Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Serce szejka - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
Luty 2015
Czytaj fragment
Pobierz fragment
9,99
Cena w punktach Virtualo:
999 pkt.

Serce szejka - ebook

Podróż przez pustynię zakończyłaby się dla Lucy tragicznie, gdyby nie szybka pomoc szejka Hanifa. Uratował jej życie, a potem umożliwił powrót do zdrowia w swoim pałacu. Spędzają z sobą dużo czasu, coraz lepiej się poznają, łącząca ich nić sympatii przeradza się w miłość. Jednak kiedy Hanif postanawia wyjaśnić okoliczności wypadku, któremu uległa Lucy, odkrywa kilka szokujących tajemnic z jej życia...

 

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-276-1255-7
Rozmiar pliku: 740 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Lucy Forrester nie dała się zwieść obrazom, jakie niespodziewanie pojawiły się przed jej oczami. Majacząca na horyzoncie zieleń była jedynie mirażem.

O pustyni Ramal Hamrah wiedziała wiele, przeczytała wszystko, co tylko znalazła na jej temat. Zwodnicze miraże nie były wytworem wyobraźni znękanego pragnieniem wędrowcy; te pozorne obrazy będące odbiciem odległych przedmiotów powstawały wskutek zakrzywienia promieni słonecznych, a gdy kąt padania się zmieniał, znikały tak samo nieoczekiwanie, jak się pojawiały.

Migotliwa zielona plama, tak miła dla oczu, trwała zaledwie mgnienie i rozwiała się bez śladu, jednak osłabiła żarliwe pragnienie Lucy, by dopaść drania, który ją oszukał, stanąć z nim twarzą w twarz. Wprawdzie na pustyni nie było ruchu – w ogóle nie było dróg – ale to nie znaczyło, że nic jej tu nie groziło.

Zerknęła na GPS, skorygowała kierunek jazdy i zmusiła się, by nieco rozluźnić zaciśnięte na kierownicy palce.

Pustynia ciągnęła się we wszystkich kierunkach. Im dalej od wybrzeża i wyżej, tym powietrze było bardziej przejrzyste. Góry stawały się wyraźniejsze, odcinały się na tle nieba. Nigdzie ani odrobiny zieleni, w wyschniętym, martwym krajobrazie przetrwały jedynie skarlałe zarośla.

Palące słońce oślepiało, piekły podrażnione oczy. Zwykłe okulary przeciwsłoneczne nie chroniły przed ostrym blaskiem. Miała wrażenie, jakby ktoś sypnął jej piaskiem po oczach. Szkoda, że ten miraż już zniknął. Choć na chwilę odczuła ulgę, patrząc na zieleń.

Była spragniona i głodna. Gniew to za mało, by zapomnieć o potrzebach ciała. Ale woda już dawno jej się skończyła. W dodatku od jazdy po nierównym terenie wszystko ją bolało.

Zafrasowana popatrzyła na mapę. Coś jest nie tak. Według mapy do obozowiska Steve’a było nie więcej niż dwieście kilometrów. Trzy godziny jazdy, góra cztery. Już dawno powinna być na miejscu.

Na mgnienie przymknęła piekące oczy. To był błąd. Terenówka nagle szarpnęła ostro w dół i Lucy poczuła zaciskający się pas, a kierownica wypadła jej z rąk. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, przednie koło wpadło na coś twardego, auto podskoczyło i zachwiało się. Przez chwilę, która zdawała się nie mieć końca, wydawało się, że samochód opadnie na cztery koła, lecz wtedy tylne koło zahaczyło o skałę i nagle cały świat przewrócił się do góry nogami.

Pas boleśnie wrzynał się w jej ciało, ale przytrzymał ją w fotelu, gdy samochód zaczął koziołkować.

Minęła wieczność, nim świat wreszcie przestał się obracać i wszystko znieruchomiało.

Kiedy otworzyła oczy, wszystko wokół niej było pod dziwnym kątem, lecz cisza i panujący tu całkowity bezruch dawały jej cudowne ukojenie. Pas przytrzymywał ją w fotelu i marzyła tylko o tym, by tak trwać. Nie ruszała się.

Przynajmniej znowu widzi tę zieleń. I to jakby bliżej. Wytężyła wzrok, wpatrując się w obraz za popękaną szybą.

To chyba drzewa, stwierdziła w końcu. Dziwne tylko, że rosną do góry nogami. Zamiast wyrastać nad ten wysoki mur, są pod nim.

Czyżby natrafiła na wiszące ogrody Babilonu?

Nie, na pewno nie. Babilon nie był w tym rejonie, ale… Gdzieś indziej.

Może umarłam, pomyślała beznamiętnie.

W niebie jest zielono. I cicho. Wprawdzie ta brama w murze nie wygląda jak bramy raju z płomiennych kazań, jakimi zachwycała się babcia, jednak jest wyrzeźbiona w drewnie.

A na pustyni drewno jest na wagę złota.

Mur i brama miały kolor zgaszonej ochry. Pustynny kurz przez wieki nanoszony wiatrem tak stopił je z krajobrazem, że były niemal niewidoczne; trzeba było dobrze wytężyć wzrok, by je spostrzec. Słońce zaczynało zachodzić i długie cienie wydobywały rzeźbione powierzchnie.

Anioł, który spływał do niej na złotych skrzydłach, wydawał się całkiem prawdziwy.

Dopiero teraz do jej świadomości zaczęły przedzierać się dźwięki. Pykanie stygnącego silnika, łopot wirujących w powietrzu papierów. Mój pamiętnik, uzmysłowiła sobie, patrząc na bezładnie rozsypaną zawartość torebki. Wiatr porywał kartki, unosił z nimi jej życie. Lucy zamknęła oczy.

Po jakimś czasie, kilku chwilach, a może kilku godzinach, podniosła powieki, bo doszedł ją jakiś inny dźwięk. Wydawał się znajomy, lecz nie potrafiła go określić. Jakby coś powoli kapało.

Płyn chłodniczy albo płyn hamulcowy, pomyślała.

Musi coś z tym zrobić. Odszukać miejsce przecieku i zatkać je, bo inaczej będzie z nią krucho…

Powoli otrząsała się z zamroczenia. Wyciągnęła rękę i poruszając nią niepewnie, próbowała odpiąć pas, lecz w tej samej chwili znieruchomiała, bo na głowie poczuła przeraźliwy, trudny do określenia ból. Zebrała siły. Musi uwolnić się od pasa, nie wydzierając sobie włosów.

I wtedy poczuła zapach benzyny.

Benzyna kapie na rozgrzany metal…

Z przerażającą jasnością uświadomiła sobie grożące jej niebezpieczeństwo. To, co widzi tak blisko, to nie bramy raju, a bramy piekła. Strach okazał się silniejszy od bólu.Szarpnęła się w bok, by sięgnąć do uchwytu pasa.

Spocone palce ześlizgnęły się mimowolnie, zapach benzyny stał się jeszcze mocniejszy. Przerażona, bezładnie próbowała wyplątać się z pasów…

– Nie ruszaj się, zaraz cię wyciągnę.

Słyszała słowa, lecz ich sens nie docierał do niej. Rozpaczliwie starała się znaleźć drogę ucieczki.

– Nie ruszaj się!

Struchlała z przerażenia. Nie z powodu tego tonu czy ostrych, budzących lęk rysów pochylającego się ku niej mężczyzny. Lśniące ostrze noża było tuż przy jej twarzy, niemal czuła na karku dotyk zimnego metalu.

Hanif al-Khatib zaklął, patrząc na zemdloną kobietę. Przeciął nożem przytrzymujący ją pas i zaczął wyciągać ją z wnętrza samochodu. Nie było czasu do stracenia, bo w rozgrzanym powietrzu zapach benzyny stawał się coraz intensywniejszy. Nie miał wyboru, musiał działać szybko i sprawnie, raczej mało delikatnie. Miał tylko nadzieję, że wyciągając nieprzytomną kobietę przez okno i sadzając ją w siodle, nie czyni jej dodatkowej krzywdy. Przytrzymując ramieniem jej bezwładne ciało, spiął konia i pomknął w dal.

Kiedy samochód zamienił się w słup ognia, byli na tyle blisko, że poczuł żar wzbijających się w górę płomieni, żar, przy którym panujący tu upał natychmiast zmienił się w chłód.

Czuła ból, lecz rzeczywistość do niej nie docierała. Słyszała głosy, ale nie rozumiała sensu słów. Dotyk materiału, w który wtulała twarz, przynosił ukojenie. Tak jak miarowe bicie czyjegoś serca i uspokajające słowa wypowiadane łagodnym głosem. Ktoś przytrzymywał ją mocno, nie pozwalał jej upaść. Resztą jaźni czuła, że póki ten ktoś będzie ją trzymać, póty nic złego się jej nie stanie.

Jedynie wyjątkowy powód mógł skłonić Hanifa do przestąpienia progu szpitala. Nie znosił takich miejsc. Wszystko go odstręczało: zapach, stłumione głosy personelu, urządzenia najnowszej generacji pikaniem odmierzające trwałość ludzkiego życia.

Zahir, jego prawa ręka, starał się powstrzymać go przed przybyciem do szpitala, namawiał do pozostania na pustyni, przekonywał, że sam świetnie sobie ze wszystkim poradzi.

Nie wątpił w to. Wiedział, że na Zahirze może polegać, jednak chciał na własne oczy upewnić się, że zrobiono co trzeba. Miał dziwne przeczucie, że to nie był zwykły wypadek, że kryje się za tym coś więcej. Samotna cudzoziemka na środku pustyni pędząca z taką determinacją… Coś tu było nie tak.

Na razie nikt go nie rozpoznał. Jego twarz, po dniu polowania pokryta pustynnym pyłem, nadal osłaniała kefija. Trzymał się z boku, nie chcąc wzbudzać niepotrzebnych domysłów. Zwłaszcza że ranną przywiózł helikopter emira, co zelektryzowało szpitalny personel. Kontakt z lekarzami pozosta wił Zahirowi. Sam zamierzał jak najszybciej się ulotnić. Cenił swoją prywatność, domyślał się, że uratowana kobieta również wolałaby uniknąć rozgłosu. Upewni się, że już nic jej nie grozi i ma zapewnioną opiekę, i wraca do siebie.

Odwrócił się, słysząc wchodzącego do poczekalni Zahira.

– Co z nią?

– Miała szczęście. Zrobili jej tomografię i okazało się, że rany głowy są powierzchowne. W najgorszym razie doznała lekkiego wstrząśnienia mózgu.

– Tak? – Spodziewał się, że jest z nią znacznie gorzej. – W samolocie co chwilę traciła przytomność, cierpiała.

– Ma zerwane wiązadło w kostce, to bardzo bolesny uraz. Poza tym nieźle się poobijała, gdy samochód dachował.

– A mówiłeś, że miała szczęście – ironizował Hanif.

– Dla ciebie, ekscelencjo, mogło się skończyć dużo gorzej.

– Byłem najbliżej. Pierwszy do niej dojechałem.

– Nikt by nie ryzykował zjazdu w dół zbocza.

Pewnie chciał dodać, że nikt tak nonszalancko nie odnosił się do swojego życia jak Hanif, jednak zmilczał.

– Ta kobieta jest ci winna życie.

Hanif zbył go machnięciem ręki.

– Zatrzymają ją w szpitalu?

– To nie jest konieczne – odparł Zahir. – Musi tylko w spokoju odpocząć parę dni. – Umilkł, a po chwili dodał: – Dałem znać pilotowi, że jesteśmy gotowi do startu.

Mógł z czystym sumieniem wracać do domu, jednak coś go powstrzymywało. Wciąż pamiętał, jak krucha była ta niewiasta.

– Przepytałeś ludzi w tej agencji Bouheira Tours? – zapytał, odsuwając od siebie wspomnienia. – Skontaktowali się z jej rodziną? Ktoś się nią zajmie, zabierze do domu?

Zahir chrząknął.

– Ekscelencjo, to już nie twoje zmartwienie. Han, musimy się stąd zbierać, w szpitalu już krążą plotki.

Nie musiał pytać o szczegóły. Cudzoziemka przywieziona helikopterem emira… to wystarczy, by pobudzić ludzką wyobraźnię.

– Ucisz je. Ranną znaleźli myśliwi, zatroszczyli się o nią. O mnie ani słowa.

– Postaram się.

– No więc? Kim ona jest? Pracuje dla tej agencji? Może przyjechała na wyprawę po wydmach, surfować po piasku? Kolejna miłośniczka sportów?

Miał nadzieję, że tak właśnie było. Wtedy bez mrugnięcia okiem da sobie z nią spokój.

– Ekscelencjo, turystyka staje się coraz bardziej istotną gałęzią naszej gospodarki…

– Jeśli przyjechała na wycieczkę, to czemu znalazła się na pustyni sama, kierując się donikąd? – nie zrażał się Hanif.

Jego kuzyn zawahał się na mgnienie. Był zbyt młody i zbyt niedoświadczony, by to ukryć.

Hanif podszedł do krzesła, usiadł. Każdy jego ruch dobitnie świadczył, że był człowiekiem władzy. Nawet kuzyn czuł przed nim głęboki respekt.

– No więc – zaczął Zahir. Przełknął ślinę. Wiedział, że nie ma innego wyjścia, jak wyznać prawdę. – W Bouheira Tours nic o niej nie wiedzą. Nie pracowała u nich ani nie była ich klientką. W zgłoszeniach na ten tydzień nie mieli ani jednej kobiety.

– Podróżowała ich terenówką – rzekł Hanif. – Z boku było ich logo. Pustynne safari, surfing po wydmach – przypomniał. – Z kim rozmawiałeś?

– Z pracownicą. Nazywa się Sanderson. Właściciel, Steve Mason, jest teraz na wschodzie kraju z grupą archeologów zainteresowanych starożytnymi systemami nawadniania.

– Jeśli jechała do nich, to kierowała się za bardzo na północ.

– Może się zgubiła.

– Przecież ich terenówki mają GPS – zareplikował. – Jak pani Sanderson wyjaśniła, że ta kobieta jechała ich samochodem?

– Twierdzi, że musiała zajść jakaś pomyłka, bo wszystkie ich auta są na miejscu. Przypomniała, że są inne agencje oferujące wycieczki na pustynię. Sugerowała, że skoro samochód spłonął, mogliśmy coś źle zobaczyć.

– Zahir, byłeś tam ze mną. Uważasz, że się pomyliliśmy?

– Nie, ekscelencjo.

– No właśnie. Mówisz, że ktoś powinien się nią zająć, więc jak mam to rozumieć? Chcesz powiedzieć, że skontaktują się z kimś z jej ambasady, każą podpisać zobowiązanie, że zwróci koszty leczenia, i dopiero wtedy coś zrobią?

– Myślałem, że koszty weźmiesz na siebie…

– Oczywiście, przy założeniu, że ona zdoła udowodnić swoją tożsamość – ciągnął Hanif, jakby nie słyszał słów Zahira. – Tożsamość i narodowość. To może trochę potrwać, bo wszystko, co miała, spłonęło. Kto przez ten czas się o nią zatroszczy?

– Uratowałeś jej życie. Zrobiłeś, co do ciebie należało.

– Skoro ocaliłem jej życie, to jestem za nią odpowiedzialny. – Wolałby, by tak nie było, jednak przecież nie może życzyć jej śmierci. – Kim ona jest? – zniecierpliwił się. Chciałby już zamknąć tę sprawę. – Jak się nazywa?

– Lucy Forrester. Tak podała.

– Powiedziała, dokąd jechała?

– Nie. Wydawała się tak skołowana, że postanowiono zrobić jej tomografię.

– I lekarz orzekł, że można ją wypisać? – Poderwał się z miejsca i nim Zahir zdążył otworzyć usta, był przy drzwiach. – Zostań. Sam z nim porozmawiam.

– Ekscelencjo!

Hanif, nie zważając na jego błagania, ruszył przed siebie.

– Ekscelencjo, moim obowiązkiem jest…

Zamarł, bo Hanif odwrócił się do niego. Jednak nie skapitulował.

– Han, zrobiłeś wszystko, co do ciebie należało. Ona jest Brytyjką. Jej ambasada zatroszczy się o nią.

– Sam ocenię, czy zrobiłem wszystko. – Zniecierpliwił się. – Gdzie jest ten lekarz?

– Wezwano go do nagłego przypadku. Zaraz dam mu znać.

– Nie. – Nie lekarz go tu trzymał, lecz ta pacjentka. – Gdzie ona jest?

Znowu zapadła cisza. Wreszcie Zahir się złamał.

– W gabinecie zabiegowym. Ostatnie drzwi na lewo.

Lucy Forrester wyglądała znacznie gorzej, niż pamiętał.

Wciąż miał przed oczami jej obraz: długie jasne włosy rozrzucone na ramionach, mleczna cera, wielkie szare oczy. Teraz sińce nabrzmiały, obtarcia i skaleczenia na ramionach tylko częściowo były zaklejone plastrami, wszędzie, nawet we włosach, ciemniała zaschnięta krew.

Leżała nieruchomo, czekając, co z nią dalej będzie. Wyglądała na wyczerpaną.

Doskonale pamiętał, że nim straciła świadomość, w jej oczach widział śmiertelne przerażenie. Teraz, gdy powoli zaczynała wracać do rzeczywistości, nadal się bała. Bez zastanowienia wyciągnął rękę. Ujął jej dłoń.

– Już wszystko dobrze, Lucy. Jesteś bezpieczna.

W jej oczach pojawiła się niepewność, a zaraz potem coś jeszcze. Coś, co sam doskonale rozumiał.

– Uratowałeś mnie – wymamrotała niewyraźnie. Miała poranione, spuchnięte usta.

– Połóż się. Spokojnie.

– Myślałam… myślałam, że…

Doskonale wiedział, co wtedy sobie myślała. I trudno się jej dziwić. Wpadła w panikę, a on nie miał czasu na wyjaśnienia, musiał działać błyskawicznie.

Puścił jej rękę i lekko skinął głową. Gest zarezerwowany jedynie dla matki i babci.

– Jestem Hanif al-Khatib. Masz w Ramal Hamrah jakichś znajomych? – zapytał. – Kogoś, kogo mam powiadomić?

– Ja… – zawahała się, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. – Nie. Nikogo – dokończyła. Nie uwierzył jej. W każdym razie to na pewno nie była cała prawda.

– Jeśli tak, to mój dom jest do twojej dyspozycji, póki nie nabierzesz sił do dalszej podróży.

Jedno oko miała tak spuchnięte, że nie mogła go otworzyć.

– Ale dlaczego…? – W jej głosie brzmiała niepewność.

– Wędrowiec w potrzebie może w mym kraju liczyć na pomoc i schronienie – odparł, ucinając jej obiekcje. Sam do końca nie wiedział, czemu aż tak się angażuje, choć przecież nie po to ją ratował, by teraz zostawić ją zdaną na łaskę jej ambasady. U niego przynajmniej będzie jej dobrze. I będzie bezpieczna.

Odwrócił się do Zahira.

– Czyli sprawa postanowiona. Zajmij się tym.

– Ale ekscelencjo…

Hanif uciszył go spojrzeniem.

– Znajdź dla pani Forrester ciepłe okrycie na podróż. I przyślij pielęgniarkę, by ją umyła. Jak mogli pozostawić ją w takim stanie?

– To może potrwać – odparł Zahir. Był przeciwny decyzji Hanifa, to się czuło. Nawet nie musiał nic mówić. – Mają nagły przypadek, wszyscy zostali wezwani.

Lucy obserwowała, jak jej samarytanin niecierpliwym gestem odsyła Zahira. Podszedł do szafki, nalał wody do stalowej miseczki, potem namoczył w niej kawałki waty.

– Nie jestem pielęgniarzem – zagaił, podchodząc do niej – ale postaram się, byś poczuła się lepiej.

– Nie. – Cofnęła się. – Naprawdę nie trzeba.

– Trzeba. Zejdzie trochę czasu, nim Zahir załatwi formalności. – Nie uśmiechał się, lecz w sposobie, w jaki ujął jej drżącą dłoń, była prawdziwa troska. – Boli?

– Nie – wydukała.

Skinął głową i zaczął delikatnie przecierać wacikami jej palce, ostrożnie zmywając z nich krew. Obchodził się z nią jak z czymś bardzo kruchym.

Nie powinna tak się wzdragać, w końcu to tylko ręce. Nie miałaby żadnych oporów, gdyby mył ją pielęgniarz. A ten mężczyzna uratował jej życie. Jednak działo się z nią coś dziwnego. Jęknęła cichutko.

Popatrzył na nią czujnie.

– To nic – wydusiła.

Uspokojony, zaczął obmywać z kurzu i krwi jej dłonie, potem nadgarstki i przedramiona. Nabrał nowej wody.

– Teraz twarz – wyjaśnił.

Przełknęła ślinę. Ręce i ramiona to jedno. Twarz to co innego. Będzie musiał się do niej zbliżyć jeszcze bardziej…

– Za gorąca? – zapytał, bo podskoczyła i jęknęła.

– Nie… – wydusiła przez zaciśnięte gardło. – Nie, to tylko… – Nauki babci zapadły jej głęboko w pamięć. Tylko nieprzyzwoite dziewczyny pozwalają, by mężczyźni ich dotykali. Wiedziała, że jest inaczej, jeśli ludzie się kochają, jednak nawet ze Steve’em nie umiała zdobyć się na bliskość.

Zapewniał, że jej niewinność go oczarowała. Że poczuł się wyróżniony, wyjątkowy.

Niewinność jako cnota i najwyższa wartość. Tylko naiwna gąska może uwierzyć w to bezkrytycznie.

Wiedziała, że ta sytuacja teraz nie ma żadnego odniesienia do surowych zakazów babci, jednak wcale nie było jej łatwiej.

– Wszystko w porządku – wykrztusiła, walcząc z emocjami, mrugając, by powstrzymać łzy. – Naprawdę.

– W razie gdyby bolało, mów – rzekł, delikatnie odgarniając jej włosy z twarzy.

Chciałaby, żeby jak najszybciej skończył, lecz on się nie śpieszył. Delikatnie przesuwał wacikami po jej wysuszonej, rozpalonej skórze. Chłonęła wodę jak gąbka.

– Masz krew we włosach. Wyrwałaś ich sporo, próbując wypiąć się z pasa. Postaram się ją zmyć. Gdyby bolało, mów.

Zacisnęła usta. Musi wytrzymać.

Jęknęła mimowolnie, gdy odgarnął jej włosy z karku. Gdyby tak mogła je umyć, od razu poczułaby się lepiej.

– Później – odezwał się Hanif. – Jutro umyję ci włosy.

Uśmiechnęła się. Czyta w jej myślach? Jeśli tak, to nie musi go pytać…

Ktoś zapukał do drzwi, zawołał coś.

Hanif ostrym tonem rzucił jedno słowo. Po arabsku, lecz nie miała wątpliwości, że kazał komuś zaczekać. Ostrożnie ułożył jej głowę na poduszce.

– Szukran – wyszeptała. Dziękuję.

Poznała trochę arabskich słów. Zależało jej, by nauczyć się podstaw arabskiego, nim dołączy do Steve’a. Nie chciała być tylko formalną wspólniczką, chciała się przydać. No i okazała się bardzo przydatna, ufnie podpisując podsunięte jej papiery.

Hanif al-Khatib uśmiechnął się do niej. Chyba po raz pierwszy, pomyślała. Ten człowiek jest taki serio…

– Afwan Lucy – rzekł.

Witaj. Powiedział to szczerze, czuła to.

Jeszcze nikt nie okazał jej tyle serca, co ten nieznajomy. I nagle niemal nie mogła zapanować nad łzami.

To z powodu szoku. Wyczerpania. Opóźniona reakcja na to, co się jej stało…

Pociągnęła nosem, przełknęła ślinę. Nigdy nie płacze, dawno się przekonała, że łzy niczego nie zmienią, nie pomogą na ból czy zdradę. Jednak okazana jej dobroć zburzyła ochronną barierę.

– Lucy, tak cię boli?

– Nie.

– Nie powinnaś cierpieć.

– Wiem. Dostałam zastrzyk. Po prostu czuję się śpiąca.

– Więc śpij. Łatwiej zniesiesz podróż. Zaraz wracam.

Skinęła głową, powoli zapadając w ciężki sen. Przebudziła się raptownie, gdy Hanif znów się pojawił.

– Nie masz nic przeciwko, żeby to założyć? – zapytał, podnosząc ją i otulając w coś mięciutkiego i ciepłego.

Nie mam nic przeciwko niczemu, co robisz, pomyślała, lecz nie miała siły, by to powiedzieć.

– Jak ona się czuje?

Zahir, który został w Rumaillah, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat Lucy, teraz wszedł do przedpokoju przy gościnnym apartamencie.

– Pani Forrester nadal śpi.

– To bardzo dobrze.

– Możliwe. – Spała niespokojnie, często krzycząc i płacząc przez sen. Podejrzewał, że usnęła tylko dzięki silnym środkom zleconym przez lekarza. – Czego się dowiedziałeś? Byłeś w ambasadzie?

– Chciałem najpierw dowiedzieć się czegoś na własną rękę. Według mnie w tej sprawie nie wszystko jest jasne.

– I dlatego tak usilnie zniechęcałeś mnie do przywiezienia jej tutaj – skwitował Hanif.

– Moim zadaniem…

– Twoim zadaniem jest wyrwanie mnie z przygnębienia, wyciąganie na polowania i takie rzeczy. I powiadomienie mojego ojca, kiedy mogę wrócić do publicznego życia.

– Ojciec martwi się o ciebie.

– Dlatego zgodziłem się, byś przy mnie został. No dobrze, wracajmy do Lucy Forrester.

– Przyleciała wczoraj rano z Londynu. Pogranicznik ją zapamiętał. Jej włosy wielu osobom rzuciły się w oczy.

Nie wątpił. Jasne jak pszenica, długie do talii. Każdy mężczyzna by je zauważył.

– No dobrze, mów.

– W formularzu podała swój adres w Anglii. Odnalazłem numer telefonu i zadzwoniłem. Nikt nie odebrał. – Odczekał chwilę, ale Hanif nie skomentował. – Podała, że zatrzyma się w Gedimah Hotel. Miała rezerwację, lecz się tam nie pojawiła.

– Ktoś ją odebrał czy wzięła taksówkę?

– Ochrona lotniska to sprawdza.

– A co z tą terenówką? Widziałeś ją? Zostało z niej coś?

– Nie, panie. Wysłałem samochód na miejsce wypadku, ale po terenówce nie zostało śladu.

– Przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu. – Hanif spochmurniał.

– O wypadku wiedziała tylko ta kobieta z agencji. Co jej powiedziałeś?

– Tylko tyle, że jeden z ich samochodów miał wypadek na pustyni i spłonął. Bardzo się przejęła, wypytywała, jak wyglądał samochód i gdzie to się stało. Stwierdziła, że to nie był ich dżip. Powiedziała, że pani Forrester nie pracowała w agencji ani nie wynajęła od nich samochodu.

– Nie chciała sprawdzić w zamówieniach?

– Nie. Zaklinała się, że jest absolutnie pewna.

– Powiedziałeś jej, że pani Forrester została ranna?

– Nie pytała, a ja nie śpieszyłem się z informacjami.

– I tak to zostawmy. Spróbuj dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej agencji i ludzi, którzy ją prowadzą. I bądź bardzo dyskretny, Zahir.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: