem. Wszystko zaczynało nabierać kształtów. Dom mody zaczynał tętnić życiem.
2.
Ostatnie tygodnie spędziła w zakładzie, przygotowując projekty, przeglądając tkaniny, konsultując się z rzemieślnikami, którzy jeszcze pamiętali techniki stosowane przez babcię. Po każdej wizycie w tej zatęchłej, staroświeckiej przestrzeni miała uczucie, że coś ją przyciąga – coś, co nie dawało jej spokoju. To miejsce, te maszyny, ten zapach materiałów – wszystko to wywoływało w niej wspomnienia, których nie potrafiła dobrze uporządkować.W pomieszczeniu, w którym babcia spędzała większość czasu, Emily spędzała teraz długie godziny. W powietrzu unosił się zapach starych książek i kurzu, ale to właśnie tutaj czuła się najbliżej babci. Na stole wciąż stały projekty, na których babcia pisała drobnym pismem notatki. Emily czuła się tak, jakby wciąż miała dostęp do jej świata, jakby każda linia, każdy szew na tych materiałach opowiadały historię, którą tylko ona mogła zrozumieć.Czasami jednak, kiedy była sama, Emily miała poczucie, że to miejsce kryje przed nią coś, o czym nie wiedziała. Kobieca intuicja podpowiadała ej, że cos jest nie tak.Czuła się, jakby była tylko częściowym właścicielem tej przestrzeni, jakby jej rola w tym wszystkim była nieco inna niż to, co wyobrażała sobie na początku. Była wciągnięta w coś większego, coś, czego nie rozumiała. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale czasami czuła dziwną obecność, jakby ktoś stał za nią, patrzył na nią i czekał, aż wreszcie odkryje tę tajemnicę. Jednak zamiast zastanawiać się nad tymi uczuciami, postanowiła zrobić to, co miała do zrobienia. Skupiła się na pracy. Na materializacji wizji, którą miała w głowie od tak dawna. I kiedy patrzyła na projekty, które wyłaniały się spod jej rąk, zaczęła dostrzegać coś więcej niż tylko ubrania – zaczęła widzieć w nich historie, które mogłyby zostać opowiedziane. Były jak zaciśnięte dłonie, które chciały wykrzyczeć prawdę, ale nie mogły.Tego dnia, kiedy Emily postanowiła spróbować otworzyć sejf w biurze. Miała dziwne przeczucie. Czuła, że nadchodzi moment, który zmieni wszystko. Może to właśnie ta tajemnica miała teraz ujrzeć światło dzienne. Co babcia chciała jej przekazać? Emily nie miała pojęcia, ale wiedziała, że nie mogła tego dłużej ignorować. Czasami, miała wrażenie, że każdy kąt tego miejsca przechowuje jakąś niewypowiedzianą prawdę.To biurko, w którym babcia spędzała wiele godzin, każdy kawałek materiału, który dotykała, każda maszyna, którą uruchamiała. Wszystko to miało w sobie historię. A teraz to ona była strażniczką tej historii.Kobieca intuicja nie mogła się mylić. Ten niepokoj i dziwna atmosfera musiałybyć uzasadnione. Klucz do sejfu znalazła w starej szufladzie, pod stertą papierów. To był ten sam klucz, który babcia trzymała w ręce, kiedy Emily była jeszcze małą dziewczynką i czasami bawiła się w jej gabinecie. Tylko że wtedy nie miała odwagi zapytać, co kryje się w sejfie. Babcia zawsze mówiła, że nie wszystko jest przeznaczone dla dzieci, ale teraz Emily poczuła, że ma prawo to odkryć. Nie była już dzieckiem. Teraz miała przejąć odpowiedzialność za to miejsce.Włożyla i przekręcila klucz. Sejf otworzył się z cichutkim brzdękiem. Kiedy udało jej się dobrać do sejfu, znalazła w nim tylko jedną rzecz – małą kopertę, starannie zapisaną i zabezpieczoną. Kiedy wyjąła ją, na froncie zobaczyła napis: „Dla Emily, kiedy będzie gotowa.” To, co poczuła w tej chwili, trudno było opisać. Była to mieszanka ekscytacji i strachu. Była gotowa? Czy naprawdę mogła poznać prawdę, którą babcia postanowiła przed nią ukryć?Otworzyła kopertę powoli, jakby bała się, że coś jej umknie, że coś zniknie, zanim zdąży to zrozumieć. Wewnątrz znalazła złożony na pół kawałek papieru. Na jego powierzchni widniały słowa, które sprawiły, że jej serce na moment stanęło.„Emily, jeśli to czytasz, to znaczy, że nadszedł czas.Żaden wypadek nie jest bez przyczyny. Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłam Ci powiedzieć, ale obiecałam, że dowiesz się, kiedy nadejdzie odpowiedni moment. To, co dzisiaj robisz, nie jest tylko Twoją decyzją. Wiele osób będzie chciało, byś nie wiedziała tego, co odkryjesz. Ale zrób to. Otwórz oczy i zobacz wszystko, czego do tej pory nie zauważyłaś. I pamiętaj dziecko drogie o mojej sukni.”Kiedy Emily skończyła czytać, poczuła, jak jej serce bije szybciej. Jej dłonie stały się zimne, a w głowie kłębiły się pytania. Co to wszystko znaczy? Co babcia chciała jej powiedzieć? Dlaczego w tym wszystkim była ukryta taka tajemnica? Kim byli jej rodzice naprawdę? Co się wydarzyło w tamtym wypadku? A może to nie był wypadek?Zanim mogła zebrać myśli, usłyszała kroki za drzwiami. Ktoś nadchodził. Ktoś, kogo doskonale znała. Mark. Mark wszedł do pomieszczenia z lekkim uśmiechem na twarzy, który nie pasował do sytuacji. Emily nie potrafiła już ukrywać swojego zaniepokojenia. Jego pojawienie się wywoływało w niej mieszane uczucia. Z jednej strony czuła się z nim związana zawodowo, ale z drugiej nie mogła pozbyć się wrażenia, że jest to facet, który chce zdominować wszystko, co dla niej ważne.– Emily – zaczął, kładąc ręce na stole. – Widzę, że jesteś zajęta. Wiem, że masz teraz sporo na głowie z tym pokazem i całym zakładem, ale musisz wiedzieć, że jestem twoim inwestorem i musze wiedzieć w co inwestuję-.Emily spojrzała na niego, ale nie odpowiedziała. Nie miała w sobie siły, by rozmawiać o tym, co się działo w jej życiu. Czuła się, jakby wszystko wokół niej było zbyt wielką zagadką. Musiała to wszystko zrozumieć, ale wiedziała, że nie miała już czasu na wątpliwości.– Wątpisz w to, co robisz, prawda? – zapytał Mark, jakby odczytując jej myśli. – To naturalne. Ale wiesz, Emily, nie ma nic gorszego niż walczyć z czymś, co już zostało zaplanowane. Emily spojrzała mu w oczy. Był bezczelny, pewny siebie, jak zawsze. Ale w tej chwili czuła, że nie może dać się zdominować.– Nie potrzebuję twojej aprobaty – odpowiedziała chłodno. – Mam swoją drogę, a ty... ty się w nią nie wpisujesz. Mark przez chwilę patrzył na nią z zainteresowaniem, a potem na jego twarzy pojawił się nieco bardziej wyważony uśmiech.– Zobaczymy, jak długo będziesz w stanie tak walczyć, Emily. Pamiętaj o mojej inwestycji. Masz podpisaną umowę z Jamsem a co za tym idzie ze mną też. Bo to nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Ten pokaz... to tylko początek. Czasami życie stawia przed tobą pytania, na które nie jesteś gotowa odpowiedzieć. Emily poczuła, że ta rozmowa nie ma sensu. Czuła, że nie mogła pozwolić mu na dominację w tym, co robiła. Musiała walczyć. Musiała to zrobić po swojemu. Mark
bezczelnie się uśmiechał i drwił z niej. Wychodząc zatrzymał się na chwile spoglądajac teatralnie na ściany. Zagwizdał i powiedział- Widać, że walki sie nie zmarnowały.-rzucił bezczelnie i położyl plik pieniedzy na stole. Palant. Gdy Emily po skonczonej pracy wróciła do mieszkania przyjaciołki nie mogla pozbierać się po przeczytaniu listu. Wszystko to uderzyło w nią bardzo mocno. Sofia bardzo mocno dopytywala co sie stalo ale Emily poczula, że musi zostawić to dla siebie.Bala się kogokowiek do tego wpuszczać mimo ogromnej więzi. Przyjaciołki zjadły razem kolacje po czym nastąpił czas na maraton filmowy. Emily nie mogla jednak skupić się na ekranie. Natarczywe mysli zaprzątały jej glowę. Spojrzała na okno. Panorama rozświetlonego NYC rozciągała się za szybą."Co to miasto przede mną ukrywa cholera jasna" pomyślała a po godzinie męki dla Emily przed telewizorem którego w ogóle nie oglądała zasnęła. Sofia widziała co się dzieje ale nie chciała dręczyć przyjaciółki. Wstała wyłączyła telewizor i przykryła ją kocem.-Oj Emily Emily- powiedziała do siebie. Dni po przeszłym wieczorze były coraz bardziej intensywne. Emily czuła, że to, co zaczęła odkrywać, prowadziło ją do miejsc, w których nie miała prawa być. Cały czas miała w głowie list babci, który odkryła w sejfie. To wszystko wydawało się tak bardzo odległe, jakby nie miało nic wspólnego z jej obecnym życiem. Ale wiedziała, że to już nie było tylko przypadkiem. Ostatni fragment wiadomości o sukni, którą babcia stworzyła dawno temu, ciągle nie dawał jej spokoju.Emily nie mogła przestać myśleć o tym, że ta suknia mogła zawierać odpowiedź na pytanie, które zadawała sobie od momentu, kiedy po raz pierwszy przyjechała do Nowego Jorku: Co tak naprawdę stało się z jej rodzicami? Co ta suknia może mieć wspólnego? Każdy krok w zakładzie babci zdawał się prowadzić ją do nowych wskazówek. Jednak im więcej odkrywała, tym bardziej czuła się zagubiona. Suknia była wyzwaniem. Właściwie nigdy jej nie widziała, ale babcia nie raz wspominała, że miała specjalną moc – moc, która zmieniała rzeczywistość, pozwalała odkrywać ukryte prawdy.Nigdy w to nie wierzyła ale teraz już wierzy. Emily spędzała długie godziny przeszukując archiwa w biurze. Każda godzina zbliżała ją do odkrycia prawdy, ale też oddalała od prostych odpowiedzi. To, co wydawało się proste – odziedziczenie zakładu, ożywienie starej tradycji – stało się coraz bardziej skomplikowane.Kiedy wróciła do mieszkania Sofii, to ona pierwsza zauważyła, że Emily była nieco inna. Emily nie miała jeszcze odwagi podzielić się swoimi wątpliwościami, ale Sofia od razu to poczuła.– Wyglądasz na zmęczoną – powiedziała, patrząc na Emily. – Co się dzieje?– Nic takiego, po prostu mam sporo na głowie z tym pokazem. – Emily próbowała się uśmiechnąć, ale jej myśli wciąż błądziły wokół odkryć, których dokonała w zakładzie.Wiedziała jedno.Musi znaleźć suknię babci.
*******
Sofia zamrugała, patrząc na nią nieco uważniej, jakby coś ją zaniepokoiło w zachowaniu Emily– Chciałam cię zapytać o coś… – zaczęła niepewnie. – O suknię. Pamiętasz, mówiłaś, że kiedyś babcia chciała zrobić coś wyjątkowego, coś, co miało zmienić wszystko? Co się z nią stało?Emily poczuła, jak jej serce bije szybciej, ale starała się nie zdradzić swojego niepokoju.Dlazego akurat teraz poruszyla ten temat? Sofia nie mogła wiedzieć o tym, co znalazła w biurze. Ale coś w jej tonie sprawiało, że czuła, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje.– Nie wiem, nigdy jej nie widziałam… – odpowiedziała cicho, starając się nie zdradzić swoich myśli. – Ale to dziwne, że ciągle o tym myślę. Może to tylko historia, którą babcia lubiła opowiadać. Może nie miało to żadnego znaczenia.Sofia spojrzała na nią z lekkim uśmiechem, ale coś w jej oczach nie było do końca szczere. Emily nie potrafiła tego wyjaśnić, ale poczuła, że coś jest nie tak.– Wiesz, Emily, jeśli chcesz, mogę zapytać niektórych ludzi w mieście. Ktoś może wiedzieć coś więcej o tej sukni. Może babcia naprawdę miała jakieś tajemnice, które nigdy nie wyszły na jaw. – Sofia wydawała się być bardzo zainteresowana, a jej ton brzmiał nieco za bardzo entuzjastycznie.Emily poczuła niepokój.Skąd do cholery mają wiedzieć o tym ludzie z miasta? Przecież NYC jest ogromny. Co to wszystko miało znaczyć? Wiedziała, że w tej chwili to nie jest moment, by dzielić się swoimi odkryciami. Czuła, że jeszcze nie czas na odkrywanie całej prawdy, nie przy niej zwłaszcza, gdy miała wrażenie, że niektóre osoby w jej życiu nie były do końca tymi, za kogo się podawały. W tej chwili zadzwonił jej telefon. To był Mark.– Cześć, Emily – powiedział jego głos. – Wiesz, że nie masz już wiele czasu przed pokazem. Chciałem się upewnić, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli chcesz, mogę ci pomóc. Zawsze możesz liczyć na mnie.Emily poczuła dziwną mieszankę irytacji i niepewności. Mark zawsze pojawiał się w jej życiu, gdy nie chciała go widzieć. Mimo wszystko nie mogła tego zignorować.– Tak, dzięki – odpowiedziała, starając się zachować zimną krew. – Zajmuję się tym, ale jeśli masz jakieś pomysły, chętnie posłucham.Po zakończeniu rozmowy Emily znów poczuła się dziwnie niepewnie. Coś w tej rozmowie z Markiem ją niepokoiło. On zawsze miał zbyt duży wpływ na to, co działo się wokół niej. A Sofia…W tej chwili Emily postanowiła, że nie pozwoli, by ktokolwiek kontrolował jej decyzje. Musiała zacząć działać na własną rękę, ale nie była pewna, komu może zaufać.Tego wieczoru, kiedy zamknęła drzwi swojego pokoju i zasiadła przy biurku, poczuła, jakby coś w niej pękło. Czuła się samotna w tej walce, ale wiedziała, że musi to zrobić. Kiedy spojrzała na zdjęcie rodziców, które trzymała w ręce, zrozumiała, że nie ma już odwrotu. Musi odkryć całą prawdę, niezależnie od tego, jak trudne będą konsekwencje.Co stało się z jej rodzicami? Dlaczego jej życie zostało wplątane w tę tajemniczą historię, która ciążyła nad nią od samego początku? I przede wszystkim – kto w tej grze ją okłamuje?
3.