Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Skąd się biorą innowacje i dlaczego rozkwitają w wolności - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 kwietnia 2026
69,00
6900 pkt
punktów Virtualo

Skąd się biorą innowacje i dlaczego rozkwitają w wolności - ebook

Innowacja pojawia się tam, gdzie ludzie mają wolność myślenia, eksperymentowania i spekulowania. Pojawia się tam, gdzie ludzie mogą się ze sobą wymieniać towarami. Pojawia się tam, gdzie ludzie są stosunkowo zamożni, a nie zdesperowani. Ma w sobie coś z zaraźliwości. Potrzebuje inwestycji – pisze Matt Ridley w swojej książce „How Innovation Works: And Why It Flourishes in Freedom”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa WEI pt. „Skąd się biorą innowacje i dlaczego rozkwitają w wolności”.

Ridley przedstawia historię innowacji i to, jak musimy zmienić nasze myślenie na ten temat.

Innowacja jest głównym wydarzeniem współczesności, powodem, dla którego doświadczamy zarówno znacznej poprawy standardów życia, jak i niepokojących zmian w naszym społeczeństwie. Zapomnijmy o krótkoterminowych symptomach, takich jak Donald Trump i Brexit, to innowacje same w sobie je wyjaśniają i to one ukształtują XXI wiek na dobre i na złe. Innowacje pozostają jednak tajemniczym procesem, słabo rozumianym przez decydentów politycznych i biznesmenów, trudnym do przywołania do porządku, ale nieuniknionym i nieubłaganym, gdy już się wydarzy.

Ridley argumentuje w tej książce, że musimy zmienić sposób, w jaki myślimy o innowacjach, aby postrzegać je jako stopniowy, oddolny, przypadkowy proces, który przytrafia się społeczeństwu jako bezpośredni rezultat ludzkiego nawyku wymiany, a nie uporządkowany, odgórny proces rozwijający się zgodnie z planem. Innowacja zasadniczo różni się od wynalazku, ponieważ polega na przekształcaniu wynalazków w rzeczy praktyczne i przystępne cenowo dla ludzi. W niektórych sektorach proces ten przyspiesza, a w innych zwalnia. Jest to zawsze zjawisko zbiorowe, oparte na współpracy, a nie kwestia samotnego geniuszu.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Popularnonaukowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788367272360
Rozmiar pliku: 2,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

Przedmowa

Wprowadzenie

1 Energia

O cieple, pracy i świetle

Co wytworzył Watt

Thomas Edison i biznes wynalazczy

Wszechobecna turbina

Energia jądrowa i zjawisko „dezinnowacji”

Niespodzianka gazu łupkowego

Panowanie ognia

2 Zdrowie publiczne

Niebezpieczna obsesja Lady Mary

Kurczaki Pasteura

Chlorowy hazard, który się opłacił

Jak Pearl i Grace nigdy nie popełniły błędu

Szczęście Fleminga

Pogoń za polio

Chaty z błota i malaria

Tytoń i redukcja szkód

3 Transport

Lokomotywa i jej tor

Obracając śrubę

Powrót spalania wewnętrznego

Tragedia i triumf diesla

Rzecz Wrighta

Międzynarodowa rywalizacja i silnik odrzutowy

Innowacje w zakresie bezpieczeństwa i kosztów

4 Żywność

Smaczna bulwa

Jak nawóz nawozi świat

Geny karłowatości z Japonii

Nemezis owadów

Edycja genów staje się coraz dokładniejsza

Oszczędność gruntów a współdzielenie gruntów

5 Innowacje o niskim stopniu zaawansowania technologicznego

Kiedy liczby były nowe

Pułapka wodna

Blacha falista podbija Imperium

Kontener, który zmienił handel

Czy bagaż na kółkach się spóźnił?

Nowość przy stole

Rozwój gospodarki współdzielenia

6 Komunikacja i informatyka

Pierwsza śmierć odległości

Cud bezprzewodowej łączności

Kto wynalazł komputer?

Nieustannie kurczący się tranzystor

Niespodzianka wyszukiwarek i mediów społecznościowych

Maszyny, które się uczą

7 Prehistoryczne innowacje

Pierwsi rolnicy

Wynalezienie psa

Wielki skok naprzód (epoki kamienia łupanego)

Uczta możliwa dzięki ogniowi

Fundamentalna innowacja: życie

8 Podstawy innowacji

Innowacja jest stopniowa

Innowacja różni się od wynalazku

Innowacje są często dziełem przypadku

Innowacja jest rekombinacją

Innowacja wymaga prób i błędów

Innowacja to sport zespołowy

Innowacja jest nieubłagana

Cykl zainteresowania innowacją

Innowacje preferują rozproszone zarządzanie

9 Ekonomia innowacji

Zagadka rosnących zysków

Innowacja jest zjawiskiem oddolnym

Innowacja jest matką nauki równie często jak jej córką

Innowacji nie można wymuszać na niechętnych jej konsumentach

Innowacje zwiększają współzależność

Innowacje nie powodują bezrobocia

Duże firmy nie radzą sobie z innowacjami

Uwolnienie innowacji

10 Fałsze, oszustwa, mody i porażki

Fałszywe detektory bomb

Fantomowe konsole do gier

Klęska Theranos

Niepowodzenie z powodu malejących zwrotów z innowacji: telefony komórkowe

Przyszła porażka: Hyperloop

Porażka jako niezbędny składnik sukcesu: Amazon i Google

11 Opór wobec innowacji

Kiedy nowość jest wywrotowa: przypadek kawy

Kiedy innowacje są demonizowane i opóźniane: przypadek biotechnologii

Kiedy strach ignoruje naukę: przypadek środka chwastobójczego

Kiedy rząd powstrzymuje innowacje: przypadek telefonii komórkowej

Kiedy prawo tłumi innowacje: przypadek własności intelektualnej

Gdy duże firmy tłumią innowacje: przypadek odkurzaczy bezworkowych

Kiedy inwestorzy przekierowują innowacje: przypadek bitów bez pozwolenia

12 Głód innowacji

Jak działa innowacja

Świetlana przyszłość

Nie wszystkie innowacje przyspieszają

Głód innowacji

Chiński silnik innowacji

Odzyskujemy impet

Posłowie

PodziękowaniaPRZEDMOWA

Jedno przekonanie łączy ekspertów, przedsiębiorców i polityków: Europa nie jest wystarczająco innowacyjna, zwłaszcza na tle USA czy Chin. Ten deficyt innowacyjności przekłada się na niższą produktywność i konkurencyjność w globalnej gospodarce.

Wielu mówi za drem Marcinem Piątkowskim, że Polska przeżywa swój złoty wiek. To prawda. Nigdy nie rozwijaliśmy się tak szybko. Jednak najgorsze, co możemy zrobić, to osiąść na laurach i zamknąć oczy na trapiące nas rzeczywiste problemy. A deficyt innowacyjności jest naszym problemem. Według Europejskiego Rankingu Innowacyjności 2024 Polska zajmuje 23 miejsce wśród 27 krajów UE, z wydatkami na badania i rozwój na poziomie 1,4 procent PKB w porównaniu do średniej unijnej wynoszącej 2,3 procent.

Dlaczego zarówno Polska, jak i Unia Europejska zawodzą, jeśli chodzi o kluczowy dla przyszłości aspekt działania gospodarek? Zdaniem Matta Ridleya choć wszyscy mamy na ustach innowacyjność, to w rzeczywistości jej źródła pozostają enigmą. Jego ambicją jest rzucić światło na ten proces tak, by rozmaici reformatorzy otrzymali użyteczny zestaw wskazówek, co zrobić, by innowacyjność wzrosła. Oczywiście Ridley potwierdza, że deregulacja gospodarki jest ku temu ważnym krokiem, ale mówi też: sama deregulacja nie wystarczy.

Innowacji nie można zadekretować i centralnie zaplanować. Można jednak stworzyć dla nich odpowiednie otoczenie ustrojowe i mentalne, które uwzględni fakt, że są one nie tylko efektem milionów eksperymentów podejmowanych codziennie przez niezależne jednostki, bez specjalnej koordynacji, ale też efektem współpracy i drobnych, ale ciągłych usprawnień. Przytaczając przykłady od wynalezienia silnika parowego po rozwój technologii mRNA, Ridley pokazuje, że innowacje powstają w wyniku integracyjnych procesów, w których kluczową rolę odgrywają różnorodne perspektywy i wymiana wiedzy. W Polsce, gdzie przedsiębiorcy często zmagają się z długotrwałymi procedurami uzyskania pozwoleń czy certyfikacji, ale też gdzie dzielenie się wiedzą i doświadczeniami postrzegane jest zbyt często jako naiwność i strata czasu, te wnioski są szczególnie istotne. Potrzebujemy otwartego, w jakiejś mierze wręcz ryzykanckiego społeczeństwa. Ridley podkreśla, że środowiska, w których regulacje są elastyczne, a porażki nie są nadmiernie penalizowane, sprzyjają powstawaniu nowych rozwiązań. Dla Unii Europejskiej, dążącej do zwiększenia konkurencyjności wobec USA i Chin, książka ta stanowi argument za reformami, które ułatwią firmom testowanie pomysłów i skalowanie biznesów.

Polskie otoczenie biznesowe i mentalność przedsiębiorców prezentują mieszankę szans i wyzwań dla innowacyjności. Z jednej strony, Polska rozwija dynamiczny ekosystem start-upów, szczególnie w miastach takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław. Firmy takie jak CD Projekt, który stworzył światowy hit – grę „Wiedźmin”, czy Booksy, platforma do rezerwacji usług, dowodzą, że polscy przedsiębiorcy potrafią konkurować na globalnym rynku. Myślę, że do tego grona zalicza się także InPost. Młode pokolenie, wychowane w erze technologii wykazuje otwartość na nowe idee i gotowość do podejmowania ryzyka. Jednak mentalność biznesowa wciąż bywa naznaczona ostrożnością. Strach przed porażką, wynikający z kulturowych uwarunkowań, oraz preferowanie bezpiecznych, sprawdzonych modeli biznesowych nad eksperymentalne podejście ograniczają skłonność do tworzenia przełomowych rozwiązań. Inwestorzy w Polsce często wolą wspierać projekty o niższym ryzyku, co utrudnia finansowanie odważnych inicjatyw. Ridley w swojej książce wskazuje, że innowacyjność wymaga kultury, która traktuje porażki jako nieodłączną część procesu uczenia się – to lekcja, która w polskim kontekście wymaga szerszego zastosowania.

Książka Skąd się biorą innowacje i dlaczego rozkwitają w wolności nie ogranicza się do analizy historycznych wynalazków, lecz odnosi się do współczesnych wyzwań, takich jak zmiany klimatyczne, cyfryzacja czy kryzysy zdrowotne. Ridley pokazuje, że innowacje niezależnie od epoki opierają się na tych samych zasadach: otwartości na współpracę, gotowości do eksperymentowania i wolności od nadmiernych ograniczeń. Książka ilustruje, jak rolnicze rewolucje, które zwiększyły wydajność upraw, czy technologie komunikacyjne, które zmieniły sposób pracy, powstały dzięki drobnym, ale konsekwentnym usprawnieniom.

Lektura książki Ridleya dostarcza nie tylko wiedzy o tym, jak działają innowacje, ale także inspiracji do działania. Pokazuje, że każdy – od inżyniera po użytkownika końcowego – odgrywa rolę w procesie tworzenia nowych rozwiązań. W czasach, gdy Polska i Unia Europejska poszukują sposobów na zwiększenie innowacyjności, Skąd się biorą innowacje i dlaczego rozkwitają w wolności zachęca do reform, które uwolnią potencjał drzemiący w ludziach i firmach i umożliwią im zmienianie świata na lepsze.

Rafał Brzoska, prezes InPostuWPROWADZENIE

Pęd nieskończonego prawdopodobieństwa

Innowacja oferuje marchewkę spektakularnej nagrody lub kij nędzy.

Joseph Schumpeter

Idę ścieżką na Inner Farne, wyspie u wybrzeży północno-wschodniej Anglii. Z boku ścieżki, pośród kwiatów lepnicy morskiej, siedzi samica kaczki edredonowej, ciemnobrązowa i zasępiona, w milczeniu wysiadująca lęg jaj. Pochylam się, by z odległości kilku stóp zrobić jej zdjęcie moim iPhonem. Jest do tego przyzwyczajona: latem codziennie przychodzą tu setki turystów i wielu z nich robi jej zdjęcia. Z jakiegoś powodu gdy pstrykam, w mojej głowie pojawia się pomysł: wariacja na temat drugiego prawa termodynamiki oparta na uwadze mojego przyjaciela Johna Constable’a. Pomysł jest następujący: elektryczność w baterii iPhone’a i ciepło w ciele kaczki robią mniej więcej to samo – tworzą nieprawdopodobny porządek (zdjęcia, kaczuszki) poprzez wydatkowanie lub przemianę energii. A potem myślę, że pomysł, na który właśnie wpadłem, podobnie jak kaczka edredonowa i iPhone, jest równie nieprawdopodobnym układem aktywności synaptycznej w moim mózgu, oczywiście napędzanym energią z jedzenia, które niedawno zjadłem, ale możliwym dzięki podstawowemu porządkowi mózgu, który sam w sobie jest produktem ewolucji opartej na tysiącleciach naturalnej selekcji jednostek – a każda z nich była podtrzymywana przez konwersję energii. Nieprawdopodobne układy świata, skrystalizowane konsekwencje generowania energii są tym, o co chodzi zarówno w życiu, jak i technologii.

W Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa statek kosmiczny Serce ze Złota Zaphoda Beeblebroxa – metafora bogactwa – jest zasilany przez fikcyjny „napęd nieskończonego nieprawdopodobieństwa”. Jednak napęd bliski nieskończonemu nieprawdopodobieństwu rzeczywiście istnieje, ale tutaj, na planecie Ziemia, w postaci procesu innowacji. Innowacje występują w wielu formach, ale jedyne, co mają wspólnego z innowacjami biologicznymi powstałymi w efekcie ewolucji, to to, że są one udoskonalonymi formami nieprawdopodobieństwa. Oznacza to, że innowacje – czy to iPhone’y, pomysły czy kaczuszki – są nieoczekiwanymi, nieprawdopodobnymi kombinacjami atomów i cyfrowych bitów informacji. Jest astronomicznie nieprawdopodobne, aby atomy w iPhonie ułożyły się przypadkowo w miliony tranzystorów i ciekłych kryształów, aby atomy w kaczątku ułożyły się w naczynia krwionośne i puchate pióra czy też aby wyładowania neuronów w moim mózgu ułożyły się w taki wzór, że mogą i czasami rzeczywiście reprezentują koncepcję drugiej zasady termodynamiki. Innowacja, podobnie jak ewolucja, jest procesem ciągłego odkrywania sposobów przekształcania świata w formy, których przypadkowe powstanie jest dalece nieprawdopodobne – i które okazują się przydatne. Powstałe w ten sposób jednostki są przeciwieństwem entropii: są bardziej uporządkowane, mniej przypadkowe niż były wcześniej ich składniki. A innowacja to potencjał w zasadzie nieskończony, ponieważ nawet jeśli zabraknie nowych rzeczy do tworzenia, zawsze może znaleźć sposoby na zrobienie tych samych rzeczy szybciej lub przy mniejszym zużyciu energii.

W tym wszechświecie, zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, entropia nie da się odwrócić lokalnie, chyba że istnieje źródło energii, które pochodzi z uczynienia czegoś innego jeszcze mniej uporządkowanym gdzie indziej, tak aby entropia całego układu wzrosła. Moc napędu nieprawdopodobieństwa jest zatem ograniczona jedynie przez dostępność energii. Dopóki ludzie stosują energię w świecie w sposób przemyślany, mogą tworzyć coraz bardziej pomysłowe i nieprawdopodobne struktury. Średniowieczny zamek w Dunstanburghu, który widzę z wyspy, jest nieprawdopodobną strukturą, a jego częściowe zrujnowanie po 700 latach jest bardziej prawdopodobne, bardziej entropijne. Zamek w czasach swojej świetności był bezpośrednim skutkiem wydatkowania ogromnych ilości energii, w tym przypadku głównie w mięśniach murarzy, którzy byli karmieni chlebem i serem wyprodukowanymi z pszenicy i trawy uprawianej w słońcu i spożywanej przez krowy. John Constable, były naukowiec z Cambridge i Kioto, wskazuje, że rzeczy, na których polegamy, aby nasze życie było dostatnie, to bez wyjątku, stany fizyczne dalekie od równowagi termodynamicznej, a świat był doprowadzany, czasami przez długie okresy, do tych konwencjonalnych konfiguracji poprzez konwersję energii, której użycie zmniejszyło entropię w jednym zakątku wszechświata (naszym) i zwiększyło ją o jeszcze pokaźniejszy margines gdzie indziej. Im bardziej uporządkowany i nieprawdopodobny staje się nasz świat, tym bogatsi stajemy się my, a w konsekwencji tym bardziej nieuporządkowany staje się cały wszechświat.

Innowacja oznacza zatem znajdowanie nowych sposobów na wykorzystanie energii do tworzenia nieprawdopodobnych rzeczy i obserwowanie, czy się one przyjmują. Oznacza znacznie więcej niż wynalazek, ponieważ słowo „innowacja” implikuje rozwój wynalazku do punktu, w którym zostaje on przyjęty przez użytkowników, ponieważ jest wystarczająco praktyczny, przystępny cenowo, niezawodny i wszechobecny, aby warto było go używać. Nagrodzony Nagrodą Nobla ekonomista Edmund Phelps definiuje innowację jako „nową metodę lub nowy produkt, który staje się nową praktyką gdzieś na świecie”. Na kolejnych stronach prześledzę drogę pomysłów od wynalazku do innowacji poprzez długą walkę o to, aby pomysł się przyjął, zazwyczaj dzięki połączeniu go z innymi pomysłami.

A oto mój punkt wyjścia: innowacja jest najważniejszym faktem dotyczącym współczesnego świata, ale jednym z najsłabiej rozumianych. Jest to powód, dla którego większość ludzi żyje dziś w dobrobycie i mądrości w porównaniu ze swoimi przodkami, dominująca przyczyna wielkiego wzbogacenia się w ciągu ostatnich kilku stuleci, proste wyjaśnienie, dlaczego po raz pierwszy w historii częstość występowania skrajnego ubóstwa na świecie spada: z 50 procent światowej populacji do 9 procent w trakcie trwania mojego życia.

Jak twierdzi historyczka gospodarki Deirdre McCloskey, to, co sprawiło, że większość z nas, nie tylko na Zachodzie, ale także w Chinach i Brazylii, stała się bezprecedensowo bogata, to „innowacjonizm”: nawyk stosowania nowych pomysłów w celu podnoszenia standardu życia. Żadne inne wyjaśnienie wielkiego wzbogacenia się ludzkości w ostatnich stuleciach nie ma sensu. Handel rozwijał się przez wieki, podobnie jak kolonialny wyzysk, ale same te zjawiska nie były w stanie doprowadzić do aż tak ogromnego wzrostu dochodów. Nie nastąpiła też wystarczająca akumulacja kapitału, by miała aż takie znaczenie; nie było, jak to ujęła McCloskey, „układania cegły na cegle czy tytułu licencjata na tytule licencjata”. Nie doszło również do wystarczająco dużego wzrostu dostępności siły roboczej. Rewolucja naukowa Galileusza i Newtona również nie była za to odpowiedzialna, ponieważ większość innowacji, które zmieniły życie ludzi, przynajmniej na początku, niewiele zawdzięczała nowej wiedzy naukowej, a nieliczni innowatorzy, którzy napędzali te zmiany, mieli wykształcenie naukowe. Wielu z nich, jak na przykład Thomas Newcomen, wynalazca silnika parowego, Richard Arkwright, twórca rewolucji w przemyśle włókienniczym, czy George Stephenson, ojciec kolei, byli słabo wykształconymi ludźmi z nizin społecznych. Wiele innowacji poprzedzało naukę, która stanowiła ich podstawę. Jak argumentował Phelps, rewolucja przemysłowa była zatem pojawieniem się nowego rodzaju systemu gospodarczego, który generował endogeniczne innowacje jako produkt sam w sobie. Będę argumentował, że to właśnie niektóre maszyny to umożliwiły. Silnik parowy okazał się „autokatalityczny”: opróżnił kopalnie, co obniżyło koszty węgla, a to z kolei sprawiło, że budowa następnej maszyny stała się tańsza i łatwiejsza. Ale wybiegam tu nieco naprzód.

Słowo „innowacja” jest przywoływane z niepokojącą częstotliwością przez firmy, które starają się być na czasie, ale mają niewielkie lub żadne systematyczne pojęcie o tym, jak to się robi. Zaskakująca prawda jest taka, że nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego ani w jaki sposób powstają innowacje, nie mówiąc już o tym, kiedy i gdzie pojawią się one w przyszłości. Jeden z historyków gospodarki Angus Maddison napisał, że „postęp techniczny jest najbardziej istotną cechą współczesnego wzrostu gospodarczego, a zarazem tą, którą najtrudniej zmierzyć lub wyjaśnić”; inny – Joel Mokyr – stwierdził, że uczeni „wiedzą zaskakująco niewiele o tym, jakie instytucje sprzyjają i pobudzają postęp technologiczny”.

Weźmy na przykład krajalnicę do chleba. To przecież „najlepsza rzecz od czasu…”. Patrząc wstecz, wydaje się to oczywiste, że ktoś w końcu wymyśli sposób automatycznego krojenia chleba, aby przygotować równe kromki na kanapki. Dość łatwo zgadnąć, że mogło to się wydarzyć w pierwszej połowie XX wieku, kiedy elektryczne maszyny stały się modne. Ale dlaczego akurat w 1928 roku? I dlaczego w małym miasteczku Chillicothe, w centralnej części Missouri? Wielu ludzi próbowało skonstruować maszyny do krojenia chleba, ale działały one słabo albo prowadziły do szybkiego wysychania pieczywa, ponieważ nie było ono odpowiednio pakowane. Osobą, której to się udało, był Otto Frederick Rohwedder, urodzony w stanie Iowa, wykształcony jako optyk w Chicago, który prowadził zakład jubilerski w St. Joseph, w stanie Missouri, zdeterminowany – z jakiegoś powodu – by przed powrotem do Iowa wynaleźć krajalnicę do chleba. W 1917 roku jego pierwszy prototyp spłonął w pożarze, więc musiał zacząć wszystko od nowa. Co najważniejsze, zdał sobie sprawę z tego, że musi równocześnie wynaleźć sposób automatycznego pakowania chleba, w przeciwnym razie kromki będą czerstwiały. Większość piekarni nie była zainteresowana, ale piekarnia w Chillicothe należąca do niejakiego Franka Bencha – była. A reszta to już historia. Co było takiego wyjątkowego w Missouri? Poza ogólnym amerykańskim zamiłowaniem do innowacji w połowie XX wieku oraz środkami do ich realizacji, najlepszym wytłumaczeniem wydaje się przypadek. Zdolność do przypadkowych odkryć odgrywa ogromną rolę w innowacjach, dlatego gospodarki liberalne z ich swobodą eksperymentowania tak dobrze sobie radzą. Dają szczęściu szansę.

Innowacja pojawia się tam, gdzie ludzie mają wolność myślenia, eksperymentowania i spekulowania. Pojawia się tam, gdzie ludzie mogą się ze sobą wymieniać towarami. Pojawia się tam, gdzie ludzie są stosunkowo zamożni, a nie zdesperowani. Ma w sobie coś z zaraźliwości. Potrzebuje inwestycji. Zazwyczaj pojawia się w miastach. I tak dalej. Ale czy naprawdę ją rozumiemy? Jaki jest najlepszy sposób, by wspierać innowację? Wyznaczać cele, kierować badaniami, subsydiować naukę, ustalać reguły i standardy; a może wycofać się z tego wszystkiego, deregulować, dawać ludziom wolność albo tworzyć prawa własności intelektualnej, oferować patenty, przyznawać nagrody i medale; bać się przyszłości czy raczej być pełnym nadziei? Zwolenników wszystkich tych i jeszcze innych strategii nie brakuje. Każdy z nich z zapałem broni swojego stanowiska.

Ale najbardziej uderzające w kwestii innowacji jest to, jak bardzo tajemnicza wciąż pozostaje.

Żaden ekonomista ani socjolog nie potrafi w pełni wyjaśnić, dlaczego innowacje powstają, nie mówiąc już o tym, dlaczego pojawiają się akurat wtedy i tam, gdzie się pojawiają.

W tej książce spróbuję zmierzyć się z tą wielką zagadką. Zrobię to nie poprzez abstrakcyjne teoretyzowanie czy argumentowanie, choć nie zabraknie ani jednego, ani drugiego, ale głównie poprzez opowiadanie historii. Niech innowatorzy, którzy przekształcili swoje (lub cudze) wynalazki w użyteczne innowacje, nauczą nas na przykładach swoich sukcesów i porażek, jak to się stało. Opowiadam historie o silnikach parowych i wyszukiwarkach internetowych, o szczepionkach i papierosach elektronicznych, o kontenerach transportowych i mikroczipach, o walizkach na kółkach i edytowaniu genów, o liczbach i toaletach ze spłuczką. Usłyszymy tu głosy Thomasa Edisona i Guglielmo Marconiego, Thomasa Newcomena i Gordona Moore’a, Lady Mary Wortley Montagu i Pearl Kendrick, Al-Chuwarizmiego i Grace Hopper, Jamesa Dysona i Jeffa Bezosa.

Nie mogę żywić nadziei na udokumentowanie każdej ważnej innowacji. Pominąłem niektóre bardzo ważne i dobrze znane bez szczególnego powodu: na przykład automatyzację przemysłu tekstylnego lub historię spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Pominąłem większość innowacji w sztuce, muzyce i literaturze. Moje główne przykłady pochodzą ze świata energii, zdrowia publicznego, transportu, żywności, prostych technologii oraz komputerów i komunikacji.

Nie wszyscy bohaterowie tych opowieści to herosi – niektórzy to oszuści, fałszerze albo nieudacznicy. Niewielu z nich pracowało w pojedynkę, bo innowacja to sport zespołowy, przedsięwzięcie zbiorowe w znacznie większym stopniu niż się powszechnie sądzi. Zasługi i autorstwo są niejasne, zagmatwane, a często wręcz niesprawiedliwie przypisywane. A jednak w przeciwieństwie do większości sportów zespołowych innowacja rzadko bywa zaplanowana, skoordynowana czy zarządzana. Nie da się jej łatwo przewidzieć, o czym przekonał się niejeden zawstydzony prognostyk. Napędzana jest w większości przez metodę prób i błędów, czyli ludzką wersję doboru naturalnego. I bardzo często natrafia na wielkie przełomy, szukając czegoś zupełnie innego, jest bardzo przypadkowa.

Wrócę w czasie do samego początku ludzkiej kultury, by spróbować zrozumieć, co uruchomiło innowację jako zjawisko, i dlaczego występuje u ludzi, a nie u rudzików czy skał.

Szympansy i wrony potrafią wprawdzie wprowadzać innowacje, rozwijając i rozpowszechniając nowe zwyczaje kulturowe, ale dzieje się to bardzo rzadko i bardzo powoli; większość zwierząt nie robi tego wcale.

W ciągu dziesięciu lat, odkąd opublikowałem The Rational Optimist, w której niemodnie argumentowałem, że świat był, jest i będzie coraz lepszy, a nie coraz gorszy, standard ludzkiego życia niemal wszędzie znacznie się poprawił. Skończyłem tę książkę, gdy świat pogrążał się w straszliwej recesji, ale lata, które minęły od tego czasu, były latami szybszego wzrostu gospodarczego dla większości biednych ludzi na świecie niż kiedykolwiek wcześniej. Dochód przeciętnego Etiopczyka podwoił się w ciągu dekady, liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie spadła poniżej 10 procent po raz pierwszy w historii, śmiertelność zachorowań na malarię gwałtownie zmalała, wojna całkowicie ustała na zachodniej półkuli i stała się znacznie rzadsza również w Starym Świecie, oszczędne żarówki LED zastąpiły te żarowe i fluorescencyjne, rozmowy telefoniczne stały się zasadniczo bezpłatne dzięki wi-fi. Coś się też oczywiście pogorszyło, ale większość trendów jest pozytywna. Wszystko to zawdzięczamy innowacji.

Głównym sposobem, w jaki innowacje zmieniają nasze życie, jest umożliwienie ludziom pracy dla siebie nawzajem. Jak argumentowałem wcześniej, głównym motywem historii ludzkości jest to, że stajemy się coraz bardziej wyspecjalizowani w tym, co produkujemy, i coraz bardziej zróżnicowani w tym, co konsumujemy: odchodzimy od niepewnej samowystarczalności do bezpieczniejszej wzajemnej współzależności. Koncentrując się na zaspokajaniu potrzeb innych ludzi przez 40 godzin tygodniowo – co nazywamy pracą – możesz spędzić pozostałe 72 godziny (nie licząc 56 godzin w łóżku), korzystając z usług świadczonych ci przez innych ludzi. Innowacja sprawiła, że dziś wystarczy pracować przez ułamek sekundy, by móc pozwolić sobie na włączenie lampy elektrycznej na godzinę, co daje ilość światła, którą kiedyś można było uzyskać dopiero po całym dniu pracy, polegającym na zbieraniu i rafinowaniu oleju sezamowego albo baraniego łoju do spalenia w prostej lampie – tak, jak robiła to znaczna część ludzi w niedalekiej przeszłości.

Większość innowacji to proces stopniowy. Współczesna obsesja na punkcie „przełomowej innowacji”, pojęcia ukutego przez profesora Harvardu Claytona Christensena w 1995 roku, bywa myląca. Nawet jeśli nowa technologia rzeczywiście wypiera starą, tak jak media cyfrowe zrobiły to z prasą, proces ten zaczyna się bardzo powoli, stopniowo nabiera tempa i dokonuje się małymi krokami, a nie wielkimi skokami. Innowacje często rozczarowują w początkowych latach tylko po to, by przekroczyć wszelkie oczekiwania, gdy już się rozpędzą. To zjawisko nazywam „cyklem rozdmuchiwania Amary” (ang. Amara hype cycle), od nazwiska Roya Amary, który jako pierwszy zauważył, że niedoszacowujemy długoterminowego wpływu innowacji, a krótkoterminowy przeceniamy.

Być może najbardziej zastanawiającym aspektem innowacyjności jest to, jak bardzo jest ona niepopularna, mimo że poświęcamy jej tak wiele uwagi. Pomimo licznych dowodów na to, że innowacje zmieniły życie niemal wszystkich ludzi na nieskończoną ilość sposobów, odruchowa reakcja na coś nowego to często niepokój, a czasem nawet wstręt. O ile nie jest to dla nas oczywiste, mamy tendencję do wyobrażania sobie złych konsekwencji, które mogą wystąpić, znacznie częściej niż tych dobrych. Rzucamy przeszkody na drodze innowatorów w imię interesów tych, którzy korzystają ze status quo: inwestorów, menedżerów i pracowników. Historia pokazuje, że innowacja to delikatny, kruchy kwiat, łatwy do zdeptania, ale szybko odrastający, jeśli tylko pozwalają na to warunki.

To dziwne zjawisko innowacji i oporu wobec niej zostało z wielką elokwencją opisane ponad trzy wieki temu, jeszcze zanim rozpoczął się okres wielkiego wzbogacenia, przez pewnego innowatora – choć on sam nie użyłby tego słowa. William Petty przeszedł drogę od nastoletniego majtka, który został uwięziony ze złamaną nogą na nieprzyjaznym lądzie, do zdobycia jezuickiego wykształcenia i zostania sekretarzem filozofa Thomasa Hobbesa. Następnie, po pobycie w Holandii, rozpoczął karierę jako lekarz i naukowiec, zanim stał się kupcem, irlandzkim spekulantem ziemskim, członkiem parlamentu, a następnie bogatym i politycznie wpływowym pionierem badań nad ekonomią. Był lepszym innowatorem niż wynalazcą. Na początku swojej kariery jako profesor anatomii w Oksfordzie w 1647 roku Petty wynalazł i opatentował urządzenie do podwójnego pisania, dzięki któremu mógł jednocześnie sporządzić dwie kopie pierwszego rozdziału Listu do Hebrajczyków naraz, w piętnaście minut, a także opracował schemat budowy mostu bez podpór sięgających dna rzeki oraz mechaniczne urządzenie do sadzenia kukurydzy. Wydawało się, że żaden z tych wynalazków się nie przyjął. Petty napisał później w 1662 roku lament na temat losu wynalazcy:

„Niewiele nowych wynalazków zostało kiedykolwiek wynagrodzonych monopolem, bo chociaż wynalazca, często odurzony przekonaniem o własnej wartości, myśli, że cały świat będzie na niego napierał i go zaatakuje, to zauważyłem, że większość ludzi zechce zadać sobie trudu, by skorzystać z nowych rozwiązań, które to nie zostały dokładnie wypróbowane, i których długi czas nie oczyścił z ukrytych niedogodności; i tak oto, gdy jakiś nowy wynalazek zostaje po raz pierwszy zaprezentowany, każdy coś krytykuje, a biedny wynalazca musi przebiec „ścieżkę tortur” przygotowaną dla niego przez wszystkie złośliwe umysły, bo każdy znajduje jakąś wadę, a nikt nie pochwala wynalazku, chyba że zostanie on poprawiony zgodnie z jego własnym pomysłem. Mniej niż jeden na sto przeżywa te tortury, a wynalazki, które przetrwają tę próbę, są w końcu tak zmienione przez różne cudze ulepszenia, że wynalazca nie może już rościć sobie prawa do całego wynalazku ani nawet dogadać się z innymi co do swojego wkładu w jego poszczególne części. Co więcej, cały ten proces trwa tak długo, że biedny wynalazca albo umiera, albo zostaje zrujnowany przez długi, jakie zaciągnął, by realizować swój pomysł, i na domiar złego jest wyśmiewany jako fantasta albo gorzej przez tych, którzy wcześniej zainwestowali pieniądze w jego intelekt; tak że rzeczony wynalazca i jego prawa do wynalazku są całkowicie stracone i znikają”.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij