-
nowość
-
promocja
Shakespeare. Stwarzanie świata - ebook
Shakespeare. Stwarzanie świata - ebook
Najważniejsza biografia Williama Shakespeare’a – dramaturga wszech czasów
Jak młody człowiek – z prowincjonalnego Stratfordu, bez studiów i wpływowych patronów – zawładnął zbiorową wyobraźnią i dokonał najważniejszego stworzenia świata w historii literatury?
Skąd Shakespeare czerpał wiedzę o człowieku, dzięki której nadał głos pragnieniom i lękom całej epoki?
Czy jego relacja z hrabią Southampton wykraczała poza ramy zwykłej przyjaźni?
Dlaczego w jego komediach triumfują kochankowie, a na małżeństwa często pada cień zdrady i tragedii?
Stephen Greenblatt, finalista Nagrody Pulitzera i jeden z najwybitniejszych współczesnych krytyków i teoretyków literatury, w mistrzowski sposób wydobywa z mroków historii rozproszone informacje, które przez wieki uważano za nieuchwytne. Zabiera nas w podróż śladami człowieka, który rzucił wyzwanie konwenansom i własnym ograniczeniom.
Poczuj rytm politycznych intryg na dworze Elżbiety I i tętniących życiem londyńskich teatrów, w których uprawianie sztuki było równie ryzykowne co gry polityczne.
„Shakespeare. Stwarzanie świata” to literackie śledztwo najwyższej próby. To opowieść o tym, jak romanse, religijne prześladowania i osobiste tragedie przenikały do takich dramatów jak „Hamlet”, „Makbet” i „Król Lear”.
Ta biografia to kompletny portret geniusza i burzliwej epoki, która go ukształtowała.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-241-1 |
| Rozmiar pliku: | 7,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Młody człowiek z miasteczka na prowincji – bez osobistego majątku, bez znaczących koneksji rodzinnych, bez uniwersyteckiego wykształcenia – przenosi się pod koniec lat 80. XVI wieku do Londynu i w niezwykle krótkim czasie wyrasta na największego dramaturga nie tylko swojej epoki, lecz także wszech czasów. Pisze dzieła, które przemawiają do ludzi uczonych i niepiśmiennych, do wyrafinowanych, miejskich światowców i do prowincjonalnej, niewyrobionej publiczności. Sprawia, że widzowie śmieją się i płaczą, umie obrócić politykę w poezję, brawurowo przeplata wulgarne błazenady subtelnymi zawiłościami filozofii. Równie głęboko pojmuje intymne sprawy królów i żebraków; raz sprawia wrażenie, jakby studiował prawo, kiedy indziej – teologię, jeszcze kiedy indziej – historię starożytną, a zarazem bez wysiłku naśladuje mowę wioskowych mędrków i rozkoszuje się opowieściami starych bab. Jakże wyjaśnić tej rangi osiągnięcie? Jak Shakespeare stał się Shakespeare’em?
W czasach Shakespeare’a, podobnie jak w naszych, teatr nie był grą bezkrwistych abstrakcji, lecz wysoce społeczną formą sztuki. Za panowania Elżbiety i Jakuba istniał typ dramatu, który nie ukazywał swej twarzy publicznie; sztuki tego typu, znane jako _closet dramas_, nie były przeznaczone na scenę ani nawet do druku – miały być czytane w zaciszu ciasnych pokoików, najlepiej pozbawionych okien. Ale sztuki Shakespeare’a zawsze wyrywały się z zamknięcia: były i są ze świata i o świecie. Albowiem Shakespeare nie tylko tworzył na potrzeby drapieżnego przemysłu rozrywkowego, w którym zaciekle walczono o każdy grosz; pisał również teksty, które stanowiły czujny, żywy i głęboki komentarz do społecznych i politycznych realiów epoki. Nie bardzo miał inne wyjście: aby zachować płynność finansową, teatr, którego był udziałowcem, musiał co wieczór zwabiać w swe okrągłe ściany od 1500 do 2000 widzów, przy zażartej konkurencji innych zespołów. Nie tyle chodziło o aktualność tematyki – teatry repertuarowe często z powodzeniem wystawiały przez lata te same, lekko przerabiane sztuki, a ponadto cenzura władz sprawiała, że zbytnia aktualność mogła okazać się ryzykowna – ile o intensywne zainteresowanie widowni. Shakespeare musiał dotykać najgłębszych pragnień i lęków publiczności i zważywszy na niezwykłe powodzenie, jakim cieszył się w swoich czasach, odniósł olśniewający sukces. Niemal wszyscy rywalizujący z nim dramatopisarze znaleźli się na prostej drodze do śmierci głodowej. Shakespeare, przeciwnie, zarobił dość pieniędzy, by kupić okazały dom w rodzinnym mieście, dokąd, ukończywszy lat pięćdziesiąt, udał się na zasłużoną emeryturę jako wzorcowy przykład self-made mana.
Niniejsza książka to zatem opowieść o zadziwiającym sukcesie, który nie do końca daje się wyjaśnić, a zarazem próba ukazania konkretnej osoby, twórcy najważniejszego dzieła literackiej wyobraźni w ostatnim tysiącleciu. Albo inaczej: skoro życie Shakespeare’a-człowieka jest dobrze udokumentowane w publicznych archiwach, my pójdziemy ścieżką bardziej krętą, prowadzącą od życia, które przeżył, do literatury, którą stworzył.
Jeśli nie liczyć samych wierszy i sztuk teatralnych, zachowane świadectwa z życia Shakespeare’a są obfite, ale niewiele mówiące. Dzięki wytrwałym poszukiwaniom wielu pokoleń udało się wydobyć na światło dzienne liczne wzmianki o dramaturgu napisane przez jemu współczesnych, jak również sporo umów o nabycie nieruchomości, świadectwo zawarcia związku małżeńskiego, świadectwo chrztu, obsady sztuk, w których wymieniony jest jako wykonawca, zeznania podatkowe, błahe oświadczenia notarialne, rachunki za wyświadczone usługi oraz interesującą ostatnią wolę i testament – nie ma jednak wśród nich żadnych wyraźnych wskazówek użytecznych w rozwikłaniu tajemnicy tak ogromnej mocy twórczej.
Przez stulecia wszystkie znane fakty były po wielekroć powtarzane. Już w XIX wieku powstało kilka doskonałych, bogato udokumentowanych biografii i każdy rok przynosi świeżą ich porcję, czasem okraszoną nowym, z trudem zdobytym archiwalnym drobiazgiem. Jednak nawet najdociekliwsze studia najciekawszych zapisów i najcierpliwsze analizy dostępnych tropów rzadko pozwalają czytelnikom zbliżyć się choćby na krok do zrozumienia przyczyn niezwykłych osiągnięć dramaturga. Prawdę mówiąc, w wyniku takich lektur postać Shakespeare’a często sprawia wrażenie nieciekawej, wręcz nijakiej, wewnętrzne zaś źródła jego twórczości okrywa – o ile to możliwe – jeszcze większy mrok. Źródła te trudno byłoby rozpoznać, nawet gdyby biografowie mieli do dyspozycji obfity materiał, gdyby mogli czerpać z listów i pamiętników, z zapisów rozmów, z lektur opatrzonych odkrywczymi marginaliami, z notatek oraz brudnopisów. A przecież nic takiego się nie zachowało; nie istnieje żadne wyraźne ogniwo łączące tę ponadczasową sztukę o uniwersalnym znaczeniu z konkretnym życiem twórcy, które w drobiazgowych kronikach epoki odcisnęło jedynie nieznaczny ślad. Zdumiewające to dzieło jaśnieje takim blaskiem, że można odnieść wrażenie, iż jego stwórcą jest nie śmiertelnik, ale bóg – a już z pewnością nie śmiertelnik o prowincjonalnym rodowodzie i skromnym wykształceniu.
Oczywiście należy w tym miejscu przywołać magię i potęgę wyobraźni, przyrodzony ludzki dar, który nie jest zależny od tego, czy jego posiadacz ma „ciekawe” życie. Toteż uczeni od dawna badają przeobrażenia, jakim wyobraźnia Shakespeare’a poddała książki, które wnosząc z obecnych w utworach wewnętrznych świadectw, z pewnością musiał on czytać. Jako pisarz rzadko zaczynał od niczego; na ogół wykorzystywał teksty będące już w obiegu, aby tchnąć w nie swoją wspaniałą energię twórczą. Niekiedy nowa wersja jest tak precyzyjna i szczegółowa, iż nasuwa się podejrzenie, że książka, z której dramaturg zręcznie czerpał, leżała przed nim na biurku w chwili, gdy pióro pośpiesznie kreśliło kolejne strofy. Ale nikt, kto kiedykolwiek głęboko przeżył sztukę Shakespeare’a, nie uwierzy, że źródłem jego poezji i utworów dramatycznych mogą być wyłącznie lektury. Zasadnicze problemy, z jakimi zmagał się w młodości – co zrobić ze swoim życiem, w co wierzyć, kogo kochać? – kształtowały całą jego twórczość przynajmniej w równym stopniu co książki.
Jedną z głównych cech sztuki Shakespeare’a jest dotykalność rzeczywistości. Jak każdy inny pisarz, którego głos już dawno zamilkł, a ciało rozsypało się w proch, pozostawił po sobie tylko słowa na kartkach papieru, jednak nawet zanim – za sprawą zdolnego aktora – słowa te ożyją, poraża bijące z nich prawdziwe, barwne, konkretne doświadczenie. Poeta, który spostrzegł, że zagoniony, dygocący zając jest „rosą skropiony” ¹, i przyrównał swoją skalaną reputację do „ręki farbiarza” ², dramaturg, który kazał mężowi powiedzieć żonie, że „w biurku – tym pod turecką narzutą” ³ – znajdzie rulon złota, lub księciu zauważyć, iż jego ubogi towarzysz ma tylko dwie pary jedwabnych pończoch, jedną brzoskwiniowej barwy⁴ – taki artysta był szeroko otwarty na świat i umiał znaleźć sposób, by wprowadzić ów świat do swoich utworów. Aby pojąć, jak zdołał tego dokonać tak skutecznie, należy się uważnie przyjrzeć jego wirtuozowskiej władzy nad słowem – jego opanowaniu retoryki, niebywałej wręcz wielogłosowości, obsesyjnej fascynacji językiem.
Aby zrozumieć, kim był, należy pójść tropem werbalnych śladów, które po sobie zostawił, przyjrzeć się życiu, które przeżył, i światu, na który tak się otworzył. Shakespeare wykorzystał wyobraźnię, by przekształcić swoje życie w sztukę – i aby zobaczyć, jak to się stało, każdy z nas musi uczynić użytek z wyobraźni, którą sam posiada.PODZIĘKOWANIA
Świadectwem szczególnej radości, opromieniającej wszystko, co ma związek z Shakespeare’em, jest głęboka przyjemność, jaką odczuwam, składając podziękowania licznym osobom, wobec których zaciągnąłem dług wdzięczności podczas pisania tej książki. Niewyczerpanym źródłem intelektualnych wyzwań byli dla mnie moi wybitni koledzy i studenci z Uniwersytetu Harvarda, dzięki zaś legendarnym zasobom owego uniwersytetu – w pierwszym rzędzie jego sławnym bibliotekom i ich znakomitemu personelowi – mogłem do woli badać najzawilsze kwestie. Od Fundacji Mellona otrzymałem wspaniały dar czasu, natomiast Wissenschaftskolleg zu Berlin zapewnił mi idealne warunki do ukończenia pracy. Z wdzięcznością wspominam także możliwość weryfikacji swych idei w Shakespeare Association of America, na Bath Shakespeare Festival, New York University, seminarium Lionela Trillinga na Uniwersytecie Columbia, Konferencji im. Leo Lowenthala, w Boston College, Wellesley College, Hendrix College, Forum Einsteina oraz wielokrotnie w Marlboro College i na Marlboro Music Festival.
Koncepcja _Stwarzania świata_ powstała wiele lat temu, podczas rozmowy z Markiem Normanem, który pisał wówczas scenariusz o życiu Shakespeare’a. Scenariusz ten stał się później zalążkiem znanego filmu _Zakochany Szekspir_, ja jednak zapomniałem o swoim pomyśle aż do chwili, gdy moja żona Ramie Targoff udzieliła mi długotrwałej intelektualnej i uczuciowej zachęty. Jill Kneerim służyła mi wnikliwą radą i pomocą, moi zaś przyjaciele Homi Bhabha, Jeffrey Knapp, Joseph Koerner, Charles Mee oraz Robert Pinsky podarowali mi tak wiele swego czasu, wiedzy i mądrości, że chyba nigdy nie zdołam się im odwdzięczyć. Bardzo dużo zyskałem dzięki pomocy i dociekliwości moich licznych przyjaciół i znajomych, wśród których muszę wymienić Marcellę Anderson, Leonarda Barkana, Franka Bidarta, Roberta Brusteina, Thomasa Laqueura, Adama Phillipsa, Regulę Rapp, Moshe Sadfiego, Jamesa Shapiro, Deborę Shuger, natomiast w osobach zmarłego Bernarda Williamsa, Beatrice Kitzinger, Kate Pilson, Holgera Schotta, Gustava Secchiego i Philipa Schwyzera zyskałem niezmordowanych i przedsiębiorczych asystentów. Szczególnie zasłużyła na mój podziw redaktorka Alane Mason, która z niezrównaną cierpliwością i starannością pracowała nad manuskryptem przez cały okres swojej ciąży i która jakimś cudem zdążyła skończyć pracę przed wyznaczonym terminem rozwiązania.
Największe i najmilsze długi mam wobec najbliższych – wobec mojej żony i trzech synów, Josha, Aarona i Harry’ego. Tylko temu ostatniemu – który dopiero niedawno zaczął chodzić – zostały oszczędzone niekończące się rozmowy o Shakespearze, nie zaczerpnąłem też odeń żadnych bezpośrednich pomysłów. Lecz dzięki Harry’emu, który przyszedł na świat sto cztery lata po narodzinach swego imiennika, mojego ojca, zyskałem głęboką świadomość, jak niezwykle, wręcz oszałamiająco blisko nas znajdują się ludzie, którzy na pozór wydają się odlegli.NOTA DO CZYTELNIKA
Około 1598 roku, gdy kariera Shakespeare’a dopiero się rozpoczynała, pewien nieznany szerzej osobnik nazywający się Adam Dyrmonth postanowił sporządzić spis treści zbioru przemówień i listów, które właśnie skończył kopiować. Najwyraźniej jednak podczas tej czynności myśl jego zaczęła błądzić, gdyż zapisana przezeń stronica jest pełna gryzmołów, wśród których można rozróżnić słowa „Rychard drugi” i „Rychard trzeci” oraz kilka niedokładnych cytatów ze _Straconych zachodów miłości_ i z _Lukrecji_; na górze zaś widnieje wielokrotnie powtarzające się imię i nazwisko „William Shakespeare”, jakby skryba pragnął sprawdzić, co poczuje, kreśląc je jako własne. Dyrmonth był może pierwszym człowiekiem, którym powodowała taka ciekawość, ale z pewnością nie ostatnim.
Bazgroły Dyrmontha wskazują, że Shakespeare już za życia cieszył się znaczną sławą; wiadomo, że zaledwie kilka lat po śmierci dramaturga Ben Jonson opiewał go jako „cud naszej sceny” i „gwiazdę poetów”. Jednakże w owym czasie literacki rozgłos nie był wystarczającym powodem do pisania biografii, toteż żaden ze współczesnych Shakespeare’owi nie uważał za stosowne zebrać tego, co zebrać się dało, póki pamięć o pisarzu była jeszcze świeża. Jeżeli wiemy o nim więcej niż o wielu innych zawodowych twórcach owej epoki, to głównie dzięki temu, iż w Anglii w XVI i na początku XVII wieku prowadzono już systematycznie kroniki, w latach późniejszych pracowicie przeczesywane przez gorliwych uczonych. Ale nawet i ten względnie obfity materiał zawiera ogromne luki, które sprawiają, że wszelkie studia biograficzne nad Shakespeare’em pozostają w dużej mierze ćwiczeniami z domysłów.
Naturalnie najważniejsze są same dzieła. Większość z nich (z wyłączeniem wierszy) została starannie zebrana przez Johna Hemingesa i Henry’ego Condella, długoletnich przyjaciół i współpracowników dramaturga, i opublikowana w tak zwanym Pierwszym Folio w 1623 roku, siedem lat po jego śmierci. Ów olbrzymi tom zawiera trzydzieści sześć sztuk, z których osiemnaście nigdy przedtem nie ukazało się drukiem, między innymi arcydzieła takie jak _Juliusz Cezar_, _Makbet_, _Antoniusz i Kleopatra_ oraz _Burza_. Gdyby nie Pierwsze Folio, wszystkie te utwory zapewne zniknęłyby na zawsze: świat winien jest zatem Hemingesowi i Condellowi ogromną wdzięczność. Jednak z wyjątkiem uwagi, że Shakespeare’owi pisanie przychodziło z łatwością („swoje myśli – jak utrzymują – wypowiadał z taką swobodą, że w otrzymanych odeń papierach prawie nie ma skreśleń”), wydawcy właściwie nie wykazali zainteresowania lansowaniem jego biografii. Zgrupowali co prawda dramaty podług gatunków – komedie, kroniki historyczne i tragedie – nie zadali sobie jednak trudu, by odnotować, kiedy i w jakiej kolejności powstawały. Owszem, po dziesięcioleciach wnikliwych badań uczeni osiągnęli w tej kwestii w miarę stabilny konsens, niemniej nawet chronologia, rzecz kluczowa w każdej biografii, w sporej mierze opiera się na przypuszczeniach.
Dotyczy to również wielu szczegółów życiorysu. John Bretchgirdle, pleban ze Stratfordu, odnotowuje w kronice parafialnej, że 26 kwietnia 1564 roku został ochrzczony niejaki „Gulielmus filius Johannes Shakspere” – i mimo że w wątpliwość można podać niemal wszystko, ten jeden fakt wydaje się raczej pewny. Ale już uczeni, którzy następnie ustalili datę urodzin Shakespeare’a na 23 kwietnia, zakładając, że w owych czasach chrzest następował zazwyczaj trzy dni po narodzinach, opierali się jedynie na domysłach.
Być może kolejny, potencjalnie bardziej ważki przykład pozwoli czytelnikowi lepiej zrozumieć rangę problemu. W latach 1571–1575 nauczycielem w stratfordzkiej szkole powszechnej był niejaki Simon Hunt, który w 1568 roku uzyskał stopień bakałarza na uniwersytecie w Oksfordzie – można by zatem wysnuć stąd wniosek, że człowiek ten uczył Williama Shakespeare’a od siódmego do jedenastego roku życia. Mniej więcej w czerwcu 1575 roku jakiś Simon Hunt immatrykulował się na uniwersytecie w Douai, katolickiej uczelni we Francji, po czym w 1578 roku wstąpił do zakonu jezuitów – można by więc sądzić, że nauczyciel młodego Shakespeare’a był katolikiem, zwłaszcza że fakt ten pozornie znajduje potwierdzenie w innych doświadczeniach z młodości dramaturga. Ale nie istnieją jednoznaczne dowody, że Shakespeare w ogóle chodził do szkoły powszechnej w Stratfordzie. Rejestry z tego okresu się nie zachowały; co więcej, w 1598 roku lub nieco wcześniej zmarł w Stratfordzie inny Simon Hunt, możliwe zatem, że to on właśnie uczył w szkole, a nie człowiek, który później został jezuitą. Shakespeare niemal na pewno do szkoły chodził – gdzież indziej odebrałby wykształcenie? Również zbieżność dat i ogólna logika zdarzeń wysoce uprawdopodobniają domniemanie, że jego nauczycielem w latach 1571–1575 był Hunt katolik. Lecz w tej kwestii, jak i w wielu innych z życia Shakespeare’a, bezwzględnej pewności nie ma.