-
nowość
Sekrety Las Vegas - ebook
Sekrety Las Vegas - ebook
Dominik pielęgnuje swą opinię bogatego kobieciarza, by w tajemnicy pomagać w ucieczce żonom przemocowych mężów. Piękna, pełna życia Meredith, która zawsze była jego utrapieniem, chce napisać artykuł o tych kobietach, ale nie uzyskuje jego zgody. Gdy wpada rozzłoszczona do klubu Dominika w Vegas, napięcie między nimi sięga punktu wrzenia. Dotąd żadne nie odważyło się okazać drugiej stronie, że jej pragnie do szaleństwa...
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-291-2413-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dominik Mercado poczuł, że zapiekł go policzek. Ale to chyba normalne, skoro właśnie dostał w zęby. Pewnie wiele razy już na to zasłużył. Jednak – co całkiem dziwne – dziś doszło do tego po raz pierwszy. Co zirytowało go z dwóch głównych względów.
Przede wszystkim – tym razem wcale nie zrobił nic złego. Po drugie – cios zadała mu Meredith Forrester. Piękna, pełna życia, rudowłosa Meredith, która od zawsze była jego zmorą.
Jej oczy lśniły złością, rozczarowaniem i oburzeniem. Widać było, że przyszła do klubu w bojowym nastroju. Co nie powinno go intrygować, a jednak nie mógł potraktować tego obojętnie. Zwłaszcza że nie miał z nią kontaktu od mniej więcej dwóch lat.
Tym bardziej nie rozumiał, czym zasłużył sobie na takie powitanie. Ostatecznie nie ma to znaczenia. Choć uwielbiał potyczki z Meredith, która miała ostry język, dziś zajmowały go ważniejsze sprawy. I już się ze wszystkim spóźniał, bo wpadł na dobrego znajomego, Graya Lockwooda.
Zamiast odpowiedzieć agresją na agresję, wykrzywił powoli usta w porozumiewawczym uśmiechu.
– Też się cieszę, że cię widzę, Meredith.
– Nie marnuj na mnie swoich dobrych manier. Znamy się, odkąd byłeś pryszczatym nastolatkiem.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Ta kobieta to prawdziwy żywioł. Pod wpływem jej energii aż zapłonął w środku. Jak za każdym razem, kiedy się zbliżała. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, już dawno by ją uwiódł.
Ale tu chodzi o Meredith, najlepszą przyjaciółkę jego siostry. Zakazany owoc.
– Widzę, że nic się nie zmieniłaś. Dalej nie umiesz się bawić.
Meredith machnęła ręką.
– Jeśli plotki są prawdziwe, ty też.
Biorąc pod uwagę, że prowadził popularny nocny klub Excess w Las Vegas i obracał się wśród śmietanki towarzyskiej, mogła mieć na myśli wszystko. Tabloidy ciągle łączyły go to z jedną, to z drugą celebrytką. Tylko połowa tych historii była prawdziwa. Nie potrafił sobie jednak wyobrazić, która tak bardzo zdołałaby ją rozwścieczyć.
Meredith unikała Excess jak ognia. Była ponad to.
Przysunął się bliżej i z rozmysłem przejechał wzrokiem po obcisłej srebrnej sukience, która ją otulała.
– Nie obchodzi mnie, co słyszałaś. Nie jesteś już małą dziewczynką i powinnaś być ponad plotki.
Manewr, który miał sprawić, by poczuła się nieswojo, odniósł przeciwny skutek. Tego wieczoru Meredith idealnie pasowała do tłumu bogatych imprezowiczów, których zwykle przyciągał klub. Jej sukienka przypominała płynny metal, w którym odbijało się światło przenikające przez ciemność wokół. Muskała górną część ud, pozostawiając resztę nóg odkrytą niczym kuszące zaproszenie.
Którego nie mógł przyjąć.
Odepchnęła go od siebie.
– Uwierz, że nie bawię się w plotki, Nik. Ale nic dziwnego, że nie traktujesz mnie poważnie. Jak zawsze.
Dominik się roześmiał.
– Ty jesteś poważna za nas dwoje.
Nie miał wątpliwości, że zawsze przestrzegała zasad. Była uosobieniem doskonałości i kontroli.
Nie potrafił sobie wyobrazić, jak można tak żyć.
– I na tym właśnie polega twój problem, złotko. – Ujął między palce miedziany kosmyk jej włosów. – Nie umiesz się bawić.
Gwałtownie uniosła głowę, wyrywając włosy z jego dłoni.
– Umiem. Po prostu nie interesuje mnie zabawa z tobą.
Cofnął się, ignorując energię, która między nimi wibrowała. A więc Meredith nie chce mieć z nim nic wspólnego. Zawsze była inteligentna.
– Tym, co mnie interesuje, są za to pogłoski, że twój klub jest zaangażowany w handel żywym towarem.
Cholera. Spodziewał się wszystkiego, tylko nie tego. Powstrzymał się od reakcji. Miał w tym doświadczenie. Lata spędzone z ojczymem, który znęcał się nad nim psychicznie i fizycznie, nauczyły go ukrywać prawdziwe uczucia. Wiedział, że nie ma sensu jej czarować – zamiast tego postawił na bezpośredniość.
– Myślałem, że umiesz odróżnić kłamstwo od prawdy.
Jej oczy zalśniły, a pełne usta zacisnęły się w linijkę.
– Umiem, umiem. Mam dowód. Dowód, który media przyjmą z pocałowaniem ręki.
Boże. Meredith Forrester była szychą w dziennikarskim świecie. Jej kariera rozkwitła kilka lat temu, gdy zdemaskowała aferę korupcyjną, w którą zaangażowany był sam wiceprezydent, a następnie nagłośniła skandal z molestowaniem, który wstrząsnął branżą muzyczną.
Dowody, które posiadała, musiały być na tyle mocne, że odważyła się skonfrontować z nim w Excessie. Dominik zawsze wiedział, że jego dobre uczynki nie pozostaną bezkarne. Ale dzisiaj nie był na tę karę gotów.
Ani na to, by uczestniczyła w niej Meredith.
To był najgorszy czas na coś takiego. Bo właśnie zamierzał dodać kolejne nazwisko do listy zaginionych młodych kobiet. Wcale nie dlatego, że uczestniczył w handlu żywym towarem, ale dlatego, że razem z Grayem Lockwoodem i Andersonem Stone’em pomagał w ucieczce ofiarom przemocy.
Dzisiaj pomagali zniknąć Tessie. I – mimo komplikacji – miał zamiar zrobić wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo. A jeśli Meredith puści cynk mediom, jutro nie będzie w stanie pomóc już nikomu.
Teraz przysunęła się bliżej i warknęła:
– Masz pojęcie, jak zareaguje twoja siostra? Będzie załamana.
Aż ścisnęło go w żołądku. Jego siostra będzie nie tylko załamana, ale wściekła. Przynajmniej dopóki on jej wszystkiego nie wyjaśni. Niestety, oboje mieli doświadczenie w radzeniu sobie z przeciwnościami losu.
– Już wydałaś na mnie wyrok?
Ciche warknięcie, które wydobyło się z ust Meredith, sprawiło że po jego plecach przebiegł dreszcz.
– Jestem dziennikarką, nie sędzią. Ale jeśli mam rację, niedługo staniesz przed sądem.
Miał ochotę zanurzyć dłonie w jej miedzianej grzywce, przyciągnąć do siebie i uciszyć pocałunkiem. Chciał wchłonąć emanujące od niej ciepło, poznać smak jej opryskliwości i samokontroli. Nawet teraz nie mógł się oprzeć, by napsuć jej trochę krwi. Od dawna jej pragnął. Na szczęście miał lata doświadczenia w trzymaniu rąk przy sobie. Ostatnie, czego potrzebował, to zadrzeć z perfekcyjnie surową przyjaciółką siostry.
Meredith potrząsnęła głową.
– Wiedziałam, że jesteś zadufanym w sobie dupkiem, któremu zależy tylko na zabawie. Ale to… Nie sądziłam, że jesteś zdolny do czegoś takiego.
Równie dobrze mogłaby go kopnąć w krocze. Jej słowa zabolały o wiele mocniej niż cios w szczękę. Próbując odzyskać równowagę, nabrał powietrza w płuca. Mimo okoliczności musiał walczyć z sobą, by zignorować wyrazisty słodki zapach jej perfum.
– Choć świetnie się bawię… Nie, to nie tak. Choć strasznie się nudzę, doceniam, że martwisz się o moją siostrę. Na pewno będzie szczęśliwa, kiedy dowie się, że się za nią wstawiasz. Ale nie mam czasu na kolejną scenę. Klub na mnie czeka. – I ofiara przemocy.
Powinien był odwrócić się i odejść, ale nie mógł się powstrzymać – musiał jej dotknąć. Przejechał dłonią wzdłuż ramienia Meredith aż do łokcia. Jej skóra była miękka i ciepła. Zadrżała. Wiedział, że będzie miała sobie za złe tę reakcję, lecz nic go to nie obchodziło. Potrzebował teraz od niej czegoś innego niż wrogość.
Nie po raz pierwszy grali w tę grę. Pocałował ją w policzek, jakby byli dobrymi przyjaciółmi, i mruknął:
– Daj znać barmanom, że twój rachunek jest na koszt klubu. – Odsunął się i obdarzył ją złowieszczym figlarnym uśmiechem, którego nauczył się w wieku piętnastu lat. – Tylko nie rób niczego, czego ja bym nie zrobił.
„Nie rób niczego, czego ja bym nie zrobił”. Meredith parsknęła. W takim razie niewiele jej zostało. Szczególnie jeśli to, co słyszała, było prawdą.
Miała szczerą nadzieję, że nie.
Znała Dominika całe lata, od czasów prywatnego liceum, do którego chodziły razem z Annalise. I choć nigdy za nim nie przepadała, zawsze rozumiała, dlaczego ludzie – a zwłaszcza kobiety – do niego lgną. Był uosobieniem uroku. Czarujący i obyty. Wiedział, jak wywołać uśmiech na twarzy innych. Był ekspertem od zabawy. Na niej zresztą zbudował całkiem dochodowy biznes.
Lubił flirtować. Potrafił sprawić, że ludzie czuli się przy nim wyjątkowo. Dobrze znała jego sztuczki, a jednak sama czasem ledwo potrafiła mu się oprzeć.
Szczerze mówiąc, nie miała pewności, że to była tylko gra. Dominik zdawał się autentycznie lubić towarzystwo innych i zarażać ich uśmiechem.
Jednak nie byłoby bezpiecznie dać się wciągnąć w ten jego udawany świat. Wiedziała, że to nie jest rzeczywistość. Rzeczywistość to brudna i często okrutna prawda, którą wyciągała na światło dzienne w reportażach. Rzeczywistość to brak możliwości opłacenia idiotycznie wysokiego czesnego za liceum, w którym znalazła się tylko dlatego, że jej mama była nauczycielką. Rzeczywistość to dorastanie ze świadomością, że musiała być piątkową uczennicą, aby dostać stypendium i móc pójść na studia, bo jej mamy nie było na to stać. Poczucie obowiązku, odpowiedzialności i presji to wszystko, co znała.
Dominik Mercado nie miał takich problemów. Stanowił ucieleśnienie pokusy. Dobrze wiedziała, co kryło się pod powierzchnią, choć czasem łatwo było o tym zapomnieć. Nie sądziła jednak, że jest w stanie posunąć się tak daleko. Mimo to dowody, które ktoś przesłał jej wraz z anonimowym mejlem, wskazywały na to, że się myliła.
Były przytłaczające. Ale handel żywym towarem?
Przyszła dziś do Excessu, by uzyskać jakieś wyjaśnienie. Może ktoś go wrabia? Może nie wie, co dzieje się w jego klubie? Wystarczyło jednak, że na niego spojrzała, a rozczarowanie zamieniło się w nieoczekiwaną furię. Żałowała, że dała się ponieść emocjom i go spoliczkowała.
Jego obojętna reakcja nie napawała optymizmem. Czarujący uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy, co tylko wzmocniło jej obawy.
Nigdy nie cieszył się dobrą opinią. Od zawsze kpił sobie z zasad. Był typem, który organizował imprezy na terenie szkoły, bo tylko tam dało się pomieścić całe grono uczniowskie. A przecież nie chciał, by kogoś ominęła dobra zabawa.
Dziś też słynął z wystawnych przyjęć i skandali. Jego nazwisko ciągle pojawiało się na plotkarskich blogach. Excess był bardzo popularnym klubem, do którego zaglądała cała śmietanka towarzyska.
To wszystko było dla niego jak gra, której nauczył się już jako dzieciak. Meredith rozumiała, skąd brała się jego niechęć do zasad, ale nadal nie potrafiła jej znieść.
Może wreszcie przekroczył granicę, nieświadomie się w coś zaangażował? Niewykluczone.
Choć nie miała o nim dobrego zdania, nie nazwałaby go złym człowiekiem. Aż do dziś. Odkąd dostała ten anonimowy cynk, miała wrażenie, że nosi kamień w sercu. Zrobiło jej się niedobrze.
Skąd taka emocjonalna reakcja?
Jasne, Annalise to jej najlepsza przyjaciółka. Może spróbować uchronić ją przed tymi wieściami przez może kilka dni, ale groźba dołączona do mejla brzmiała jasno – jeśli ona nie nagłośni sprawy, zrobi to ktoś inny.
Annalise zawsze idealizowała Dominika. Nawet jeśli Meredith nie rozumiała ich relacji, nie mogła zaprzeczyć jej istnieniu. Jasne, martwiła się o przyjaciółkę.
Ale to nie wyjaśnia, dlaczego tak zareagowała.
Potrząsnęła dłonią, która ciągle piekła od uderzenia. Zdawała sobie sprawę, że przesadziła. Jej zachowanie jest nie do zaakceptowania. Nie żeby ruszyło jakoś Dominika.
Zawsze potrafił zajść jej za skórę. Uwielbiał ją prowokować – głównie dlatego, że mógł. Działał na nią jak płachta na byka. Choć przed całym światem udawał, że nic go nie obchodzi, wiedziała, jak ważna jest dla niego Annalise.
Za nic miał konsekwencje, co doprowadzało ją do szału, bo strach przed konsekwencjami rządził całym jej życiem. Nie mogła pozwolić sobie na nonszalanckie podejście do rzeczywistości. Nie miała bogatego ojca, który w każdej chwili byłby gotów wyciągnąć ją z tarapatów. Nie miała po swojej stronie pieniędzy i władzy. Dla niej najmniejsze potknięcie mogło oznaczać utratę stypendium, szkoły, reputacji, a teraz nawet pracy.
Miała ochotę na drinka, ale to nie byłoby chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Excess i tak nie jest miejscem dla niej. Głośne pulsowanie muzyki wwiercało jej się w mózg, nasilając ból skroni.
Ruszyła do drzwi, przedzierając się między stolikami i wirującymi ciałami pięknych i niestrudzonych. Ignorowała wszystkich wokół, gdy nagle ktoś złapał ją za rękę.
– Dokąd zmierzasz, piękna dziewczyno?
Zaskoczone spojrzenie Meredith powędrowało ku twarzy nieznajomego. Był przystojny, ale od razu domyśliła się, co to za typ. Drogi garnitur, krzykliwy zegarek, ekstrawaganckie buty. Pijany i arogancki. Dlatego właśnie nie odwiedzała tego klubu.
Irytacja szybko zastąpiła szok. Meredith spróbowała uwolnić się z uścisku, ale palce idioty tylko zacisnęły się na jej ramieniu.
– Puść mnie.
– Nie bądź taka, moja piękna. Chcę tylko pogadać. Kupić ci drinka?
Jego plączący się język wzmógł w niej obrzydzenie.
Mężczyzna przyciągnął ją bliżej. Po ciele Meredith przebiegł dreszcz strachu, ale nie zamierzała mu ulec. W klubie bawiły się były tysiące osób, a ten dupek był po prostu zbyt pijany i arogancki, by zrozumieć aluzję.
Musi być bardziej bezpośrednia. Sięgnęła do jego krocza, zamierzając ścisnąć go za przyrodzenie i udzielić reprymendy. Ale nie zdążyła. Bo zamiast tego inna dłoń splotła się z jej palcami.
Znów poczuła dreszcz. Ktoś objął ją w talii i przyciągnął do ciepłego, silnego męskiego torsu.
– Nie to miałem na myśli – wyszeptał Dominik. Na jej szyi i piersi pojawiła się gęsia skórka. – Jesteś niesamowita. Nie potrafisz wytrzymać pięciu minut bez jakiejś awantury?
Do mężczyzny naprzeciwko rzucił:
– Następnym razem trzymaj ręce przy sobie.
Pijany gość zaczął bełkotać coś w ramach żałosnego usprawiedliwienia. Dominik go zignorował i skinął na ochroniarza.
– Proszę, wyprowadź tego dżentelmena na zewnątrz.
– Miałem wrócić z kolegami…
Dominik wzruszył ramionami.
– Zamów taksówkę. Albo im wytłumacz, dlaczego musieliśmy cię wyrzucić. Twój wybór.
Ochroniarz wskazał mężczyźnie drogę.
Meredith patrzyła, jak nieznajomy lustruje go wzrokiem, oceniając swoje skądinąd marne szanse.
Spodziewała się, że Dominik ją puści, kiedy tylko ten idiota zniknie w tłumie, ale tak się nie stało. Zamiast tego utknęli w bezruchu pośrodku chaosu klubu.
Dominik przyciągnął ją do siebie bliżej. Zamarła – tylko jej serce dudniło jak szalone, a klatka piersiowa falowała od ciężkiego oddechu. Bała się poruszyć. Nie dlatego, że się bała. Ale dlatego, że bliskość Dominika była przyjemna.
Co wcale jej się nie podobało.
Z jednej strony żałowała, że nie może na niego zerknąć, lecz z drugiej cieszyła się, że nie widzi teraz jego twarzy. Wolała nie wiedzieć, że jest na nią zły – do czego miał prawo – bo nie chciała go przepraszać. Wolała też nie widzieć tej sławnej miny uwodziciela – którą opanował dawno temu – bo nie była pewna, czy zdołałaby się jej oprzeć.
A znienawidziłaby się, gdyby mu uległa. Tyle razy była świadkiem jego mistrzowskiej manipulacji, że nie mogła dać się nabrać. To wszystko nie jest prawdziwe. Tu nie chodzi o nią. Choć gdzieś w głębi duszy chciałaby, by tak było.
Dłoń Dominika prześliznęła się powoli po jej brzuchu, po czym obrócił ją ku sobie. Jego wcześniejszy ton ociekał erotyzmem, ale wyraz twarzy zdradzał coś innego. I nie rozumiała, dlaczego tak ją to rozczarowało.
– Wszystko w porządku?
Spróbowała przypomnieć sobie, jaka była na niego wściekła, gdy tu weszła. Niestety, cała jej złość uleciała.
– Tak. Poradziłabym sobie sama. Jestem dużą dziewczynką.
Zacisnął zęby i zmrużył oczy. Przechyliła głowę na bok, zdumiona jego gniewem.
– Jesteś za mądra, żeby mówić coś tak głupiego. Wiesz dobrze, jak niewiele trzeba. Ile zrobiłaś reportaży o gwałtach? O morderstwach?
– Za dużo.
Otworzył i zamknął usta. Potrząsając głową, dorzucił:
– Nie mam na to teraz czasu. I cofam to, co powiedziałem. Koniec zabawy na dziś. Zbieraj się.
– Wyrzucasz mnie?
– Nie mam czasu cię dziś niańczyć.
– Od dawna nie potrzebuję niańki.
Wezwał kolejnego członka ochrony – tym razem wysoką i szczupłą kobietę od stóp do głów ubraną w czerń. Była przepiękna, miała złotą skórę i ciemnobrązowe oczy, przed którymi nic nie było się w stanie ukryć.
– Odprowadź panią Forrester do jej pojazdu.
Teraz to ona mruknęła coś bez sensu, co zirytowało ją jeszcze bardziej. Zwykle świetnie radziła sobie ze słowami. W końcu na tym opierała się jej kariera.
Tego wieczoru Dominik zostawia ją po raz kolejny. Znów poczuła złość. Miała ochotę krzyknąć coś do niego, wiedziała jednak, że tylko by się upokorzyła, a i tak nic by nie osiągnęła. Posłusznie ruszyła więc za kobietą. Nie chciała kolejnej sceny.
Poza tym – po co miałaby tu zostać?
Wkrótce znalazła się za kierownicą SUV-a. Posiedziała przez kilka minut w ciszy, zanim uruchomiła silnik i opuściła zatłoczony parking.
Wiedziała, co musi teraz zrobić, choć nie miała na to ochoty. Na ekranie deski rozdzielczej wybrała numer telefonu najlepszej przyjaciółki. Ku jej uldze, odezwała się poczta głosowa.
– Annalise, zadzwoń do mnie. Musimy porozmawiać.