Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Sekretarka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
17 lipca 2026
14,90
1490 pkt
punktów Virtualo

Sekretarka - ebook

Hania kontroluje każdy aspekt swojego życia – od prestiżowego stanowiska dyrektorskiego po nienaganny wizerunek. Igor jest tylko wycofanym, szorstkim ochroniarzem z nocnej zmiany. Nie powinien znaczyć nic. Jednak jedna duszna noc w pustym biurowcu, z dala od kamer i pozorów, burzy jej uporządkowany wszechświat. Surowe pożądanie miesza się z bezwzględną walką o dominację, a Hania po raz pierwszy odkrywa, jak słodki smak ma uległość. Kiedy Igor nagle znika, zostawiając po sobie jedynie tajemniczy klucz do starej kamienicy, kobieta staje przed ostatecznym wyborem: ocalić resztki bezpiecznej iluzji czy otworzyć drzwi do całkowitego zatracenia? Jak daleko się posuniesz, gdy rozkosz zacznie mówić językiem zatracenia?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Erotyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

CHAPTER 1

Szkło i stal. W nocy wieżowiec korporacji nie przypominał tętniącego życiem mrowiska, którym był za dnia. Stał się monumentalną, przeźroczystą rzeźbą zawieszoną nad uśpionym miastem. Na trzydziestym drugim piętrze panowała niemal nienaturalna cisza, przerywana jedynie cichym szumem klimatyzacji i monotonnym, rytmicznym klikaniem klawiatury.

Hania odchyliła głowę na oparcie skórzanego fotela. Zamknęła oczy, czując, jak pulsują jej skronie. Była dwudziesta druga trzydzieści. Ostatni pracownicy opuścili open space ponad dwie godziny temu. Została sama. Tylko ona, niedokończony raport finansowy i surowe, zimne światło monitora, które bezlitośnie obnażało jej zmęczenie.

Otworzyła oczy i spojrzała przed siebie, na panoramiczne okno. W szybie odbijała się jej własna sylwetka – drobna, zamknięta w sztywne ramy korporacyjnego dress code’u. Biała, jedwabna koszula, dopasowana ołówkowa spódnica. Wyglądała nienagannie, ale czuła się jak w pancerzu, który z każdą minutą coraz bardziej ją uwierał.

I wtedy jej wzrok powędrował wyżej, w narożnik gabinetu.

W cieniu, tuż pod sufitem, lśniło małe, szklane oko czarnej kopuły kamery monitoringu. Hania wiedziała, kto siedzi teraz na parterze, w ciemnym pokoju ochrony, przed ścianą pełną monitorów. Igor.

Igor, o którym w biurze szeptano z lekkim dystansem. Były wojskowy, mężczyzna o chłodnym spojrzeniu, nienagannych manierach i budzącej respekt sylwetce, którą tylko z trudem maskowały ciemne garnitury. Nigdy nie spoufalał się z pracownikami. Gdy mijali się w lobby, jego skinienie głowy było oszczędne, niemal profesjonalnie zdystansowane. A jednak Hania wielokrotnie przyłapywała się na tym, że pod jego spojrzeniem jej serce gubiło rytm.

_Czy patrzy teraz na mnie?_ – pomyślała, a ta myśl, zamiast wywołać niepokój, sprowokowała nagły, gorący dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa.

Powoli, celebrując każdy ruch, Hania wyprostowała się na krześle. Nie odrywała wzroku od obiektywu kamery. To nie było przypadek. Chciała, żeby wiedział, że patrzy prosto na niego.

Podniosła dłoń do szyi. Jej palce, lekko drżące, ale pewne, dotknęły napiętej skóry tuż pod żuchwą. Przesunęła opuszkami w dół, wzdłuż linii obojczyka, badając puls, który gwałtownie przyspieszył. Na jej ustach pojawił się ledwo zauważalny, minimalistyczny uśmiech – obietnica i wyzwanie zarazem.

Jej dłoń spoczęła na pierwszym, najwyższym guziku jedwabnej koszuli.

W pokoju ochrony, trzydzieści dwa piętra niżej, Igor prawdopodobnie wstrzymał oddech. Hania wyobraziła sobie jego dłonie oparte o krawędź biurka, jego skupiony wzrok utkwiony w ekranie, na którym jej postać była jedynym źródłem ciepła i koloru.

Powoli, niezwykle precyzyjnie, rozpięła pierwszy guzik. Materiał rozchylił się minimalnie, ukazując jasną skórę u nasady szyi. Hania nie spieszyła się. Przechyliła głowę lekko w bok, odsłaniając kark, i przymknęła oczy, jakby syciła się tą nagłą wolnością od biurowego gorsetu.

Po chwili jej palce powędrowały do drugiego guzika.

Zrobiła to z namysłem, patrząc prosto w obiektyw, rzucając mu nieme wyzwanie. _Chcesz patrzeć? To patrz._ Guzik ustąpił. Koszula osunęła się nieco szerzej, ukazując delikatny zarys koronki czarnego stanika, ostro kontrastującej z bielą jedwabiu i jasnością jej skóry. Hania nabrała głęboko powietrza, sprawiając, że jej piersi uniosły się i opadły w powolnym, hipnotyzującym rytmie.

Przez dłuższą chwilę nie robiła nic więcej. Pozwoliła Igorowi chłonąć ten widok. Czuła, jak narasta w niej dziwna, upajająca władza. Ten silny, niedostępny mężczyzna był teraz zakładnikiem jej powolnych ruchów.

Hania sięgnęła po leżącą na biurku szklankę z wodą. Napiła się małego łyka, pozwalając, by kropla wody spłynęła po jej dolnej wardze, a potem powoli przesunęła wierzchem dłoni po szyi, rozcierając wilgoć na rozgrzanej skórze.

Wiedziała, kiedy przestać. Gra musiała mieć swoje reguły, a niedosyt był najpotężniejszą bronią.

Zamiast sięgnąć do trzeciego guzika, Hania wstała z fotela. Przeciągnęła się leniwie, nie zapinając koszuli – pozwoliła, by rozchylony dekolt kołysał się przy każdym kroku. Podeszła do szafki, spakowała dokumenty do torebki, po czym wyłączyła monitor komputera.

Zanim wyszła z gabinetu, zatrzymała się na ułamek sekundy w progu. Odwróciła głowę w stronę kamery, musnęła palcami swoje usta i posłała w stronę obiektywu niemal niewidoczny, prowokujący pocałunek.

Tej nocy winda na parter miała jechać wyjątkowo długo, a spotkanie z Igorem w lobby było nieuniknione.

Rozdział 2: Gra pozorów

Kabina windy zjeżdżała w dół z cichym, ledwo słyszalnym świstem, a cyfry na cyfrowym wyświetlaczu nad drzwiami zmieniały się z hipnotyzującą prędkością. 30… 25… 18…

Hania stała oparta o lustrzaną ścianę windy, czując, jak z każdym pokonanym piętrem jej serce uderza mocniej, a krew pulsuje w skroniach z siłą, której nie potrafiła opanować. Adrenalina, która jeszcze kilka minut temu w gabinecie dawała jej poczucie absolutnej władzy, teraz zaczęła powoli mieszać się z paraliżującym, a zarazem piekielnie ekscytującym niepokojem. Spojrzała w lustro. Jej odbicie wyglądało niemal wyzywająco. Dwa rozpięte guziki jedwabnej koszuli odsłaniały stanowczo zbyt wiele jak na standardy tej instytucji – głęboki dekolt ukazywał krawędź czarnej, koronkowej miseczki stanika i gładką skórę, na której wciąż tlił się rumieniec emocji.

Przez ułamek sekundy jej palce powędrowały w stronę kołnierzyka, chcąc naprawić ten „nieład”. Chciała schować się z powrotem za bezpieczną zbroją profesjonalizmu. Ale zaraz potem cofnęła dłoń. Nie. To oznaczałoby kapitulację. Pokazałoby, że się przestraszyła, że to, co zrobiła przed obiektywem kamery, było tylko chwilowym, nieprzemyślanym impulsem. A Hania nie chciała uchodzić za słabą. Chciała sprawdzić, jak daleko przesunie się ta granica.

Gdy winda z cichym sygnałem oznajmiła dotarcie na parter, a masywne, metalowe drzwi rozsunęły się płynnie, uderzył w nią chłód monumentalnego lobby.

Przestrzeń parteru o tej porze wydawała się nieskończona. Wysoki na kilkanaście metrów sufit tonął w mroku, a jedynym źródłem światła były punktowe reflektory nad główną recepcją oraz poświata księżyca wpadająca przez gigantyczne, szklane ściany. Echo jej obcasów niosło się po marmurowej posadzce niczym rytmiczne uderzenia metronomu. Każdy krok wymagał od niej nie lada wysiłku – jej nogi były dziwnie ciężkie, a zmysły wyostrzone do granic możliwości.

Igor stał za półokrągłą, granitową ladą recepcji.

Z tej odległości wyglądał jak posąg. Jego wysoka, barczysta sylwetka była doskonale zarysowana na tle podświetlonej ściany z logo korporacji. Miał na sobie ciemną koszulę z podwiniętymi do łokci rękawami, co odsłaniało silne, przedramiona pokryte siatką ciemnych włosów i starych, ledwo widocznych blizn – pamiątek z czasów, o których nikt w firmie nie odważył się głośno pytać. Gdy Hania zbliżała się do wyjścia, on nawet nie drgnął. Patrzył na nią. Jego ciemne oczy, zwykle tak chłodne i nieprzeniknione, teraz lśniły w półmroku dziwnym, drapieżnym blaskiem.

Hania poczuła, jak sucho robi jej się w gardle. Zmniejszała dystans, a powietrze między nimi gęstniało z każdym metrem, stając się ciężkie, naelektryzowane, niemal niemożliwe do oddychania.

Zatrzymała się tuż przed ladą. Dzieliło ich niecałe półtora metra granitowego blatu.

Igor nie spuścił wzroku na jej dekolt. Przynajmniej nie od razu. Patrzył prosto w jej oczy, jakby próbował przejrzeć ją na wylot, odczytać każdą najmniejszą intencję. Jego twarz była maską absolutnego opanowania, ale Hania zauważyła drobny szczegół – mocno zaciśniętą szczękę i pulsujący mięsień na jego policzku.

– Dobry wieczór – powiedziała Hania. Jej głos, choć starała się, by brzmiał pewnie, był odrobinę niższy niż zwykle, lekko zachrypnięty.

Igor milczał przez dłuższą chwilę. Ta cisza była tak głośna, że Hania słyszała bicie własnego serca. Mężczyzna powoli oparł dłonie o blat. Jego palce były długie, silne, o twardych męskich paznokciach. Pochylił się minimalnie w jej stronę. Dopiero wtedy jego wzrok, powolnym, niemal fizycznie odczuwalnym ruchem, zsunął się z jej twarzy, na szyję, a potem niżej – na rozpiętą koszulę. Patrzył bezczelnie, bez pośpiechu, dokładnie tak, jak ona patrzyła w obiektyw kamery.

– Dobry wieczór, pani Haniu – odezwał się w końcu. Jego głos był głęboki, niski, o aksamitnej, ale szorstkiej barwie, która rezonowała gdzieś głęboko w jej podbrzuszu. – Pracuje pani dzisiaj wyjątkowo późno.

– Projekty same się nie skończą – odpowiedziała, starając się zachować lekki, niezobowiązujący ton, choć czuła, że pod jego spojrzeniem jej skóra zaczyna płonąć. – Poza tym… w ciszy pracuje się znacznie lepiej. Nikt nie rozprasza.

Igor uniósł lekko jedną brew. W jego spojrzeniu błysnęła iskra rozbawienia połączona z czymś znacznie bardziej mrocznym i niebezpiecznym.

– Cisza bywa zwodnicza – zauważył, a jego głos obniżył się o kolejny ton. – Czasami wydaje nam się, że jesteśmy zupełnie sami. Że nikt nie patrzy. A to błąd. W tym budynku każdy ruch zostawia ślad.

Hania poczuła, jak po plecach przebiega jej dreszcz rozkoszy. Gra została podjęta. Karty były na stole, choć żadne z nich nie nazwało rzeczy po imieniu.

– Naprawdę? – zapytała, kładąc dłoń na krawędzi blatu, zaledwie kilka centymetrów od jego dłoni. – Myślałam, że systemy bezpieczeństwa mają chronić naszą prywatność, a nie ją naruszać.

– Ich zadaniem jest rejestrowanie wszystkiego, co odbiega od normy – odparł Igor, przesuwając wzrok z powrotem na jej oczy. Jego spojrzenie stało się tak intensywne, że Hania niemal fizycznie poczuła jego ciężar. – A pani dzisiejsza… praca… zdecydowanie odbiegała od standardowych procedur.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij