-
nowość
-
promocja
Serce świata - ebook
Serce świata - ebook
Powieść nominowana do prestiżowej duńskiej nagrody literackiej Weekendavisen Litteraturpris, w przekładzie Bogusławy Sochańskiej. W niedalekiej przyszłości, w świecie zdominowanym przez algorytmy, sztuczną inteligencję i rozpadające się państwo dobrobytu, młody absolwent literatury utrzymuje się z dorywczych zleceń w sieci. Pracuje nocami, poprawia cudze teksty, żyje na granicy niewidzialności. Przełomem okazuje się zlecenie polegające na redakcji powieści anonimowego autora. Tekst staje się bestsellerem – ale nie pod jego nazwiskiem. Próba dotarcia do źródła książki prowadzi bohatera coraz głębiej w system, w którym granice między twórczością, pracą i tożsamością zaczynają się zacierać. Bjerring łączy realizm cyfrowego prekariatu z elementami spekulatywnymi, budując opowieść o świecie, w którym literatura, emocje i doświadczenie stają się surowcem dla algorytmów. Książka ukazuje się w serii „Tu i teraz”, przybliżającej polskim czytelnikom najnowsze dzieła literatury europejskiej.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
I. Easyjobs
II. Trudna dwójka
III. Teufelsberg
IV. Późne przebudzenie
V. Serce
VI. Ostatnia sesja
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68759-70-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
EASYJOBS
_W naszej epoce Bogiem jest ekonomia._
Ane Svendsen
Załaskotało mnie w ucho. Machnąłem ręką i bzyknęła mucha. Zakołowała nad stołem, a potem przysiadła na ścianie. Wisiała tam, kołysząc się na postrzępionym skrawku tapety. Wyjadała klej zebrany w małych, żółtych pęcherzykach na spodniej stronie tapety. Teraz trudno było wymierzyć konkretny cios, a zresztą po co odmawiać jętce jedynej doby jej życia. Było siedem po drugiej, otworzyłem przeglądarkę i wszedłem na Easyjobs.com.
Easyjobs szybko znalazł mi trzy drobne zlecenia, wszystkie tak łatwe, jak to obiecywała nazwa portalu. Najpierw był startup, który potrzebował korekty informacji prasowej, zanim strona firmy „wyleci w przestrzeń”, co poprawiłem na „wystartuje”. Drugie zadanie pochodziło od dwudziestosiedmioletniego influencera. Nie był już atrakcyjny dla młodych, więc zapragnął zostać felietonistą, ale sprawiało mu trudność pisanie spójnych zdań. Mieszanka nowego chrześcijaństwa i ekokapitalizmu w jego tekstach sprawiała wrażenie czegoś wyjątkowego i zawierała wiele sądów budzących aktualnie zainteresowanie. Trzecie zlecenie dotyczyło dokumentów biznesowych, w których wstawiłem sporo przecinków i usunąłem jeden zbędny apostrof w dopełniaczu.
Odesłałem pliki z mojego profilu na Easyjobs. Jakiś tydzień potem na konto wpłynęło mi od pięciuset do dwóch tysięcy koron. Moja ocena na Easyjobs wzrosła z neutralnej do wiarygodnej+. Oto, co dawał stopień magistra literaturoznawstwa, ale w takim wymiarze jego wartość mogła utrzymać się jeszcze tylko przez kilka lat. Wkrótce również korektorzy mieli okazać się w Danii nadmiarowi. Opóźnienie było jedynie skutkiem wielkości obszaru językowego, a co za tym idzie – rynku. Podobnie jak taksówkarz czy pracownik burgerowni ludzki korektor stał się bezwartościowy i nieprzydatny. Jak moneta w społeczeństwie bezgotówkowym.
Tego rodzaju myśli odbierały mi czasem sen. Zwłaszcza że po trzecim zleceniu nastąpiło kilka dni bezrobocia. Zlecenia często znikały z monitora już w czasie, gdy wyszukiwałem kategorie: „Tekst”, „Korekta”, „Redakcja”. Trzeba było bez przerwy wisieć na Easyjobs. Mój palec wskazujący był rozpalony od klikania „odśwież”. Najwyraźniej miałem dużą konkurencję. Trudno mówić o kolegach po fachu, nigdy żadnej z tych osób nie poznałem ani nie widziałem. Minął tydzień bez pracy, za to pełen zmartwień i narastających problemów ze snem.
Bezsenność szybko okazała się jednak zaletą. Stało się oczywiste, że noc jest dobrym czasem na znalezienie pracy. Bywało, że zlecenia nadchodziły od duńskich firm w Chinach czy USA potrzebujących korekty kilku stron ASAP. Napływały stabilnie i moja ocena znowu wzrosła. Pracowałem nocą, w podkoszulku i spodniach do joggingu, zanurzony w białoniebieskim świetle monitora. Były więc pieniądze na czynsz i jedzenie. Bezsenność znikła, musiałem nastawiać budzik, żeby wstać i jak ziarnko do ziarnka zbierać nowe zlecenia. To dlatego siedziałem teraz i ziewałem, walcząc z sennością, podczas gdy mój palec wskazujący klikał jak niespieszny metronom i zbliżała się druga trzydzieści.
W ciągu pierwszego kwadransa sprzątnięto mi sprzed nosa dwa zlecenia korekty. Niewielkie, ale jednak. A potem nastąpił długi zastój. Może to tylko jedna leniwa noc po stronie pracodawców? W ciągu poprzednich kilku nocy monitor aż migał od zleceń. Może powinienem wstawać jeszcze później?
Zapatrzyłem się w stojącą w rogu za biurkiem lampę. Warstwa kurzu w fałdach abażuru była tak gruba, że przypominała puch. Książki na regale i kompendia na najniższej półce też pokryte kurzem. Zakurzone były plakat z Laną Del Rey i fotografia mojej matki. Kurz całkowicie wypełniał zagłębienia między białymi palcami plastikowej figury Sonica the Hedgehoga, zakurzony był Darth Vader. Nawet zaplamione biurko, przy którym siedziałem, pokrył kurz. Właściwie nie było to biurko, tylko ciężki, stary stół, wrak z mojego domu rodzinnego. Zrobił go mój pradziadek, który był stolarzem. Czasem, gdy siedzieliśmy przy stole, mama o nim opowiadała. Potrafił zrobić z drewna wszystko – mówiła, przesuwając dłonią tam i z powrotem po gładkich dębowych deskach. Przy tym stole jadłem i pracowałem. Powinienem go wreszcie doprowadzić do porządku. Poszedłem po ścierkę i wytarłem blat, nie odrywając wzroku od monitora. Gdy krótko potem wreszcie pojawiło się zlecenie, znów byłem nie dość szybki i w sekundzie znikło.
Poddałem się. Wyszedłem na mój balkonik. Paliłem jointa, jadłem banana i błądziłem myślami. Siedziałem trochę skwaszony i ospały. Zastanawiałem się nad moim życiem, które najwyraźniej zatrzymało się, zanim się rozpoczęło. Było w każdym razie dalekie od wyobrażeń, jakie miałem kiedyś na temat mojej przyszłości. Teraz walczyłem o przeżycie i nie miałem ochoty nawet marzyć o szczęściu, podróżowaniu czy pisaniu wierszy. Z drugiej strony powinienem chyba uważać się za szczęśliwca, tak się w każdym razie mówiło, z racji tego, że już nie byłem jednym z tych nadmiarowych, bezużytecznych, jak ich oficjalnie określano. Teraz zarabiałem pieniądze i sam dla siebie byłem szefem. Lekko się wyprostowałem na sfatygowanym leżaku i zapaliłem niedopałek jointa, który wygasł. W dole na rogu ulicy wielka mewa usiadła na koszu na śmieci i wyrzucała jego zawartość na chodnik.
Z szefami zawsze miałem problem. Ale czy Easyjobs nie był czymś w rodzaju szefa? Kto właściwie stał za Easyjobs? Zabierali dwanaście i pół procenta mojego honorarium i gdyby chcieli, jutro mogliby zamknąć mi konto. A może moimi szefami byli klienci? Ci pracodawcy, którzy mnie wybierali i decydowali o moim ratingu? Pracodawca, pracobiorca. Ktoś u zarania dziejów musiał pomylić te słowa. To przecież klient i Easyjobs brali moją pracę i mój czas. A ja dawałem moją pracę za nędzne grosze. Znajdowałem się najniżej w systemie ekonomicznym, który miał przetrwać. Globalnemu kapitalizmowi życia nie odebrały nawet pandemie. Ale czy jutro system zechce właśnie mnie nadal wykorzystywać, tego nie wiedziałem.
Na ulicy pojawiła się staruszka i wystraszyła mewę, machając plastikową torbą i sycząc jak kot. A potem wyłowiła puszkę po piwie z dna kosza, który już pewnie był prawie pusty.
Całkiem na dnie systemu mimo wszystko nie byłem. Wystarczy, że zaloguję się na Easyjobs, a w nocy na pewno znowu pojawią się drobne zlecenia – pomyślałem, ziewając.
Przynajmniej nie muszę oglądać żadnego szefa. Zresztą zlecenia równie dobrze mogła wrzucać sztuczna inteligencja. Faktycznie pojawiało się coraz więcej anonimowych klientów z mglistymi _business cases_, dokumentami wewnętrznymi i raportami, których nie rozumiałem. Może po drugiej stronie nie było żadnych ludzi ani realnych zleceń?
Zdusiłem jointa i podniosłem się z leżaka. Gdy do głowy napływały mi takie myśli, należało kłaść się do łóżka.
*
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------