Skandal w Bohemii - ebook
Jeden różowy arkusik papieru bez podpisu – i Sherlock Holmes wie już, że nadciąga sprawa, która pachnie koronami i niezłym kłopotem. Nocny gość w masce chowa twarz przed całą Europą, a jego problem ma jedno imię: Irena Adler. Dawna primadonna trzyma fotografię, która mogłaby zachwiać tronem – i nie zamierza jej oddać za żadną cenę. Holmes wkłada więc kolejne ze swoich słynnych przebrań i rusza po to, czego nikt dotąd nie zdołał jej wydrzeć. Tyle że tym razem mógł trafić na kogoś, kto myśli równie szybko jak on. Błyskotliwe opowiadanie otwierające klasyczny cykl o Sherlocku Holmesie – krótkie, sprytne i z zakończeniem, które na zawsze zmieni sposób, w jaki detektyw mówi o kobietach. Wydanie na podstawie anonimowego tłumaczenia z 1907 roku.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368914221 |
| Rozmiar pliku: | 770 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Niedawno ożeniłem się i z tego powodu w ostatnich czasach przestałem widywać się z moim starym przyjacielem, Sherlockiem Holmesem. Domowe moje szczęście i prywatne interesy wypełniały mi całkowicie czas, jak to się zawsze zdarza, kiedy ktoś przechodzi zwrotny punkt w życiu i zakłada własne domowe ognisko. Sherlock Holmes, przeciwnie, trwał w swym zamiłowaniu do cygańskiego życia i różnych awantur, unikając towarzyskich stosunków.
Mieszkał wciąż jeszcze na dawnym miejscu, przy Baker Street, i o ile nie miał zawodowego zajęcia, zagrzebywał się w swoich książkach, przechodząc od kokainy do ambicji, usypiając sztucznie swe nerwy za pomocą pierwszego z tych środków i budząc je znów drugim do energicznej akcji.
Pracował też wciąż nad swoim studium przeróżnych zbrodni i typów zbrodniarzy, poświęcając ustawicznie swe pierwszorzędne zdolności, wrodzony dar bystrej obserwacji i niezmordowaną energię na zdobycie kluczy do różnych tajemnic, o których odkrycie daremnie kusiła się policja.
Od czasu do czasu echa jego niestrudzonej działalności wpadały i w moje zacisze – poza tym jednak, w owym czasie nie wiedziałem o nim nic więcej nad to, o czym dowiadywali się wszyscy czytelnicy gazet.
Pewnego wieczoru – było to 20 marca 1898 r. – wypadło mi w powrocie z konsultacji (zajmowałem się bowiem znowu zawodową prywatną praktyką) przechodzić przez Baker Street. Kiedy zbliżyłem się do drzwi tak dobrze znanego mi domu, ogarnęła mnie nieprzeparta chęć odwiedzić Holmesa i dowiedzieć się, jakiej znów tajemniczej czy zagmatwanej historii oddaje w tej chwili swoje siły. Jego mieszkanie rzęsiście było oświetlone, a na szybach okna dostrzegłem kilka razy cień jego wysokiej, chudej postaci. Z głową opuszczoną na piersi, założywszy ręce z tyłu, przebiegał pokoje szybkim, nerwowym krokiem w zamyśleniu głębokim.
Zbyt dobrze znałem przyzwyczajenia i nastroje jego, by od razu nie domyślić się, że mózg jego zaciekle nad czymś w tej chwili pracował. Widocznie wyrwał się z wypoczynku, jaki sztucznymi sposobami dał swoim nerwom, i śledził znowu jakąś zagadkę.
Pociągnąłem za dzwonek i za moment znalazłem się znów w tym samym pokoju, który z nim niegdyś dzieliłem.
Sposobu, w jaki przyjął mnie Sherlock, nie można właściwie nazwać zbyt serdecznym, a jednak poznałem od razu, że ucieszył się z mego przybycia. Rzadko zresztą okazywał on swe uczucia. Przemówił do mnie zaledwie parę słów, ale uścisnął silnie mą dłoń i z przyjaznym uśmiechem zmusił mnie, bym zasiadł w najwygodniejszym fotelu. Potem postawił obok mnie pudełko z cygarami i wskazał stojącą w rogu pokoju szafkę, w której zawsze było parę butelek dobrego wina i parę flakonów wykwintnych likierów, a stanąwszy wreszcie przed ogniem, który się na kominku palił, począł mi się badawczo przyglądać.
– Małżeństwo ci służy, Watsonie – rzekł po chwili – zdaje mi się, że musiałeś zyskać na wadze, tak z siedem i pół funta, odkąd cię widziałem.
– Przybyło mi siedem funtów – odparłem.
– Istotnie? Zdawało mi się, że trochę więcej, tylko odrobinę zresztą. I praktykujesz znów, jak uważam? Nie wspominałeś mi wcale, że masz zamiar znowu wejść w jarzmo.
– Skądże wiesz o tym?
– Patrzę na ciebie i wyciągam wnioski. Wiem także, iż niedawno chodziłeś po mieście podczas wielkiej słoty i że masz bardzo niedbałą i leniwą służącą.
– Mój kochany Holmesie – rzekłem – przestań już, proszę cię. Gdybyś tak żył o parę stuleci przedtem, spalono by cię na stosie. Istotnie zeszłego czwartku odbyłem wycieczkę na wieś podczas okropnej słoty i wróciłem do domu cały zmoczony i zabłocony. Nie wyobrażam sobie jednak, jakim sposobem możesz o tym wiedzieć, bo natychmiast zmieniłem ubranie. A co do naszej służącej, to jest ona istotnie bardzo niedbała, moja żona wymówiła jej już nawet służbę, ale skąd, u licha, możesz o tym wiedzieć?
Sherlock zaśmiał się cicho i zatarł z zadowoleniem swe nerwowe i wąskie ręce.