Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Skakał bękart po dyrwanie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
19 stycznia 2026
30,99
3099 pkt
punktów Virtualo

Skakał bękart po dyrwanie - ebook

Na pograniczu tego, co teraz, i tego, co stało się wspomnieniem, rodzą się najpiękniejsze opowieści.

Sowiecka Wileńszczyzna z drugiej połowy XX wieku nie była miejscem dla romantyków i marzycieli. W czasie indoktrynacji i systematycznego zacierania śladów kulturalnej przeszłości tętniące niegdyś życiem i różnorodnością językową pogranicze polsko-litewskie pogrążało się w przygnębiającym marazmie.

Z tej rzeczywistości wielu próbowało uciec – fizycznie, przekraczając granicę, albo w wyobraźni i myślach. Tadeusz Tomaszewski w swojej opowieści postanawia jednak do niej wrócić.

Bez taniego sentymentu, lecz z głęboką przenikliwością splata osobiste przeżycia z historycznym tłem – od milczących ciężarówek GAZ-51 i smażonych borowików po Chopina oraz Wajdę. Efektem jest fascynująca literacka mozaika wspomnień, gęsta od szczegółów: nazw roślin, wiejskich sprzętów, lokalnych zwyczajów i mikrohistorii, które malują obraz całej epoki.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-264-4
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Kierowca w kraciastej koszuli i nasuniętej na oczy czapce z daszkiem leżał rozciągnięty na porosłej babką przydrożnej murawie, leniwie paląc papierosa i zerkając na rosnącą na ciężarówce górę mebli, kufrów i zwalistych tobołów. Rodzice i dwoje nastolatków, już w podróżnych ubraniach, przez otwarte na oścież drzwi domu wynosili owinięte w stare kapy nieforemne pakunki z kołowrotkiem, miednicą, masłobojką i podawali je stojącemu na ciężarówce najstarszemu z trójki dzieci gospodarzy, dwudziestolatkowi o rozwianych jasnych włosach, który szczelnie układał rzeczy i co pewien czas rękawem popielatej koszuli ocierał spocone czoło. Na jednym z parapetów opustoszałego domu ze zdziwionymi oczodołami okien stała szeroko rozgałęziona, pokryta plamkami czerwonych kwiatów stara pelargonia. Krzątającej się rodzinie przyglądała się milcząca grupka kobiet: jedna, w średnim wieku, trzymała na rękach wiercącego się malucha, najstarsza opierała się na lasce, a jeszcze jedna była kulawa. Pięcioletni bosy chłopiec w wytartych spodenkach przestępował z nogi na nogę, pociągał nosem i stawał na palcach, próbując zajrzeć do kabiny ciężarówki GAZ-51.

Kiedy ładunek został przewiązany powrozem, kierowca wstał, roztarł butem papierosa marki Biełomorkanał, poprawił czapkę i obszedł pojazd dookoła, sprawdzając naprężenie powroza, po czym spojrzał na zastygłych w bezradności gospodarzy i kiwnął głową: pora jechać. Najpierw wśród kobiet rozległ się pojedynczy szloch, a potem tama puściła i mieszkańcy Podwaryszek, niczym greccy chórzyści, połączyli się we wspólnym płaczu. W którejś zagrodzie zaszczekał pies. Kobiety ocierały oczy końcami chustek, ściskały się z gospodarzami opuszczanego domu i płakały, płakały, jak nad świeżą mogiłą. Widząc ponaglające gesty kierowcy, rodzice spojrzeli raz jeszcze na dom, przeżegnali się i zaczęli niezgrabnie wdrapywać się na ciężarówkę i umieszczać z dziećmi wśród tobołów. Samochód drgnął i ruszył w stronę Kowszadoły, żeby na skrzyżowaniu skręcić w lewo i jechać do Wilna. Pasażerowie ciężarówki patrzyli na malejące, zamglone łzami Podwaryszki i sami w oczach mieszkańców oddalającej się wioski maleli aż do zniknięcia.

Ukryta wśród przekwitłego bzu stała niewysoka dziewczyna z lekką chustką na głowie i spomiędzy zbrązowiałych kwiatostanów nie odrywała wzroku od niebieskookiego dwudziestolatka. Nie chciała, by ktokolwiek ją zobaczył, a jednocześnie niczego bardziej nie pragnęła niż tego, by chłopak wyczuł jej obecność. Nie wyczuł, odjechał na zawsze. Jedynie kuternoga, która w przyszłości została moją matką chrzestną, wiedziała o ukrywającej się w krzewie dziewczynie i ukradkiem rzucała okiem w jej stronę.

Kiedy ciężarówka zniknęła z pola widzenia, jakby jej wcale tu nie było, a żegnające sąsiadów kobiety rozeszły się po swoich domostwach, dziewczyna wyszła na leżącą tuż koło bzu polną drogę i na chwiejnych nogach ruszyła w kierunku Babaniszek. Szła jakiś czas wolno, a potem przyspieszyła kroku i, zboczywszy z drogi, pobiegła nieskoszoną, pagórkowatą łąką. Biegła i biegła po łące gęsto pokrytej kupkówką, tymotką i krwawnikiem, nogi w sfatygowanych sandałach ocierały się o trawiaste łodygi, z piersi wyrywało się spazmatyczne łkanie, a nieprzytomne oczy zdawały się niczego nie widzieć. Ale w pewnej chwili rozedrgany wzrok biegnącej dziewczyny wyłowił wśród zieleni pojedynczy kwiat mydlnicy. Niedorzeczna myśl przemknęła jej przez głowę: dobiec do łączki mydlnicy, której roztarte w dłoniach białe płatki zamieniają się w bezbarwną miazgę, wytarzać się w pieniących się lekko różowych kwiatach, namydlić, napienić, nasiąknąć kwiatowym aromatem i, zrobiwszy głęboki wdech, wskoczyć do najgłębszego stawu. Uśmierzyć dojmujący ból, odrodzić się w ciemnej wodzie i wynurzyć zeszłego lata, kiedy świat był pełen pięknych obietnic i nic nie zapowiadało nieszczęścia.

Dziwna, niczym z marzeń sennych zrodzona, myśl o mydlnicy i cudownym stawie błysnęła i zgasła, a nogi bezwiednie niosły dalej, aż naraz, zahaczywszy o rozrośniętą kępę trawy, dziewczyna potknęła się i padła jak kamień. Serce jej mocno biło, a w zamkniętych oczach, pełnych zastygłych łez, pulsowały obrazy nieuniknionej grozy: widziała to wykrzywioną grymasem gniewu twarz ojca i jego uniesioną do ciosu rękę, to zbolałą matkę, która z cichym jękiem opłakuje upadek najstarszej córki, to szydercze spojrzenia sąsiadów i kołchoźników. Leżała nieruchomo, jak gdyby chciała skamienieć, zapaść się pod ziemię i niczego więcej nie czuć poza lekkim łaskotaniem wiatru, i niczego nie słyszeć poza wibrującym śpiewem skowronka.

W głębi oczu, niczym na ekranie filmowym, nadal trwało migotanie przeraźliwych obrazów, lecz raptem taśma się urwała i ekran znieruchomiał, a na pobladłym płótnie pojawiła się boża krówka i niepewnie przebierając nóżkami, podreptała po zamkniętych powiekach, przemierzając ekran dokładnie na ukos. Leżąca w trawie dziewczyna poruszyła się, spłowiała wiśniowa chustka zsunęła się jej z głowy, na łydkach i przedramionach pełzały jakieś żuczki i skakały pasikoniki, a na gładko zaczesanych ciemnych włosach siadały motyle. I niczym motyle skrzydła zatrzepotała dojmująca i odganiana, ale nieubłaganie powracająca myśl o dziecku, które ma urodzić.

Przyszedłem na świat w sylwestrowy wieczór 1957 roku. Wetknięta do butelki po mleku, upiększona kawałkami waty jodłowa gałązka, miska odświętnej sałatki jarzynowej, ułożone w stożek kanapki z kiełbasą doktorską, ukryty w szafie z fartuchami szampan sowiecki – w pokoju sióstr medycznych wszystko było gotowe na pożegnanie starego i powitanie nowego roku. Wyobrażam sobie, jak któraś z siostrzyczek odrywała się od strojenia stołu i biegła do sali, w której leżała moja mama, żeby zobaczyć, czy już, bo siostrzyczki i położna (a może doktor Sosnowski?) chciały jak najszybciej przyjąć poród i spokojnie oddać się świętowaniu. Nie zawiodłem siostrzyczek i położnej, zdążyłem przed dwunastą.

Mamę ze szpitala odbierał prawdopodobnie jej ojciec Józef, na którego cześć nazwano ją Józefą. Niewysoki, porywczy pan z wąsikiem à la Charlie Chaplin musiał pogodzić się z tym, że ma córkę grzesznicę i nieślubnego wnuka. Uodpornił się na docinki na temat wąsika, bo istotnie wyglądał trochę „hitlerowato”, a tu doszedł bękart i nowy powód do dokuczań i złośliwości. Wolę myśleć, że zapuszczając i pielęgnując swój wąsik, dziadek jednak wzorował się nie na Hitlerze, lecz na Chaplinie. Co prawda nie chodził kaczkowato jak bohater Chaplina, ale moja mama urodą przypominała Chaplinównę i ilekroć widuję na ekranie Geraldine Chaplin, myślę o mamie. Józia, która w pierwszych dniach stycznia 1958 roku wracała ze swoim ojcem i ze mną na rękach ze szpitala w Podbrzeziu do Babaniszek, o moim ojcu przez całe życie milczała jak zaklęta. Nigdy mi o nim nie wspomniała, a ja nie miałem odwagi zapytać.

Wychowywałem się głównie u babci, razem z odrobinę ode mnie starszym wujkiem i nieco od niego starszymi ciotkami, w związku z czym babcię nazywałem mamą, a mamę Józią. Czekałem, aż wreszcie nastąpi taka chwila, gdy mama Józia odkryje tajemnicę mojego poczęcia. „Może – myślałem sobie – zrobi to na starość, może w przeczuciu śmierci”, ale tak się nie stało, bo zmarła nagle i niczego się od niej o moim ojcu nie dowiedziałem. Odjeżdżający z Podwaryszek do Polski jasnowłosy chłopak to ojciec hipotetyczny, równie dobrze mógł odjeżdżać z Glinciszek czy Wiżulan. Mógł nie wiedzieć, że mam się urodzić, mógł wiedzieć, ale być zmuszonym wyjechać albo mógł traktować przygodę z Józią jako przelotny romans, o którym wkrótce zapomniał. Jedyne, czego mogę się domyślać, to tego, że był blondynem o niebieskich oczach i wyjechał do Polski w ramach drugiej, ostatniej fali tak zwanej repatriacji.

Po wojnie wsie, folwarki i zaścianki w gminie Podbrzezie, podobnie jak na całej Wileńszczyźnie, wstrząsane były konwulsjami przesiedleń do nowej Polski. Mnóstwo polskich rodzin porzucało swoje domy oraz groby swoich przodków i z żalem wyjeżdżało, bo tu zapanowała czerwona zaraza, a tam przynajmniej była jeszcze jakaś Polska. Polaków z Wileńszczyzny wysiedlano w dwóch etapach: w latach 1944–1947 i 1955–1959. Zachęcani i przymuszani przez władze komunistyczne w pierwszej kolejności wyjeżdżali mieszkańcy Wilna – element polski, z gruntu antysowiecki i przeważnie antylitewski, w stolicy Litwy Radzieckiej miał być zredukowany do minimum. Na prowincji sprawy wyglądały inaczej, bo nagłe wyludnienie podwileńskich terenów groziłoby dramatycznym spadkiem produkcji rolnej, dlatego przed gotową do wyjazdu ludnością wiejską stawiano rozmaite przeszkody.

Na wsi o wyjazd starali się przede wszystkim bogaci chłopi, którzy w realiach sowieckich mogli być zaliczeni do kułactwa, a którzy dobrze pamiętali pierwszą okupację sowiecką w 1940 roku i pierwsze wywózki na Syberię. Wśród chłopów biedniejszych spora część się ociągała, ale też nie brakowało takich, którzy zdecydowani byli wyjechać natychmiast. Jednakże zapotrzebowanie na siłę roboczą było duże – zaczynała się masowa kolektywizacja rolnictwa – i ubiegający się o karty ewakuacyjne wieśniacy często musieli odejść z kwitkiem. W ten sposób wielu gotowych do porzucenia swojej ojcowizny w pierwszym etapie przesiedleń wyjechać z terytorium Litewskiej SRR nie zdążyło, a potem na długo wyjazdów do Polski całkowicie zakazano. Dopiero na fali postalinowskiej „odwilży” (mówiąc po wileńsku: „odligi”) litewscy Polacy ponownie uzyskali, przynajmniej formalnie, możliwość wyjazdu na stałe do Polski. Po zakosztowaniu „uroków” kołchozowego życia oraz doświadczeniu powojennych wywózek i upewnieniu się, że nie ma co czekać na cud: ponowną zmianę granic i powrót przedwojennej normalności, liczba chłopów z Wileńszczyzny chętnych do wyjazdu znacznie wzrosła.

Zawarte w Moskwie za czasów Nikity Chruszczowa „porozumienie repatriacyjne” między władzami Polskiej Republiki Ludowej i Związku Radzieckiego przewidywało przesiedlenie do Polski wszystkich osób, które przed 17 września 1939 roku posiadały obywatelstwo polskie, oraz ich współmałżonków i dzieci. W praktyce okazało się, że i tym razem wyjechać mogła tylko mała część Polaków spod Wilna, Niemenczyna czy Solecznik. Po pierwsze, posiadanie obywatelstwa polskiego należało udowodnić, co po wojnie i okresie stalinowskim nieraz było niewykonalne, a po drugie, kołchozy nadal potrzebowały rąk do pracy i rejestrację chętnych do wyjazdu władze utrudniały, jak mogły, a nieraz zdarzało się i tak, że wyjazd osób już zarejestrowanych blokowały. Tak się sprawy miały w gminie podbrzeskiej i podobnie się działo w całej tej części dawnego województwa wileńskiego, która po wojnie znalazła się w granicach Litwy Radzieckiej.

***

Zapraszamy do zakupu pełnej wersjiBIBLIOGRAFIA

Aleksandrowicz Stanisław, _Pamiętnik 1914–1918, Wilno i Wileńszczyzna w pamiętnikach z lat pierwszej wojny światowej_, Wydawnictwo Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Kielce 2014.

Balbus Tomasz, _„Fakir” Sergiusz Kościałkowski_, tom 2, IPN, Warszawa 2020.

Borysowicz Bożena, _Nieznane karty życia ludzi wiary. Ks. Antoni Borysowicz (1894–1966)_, tygodnik „Nasza Gazeta” 29(518)/2000.

Bryll Ernest, _Kolęda Nocka_, https://polona.pl.

Cahan Abraham, _The Imported Bridegroom and Other Stories of the New York Ghetto_, https://gutenberg.org/.

Chura Patrick, _Abraham Cahan’s Vilna and the Roots of ‘Litvak’ Realism_, kwartalnik „Lituanus“ 4(52)/2006.

Custine Astolphe de, _Listy z Rosji. Rosja w 1839 roku_, tłum. Marian Górski, Maria Leśniewska, Editions Spotkania, Warszawa 1991.

Чаадаев Петр, _Апология сумасшедшего_, https://www.vehi.net/chaadaev/apologiya.html.

Gajewski Mirosław, _Historie z okolic Wilna_, Wydawnictwo Polskie w Wilnie, 2007.

Gałczyński Konstanty Ildefons, _Dlaczego ogórek nie śpiewa?_, Świat Książki, Warszawa 2003.

Hernik-Spalińska Jagoda, _Życie teatralne w Wilnie podczas II wojny światowej_, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 2005.

Houwalt-Kostecka Barbara, _Między Medyną a Wilnem. Barbara i Ildefons Houwaltowie_, Galeria im. Sleńdzińskich w Białymstoku, 2009.

Ивинская Ольга, _В плену времени: годы с Борисом Пастернаком_, Либрис, Москва 1992.

JewAge, https://www.jewage.org/.

Юкова Ирина, _Русский драматический театр Советской Литвы_, Vaga, Vilnius 1988.

Kirša Faustas, Viktoras Kuprevičius, _Palaimink, Dieve_, https://giedriuskuprevicius.lt/

Kochanowski Jerzy, _Deportacja zwana repatriacją_, Pomocnik Historyczny Polityki 4/2016.

Limanowski Mieczysław, _Duchowość i maestria_, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1992.

Литературная газета 20(5294)/1990.

Мансуров Бориc, _Лара моего романа: Борис Пастернак и Ольга Ивинская_, Инфомедиа Паблишерз, Москва 2009.

Mażul Henryk, _Wysiedleni wystawiają rachunek krzywd_, „Tygodnik Wileńszczyzny” 31/2004.

Mickiewicz Adam, _Dziady_, Wydawnictwo GREG, Kraków 2009.

Miłosz Czesław, _Zniewolony umysł_, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 1999.

Morawski Stanisław, _W Peterburku 1827–1838_, Wydawnictwo Polskie R. Wegnera, Poznań 1928.

Nabokov Vladimir, _Patrz na te arlekiny!_, tłum. Anna Kołyszko, Muza, Warszawa 2015.

Oшaнин Лeв, _Лeнин вceгдa c toбoй_, https://www.culture.ru/poems/33172/lenin-vsegda-s-toboi

Pawlikowski Michał Kryspin, _Wojna i sezon_, Czas, Wilno 2008.

Radczenko Antoni, _Skutki repatriacji są bolesne i długoterminowe_, rozmowa z Vitaliją Stravinskienė, dziennik „Kurier Wileński” 49(238)/2019.

Rashkovsky E.B., _Юзеф Чапский – польский корреспондент Пастернака_, New Concepts, https://newconcepts.club/website/articles/3036.html.

Rokicki Paweł, _Glinciszki i Dubinki_, IPN, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 2015.

Российская Еврейская Энциклопедия, https://jewsencyclopedia.com/.

Różewicz Tadeusz, _Kartoteka_, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995.

Słowacki Juliusz, _Dramaty. Midowe – Maria Stuart – Kordian – Horsztyński_, Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław 1952.

Smoter Jerzy Maria, _Spór o „listy” Chopina do Delfiny Potockiej_, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1976.

СССР. 100 вопросов и ответов, Издательство Агентства печати Новости, Москва 1986.

Станюта Аляксандр, _Стэфанія_, Аўрыка, Мінск 1994.

Szekspir William, _Burza_, tłum. Stanisław Barańczak, Znak, Kraków 2008.

Szumiński Piotr, _Trzydziestoletnia wojna o listy Chopina_, tygodnik „Nasza Gazeta” 52(488)/2000.

Trembecki Stanisław, _Wilk i baranek_, Antologia bajki polskiej, Gebethner i Wolff, Warszawa 1915.

Тургенев И.С., _Русский язык, Полное собрание сочинений и писем_, Наука, Москва 1982, T.10.

Wajda Andrzej, _Kino i reszta świata_, Znak, Kraków 2000.

Wajda Andrzej, _O Andrzeju Wróblewskim_, kwartalnik „Zeszyty Literackie” 4(132)/2015.

Wańkowicz Melchior, _Ziele na kraterze_, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011.

Wergiliusz, _Eneida_, tłum. Franciszek Wężyk, Kraków 1882.

Woyniłłowicz Edward, _Wspomnienia 1847–1928_, Wilno 1931.

Вяземский Петр, Мицкевич о Пушкине, http://pushkin-lit.ru/pushkin/vospominaniya/vospominaniya-18.htm.

Жуков Николай, _Из истории Русского театра Литвы_, tygodnik Литовский Курьер, 26.03.2015.

Za pomoc w wydaniu książki autor serdecznie dziękuje pani Elżbiecie Amelii Walickiej.

Dyrwan – kresowizm; ugór, czyli czasowo nieuprawiane pole leżące odłogiem, (lit.) _dirvonas_ (przyp. red.).

Masłobojka – kresowizm; przyrząd do ubijania masła, maselnica (przyp. red.).

Kołchoźnik – potoczne określenie pracownika kołchozu (czyli spółdzielczego gospodarstwa rolnego w ZSRR; przyp. red.).

Kiełbasa doktorska – popularna w ZSRR delikatna kiełbasa wieprzowa, opracowana w latach trzydziestych XX wieku jako produkt dietetyczny dla osób chorych i osłabionych. Z czasem stała się symbolem codziennej kuchni radzieckiej (przyp. red.).

Kułactwo – w ZSRR pogardliwe określenie zamożniejszych chłopów, represjonowanych podczas kolektywizacji za rzekome wyzyskiwanie biedoty (przyp. red.).
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij