-
nowość
Seks w stagnacji małżeńskiej - ebook
Seks w stagnacji małżeńskiej - ebook
Rutyna, zmęczenie i codzienne obowiązki nie muszą oznaczać końca namiętności. „Seks w stagnacji małżeńskiej” to praktyczny przewodnik dla par, które chcą odzyskać bliskość, flirt i ciekawość siebie nawzajem. Rozmowy o fantazjach, zabawki, gry, randki, scenariusze i 30-dniowe wyzwanie pomogą wam przełamać schematy i stworzyć własny język przyjemności — bez presji, wstydu i oceniania. Książka przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich (18+). Książka stworzona przy pomocy AI.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-146-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Seks w długoletnim związku rzadko psuje się w jednym konkretnym momencie. Zazwyczaj nie ma jednego wieczoru, jednej rozmowy ani jednego wydarzenia, po którym para budzi się następnego dnia i odkrywa, że ich życie intymne stało się przewidywalne. Stagnacja pojawia się znacznie bardziej po cichu. Najpierw pewne zachowania zaczynają się powtarzać. Potem przestajemy zwracać uwagę na szczegóły. Jeszcze później pojawia się przekonanie, że przecież „wiemy już, jak to działa”. Z czasem seks może zostać sprowadzony do czegoś, co odbywa się według określonego scenariusza, w określonym miejscu, mniej więcej w podobnych okolicznościach i z podobnym przebiegiem. Nie musi być przy tym zły. I właśnie to jest jeden z powodów, dla których stagnacja bywa tak trudna do zauważenia.
Para może nadal się kochać. Może się przytulać, rozmawiać, wspólnie wychowywać dzieci, planować wakacje, prowadzić dom, pracować, śmiać się i spędzać razem czas. Może nawet regularnie uprawiać seks. A jednak jedno albo oboje partnerów może mieć poczucie, że czegoś brakuje. Nie zawsze chodzi o większą częstotliwość. Czasami chodzi o ciekawość. O napięcie. O poczucie bycia pożądanym. O możliwość pokazania drugiej osobie strony siebie, która przez lata pozostawała niewypowiedziana. O poczucie, że między dwojgiem ludzi nadal może wydarzyć się coś nieoczekiwanego.
Seksualna stagnacja nie oznacza więc automatycznie braku seksu. To ważne rozróżnienie, ponieważ wiele par próbuje rozwiązać problem, licząc wyłącznie częstotliwość zbliżeń. Jeśli wcześniej seks pojawiał się raz w tygodniu, a teraz pojawia się raz na dwa tygodnie, łatwo uznać, że problem polega właśnie na liczbie zbliżeń. Tymczasem nawet częsty seks może stać się rutynowy, jeśli nie niesie ze sobą poczucia zaangażowania, ciekawości, swobody i wzajemnego zainteresowania.
Stagnacja może wyglądać bardzo różnie. Dla jednej pary będzie oznaczała wielomiesięczne unikanie intymności. Dla innej będzie oznaczała seks, który odbywa się regularnie, ale niemal zawsze według identycznego schematu. Jeszcze inna para będzie pozostawała fizycznie blisko, ale przestanie rozmawiać o swoich potrzebach, fantazjach, granicach i pragnieniach. W każdym z tych przypadków problem może mieć inne źródło, dlatego pierwszym zadaniem nie powinno być natychmiastowe poszukiwanie „sposobu na lepszy seks”, ale zrozumienie, co właściwie wydarzyło się między partnerami.
W długoletnim związku rutyna jest czymś naturalnym. Wspólne życie opiera się przecież na powtarzalności. Wstajemy o podobnej porze, wykonujemy podobne obowiązki, robimy zakupy, przygotowujemy posiłki, pracujemy, zajmujemy się dziećmi, sprzątamy, odpoczywamy. Rutyna sama w sobie nie jest wrogiem związku. Wręcz przeciwnie, daje bezpieczeństwo i przewidywalność. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przewidywalność, która pomaga w codziennym życiu, całkowicie przejmuje również sferę erotyczną.
Erotyka potrzebuje bowiem czegoś, czego codzienność często nie dostarcza: uwagi. Potrzebuje świadomego zatrzymania się przy drugiej osobie. Potrzebuje zainteresowania nią nie tylko jako współmałżonkiem, rodzicem, współorganizatorem życia czy osobą odpowiedzialną za rachunki, ale także jako człowiekiem posiadającym własne ciało, emocje, pragnienia, fantazje i potrzebę bycia pożądanym. Kiedy ta perspektywa znika, partnerzy mogą nadal funkcjonować jako bardzo dobrze działający zespół, ale jednocześnie coraz mniej funkcjonować jako para kochanków.
Szczególnie łatwo zauważyć to wtedy, gdy życie przez wiele lat układa się według podobnego rytmu. Na początku związku wiele rzeczy jest nowych. Nowa jest osoba, jej ciało, sposób reagowania, głos, dotyk, zapach, pocałunki, sposób patrzenia. Nowe są wspólne doświadczenia i sytuacje, których wcześniej nie przeżywaliśmy razem. Nie trzeba specjalnie planować nowości, ponieważ sama relacja jest nowością. Z czasem ta naturalna świeżość słabnie. Nie dlatego, że partner stał się mniej atrakcyjny, ale dlatego, że człowiek przyzwyczaja się do tego, co wcześniej było niezwykłe.
To jeden z podstawowych mechanizmów psychologicznych związanych z długotrwałymi relacjami. To, co na początku silnie przyciąga uwagę, po pewnym czasie staje się częścią znanego świata. Mózg nie musi już w takim stopniu reagować na coś, co doskonale zna. Nie oznacza to jednak, że pożądanie musi zniknąć. Oznacza raczej, że jego podtrzymywanie wymaga większej świadomości niż na początku związku.
W pierwszych miesiącach czy latach relacji wiele rzeczy dzieje się samo. Para chce się dotykać, całować, być blisko. Czasami wystarczy spojrzenie, wiadomość wysłana w ciągu dnia albo przypadkowy dotyk. Później pojawiają się obowiązki, zmęczenie, stres, kredyt, praca, dzieci, problemy zdrowotne, konflikty rodzinne i setki drobnych spraw, które każdego dnia konkurują o uwagę. Intymność przestaje być czymś spontanicznym, a zaczyna być czymś, co trzeba świadomie chronić.
I tutaj pojawia się paradoks. Wiele par uważa, że planowanie intymności odbiera jej spontaniczność. W praktyce bywa odwrotnie. Jeżeli całe życie jest już zaplanowane, a seks ma wydarzyć się wyłącznie wtedy, gdy oboje przypadkiem będą mieli energię, czas, odpowiedni nastrój i brak innych obowiązków, może okazać się, że idealny moment nigdy nie nadchodzi. Nie dlatego, że para się nie pożąda, lecz dlatego, że codzienność skutecznie zagospodarowała każdą wolną przestrzeń.
Stagnacja seksualna często zaczyna się więc nie od niechęci, lecz od zaniedbania. Najpierw odkładamy rozmowę. Potem odkładamy bliskość. Następnie przyzwyczajamy się do tego, że jej nie ma. W końcu pojawia się nowa normalność. To, co kiedyś wydawało się problemem, staje się po prostu „naszym życiem”.
Jednym z najbardziej charakterystycznych sygnałów stagnacji jest powtarzalność scenariusza. To samo miejsce. Podobna pora. Podobny sposób rozpoczynania kontaktu. Podobny poziom zaangażowania. Podobna długość. Podobne zakończenie. Nawet jeśli żadna z tych rzeczy sama w sobie nie jest problemem, ich połączenie może sprawić, że seks przestaje być doświadczeniem, na które czeka się z ciekawością.
Można to porównać do ulubionej restauracji, do której chodzimy przez wiele lat. Jedzenie nadal jest dobre. Wiemy jednak dokładnie, gdzie usiądziemy, co zamówimy, jak będzie smakowało i ile potrwa kolacja. Po pewnym czasie nie chodzimy tam dlatego, że jesteśmy ciekawi, co się wydarzy, lecz dlatego, że jest to znane i wygodne. W relacji seksualnej podobny mechanizm może prowadzić do sytuacji, w której partnerzy nie tyle przeżywają intymność, ile odtwarzają znany rytuał.
To ważne, aby nie wyciągać z tego wniosku, że każdy seks powinien być niezwykły, spontaniczny i pełen nowych bodźców. Taka presja również może zaszkodzić. Człowiek nie może za każdym razem oczekiwać od siebie wyjątkowego doświadczenia. Intymność ma również wymiar spokojny, czuły, przewidywalny i bezpieczny. Problem pojawia się wtedy, gdy przewidywalność jest jedyną dostępną formą bliskości.
Warto również zauważyć, że stagnacja może dotyczyć jednego partnera bardziej niż drugiego. Jedna osoba może być całkowicie zadowolona z dotychczasowego sposobu funkcjonowania, podczas gdy druga czuje rosnące niezadowolenie. Wtedy łatwo o błędną interpretację. Partner niezadowolony może pomyśleć: „On już mnie nie chce” albo „Ona już mnie nie pragnie”. Partner zadowolony może natomiast odpowiedzieć: „Przecież wszystko jest w porządku. Przecież mamy seks”. Oboje opisują tę samą relację, ale z dwóch zupełnie różnych perspektyw.
Dlatego pytanie „jak często uprawiamy seks?” bywa niewystarczające. Znacznie bardziej interesujące są pytania: „Jak się wtedy czuję?”, „Czy czuję się pożądany?”, „Czy mogę powiedzieć, czego chcę?”, „Czy czuję się bezpiecznie, kiedy mówię o swoich potrzebach?”, „Czy potrafimy odmówić bez obrażania się?”, „Czy możemy rozmawiać o fantazjach bez obowiązku ich realizowania?”, „Czy dotyk między nami istnieje także poza seksem?”, „Czy nadal jesteśmy siebie ciekawi?”.
To właśnie ciekawość jest jednym z niedocenianych elementów długotrwałej intymności. Można być z kimś przez dwadzieścia lat i nadal nie wiedzieć wszystkiego o jego świecie wewnętrznym. Człowiek zmienia się przecież przez całe życie. Zmieniają się jego potrzeby, doświadczenia, ciało, poczucie własnej wartości, fantazje, obawy i granice. Partner, którego poznaliśmy dziesięć czy dwadzieścia lat temu, nie jest dokładnie tą samą osobą dzisiaj.
Tymczasem pary czasami zachowują się tak, jakby po kilku latach posiadały kompletną instrukcję obsługi drugiej osoby. „Wiem, co lubisz”. „Wiem, czego nie lubisz”. „Zawsze tak było”. „Przecież nigdy wcześniej tego nie chciałeś”. Tego rodzaju przekonania mogą zamykać drzwi do rozmowy. To, że ktoś przez lata czegoś nie proponował, nie oznacza automatycznie, że nigdy tego nie potrzebował. Być może nie wiedział, jak o tym powiedzieć. Być może obawiał się oceny. Być może sam dopiero niedawno zrozumiał własne potrzeby.
W tym miejscu warto oddzielić fantazję od oczekiwania. Rozmowa o marzeniu czy wyobrażeniu nie jest zobowiązaniem do jego realizacji. To niezwykle ważna zasada zdrowej komunikacji seksualnej. Partner może powiedzieć: „Ciekawi mnie pewien pomysł”, a druga osoba może odpowiedzieć: „Nie chciałabym tego robić, ale chętnie porozmawiam o tym”. Taka rozmowa sama w sobie może zwiększać bliskość, ponieważ pozwala poznać partnera bez konieczności natychmiastowego przekraczania własnych granic.
Właśnie dlatego odbudowywanie życia seksualnego nie powinno rozpoczynać się od kupowania gadżetów, wyszukiwania coraz bardziej wyszukanych pomysłów czy próby naśladowania scenariuszy znalezionych w internecie. Zabawki i różne formy wspólnej zabawy mogą być ciekawym dodatkiem, ale nie zastąpią rozmowy. Jeśli między partnerami istnieje napięcie, brak zaufania, wstyd, żal albo poczucie odrzucenia, nowy gadżet może co najwyżej chwilowo odwrócić uwagę od problemu.
Najpierw trzeba zrozumieć, co naprawdę zostało utracone.
Czasami nie chodzi bowiem o seks. Chodzi o poczucie bycia atrakcyjnym dla własnego partnera. Człowiek może powiedzieć „brakuje mi seksu”, podczas gdy pod tym zdaniem kryje się zupełnie inne: „Chcę znowu czuć, że mnie pragniesz”. Ktoś inny może powiedzieć „chcę więcej seksu”, mając na myśli: „Chcę, żebyśmy mieli dla siebie czas, w którym nie jesteśmy tylko rodzicami i współlokatorami”. Jeszcze ktoś inny może mówić o potrzebie większej różnorodności, podczas gdy tak naprawdę najbardziej brakuje mu rozmowy, flirtu i poczucia emocjonalnego połączenia.
To prowadzi do niezwykle ważnego rozróżnienia: brak seksu nie jest tym samym co brak bliskości.
Można nie uprawiać seksu przez pewien czas, a mimo to pozostawać bardzo blisko. Para może się przytulać, trzymać za ręce, rozmawiać, całować, spać wtulona w siebie, okazywać czułość i zainteresowanie. Może istnieć między nimi poczucie bezpieczeństwa oraz świadomość, że seksualna przerwa nie oznacza odrzucenia. Taka sytuacja może być zupełnie inna niż relacja, w której seks występuje, ale poza nim nie ma dotyku, rozmowy, czułości ani zainteresowania.
Z drugiej strony może być też odwrotnie. Para może mieć stosunkowo częsty seks, ale jednocześnie żyć obok siebie emocjonalnie. Seks staje się wtedy czynnością oddzieloną od pozostałej części związku. Po wszystkim partnerzy wracają do telefonów, pracy, obowiązków i codzienności, nie mając poczucia, że rzeczywiście spotkali się ze sobą jako ludzie.
Bliskość jest szerszym pojęciem niż aktywność seksualna. Obejmuje zaufanie, czułość, emocjonalne bezpieczeństwo, otwartość, możliwość pokazania słabości, zainteresowanie drugą osobą i przekonanie, że można być sobą bez ciągłego oceniania. Seks może tę bliskość wzmacniać, ale nie może jej całkowicie zastąpić.
Właśnie dlatego w wielu związkach próba „naprawienia seksu” nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Partnerzy próbują zwiększyć częstotliwość, kupują nowe rzeczy, zmieniają miejsce, szukają nowych pomysłów, a po pewnym czasie problem powraca. Dzieje się tak dlatego, że przyczyna znajdowała się gdzie indziej. Jeśli ktoś przez wiele miesięcy czuł się ignorowany, nieatrakcyjny, krytykowany albo emocjonalnie samotny, trudno oczekiwać, że sama zmiana scenariusza natychmiast przywróci pożądanie.
Pożądanie jest bowiem mocno związane z tym, jak człowiek czuje się w relacji. Nie istnieje w próżni. Stres, chroniczne zmęczenie, konflikty, poczucie niesprawiedliwego podziału obowiązków, brak prywatności, problemy finansowe, napięcie emocjonalne czy brak poczucia bezpieczeństwa mogą wpływać na seksualność. Podobnie może działać przekonanie, że partner oczekuje seksu jako obowiązku. W takich warunkach nawet atrakcyjna osoba może przestać mieć ochotę na intymność.
Nie oznacza to jednak, że pożądanie w długoletnim związku musi umrzeć. Często zmienia ono swoją formę.
Na początku relacji pożądanie może być spontaniczne. Pojawia się nagle, bez specjalnego przygotowania. W długotrwałym związku częściej potrzebuje odpowiednich warunków. Nie zawsze zaczyna się od ochoty. Czasem ochota pojawia się dopiero po rozpoczęciu czułego kontaktu, rozmowy, przytulenia czy stworzeniu atmosfery, w której człowiek może odłożyć codzienne napięcie. To nie oznacza udawania ani zmuszania się. Oznacza jedynie, że seksualna gotowość nie zawsze pojawia się jako pierwsza.
To bardzo istotne, ponieważ wiele osób porównuje swoje obecne życie seksualne z początkiem związku i dochodzi do wniosku: „Kiedyś chciałem jej cały czas, teraz nie. Coś jest nie tak”. Tymczasem zmiana intensywności spontanicznego pożądania może być naturalną częścią długotrwałej relacji. Ważniejsze jest to, czy partnerzy potrafią tworzyć warunki, w których zainteresowanie i pożądanie mogą ponownie się pojawić.
Pożądanie nie znika więc zazwyczaj z dnia na dzień. Częściej jest przykrywane kolejnymi warstwami codzienności. Zmęczeniem. Niewypowiedzianym żalem. Rutyną. Brakiem czasu. Wstydem. Przekonaniem, że „to już nie dla nas”. Strachem przed odrzuceniem. Niepewnością dotyczącą własnego ciała. Przekonaniem, że po tylu latach nie wypada już rozmawiać o seksie. Czasami również doświadczeniem monotonii, które sprawia, że mózg przestaje traktować sytuację jako szczególnie pobudzającą.
Dlatego powrót do satysfakcjonującego życia intymnego nie musi oznaczać cofania się do czasów młodości. Nie chodzi o to, aby udawać, że znów macie dwadzieścia lat. Chodzi o stworzenie nowej wersji bliskości odpowiedniej dla ludzi, którymi jesteście dzisiaj.
To ogromna różnica.
Dojrzała intymność nie musi być kopią pierwszych miesięcy związku. Może być spokojniejsza, bardziej świadoma i bardziej komunikacyjna. Może opierać się na wiedzy o własnych potrzebach oraz szacunku dla potrzeb drugiej osoby. Może zawierać więcej rozmowy, humoru, czułości, eksperymentowania i świadomego wyboru. Może również uwzględniać zmiany, które przyniosło życie.
Warto w tym miejscu przyjrzeć się jednemu z najbardziej szkodliwych przekonań: „Skoro mnie naprawdę pożąda, powinien to zawsze czuć”. To nierealistyczne oczekiwanie. Pożądanie nie jest stałą wartością. Zmienia się pod wpływem sytuacji, nastroju, zdrowia, stresu, doświadczeń i relacji. Partner może cię kochać i uważać za atrakcyjnego, a jednocześnie nie mieć ochoty na seks konkretnego dnia. Tak samo ty możesz kochać swojego partnera i nie być gotowy na intymność w określonym momencie.
Zdrowe życie seksualne nie polega na tym, że zawsze oboje chcecie tego samego w tym samym czasie. Polega na tym, że możecie o tym rozmawiać bez strachu, nacisku i kary za odmowę.
Ta zasada jest szczególnie ważna przy wprowadzaniu nowych pomysłów. Jeśli para chce eksperymentować z zabawkami, zmianą atmosfery, nowymi formami randek czy innymi sposobami budowania napięcia, obie osoby powinny mieć przestrzeń na zgodę, odmowę i negocjowanie granic. Nowość nie powinna być obowiązkiem. Nie ma nic bardziej zabójczego dla intymności niż sytuacja, w której jedna osoba czuje, że musi zgodzić się na eksperyment, aby udowodnić miłość albo atrakcyjność.
W zdrowej relacji można powiedzieć „tak”, „nie”, „może”, „jeszcze nie”, „chcę o tym porozmawiać” albo „chciałbym spróbować, ale w inny sposób”. Każda z tych odpowiedzi może być początkiem dobrej rozmowy.
Pierwszym krokiem do zmiany nie jest więc zakup czegokolwiek. Nie jest nim również znalezienie najbardziej niezwykłego pomysłu. Pierwszym krokiem jest przerwanie automatyzmu.
Trzeba zacząć zauważać, co właściwie dzieje się między wami.
Można zacząć od prostego pytania: „Czy jesteśmy zadowoleni z naszego życia intymnego?”. Nie należy jednak traktować odpowiedzi jako oskarżenia. Jeśli jedna osoba powie „nie”, nie oznacza to automatycznie, że druga zawiodła. Oznacza to, że pojawiła się informacja, którą warto potraktować poważnie.
Następne pytanie może brzmieć: „Czego najbardziej ci brakuje?”. I tutaj warto słuchać bez natychmiastowego bronienia się. Jeśli partner mówi: „Brakuje mi spontaniczności”, odpowiedzią nie musi być „Przecież próbuję”. Jeśli mówi: „Brakuje mi dotyku”, nie trzeba odpowiadać „Przecież wczoraj cię przytuliłem”. Celem pierwszej rozmowy nie jest udowodnienie, kto ma rację. Celem jest zrozumienie doświadczenia drugiej osoby.
Czasami okaże się, że potrzeby są bardzo konkretne. Jedna osoba chce więcej czułości. Druga chciałaby więcej czasu tylko we dwoje. Ktoś marzy o większej różnorodności. Ktoś inny chce przede wszystkim przestać odczuwać presję. W jeszcze innym związku największym problemem okaże się brak rozmowy o seksie, który przez lata stał się tematem tabu.
Dopiero kiedy para wie, co właściwie chce zmienić, można zacząć zastanawiać się nad sposobami.
I właśnie tutaj mogą pojawić się zabawki oraz różne formy wspólnej zabawy. Ich rolą nie powinno być jednak „uratowanie związku”. Mogą być narzędziem ciekawości. Mogą pomóc wprowadzić nowość, przełamać schemat, stworzyć okazję do rozmowy albo po prostu dostarczyć parze nowego doświadczenia. Ale najważniejszym elementem pozostają ludzie korzystający z tych możliwości, a nie sam przedmiot.
To podobne do nauki nowej aktywności razem. Największą wartością nie zawsze jest sama aktywność. Wartością może być to, że robicie coś wspólnie po raz pierwszy od dawna. Że pojawia się śmiech. Że trzeba się porozumieć. Że odkrywacie nowe reakcje partnera. Że przestajecie działać automatycznie.
W tym sensie przełamanie stagnacji może zacząć się od bardzo małej rzeczy.
Nie od wielkiej rewolucji, ale od pytania.
„Czego chciałbyś spróbować, gdybyś wiedział, że nie będę cię oceniać?”
To pytanie może otworzyć rozmowę, której para nie prowadziła od lat. Nie oznacza ono zgody na wszystko, co zostanie powiedziane. Oznacza stworzenie bezpiecznej przestrzeni do wypowiedzenia myśli.
Równie ważne jest drugie pytanie:
„Czego na pewno nie chcesz?”
Granice są równie ważne jak pragnienia. Bez nich eksperymentowanie może zamienić się w presję, a presja bardzo szybko niszczy poczucie bezpieczeństwa potrzebne do budowania intymności.
Warto też pamiętać, że stagnacja nie zawsze wymaga radykalnych zmian. Czasami największy efekt przynosi odzyskanie drobnych elementów, które zniknęły z relacji. Flirtowanie. Dłuższy pocałunek. Wspólna randka bez dzieci. Wiadomość wysłana w środku dnia. Komplement, który nie dotyczy wykonywania obowiązków. Dotyk bez oczekiwania, że musi prowadzić do seksu. Świadome poświęcenie sobie czasu.
To właśnie dlatego odbudowa życia seksualnego powinna być traktowana jako proces, a nie zadanie do wykonania.
Nie istnieje jedna liczba stosunków, która oznacza „zdrowy związek”. Nie istnieje jeden prawidłowy scenariusz. Nie istnieje również jeden zestaw zabaw, który sprawdzi się każdej parze. Seksualność jest bardzo indywidualna. To, co dla jednej pary będzie ekscytujące, dla innej może być zupełnie obojętne. To, co jedna osoba uzna za romantyczne, druga może odebrać jako sztuczne. Najważniejsza jest zgodność, komunikacja i wzajemna zgoda.
Stagnacja staje się problemem wtedy, gdy przestajecie mieć możliwość wyboru.
Jeżeli zawsze robicie to samo, bo oboje naprawdę to lubicie, niekoniecznie istnieje problem. Jeżeli jednak robicie to samo dlatego, że boicie się rozmawiać o czymś innym, wtedy warto się zatrzymać. Jeżeli nie ma seksu, ponieważ oboje tak zdecydowaliście i czujecie się z tym dobrze, sytuacja może być zupełnie inna niż wtedy, gdy jedna osoba cierpi w milczeniu. Jeżeli pojawiają się nowe pomysły, ale jedna osoba zgadza się na nie ze strachu przed konfliktem, nie jest to zdrowe eksperymentowanie.
Najważniejszym celem nie jest więc „więcej”. Celem jest „bardziej świadomie”.
Bardziej świadomie wybierać moment bliskości. Bardziej świadomie mówić o potrzebach. Bardziej świadomie słuchać. Bardziej świadomie respektować granice. Bardziej świadomie tworzyć przestrzeń dla erotycznej części związku.
Bo długotrwała relacja nie musi oznaczać końca ciekawości.
Wręcz przeciwnie. Może stworzyć warunki do zupełnie innego rodzaju poznawania siebie. Na początku związku poznajemy partnera dlatego, że jest nowy. Po wielu latach możemy poznawać go ponownie dlatego, że się zmienił. A zmienił się każdy z nas.
Człowiek po dziesięciu latach ma inne doświadczenia niż człowiek sprzed dziesięciu lat. Może mieć inne marzenia. Inne obawy. Inne poczucie własnej wartości. Inne potrzeby dotyczące bliskości. Może lepiej znać swoje ciało. Może być bardziej otwarty. Może przeciwnie — potrzebować większego bezpieczeństwa. Może mieć fantazje, o których nigdy wcześniej nie mówił.
Długoletni związek może więc stać się nie miejscem, w którym wszystko zostało już odkryte, lecz miejscem, w którym można odkrywać siebie na kolejnych etapach życia.
Pierwszy krok polega jednak na zauważeniu, że rutyna istnieje.
Nie po to, żeby ją potępić. Nie po to, żeby oskarżać partnera. Nie po to, żeby porównywać swoje życie z innymi parami. I nie po to, żeby natychmiast przeprowadzać seksualną rewolucję.
Po to, żeby odzyskać wybór.
Jeżeli każdego dnia automatycznie powtarzamy ten sam scenariusz, przestajemy zastanawiać się, czy nadal nam odpowiada. Gdy natomiast zatrzymamy się i zadamy sobie pytanie „czy naprawdę tego chcemy?”, pojawia się możliwość zmiany.
Może okaże się, że chcecie zostawić wiele rzeczy dokładnie takimi, jakie są. Może wystarczy więcej czułości. Może potrzebujecie rozmowy. Może chcecie wrócić do randek. Może chcecie poznać nowe sposoby budowania atmosfery. Może zainteresują was zabawki przeznaczone dla par. Może będziecie chcieli poeksperymentować z rolami, miejscem, czasem albo sposobem spędzania wspólnego wieczoru. A może najpierw będziecie musieli odbudować zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
Każda z tych dróg może być właściwa, jeśli wynika z rzeczywistych potrzeb obojga partnerów.
Seksualna stagnacja nie musi więc oznaczać końca życia erotycznego. Może być sygnałem, że dotychczasowy sposób funkcjonowania przestał odpowiadać ludziom, którymi staliście się dzisiaj. Może być zaproszeniem do rozmowy, której przez lata brakowało. Może być okazją do sprawdzenia, czy nadal potraficie być dla siebie nie tylko partnerami w codziennym życiu, lecz także dwiema osobami, które są siebie wzajemnie ciekawe.
Najważniejsze pytanie nie brzmi zatem: „Jak sprawić, żeby znowu było jak dawniej?”.
Znacznie ciekawsze brzmi:
„Jak chcemy, żeby wyglądała nasza bliskość teraz?”
Odpowiedź może prowadzić w zupełnie nowym kierunku. Nie musi oznaczać powrotu do początku związku. Może oznaczać stworzenie czegoś dojrzalszego, bardziej świadomego i bardziej dopasowanego do waszego obecnego życia.
Bo rutyna sama w sobie nie jest końcem.
Końcem może stać się dopiero przekonanie, że nie można już niczego zmienić.ROZDZIAŁ 3. Rozmowa, której większość par unika
Istnieje wiele rzeczy, o których ludzie pozostający w długoletnich związkach potrafią rozmawiać bez większego problemu. Rozmawiają o pieniądzach, rachunkach, pracy, wakacjach, zakupach, dzieciach, samochodzie, remoncie mieszkania, planach na przyszłość, obowiązkach domowych i rodzinnych konfliktach. Potrafią godzinami analizować zachowanie innych osób. Potrafią ustalać, kto odbierze dziecko ze szkoły, kto zrobi zakupy i kto zadzwoni do hydraulika. A jednak kiedy pojawia się pytanie o seks, nagle wiele osób traci język.
To niezwykły paradoks. Dwoje ludzi może znać swoje hasła do kont bankowych, wiedzieć o sobie rzeczy bardzo osobiste, spać obok siebie przez kilkanaście lat i widzieć się w najbardziej codziennych sytuacjach, a mimo to nie potrafić powiedzieć prostego: „Chciałbym, żebyśmy częściej się dotykali”.
Jeszcze trudniejsze może być zdanie: „Brakuje mi czegoś w naszym seksie”.
A najtrudniejsze: „Mam pewną fantazję i chciałbym ci o niej powiedzieć”.
Rozmowa o seksualności dotyka bowiem wyjątkowo wrażliwych obszarów człowieka. Dotyczy ciała, atrakcyjności, poczucia własnej wartości, intymności, granic, lęku przed odrzuceniem i potrzeby bycia zaakceptowanym. Kiedy ktoś mówi partnerowi, czego pragnie, nie przekazuje wyłącznie informacji o seksie. Często odsłania również kawałek własnego świata wewnętrznego.
Dlatego tak wiele osób woli milczeć.
Milczenie na początku może wydawać się bezpieczniejsze. Nie trzeba ryzykować niezręcznej rozmowy. Nie trzeba usłyszeć „nie”. Nie trzeba zobaczyć zdziwienia na twarzy partnera. Nie trzeba mierzyć się z własnym wstydem. Problem polega jednak na tym, że niewypowiedziana potrzeba nie zawsze znika. Często zaczyna rosnąć.
Najpierw jest lekkie rozczarowanie.
Potem frustracja.
Później pojawia się przekonanie, że partner powinien sam się domyślić.
A kiedy partner się nie domyśla, frustracja zamienia się w żal.
„Przecież powinien wiedzieć”.
„Przecież tyle lat jesteśmy razem”.
„Przecież gdyby mu zależało, zauważyłby”.
Tymczasem nawet najlepszy partner nie potrafi czytać w myślach. Możemy bardzo dobrze znać drugą osobę, ale nie możemy zakładać, że automatycznie znamy wszystkie jej aktualne potrzeby seksualne.
Człowiek się zmienia. To, czego chciał pięć lat temu, nie musi być tym, czego chce dzisiaj. To, czego kiedyś się wstydził, może stać się czymś, o czym chciałby porozmawiać. To, czego wcześniej potrzebował, może przestać być dla niego ważne. Dlatego rozmowa o seksualności nie jest jednorazowym egzaminem, który można zdać i mieć go już z głowy.
Jest procesem poznawania siebie nawzajem.
Największym błędem jest rozpoczynanie takiej rozmowy w formie oskarżenia. Zdanie „Ty już w ogóle nie masz ochoty na seks” może być prawdziwym opisem odczuć osoby mówiącej, ale druga strona bardzo łatwo usłyszy w nim zarzut. Podobnie działa „Nigdy nie chcesz spróbować niczego nowego”, „Zawsze robimy to samo”, „Już mnie nie pożądasz” albo „W ogóle cię nie interesuję”.
Kiedy człowiek czuje się zaatakowany, zaczyna się bronić. Zamiast słuchać potrzeby partnera, zaczyna szukać argumentów, które udowodnią, że zarzut jest niesprawiedliwy.
„Przecież w zeszłym tygodniu chciałem”.
„Przecież mamy seks”.
„Przecież jestem zmęczona”.
„Przecież tyle dla ciebie robię”.
Rozmowa bardzo szybko zmienia się wtedy w proces sądowy.
Jedna osoba przedstawia dowody.
Druga odpiera zarzuty.
Nikt nie mówi już o prawdziwym problemie.
Dlatego znacznie skuteczniejsze jest mówienie o sobie. Zamiast „Ty mnie nie pożądasz”, można powiedzieć: „Ostatnio często czuję się mało pożądany i chciałbym porozmawiać o tym, czego nam brakuje”. Zamiast „Nigdy nie chcesz się ze mną kochać”, można powiedzieć: „Tęsknię za częstszą bliskością i chciałbym zrozumieć, jak ty się z tym czujesz”.
Różnica może wydawać się kosmetyczna, ale w rzeczywistości jest ogromna.
Pierwsze zdanie przypisuje partnerowi winę.
Drugie zaprasza go do rozmowy.
Warto również wybrać odpowiedni moment. Rozmowa o problemie seksualnym tuż po odrzuceniu, w środku kłótni albo bezpośrednio po nieudanym zbliżeniu może być wyjątkowo trudna. Emocje są wtedy wysokie, a obie osoby mogą czuć się szczególnie wrażliwe.
Znacznie lepszy może być neutralny moment. Spacer. Spokojny wieczór. Weekend, kiedy nie trzeba natychmiast wracać do obowiązków. Nie chodzi o tworzenie teatralnej atmosfery. Chodzi o to, aby żadna ze stron nie czuła presji czasu.
Można rozpocząć bardzo prosto:
„Chciałbym porozmawiać o naszym życiu intymnym. Nie dlatego, że uważam, że jest z tobą coś nie tak. Po prostu chciałbym, żebyśmy byli w tej sferze bliżej siebie”.
Takie rozpoczęcie zmienia ton całej rozmowy.
Ważne jest również, aby nie zakładać z góry, jaka będzie odpowiedź partnera. Możemy myśleć, że partner jest zadowolony. Możemy myśleć, że również cierpi. Możemy sądzić, że nie chce eksperymentować. Możemy zakładać, że ma jakieś fantazje. Wszystko to są jednak tylko hipotezy.
Rozmowa ma dopiero dostarczyć informacji.
Jednym z najlepszych pytań, jakie można zadać, jest: „Jak ty się czujesz z naszym życiem seksualnym?”.
Nie „Dlaczego nie chcesz?”.
Nie „Co jest z tobą nie tak?”.
Nie „Czy już mnie nie kochasz?”.
Tylko: „Jak ty się z tym czujesz?”.
To pytanie daje partnerowi przestrzeń.
Być może odpowie: „Jestem zadowolona”.
Być może: „Mnie też czegoś brakuje”.
Być może: „Jestem tak zmęczona, że seks jest ostatnią rzeczą, o której myślę”.
Być może: „Boję się, że ci się już nie podobam”.
Być może: „Chciałbym więcej, ale wstydzę się o tym mówić”.
Każda z tych odpowiedzi prowadzi w innym kierunku.
Najważniejsze, aby nie odpowiadać natychmiast obroną.
Jeżeli partner mówi: „Brakuje mi czułości”, nie trzeba od razu odpowiadać: „Przecież cię przytulam”. Być może rzeczywiście przytulasz. Ale jego doświadczenie nadal jest prawdziwe.
Jeżeli partnerka mówi: „Nie czuję się ostatnio atrakcyjna”, odpowiedzią nie powinno być automatyczne: „Przecież wyglądasz dobrze”. To może być życzliwe, ale nie zawsze rozwiązuje problem. Być może potrzebuje powiedzieć więcej. Być może chce opowiedzieć o tym, co zmieniło się w jej własnym postrzeganiu siebie.
Słuchanie nie oznacza zgadzania się ze wszystkim.
Oznacza próbę zrozumienia.
To szczególnie ważne w rozmowie o fantazjach.
Fantazje seksualne należą do najbardziej prywatnych elementów ludzkiej psychiki. Nie każda fantazja jest planem. Nie każda oznacza rzeczywiste pragnienie wykonania konkretnej czynności. Czasami fantazja jest po prostu obrazem, scenariuszem albo wyobrażeniem, które pobudza wyobraźnię.
Dlatego ogromnym błędem jest traktowanie każdej wypowiedzianej fantazji jak propozycji kontraktu.
Jeśli partner mówi: „Czasami wyobrażam sobie, że…”, nie oznacza to automatycznie: „Chcę to zrobić jutro”.
Może oznaczać: „Chcę ci pokazać kawałek mojego świata”.
To bardzo ważna różnica.
Rozmowa o fantazji może być sama w sobie doświadczeniem intymnym. Pozwala powiedzieć coś, czego być może nigdy wcześniej nie powiedzieliśmy na głos. Jeżeli druga osoba reaguje spokojnie i bez zawstydzania, może pojawić się poczucie ogromnej bliskości.
Z kolei reakcja pełna śmiechu, obrzydzenia, krytyki albo moralizowania może sprawić, że partner zamknie się na lata.
Dlatego pierwszą zasadą rozmowy o fantazjach powinno być oddzielenie fantazji od działania.
Można powiedzieć: „Nie wiem, czy chciałbym kiedykolwiek to zrobić, ale ciekawi mnie, co o tym myślisz”.
Można również powiedzieć: „Mam pewne wyobrażenie, którym chciałbym się z tobą podzielić. Nie oczekuję, że będziemy je realizować”.
Taki komunikat może bardzo obniżyć napięcie.
Ważne jest także, aby nie wykorzystywać później zwierzeń partnera przeciwko niemu. Jeśli ktoś powierzył nam swoją fantazję, nie powinno się wracać do niej podczas kłótni jako argumentu mającego zawstydzić lub upokorzyć drugą osobę.
„Aha, teraz jesteś taka święta, a przecież mówiłaś, że…”
Tego rodzaju zachowanie niszczy zaufanie.
Jeżeli partner ma mieć odwagę mówić o swojej seksualności, musi wiedzieć, że jego szczerość nie stanie się później bronią przeciwko niemu.
To prowadzi do jednego z najważniejszych elementów zdrowej rozmowy: umiejętności przyjmowania odmowy.
Może się zdarzyć, że powiesz partnerowi o swoim pragnieniu, a on odpowie „nie”.
To nie musi oznaczać odrzucenia ciebie.
Może oznaczać wyłącznie odmowę konkretnego pomysłu.
To rozróżnienie jest fundamentalne.
„Nie chcę tego robić” nie jest tym samym co „Nie chcę ciebie”.
„Nie mam dzisiaj ochoty” nie oznacza „Nigdy cię nie pożądam”.
„To nie jest dla mnie” nie oznacza „Nasze życie seksualne jest skończone”.
Dojrzałość seksualna polega między innymi na tym, że potrafimy usłyszeć „nie” bez natychmiastowego karania drugiej osoby emocjonalnie.
Nie oznacza to, że odmowa nie może boleć. Może.
Jeżeli ktoś zbierał się w sobie przez wiele miesięcy, żeby powiedzieć o swojej fantazji, a następnie słyszy odmowę, może poczuć rozczarowanie, wstyd albo smutek. Te emocje są naturalne.
Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek próbuje przerzucić odpowiedzialność za swoje emocje na partnera.
„Skoro mnie kochasz, powinnaś się zgodzić”.
„Gdybyś mnie naprawdę chciał, zrobiłbyś to”.
„Zawsze wszystko psujesz”.
„To po co w ogóle jesteśmy razem?”.
Takie reakcje uczą partnera jednej rzeczy: szczerość jest niebezpieczna.
Jeśli każde „nie” prowadzi do kłótni, płaczu, obrażania się albo wielogodzinnego napięcia, druga osoba z czasem przestanie mówić, czego chce.
Dlatego bardzo ważną umiejętnością jest odpowiedź:
„Szkoda, ale dziękuję, że mi powiedziałeś”.
To zdanie może wydawać się banalne, ale ma ogromne znaczenie.
Można być rozczarowanym i jednocześnie szanować granicę partnera.
Można powiedzieć:
„Rozumiem, że tego nie chcesz. Jeśli kiedyś będziesz chciała o tym porozmawiać, jestem otwarty”.
Albo:
„Dobrze, nie musimy tego robić. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, co mnie ciekawi”.
Taka reakcja nie zamyka rozmowy. Wręcz przeciwnie — zwiększa szansę, że w przyszłości partner będzie bardziej otwarty.
Odmowa może mieć również różne poziomy. Czasami oznacza zdecydowane „nigdy”. Czasami „nie teraz”. Czasami „nie w tej formie”. Czasami „nie wiem”. Nie należy zakładać, że wszystkie te odpowiedzi znaczą to samo.
Jednocześnie nie wolno naciskać na partnera, aby doprecyzował odmowę w sytuacji, w której nie chce tego robić. „Nie” samo w sobie jest wystarczającą odpowiedzią.
To ważne również w przypadku różnic libido.
W bardzo wielu związkach partnerzy nie mają identycznego poziomu potrzeby seksualnej. Jedna osoba może mieć ochotę na seks częściej, druga rzadziej. Jedna może potrzebować więcej dotyku, druga mniej. Jedna może być bardziej zainteresowana eksperymentowaniem, druga preferować przewidywalność.
To nie musi oznaczać, że któreś z nich jest „normalne”, a drugie „zepsute”.
Różnice libido są częścią wielu relacji.
Problemem nie jest samo istnienie różnicy. Problemem jest sposób, w jaki para sobie z nią radzi.
Jeżeli osoba o większym libido czuje się nieustannie odrzucana, może narastać w niej frustracja. Zaczyna liczyć odmowy. Zaczyna zastanawiać się, ile razy w ostatnim miesiącu partner powiedział „nie”. Każda kolejna odmowa może boleć bardziej, ponieważ przestaje być pojedynczym wydarzeniem i zaczyna być postrzegana jako kolejny element większego wzorca.
Z kolei osoba o niższym libido może czuć, że jest ciągle oceniana. Każdy dotyk zaczyna być interpretowany jako zapowiedź seksu. Zamiast przyjemności pojawia się napięcie.
„Jeśli go przytulę, będzie chciał czegoś więcej”.
„Jeśli ją pocałuję, znowu zacznie się rozmowa o seksie”.
To bardzo niebezpieczne dla bliskości.
Jeżeli każdy dotyk prowadzi do oczekiwania seksualnego, osoba o niższym libido może zacząć unikać nawet nieseksualnej czułości.
Dlatego jednym z rozwiązań może być odbudowanie dotyku, który nie musi prowadzić do seksu.
Przytulenie może być tylko przytuleniem.
Pocałunek może być tylko pocałunkiem.
Masaż może być tylko masażem.
Leżenie obok siebie może być po prostu wspólnym odpoczynkiem.
Taka przestrzeń pozwala odzyskać poczucie, że bliskość nie zawsze oznacza obowiązek.
To szczególnie ważne, jeśli w związku przez długi czas występował schemat, w którym każdy gest czułości był automatycznie interpretowany jako seksualna inicjacja. Wtedy osoba mniej zainteresowana seksem może zacząć chronić się przed dotykiem, aby uniknąć konieczności odmawiania.
A im mniej dotyku, tym mniej poczucia bliskości.
Im mniej bliskości, tym większy dystans.
Im większy dystans, tym trudniej o pożądanie.
I ponownie powstaje błędne koło.
Rozmowa może je przerwać.
Ale rozmowa nie powinna być jedynie negocjacją dotyczącą liczby stosunków.
Powinna dotyczyć całej sfery intymności.
„Czego potrzebujesz, żeby czuć się blisko mnie?”
„Co sprawia, że masz ochotę na seks?”
„Co sprawia, że zupełnie tracisz ochotę?”
„Jak mogę pomóc ci się odprężyć?”
„Jakiego rodzaju dotyku chciałabyś więcej?”
„Czy jest coś, czego brakuje ci w naszej relacji?”
„Czy jest coś, czego chciałbyś spróbować?”
Takie pytania nie mają służyć stworzeniu listy obowiązków.
Mają pomóc zrozumieć mechanizm pożądania drugiej osoby.
To szczególnie istotne dlatego, że ludzie często zakładają, że partner potrzebuje dokładnie tego samego co oni. Jeśli jedna osoba lubi spontaniczność, może uważać, że druga również jej potrzebuje. Jeśli ktoś lubi długie pocałunki, może zakładać, że partner także. Jeśli ktoś uważa, że najlepszym sposobem rozpoczęcia seksu jest bezpośrednia inicjacja, może być zdziwiony, gdy druga osoba woli najpierw rozmowę, czułość i spokojne przejście od codzienności do intymności.
Nie ma jednego uniwersalnego modelu.
Każda para musi stworzyć swój.
Warto również rozmawiać o tym, czego nie chcemy. To może być trudniejsze niż mówienie o pragnieniach, ponieważ ludzie często boją się zranić partnera.
„Nie lubię, kiedy robisz to w taki sposób”.
„Nie chcę, żebyś mnie dotykał wtedy, kiedy jestem bardzo zmęczona”.
„Nie czuję się dobrze w tej sytuacji”.
„Nie chcę tego próbować”.
„Potrzebuję wolniej”.
Takie zdania nie powinny być traktowane jako krytyka całego partnera.
Są informacją.
Bez informacji nie da się zbudować dobrej intymności.
Warto również nauczyć się zadawania pytań bez przesłuchiwania. Jeżeli partner mówi: „Chciałbym spróbować czegoś nowego”, można odpowiedzieć: „Co masz na myśli?”. Nie trzeba od razu zgadywać. Można pozwolić mu samemu wyjaśnić.
Jeżeli ktoś mówi: „Mam pewną fantazję”, można odpowiedzieć: „Chcesz mi o niej opowiedzieć?”.
To bardzo prosta forma zaproszenia.
Nie naciska.
Nie ocenia.
Nie zakłada.
Otwiera drzwi.
Właśnie taka przestrzeń jest potrzebna, aby w związku mogło pojawić się zdanie:
„Chciałabym spróbować”.
Albo:
„Chciałbym spróbować”.
To zdanie powinno być możliwe bez strachu, że druga osoba natychmiast zacznie się śmiać, oceniać albo wyciągać konsekwencje.
Ale żeby tak było, oboje partnerzy muszą zrozumieć jeszcze jedną rzecz: powiedzenie „chciałbym spróbować” nie oznacza konieczności realizacji.
Można odpowiedzieć:
„To ciekawe. Opowiedz mi więcej”.
Można powiedzieć:
„Nie wiem, czy chciałabym to robić, ale jestem ciekawa, dlaczego cię to interesuje”.
Można też powiedzieć:
„To nie jest coś dla mnie”.
Każda z tych odpowiedzi jest dopuszczalna.
Zdrowa seksualność nie polega na tym, że partnerzy mówią sobie „tak” na wszystko.
Polega na tym, że mogą sobie powiedzieć prawdę.
To ogromna różnica.
Czasami właśnie dzięki temu, że człowiek wie, iż może bezpiecznie powiedzieć „nie”, łatwiej jest mu powiedzieć „tak”.
Jeżeli nie muszę się bronić przed presją, mogę być bardziej ciekawy.
Jeżeli wiem, że moja odmowa nie spowoduje kary, mogę swobodniej mówić o swoich potrzebach.
Jeżeli wiem, że partner nie wyśmieje mojej fantazji, mogę mu o niej opowiedzieć.
Jeżeli wiem, że moje ciało nie będzie oceniane, mogę bardziej swobodnie się odsłonić.
Bezpieczeństwo nie jest więc przeciwieństwem erotyki. Jest jednym z warunków, w których erotyczna otwartość może się rozwijać.
Warto także pamiętać, że rozmowa o seksie nie musi zawsze prowadzić do rozwiązania.
Czasami pierwsza rozmowa może być tylko początkiem.
Jedna osoba mówi:
„Brakuje mi czegoś”.
Druga odpowiada:
„Nie wiedziałem”.
I to już jest ważna informacja.
Następnego dnia można wrócić do tematu.
Można zastanowić się, co dokładnie oznacza „czegoś”.
Można ustalić, co jest możliwe.
Można powiedzieć, czego się boimy.
Można poszukać kompromisu.
Ważne, aby nie oczekiwać, że jedna rozmowa naprawi lata milczenia.
Jeśli przez dziesięć lat para nie rozmawiała o seksualności, nie powinna oczekiwać, że w ciągu trzydziestu minut stworzy idealny model komunikacji.
To jest umiejętność.
A umiejętności można się nauczyć.
Można zacząć od małych rzeczy.
Od komplementu.
Od powiedzenia, co lubimy.
Od powiedzenia, czego nie lubimy.
Od pytania, jak partner się czuje.
Od przytulenia bez oczekiwania na seks.
Od rozmowy o wspomnieniu, które oboje dobrze pamiętacie.
Od zapytania: „Co chciałbyś, żebyśmy robili częściej?”.
Można też stworzyć własny rytuał rozmowy. Nie musi być formalny. Może to być wieczór raz na jakiś czas, kiedy para świadomie odkłada telefony i rozmawia o tym, jak się czuje w związku. Nie chodzi o cotygodniową kontrolę jakości życia seksualnego. Chodzi o stworzenie przestrzeni, w której temat nie musi pojawiać się wyłącznie wtedy, gdy ktoś jest już sfrustrowany.
To ważne, ponieważ większość par rozmawia o seksie dopiero wtedy, gdy problem osiągnie wysoki poziom.
„Dlaczego znowu nic nie było?”
„Jak długo jeszcze tak będzie?”
„Co się z nami dzieje?”
Znacznie łatwiej jest rozmawiać wcześniej, zanim frustracja stanie się ogromna.
Rozmowa może być również formą profilaktyki.
Tak jak para rozmawia o finansach, planach na przyszłość czy wychowaniu dzieci, tak może od czasu do czasu sprawdzić, jak wygląda ich bliskość.
Nie po to, aby wystawić sobie ocenę.
Po to, aby pozostać w kontakcie.
Warto również zrezygnować z przekonania, że rozmowa o seksie musi być niezwykle poważna. Humor może być sprzymierzeńcem. Dwoje dorosłych ludzi może czasami czuć się niezręcznie. Można się zaczerwienić. Można się zaśmiać. Można powiedzieć: „Ale dziwnie mi o tym mówić”. Taka szczerość sama w sobie może rozładować napięcie.
Nie trzeba być ekspertem od seksualności, aby rozmawiać o własnych potrzebach.
Wystarczy być ciekawym drugiej osoby.
„Co lubisz?”
„Czego nie lubisz?”
„Czego ci brakuje?”
„Co chciałbyś zmienić?”
„Czy jest coś, o czym boisz się ze mną porozmawiać?”
To pytania, które mogą prowadzić znacznie dalej niż próba odgadnięcia, jaki gadżet czy jaka technika będzie najlepsza.
Bo dobra seksualność nie zaczyna się od techniki.
Zaczyna się od komunikacji.
Dopiero kiedy para potrafi rozmawiać o swoich potrzebach, można zacząć świadomie eksperymentować. Wtedy nowe pomysły, zabawki czy inne formy wspólnej zabawy stają się rozszerzeniem rozmowy, a nie próbą jej zastąpienia.
Można wtedy powiedzieć:
„Skoro oboje chcemy spróbować czegoś nowego, zobaczmy, co nam odpowiada”.
I można podejść do tego bez presji.
Nie musicie wszystkiego lubić.
Nie musicie wszystkiego powtarzać.
Nie musicie robić tego, co robią inne pary.
Waszym celem nie jest stworzenie najbardziej ekscytującego życia seksualnego na świecie.
Waszym celem jest stworzenie takiego życia intymnego, które odpowiada wam.
To wymaga czasami odwagi.
Odwagi, żeby powiedzieć „brakuje mi”.
Odwagi, żeby powiedzieć „chciałabym”.
Odwagi, żeby powiedzieć „nie chcę”.
Odwagi, żeby przyznać „nie wiem”.
Odwagi, żeby zapytać „a czego ty potrzebujesz?”.
I przede wszystkim odwagi, żeby usłyszeć odpowiedź bez natychmiastowego bronienia się.
Być może właśnie to jest najważniejsza umiejętność, jaką para może zdobyć w sferze seksualnej: zdolność do prowadzenia rozmowy, w której żadna osoba nie musi udawać.
Bo kiedy można powiedzieć prawdę, pojawia się możliwość wyboru.
Kiedy można powiedzieć „nie”, „tak” zaczyna znaczyć coś więcej.
Kiedy można powiedzieć „boję się”, łatwiej jest powiedzieć „spróbujmy”.
Kiedy można powiedzieć „brakuje mi”, druga osoba wreszcie dostaje szansę, aby odpowiedzieć.
A kiedy dwoje ludzi zaczyna naprawdę słuchać siebie nawzajem, seksualność przestaje być czymś, co trzeba zgadywać.
Staje się wspólnym językiem.
Językiem, którego można się ponownie nauczyć nawet po wielu latach związku.
I być może właśnie od tego powinno się zacząć odbudowywanie erotycznej części relacji: nie od pytania „co kupić?”, nie od pytania „jaką nową pozycję wypróbować?” i nie od pytania „jak zrobić, żeby seks był bardziej ekscytujący?”.
Najpierw warto zapytać:
„Czy potrafimy ze sobą szczerze rozmawiać o tym, czego chcemy?”
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to właśnie tutaj znajduje się pierwszy obszar do zmiany.
Bo najskuteczniejszym narzędziem w długoletnim związku często nie jest żadna zabawka.
Jest nim rozmowa, podczas której można po raz pierwszy od dawna powiedzieć:
„Mam pewien pomysł”.
I usłyszeć:
„Opowiedz mi”.