-
nowość
Selekcja. Aktorka z zapomnianego teatru - ebook
Selekcja. Aktorka z zapomnianego teatru - ebook
Maja Wysocka marzyła tylko o jednym – zostać aktorką. Po ukończeniu szkoły aktorskiej trafia do tajemniczego, nieco zapomnianego teatru. Gdy dostaje szansę zagrania w serialu telewizyjnym, wydaje się, że los wreszcie się do niej uśmiechnął. Wtedy zaczyna się koszmar. Anonimowe groźby, włamanie do mieszkania, tajemnicze śledzenie i coraz bardziej niepokojące odkrycia prowadzą Maję do sprawy zaginięcia Anny Bielskiej oraz wydarzeń sprzed osiemnastu lat, które nigdy nie zostały wyjaśnione. Ktoś manipuluje faktami. Ktoś kontroluje ludzi. I ktoś od dawna obserwuje właśnie ją. W świecie, gdzie prawda miesza się z kłamstwem, a wspomnienia okazują się niepełne, Maja będzie musiała odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: Czy jest ofiarą... czy częścią eksperymentu? To mroczny thriller psychologiczny pełen tajemnic, nieoczekiwanych zwrotów akcji i dusznej atmosfery, w której nic nie jest takie, jakim się wydaje. Każda rola ma swoją cenę. Nie każda kończy się kurtyną.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368732498 |
| Rozmiar pliku: | 3,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nie pamiętam wszystkiego.
Tak przynajmniej mówiłam sobie przez lata.
Nie pamiętam starego domu na końcu lasu.
Nie pamiętam kobiety, która płakała w ciemnym pokoju.
Nie pamiętam zapachu spalenizny, który czasem budził mnie w środku nocy.
Nie pamiętam słów:
„NIE JESTEŚ PRZYPADKIEM.”
A jednak za każdym razem, gdy zamykałam oczy, widziałam to samo.
Korytarz.
Długie, zimne światło.
I drzwi z numerem siedem.
Nigdy ich nie otwierałam.
W moich snach zawsze zatrzymywałam się przed nimi.
Przestraszona.
Jak dziecko.
Dziś wiem, że niektóre wspomnienia nie znikają.
One czekają.
Ukryte głęboko pod warstwą codzienności, śmiechu i nowych początków.
Czekają na odpowiedni moment.
A kiedy wracają…
zabierają wszystko.
Nazywam się Maja Wysocka.
Jestem aktorką.
Przynajmniej tak mi się wydawało.
Bo prawda jest znacznie gorsza.
Nie zostałam wybrana do żadnej roli.
To ja od początku byłam rolą.
A ta historia zaczęła się w dniu, który miał być najszczęśliwszym dniem mojego życia.
PIERWSZA ROLA
Deszcz padał od rana.
Drobny, zimny i uporczywy.
Maja Wysocka stała przed ogromnym lustrem w garderobie szkoły aktorskiej i poprawiała włosy, choć robiła to już chyba dziesiąty raz.
— Uspokój się — zaśmiała się jej przyjaciółka Kasia. — Przecież za chwilę odbierzesz dyplom, a nie idziesz na przesłuchanie do Hollywood.
Maja uśmiechnęła się nerwowo.
— Mam wrażenie, że od tego dnia zależy całe moje życie.
— Każdy tak mówi.
— A jeśli mi się nie uda?
Kasia przewróciła oczami.
— Od trzech lat jesteś najlepsza na roku. Jeśli tobie się nie uda, to ja jutro zostaję zakonnicą.
Obie wybuchnęły śmiechem.
Ale Maja nadal czuła niepokój.
Dziwny.
Nieuzasadniony.
Jakby coś miało się wydarzyć.
Jakby za chwilę ktoś miał wejść i powiedzieć:
„TO NIE JEST TWOJA HISTORIA.”
Potrząsnęła głową.
Głupie myśli.
Dziś miał być jej dzień.
Nie wiedziała jeszcze, że kilka miesięcy później będzie bała się wracać do własnego mieszkania.
Nie wiedziała, że ktoś zacznie ją obserwować.
I nie wiedziała, że pewne drzwi, które widziała od lat w snach…
wkrótce otworzą się naprawdę.1
„MARZENIE”
Maja Krawiec nie lubiła ciszy za kulisami.
Na scenie cisza była czymś żywym. Miała temperaturę, ciężar, rytm. Publiczność oddychała w niej razem z aktorami, a każde zawahanie mogło stać się częścią spektaklu.
Za kulisami cisza była martwa.
Stała w wąskim korytarzu, oparta plecami o zimną, lekko wilgotną ścianę. Farba łuszczyła się pod palcami. Ktoś kiedyś próbował zamalować graffiti, ale spod cienkiej warstwy bieli nadal przebijały czarne linie.
Poprawiła rękaw kostiumu.
Zrobiła to drugi raz.
Potem trzeci.
— Przestaniesz w końcu? — odezwał się ktoś obok.
Maja odwróciła głowę. Tomek. Grał jedną z głównych ról, chociaż wszyscy wiedzieli, że dostał ją bardziej dzięki znajomościom niż talentowi.
Stał oparty o przeciwległą ścianę, z kubkiem kawy w ręce.
— Co? — zapytała chłodno.
— Ten rękaw. Rozpadnie się od samego poprawiania.
Maja spojrzała na materiał, jakby widziała go pierwszy raz.
— Jest krzywo.
— Nie jest — odparł. — Ale jak chcesz, mogę ci go wyprasować między scenami.
Uśmiechnął się półgębkiem.
Zignorowała go.
Zamknęła oczy.
Dwa kroki. Światło. Pauza. Spojrzenie w lewo.
— Maja — szepnęła inspicjentka, pojawiając się nagle jak cień. — Jesteś gotowa?
Maja otworzyła oczy.
— Tak.
— Wchodzisz po drugiej kwestii Tomka. Nie przegap sygnału, bo światło idzie od razu.
— Nie przegapię.
Inspicjentka przyjrzała jej się uważnie.
— Oddychaj.
Maja skinęła głową.
Tomek prychnął cicho.
— Ona zawsze oddycha — mruknął. — Tylko wygląda, jakby zaraz miała kogoś zabić.
Maja spojrzała na niego.
— Może mam.
Na moment zapadła cisza.
Tomek uniósł brwi.
— Okej… — powiedział. — Tego nie było w scenariuszu.
—
Światło sceniczne uderzyło ją w oczy jak zawsze — nagle, bez ostrzeżenia, mimo że czekała na ten moment.
Weszła.
Pierwsze zdanie padło dokładnie tak, jak powinno. Głos stabilny. Spokojny.
Widownia była na początku tylko ciemną masą. Ale z każdą sekundą zaczęła wyłaniać szczegóły.
Kobieta w czerwonym szalu.
Mężczyzna poprawiający okulary.
Para siedząca zbyt blisko siebie.
I wtedy —
zatrzymała się na ułamek sekundy.
Trzeci rząd.
Mężczyzna.
Nie klaskał.
Nie reagował.
Po prostu patrzył.
Bez emocji.
Za długo.
— Maja? — syknął Tomek pod nosem, ledwo poruszając ustami.
Zorientowała się, że minęła pauza.
Za długa.
— …nie rozumiesz — powiedziała szybko, wracając do roli. — Nigdy nie rozumiałeś.
Publiczność tego nie zauważyła.
Ale ona tak.
I ten mężczyzna też.
Była tego pewna.
—
Po spektaklu garderoba była pełna głosów.
— Słyszałaś ten aplauz? — mówiła jedna z aktorek, zdejmując kolczyki. — Myślałam, że kurtyna się nie zamknie.
— Bo się prawie nie zamknęła — odpowiedział ktoś inny.
Maja siedziała przed lustrem, powoli zmywając makijaż.
Jej odbicie wyglądało inaczej bez światła scenicznego. Bardziej zmęczone. Bardziej prawdziwe.
Drzwi skrzypnęły.
Reżyser wszedł bez pukania.
— No — powiedział, rozglądając się. — To było coś.
Nikt nie odpowiedział.
Podszedł do Mai.
— Ty — wskazał na nią palcem. — Bardzo dobrze.
— Dziękuję.
— Naprawdę — dodał ciszej. — Byłaś… konkretna. Skupiona.
— Zawsze jestem.
Uśmiechnął się lekko.
— Wiem. I to jest twoja siła.
Zawahał się na moment.
— Byli dziś ludzie z produkcji.
Maja przestała wycierać twarz.
— Jakiej produkcji?
— Serial. Duży. Prime time.
— I?
— I pytali o ciebie.
Z tyłu ktoś gwizdnął.
— No proszę — rzucił Tomek. — Gwiazda nam się rodzi.
Maja nie odwróciła się.
— To tylko pytania — powiedziała spokojnie.
— Na razie — odpowiedział reżyser. — Ale szykuj się.
—
Na zewnątrz powietrze było chłodne i wilgotne.
Maja naciągnęła kaptur.
— Idziesz sama? — zawołał ktoś za nią.
Odwróciła się. Tomek.
— Tak.
— Mogę cię odprowadzić.
— Nie trzeba.
— Serio, nie mam nic lepszego do roboty.
— Właśnie dlatego nie trzeba.
Uśmiechnął się.
— Zawsze taka miła?
— Tylko dla wybranych.
Minęła go.
Szła szybko. Równo. Jakby miała wyznaczoną trasę w głowie.
Przejście dla pieszych. Czerwone światło.
Zatrzymała się.
I wtedy to poczuła.
To samo napięcie co na scenie.
Jakby ktoś patrzył.
Powoli odwróciła głowę.
Po drugiej stronie ulicy stał mężczyzna.
Ten sam.
Tym razem widziała go wyraźniej.
Ciemna kurtka. Ręce opuszczone wzdłuż ciała.
I ten uśmiech.
Lekki.
Nienaturalny.
Jakby znał zakończenie czegoś, co dopiero się zaczynało.
— Znasz go?
Maja drgnęła.
Tomek stał obok niej.
— Co? — zapytała.
— Patrzysz się na niego, jakbyś miała go zabić.
— Nie patrzę.
— Patrzysz.
Zielone światło.
Ludzie ruszyli.
Maja też.
— Hej — powiedział Tomek, idąc obok niej. — Serio, wszystko okej?
— Tak.
— Nie wygląda.
— Powiedziałam, że tak.
Po drugiej stronie ulicy mężczyzny już nie było.
—
W mieszkaniu było zbyt cicho.
Maja zamknęła drzwi.
Raz.
Potem drugi zamek.
Przez chwilę stała, nasłuchując.
Kroki na klatce.
Gdzieś daleko.
Potem cisza.
Zdjęła buty.
Rzuciła torbę na krzesło.
Telefon zawibrował.
Nieznany numer.
Patrzyła na ekran kilka sekund.
— Odbierz — mruknęła do siebie.
Przeciągnęła palcem.
— Słucham?
Cisza.
— Halo?
Oddech.
Cichy.
Blisko.
Maja zesztywniała.
— Na scenie jesteś kimś innym — powiedział mężczyzna spokojnym, niskim głosem. — Ale ja wiem, kim jesteś naprawdę.
— Kto mówi?
Klik.
Połączenie przerwane.
— Kurwa… — szepnęła.
Odłożyła telefon powoli.
Za szybko biło jej serce.
— To tylko żart — powiedziała na głos. — Ktoś z teatru.
Nikt nie odpowiedział.
Spojrzała w stronę korytarza.
Drzwi do łazienki były uchylone.
Zmarszczyła brwi.
— Zamknęłam je…
Zrobiła krok.
Potem drugi.
Podłoga skrzypnęła cicho.
— Halo? — powiedziała.
Cisza.
Pchnęła drzwi.
Łazienka była pusta.
Ale okno było lekko otwarte.
A przecież nigdy go nie otwierała.2
„ŚLADY, KTÓRYCH NIE POWINNO BYĆ”
Maja obudziła się o 6:12.
Nie dlatego, że zadzwonił budzik.
Obudziło ją światło.
Ostre, zimne, wpadające prosto w oczy.
Przez chwilę leżała nieruchomo, patrząc w sufit, próbując przypomnieć sobie, czy zasłaniała zasłony.
Zawsze zasłaniała.
Powoli przekręciła głowę.
Zasłony były rozsunięte.
— Nie… — szepnęła.
Usiadła gwałtownie.
Serce przyspieszyło.
Przez kilka sekund patrzyła tylko na okno, jakby spodziewała się, że ktoś tam stoi. Na zewnątrz było pusto. Zwykłe podwórko. Samochody. Balkon naprzeciwko.
Nic.
Wstała.
Boso przeszła przez mieszkanie. Podłoga była chłodna.
Zatrzymała się przy oknie.
Dotknęła zasłony.
Materiał był lekko wilgotny.
Jakby ktoś go dotykał mokrą dłonią.
Cofnęła rękę.
— To bez sensu…
Odwróciła się szybko i poszła do łazienki.
Lustro.
Jej twarz.
Zmęczona.
I coś jeszcze.
Nachyliła się bliżej.
Na szyi, tuż pod linią włosów, widniał cienki, czerwony ślad.
Jak zadrapanie.
— Co jest… — mruknęła.
Dotknęła go delikatnie.
Zabolało.
—
W teatrze było głośniej niż zwykle.
Próba generalna do kolejnego spektaklu. Ktoś krzyczał na technicznych. Ktoś inny śmiał się za głośno.
Normalność.
Maja siedziała na krześle przy scenie, trzymając w ręku scenariusz, którego nie czytała.
— Wyglądasz jak zombie — powiedziała Kasia, siadając obok niej.
— Dzięki.
— Serio. Spałaś w ogóle?
— Trochę.
Kasia przyjrzała jej się uważniej.
— Co to? — wskazała na jej szyję.
Maja odruchowo zakryła miejsce dłonią.
— Nic.
— Wygląda jak zadrapanie.
— Pewnie się o coś zahaczyłam.
— W nocy?
Maja spojrzała na nią.
— Masz dzisiaj bardzo dużo pytań.
Kasia uniosła ręce.
— Dobra, dobra. Spokojnie. Po prostu pytam.
Zamilkły na chwilę.
Na scenie ktoś zapomniał tekstu.
— KURWA, LUDZIE! — wrzasnął reżyser. — TO JEST TRZECIA PRÓBA!
Maja wzdrygnęła się lekko.
— Hej — powiedziała ciszej Kasia. — Wszystko okej?
Maja zawahała się.
Na ułamek sekundy.
— Tak.
Kasia nie wyglądała na przekonaną.
—
Po próbie Maja została chwilę dłużej.
Nie chciała wracać do mieszkania.
Udawała, że poprawia notatki.
— Maja?
Podniosła wzrok.
Reżyser stał przy krawędzi sceny.
— Możemy pogadać?
— Jasne.
Podeszła.
— Dzwonili — powiedział bez wstępu.
— Kto?
— Produkcja.
Serce zabiło jej szybciej.
— I?
— Chcą cię na casting. Właściwie to bardziej… spotkanie. Rola jest prawie pewna.
Maja milczała.
— To duża rzecz — dodał. — Dużo większa niż ten teatr.
— Wiem.
— Ale?
— Nie wiem, czy to dobry moment.
Reżyser zmarszczył brwi.
— Nie rozumiem.
Maja zawahała się.
— Ktoś… — zaczęła, ale urwała. — Nieważne.
— Ktoś co?
— Dostałam dziwny telefon.
Zapadła cisza.
— Jaki telefon?
— Ktoś powiedział, że mnie zna.
Reżyser westchnął.
— Maja… to się zdarza.
— Co?
— Ludzie. Widzowie. Czasem są… intensywni.
— To nie było normalne.
— Żaden fan nie jest normalny — odparł. — Przyzwyczaisz się.
Te słowa zawisły między nimi.
Maja poczuła coś, co trudno było nazwać.
Złość?
Niepokój?
— Jeśli to się powtórzy, zgłoś to — dodał. — Ale nie wariuj od razu.
Nie wariuj.
Skinęła głową.
— Jasne.
—
Wieczorem wracała wolniej niż zwykle.
Specjalnie.
Patrzyła na ludzi. Na witryny sklepów. Na odbicia w szybach.
Nic.
Nikt jej nie śledził.
Albo robił to dobrze.
Zatrzymała się przy klatce.
Wyjęła klucze.
Zawahała się.
Drzwi były lekko uchylone.
Zamarła.
— Zamknęłam… — szepnęła.
Serce zaczęło walić.
Powoli pchnęła drzwi.
Skrzypnęły.
— Halo? — powiedziała cicho.
Cisza.
Weszła do środka.
Mieszkanie wyglądało normalnie.
Za normalnie.
Zrobiła krok.
Potem drugi.
I wtedy to zobaczyła.
Na stole.
Kartka.
Nie było jej rano.
Była tego pewna.
Podeszła bliżej.