Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Skarb Pustyni. Oczy Królowej. Tom 2. Część 1 - ebook ePUB - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 marca 2026
24,00
2400 pkt
punktów Virtualo

Skarb Pustyni. Oczy Królowej. Tom 2. Część 1 - ebook ePUB - ebook

W niedalekiej przyszłości, po wielkiej katastrofie, która zdziesiątkowała ludzkość, na świecie powstały supernowoczesne państwa-miasta, w których władzę sprawują tajemniczy Wielcy Rządzący. Obywatele podzieleni są na kategorie i poddani absolutnej kontroli przez cybernetyczną władzę, a zamiast waluty wprowadzono ogólnoświatowy system punktowy, nagradzający posłusznych i karzący nieposłusznych osobników. W drugim tomie poznajemy dalsze losy dwójki głównych bohaterów. Elena i Gaspar, zwerbowani przez Olegga, stają się jego ekskluzywnymi niewolnikami. Żyjąc w jego ogromnej willi, w otoczeniu służby i luksusu, otrzymują namiastkę wolności, jednak wciąż są dla niego tylko pionkami w jego sekretnej grze. Niedługo Gaspar ma stanąć do walki w mistrzostwach międzymiastowych, a po nich, jak to im oznajmił Olegg, wszystko ma się zmienić. Tymczasem Elena posłusznie gra swoją rolę, ale ma coraz większe wątpliwości, czy spektakl, w jakim bierze udział, na pewno jest "na niby".

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397680418
Rozmiar pliku: 674 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Elena weszła majestatycznie do sali. Ubrana w długą, balową suknię, zgrabnym krokiem wymijała poszczególnych gości. Ci kiwali jej głową na przywitanie, a ona odpowiadała im tylko lekkim uśmiechem. Kilka osób obejrzało się za nią, ale ona sprawiała wrażenie, jakby w ogóle tego nie widziała, ani ją to specjalnie nie interesowało. Taką miała rolę.

Mocno ufryzowane włosy upięła na czubku głowy w fantazyjny kok. Oczy podkreślone czarną kreską zerkały spod pomalowanych rzęs. Prezentowała się wspaniale, elegancko, ale i zmysłowo. Obcasy jej pantofli stukały dziarsko, kiedy drobnymi kroczkami zbliżała się do środka sali, gdzie stała grupka mężczyzn ubranych w skrojone, dopasowane kombinezony. Liczba pierścieni na ich palcach i ulepszenia na ich głowach świadczyły o ich wysokiej pozycji. Mimo to Elena podeszła do nich śmiało i przywitała ich delikatnym skinieniem, nie otwierając ust. Na jej widok mężczyźni przerwali rozmowę i obrzucili ją ciekawymi spojrzeniami. Scena rozpoczęła się.

– A cóż to za piękna pani zaszczyciła nas swoją obecnością? – zagadnął jeden z mężczyzn, najstarszy z nich.

Miał długie, białe włosy spływające na szerokie ramiona i krótką białą bródkę. Przycisnął palec do skroni, a jego zmodyfikowane oczy zrobiły jej zdjęcie, które natychmiast wyświetliło się w postaci hologramu na jego dłoni. To była standardowa czynność, którą wykonywano, aby kogoś bliżej poznać. Mówienie o sobie zastępowano obrazami i analizą cyfrową. Słowa służyły tylko po to, aby podtrzymywać konwersację.

– Sądzę, że to mówi samo za siebie – powiedziała Elena zalotnie, mimowolnie dotykając policzka końcem palca, na którym połyskiwał złoty pierścień. Mężczyźni, spostrzegłszy pierścień, spoważnieli i pokiwali głowami.

– Tak, tak, oczywiście, szlachetna pani – powiedzieli zgodnie, kłaniając się przed nią.

– Czym zatem możemy ci służyć? – zapytał ponownie starszy mężczyzna.

– W zasadzie jedyne, o co proszę, to krótki spacer, nic więcej – powiedziała lekko, wskazując na taras przy sali, do którego prowadziły podwójne, szklane drzwi.

Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust.

– Oczywiście, jak mógłbym odmówić takiej damie – powiedział. – Proszę mi wybaczyć – powiedział do swoich kolegów, po czym podał ramię Elenie.

Ta uchwyciła się go końcem palców i poszli razem przez salę. Bocznymi drzwiami opuścili zgiełk balu i znaleźli się na opustoszałym długim tarasie. Rozciągał się stąd widok na wspaniałe ogrody, teraz ukryte w mroku nocy, rozświetlane jedynie gdzieniegdzie pojedynczymi lampami.

Elena podeszła do balustrady i oparła się dłońmi o chłodny marmur.

– A zatem, moja piękna, w czym mogę ci pomóc? – usłyszała cichy szept za swoimi plecami.

Na moment zacisnęła dłonie w pięści i skurcz złości przebiegł jej po twarzy. Nie spodobał jej się śliski, dwuznaczny ton tego mężczyzny, ale to nie było teraz miejsce ani czas na narzekanie. Jej rola była dość wymagająca i musiała się skupić.

Odwróciła się do mężczyzny, pokazując mu pogodne oblicze.

– Cóż, Lordzie Katte, wygląda na to, że będę potrzebowała twojej pomocy – zaczęła zalotnie.

– Och, czyżby?

Mężczyzna przysunął się do niej bliżej, jedną dłoń opierając na balustradzie tuż za jej plecami. Elena spojrzała krzywo na jego rękę i odsunęła się od niego.

– Sprawa jest dość prosta – zaczęła rzeczowym tonem. – Za tydzień rozpoczynają się międzymiastowe mistrzostwa walk niewolników i mój pan, Olegg, chce je wygrać i zgarnąć główną nagrodę, którą jest chwalebny rejs po wszystkich miastach wraz ze zwycięskim niewolnikiem i całą swoją służbą.

– Mhm… – mruknął Lord Katte, przysuwając się do niej i zaglądając jej w oczy.

Elena odsunęła od niego twarz i przemawiała teraz do swoich paznokci.

– Mój pan wie, że na drodze do zwycięstwa stoi tylko jedna osoba, która ma władzę ułatwić wygraną.

Spojrzała na niego poważnie.

– Czyli ty, Lordzie Katte.

– Taak… A co ja otrzymam w zamian? – spytał natychmiast.

– Punkty zapewne cię nie interesują… – zaczęła Elena, unosząc nonszalancko brwi.

Sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie. Musiała.

Mężczyzna parsknął śmiechem.

– Punkty? To ja je tworzę, więc po co mi nowe? – zapytał z rozbawieniem.

– Dlatego mam dla ciebie ofertę nie do odrzucenia – powiedziała, prostując się dumnie.

Mężczyzna obrzucił ją wzrokiem.

– Taak? A co to takiego?

Poczuła, że dłonią dotyka jej pleców i znów odsunęła się do niego.

– Dwadzieścia ton złota – powiedziała szybko.

– Dwadzieścia…? – szepnął.

Jego oczy błysnęły chciwym blaskiem.

– Skąd Olegg ma tyle surowca? – zapytał.

Elena uśmiechnęła się cwanie.

– Ma swoje niezawodne źródła.

Lord Katte wyglądał, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał. Milczał przez chwilę, tylko jego oczy rozszerzały się coraz bardziej. Elena obserwowała go uważnie.

– To jaka będzie twoja decyzja? – zapytała, kiedy długo nie odpowiadał.

Mężczyzna spojrzał na nią.

– A po co tak naprawdę chce objechać wszystkie te miasta? Nagle zachciało mu się podróży? – spytał, badając ją czujnym spojrzeniem.

Elena tylko na moment się zawahała, ale zaraz odparła z pewnością w głosie:

– Ma swoje zachcianki. Uważa, że w Sercu jest dla niego za ciasno. Chce wybudować sobie kolejną willę gdzie indziej – stwierdziła. – Zastanawiał się nad górami, bo podobno tam powietrze jest najzdrowsze. No i te widoki… – dodała, rozmarzonym tonem, zupełnie jakby sama tam była i widziała to miejsce setki razy.

– Tak, tak… – mruknął Lord Katte, kiwając głową. – Widoki są rzeczywiście piękne. Zwłaszcza w Górskiej Twierdzy – mruknął, patrząc na nią znacząco.

Elena nie wiedziała, co to jest Górska Twierdza, ani dlaczego mężczyzna tak dziwnie na nią spogląda. Pokiwała tylko głową.

– Jednakże… – zaczął Lord Katte – niewolnik, którego wystawiam w zawodach, to najlepszej klasy gatunek. Nie mogę mu tak po prostu zabronić się bić. To najlepszy człowiek, jakiego mam. Dwadzieścia ton złota to bardzo kusząca propozycja, ale… sama wiesz, że ten biznes jest bardzo, bardzo, baaardzo brutalny… – dodał, przysuwając się do niej bliżej.

Poczuła, że jego obmierzła dłoń zaczyna gładzić ją po plecach. Zesztywniała.

– Taaa, zdaję sobie z tego sprawę – mruknęła, mierząc go oschłym spojrzeniem. – Dlatego Olegg chce ci zaproponować coś jeszcze.

– Taak?

– Tak – głos Eleny był chłodny, stanowczy. – Jeśli się nie zgodzisz, umieści na publicznych ekranach twoje zdjęcia z ostatnich wakacji, na których nielegalnie utylizujesz całe rodziny niewolników i swoją służbę i… – zrobiła krótką pauzę. – I te wszystkie twoje kochanki.

Lord Katte prychnął i odsunął się od niej.

– Grozisz mi, malutka?

– Ja? – spytała, uśmiechając się czarująco, ale w jej oczach błysnął lód. – Ja tylko cię informuję.

Uśmiech spełzł mu z twarzy. Chwycił ją za ramię i ścisnął.

– Wiesz, że za grożenie mi może spotkać cię kara? – syknął.

Elena odwróciła się i zza paska sukni wyciągnęła długi, cienki przyrząd, który umieściła pod jego żebrem.

– Wiesz, że za uszkodzenie mnie, nie wypłacisz się Oleggowi do końca życia?

Zobaczyła w jego oczach zaskoczenie, a nawet… podziw.

– A czemu ty jesteś taka cenna, perełko? – spytał.

– Powiedzmy, że jestem towarem najwyższej klasy – odparła, powtarzając jego własne słowa.

Lord Katte uniósł brwi.

– Towar najwyższej klasy? – mruknął, znów tym zamszowym, uwodzicielskim głosem. – Chciałbym go mieć w swojej kolekcji…

– Nie stać cię na to, malutki – ucięła.

Puścił jej ramię, a ona cofnęła rękę i ukryła ostry, podłużny przedmiot pod fałdą sukni.

– To jak będzie? Bo trochę mi się spieszy, a mój czas mierzony jest w złocie – powiedziała.

Mężczyzna zamyślił się.

– Jesteś bardzo ciekawą osobą – stwierdził z uznaniem.

Jego poprzedni gniew jakby wywietrzał i teraz przyglądał jej się z zainteresowaniem.

– Nie mam pojęcia, skąd cię Olegg wytrzasnął, ale robisz dla niego świetną robotę. Zgadzam się.

Wyciągnęła prawą rękę.

– Złóż podpis – zażądała.

Mężczyzna podniósł swoją rękę, ale czekał jeszcze chwilę.

– Na pewno nie chciałabyś być na moim dworze? – zaczął, uśmiechając się do niej uwodzicielsko. – Byłoby ci o wiele lepiej, niż u tego Olegga. Ja zrobiłbym z ciebie kogoś naprawdę niezwykłego…

Elena wykrzywiła wargi.

– Dziękuję za tę propozycję, ale mam już swoje zobowiązania. Podpis – przypomniała.

Lord Katte złożył podpis na jej hologramie, posługując się specjalnym kodem na swojej dłoni. Elena sprawdziła liczby wyświetlające się na jej dłoni.

– Olegg wkrótce się z tobą skontaktuje w sprawie dokończenia transakcji – powiedziała rzeczowo, nie podnosząc na niego wzroku.

– A tymczasem… – spojrzała na niego, znów się uśmiechając. – Dziękuję za rozmowę. To było niezwykle owocne doświadczenie.

– Naprawdę niezwykłe… – powiedział, przyglądając się jak zmierza w stronę sali balowej.

– Czy wszystkie niewolnice Olegga są takie niezwykłe? – rzucił, kiedy była już przy wejściu.

Elena zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na niego twardo.

– Nie jestem niewolnicą.

***

Z mocno bijącym sercem i zarumienionymi od emocji policzkami, wypadła z sali balowej na korytarz prosto w ramiona… Gaspara.

– Przepraszam, ale nie mogłem być wcześniej, nie chcieli mnie wpuścić, musiałem włamać się bocznym wejściem, przyszedłem od kuchni, a potem… – przerwał, żeby złapać oddech.

– …potem od razu pobiegłem do ciebie. Nic ci się nie stało? Nic ci nie zrobił? – zapytał, przytrzymując ją za ramiona i przyglądając się uważnie jej twarzy, szukając śladów uderzeń.

Elena zacisnęła mocno wargi i podniosła na niego oczy, a widząc szczerą troskę w jego spojrzeniu, westchnęła głośno i zrzuciła z siebie emocjonalną maskę, którą nosiła przez cały ten wieczór. Kolana się pod nią ugięły i rozpłakała się.

– Oj, malutka…

Gaspar objął delikatnie jej plecy.

– Już dobrze, nie płacz…

– To było straszne, straszne, okropne…! – wybuchnęła, łkając w jego pierś.

Dłońmi uchwyciła poły jego eleganckiej, białej marynarki.

– Nawet sobie nie wyobrażasz, co ja przeżyłam! Musiałam udawać jakąś, jakąś…!

Poczuła, jak mężczyzna głaszcze ją po głowie.

– Wiem, widziałem wszystko – szepnął, wskazując na wisiorek na jej szyi. – Byłaś bardzo dzielna, Eleno, naprawdę świetnie to zagrałaś.

Pokręciła głową.

– Wcale nie byłam dzielna, wiesz jak ja się bałam?! – zawołała. – Mam już serdecznie dosyć tych prób na żywo. Czasami mam wrażenie, że… że to wszystko jest naprawdę, a nie na niby…

Jej głos skutecznie tłumiły szerokie ramiona mężczyzny, w które wtuliła twarz.

– Myślałam, że tam umrę ze strachu. W pewnej chwili zostałam z tym zupełnie sama. Jak tylko wyszliśmy na balkon straciłam łączność z Oleggiem i musiałam improwizować. Wyobrażasz to sobie, żeby improwizować tak całą rozmowę?! Tego w ogóle nie było w scenariuszu! Nie byłam na to wcale przygotowana i…

Znów zalała się łzami, a wraz z nimi uchodził z niej cały strach i stres. Płakała jeszcze chwilę, a Gaspar trzymał ją w ramionach i kołysał. Ten delikatny dotyk uspokajał ją. Oparła głowę o jego ramię i przymknęła oczy. Westchnęła płaczliwie.

– Ale dałaś sobie radę, prawda? – usłyszała jego cichy głos przy swoim uchu. – Jestem z ciebie bardzo dumny.

Uśmiechnęła się słabo, ocierając łzy wierzchem dłoni.

– Już nigdy więcej nie piszę się na coś takiego – powiedziała, spokojniejszym tonem. – Nigdy, rozumiesz? Nie chcę grać takich improwizowanych ról, chcę wreszcie wystąpić w prawdziwej projekcji filmowej…!

Gaspar uśmiechnął się do niej lekko.

– Chodźmy już stąd – powiedział cicho. – Dopóki nikt nas nie widzi.

Elena obróciła się ostrożnie, ale na korytarzu nikogo nie było. Rąbkiem chusteczki otarła szybko oczy i spostrzegła, że zostawiła czarną plamę po makijażu na nieskazitelnej marynarce Gaspara.

– Och… – jęknęła, ale on tylko się uśmiechnął.

– To nic, chodźmy – powiedział, chwytając ją za dłoń.

Elena poszła za nim, ale zanim dotarli do poręczy schodów, zatrzymała się tuż przed pierwszym stopniem.

– Gasparze… – zaczęła, a on spojrzał za nią.

– Tak? Co się stało? – spytał, zaniepokojony.

Zmieszała się i odruchowo poprawiła kosmyk włosów, nawijając go za ucho.

– Dziękuję ci.

Uśmiechnął się i potrząsnął głową.

– Nic nie zrobiłem, to ty to sama załatwiłaś. I to jak! – dodał, puszczając do niej oko. – Zwłaszcza, jak zaczęłaś go szantażować!

Uśmiechnęła się słabo.

– Tego się po tobie nie spodziewałem, myślałem, że skontaktujesz się ze mną wcześniej, a ty tymczasem sama go czymś postraszyłaś – powiedział z uznaniem. – Co ty tam miałaś w ręku? Nóż?

Elena sięgnęła zza pleców i wyciągnęła stamtąd długą, srebrną, ostro zakończoną klamrę do włosów.

– To tego tak się przestraszył? – zaśmiał się. – Chyba musiałaś mieć przy tym bardzo groźną minę, co? – powiedział, marszcząc brwi i robiąc zeza. – Zaatakowałaś go tą miną, prawda? Powiedz! – dodał, przedrzeźniając ją.

Parsknęła śmiechem, widząc jego wygłupy. Uczucie ulgi, że to wszystko już się skończyło, było tak wielkie, że nie potrafiła dłużej ukryć radości. Cały tydzień przygotowywała się do tej sceny, a teraz wreszcie miała to za sobą.

Jeszcze raz otarła twarz chusteczką, bo zobaczyła, że Gaspar przygląda jej się z ciekawością.

– Pewnie cała się rozmazałam… – mruknęła.

Gaspar przytrzymał mocniej jej dłoń.

– Wyglądasz pięknie – powiedział prostolinijnie – Jak zawsze.

Elena uśmiechnęła się i spojrzała na niego z wdzięcznością.

– Dziękuję.

– Chodźmy już – rzucił, odwracając od niej wzrok i prowadząc ją schodami w dół.

Elena poszła za nim ręka w rękę. Opuścili budynek i wyszli na dziedziniec. Tam czekał już na nich autolot. Gaspar pomógł jej wsiąść do środka, a potem sam zasiadł na fotelu pilota. Pojazd wystartował i zawibrował, unosząc się lekko nad ziemią. Elena obserwowała jak Gaspar po kolei uruchamia poszczególne przyciski na hologramowej tarczy. Dość szybko nauczył się prowadzić autoloty. Szybciej nawet niż ona, choć przecież miała większe doświadczenie w prowadzeniu swojego motoru.

– No to do domu – powiedział Gaspar, spoglądając na nią znad steru.

Elena spojrzała na niego i uśmiechnęła się, kiwając głową. Przypomniała sobie, jaki strach wzbudzał w niej, kiedy pierwszy raz go ujrzała na arenie. Teraz zmienił się nie do poznania.

Gaspar szybko pojął działanie różnych udogodnień technologicznych, jakie znajdowały się w willi Olegga i chętnie się ich uczył. Elena równie ochoczo mu wyjaśniała, na czym polega współczesny świat i jakimi kieruje się wartościami. Dużo czasu spędzali razem na wspólnych rozmowach. Często rozmawiali tak godzinami, nie nudząc się, ani nie męcząc się swoim towarzystwem. Po kilku tygodniach, jakie spędzili oboje w willi Olegga, szybko się ze sobą zżyli. Czuła się dobrze w jego towarzystwie, jak z przyjacielem, którego nigdy nie miała.

Autolot uniósł się pionowo ponad budynkami, omijając inne pojazdy i dopiero, gdy byli wystarczająco wysoko, Gaspar zmienił przekładnię i poszybowali prosto przed siebie. Na moment przyspieszenie wbiło ich w fotele. Lecieli tak jakiś czas, po drodze mijając kolorowe hologramy reklamujące najnowsze ubrania, bio-kosmetyki i gadżety do domu. Raz po raz przewijał się ten sam krótki urywek filmowy, przedstawiający walkę dwóch niewolników. „JUŻ DZIŚ OBSTAW SWOJEGO NIEWOLNIKA NA MISTRZOSTWACH WALK!!!” – podawał migoczący na czerwono napis. Elena skrupulatnie odnotowała w pamięci, że nigdzie na oficjalnych ekranach nie podawano, że były to zawody międzymiastowe i że główną wygraną, oprócz miliona punktów, był właśnie triumfalny objazd po wszystkich miastach. Olegg zakazał im mówić o tym komukolwiek, zresztą teraz odkąd mieszkała w jego pałacu, nie miała za bardzo komu o tym powiedzieć.

Kiedy przybyła do willi Olegga, wycieńczona po pobycie w więzieniu, nie wiedziała, czego może się spodziewać. Była pewna, że Olegg będzie nią pomiatał, strofował, głodził i poniżał. Zamiast tego było zupełnie na odwrót. Było dokładnie tak, jak jej to obiecywał. Dostała swój własny apartament z osobną sypialnią, pokojem dziennym, garderobą, przestronną łazienką i balkonem, z którego miała widok na wspaniałe ogrody. Miała przydzieloną własną opiekunkę, starszą niewolnicę, która miała za zadanie przygotowywać ją do jej roli. Uczyła ją postawy, mimiki, gestów, a także historii poszczególnych miast, nazwisk władców i nazwy krain. A przy okazji służąca zajmowała się nią jak księżniczką. Przygotowywała jej ubranie, pomagała jej się stroić, malować, uczyła manier, wprowadzała także w skomplikowany świat życia bogaczy.

Gaspar mieszkał po całkowicie przeciwległej stronie willi, a ponieważ był to ogromny, kilkuhektarowy teren, często bywało tak, że przez cały dzień w ogóle się nie widzieli. Jego lokal znajdował się pod ziemią, w specjalnym centrum szkoleniowym dla wojowników. Z tego, co jej opowiadał, był zadowolony zarówno ze swojego pokoju, współtowarzyszy, jak i ze wszystkich zadań, które miał do wykonania. Nigdy nie słyszała, żeby narzekał.

Olegg nie naprzykrzał się jej. Spotykała się z nim dwa razy dziennie, po śniadaniu i po obiedzie. Pytał służącej, jakie robiła postępy i czego się nauczyła. Miała też często sprawdziany, podczas których musiała zaprezentować przed Oleggiem jakąś minę, postawę czy wiedzę, którą ostatnio przyswoiła, aby lepiej przygotowywać się do aktorskiej kariery.

Choć Elena kilka razy go o to pytała, nadal nie chciał jej zdradzić, jaką rolę będzie odgrywała w tej projekcji filmowej. Cały projekt był dosyć tajemniczy. Olegg często gdzieś wyjeżdżał po to, aby spotkać się ze scenarzystami i reżyserami, by omówić szczegóły. Czasem zabierał ją także ze sobą. Kazał jej wtedy odpowiednio się umalować lub założyć maskę i grać rolę jego asystentki. Mówił, że miało ją to przygotować do jej prawdziwej roli, choć zastanawiała się w jaki sposób, skoro większość takich spotkań spędzała na milczeniu, uśmiechaniu się i kiwaniu głową. Kiedy pytała Olegga o konkrety na temat jej roli, zbywał ją półsłówkami i kazał jej bardziej skupić się na uczeniu tych wszystkich manier, reguł i obyczajów. Musiała też wkuwać na pamięć długie listy nazwisk ministrów i kapłanów w poszczególnych miastach. Początkowo myślała, że uczenie się o innych miastach będzie fascynującą przygodą, ale okazało się to być żmudną, monotonną i ciężką pracą.

W miarę jak oswajała się ze światem bogaczy, Olegg zaczął zlecać jej krótkie, jak on to nazywał, „sceny”. Polegały one głównie na tym, że musiała na przykład udać się do jakiejś osoby i udawać kogoś, kim nie była, grając jakąś wymyśloną postać. Z początku były to błahe sprawy, na przykład musiała pójść do sklepu i coś kupić udając rozkapryszoną paniusię z wyższego poziomu. Olegg przez słuchawkę w uchu dyktował jej, co miała mówić, a całość obserwował z malutkiej kamery umieszczonej na jej naszyjniku. Elena zastanawiała się często, czy osoba, z którą rozmawiała, była także opłacanym aktorem, ale tego Olegg nie chciał jej powiedzieć. Na koniec takiej misji podsumowywał jej grę aktorską, wykazując gdzie popełniła błędy, a gdzie zagrała dobrze. Za dobrze wykonaną pracę otrzymywała nawet sto punktów dziennie.

Z czasem te misje stawały się coraz bardziej skomplikowane. Przekonanie Lorda Katte do wejścia w układ z Oleggiem było czymś, czego w ogóle się nie spodziewała. Scenariusz był taki, że Lord Katte miał od razu przystać na jej propozycję. A tymczasem akcja potoczyła się inaczej i Elena musiała improwizować. Poza tym cała ta sprawa z wygraną na turnieju chyba nie była tylko grą aktorską. Elena udawała bogatą asystentkę Olegga, ale zawody miały odbyć się naprawdę, a Olegg koniecznie chciał je wygrać. To dlatego wystawił w mistrzostwach Gaspara, aby walczył razem z zawodnikiem Lorda Katte. Zastanawiała się, po co tak naprawdę kazał jej grać w czymś takim? Przecież równie dobrze mógł sam załatwić tę sprawę. Dlaczego kazał jej ubrać się w takim, a nie innym stylu, umalować się tak, a nie inaczej i rozmawiać w taki sposób z tą, a nie inną osobą? Mówił, że to ją nauczy lepszego wczucia się w jej przyszłą rolę, ale… czy takie udawanie nie było czasem oszustwem?

Nie rozumiała tego, ale robiła to, co jej kazał. Nie miała wyjścia. Przychodząc do jego willi zgodziła się, że będzie mu posłuszna. On zrobi z niej sławną aktorkę, a ona będzie grać tak, jak on jej każe. Do tej pory nie miała na co narzekać. Z czasem jednak zaczęły ją nachodzić coraz większe wątpliwości, czy aby na pewno podjęła słuszną decyzję…

– Zaraz będziemy lądować – oznajmił Gaspar, wyrywając ją z zamyślenia.

Elena zerknęła przez szybę. Już z daleka rozpoznała biały prostokąt na tle ciemnego lasu. Olegg był tak bogaty, że miał nawet swój własny las, jezioro i pola uprawne, na których hodował swoje bio-warzywa. Spoglądając z góry na podświetloną latarniami ogromną willę, której i tak większa część ukryta była pod ziemią, nadal nie mogła uwierzyć, że mieszka właśnie w takim miejscu. Za każdym razem ten widok ją zachwycał.

Autolot delikatnie obniżył lot i Gaspar posadził go na okrągłym placu tuż przed willą, gdzie były zaparkowane inne maszyny. Olegg wyszedł im na spotkanie, szczerząc do nich zęby i klaszcząc w dłonie.

– No, no, no, kogóż my tu mamy? – zawołał. – Czyżby to była moja mała gwiazda, mistrzyni delikatnej perswazji i manipulacji?

Zachichotał, zadowolony ze swojego żartu. Elena prychnęła.

– Nigdy więcej czegoś takiego nie…

– Byłaś rewelacyjna, naprawdę – przerwał jej ze śmiechem. – Niepotrzebny ci nawet żaden scenariusz, idealnie zagrałaś pewną siebie asystentkę z wyższych sfer.

Elena tylko popatrzyła na niego krzywo.

– Tego nie było w scenariuszu… – mruknęła.

– Ale spisałaś się znakomicie – powiedział. – Nie omieszkam przesłać skrótu z tego materiału moim przyjaciołom reżyserom. Bardzo są ciekawi twoich postępów. Myślę, że już niedługo będzie można powierzyć ci twoją specjalną rolę…

– Zastanawia mnie tylko czy… hm, czy ten Lord Katte wie, że ja tylko grałam? – zapytała. – Czy on wie, że to była tylko taka udawana scenka?

– Oczywiście, że wie! – zapewnił ją Olegg, prowadząc ich do willi. – Sam zgodził się wziąć w tym udział. Lord Katte to mój dobry znajomy. On również zajmuje się selekcją nowych aktorów. Słyszał o twoim niezwykłym talencie i chciał cię sprawdzić. Zaraz po spotkaniu z tobą przesłał mi informację, że był zachwycony twoją grą.

– Naprawdę? – zdumiała się. – Bo nie wyglądał jakby, hm…

– Jakby co? – zapytał Olegg.

– Jakby grał – odparła poważnie. – Wyglądał, jakby… Jakby to było wszystko naprawdę…

Olegg roześmiał się głośno.

– Widzisz, jaki jest w tym dobry! – zawołał.

Elena spojrzała pytająco na Gaspara. Miał równie zdumioną minę, co ona, ale nic nie powiedział.

– To wielki mistrz gry, prawdziwy łowca talentów! – powiedział Olegg. – Pewnie po cichu zazdrości mi takiej zdobyczy, hi, hi!

Weszli do holu. Robot zabrał ich okrycia wierzchnie i wprowadził do jadalni. Inne roboty właśnie kończyły nakrywać do stołu.

– Chyba nie jestem głodna… – powiedziała Elena, mając wciąż jeszcze w pamięci nieprzyjemną sytuację z Lordem Katte.

– Och, nalegam! – zawołał Olegg. – Będziemy tylko w trójkę. Musimy jeszcze coś przedyskutować – dodał, spoglądając to na nią, to na Gaspara.

Westchnęła. Domyślała się, że rozmowy będą głównie kręcić się wokół jego wspaniałego planu zgarnięcia zwycięstwa w turnieju. W końcu od miesiąca tłukł im to do głowy, powtarzając jakie to dla niego ważne i ile dzięki temu wygra.

„Ten człowiek ma jakąś obsesję” – pomyślała.

– Dobrze, niech będzie – powiedziała.

– Wspaniale – odparł Olegg.

Usiedli, Olegg na szczycie stołu, Elena po jego prawej stronie, Gaspar po lewej. Gdy tylko zajęli miejsca, natychmiast wjechał wózek z pachnącymi daniami, a roboty uwijały się szybko, sprawnie ich obsługując.

Elena początkowo jadła powoli, nie czując zupełnie głodu, ale na widok coraz to nowych przepysznych potraw odzyskała apetyt. Zapomniała o całym stresie, lęku, a nawet niechęci do Olegga. Jedli w milczeniu. Słychać było tylko szczękanie sztućców. Zerknęła w stronę Gaspara. Jeszcze dość niewprawnie posługiwał się nożem i widelcem, ale z dnia na dzień robił postępy. Widziała, jak pomagał sobie ręką, kiedy nie mógł czegoś trafić widelcem. Uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła tę jego niezdarność.

– Dobrze – odezwał się Olegg, ocierając twarz w serwetkę.

Roboty błyskawicznie sprzątnęły ze stołu, zostawiając na nim tylko napoje.

– Wiecie, jak się sprawy mają – zaczął. – Za kilka dni Gaspar stanie do walki i wygra turniej, a potem my ruszamy w trasę. Musicie zrozumieć, jak bardzo to jest ważne, aby wszystko zrobić tak, jak wam powiem. A więc, kiedy wygrasz… – tu zwrócił się do Gaspara – masz grać kompletnie zaskoczonego, zupełnie jakbyś się tego nie spodziewał. No wiesz, szalejesz z radości, skaczesz, możesz wygłosić jakieś łzawe przemówienie…

– Nie jestem w tym dość dobry – powiedział Gaspar, oglądając się na Elenę. – Myślę, że ona bardziej…

– Ty natomiast – przerwał mu Olegg, spoglądając na dziewczynę – będziesz nadal grała moją asystentkę.

– Tak, wiem – mruknęła, podpierając brodę na dłoni.

Znała ten scenariusz na pamięć.

– Ale twoje zadanie zmieni się, kiedy wyruszymy w trasę po miastach – powiedział zniżając głos. – Zaczniesz wtedy grać swoją główną rolę…

Elena podniosła głowę.

– Będę cię wprowadzał na salony, a ty będziesz musiała odgrywać rolę kogoś bardzo ważnego i bogatego. Nie będziesz musiała wiele mówić, ale i tak będzie to rola dość wymagająca.

– Kogo będę grać? – zainteresowała się.

Olegg wyszczerzył do niej zęby.

– Nie zdziw się, kiedy obcy ludzie będą padać do twoich stóp i nazywać cię różnymi tytułami. Po prostu ignoruj to, uśmiechaj się i kiwaj im głową. Taka będzie twoja rola. Nie mów wiele, najlepiej nic. Zresztą będziesz ze mną w stałym kontakcie i ja ci będę mówił, co masz robić.

Elena słuchała go teraz z zaciekawieniem.

– Ludzie będą padać do moich stóp…? Ale to będą tylko aktorzy, prawda?

Olegg nie odpowiedział na jej pytanie. Upił tylko łyczek z pucharu i oblizał wargi.

– Tak jak mówiłem, ignoruj to. Udawaj, że to dla ciebie codzienność. Po prostu zgadzaj się na to. Będziesz chodziła cały czas z obstawą, nic ci nie zrobią. Nie ośmielą się nawet – dodał tajemniczo.

– Ale…

Elena zerknęła na Gaspara, a ten spojrzał na nią i uniósł pytająco brwi.

– Będę udawać kogoś prawdziwego?

– Jesteś już gotowa, umiesz się publicznie pokazać, a nawet coś zaimprowizować, więc nie będziesz miała z tym problemu.

– Ale jak to? Nie rozumiem, przecież miałam grać w projekcji filmowej, a nie naprawdę…?

– To będzie projekcja filmowa – przerwał jej Olegg. – Ale tylko dla bardzo wąskiego grona. Reszta ludzi będzie sądziła, że to naprawdę, ale nimi masz się nie przejmować. My będziemy cię uważnie obserwować. Każdego dnia przed publicznym pokazaniem się, będę dyktował ci scenariusz tego, z kim się spotkasz, co będzie się działo i co będziesz mówić. Nie wolno ci odstąpić od tego scenariusza ani na krok, bo inaczej cały mój plan…! – podniósł głos, unosząc pięść w górę.

Elena spojrzała na niego z przestrachem, ale Olegg szybko się opanował.

– Inaczej cały mój plan weźmie w łeb – zakończył spokojniejszym tonem.

Od tamtego feralnego balu Olegg nigdy więcej nie podniósł na nią ręki, ale ona wciąż pamiętała do czego jest zdolny. Od tamtej pory nie dopuszczała do sytuacji, aby zostali sam na sam w jednym pomieszczeniu. Nie ufała mu.

Zobaczyła, że Gaspar spina mięśnie i zaciska dłonie w pięści, jednak jego twarz pozostała bez wyrazu. Wiedziała, że w razie potrzeby byłby w stanie ją obronić. Czuła się przy nim bezpieczniej.

– Kamery będą cię cały czas rejestrować, zbierając materiał na tę wyjątkową produkcję – ciągnął dalej Olegg. – Wszystko będzie odbywało się bardzo dyskretnie. Aktorzy będą rozmieszczeni wśród tłumu zwykłych ludzi, aby dodać wszystkiemu… no wiesz… nieco autentyzmu.

– A co z próbami? – zapytała.

– Nie będzie żadnych prób, wszystko będzie odgrywane na żywo.

– Coo…? – jęknęła. – Na żywo? A jeśli się pomylę?

Olegg spojrzał na nią poważnie.

– Więc lepiej się nie pomyl.

– Ale to niemożliwe, aby udało mi się zagrać idealnie za pierwszym razem…! – zaprotestowała.

Olegg ściągnął brwi,

– Jeśli będziesz mówić i robić dokładnie to, co ci będę podpowiadał w słuchawce, nie masz się czego obawiać.

– Dlaczego to wszystko jest utrzymywane w takiej tajemnicy? – zapytała.

– Ze względów bezpieczeństwa – odparł znużonym głosem. – Ta projekcja jest zbyt cenna, żeby mogła podpatrzeć ją konkurencja.

– A jak długo będzie trwało to granie?

Olegg uśmiechnął się dziwnie.

– Tyle, ile uznam za stosowne – odparł.

Uniosła brwi.

– To znaczy?

– Nie interesuj się tym za bardzo, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie – skwitował.

Poczuła, jak wzbiera w niej gniew.

– Chyba mam prawo wiedzieć…!

– Na ten moment wystarczy ci już to, co wiesz. Reszta informacji mogłaby cię niepotrzebnie rozkojarzyć – uciął. – Pamiętaj, że od tej roli zależy cała twoja aktorska przyszłość. Jeśli ją zawalisz, to będzie koniec – dodał złowrogo.

Elena zacisnęła mocno usta i wbiła w niego twarde spojrzenie.

– Możesz już odejść od stołu – oznajmił nonszalancko. – Mam jeszcze parę spraw, które chciałbym omówić z moim niewolnikiem na osobności – powiedział, wskazując głową na Gaspara.

Wstała, gwałtownie odsuwając krzesło od stołu i spojrzała na Olegga ze złością.

– To wszystko, co masz mi do powiedzenia? – warknęła. – Niczego więcej mi nie wytłumaczysz? Chyba zdajesz sobie sprawę, że to może zakończyć się fiaskiem? Ja nie mam aż takiego doświadczenia i…

– Ooo, już trochę doświadczenia masz – przerwał jej Olegg, z rozbawieniem patrząc na jej wzburzoną minę. – Tego Lorda Katte nieźle dzisiaj załatwiłaś. Oglądałem przed chwilą powtórkę z twojej kamerki.

– Właśnie, a propos tego, to muszę ci powiedzieć, że już nigdy więcej nie będę…

– Przypominam ci, Eleno – powiedział Olegg, wstając – że to ja tutaj dyktuję warunki. Nie po to wyciągnąłem cię z tego więzienia i ugościłem w swojej willi, żebyś mi tu teraz pyskowała.

– I nie robisz tego bezinteresownie – odcięła się hardo. – W końcu reżyserzy muszą ci nieźle płacić za bycie moim menadżerem, czyż nie?

Olegg pogroził jej palcem.

– Uważaj sobie, dziewczyno – syknął. – Gdybyś nie była mi tak potrzebna, już dawno sprzedałbym cię do niewoli.

– Ciekawe do czego jestem ci tak bardzo potrzebna? – prychnęła. – Równie dobrze każda inna dziewczyna mogłaby grać twoją asystentkę.

– Ale nie każda dziewczyna jest tobą! – odparł gniewnie.

Elena popatrzyła na niego przez chwilę. Nie lubiła go, nie ufała mu, wzbudzał w niej strach i niechęć, ale teraz była szczerze zdziwiona tymi słowami. Kątem oka widziała jak Gaspar patrzy to na nią, to na niego.

– A co mam takiego ja, czego inne nie mają? – zapytała go wprost.

Olegg tylko się uśmiechnął.

– Myślę, że już pora, abyś stąd poszła – powiedział wymijająco.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – przynagliła go Elena.

Olegg tylko się skrzywił.

– I nie mam zamiaru – stwierdził. – Wynoś się stąd.

– Ale…!

– Może lepiej będzie, jak już rzeczywiście pójdziesz – niespodziewanie odezwał się Gaspar. – Dogonię cię.

„Dogonię cię.”

Wiedziała, co to oznaczało. Czasami po obiadach, kiedy Gaspar miał akurat czas i nie miał dodatkowych ćwiczeń, odprowadzał ją do skrzydła, w którym był jej apartament, a po drodze zatrzymywali się w szklarni, znajdującej się w sercu willi. Spędzali tam dłuższy czas rozmawiając i opowiadając sobie o tym, jak spędzili dzień. To były takie ich małe chwile pociechy, po często dość męczącym dniu. Spojrzała na niego ukradkiem i zobaczyła delikatny uśmiech na jego wargach. Lubiła te chwile z nim. Kiwnęła mu głową i nie patrząc w stronę Olegga, udała się do wyjścia.

– W każdym razie – zawołał za nią Olegg – Przygotuj się na ostrą harówkę. To twoje ostatnie dni wolności. Korzystaj z nich!

Uśmiechnął się do niej, ale nie był to przyjemny uśmiech.

– Ostatnie dni wolności… – prychnęła.

Wiedzieli oboje, że o żadnej wolności nie było tu mowy. Należała do Olegga. Nie była co prawda niewolnicą, ale jego inwestycją, która jeśli mu nie przyniesie zysków, wyląduje w więzieniu albo w utylizatorze.

***

Usiadła na ich ulubionej ławce przy oczku wodnym. Oparła łokcie o kolana i popatrzyła na nieruchomą wodę. Na powierzchni unosiły się delikatne, białe kwiaty. Szklarnia była pięknym, cichym i przytulnym miejscem. Była jak egzotyczny ogród posadzony we wnętrzu domu. Rosło tu mnóstwo drzew, krzewów i kwiatów, których Elena nigdy wcześniej nie widziała. Spomiędzy wielkich płyt posadzki wyrastały przeróżne rośliny. Niektóre pięły się wprost po szklanych ścianach, aż do kopułowatego sufitu, przez które w pogodne dni widać było niebo. Inne rozgałęziały się, tworząc małe krzaczaste wnęki, w których można było się ukryć przed wszystkowidzącymi robotami.

Spojrzała w górę, w stronę sufitu. Teraz widziała tam tylko czerń nocy i kilka srebrnych gwiazd na niebie. Zapytała się raz Olegga, po co mu taki ogród, skoro miał swój własny sad, las i pola uprawne. Odparł, że niektóre rośliny potrzebują specjalnych warunków do rozwoju. Poza tym te, które były dla niego najcenniejsze, trzymał blisko siebie. Lubił mieć je zawsze na oku.

Ją też trzymał w swoim pałacu, jak w pięknej szklarni. Miała tu wszelkie warunki do rozwoju, wspaniałe stroje, pyszne jedzenie, ale mimo to była więźniem, służącą, która musiała wykonywać każde jego polecenie. Dokąd to miało wszystko prowadzić? Co takiego widział w niej Olegg, że trzymał ją jak swoje cenne rośliny? Czy naprawdę była mu potrzebna jedynie do odegrania jakiejś niezwykłej roli? Co było w niej takiego cennego, że tylko on potrafił to dostrzec? Czyżby to był ten talent aktorski, o którym mówił? Było dla niej zbyt tajemnicze.

Jej rozmyślanie przerwały naraz znajome kroki. Podniosła głowę i ujrzała przed sobą Gaspara. Uśmiechnęła się. Na jego widok zapomniała naraz o całym gniewie, strachu i niepewności, jakie jeszcze przed chwilą kotłowały się jej w głowie. W Gasparze było coś takiego, co pozwalało jej przy nim odpocząć.

– Witaj – przywitał ją ciepło i usiadł zaraz obok niej.

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, tak jakby oboje chcieli nasycić się tą chwilą ciszy i spokoju.

– Co takiego mówił ci Olegg? – zapytała.

Zobaczyła, że Gaspar poważnieje.

– Dużo różnych rzeczy – mruknął wymijająco.

– To znaczy? – spytała.

Westchnął i przetarł dłonią oczy. Wyglądał na zmęczonego. Nie odpowiadał długo.

– Dobrze się czujesz? – zapytała, dotykając jego ramienia.

Odjął dłoń od twarzy i uśmiechnął się do niej słabo.

– Tak, tylko…

– Tylko co?

– Olegg mówił mi o twojej roli – mruknął.

Elena nadstawiła ciekawie uszu, ale Gaspar nie kwapił się z odpowiedzią. Miała wrażenie, że coś go dręczy.

– Gasparze…

– Nic mi nie jest, tylko jestem trochę zmęczony – powiedział.

– Powiedz mi wszystko – poprosiła, delikatnie dotykając jego ręki.

Gaspar patrzył w milczeniu, jak jej palce muskały jego rękę. Spojrzał na nią z czułym uśmiechem. Zobaczyła, że powoli uchodzi z niego napięcie, a jego twarz wypogadza się.

Oboje przyzwyczaili się do takiego dotyku. Nie mówili o tym, tak jakby ten temat był gdzieś obok nich, nienazwany, ale czuła, że ta delikatna bliskość buduje w nich coś, czego nie była w pełni świadoma. Coraz większą sprawiało im to obojgu przyjemność. Ukrywali się z tym jednak przed Oleggiem i trzymali się za ręce tylko, kiedy byli sami. Sama nie wiedziała, jak nazwać to uczucie. Podświadomie przeczuwała, że Olegg szybko by ich rozdzielił, gdyby zaczął podejrzewać, że coś ich łączy. Nadal traktowali się jak przyjaciele i nie chciała, aby coś zniszczyło tę relację, a zwłaszcza Olegg.

Spojrzała na niego. Czasami wyobrażała sobie, co by było, gdyby Gaspar mieszkał razem z nią w jej parceli. Starała się jednak odpędzać te myśli. Nie mówiła mu o nich i sama się do nich przed sobą nie przyznawała.

Gaspar ujął jej palce i przytrzymał jej dłoń w swojej ręce.

– Olegg mówił, że teraz będziesz więcej wychodzić do ludzi, pokazywać się w świecie i na różnych balach… – powiedział wreszcie. – To będzie twoja praca, ta nowa rola. Powiedział mi, że twoje życie zmieni się diametralnie i będziesz musiała porzucić stare przyzwyczajenia. Będziesz często gdzieś wyjeżdżać razem z Oleggiem i pokazywać się w różnych miejscach.

Słuchała tego chwilę w milczeniu.

– Ciekawe, co to będzie za nowa rola? – mruknęła.

Gaspar tylko wzruszył ramionami.

– Ale ty będziesz wciąż moim ochroniarzem, prawda? – spytała.

– Właśnie nie wiem…

Uniosła brwi.

– Jak to? – spytała. – Przecież do tej pory tak właśnie było …

– Olegg mówił, że ta rola będzie dla ciebie wielkim zaszczytem – powiedział. – Powiedział, że dostaniesz za to mnóstwo punktów, nałapiesz nowych przywilejów…

– Och… – westchnęła.

Nie wiedziała czy bardziej się z tego cieszy, czy bardziej ją to wszystko niepokoi.

– A ty? Co się z tobą stanie?

– O mnie mówił tylko tyle, że mam się nie wtrącać do twojego nowego zadania i zostawić cię w spokoju – mruknął, patrząc gdzieś przed siebie.

Twarz jej pobladła. Czyżby Olegg zaczął coś podejrzewać? Zlękła się.

– Ale… Przecież to ty masz lecieć w ten rejs po wszystkich miastach, kiedy wygrasz zawody. Masz być gwiazdą i masz być pokazywany na wszystkich ekranach…

Gaspar nie odpowiadał.

– Prawda? – dopytywała. – Gasparze?

– Właśnie nie wiem, jak to do końca będzie wyglądało – powiedział ponuro. – Olegg mówił coś o tym, że mam się nie buntować, gdyby chciał tam lecieć tylko on i ty….

– Co takiego?!

– …i że mam wam oddać moje bilety, które wygram na mistrzostwach.

Elena wstała. Poczuła, że serce gwałtownie jej przyspiesza.

– Co on sobie wyobraża?! Zaraz pójdę do niego i mu powiem, co o tym wszystkim myślę…!

Gaspar pokręcił głową.

– Eleno, wydaje mi się to zupełnie niepotrzebne. I tak nic nie zyskasz, a tylko narobisz sobie kłopotów – powiedział.

Nie uspokoiło jej to wcale. Teraz zamiast lęku czuła wściekłość.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij