-
nowość
Silne dzieci - ebook
Silne dzieci - ebook
Odporność psychiczna – umiejętność, która zostaje na całe życie
Czy zastanawiasz się, jak pomóc dziecku radzić sobie z porażkami? Jak nauczyć je odwagi, pewności siebie i spokoju w świecie pełnym wyzwań?
Jak pomóc dziecku budować wewnętrzną siłę?
Ta książka pokazuje, że odporność psychiczna nie jest cechą wrodzoną – można ją rozwijać każdego dnia. Autor, ekspert od odporności psychicznej, łączy najnowsze badania naukowe z praktycznymi doświadczeniami rodzica i lidera, aby pokazać, jak wspierać dzieci w radzeniu sobie ze stresem, lękiem i presją współczesnego świata. Dzięki konkretnym strategiom i prostym narzędziom pomoże wychować dzieci, które są pewne siebie, empatyczne i gotowe na życiowe wyzwania.
Jeśli chcesz wychować dziecko, które potrafi się podnieść po upadku, zachować spokój w trudnych chwilach i z odwagą patrzeć w przyszłość – ta książka jest dla Ciebie. Otwórz ją i odkryj, jak krok po kroku budować w dziecku siłę, która zostanie z nim na całe życie.
Największą siłą dziecka jest wiara we własne możliwości
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18788-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Informacje zawarte w tej książce nie zwalniają czytelnika z osobistej odpowiedzialności za własne zdrowie i bezpieczeństwo.
Zaleca się zasięgnięcie indywidualnej porady u lekarza lub innego specjalisty w zakresie ochrony zdrowia. Wydawcy, ich pracownicy, przedstawiciele i autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek urazy lub szkody wynikłe z lektury bądź zastosowania informacji zawartych w tej książce.PROLOG
Prolog
AFRYKA, rok 1930
Chłopiec zasłonił oczy przed ostrymi promieniami słońca. Dolina chroniła przed upałem, ale blask bijący od gładkich skał zmuszał go do mrużenia powiek. Jego małe stadko owiec i cieląt leniwie wędrowało przez zielone wzgórza, on zaś prowadził je w kierunku swego ulubionego miejsca – znajomego granitowego głazu. Wspiął się na niego z łatwością; chropowaty kamień drapał jego bose stopy. Nigdy nie miał butów, więc właściwie tego nie czuł.
Na szczycie głazu zatrzymał się i popatrzył w dół na błyszczące pasmo, wypolerowane przez niezliczone popołudnia spędzone na zjeżdżaniu po skale. Uśmiechnął się, ułożył na ziemi płaski kamień, usiadł na nim i ruszył w dół, a wiatr niósł echo jego śmiechu. Raz po raz wspinał się i zjeżdżał, aż rozbolały go nogi, a światło dnia zaczęło gasnąć w wieczornym mroku.
Zmierzch był sygnałem, że czas wracać. W oddali rozbłysły ogniska po drugiej stronie doliny – zbliżała się pora posiłku. Dziś wieczorem usiądzie może obok kuzyna Morrisa i wspólnie zjedzą jego ulubione danie – suszoną kukurydzę z fasolą. Prosty, ale sycący posiłek. Miał taką nadzieję.
Ze szczytu wzgórza widział niewielkie gospodarstwo swojego wuja, otoczone płotami, które budowali razem, by chronić uprawy kukurydzy. Wuj nie był naprawdę jego wujem, tylko zarządcą majątku, wyznaczonym, gdy ojciec chłopca zmarł niespodziewanie na gruźlicę. Chłopiec miał wtedy zaledwie dziewięć lat. Ojciec, szanowany przywódca, był oddany swojej społeczności. Chłopiec nosił w sercu wspomnienia o nim i często myślał o jego opowieściach, wysławiających odwagę przodków w wojnach niepodległościowych. Wyobrażał sobie, że kiedyś sam stanie do walki o wolność swojego ludu.
Schodził ze stoku i obracał w dłoniach dwa kije do walki – jeden do obrony, drugi do ataku. Ćwiczył Nguni razem z innymi pastuszkami. Na jego ramionach i ciele widać było siniaki – ślady wielogodzinnych potyczek, które uwielbiał. Przegrana z wcześniejszego dnia tylko wzmogła jego determinację. Jutro zażąda rewanżu.
Na skraju wioski jego marzenia przerwał urywany warkot silnika motoru. Zaciekawiony, ruszył w tamtą stronę. We wsi nie było motocykli, a o tej porze rzadko trafiali się przejezdni.
Biały mężczyzna siłował się z maszyną, otoczony gromadką miejscowych dzieci, które śmiały się z jego nieporadności.
Chłopiec upuścił kije i zrobił krok naprzód, po czym odezwał się po angielsku:
– Mogę pomóc?
Mężczyzna, zaskoczony, że bosy chłopiec zna jego język, uniósł wzrok.
– Jak masz na imię? – spytał.
– Nelson – odpowiedział chłopiec. Było to angielskie imię, które nadano mu w szkole zamiast lokalnego, xhosańskiego imienia Rolihlahla, oznaczającego w potocznym języku „tego, który sam ściąga na siebie kłopoty”.
Nelson pochylił się nad motocyklem. Rozmawiali dalej swobodnie po angielsku, ku zdumieniu gromadki otaczających ich dzieci. Żadne z nich nie znało angielskiego. Nelson nauczył się go samodzielnie i był jedynym chłopcem we wsi, który potrafił się porozumiewać w tym języku.
Kiedy silnik w końcu zawarczał pełnym głosem, mężczyzna wręczył chłopcu trzy pensy na znak wdzięczności. Nelson odwrócił się i dostrzegł na skraju tłumu dwie swoje siostry. Każdej z nich oddał po jednej monecie.
Ostatnią zacisnął mocno w dłoni. Tę zachowa na opłatę szkolną.
◆
Być może wskazówki ukryte w tej historii wystarczyły ci, by się domyślić, że owym chłopcem był sam Nelson Mandela. Urodzony w małej wiejskiej osadzie, dorastał w czasach głębokiej segregacji rasowej. Już w dzieciństwie wiele różniło go od rówieśników: utrata ojca, wychowanie w rodzinie zastępczej, praca pastuszka w ubogiej wiosce. Społeczność, w której dorastał, nie miała pojęcia o nowoczesności.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby pastuszek, ćwiczący się w walce na kije w tej biednej prowincji, nie osiągnął w życiu niczego szczególnego. Wiele czynników zdawało się przesądzać, że chłopiec ten nigdy nie zdoła wiele zdziałać. A jednak – mimo swojego pochodzenia, a może właśnie dzięki niemu – Mandela wyrósł na przywódcę i orędownika praw obywatelskich oraz równości, a wreszcie został prezydentem Republiki Południowej Afryki i jednym z najbardziej szanowanych przywódców świata.
Te wydarzenia z dzieciństwa wyróżniały Nelsona „Rolihlahla” Mandelę, lecz nie zdefiniowały jego charakteru. Jego niezwykła odporność ukształtowała się na gruncie niełatwego dzieciństwa. To właśnie wtedy wódz Jongintaba Dalindyebo, pełniący obowiązki regenta ludu Thembu, stał się dla niego jak ojciec i mentor. Zdecydował się poświęcić własny czas, by wychować i wykształcić młodego Nelsona, już od najmłodszych lat wprowadzając go w zasady przywództwa politycznego i dyplomacji.
Co ciekawe, „zjeżdżalnia” małego Mandeli wciąż istnieje – można ją zobaczyć na jednym z wielu skalistych wzniesień górujących nad doliną Qunu, gdzie dorastał przyszły przywódca i dokąd zawsze wracał, nigdy nie zapominając o swoich korzeniach ani o swojej społeczności.
To właśnie na tym skromnym fundamencie dojrzewała odporność Mandeli.
Umocniło ją później dwadzieścia siedem lat spędzonych w więzieniu. Ale to już rozdział z dorosłego życia – kolejny etap jego wytrwałej wędrówki.WPROWADZENIE (SZCZERZE I BEZ OGRÓDEK)
Wprowadzenie
(szczerze i bez ogródek)
TIM – KOPALNIA ZŁOTA W ODLEGŁYM ZAKĄTKU ZACHODNIEJ AUSTRALII, ROK 2023
Klimatyzator w kącie buczał jednostajnie w czterdziestostopniowym upale. Drugi dzień warsztatów budowania umiejętności przywódczych dla górników okazał się zarówno owocny, jak i sympatyczny. Już na początku udało się przełamać lody, dzięki czemu zajęcia przebiegały w swobodnej, żywej atmosferze. Choć uczestnicy zajmowali stanowiska nadzorcze i kierownicze, niewielu z nich postrzegało siebie jako liderów. Nasz program miał im dostarczyć nie tylko wiedzy, narzędzi i struktur niezbędnych każdemu przywódcy, lecz także pomóc zmienić ich sposób myślenia. W dużej mierze chodziło właśnie o zmianę perspektywy – o to, jak postrzegają rzeczywistość.
I tak, przy akompaniamencie rytmicznie stukającego klimatyzatora, nasza niewielka grupa przystąpiła do ćwiczenia o nazwie „krzesła nastawienia”.
Ustawiłem trzy krzesła. Osoba siedząca na danym krześle miała przyjąć określony punkt widzenia na stojące przed nami wyzwanie. Wyjaśniłem zasady:
Krzesło 1 – jaki problem lub trudność w pracy wydaje ci się nie do pokonania?
Krzesło 2 – jak mógłbyś zmienić swój sposób myślenia, by pokonać tę trudność?
Krzesło 3 – jakie rady ma dla ciebie reszta grupy?
Aby rozruszać uczestników, postanowiłem nieco się otworzyć i zaprezentować własny problem, który faktycznie wydawał mi się trudny do rozwiązania. Wyglądało to mniej więcej tak:
(Siadam na krześle 1): – Chciałbym napisać książkę o odporności psychicznej dzieci, ale boję się, że okaże się klapą. Jeśli napiszę ją sam, nie będę miał na kogo zwalić winy za porażkę. Nie jestem ani nauczycielem, ani psychologiem dziecięcym. Czuję się trochę jak oszust.
(Przechodzę na krzesło 2): – W sumie nie byłem też żadnym ekspertem w tej dziedzinie, gdy pisaliśmy _Tarczę odporności_, a jednak książka odniosła sukces.
(Przechodzę na krzesło 3): – Zapraszam grupę do udzielania rad.
Grupa górników zasypała mnie pytaniami, spostrzeżeniami i opiniami, które skutecznie osłabiły moje negatywne nastawienie.
„Czy nie pasjonuje cię temat odporności dzieci?”
„Czy nie jesteś ojcem – i czy to nie wystarczy?”
„Czy książka napisana przez kogoś, kto nie jest nauczycielem ani psychologiem, nie przedstawiłaby tego zagadnienia z nowej perspektywy?”
„Czy nie miałeś do czynienia z młodzieżą dobrze wychowaną i z tą gorzej wychowaną?”
„Czy nie uważasz, że twój model rezyliencji sprawdza się w każdym wieku?”
I tak dalej. Powtarzałem monotonnie: „tak”, „tak”, „tak”, „tak” i „tak”, co ostatecznie przesądziło o decyzji, że tę książkę napiszę.
◆
Jednak zanim przystąpisz do dalszej lektury, czuję się w obowiązku poinformować cię, kim nie jestem.
Nie jestem nauczycielem szkolnym.
Nie jestem psychologiem dziecięcym ani rozwojowym.
Nie jestem naukowcem.
Nie twierdzę nawet, że jestem wybitnym rodzicem.
Nie mam całej masy cech, które mogłyby uwiarygodnić mnie jako eksperta od wychowania odpornych psychicznie dzieci.
Pewnie jestem kimś podobnym do ciebie. Zwyczajnym dorosłym. Niemniej przyszedłem na świat w rodzinie wojskowej, co oznaczało brak możliwości nawiązania trwałych więzi społecznych przez ciągłe zmiany szkół, domów, dzielnic i klubów sportowych. Jedynym trwałym punktem w moim życiu był mój brat. Moje własne dzieciństwo, spędzone na boiskach do piłki nożnej i rampach do jazdy na deskorolce, dzieciństwo, w którym nie brakowało szkolnych sukcesów i porażek, wydawało mi się zupełnie zwyczajne.
Dziś jestem szczęśliwym mężem, byłym żołnierzem sił specjalnych, ojcem trójki dzieci. Ale szczerze mówiąc, przez większość czasu miałem tylko szczątkowe pojęcie o tym, jak ukierunkować wychowanie dzieci na zwiększanie ich odporności. Na dowód tych słów przedstawiam kilka opinii o moich umiejętnościach rodzicielskich:
„Tata jest tym wyluzowanym rodzicem – takim, który pozwala na wszystko. Jeśli zrobiłaś coś złego i nie chcesz, żeby ktoś na ciebie nakrzyczał – idź do taty, nie do mamy”.
– Lucy
„Tata był poza domem przez sporą część mojego dzieciństwa, ale zawsze bez problemu wracał do trybu »taty«, kiedy był w domu. Uwielbiałam, kiedy był z nami, a nienawidziłam, kiedy musiał wyjeżdżać”.
– Emily
.
– Ryan
Cóż, nie ma się czym chwalić.
Niemniej powinienem też powiedzieć ci, kim jestem.
Pasjonuje mnie tematyka budowania odporności dzieci.
Jestem kochającym rodzicem i dobrym, serdecznym wujkiem.
Pracowałem z szesnastolatkami – zarówno w wojsku, jak i w różnych grupach marginalizowanych, w tym wśród dzieci rdzennych społeczności. Prowadziłem warsztaty szkolne i zespoły sportowe, zajmowałem się dzieciakami z uprzywilejowanych, jak i marginalizowanych rodzin, w każdym wieku.
Żyłem i pracowałem w warunkach najtrudniejszych środowisk na świecie i widziałem najgorsze rzeczy, do jakich zdolna jest ludzkość. W czasie wojny domowej w Afryce Zachodniej dziecięcy żołnierze grozili mi śmiercią – a potem widziałem ich w ośrodkach rehabilitacji, na nowo uczących się być dziećmi. Każdego wieczoru słucham niepokojących, ale też niewiarygodnie poruszających historii o odpornych dzieciach – dzięki mojej inspirującej żonie, która z ogromnym zaangażowaniem oddaje się pracy w systemie ochrony małoletnich.
Nie wyznaję żadnej filozofii, którą mógłbym głosić, nie publikuję artykułów naukowych ani nie kieruję żadną szkołą.
W trakcie pisania tej książki zasięgałem porad ekspertów z różnych dziedzin w sposób całkowicie niezależny, bez stronniczości, uprzedzeń czy ukrytych celów. Dowiesz się z niej, że naprawdę potrzeba całej wioski, by wychować odporne dzieci.
Rodzice i opiekunowie odgrywają ważną rolę, ale równie istotni w tym procesie są nauczyciele, ciocie, wujkowie, dziadkowie oraz trenerzy i mentorzy naszych dzieci. Wierzę też, że umiejętności wykorzystywane w elitarnych środowiskach można dostosować do każdego wieku i etapu rozwoju. Że możemy nauczyć dzieci myślenia typowego dla najlepszych zawodników, nawet gdy mają zaledwie metr wzrostu i domagają się soku z kartonika.
Jestem współautorem bestsellerowej książki _Tarcza odporności._
I tak, wierzę, że odporność dzieli się na stopnie, a nie na rodzaje. Oznacza to, że każdy może ją nabyć i obdarzyć nią dzieci, które wychowuje i uczy.
Moje osobiste opinie o odporności psychicznej nie mają wielkiego znaczenia – dlatego, tak jak w przypadku _Tarczy odporności_, wszystko, co przeczytasz w tej książce, znajduje oparcie w nauce i rzetelności akademickiej. Techniki rozwijania zachowań i nawyków sprzyjających rezyliencji u dzieci mają udowodnioną skuteczność. Całość okrasiłem też szczyptą starożytnej filozofii – takiej, która przetrwała tysiące lat krytycznej analizy.
Miałem też przywilej zarządzać działaniami tysięcy mężczyzn i kobiet – w wojsku, organizacjach międzynarodowych i biznesie. Wielu z nich nie miało równego czy sprawiedliwego startu – niektórym natura i wychowanie rozdały wyjątkowo trudne karty, zupełnie jak Nelsonowi Mandeli. A jednak wielu z nich osiągnęło niezwykły sukces – mimo przeciwności losu, a może właśnie dzięki nim.
Jak powstała ta książka
Seminaria i warsztaty poświęcone treściom zaczerpniętym z książki _Tarcza odporności_ rozbudziły nasze zainteresowanie tematem rezyliencji dzieci. Po wielu spotkaniach podchodzili do nas rodzice, opiekunowie, trenerzy i nauczyciele i prosili, abyśmy dali im poradnik kształtowania odporności dzieci. Nasza praca zaprowadziła nas także do dziesiątek szkół podstawowych, średnich i na wyższe uczelnie. Liczne dyskusje w środowisku akademickim ułatwiły nam poszukiwanie odpowiedzi na powracające jak bumerang pytanie: „Co możemy zrobić, aby zwiększyć odporność naszych dzieci?”.
Przemyśleliśmy tę kwestię rzetelnie.
Zasady rezyliencji mają zastosowanie zarówno do żołnierzy sił specjalnych, jak i do rodziców pozostających w domu. Wiemy też, że nasz model odporności psychicznej sprawdza się bez względu na wiek. Nasze badania pokazały, że wieloczynnikowa, dynamiczna i modyfikowalna metodologia tarczy odporności wpasowuje się w ramy rozwoju naszych dzieci – i wskazuje, jak powinniśmy je wychowywać, edukować, trenować i wspierać.
Wielu młodych ludzi świetnie orientuje się we współczesnych i przyszłych wyzwaniach i stosuje bardzo skuteczne techniki samorozwoju. Ale jak uprościć i usystematyzować tę wiedzę? Jak stworzyć zestaw narzędzi, które pozwolą nam kształtować odporność dzieci – niekoniecznie promowanych hasłem, że zwiększają odporność?
Dzieci szybciej uczą się języków w środowisku bogatym w mowę. Na tej samej zasadzie są w stanie skuteczniej rozwijać rezyliencję, gdy sprzyja temu otoczenie. Twoja postawa jako rodzica ma tu kluczowe znaczenie – tak samo jak wpływ osób, które wprowadzisz do życia dziecka, albo tych, które samo wybierze.
Dzieci szybko się uczą. Około ósmego roku życia większość z nich ma już utrwalony wzorzec reagowania na stres.
Wczesne wprowadzenie strategii kształtowania odporności – w formie adekwatnej do wieku – pomoże dziecku w rozwijaniu umiejętności radzenia sobie z nieuniknionymi trudnościami i uodporni je na stres, lęk i depresję¹. Dlatego nie zwlekaj!
Mam nadzieję, że lektura tej książki, a następnie wdrożenie zawartych w niej wskazówek pomoże ci kształtować silniejsze dzieci, które będą wzrastały w przyjaźniejszej szkole, lepszym sąsiedztwie i otwartej społeczności – co pozwoli im stać się życzliwymi, zaradnymi i wartościowymi młodymi dorosłymi, dobrze przystosowanymi do życia w społeczeństwie.
TIM – NARODZINY PIERWORODNEGO, 2001
Po powrocie z patrolu w dżungli zastałem lawinę wiadomości – niejasnych e-maili i nagrań na poczcie głosowej: „Proszę zadzwonić do domu”, „Proszę zadzwonić pod ten numer”. Co dziwne, żadna nie była od mojej żony, która została w Sydney, i w chwili, gdy wylatywałem na misję do Sierra Leone, była w dwunastym tygodniu ciąży. Ciąża była już o wiele bardziej zaawansowana, więc zareagowałem na te wiadomości ogromnym niepokojem. Zgodnie z planem miałem wrócić do Australii za trzy tygodnie, by uczestniczyć w narodzinach naszego pierwszego dziecka, teraz jednak wyobraźnia podsuwała mi z każdą chwilą coraz czarniejsze scenariusze.
Szybko rozstawiłem telefon satelitarny i zadzwoniłem pod numer z ostatniej wiadomości. Odezwała się obca kobieta.
– Dzień dobry, nazywam się Tim Curtis i powiedziano mi, żeby zadzwonić pod ten numer. Nie wiem nic więcej, ale…
Przerwała mi:
– Tak, tak, ale to nie jest właściwy numer. Musi pan zadzwonić pod TEN numer. – Podała mi kolejny, ośmiocyfrowy, który zapisałem w brudnym polowym notesie.
Czułem, że narasta we mnie lęk.
– Czy może mi pani powiedzieć, o co chodzi? Naprawdę się martwię… – wykrztusiłem.
– Wszystko w porządku – odparła uspokajająco. – Proszę tylko zadzwonić pod ten numer.
Zadzwoniłem. Odebrała moja żona. Po jej głosie poznałem, że jest skrajnie wyczerpana.
– Cześć, kochanie. Nasz maluch właśnie się urodził. Cztery i pół tygodnia przed terminem. Chyba nie mógł się doczekać.
Zalała mnie fala emocji. Ekscytacja. Ulga. I poczucie winy. Gigantyczny kac moralny. Nie było mnie przy niej. Nie wspierałem jej podczas porodu. Przez całą ciążę byłem gdzieś daleko.
Załamałem się, kiedy opowiadała, że podczas porannego spaceru poczuła się „dziwnie”, a sześć godzin później nasz syn był już na świecie. Od tamtej chwili minęły tymczasem siedemdziesiąt dwie godziny. Na łóżeczku wisiała kartka z napisem: „Dziecko Curtis”. Mieliśmy listę imion – dla chłopca i dla dziewczynki – ale zakładaliśmy dotąd, że mamy jeszcze tydzień, może dwa, na podjęcie decyzji. Omówiliśmy skróconą listę chłopięcych imion przez trzeszczący telefon satelitarny i wreszcie doszliśmy do porozumienia: nasz pierworodny został Ryanem Curtisem.
Dwa tygodnie później wylądowałem na lotnisku Sydney International. W hali przylotów czekała na mnie żona z nosidełkiem, w którym spał smacznie maleńki noworodek o wadze około trzech kilogramów. Spojrzałem na tę kruszynę i ogarnęło mnie uczucie przemożnej bezradności. Nigdy wcześniej nie czułem się tak nieprzygotowany do stojącego przede mną zadania. Dopiero co stałem na czele tysiąca stu żołnierzy i prorządowej milicji podczas działań operacyjnych na froncie afrykańskiej wojny domowej – a jednak to właśnie tutaj, teraz, stanąłem przed prawdziwym wyzwaniem. Jestem rodzicem? Ja? Przeczytałem wszystkie poradniki, jakie udało mi się zdobyć, i zaliczyłem pierwsze zajęcia w szkole rodzenia (głównie dlatego, że były obowiązkowe, a żona kazała mi iść). Teraz jednak nastąpiła konfrontacja z rzeczywistością.
Czułem, że nie mam żadnych umiejętności, które powinien posiadać dobry ojciec.
Wszyscy jesteśmy oszustami
Jestem ojcem tak długo, jak ty jesteś córką.
– Axel Foley w Gliniarzu z Beverly Hills: Axel F
Wszyscy czujemy się jak oszuści na początku naszej drogi jako rodzice, opiekunowie, nauczyciele, trenerzy czy mentorzy. Choć każde z nas było kiedyś dzieckiem, często towarzyszy nam wrażenie, że nie jesteśmy gotowi wychowywać dzieci – nie wspominając już o uczeniu ich odporności psychicznej. Natura odgrywa w życiu naszych dzieci rolę znacznie większą, niż czasem chcielibyśmy przyznać, i wiele ich cech – jak to delikatnie ująć? – bywa dość „osobliwych”, momentami wręcz sprzecznych z naszymi własnymi predyspozycjami. Od ich narodzin próbujemy ulepszać, korygować albo tonować to, co dała natura.
A te małe istoty wcale nam w tym nie pomagają. Rzadko będą podzielać naszą opinię – w wielu, jeśli nie w większości spraw. Dlatego przekazując ci narzędzia wspierające budowanie odporności twojego dziecka, pozwolę sobie na pewną sugestię: czasem warto trochę „oszukać”. W dobrym znaczeniu tego słowa. W końcu sprytne strategie są jak znalezione w trawie tylne wejście do twierdzy.
Wielu moich wskazówek i metod można użyć w sposób nienachalny, przedstawiając je dzieciom tak, że nawet nie zauważą, iż uczą się czegoś ważnego. To prawdziwe „rodzicielstwo sił specjalnych”.
UWAGA – ZADANIE
Do przemyślenia
Fakt, że doświadczasz syndromu oszusta, świadczy o twojej samoświadomości – i to jest bardzo dobra wiadomość. Gdybyś nie miał żadnego doświadczenia z dziećmi, a jednocześnie uważał się za eksperta, byłoby to doprawdy niepokojące.
Jak więc poradzić sobie z syndromem oszusta?
1. Vincent van Gogh powiedział kiedyś: „Jeśli usłyszysz wewnętrzny głos, który mówi: »Nie potrafisz malować«, to maluj – a głos ucichnie”. Innymi słowy: zacznij działać. Ucisz wewnętrznego krytyka czynem. To najlepszy sposób na budowanie odporności u dzieci.
2. „Twoje myśli to nie ty”. To mądre zdanie padło z ust mojego dobrego przyjaciela – byłego kierownika stacji polarnej, obecnie dyrektora ds. planowania operacyjnego Australijskiej Dywizji Antarktycznej, Robba Cliftona. Oddzielaj myśli od faktów. Zadaniem mózgu jest przede wszystkim utrzymać cię przy życiu – a to mu się nie uda, jeśli będziesz skupiać się wyłącznie na pozytywach. Daj sobie chwilę, zanim zareagujesz. Pamiętaj, że myśli są ulotne, często zabarwione emocjami lub wnioskami z wcześniejszych doświadczeń – i nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość. Kwestionuj je poprzez poszukiwanie dowodów. Zadaj sobie pytanie: „Na czym właściwie opiera się ta obawa?”. Możesz też skorzystać z techniki dr Dana Pronka i zapytać siebie: „Jeśli nie ja, to kto?”. Pomocna bywa także rozmowa z kimś, komu ufasz i kto spojrzy na sprawę z boku.
3. Traktuj swoje uczucia jak coś normalnego i stawiaj sobie realne oczekiwania. Mów głośno o swoich obawach – o rodzicielstwie, o budowaniu odporności u dziecka, o tym, co cię niepokoi. Rozmawiaj z partnerem lub partnerką, znajomymi i przyjaciółmi. W odpowiedzi najczęściej usłyszysz: „mam tak samo”. Może znajdziesz w ten sposób tę „wioskę”, której ci potrzeba.
Nikt nie rodzi się ekspertem. Wszyscy nieustannie się uczymy, dostosowujemy i podejmujemy próby. Nie ma ludzi doskonałych. Pamiętaj – nawet jeśli ktoś wygląda na osobę, która ma wszystko pod kontrolą, najprawdopodobniej błądzi tak samo jak ty.
Przestań więc porównywać się z innymi².
A jeśli wszystkie inne metody zawiodą, potraktuj tę książkę jak przewodnik po sprytnych wybiegach wychowawczych.
Nie ma za co!
Jak należy korzystać z tej książki
Zasadnicza część niniejszej książki opisuje kolejno warstwy odporności zgodnie z opartym na dowodach i recenzowanym naukowo modelem tarczy odporności psychicznej (_the resilience shield_)³. Pamiętaj, że odporność jest zróżnicowana pod względem stopnia, a nie rodzaju – dlatego każda warstwa ma znaczenie na każdym etapie rozwoju dziecka. Tam, gdzie to istotne, dodaję również spostrzeżenia dotyczące konkretnych grup wiekowych i płci. W aneksie (strona 359) znajdziesz zestaw narzędzi odporności w podziale na te właśnie kategorie wieku i płci. Przyjąłem taki podział, abyś mógł szybko i wygodnie wracać do książki na kolejnych etapach rozwoju swego dziecka.
W opisach doświadczeń poszczególnych dzieci często zmieniam elementy nieistotne dla sedna historii – na przykład imię lub miejsce zamieszkania – aby zachować anonimowość moich bohaterów. Stosuję też prosty kod, który pozwala określić wiek dziecka w chwili opisywanego wydarzenia, tak by łatwiej było osadzić tę historię w odpowiednim kontekście. Przykładowo szesnastoletnia dziewczyna zostanie oznaczona jako „Angela, lat 16”.
To nie jest poradnik dla rodziców. Pamiętaj: potrzeba całej „wioski” ekspertów, aby wychować odporne, czyli silne psychicznie dzieci. Każdy z nich odegra swoją rolę na konkretnym etapie lub etapach rozwoju dziecka – niezależnie od tego, co nam się wydaje (lub co usiłujemy sobie wmówić). Moja specjalizacja w obszarze budowania odporności polega na przeglądaniu i porządkowaniu dostępnych materiałów naukowych oraz przekładaniu ich na praktyczne, użyteczne umiejętności, które mogę ci przekazać. Mam nadzieję, że podobnie jak w książce _Tarcza odporności_ zdołam w prosty sposób ukazać funkcjonowanie „wioski” i te jej aspekty, które służą wzmacnianiu odporności dzieci – bez żargonu, frazesów czy uprzedzeń.
Wielki Mas Oyama, słynny mistrz karate urodzony w Korei, miał ponoć pewnego razu usłyszeć pytanie: „Jaki jest sekret bycia wielkim mistrzem sztuk walki?”. Zastanowił się przez chwilę i odparł: „Sekret? Sekret to… pot”.
Ta odpowiedź to także klucz do budowania odporności. Konsekwentny wysiłek i wytrwałość muszą być nieodłącznym elementem budowania odporności naszych dzieci. Wszystkie wielkie sukcesy wymagają pracy – a każde z naszych dzieci zasługuje przecież na to, by stać się naszym największym sukcesem. Za to zaś z pewnością warto przelać trochę potu – ich i naszego.1. SZYBKI KURS ODPORNOŚCI
1
Szybki kurs odporności
Każdy, kto lata samolotem, zna tę zasadę z obowiązkowego instruktażu przed startem: „W razie spadku ciśnienia maski tlenowe wypadną automatycznie ze schowków podsufitowych. Jeśli podróżujesz z dzieckiem, najpierw musisz założyć maskę sobie, dopiero potem jemu”. Ta prosta reguła ma też zastosowanie do budowania rezyliencji. Jako dorośli musimy najpierw zadbać o własną odporność, jeśli chcemy być najlepszą wersją siebie dla naszych dzieci. Dbając o siebie, nie tylko chronimy własny dobrostan, lecz także dajemy dobry przykład – uczymy dzieci stawiać czoła trudnościom z mocą i spokojem. Nie da się nalać z pustego dzbana; naprawdę wspierać tych, którzy na nas liczą, możemy tylko wtedy, gdy sami mamy siłę.
UWAGA – ZADANIE
Sprawdź poziom swojej odporności na stronie www.resilienceshield.com/assess-your-resilience. Jeśli któraś z warstw wymaga wzmocnienia, obiecaj sobie, że nad nią popracujesz – dla własnego dobra oraz dla dobra swoich dzieci. A teraz czytaj dalej!
Choć definicja rezyliencji bywa przedmiotem sporów, nie ulega wątpliwości, że w grę wchodzą tu dwa istotne czynniki:
1. pojawia się taki lub inny czynnik stresogenny; oraz
2. osiągnięty wynik jest lepszy od oczekiwanego przy uwzględnieniu doświadczanych przeciwności losu⁴.
Model tarczy odporności obejmuje sześć podstawowych warstw. Każdą z nich można wzmocnić dzięki wysiłkowi i konsekwencji – lub osłabić wskutek długotrwałego zaniedbania.
Warstwa wrodzona
Każdy człowiek – niezależnie od wieku – ma pewien podstawowy poziom odporności, która na co dzień chroni go przed stresem. Nawet najmłodsze dzieci mają już fundament odporności, który powstaje jeszcze przed ich narodzinami. Kształtowanie się tej warstwy wynika ze współdziałania genetyki oraz środowiska, w którym dziecko funkcjonuje od pierwszych chwil życia.
Warstwę wrodzoną można więc traktować jako rezultat tego, w jaki sposób wychowanie rozgrywa karty rozdane przez naturę.
Warstwa umysłu
Ludzki umysł, nawet bardzo młody, potrafi dokonywać rzeczy niezwykłych – choćby w jednej chwili zastąpić stan paniki całkowitym spokojem. Warstwa umysłu stanowi fundament odporności, nawet wtedy, gdy pozostałe warstwy ulegają osłabieniu. Wszystko, co może osiągnąć organizm twojego dziecka, jest kontrolowane przez umysł.
Warstwa umysłu obejmuje wszystko, co mieści się w kategoriach psychologii i duchowości. Medytacja, praktyki uważności, ćwiczenia oddechowe, dobra lektura, słuchanie muzyki czy tworzenie małych dzieł sztuki – wszystkie te działania wzmacniają psychiczny komponent odporności. To coś więcej niż tylko drugorzędny element pomocniczy. Powinniśmy zachęcać dzieci do świadomego poszukiwania i uprawiania ćwiczeń tego typu. Warto pomóc im wprowadzić zwyczaj codziennego, choćby krótkiego czasu przeznaczonego właśnie na pielęgnowanie tej niezwykle ważnej sfery.
Warstwa ciała
Zdrowie i sprawność fizyczna tworzą podstawową warstwę odporności. Warstwa ciała obejmuje trzy kluczowe obszary: sen, odżywianie i aktywność fizyczną. Wczesne kształtowanie dobrych nawyków i wiedzy jest tu absolutnie kluczowe. Co nie zaskakuje, dzieci często naśladują nasze przyzwyczajenia, dlatego tym bardziej warto być dla nich dobrym wzorem.
Najważniejsze elementy warstwy ciała to:
SEN. Z naszych badań wynika, że sen jest najważniejszym filarem dobrostanu fizycznego – a dla dzieci ma znaczenie szczególne⁵. Jego niedobór prowadzi do pogorszenia się pamięci i zdolności uczenia się⁶, zaburzeń metabolizmu i odporności⁷ oraz ogólnego spadku możliwości fizycznych i psychicznych.
ODŻYWIANIE. Dzieci potrzebują zbilansowanej diety opartej na naturalnych, nieprzetworzonych produktach. Trzeba też zadbać o prawidłowe odżywienie mikrobiomu jelitowego – to on wpływa na nastrój, odporność i ogólne funkcjonowanie organizmu. Dieta dziecka powinna dostarczać wszystkich niezbędnych składników odżywczych, ale bez nadmiernej kaloryczności.
AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA. Brak ruchu jest jednym z największych problemów zdrowia publicznego współczesnych społeczeństw, tak samo groźnym dla zdrowia jak palenie tytoniu⁸. Jeśli dziecko nie znajdzie takiej formy ruchu, którą polubi i będzie wykonywać regularnie, będzie w dorosłości bardziej narażone na skrócenie życia i ryzyko chorób nowotworowych, sercowo-naczyniowych, udaru i cukrzycy typu 2.
Jaką aktywność wybrać? Taką, którą dziecko jest w stanie i ma ochotę wykonywać. Zajęcia sportowe odgrywają ważną rolę, ale równie cenne są zabawy na podwórku, jazda na rowerze, wspinaczka na drzewa czy ewolucje na deskorolce. Każda dawka ruchu – jakiegokolwiek ruchu – jest wielokrotnie lepsza niż jej brak. Ogromną wartość ma swobodna, nieograniczona strukturą aktywność, ponieważ rozwija jednocześnie wiele warstw odporności: kreatywność, koordynację, sprawność, umiejętność rozwiązywania problemów i kompetencje społeczne⁹. Zachęcajmy więc dzieci, by chodziły, biegały, skakały, unikały przeszkód i wspinały się – dzięki temu uczą się, jak działa ich ciało i jak może się wzmacniać dzięki regularnym ćwiczeniom.
Warstwa społecznościowa
Profesor Harvardu, psycholog społeczny David McClelland wykazał, że ludzie, z którymi najczęściej obcujemy jako dorośli, mają wpływ na aż 95% naszych sukcesów lub porażek¹⁰. Konsekwencje słabo rozwiniętej warstwy społecznościowej mogą być równie poważne jak nadwaga, nadciśnienie czy niski poziom aktywności fizycznej.
Media społecznościowe mogą wzmacniać tę warstwę, ale nie udźwigną całości pełnionych przez nią funkcji¹¹. Odporność naszych dzieci nie wzrośnie wraz z liczbą obserwujących ani nie poprawi się po obejrzeniu setek rolek czy filmików. Traktujmy te platformy raczej jako sposób na odnajdywanie osób o podobnych zainteresowaniach lub utrzymywanie kontaktu z dalszą rodziną i znajomymi. Okazjonalne interakcje za pośrednictwem internetu muszą być uzupełniane kontaktem IRL¹².
Warstwa zawodowa
Ta warstwa dotyczy budowania kompetencji i pewności siebie w środowisku szkolnym, ale obejmuje też obszar obowiązków domowych i pracy dorywczej. Profesjonalne otoczenie dziecka (szkoła i ewentualna praca) może jego rezyliencję osłabiać – na przykład poprzez nadmiar obowiązków, presję czasu, sprawdziany, oceny, lęk o przyszłą ścieżkę kariery czy doświadczenia związane z nękaniem i przemocą rówieśniczą. Kluczem jest nauczenie dziecka, jak czerpać przyjemność z nauki i obowiązków poprzez obniżenie presji – zarówno tej realnej, jak i wyobrażonej.
Możemy również uczyć dzieci technik, które pomagają skupiać uwagę i utrzymywać ją przez dłuższy czas. Warto przy tym pamiętać o bardzo ważnym rozróżnieniu: czym innym jest aktywne skupienie, a czym innym dzielenie uwagi. To drugie pojawia się wtedy, gdy dziecko szybko przeskakuje między zadaniami – a taki nawyk utrudnia wykształcenie solidnej warstwy zawodowej.
Warstwa adaptacyjna
Ugruntowana warstwa adaptacyjna pozwala dzieciom wykorzystywać nabyte umiejętności, wiedzę, postawy i cechy charakteru w nowych, nieprzewidywalnych sytuacjach. Życie potrafi nas zaskoczyć, a przełomowe wydarzenia mogą pojawić się w najmniej spodziewanym momencie – i dzieci muszą to rozumieć. Warstwa adaptacyjna stanowi ochronę przed tym, co nieznane i niemożliwe do przewidzenia – to ona ma sprawić, że nasze dzieci poradzą sobie nawet podczas apokalipsy zombie!
Dziecko może wzmacniać tę warstwę dzięki nowym, niecodziennym aktywnościom i poważnym wyzwaniom. Kiedy zapisuje się na bieg uliczny, towarzyszy ci podczas nocnej wędrówki z plecakiem albo dołącza do klubu dyskusyjnego, uczy się stawiać czoła temu, co nieznane, i radzić sobie w sytuacjach trudnych do przewidzenia, które są nieodłączną częścią naszego złożonego świata.
Każda z warstw nieustannie konkuruje z pozostałymi o nasz czas i energię, dlatego musimy stale dostosowywać i modyfikować poziom skupienia na każdej z nich, by utrzymać je w równowadze.
Przez wiele lat sam miałem z tym problem – traktowałem pracę priorytetowo i brałem na siebie kolejne projekty, przekonany, że pomoże mi to rozwinąć karierę. Wmawiałem sobie nawet, że będzie to najlepsze także dla mojej rodziny. Na krótką metę strategia ta rzeczywiście przynosiła wymierne efekty; długoterminowo płaciłem za to czasem poświęconym moim najbliższym oraz własnym zdrowiem. Koncentracja na jednym celu może się sprawdzić, jeśli trwa krótko – ale pozostałe warstwy padają jej ofiarą, a odporność zaczyna się osłabiać.
Jeśli chcesz zadebiutować w maratonie, oczywiście musisz postawić na aktywność fizyczną, sen i odpowiednie odżywianie (warstwa ciała) kosztem mniejszego zaangażowania w warstwę społecznościową, a może nawet zawodową. Jednak kiedy dobiegniesz do mety, przychodzi moment, by ponownie przywrócić równowagę.
W budowaniu odporności kluczowa jest umiejętność łączenia wielu sfer – słowem: warto być człowiekiem wszechstronnym.3. DAJMY DZIECIAKOM WYCISK
3
Dajmy dzieciakom wycisk
Analiza czynników ryzyka
Zanim zaczniemy się zastanawiać, jak dać naszym dzieciom „wycisk” (w pozytywnym sensie tego słowa), warto przyjrzeć się znanym czynnikom ryzyka, które mogą hamować rozwój i utrudniać budowanie odporności. Zwróć uwagę na zwrot „mogą utrudniać” – używam go, ponieważ same w sobie czynniki te nie przesądzają, że nasze dzieci nie mogą stać się odpornymi, rezolutnymi istotami.
Badamy słuch i wzrok naszych dzieci. Szczepimy je i chronimy przed wszelkimi fizycznymi zagrożeniami. Dlaczego więc nie sprawdzamy czynników zagrażających rozwojowi odporności? To pozwoliłoby nam interweniować bezzwłocznie, co ma kluczowe znaczenie. Świadomość istniejących czynników ryzyka jest niezbędna tobie (i twojej „wiosce”), by zapewnić dziecku skuteczne, indywidualne wsparcie i pomóc mu pokonać każdą przeszkodę przy wykorzystaniu dostępnej w danym momencie wiedzy i zasobów. Dzięki temu nasze dzieci będą w największym stopniu zdolne do pokonywania trudności i radzenia sobie z zagrożeniami nieustępliwie niczym karaluchy – choć, miejmy nadzieję, z dużo większym wdziękiem.
Biopsychospołeczny²⁴ model ekologiczny²⁵ to kompleksowe rozumienie zdrowia oraz zachowania z uwzględnieniem interakcji czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych w szerokim kontekście środowiskowym²⁶. Model integruje czynniki biologiczne (genetykę i fizjologię), psychologiczne (myśli i emocje), społeczne (dynamikę rodzinną i wpływy kulturowe), kulturowe (np. dyskryminację, której mogą doświadczać), środowiskowe (jak stabilność i warunki mieszkaniowe) oraz ekonomiczne (ubóstwo lub trudna sytuacja finansowa), tworząc całościowy obraz zagrożeń, które mogą utrudniać naszym dzieciom wszechstronny rozwój²⁷.
Model ten kładzie nacisk na fakt, że zdrowie naszych dzieci nie jest wyłącznie efektem ich genetyki czy biologii – kształtuje je złożona sieć interakcji na wielu poziomach środowiskowych²⁸. Obejmuje to zarówno stany psychiczne, jak i relacje interpersonalne w obrębie wszystkich struktur społecznych.
1. Biologiczne czynniki ryzyka
W warstwie wrodzonej tarczy odporności mogą istnieć cechy genetyczne predysponujące dziecko do chorób. Kontakt z toksynami w życiu płodowym oraz działanie szkodliwych substancji spożywanych przez matkę w ciąży mogą dodatkowo wpływać na stan dziecka w chwili jego narodzin. Obciążenie chorobami przewlekłymi może obniżać odporność fizyczną (warstwa ciała) i wpływać na dobrostan psychiczny (warstwa umysłu)²⁹. Ryzyka związane z rozwojem fizjologicznym mogą nasilać się również w okresie dorastania – na przykład z powodu trudności związanych z dojrzewaniem lub lękiem o wygląd³⁰.
Badania prenatalne i testy genetyczne odgrywają kluczową rolę w wykrywaniu potencjalnych problemów zdrowotnych. Przesiewowe badanie krwi noworodka (tzw. test z pięty), wykonywane w pierwszych dniach życia, pozwala wykryć wiele schorzeń, które – wcześnie zdiagnozowane – można skutecznie leczyć. Wczesna identyfikacja zagrożeń umożliwia szybszą interwencję, dając dziecku najlepsze szanse na zdrowy rozwój.
2. Psychologiczne czynniki ryzyka
Nieleczone zaburzenia psychiczne rodziców mogą prowadzić do chaosu w życiu domowym i ograniczać ich dostępność emocjonalną, co zaburza rozwój dziecka i jego poczucie bezpieczeństwa. Dodatkowo zaburzenia psychiczne wieku dziecięcego – depresja, lęk, ADHD – mogą utrudniać radzenie sobie z przeciwnościami losu.
Przemoc emocjonalna (psychiczna) jest najczęstszą formą przemocy wobec dzieci³¹. Występuje wtedy, gdy dorosły celowo i wielokrotnie wywołuje u dziecka cierpienie emocjonalne. Obejmuje to zmuszanie do poniżających zachowań, wzbudzanie lęku, odrzucanie lub mówienie dziecku, że jest bezwartościowe, niechciane lub nielubiane. Niemowlęta i brzdące doświadczające przemocy emocjonalnej mogą nie nawiązywać bliskiej więzi z opiekunem, wydawać się czujne, lękliwe, niepewne albo zachowywać się agresywnie wobec innych dzieci lub zwierząt. Dzieci tuż przed wkroczeniem w wiek nastoletni i nastolatki mogą używać nieadekwatnego do ich wieku języka, przejawiać wybuchowe reakcje, izolować się i doświadczać trudności społecznych. Zachowania te świadczą o głębokiej krzywdzie wyrządzonej im przez przemoc psychiczną, która znacząco wpływa na ich dobrostan³². Zaburzenia psychiczne rodziców mogą również utrudniać im budowanie więzi z dzieckiem, co z kolei zwiększa ryzyko zaniedbania lub dopuszczenia się przemocy emocjonalnej³³.
Niska samoocena może także obniżać pewność siebie dziecka w wielu obszarach. Niektóre dzieci nie znają też skutecznych strategii reagowania na stres, przez co ich reakcje stają się nieefektywne lub wręcz dysfunkcyjne³⁴.
3. Społeczne czynniki ryzyka
Dzieci wychowywane w rodzinach obciążonych dysfunkcjami, konfliktami, rozwodem, separacją lub brakiem wsparcia są bardziej narażone na ryzyko³⁵. Brak troskliwych rodziców, krewnych, mentorów lub wspierających nauczycieli pozbawia je zasobów potrzebnych do budowania odporności. Częste zmiany opiekunów i niestabilne środowisko domowe zakłócają tworzenie więzi i poczucia zaufania. Niespójne, nieprzewidywalne lub surowe metody wychowawcze mogą osłabiać poczucie bezpieczeństwa³⁶. Przewlekły stres i trauma – narażenie na zaniedbanie, normalizację nadużywania substancji psychoaktywnych, przemoc fizyczną, emocjonalną czy seksualną – mają długotrwałe skutki. U dzieci, które były świadkami przemocy domowej, to doświadczenie rodzi lęk i poczucie braku stabilizacji.
Odrzucenie przez rówieśników może powodować długotrwałe trudności w kontaktach społecznych³⁷. Nieprzyjazne środowisko szkolne – przemoc rówieśnicza, problemy z nauką – może prowadzić do niskiej samooceny i poczucia beznadziei³⁸. Brak wspierających nauczycieli czy rówieśników może dodatkowo nasilić te problemy. Wrogie lub niesprzyjające środowisko szkolne wzmacnia poczucie izolacji i stresu. W okresie dorastania i dojrzewania dzieci mogą zmagać się z zachwianiem rozwoju moralnego lub zaburzeniami rozwoju społecznego, sprzyjającymi zachowaniom antyspołecznym: korzystaniu z używek, paleniu, wapowaniu, rozwiązłości oraz innym zachowaniom ryzykownym³⁹.
4. Kulturowe czynniki ryzyka
Strukturalna dyskryminacja społeczna jest efektem rasizmu, uprzedzeń ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, wyznanie czy pochodzenie etniczne. Wykorzenienie kulturowe – stres towarzyszący zetknięciu z nowym środowiskiem w wyniku znaczących zmian, takich jak przeprowadzka do innego regionu lub kraju – oraz brak dostępu do usług dostosowanych do danego kontekstu kulturowego również mogą utrudniać rozwijanie odporności⁴⁰.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki