Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Silne dzieci - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 kwietnia 2026
32,00
3200 pkt
punktów Virtualo

Silne dzieci - ebook

Odporność psychiczna – umiejętność, która zostaje na całe życie

Czy zastanawiasz się, jak pomóc dziecku radzić sobie z porażkami? Jak nauczyć je odwagi, pewności siebie i spokoju w świecie pełnym wyzwań?

Jak pomóc dziecku budować wewnętrzną siłę?

Ta książka pokazuje, że odporność psychiczna nie jest cechą wrodzoną – można ją rozwijać każdego dnia. Autor, ekspert od odporności psychicznej, łączy najnowsze badania naukowe z praktycznymi doświadczeniami rodzica i lidera, aby pokazać, jak wspierać dzieci w radzeniu sobie ze stresem, lękiem i presją współczesnego świata. Dzięki konkretnym strategiom i prostym narzędziom pomoże wychować dzieci, które są pewne siebie, empatyczne i gotowe na życiowe wyzwania.

Jeśli chcesz wychować dziecko, które potrafi się podnieść po upadku, zachować spokój w trudnych chwilach i z odwagą patrzeć w przyszłość – ta książka jest dla Ciebie. Otwórz ją i odkryj, jak krok po kroku budować w dziecku siłę, która zostanie z nim na całe życie.

 

Największą siłą dziecka jest wiara we własne możliwości

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18788-7
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Nie­które imiona osób wystę­pu­ją­cych w tej książce zostały zmie­nione w celu ochrony ich toż­sa­mo­ści.

Infor­ma­cje zawarte w tej książce nie zwal­niają czy­tel­nika z oso­bi­stej odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne zdro­wie i bez­pie­czeń­stwo.

Zaleca się zasię­gnię­cie indy­wi­du­al­nej porady u leka­rza lub innego spe­cja­li­sty w zakre­sie ochrony zdro­wia. Wydawcy, ich pra­cow­nicy, przed­sta­wi­ciele i auto­rzy nie pono­szą odpo­wie­dzial­no­ści za jakie­kol­wiek urazy lub szkody wyni­kłe z lek­tury bądź zasto­so­wa­nia infor­ma­cji zawar­tych w tej książce.PROLOG

Pro­log

AFRYKA, rok 1930

Chło­piec zasło­nił oczy przed ostrymi pro­mie­niami słońca. Dolina chro­niła przed upa­łem, ale blask bijący od gład­kich skał zmu­szał go do mru­że­nia powiek. Jego małe stadko owiec i cie­ląt leni­wie wędro­wało przez zie­lone wzgó­rza, on zaś pro­wa­dził je w kie­runku swego ulu­bio­nego miej­sca – zna­jo­mego gra­ni­to­wego głazu. Wspiął się na niego z łatwo­ścią; chro­po­waty kamień dra­pał jego bose stopy. Ni­gdy nie miał butów, więc wła­ści­wie tego nie czuł.

Na szczy­cie głazu zatrzy­mał się i popa­trzył w dół na błysz­czące pasmo, wypo­le­ro­wane przez nie­zli­czone popo­łu­dnia spę­dzone na zjeż­dża­niu po skale. Uśmiech­nął się, uło­żył na ziemi pła­ski kamień, usiadł na nim i ruszył w dół, a wiatr niósł echo jego śmie­chu. Raz po raz wspi­nał się i zjeż­dżał, aż roz­bo­lały go nogi, a świa­tło dnia zaczęło gasnąć w wie­czor­nym mroku.

Zmierzch był sygna­łem, że czas wra­cać. W oddali roz­bły­sły ogni­ska po dru­giej stro­nie doliny – zbli­żała się pora posiłku. Dziś wie­czo­rem usią­dzie może obok kuzyna Mor­risa i wspól­nie zje­dzą jego ulu­bione danie – suszoną kuku­ry­dzę z fasolą. Pro­sty, ale sycący posi­łek. Miał taką nadzieję.

Ze szczytu wzgó­rza widział nie­wiel­kie gospo­dar­stwo swo­jego wuja, oto­czone pło­tami, które budo­wali razem, by chro­nić uprawy kuku­ry­dzy. Wuj nie był naprawdę jego wujem, tylko zarządcą majątku, wyzna­czo­nym, gdy ojciec chłopca zmarł nie­spo­dzie­wa­nie na gruź­licę. Chło­piec miał wtedy zale­d­wie dzie­więć lat. Ojciec, sza­no­wany przy­wódca, był oddany swo­jej spo­łecz­no­ści. Chło­piec nosił w sercu wspo­mnie­nia o nim i czę­sto myślał o jego opo­wie­ściach, wysła­wia­ją­cych odwagę przod­ków w woj­nach nie­pod­le­gło­ścio­wych. Wyobra­żał sobie, że kie­dyś sam sta­nie do walki o wol­ność swo­jego ludu.

Scho­dził ze stoku i obra­cał w dło­niach dwa kije do walki – jeden do obrony, drugi do ataku. Ćwi­czył Nguni razem z innymi pastusz­kami. Na jego ramio­nach i ciele widać było siniaki – ślady wie­lo­go­dzin­nych poty­czek, które uwiel­biał. Prze­grana z wcze­śniej­szego dnia tylko wzmo­gła jego deter­mi­na­cję. Jutro zażąda rewanżu.

Na skraju wio­ski jego marze­nia prze­rwał ury­wany war­kot sil­nika motoru. Zacie­ka­wiony, ruszył w tamtą stronę. We wsi nie było moto­cy­kli, a o tej porze rzadko tra­fiali się prze­jezdni.

Biały męż­czy­zna siło­wał się z maszyną, oto­czony gro­madką miej­sco­wych dzieci, które śmiały się z jego nie­po­rad­no­ści.

Chło­piec upu­ścił kije i zro­bił krok naprzód, po czym ode­zwał się po angiel­sku:

– Mogę pomóc?

Męż­czy­zna, zasko­czony, że bosy chło­piec zna jego język, uniósł wzrok.

– Jak masz na imię? – spy­tał.

– Nel­son – odpo­wie­dział chło­piec. Było to angiel­skie imię, które nadano mu w szkole zamiast lokal­nego, xho­sań­skiego imie­nia Rolih­lahla, ozna­cza­ją­cego w potocz­nym języku „tego, który sam ściąga na sie­bie kło­poty”.

Nel­son pochy­lił się nad moto­cy­klem. Roz­ma­wiali dalej swo­bod­nie po angiel­sku, ku zdu­mie­niu gro­madki ota­cza­ją­cych ich dzieci. Żadne z nich nie znało angiel­skiego. Nel­son nauczył się go samo­dziel­nie i był jedy­nym chłop­cem we wsi, który potra­fił się poro­zu­mie­wać w tym języku.

Kiedy sil­nik w końcu zawar­czał peł­nym gło­sem, męż­czy­zna wrę­czył chłopcu trzy pensy na znak wdzięcz­no­ści. Nel­son odwró­cił się i dostrzegł na skraju tłumu dwie swoje sio­stry. Każ­dej z nich oddał po jed­nej mone­cie.

Ostat­nią zaci­snął mocno w dłoni. Tę zachowa na opłatę szkolną.



Być może wska­zówki ukryte w tej histo­rii wystar­czyły ci, by się domy­ślić, że owym chłop­cem był sam Nel­son Man­dela. Uro­dzony w małej wiej­skiej osa­dzie, dora­stał w cza­sach głę­bo­kiej segre­ga­cji raso­wej. Już w dzie­ciń­stwie wiele róż­niło go od rówie­śni­ków: utrata ojca, wycho­wa­nie w rodzi­nie zastęp­czej, praca pastuszka w ubo­giej wio­sce. Spo­łecz­ność, w któ­rej dora­stał, nie miała poję­cia o nowo­cze­sno­ści.

Nie byłoby w tym nic dziw­nego, gdyby pastu­szek, ćwi­czący się w walce na kije w tej bied­nej pro­win­cji, nie osią­gnął w życiu niczego szcze­gól­nego. Wiele czyn­ni­ków zda­wało się prze­są­dzać, że chło­piec ten ni­gdy nie zdoła wiele zdzia­łać. A jed­nak – mimo swo­jego pocho­dze­nia, a może wła­śnie dzięki niemu – Man­dela wyrósł na przy­wódcę i orę­dow­nika praw oby­wa­tel­skich oraz rów­no­ści, a wresz­cie został pre­zy­den­tem Repu­bliki Połu­dnio­wej Afryki i jed­nym z naj­bar­dziej sza­no­wa­nych przy­wód­ców świata.

Te wyda­rze­nia z dzie­ciń­stwa wyróż­niały Nel­sona „Rolih­lahla” Man­delę, lecz nie zde­fi­nio­wały jego cha­rak­teru. Jego nie­zwy­kła odpor­ność ukształ­to­wała się na grun­cie nie­ła­twego dzie­ciń­stwa. To wła­śnie wtedy wódz Jon­gin­taba Dalin­dy­ebo, peł­niący obo­wiązki regenta ludu Thembu, stał się dla niego jak ojciec i men­tor. Zde­cy­do­wał się poświę­cić wła­sny czas, by wycho­wać i wykształ­cić mło­dego Nel­sona, już od naj­młod­szych lat wpro­wa­dza­jąc go w zasady przy­wódz­twa poli­tycz­nego i dyplo­ma­cji.

Co cie­kawe, „zjeż­dżal­nia” małego Man­deli wciąż ist­nieje – można ją zoba­czyć na jed­nym z wielu ska­li­stych wznie­sień góru­ją­cych nad doliną Qunu, gdzie dora­stał przy­szły przy­wódca i dokąd zawsze wra­cał, ni­gdy nie zapo­mi­na­jąc o swo­ich korze­niach ani o swo­jej spo­łecz­no­ści.

To wła­śnie na tym skrom­nym fun­da­men­cie doj­rze­wała odpor­ność Man­deli.

Umoc­niło ją póź­niej dwa­dzie­ścia sie­dem lat spę­dzo­nych w wię­zie­niu. Ale to już roz­dział z doro­słego życia – kolejny etap jego wytrwa­łej wędrówki.WPROWADZENIE (SZCZERZE I BEZ OGRÓDEK)

Wpro­wa­dze­nie
(szcze­rze i bez ogró­dek)

TIM – KOPAL­NIA ZŁOTA W ODLE­GŁYM ZAKĄTKU ZACHOD­NIEJ AUSTRA­LII, ROK 2023

Kli­ma­ty­za­tor w kącie buczał jed­no­staj­nie w czter­dzie­sto­stop­nio­wym upale. Drugi dzień warsz­ta­tów budo­wa­nia umie­jęt­no­ści przy­wód­czych dla gór­ni­ków oka­zał się zarówno owocny, jak i sym­pa­tyczny. Już na początku udało się prze­ła­mać lody, dzięki czemu zaję­cia prze­bie­gały w swo­bod­nej, żywej atmos­fe­rze. Choć uczest­nicy zaj­mo­wali sta­no­wi­ska nad­zor­cze i kie­row­ni­cze, nie­wielu z nich postrze­gało sie­bie jako lide­rów. Nasz pro­gram miał im dostar­czyć nie tylko wie­dzy, narzę­dzi i struk­tur nie­zbęd­nych każ­demu przy­wódcy, lecz także pomóc zmie­nić ich spo­sób myśle­nia. W dużej mie­rze cho­dziło wła­śnie o zmianę per­spek­tywy – o to, jak postrze­gają rze­czy­wi­stość.

I tak, przy akom­pa­nia­men­cie ryt­micz­nie stu­ka­ją­cego kli­ma­ty­za­tora, nasza nie­wielka grupa przy­stą­piła do ćwi­cze­nia o nazwie „krze­sła nasta­wie­nia”.

Usta­wi­łem trzy krze­sła. Osoba sie­dząca na danym krze­śle miała przy­jąć okre­ślony punkt widze­nia na sto­jące przed nami wyzwa­nie. Wyja­śni­łem zasady:

Krze­sło 1 – jaki pro­blem lub trud­ność w pracy wydaje ci się nie do poko­na­nia?

Krze­sło 2 – jak mógł­byś zmie­nić swój spo­sób myśle­nia, by poko­nać tę trud­ność?

Krze­sło 3 – jakie rady ma dla cie­bie reszta grupy?

Aby roz­ru­szać uczest­ni­ków, posta­no­wi­łem nieco się otwo­rzyć i zapre­zen­to­wać wła­sny pro­blem, który fak­tycz­nie wyda­wał mi się trudny do roz­wią­za­nia. Wyglą­dało to mniej wię­cej tak:

(Sia­dam na krze­śle 1): – Chciał­bym napi­sać książkę o odpor­no­ści psy­chicz­nej dzieci, ale boję się, że okaże się klapą. Jeśli napi­szę ją sam, nie będę miał na kogo zwa­lić winy za porażkę. Nie jestem ani nauczy­cie­lem, ani psy­cho­lo­giem dzie­cię­cym. Czuję się tro­chę jak oszust.

(Prze­cho­dzę na krze­sło 2): – W sumie nie byłem też żad­nym eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie, gdy pisa­li­śmy _Tar­czę odpor­no­ści_, a jed­nak książka odnio­sła suk­ces.

(Prze­cho­dzę na krze­sło 3): – Zapra­szam grupę do udzie­la­nia rad.

Grupa gór­ni­ków zasy­pała mnie pyta­niami, spo­strze­że­niami i opi­niami, które sku­tecz­nie osła­biły moje nega­tywne nasta­wie­nie.

„Czy nie pasjo­nuje cię temat odpor­no­ści dzieci?”

„Czy nie jesteś ojcem – i czy to nie wystar­czy?”

„Czy książka napi­sana przez kogoś, kto nie jest nauczy­cie­lem ani psy­cho­lo­giem, nie przed­sta­wi­łaby tego zagad­nie­nia z nowej per­spek­tywy?”

„Czy nie mia­łeś do czy­nie­nia z mło­dzieżą dobrze wycho­waną i z tą gorzej wycho­waną?”

„Czy nie uwa­żasz, że twój model rezy­lien­cji spraw­dza się w każ­dym wieku?”

I tak dalej. Powta­rza­łem mono­ton­nie: „tak”, „tak”, „tak”, „tak” i „tak”, co osta­tecz­nie prze­są­dziło o decy­zji, że tę książkę napi­szę.



Jed­nak zanim przy­stą­pisz do dal­szej lek­tury, czuję się w obo­wiązku poin­for­mo­wać cię, kim nie jestem.

Nie jestem nauczy­cie­lem szkol­nym.

Nie jestem psy­cho­lo­giem dzie­cię­cym ani roz­wo­jo­wym.

Nie jestem naukow­cem.

Nie twier­dzę nawet, że jestem wybit­nym rodzi­cem.

Nie mam całej masy cech, które mogłyby uwia­ry­god­nić mnie jako eks­perta od wycho­wa­nia odpor­nych psy­chicz­nie dzieci.

Pew­nie jestem kimś podob­nym do cie­bie. Zwy­czaj­nym doro­słym. Nie­mniej przy­sze­dłem na świat w rodzi­nie woj­sko­wej, co ozna­czało brak moż­li­wo­ści nawią­za­nia trwa­łych więzi spo­łecz­nych przez cią­głe zmiany szkół, domów, dziel­nic i klu­bów spor­to­wych. Jedy­nym trwa­łym punk­tem w moim życiu był mój brat. Moje wła­sne dzie­ciń­stwo, spę­dzone na boiskach do piłki noż­nej i ram­pach do jazdy na desko­rolce, dzie­ciń­stwo, w któ­rym nie bra­ko­wało szkol­nych suk­ce­sów i pora­żek, wyda­wało mi się zupeł­nie zwy­czajne.

Dziś jestem szczę­śli­wym mężem, byłym żoł­nie­rzem sił spe­cjal­nych, ojcem trójki dzieci. Ale szcze­rze mówiąc, przez więk­szość czasu mia­łem tylko szcząt­kowe poję­cie o tym, jak ukie­run­ko­wać wycho­wa­nie dzieci na zwięk­sza­nie ich odpor­no­ści. Na dowód tych słów przed­sta­wiam kilka opi­nii o moich umie­jęt­no­ściach rodzi­ciel­skich:

„Tata jest tym wylu­zo­wa­nym rodzi­cem – takim, który pozwala na wszystko. Jeśli zro­bi­łaś coś złego i nie chcesz, żeby ktoś na cie­bie nakrzy­czał – idź do taty, nie do mamy”.

– Lucy

„Tata był poza domem przez sporą część mojego dzie­ciń­stwa, ale zawsze bez pro­blemu wra­cał do trybu »taty«, kiedy był w domu. Uwiel­bia­łam, kiedy był z nami, a nie­na­wi­dzi­łam, kiedy musiał wyjeż­dżać”.

– Emily

.

– Ryan

Cóż, nie ma się czym chwa­lić.

Nie­mniej powi­nie­nem też powie­dzieć ci, kim jestem.

Pasjo­nuje mnie tema­tyka budo­wa­nia odpor­no­ści dzieci.

Jestem kocha­ją­cym rodzi­cem i dobrym, ser­decz­nym wuj­kiem.

Pra­co­wa­łem z szes­na­sto­lat­kami – zarówno w woj­sku, jak i w róż­nych gru­pach mar­gi­na­li­zo­wa­nych, w tym wśród dzieci rdzen­nych spo­łecz­no­ści. Pro­wa­dzi­łem warsz­taty szkolne i zespoły spor­towe, zaj­mo­wa­łem się dzie­cia­kami z uprzy­wi­le­jo­wa­nych, jak i mar­gi­na­li­zo­wa­nych rodzin, w każ­dym wieku.

Żyłem i pra­co­wa­łem w warun­kach naj­trud­niej­szych śro­do­wisk na świe­cie i widzia­łem naj­gor­sze rze­czy, do jakich zdolna jest ludz­kość. W cza­sie wojny domo­wej w Afryce Zachod­niej dzie­cięcy żoł­nie­rze gro­zili mi śmier­cią – a potem widzia­łem ich w ośrod­kach reha­bi­li­ta­cji, na nowo uczą­cych się być dziećmi. Każ­dego wie­czoru słu­cham nie­po­ko­ją­cych, ale też nie­wia­ry­god­nie poru­sza­ją­cych histo­rii o odpor­nych dzie­ciach – dzięki mojej inspi­ru­ją­cej żonie, która z ogrom­nym zaan­ga­żo­wa­niem oddaje się pracy w sys­te­mie ochrony mało­let­nich.

Nie wyznaję żad­nej filo­zo­fii, którą mógł­bym gło­sić, nie publi­kuję arty­ku­łów nauko­wych ani nie kie­ruję żadną szkołą.

W trak­cie pisa­nia tej książki zasię­ga­łem porad eks­per­tów z róż­nych dzie­dzin w spo­sób cał­ko­wi­cie nie­za­leżny, bez stron­ni­czo­ści, uprze­dzeń czy ukry­tych celów. Dowiesz się z niej, że naprawdę potrzeba całej wio­ski, by wycho­wać odporne dzieci.

Rodzice i opie­ku­no­wie odgry­wają ważną rolę, ale rów­nie istotni w tym pro­ce­sie są nauczy­ciele, cio­cie, wuj­ko­wie, dziad­ko­wie oraz tre­ne­rzy i men­to­rzy naszych dzieci. Wie­rzę też, że umie­jęt­no­ści wyko­rzy­sty­wane w eli­tar­nych śro­do­wi­skach można dosto­so­wać do każ­dego wieku i etapu roz­woju. Że możemy nauczyć dzieci myśle­nia typo­wego dla naj­lep­szych zawod­ni­ków, nawet gdy mają zale­d­wie metr wzro­stu i doma­gają się soku z kar­to­nika.

Jestem współ­au­to­rem best­sel­le­ro­wej książki _Tar­cza odpor­no­ści._

I tak, wie­rzę, że odpor­ność dzieli się na stop­nie, a nie na rodzaje. Ozna­cza to, że każdy może ją nabyć i obda­rzyć nią dzieci, które wycho­wuje i uczy.

Moje oso­bi­ste opi­nie o odpor­no­ści psy­chicz­nej nie mają wiel­kiego zna­cze­nia – dla­tego, tak jak w przy­padku _Tar­czy odpor­no­ści_, wszystko, co prze­czy­tasz w tej książce, znaj­duje opar­cie w nauce i rze­tel­no­ści aka­de­mic­kiej. Tech­niki roz­wi­ja­nia zacho­wań i nawy­ków sprzy­ja­ją­cych rezy­lien­cji u dzieci mają udo­wod­nioną sku­tecz­ność. Całość okra­si­łem też szczyptą sta­ro­żyt­nej filo­zo­fii – takiej, która prze­trwała tysiące lat kry­tycz­nej ana­lizy.

Mia­łem też przy­wi­lej zarzą­dzać dzia­ła­niami tysięcy męż­czyzn i kobiet – w woj­sku, orga­ni­za­cjach mię­dzy­na­ro­do­wych i biz­ne­sie. Wielu z nich nie miało rów­nego czy spra­wie­dli­wego startu – nie­któ­rym natura i wycho­wa­nie roz­dały wyjąt­kowo trudne karty, zupeł­nie jak Nel­so­nowi Man­deli. A jed­nak wielu z nich osią­gnęło nie­zwy­kły suk­ces – mimo prze­ciw­no­ści losu, a może wła­śnie dzięki nim.

Jak powstała ta książka

Semi­na­ria i warsz­taty poświę­cone tre­ściom zaczerp­nię­tym z książki _Tar­cza odpor­no­ści_ roz­bu­dziły nasze zain­te­re­so­wa­nie tema­tem rezy­lien­cji dzieci. Po wielu spo­tka­niach pod­cho­dzili do nas rodzice, opie­ku­no­wie, tre­ne­rzy i nauczy­ciele i pro­sili, aby­śmy dali im porad­nik kształ­to­wa­nia odpor­no­ści dzieci. Nasza praca zapro­wa­dziła nas także do dzie­sią­tek szkół pod­sta­wo­wych, śred­nich i na wyż­sze uczel­nie. Liczne dys­ku­sje w śro­do­wi­sku aka­de­mic­kim uła­twiły nam poszu­ki­wa­nie odpo­wie­dzi na powra­ca­jące jak bume­rang pyta­nie: „Co możemy zro­bić, aby zwięk­szyć odpor­ność naszych dzieci?”.

Prze­my­śle­li­śmy tę kwe­stię rze­tel­nie.

Zasady rezy­lien­cji mają zasto­so­wa­nie zarówno do żoł­nie­rzy sił spe­cjal­nych, jak i do rodzi­ców pozo­sta­ją­cych w domu. Wiemy też, że nasz model odpor­no­ści psy­chicz­nej spraw­dza się bez względu na wiek. Nasze bada­nia poka­zały, że wie­lo­czyn­ni­kowa, dyna­miczna i mody­fi­ko­walna meto­do­lo­gia tar­czy odpor­no­ści wpa­so­wuje się w ramy roz­woju naszych dzieci – i wska­zuje, jak powin­ni­śmy je wycho­wy­wać, edu­ko­wać, tre­no­wać i wspie­rać.

Wielu mło­dych ludzi świet­nie orien­tuje się we współ­cze­snych i przy­szłych wyzwa­niach i sto­suje bar­dzo sku­teczne tech­niki samo­roz­woju. Ale jak upro­ścić i usys­te­ma­ty­zo­wać tę wie­dzę? Jak stwo­rzyć zestaw narzę­dzi, które pozwolą nam kształ­to­wać odpor­ność dzieci – nie­ko­niecz­nie pro­mo­wa­nych hasłem, że zwięk­szają odpor­ność?

Dzieci szyb­ciej uczą się języ­ków w śro­do­wi­sku boga­tym w mowę. Na tej samej zasa­dzie są w sta­nie sku­tecz­niej roz­wi­jać rezy­lien­cję, gdy sprzyja temu oto­cze­nie. Twoja postawa jako rodzica ma tu klu­czowe zna­cze­nie – tak samo jak wpływ osób, które wpro­wa­dzisz do życia dziecka, albo tych, które samo wybie­rze.

Dzieci szybko się uczą. Około ósmego roku życia więk­szość z nich ma już utrwa­lony wzo­rzec reago­wa­nia na stres.

Wcze­sne wpro­wa­dze­nie stra­te­gii kształ­to­wa­nia odpor­no­ści – w for­mie ade­kwat­nej do wieku – pomoże dziecku w roz­wi­ja­niu umie­jęt­no­ści radze­nia sobie z nie­unik­nio­nymi trud­no­ściami i uod­porni je na stres, lęk i depre­sję¹. Dla­tego nie zwle­kaj!

Mam nadzieję, że lek­tura tej książki, a następ­nie wdro­że­nie zawar­tych w niej wska­zó­wek pomoże ci kształ­to­wać sil­niej­sze dzieci, które będą wzra­stały w przy­jaź­niej­szej szkole, lep­szym sąsiedz­twie i otwar­tej spo­łecz­no­ści – co pozwoli im stać się życz­li­wymi, zarad­nymi i war­to­ścio­wymi mło­dymi doro­słymi, dobrze przy­sto­so­wa­nymi do życia w spo­łe­czeń­stwie.

TIM – NARO­DZINY PIER­WO­ROD­NEGO, 2001

Po powro­cie z patrolu w dżun­gli zasta­łem lawinę wia­do­mo­ści – nie­ja­snych e-maili i nagrań na poczcie gło­so­wej: „Pro­szę zadzwo­nić do domu”, „Pro­szę zadzwo­nić pod ten numer”. Co dziwne, żadna nie była od mojej żony, która została w Syd­ney, i w chwili, gdy wyla­ty­wa­łem na misję do Sierra Leone, była w dwu­na­stym tygo­dniu ciąży. Ciąża była już o wiele bar­dziej zaawan­so­wana, więc zare­ago­wa­łem na te wia­do­mo­ści ogrom­nym nie­po­ko­jem. Zgod­nie z pla­nem mia­łem wró­cić do Austra­lii za trzy tygo­dnie, by uczest­ni­czyć w naro­dzi­nach naszego pierw­szego dziecka, teraz jed­nak wyobraź­nia pod­su­wała mi z każdą chwilą coraz czar­niej­sze sce­na­riu­sze.

Szybko roz­sta­wi­łem tele­fon sate­li­tarny i zadzwo­ni­łem pod numer z ostat­niej wia­do­mo­ści. Ode­zwała się obca kobieta.

– Dzień dobry, nazy­wam się Tim Cur­tis i powie­dziano mi, żeby zadzwo­nić pod ten numer. Nie wiem nic wię­cej, ale…

Prze­rwała mi:

– Tak, tak, ale to nie jest wła­ściwy numer. Musi pan zadzwo­nić pod TEN numer. – Podała mi kolejny, ośmio­cy­frowy, który zapi­sa­łem w brud­nym polo­wym note­sie.

Czu­łem, że nara­sta we mnie lęk.

– Czy może mi pani powie­dzieć, o co cho­dzi? Naprawdę się mar­twię… – wykrztu­si­łem.

– Wszystko w porządku – odparła uspo­ka­ja­jąco. – Pro­szę tylko zadzwo­nić pod ten numer.

Zadzwo­ni­łem. Ode­brała moja żona. Po jej gło­sie pozna­łem, że jest skraj­nie wyczer­pana.

– Cześć, kocha­nie. Nasz maluch wła­śnie się uro­dził. Cztery i pół tygo­dnia przed ter­mi­nem. Chyba nie mógł się docze­kać.

Zalała mnie fala emo­cji. Eks­cy­ta­cja. Ulga. I poczu­cie winy. Gigan­tyczny kac moralny. Nie było mnie przy niej. Nie wspie­ra­łem jej pod­czas porodu. Przez całą ciążę byłem gdzieś daleko.

Zała­ma­łem się, kiedy opo­wia­dała, że pod­czas poran­nego spa­ceru poczuła się „dziw­nie”, a sześć godzin póź­niej nasz syn był już na świe­cie. Od tam­tej chwili minęły tym­cza­sem sie­dem­dzie­siąt dwie godziny. Na łóżeczku wisiała kartka z napi­sem: „Dziecko Cur­tis”. Mie­li­śmy listę imion – dla chłopca i dla dziew­czynki – ale zakła­da­li­śmy dotąd, że mamy jesz­cze tydzień, może dwa, na pod­ję­cie decy­zji. Omó­wi­li­śmy skró­coną listę chło­pię­cych imion przez trzesz­czący tele­fon sate­li­tarny i wresz­cie doszli­śmy do poro­zu­mie­nia: nasz pier­wo­rodny został Ryanem Cur­tisem.

Dwa tygo­dnie póź­niej wylą­do­wa­łem na lot­ni­sku Syd­ney Inter­na­tio­nal. W hali przy­lo­tów cze­kała na mnie żona z nosi­deł­kiem, w któ­rym spał smacz­nie maleńki nowo­ro­dek o wadze około trzech kilo­gra­mów. Spoj­rza­łem na tę kru­szynę i ogar­nęło mnie uczu­cie prze­moż­nej bez­rad­no­ści. Ni­gdy wcze­śniej nie czu­łem się tak nie­przy­go­to­wany do sto­ją­cego przede mną zada­nia. Dopiero co sta­łem na czele tysiąca stu żoł­nie­rzy i pro­rzą­do­wej mili­cji pod­czas dzia­łań ope­ra­cyj­nych na fron­cie afry­kań­skiej wojny domo­wej – a jed­nak to wła­śnie tutaj, teraz, sta­ną­łem przed praw­dzi­wym wyzwa­niem. Jestem rodzi­cem? Ja? Prze­czy­ta­łem wszyst­kie porad­niki, jakie udało mi się zdo­być, i zali­czy­łem pierw­sze zaję­cia w szkole rodze­nia (głów­nie dla­tego, że były obo­wiąz­kowe, a żona kazała mi iść). Teraz jed­nak nastą­piła kon­fron­ta­cja z rze­czy­wi­sto­ścią.

Czu­łem, że nie mam żad­nych umie­jęt­no­ści, które powi­nien posia­dać dobry ojciec.

Wszyscy jesteśmy oszustami

Jestem ojcem tak długo, jak ty jesteś córką.

– Axel Foley w Gli­nia­rzu z Beverly Hills: Axel F

Wszy­scy czu­jemy się jak oszu­ści na początku naszej drogi jako rodzice, opie­ku­no­wie, nauczy­ciele, tre­ne­rzy czy men­to­rzy. Choć każde z nas było kie­dyś dziec­kiem, czę­sto towa­rzy­szy nam wra­że­nie, że nie jeste­śmy gotowi wycho­wy­wać dzieci – nie wspo­mi­na­jąc już o ucze­niu ich odpor­no­ści psy­chicz­nej. Natura odgrywa w życiu naszych dzieci rolę znacz­nie więk­szą, niż cza­sem chcie­li­by­śmy przy­znać, i wiele ich cech – jak to deli­kat­nie ująć? – bywa dość „oso­bli­wych”, momen­tami wręcz sprzecz­nych z naszymi wła­snymi pre­dys­po­zy­cjami. Od ich naro­dzin pró­bu­jemy ulep­szać, kory­go­wać albo tono­wać to, co dała natura.

A te małe istoty wcale nam w tym nie poma­gają. Rzadko będą podzie­lać naszą opi­nię – w wielu, jeśli nie w więk­szo­ści spraw. Dla­tego prze­ka­zu­jąc ci narzę­dzia wspie­ra­jące budo­wa­nie odpor­no­ści two­jego dziecka, pozwolę sobie na pewną suge­stię: cza­sem warto tro­chę „oszu­kać”. W dobrym zna­cze­niu tego słowa. W końcu sprytne stra­te­gie są jak zna­le­zione w tra­wie tylne wej­ście do twier­dzy.

Wielu moich wska­zó­wek i metod można użyć w spo­sób nie­na­chalny, przed­sta­wia­jąc je dzie­ciom tak, że nawet nie zauważą, iż uczą się cze­goś waż­nego. To praw­dziwe „rodzi­ciel­stwo sił spe­cjal­nych”.

UWAGA – ZADA­NIE

Do prze­my­śle­nia

Fakt, że doświad­czasz syn­dromu oszu­sta, świad­czy o two­jej samo­świa­do­mo­ści – i to jest bar­dzo dobra wia­do­mość. Gdy­byś nie miał żad­nego doświad­cze­nia z dziećmi, a jed­no­cze­śnie uwa­żał się za eks­perta, byłoby to doprawdy nie­po­ko­jące.

Jak więc pora­dzić sobie z syn­dro­mem oszu­sta?

1. Vin­cent van Gogh powie­dział kie­dyś: „Jeśli usły­szysz wewnętrzny głos, który mówi: »Nie potra­fisz malo­wać«, to maluj – a głos ucich­nie”. Innymi słowy: zacznij dzia­łać. Ucisz wewnętrz­nego kry­tyka czy­nem. To naj­lep­szy spo­sób na budo­wa­nie odpor­no­ści u dzieci.
2. „Twoje myśli to nie ty”. To mądre zda­nie padło z ust mojego dobrego przy­ja­ciela – byłego kie­row­nika sta­cji polar­nej, obec­nie dyrek­tora ds. pla­no­wa­nia ope­ra­cyj­nego Austra­lij­skiej Dywi­zji Antark­tycz­nej, Robba Cli­ftona. Oddzie­laj myśli od fak­tów. Zada­niem mózgu jest przede wszyst­kim utrzy­mać cię przy życiu – a to mu się nie uda, jeśli będziesz sku­piać się wyłącz­nie na pozy­ty­wach. Daj sobie chwilę, zanim zare­agu­jesz. Pamię­taj, że myśli są ulotne, czę­sto zabar­wione emo­cjami lub wnio­skami z wcze­śniej­szych doświad­czeń – i nie zawsze odzwier­cie­dlają rze­czy­wi­stość. Kwe­stio­nuj je poprzez poszu­ki­wa­nie dowo­dów. Zadaj sobie pyta­nie: „Na czym wła­ści­wie opiera się ta obawa?”. Możesz też sko­rzy­stać z tech­niki dr Dana Pronka i zapy­tać sie­bie: „Jeśli nie ja, to kto?”. Pomocna bywa także roz­mowa z kimś, komu ufasz i kto spoj­rzy na sprawę z boku.
3. Trak­tuj swoje uczu­cia jak coś nor­mal­nego i sta­wiaj sobie realne ocze­ki­wa­nia. Mów gło­śno o swo­ich oba­wach – o rodzi­ciel­stwie, o budo­wa­niu odpor­no­ści u dziecka, o tym, co cię nie­po­koi. Roz­ma­wiaj z part­ne­rem lub part­nerką, zna­jo­mymi i przy­ja­ciółmi. W odpo­wie­dzi naj­czę­ściej usły­szysz: „mam tak samo”. Może znaj­dziesz w ten spo­sób tę „wio­skę”, któ­rej ci potrzeba.

Nikt nie rodzi się eks­per­tem. Wszy­scy nie­ustan­nie się uczymy, dosto­so­wu­jemy i podej­mu­jemy próby. Nie ma ludzi dosko­na­łych. Pamię­taj – nawet jeśli ktoś wygląda na osobę, która ma wszystko pod kon­trolą, naj­praw­do­po­dob­niej błą­dzi tak samo jak ty.

Prze­stań więc porów­ny­wać się z innymi².

A jeśli wszyst­kie inne metody zawiodą, potrak­tuj tę książkę jak prze­wod­nik po spryt­nych wybie­gach wycho­waw­czych.

Nie ma za co!

Jak należy korzystać z tej książki

Zasad­ni­cza część niniej­szej książki opi­suje kolejno war­stwy odpor­no­ści zgod­nie z opar­tym na dowo­dach i recen­zo­wa­nym naukowo mode­lem tar­czy odpor­no­ści psy­chicz­nej (_the resi­lience shield_)³. Pamię­taj, że odpor­ność jest zróż­ni­co­wana pod wzglę­dem stop­nia, a nie rodzaju – dla­tego każda war­stwa ma zna­cze­nie na każ­dym eta­pie roz­woju dziecka. Tam, gdzie to istotne, dodaję rów­nież spo­strze­że­nia doty­czące kon­kret­nych grup wie­ko­wych i płci. W anek­sie (strona 359) znaj­dziesz zestaw narzę­dzi odpor­no­ści w podziale na te wła­śnie kate­go­rie wieku i płci. Przy­ją­łem taki podział, abyś mógł szybko i wygod­nie wra­cać do książki na kolej­nych eta­pach roz­woju swego dziecka.

W opi­sach doświad­czeń poszcze­gól­nych dzieci czę­sto zmie­niam ele­menty nie­istotne dla sedna histo­rii – na przy­kład imię lub miej­sce zamiesz­ka­nia – aby zacho­wać ano­ni­mo­wość moich boha­te­rów. Sto­suję też pro­sty kod, który pozwala okre­ślić wiek dziecka w chwili opi­sy­wa­nego wyda­rze­nia, tak by łatwiej było osa­dzić tę histo­rię w odpo­wied­nim kon­tek­ście. Przy­kła­dowo szes­na­sto­let­nia dziew­czyna zosta­nie ozna­czona jako „Angela, lat 16”.

To nie jest porad­nik dla rodzi­ców. Pamię­taj: potrzeba całej „wio­ski” eks­per­tów, aby wycho­wać odporne, czyli silne psy­chicz­nie dzieci. Każdy z nich ode­gra swoją rolę na kon­kret­nym eta­pie lub eta­pach roz­woju dziecka – nie­za­leż­nie od tego, co nam się wydaje (lub co usi­łu­jemy sobie wmó­wić). Moja spe­cja­li­za­cja w obsza­rze budo­wa­nia odpor­no­ści polega na prze­glą­da­niu i porząd­ko­wa­niu dostęp­nych mate­ria­łów nauko­wych oraz prze­kła­da­niu ich na prak­tyczne, uży­teczne umie­jęt­no­ści, które mogę ci prze­ka­zać. Mam nadzieję, że podob­nie jak w książce _Tar­cza odpor­no­ści_ zdo­łam w pro­sty spo­sób uka­zać funk­cjo­no­wa­nie „wio­ski” i te jej aspekty, które służą wzmac­nia­niu odpor­no­ści dzieci – bez żar­gonu, fra­ze­sów czy uprze­dzeń.

Wielki Mas Oyama, słynny mistrz karate uro­dzony w Korei, miał ponoć pew­nego razu usły­szeć pyta­nie: „Jaki jest sekret bycia wiel­kim mistrzem sztuk walki?”. Zasta­no­wił się przez chwilę i odparł: „Sekret? Sekret to… pot”.

Ta odpo­wiedź to także klucz do budo­wa­nia odpor­no­ści. Kon­se­kwentny wysi­łek i wytrwa­łość muszą być nie­od­łącz­nym ele­men­tem budo­wa­nia odpor­no­ści naszych dzieci. Wszyst­kie wiel­kie suk­cesy wyma­gają pracy – a każde z naszych dzieci zasłu­guje prze­cież na to, by stać się naszym naj­więk­szym suk­ce­sem. Za to zaś z pew­no­ścią warto prze­lać tro­chę potu – ich i naszego.1. SZYBKI KURS ODPORNOŚCI

1

Szybki kurs odpor­no­ści

Każdy, kto lata samo­lo­tem, zna tę zasadę z obo­wiąz­ko­wego instruk­tażu przed star­tem: „W razie spadku ciśnie­nia maski tle­nowe wypadną auto­ma­tycz­nie ze schow­ków pod­su­fi­to­wych. Jeśli podró­żu­jesz z dziec­kiem, naj­pierw musisz zało­żyć maskę sobie, dopiero potem jemu”. Ta pro­sta reguła ma też zasto­so­wa­nie do budo­wa­nia rezy­lien­cji. Jako doro­śli musimy naj­pierw zadbać o wła­sną odpor­ność, jeśli chcemy być naj­lep­szą wer­sją sie­bie dla naszych dzieci. Dba­jąc o sie­bie, nie tylko chro­nimy wła­sny dobro­stan, lecz także dajemy dobry przy­kład – uczymy dzieci sta­wiać czoła trud­no­ściom z mocą i spo­ko­jem. Nie da się nalać z pustego dzbana; naprawdę wspie­rać tych, któ­rzy na nas liczą, możemy tylko wtedy, gdy sami mamy siłę.

UWAGA – ZADA­NIE

Sprawdź poziom swo­jej odpor­no­ści na stro­nie www.resi­lien­ce­shield.com/assess-your-resi­lience. Jeśli któ­raś z warstw wymaga wzmoc­nie­nia, obie­caj sobie, że nad nią popra­cu­jesz – dla wła­snego dobra oraz dla dobra swo­ich dzieci. A teraz czy­taj dalej!

Choć defi­ni­cja rezy­lien­cji bywa przed­mio­tem spo­rów, nie ulega wąt­pli­wo­ści, że w grę wcho­dzą tu dwa istotne czyn­niki:

1. poja­wia się taki lub inny czyn­nik stre­so­genny; oraz
2. osią­gnięty wynik jest lep­szy od ocze­ki­wa­nego przy uwzględ­nie­niu doświad­cza­nych prze­ciw­no­ści losu⁴.

Model tar­czy odpor­no­ści obej­muje sześć pod­sta­wo­wych warstw. Każdą z nich można wzmoc­nić dzięki wysił­kowi i kon­se­kwen­cji – lub osła­bić wsku­tek dłu­go­trwa­łego zanie­dba­nia.

Warstwa wrodzona

Każdy czło­wiek – nie­za­leż­nie od wieku – ma pewien pod­sta­wowy poziom odpor­no­ści, która na co dzień chroni go przed stre­sem. Nawet naj­młod­sze dzieci mają już fun­da­ment odpor­no­ści, który powstaje jesz­cze przed ich naro­dzi­nami. Kształ­to­wa­nie się tej war­stwy wynika ze współ­dzia­ła­nia gene­tyki oraz śro­do­wi­ska, w któ­rym dziecko funk­cjo­nuje od pierw­szych chwil życia.

War­stwę wro­dzoną można więc trak­to­wać jako rezul­tat tego, w jaki spo­sób wycho­wa­nie roz­grywa karty roz­dane przez naturę.

Warstwa umysłu

Ludzki umysł, nawet bar­dzo młody, potrafi doko­ny­wać rze­czy nie­zwy­kłych – choćby w jed­nej chwili zastą­pić stan paniki cał­ko­wi­tym spo­ko­jem. War­stwa umy­słu sta­nowi fun­da­ment odpor­no­ści, nawet wtedy, gdy pozo­stałe war­stwy ule­gają osła­bie­niu. Wszystko, co może osią­gnąć orga­nizm two­jego dziecka, jest kon­tro­lo­wane przez umysł.

War­stwa umy­słu obej­muje wszystko, co mie­ści się w kate­go­riach psy­cho­lo­gii i ducho­wo­ści. Medy­ta­cja, prak­tyki uważ­no­ści, ćwi­cze­nia odde­chowe, dobra lek­tura, słu­cha­nie muzyki czy two­rze­nie małych dzieł sztuki – wszyst­kie te dzia­ła­nia wzmac­niają psy­chiczny kom­po­nent odpor­no­ści. To coś wię­cej niż tylko dru­go­rzędny ele­ment pomoc­ni­czy. Powin­ni­śmy zachę­cać dzieci do świa­do­mego poszu­ki­wa­nia i upra­wia­nia ćwi­czeń tego typu. Warto pomóc im wpro­wa­dzić zwy­czaj codzien­nego, choćby krót­kiego czasu prze­zna­czo­nego wła­śnie na pie­lę­gno­wa­nie tej nie­zwy­kle waż­nej sfery.

Warstwa ciała

Zdro­wie i spraw­ność fizyczna two­rzą pod­sta­wową war­stwę odpor­no­ści. War­stwa ciała obej­muje trzy klu­czowe obszary: sen, odży­wia­nie i aktyw­ność fizyczną. Wcze­sne kształ­to­wa­nie dobrych nawy­ków i wie­dzy jest tu abso­lut­nie klu­czowe. Co nie zaska­kuje, dzieci czę­sto naśla­dują nasze przy­zwy­cza­je­nia, dla­tego tym bar­dziej warto być dla nich dobrym wzo­rem.

Naj­waż­niej­sze ele­menty war­stwy ciała to:

SEN. Z naszych badań wynika, że sen jest naj­waż­niej­szym fila­rem dobro­stanu fizycz­nego – a dla dzieci ma zna­cze­nie szcze­gólne⁵. Jego nie­do­bór pro­wa­dzi do pogor­sze­nia się pamięci i zdol­no­ści ucze­nia się⁶, zabu­rzeń meta­bo­li­zmu i odpor­no­ści⁷ oraz ogól­nego spadku moż­li­wo­ści fizycz­nych i psy­chicz­nych.

ODŻY­WIA­NIE. Dzieci potrze­bują zbi­lan­so­wa­nej diety opar­tej na natu­ral­nych, nie­prze­two­rzo­nych pro­duk­tach. Trzeba też zadbać o pra­wi­dłowe odży­wie­nie mikro­biomu jeli­to­wego – to on wpływa na nastrój, odpor­ność i ogólne funk­cjo­no­wa­nie orga­ni­zmu. Dieta dziecka powinna dostar­czać wszyst­kich nie­zbęd­nych skład­ni­ków odżyw­czych, ale bez nad­mier­nej kalo­rycz­no­ści.

AKTYW­NOŚĆ FIZYCZNA. Brak ruchu jest jed­nym z naj­więk­szych pro­ble­mów zdro­wia publicz­nego współ­cze­snych spo­łe­czeństw, tak samo groź­nym dla zdro­wia jak pale­nie tyto­niu⁸. Jeśli dziecko nie znaj­dzie takiej formy ruchu, którą polubi i będzie wyko­ny­wać regu­lar­nie, będzie w doro­sło­ści bar­dziej nara­żone na skró­ce­nie życia i ryzyko cho­rób nowo­two­ro­wych, ser­cowo-naczy­nio­wych, udaru i cukrzycy typu 2.

Jaką aktyw­ność wybrać? Taką, którą dziecko jest w sta­nie i ma ochotę wyko­ny­wać. Zaję­cia spor­towe odgry­wają ważną rolę, ale rów­nie cenne są zabawy na podwórku, jazda na rowe­rze, wspi­naczka na drzewa czy ewo­lu­cje na desko­rolce. Każda dawka ruchu – jakie­go­kol­wiek ruchu – jest wie­lo­krot­nie lep­sza niż jej brak. Ogromną war­tość ma swo­bodna, nie­ogra­ni­czona struk­turą aktyw­ność, ponie­waż roz­wija jed­no­cze­śnie wiele warstw odpor­no­ści: kre­atyw­ność, koor­dy­na­cję, spraw­ność, umie­jęt­ność roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i kom­pe­ten­cje spo­łeczne⁹. Zachę­cajmy więc dzieci, by cho­dziły, bie­gały, ska­kały, uni­kały prze­szkód i wspi­nały się – dzięki temu uczą się, jak działa ich ciało i jak może się wzmac­niać dzięki regu­lar­nym ćwi­cze­niom.

Warstwa społecznościowa

Pro­fe­sor Harvardu, psy­cho­log spo­łeczny David McC­lel­land wyka­zał, że ludzie, z któ­rymi naj­czę­ściej obcu­jemy jako doro­śli, mają wpływ na aż 95% naszych suk­ce­sów lub pora­żek¹⁰. Kon­se­kwen­cje słabo roz­wi­nię­tej war­stwy spo­łecz­no­ścio­wej mogą być rów­nie poważne jak nad­waga, nad­ci­śnie­nie czy niski poziom aktyw­no­ści fizycz­nej.

Media spo­łecz­no­ściowe mogą wzmac­niać tę war­stwę, ale nie udźwi­gną cało­ści peł­nio­nych przez nią funk­cji¹¹. Odpor­ność naszych dzieci nie wzro­śnie wraz z liczbą obser­wu­ją­cych ani nie poprawi się po obej­rze­niu setek rolek czy fil­mi­ków. Trak­tujmy te plat­formy raczej jako spo­sób na odnaj­dy­wa­nie osób o podob­nych zain­te­re­so­wa­niach lub utrzy­my­wa­nie kon­taktu z dal­szą rodziną i zna­jo­mymi. Oka­zjo­nalne inte­rak­cje za pośred­nic­twem inter­netu muszą być uzu­peł­niane kon­tak­tem IRL¹².

Warstwa zawodowa

Ta war­stwa doty­czy budo­wa­nia kom­pe­ten­cji i pew­no­ści sie­bie w śro­do­wi­sku szkol­nym, ale obej­muje też obszar obo­wiąz­ków domo­wych i pracy doryw­czej. Pro­fe­sjo­nalne oto­cze­nie dziecka (szkoła i ewen­tu­alna praca) może jego rezy­lien­cję osła­biać – na przy­kład poprzez nad­miar obo­wiąz­ków, pre­sję czasu, spraw­dziany, oceny, lęk o przy­szłą ścieżkę kariery czy doświad­cze­nia zwią­zane z nęka­niem i prze­mocą rówie­śni­czą. Klu­czem jest naucze­nie dziecka, jak czer­pać przy­jem­ność z nauki i obo­wiąz­ków poprzez obni­że­nie pre­sji – zarówno tej real­nej, jak i wyobra­żo­nej.

Możemy rów­nież uczyć dzieci tech­nik, które poma­gają sku­piać uwagę i utrzy­my­wać ją przez dłuż­szy czas. Warto przy tym pamię­tać o bar­dzo waż­nym roz­róż­nie­niu: czym innym jest aktywne sku­pie­nie, a czym innym dzie­le­nie uwagi. To dru­gie poja­wia się wtedy, gdy dziecko szybko prze­ska­kuje mię­dzy zada­niami – a taki nawyk utrud­nia wykształ­ce­nie solid­nej war­stwy zawo­do­wej.

Warstwa adaptacyjna

Ugrun­to­wana war­stwa adap­ta­cyjna pozwala dzie­ciom wyko­rzy­sty­wać nabyte umie­jęt­no­ści, wie­dzę, postawy i cechy cha­rak­teru w nowych, nie­prze­wi­dy­wal­nych sytu­acjach. Życie potrafi nas zasko­czyć, a prze­ło­mowe wyda­rze­nia mogą poja­wić się w naj­mniej spo­dzie­wa­nym momen­cie – i dzieci muszą to rozu­mieć. War­stwa adap­ta­cyjna sta­nowi ochronę przed tym, co nie­znane i nie­moż­liwe do prze­wi­dze­nia – to ona ma spra­wić, że nasze dzieci pora­dzą sobie nawet pod­czas apo­ka­lipsy zom­bie!

Dziecko może wzmac­niać tę war­stwę dzięki nowym, nie­co­dzien­nym aktyw­no­ściom i poważ­nym wyzwa­niom. Kiedy zapi­suje się na bieg uliczny, towa­rzy­szy ci pod­czas noc­nej wędrówki z ple­ca­kiem albo dołą­cza do klubu dys­ku­syj­nego, uczy się sta­wiać czoła temu, co nie­znane, i radzić sobie w sytu­acjach trud­nych do prze­wi­dze­nia, które są nie­od­łączną czę­ścią naszego zło­żo­nego świata.

Każda z warstw nie­ustan­nie kon­ku­ruje z pozo­sta­łymi o nasz czas i ener­gię, dla­tego musimy stale dosto­so­wy­wać i mody­fi­ko­wać poziom sku­pie­nia na każ­dej z nich, by utrzy­mać je w rów­no­wa­dze.

Przez wiele lat sam mia­łem z tym pro­blem – trak­to­wa­łem pracę prio­ry­te­towo i bra­łem na sie­bie kolejne pro­jekty, prze­ko­nany, że pomoże mi to roz­wi­nąć karierę. Wma­wia­łem sobie nawet, że będzie to naj­lep­sze także dla mojej rodziny. Na krótką metę stra­te­gia ta rze­czy­wi­ście przy­no­siła wymierne efekty; dłu­go­ter­mi­nowo pła­ci­łem za to cza­sem poświę­co­nym moim naj­bliż­szym oraz wła­snym zdro­wiem. Kon­cen­tra­cja na jed­nym celu może się spraw­dzić, jeśli trwa krótko – ale pozo­stałe war­stwy padają jej ofiarą, a odpor­ność zaczyna się osła­biać.

Jeśli chcesz zade­biu­to­wać w mara­to­nie, oczy­wi­ście musisz posta­wić na aktyw­ność fizyczną, sen i odpo­wied­nie odży­wia­nie (war­stwa ciała) kosz­tem mniej­szego zaan­ga­żo­wa­nia w war­stwę spo­łecz­no­ściową, a może nawet zawo­dową. Jed­nak kiedy dobie­gniesz do mety, przy­cho­dzi moment, by ponow­nie przy­wró­cić rów­no­wagę.

W budo­wa­niu odpor­no­ści klu­czowa jest umie­jęt­ność łącze­nia wielu sfer – sło­wem: warto być czło­wie­kiem wszech­stron­nym.3. DAJMY DZIECIAKOM WYCISK

3

Dajmy dzie­cia­kom wycisk

Analiza czynników ryzyka

Zanim zaczniemy się zasta­na­wiać, jak dać naszym dzie­ciom „wycisk” (w pozy­tyw­nym sen­sie tego słowa), warto przyj­rzeć się zna­nym czyn­ni­kom ryzyka, które mogą hamo­wać roz­wój i utrud­niać budo­wa­nie odpor­no­ści. Zwróć uwagę na zwrot „mogą utrud­niać” – uży­wam go, ponie­waż same w sobie czyn­niki te nie prze­są­dzają, że nasze dzieci nie mogą stać się odpor­nymi, rezo­lut­nymi isto­tami.

Badamy słuch i wzrok naszych dzieci. Szcze­pimy je i chro­nimy przed wszel­kimi fizycz­nymi zagro­że­niami. Dla­czego więc nie spraw­dzamy czyn­ni­ków zagra­ża­ją­cych roz­wo­jowi odpor­no­ści? To pozwo­li­łoby nam inter­we­nio­wać bez­zwłocz­nie, co ma klu­czowe zna­cze­nie. Świa­do­mość ist­nie­ją­cych czyn­ni­ków ryzyka jest nie­zbędna tobie (i two­jej „wio­sce”), by zapew­nić dziecku sku­teczne, indy­wi­du­alne wspar­cie i pomóc mu poko­nać każdą prze­szkodę przy wyko­rzy­sta­niu dostęp­nej w danym momen­cie wie­dzy i zaso­bów. Dzięki temu nasze dzieci będą w naj­więk­szym stop­niu zdolne do poko­ny­wa­nia trud­no­ści i radze­nia sobie z zagro­że­niami nie­ustę­pli­wie niczym kara­lu­chy – choć, miejmy nadzieję, z dużo więk­szym wdzię­kiem.

Biop­sy­cho­spo­łeczny²⁴ model eko­lo­giczny²⁵ to kom­plek­sowe rozu­mie­nie zdro­wia oraz zacho­wa­nia z uwzględ­nie­niem inte­rak­cji czyn­ni­ków bio­lo­gicz­nych, psy­cho­lo­gicz­nych i spo­łecz­nych w sze­ro­kim kon­tek­ście śro­do­wi­sko­wym²⁶. Model inte­gruje czyn­niki bio­lo­giczne (gene­tykę i fizjo­lo­gię), psy­cho­lo­giczne (myśli i emo­cje), spo­łeczne (dyna­mikę rodzinną i wpływy kul­tu­rowe), kul­tu­rowe (np. dys­kry­mi­na­cję, któ­rej mogą doświad­czać), śro­do­wi­skowe (jak sta­bil­ność i warunki miesz­ka­niowe) oraz eko­no­miczne (ubó­stwo lub trudna sytu­acja finan­sowa), two­rząc cało­ściowy obraz zagro­żeń, które mogą utrud­niać naszym dzie­ciom wszech­stronny roz­wój²⁷.

Model ten kła­dzie nacisk na fakt, że zdro­wie naszych dzieci nie jest wyłącz­nie efek­tem ich gene­tyki czy bio­lo­gii – kształ­tuje je zło­żona sieć inte­rak­cji na wielu pozio­mach śro­do­wi­sko­wych²⁸. Obej­muje to zarówno stany psy­chiczne, jak i rela­cje inter­per­so­nalne w obrę­bie wszyst­kich struk­tur spo­łecz­nych.

1. Biologiczne czynniki ryzyka

W war­stwie wro­dzo­nej tar­czy odpor­no­ści mogą ist­nieć cechy gene­tyczne pre­dys­po­nu­jące dziecko do cho­rób. Kon­takt z tok­sy­nami w życiu pło­do­wym oraz dzia­ła­nie szko­dli­wych sub­stan­cji spo­ży­wa­nych przez matkę w ciąży mogą dodat­kowo wpły­wać na stan dziecka w chwili jego naro­dzin. Obcią­że­nie cho­ro­bami prze­wle­kłymi może obni­żać odpor­ność fizyczną (war­stwa ciała) i wpły­wać na dobro­stan psy­chiczny (war­stwa umy­słu)²⁹. Ryzyka zwią­zane z roz­wo­jem fizjo­lo­gicz­nym mogą nasi­lać się rów­nież w okre­sie dora­sta­nia – na przy­kład z powodu trud­no­ści zwią­za­nych z doj­rze­wa­niem lub lękiem o wygląd³⁰.

Bada­nia pre­na­talne i testy gene­tyczne odgry­wają klu­czową rolę w wykry­wa­niu poten­cjal­nych pro­ble­mów zdro­wot­nych. Prze­sie­wowe bada­nie krwi nowo­rodka (tzw. test z pięty), wyko­ny­wane w pierw­szych dniach życia, pozwala wykryć wiele scho­rzeń, które – wcze­śnie zdia­gno­zo­wane – można sku­tecz­nie leczyć. Wcze­sna iden­ty­fi­ka­cja zagro­żeń umoż­li­wia szyb­szą inter­wen­cję, dając dziecku naj­lep­sze szanse na zdrowy roz­wój.

2. Psychologiczne czynniki ryzyka

Nie­le­czone zabu­rze­nia psy­chiczne rodzi­ców mogą pro­wa­dzić do cha­osu w życiu domo­wym i ogra­ni­czać ich dostęp­ność emo­cjo­nalną, co zabu­rza roz­wój dziecka i jego poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Dodat­kowo zabu­rze­nia psy­chiczne wieku dzie­cię­cego – depre­sja, lęk, ADHD – mogą utrud­niać radze­nie sobie z prze­ciw­no­ściami losu.

Prze­moc emo­cjo­nalna (psy­chiczna) jest naj­częst­szą formą prze­mocy wobec dzieci³¹. Wystę­puje wtedy, gdy doro­sły celowo i wie­lo­krot­nie wywo­łuje u dziecka cier­pie­nie emo­cjo­nalne. Obej­muje to zmu­sza­nie do poni­ża­ją­cych zacho­wań, wzbu­dza­nie lęku, odrzu­ca­nie lub mówie­nie dziecku, że jest bez­war­to­ściowe, nie­chciane lub nie­lu­biane. Nie­mow­lęta i brzdące doświad­cza­jące prze­mocy emo­cjo­nalnej mogą nie nawią­zy­wać bli­skiej więzi z opie­ku­nem, wyda­wać się czujne, lękliwe, nie­pewne albo zacho­wy­wać się agre­syw­nie wobec innych dzieci lub zwie­rząt. Dzieci tuż przed wkro­cze­niem w wiek nasto­letni i nasto­latki mogą uży­wać nie­ade­kwat­nego do ich wieku języka, prze­ja­wiać wybu­chowe reak­cje, izo­lo­wać się i doświad­czać trud­no­ści spo­łecz­nych. Zacho­wa­nia te świad­czą o głę­bo­kiej krzyw­dzie wyrzą­dzo­nej im przez prze­moc psy­chiczną, która zna­cząco wpływa na ich dobro­stan³². Zabu­rze­nia psy­chiczne rodzi­ców mogą rów­nież utrud­niać im budo­wa­nie więzi z dziec­kiem, co z kolei zwięk­sza ryzyko zanie­dba­nia lub dopusz­cze­nia się prze­mocy emo­cjo­nal­nej³³.

Niska samo­ocena może także obni­żać pew­ność sie­bie dziecka w wielu obsza­rach. Nie­które dzieci nie znają też sku­tecz­nych stra­te­gii reago­wa­nia na stres, przez co ich reak­cje stają się nie­efek­tywne lub wręcz dys­funk­cyjne³⁴.

3. Społeczne czynniki ryzyka

Dzieci wycho­wy­wane w rodzi­nach obcią­żo­nych dys­funk­cjami, kon­flik­tami, roz­wo­dem, sepa­ra­cją lub bra­kiem wspar­cia są bar­dziej nara­żone na ryzyko³⁵. Brak tro­skli­wych rodzi­ców, krew­nych, men­to­rów lub wspie­ra­ją­cych nauczy­cieli pozba­wia je zaso­bów potrzeb­nych do budo­wa­nia odpor­no­ści. Czę­ste zmiany opie­ku­nów i nie­sta­bilne śro­do­wi­sko domowe zakłó­cają two­rze­nie więzi i poczu­cia zaufa­nia. Nie­spójne, nie­prze­wi­dy­walne lub surowe metody wycho­waw­cze mogą osła­biać poczu­cie bez­pie­czeń­stwa³⁶. Prze­wle­kły stres i trauma – nara­że­nie na zanie­dba­nie, nor­ma­li­za­cję nad­uży­wa­nia sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych, prze­moc fizyczną, emo­cjo­nalną czy sek­su­alną – mają dłu­go­trwałe skutki. U dzieci, które były świad­kami prze­mocy domo­wej, to doświad­cze­nie rodzi lęk i poczu­cie braku sta­bi­li­za­cji.

Odrzu­ce­nie przez rówie­śni­ków może powo­do­wać dłu­go­trwałe trud­no­ści w kon­tak­tach spo­łecz­nych³⁷. Nie­przy­ja­zne śro­do­wi­sko szkolne – prze­moc rówie­śni­cza, pro­blemy z nauką – może pro­wa­dzić do niskiej samo­oceny i poczu­cia bez­na­dziei³⁸. Brak wspie­ra­ją­cych nauczy­cieli czy rówie­śni­ków może dodat­kowo nasi­lić te pro­blemy. Wro­gie lub nie­sprzy­ja­jące śro­do­wi­sko szkolne wzmac­nia poczu­cie izo­la­cji i stresu. W okre­sie dora­sta­nia i doj­rze­wa­nia dzieci mogą zma­gać się z zachwia­niem roz­woju moral­nego lub zabu­rze­niami roz­woju spo­łecz­nego, sprzy­ja­ją­cymi zacho­wa­niom anty­spo­łecz­nym: korzy­sta­niu z uży­wek, pale­niu, wapo­wa­niu, roz­wią­zło­ści oraz innym zacho­wa­niom ryzy­kow­nym³⁹.

4. Kulturowe czynniki ryzyka

Struk­tu­ralna dys­kry­mi­na­cja spo­łeczna jest efek­tem rasi­zmu, uprze­dzeń ze względu na płeć, orien­ta­cję sek­su­alną, wiek, wyzna­nie czy pocho­dze­nie etniczne. Wyko­rze­nie­nie kul­tu­rowe – stres towa­rzy­szący zetknię­ciu z nowym śro­do­wi­skiem w wyniku zna­czą­cych zmian, takich jak prze­pro­wadzka do innego regionu lub kraju – oraz brak dostępu do usług dosto­so­wa­nych do danego kon­tek­stu kul­tu­rowego rów­nież mogą utrud­niać roz­wi­ja­nie odpor­no­ści⁴⁰.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij