Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Skarb Pustyni. Oczy Królowej. Tom 4. Część 1 - ebook ePUB - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 marca 2026
24,00
2400 pkt
punktów Virtualo

Skarb Pustyni. Oczy Królowej. Tom 4. Część 1 - ebook ePUB - ebook

W niedalekiej przyszłości, po wielkiej katastrofie, która zdziesiątkowała ludzkość, na świecie powstały supernowoczesne państwa-miasta, w których władzę sprawują tajemniczy Wielcy Rządzący. Obywatele podzieleni są na kategorie i poddani absolutnej kontroli przez cybernetyczną władzę, a zamiast waluty wprowadzono ogólnoświatowy system punktowy, nagradzający posłusznych i karzący nieposłusznych osobników. W czwartym tomie „Skarbu Pustyni” poznajemy dalsze losy Eleny i Gaspara. Tajemniczy Janno wprowadza Elenę do ukrytego świata chrześcijan. Jednak nie wszyscy chrześcijanie okazują się przyjaźnie do niej nastawieni i wielu jest takich, którzy chętnie wydaliby ją królowej chrześcijan, Serenie. Dziewczyna musi się ukrywać, bo zdesperowany Olegg tak łatwo nie odpuści straty swojej zdobyczy. Elena musi w końcu podjąć heroiczną decyzję: albo całkowicie zaufa Bogu chrześcijan, wierząc w Jego słowo, albo zwątpi i zostanie jej już tylko rozpacz i śmierć.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397680432
Rozmiar pliku: 687 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Estera przytuliła ją mocno do siebie i pogładziła po głowie ukrytej pod białym welonem.

– Skarbie… – ponaglił ją Kaleb.

Stał obok Estery, trzymając na ramieniu małego Filipka. Dzieciątko spało, owinięte ciasno w kocyk, które dały mu siostry.

Elena pomyślała sobie, że gdyby chciała kiedyś mieć partnera, to właśnie takiego, który będzie potrafił zająć się maleńkim dzieckiem tak, jak to robił Kaleb. Przez ten krótki czas, jaki z nimi spędziła, te kilka dni jakie razem przebyli w szpitalu sióstr krystalitek, zdążyła podpatrzeć jak traktowali siebie nawzajem i swoje dziecko. Oboje byli pełni miłości, czułości i wzajemnego szacunku. Widziała, jak wspólnie przewijali maleństwo, kąpali, jak Estera karmiła dziecko swoimi piersiami. To było dla niej coś zupełnie nieznanego. Słyszała co prawda o naturalsach, którzy sami rodzili swoje dzieci, ale nigdy nie spotkała nikogo takiego na żywo. A tym bardziej nie widziała noworodka. Dopiero tu, wśród chrześcijan, zobaczyła malutkie dzieci i starych ludzi z białymi włosami, o pomarszczonych twarzach. Widziała chorych, rannych i cierpiących, którymi opiekowali się chrześcijanie. Nikogo nie porzucali, ani nie skazywali na utylizację, a przecież w Sercu takich nieprzydatnych obywateli po prostu utylizowano i znikali z dnia na dzień, a pamięć o nich zostawała kasowana z systemu. Wtedy nie wydawało jej się to tak potworne, ale teraz, w konfrontacji z życiem, jakie prowadzili chrześcijanie, widziała kolosalną różnicę. Przeczuwała od zawsze, że świat, w którym żyła, był ponury i bezsensowny, ale nie przypuszczała, że był aż tak okrutny i nieludzki. To było jak zbiorowy obłęd, albo sen, z którego nie można było się obudzić.

Patrząc, może już ostatni raz na Kaleba, Esterę i Filipka, widziała w nich to, czego sama podświadomie szukała przez całe życie. Od zawsze pragnęła prawdziwej rodziny, jej ciepła i bliskości, czułości i zaufania, choć nie potrafiła tego wtedy nazwać. Żadne punkty nie były w stanie jej tego dać. Będąc przy nich sama zapragnęła stworzyć taką rodzinę, być z mężczyzną, który będzie ją chronił i razem z nią wychowywał dziecko. Chciała mieć dziecko, nawet, jeśli oznaczałoby to urodzenie je w taki sposób, w jaki zrobiła to Estera. To pragnienie było tak silne, że na moment zapomniała o całym lęku o przyszłość i niepokoju o swój los. Pierwszy raz poczuła w swoim sercu, że wie, czego chce. Było to dość zaskakujące dla niej samej, ale i uwalniające.

– Dbaj o siebie maleńka – szepnęła Estera przez łzy, puszczając wreszcie Elenę. – I uważaj na siebie. Będę się za ciebie modlić każdego dnia.

– Dziękuję… nie trzeba – wymamrotała, speszona.

– Ależ trzeba, trzeba, potrzebujesz dużo modlitw i dużo siły – odparła Estera, ocierając zapłakaną twarz wierzchem dłoni. – Ja i Kaleb będziemy zawsze o tobie pamiętać.

– Ja też o was nie zapomnę – wyrzekła nieśmiało. – Dziękuje wam za wszystko…

– Siostry nowicjuszki! Pora wyruszać! – zawołała siostra Anastazja. – Pociąg odjeżdża za dwie godziny, a czeka was jeszcze piesza podróż na obrzeża miasta. Pospieszcie się, bo nie zdążycie. Następny pociąg odjeżdża dopiero za dwa miesiące, a ja mam dla was przepustki tylko na dzisiejszy dzień.

– Tak jest, siostro! – odparły cztery pozostałe krystalitki, które razem z Eleną miały wyruszyć do klasztoru.

Ustawiły się przy drzwiach, czekając na nią. Elena spojrzała na Esterę i Kaleba z bólem i z radością.

– To… do widzenia – powiedziała.

– Niech cię Bóg błogosławi i prowadzi – powiedział Kaleb uroczyście – Siostro El – dodał.

– Niech Maryja, Matka Boga, potężna królowa nieba i ziemi, pogromicielka szatana, chroni cię i strzeże – dodała Estera.

Uścisnęli ją, ona pocałowała maleńką rączkę śpiącego Filipka i udała się do wyjścia. Opuściła szpital wraz z pozostałymi siostrami i ruszyły przez zrujnowane miasto. Nie oglądała się za siebie. Wiedziała, że jeśli to zrobi, z pewnością się rozpłacze. Teraz nie było na to czasu. Musiała być silna.

Od siostry Anastazji dostała jakąś torbę na drogę, a w niej kilka drobiazgów, między innymi czystą bieliznę na zmianę i cieplejsze okrycie. Poza tym nie miała niczego. Ta torba i ubranie krystalitki, które miała na sobie, było wszystkim, co posiadała. Szła w zupełne nieznane, ukrywając się jak zbieg, z piętnem oszustki i morderczyni. A jednocześnie, z dziwnym pokojem w sercu. Odchodziła z Języka pokrzepiona, umocniona tymi wszystkimi przeżyciami, które jej się przydarzyły. Czuła, że coś się w niej zmieniło przez ten niedługi czas, jaki spędziła z chrześcijanami. To wszystko prowadziło ją do jakiegoś nieznanego celu, drogą, której nie rozumiała, ale której się poddała. Nie miała zresztą innego wyjścia. Mogła się zbuntować i uciec gdzieś samej, wyrwać się i pobiec przed siebie, ale z pewnością daleko by nie zaszła i natychmiast zostałaby zdekonspirowana. Wolała trwać w ukryciu i zobaczyć, co przyniosą jej kolejne dni.

Siostry, z którymi szła, były dość milczące. Dwie z nich prowadziły na przedzie, najwyraźniej znając drogę na pamięć. Odmawiały cicho jakieś modlitwy, trzymając w dłoniach sznur koralików. Elena miała taki sam sznur przy pasie i również się go uchwyciła, aby nie wyróżniać się niczym od nich.

Pokonywały drogę poprzez zrujnowane tereny, kierując się w stronę najdalszych obrzeży, w przeciwnym kierunku do tego, w jakim się szło do willi Ambrożego. Był chłodny ranek i z początku drżała z zimna, ale potem szybki marsz skutecznie ją rozgrzał. Szły przez suche pola pokryte żółtą trawą, potem wspięły się na niewielkie wzniesienie, a stamtąd Elena dostrzegła biały, prostokątny budynek stojący w głębi doliny, która się przed nimi rozciągała.

– To dworzec – powiedziała jedna z sióstr, która prowadziła przemarsz. – Stamtąd odjeżdża pociąg. Mamy jeszcze godzinę na zejście ze wzgórza i dotarcie na czas. Trawa jest sucha, bo dawno tu nie padało, ale uważajcie, żebyście się nie poślizgnęły, kiedy będziemy schodzić z tego wzniesienia. Za mną.

Siostry po kolei zaczęły schodzić ze wzgórza. Elena szła jako ostatnia, przytrzymując sobie długą szatę, aby jej nie nadepnąć. Schodzenie okazało się dużo gorsze niż wchodzenie. Zejście było bardzo strome, a ścieżka, która wiła się w trawie, była zarośnięta i niemal niewidoczna.

– Czy nie ma jakiejś lepszej drogi? – zapytała, kiedy z trudem zahamowała szorując butami w piachu i chroniąc się przed sturlaniem.

– Jest – odparła ta siostra, która prowadziła. – Ale przejście nią i obejście tego wzgórza zajęłoby nam pół dnia, a nie mamy na to teraz czasu.

– Dlaczego zatem nie wyruszyłyśmy wcześniej, aby pójść tą łatwiejszą drogą?

– Bo zawsze chodzimy tą drogą.

– A dlaczego nie tamtą?

– Bo tak nam nakazała siostra Anastazja.

– Aha.

„To nie ma najmniejszego sensu” – pomyślała, ale postanowiła już o nic więcej nie pytać i zachowywać się tak, jak jej to nakazywał Janno. Niczemu się nie dziwić.

W końcu zeszły ze stromego zbocza i zaczęły kierować się w stronę szerokiego, prostokątnego, białego budynku. Stał u podnóża niewysokiej góry, z jednej strony osłonięty nagą skałą, która tworzyła nad nim wyżłobienie. Przy dworcu znajdowały się tory, które prowadziły prosto do wnętrza ciemnego tunelu, który szedł pod górą. Już z tej odległości dostrzegła pociąg stojący przy dworcu na jedynym peronie, jaki tam był. Wyglądał jak srebrny pocisk. Wokół niego uwijało się paru mężczyzn ubranych w białe kombinezony robocze.

Elena naraz zlękła się, kiedy tuż przed wejściem do dworca spostrzegła budkę strażniczą, a przy niej dwóch strażników stojących z karabinami.

Wbiła wzrok w ziemię i starała się nie patrzeć na nikogo. Z przerażenia dłonie jej się spociły, ściskała więc mocno sznur koralików, który miała przytroczony do pasa. Były już tylko kilka metrów od strażników. Wstrzymała oddech, nie wiedząc, co ich teraz czeka. Mężczyźni wyraźnie patrzyli wprost na nie.

– Siostry krystalitki! – zawołał ostro jeden z nich.

Zatrzymały się tuż przed nimi. Żadna się nie odezwała. Pierwsza z sióstr, ta, która prowadziła przemarsz, wystąpiła do przodu i bez słowa podała mu jakieś plakietki. Było to pięć przepustek, które dała im wcześniej siostra Anastazja.

Strażnik czytnikiem na dłoni sprawdził przepustki, a potem zaczął przyglądać się siostrom, każdej z osobna. Elena nie podnosiła głowy.

– Jedziecie do Królewskich Gór, tam gdzie jest wasza pani, tak? – odezwał się strażnik po chwili.

Nie wyglądał zbyt sympatycznie i najwyraźniej szukał jakiejś zaczepki.

– Tak, zgadza się – odparła grzecznie prowadząca siostra krystalitka.

– To jak ją zobaczycie przekażcie jej, żeby przestała się ukrywać i wróciła tu, do Języka, i skończyła to, co zaczęła! – warknął. – Miała zrobić z wami porządek, ale chyba stchórzyła! – dodał z pogardą.

Siostry milczały. Elena czekała w napięciu, bojąc się podnieść oczy.

– No? To będziecie się z nią widzieć, czy nie? – rzucił wyzywająco.

Siostry nie dały się sprowokować.

– Czy mogę już zabrać z powrotem nasze przepustki? – zapytała uprzejmym, ale stanowczym tonem siostra krystalitka.

– Nie, jeszcze z wami nie skończyłem! – burknął. – Krążą też plotki, że to nie była prawdziwa królowa, tylko jej sobowtór podszywający się pod nią. Słyszałyście o tym, że ktoś podobno przebrał się za waszą Serenę i chce sobie przywłaszczyć jej tron?

Krystalitki milczały.

– No? Co nic nie mówicie? – zawołał. – A może wy ją tu gdzieś ukrywacie, hę?

Elena struchlała. Zrobiło jej się słabo ze strachu. Serce biło jej tak mocno, że miała wrażenie, że strażnik zaraz to usłyszy i po tym ją rozpozna.

„Boże, ratuj!”

– Daj im już spokój, to tylko mniszki, one się nie znają na polityce – powiedział drugi strażnik, młodszy, chwytając tamtego za ramię.

– Skąd wiesz? – obruszył się tamten. – Może tylko udają takie niewiniątka…

– Taaak, jasne, jasne, a potem postanowiły przejąć władzę nad światem, i to kto? Siostry zakonne, które całe dnie nic nie robią, tylko się modlą! – odparł tamten żartobliwie.

Wziął od niego przepustki i podał pierwszej krystalitce.

– Masz siostrzyczko i idźcie już sobie – powiedział. – A skoro modlicie się całe dnie, to nie zapomnijcie pomodlić się i za mnie. I za tego gbura też! – dodał, śmiejąc się z kolegi.

Tamten poczerwieniał ze złości na twarzy. Krystalitka wzięła od niego przepustki i skłoniła lekko głowę.

– Dziękujemy i obiecujemy modlitwę – odparła pokornie.

– Ooo, widzisz? Jeszcze się siostrzyczki za nas pomodlą! – zawołał drugi strażnik, szturchając kolegę w bok. – Może ci wymodlą awans?

– Daj mi spokój – burknął tamten.

Siostry ruszyły w stronę dworca. Elena ani na moment nie podniosła głowy. Odetchnęła z ulgą dopiero, kiedy weszły do środka budynku. Szklane drzwi otworzyły się przed nimi i znalazły się w dużym, jasnym pomieszczeniu. Wyglądało na dość zaniedbane i rzadko używane. Nie było tu kolorowych reklam, ruchomych hologramów i muzyki dudniącej z głośników. Panowała cisza. Przy drzwiach stało kilka plastikowych krzeseł, na których siedziały inne krystalitki. Na ich widok wstały i podeszły do nich całą grupą.

– Witajcie, siostry! – przywitała ich pierwsza z nich. – Nazywam się siostra Karina. Ja i moje współsiostry jesteśmy z Nerek.

– Witajcie, ja jestem siostra Matylda – powiedziała siostra, która ich prowadziła. – My jesteśmy stąd, z Języka.

Siostra Karina przyjrzała się zdumiona ich piątce.

– Dlaczego jest was tak mało?

– Nasi bracia i siostry w Chrystusie zostali nawiedzeni przez trzęsienie ziemi i spora część sióstr została w pobliskim szpitalu, aby pomagać rannym – powiedziała.

– Och, to święte dusze! – westchnęła siostra Karina. – Mamy jeszcze czterdzieści minut do odjazdu pociągu. Może pomodlimy się wspólnie ofiarując Bogu ten trud podróży oraz za wszystkie siostry, które nie mogą tu z nami być?

– Oczywiście – zgodziła się siostra Matylda, a wraz z nią przytaknęły pozostałe siostry.

– Obejmijmy także modlitwą tych dwóch strażników, którzy nas kontrolowali oraz wszystkich, którzy staną na naszej drodze – dodała siostra Matylda. – Niech dobry Bóg dotknie swoją łaską ich serc, a nas chroni przed działaniem złego ducha.

– Amen – przytaknęły pozostałe siostry.

Krystalitki, jak na umówiony sygnał, upadły na kolana i rozłożyły szeroko ręce. Elena szybko zrobiła to samo, czekając na to co, się teraz wydarzy. Zerknęła w bok i zobaczyła przez szybę, że mechanicy, którzy pracowali przy pociągu, przerwali swoją pracę i zaczęli przyglądać się klęczącym na podłodze siostrom.

W tej samej chwili jedna z krystalitek zaintonowała piękną pieśń:

– O Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla nas…

Miała wysoki, czysty i dźwięczny głos, który jak miecz przeszywał jej serce. Dreszcz przebiegł jej po plecach. Wszystkie siostry powtórzyły za nią chórem:

– Ufamy Tobie!

Siostra znów zaczęła śpiewać:

– Ojcze Przedwieczny, ofiarujemy Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa…

Reszta sióstr odpowiedziała także śpiewając:

– Na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata!

I siostra śpiewała dalej:

– Dla jego bolesnej męki…

A reszta powtórzyła melodyjnie:

– Miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

– Dla Jego bolesnej męki…

– Miej miłosierdzie dla nas i całego świata!

Słowa tej dziwnej pieśni powtarzano kilkakrotnie w tej samej intonacji, jednocześnie przesuwając paciorki koralików. Elena szybko złapała, o co w tym chodzi i robiła to samo.

Trwało to jakiś czas. Wszystkie siostry klęczały w bezruchu, tylko ona jedna kręciła się i wierciła, nieprzyzwyczajona do takiej niewygodnej pozycji. Nie rozumiała tego, o czym śpiewały, nie wiedziała, co to za bolesna męka i co to za Ojciec Przedwieczny, ale podniosłość i namaszczenie z jakim śpiewały, oraz fakt, że robiły to klęcząc i unosząc ręce, było dla niej czymś niezwykłym i wzruszającym. Z każdym nowo wypowiedzianym zdaniem, coś się w niej kruszyło. Ziarnko po ziarnku, jakaś siła dokopywała się do jej serca, skamieniałego i struchlałego, nieufnego i zamkniętego w sobie, które trzymała schowane przed całym światem. Na dźwięk tych słów czuła w swoim wnętrzu jednocześnie ból i szczęście, smutek i radość, tak jakby jakaś niewidzialna dłoń rozdzierała jej serce i wpuszczała do niego światło i świeże powietrze, które je na nowo ożywiało. Popatrzyła po innych krystalitkach. Niektóre miały zamknięte oczy i błogi pokój malował się na ich twarzach. Inne miały łzy w oczach, ale nie wyglądały to na łzy smutku.

Elena ukryła twarz w dłoniach. Poczuła, że jej ciałem wstrząsają dreszcze. Pozwoliła swoim łzom płynąć swobodnie. Nie ukrywała ich. Czuła, jak przynoszą jej ulgę, tak jakby spływały do wnętrza jej serca i oczyszczały je. W głowie pojawił jej się naraz niezwykły obraz. Zobaczyła siebie jako małe, nagie dziecko, leżące na ziemi i szamocące się w pieluszce. Płacząc, wołała o miłość, ale nikt nie przychodził, nikt nawet jej nie słyszał. Była zrozpaczona i samotna. I nagle pojawiły się przed nią czyjeś ogromne dłonie, który wynurzyły się z mgły. Ciepłe, silne dłonie pochwyciły ją całą i uniosły w górę, a potem przytuliły do serca. Poczuła bezgraniczną miłość. Była bezpieczna. Była kochana. Nareszcie odnalazła dom.

Ocknęła się, kiedy pieśń się skończyła. Zobaczyła przed sobą na posadzce kałużę ze swoich własnych łez. Zauważyła, że inne siostry patrzą na nią uważnie. Podniosła na nie wzrok. Jedna z nich położyła jej dłoń na ramieniu.

– Czy już wszystko dobrze, siostro? – spytała łagodnie siostra Karina.

Miała głos tak słodki jak u ptaka, a jej oczy były pełne współczucia.

– Tak – bąknęła. – Przepraszam za kłopot.

Siostra Karina uśmiechnęła się łagodnie.

– Nie jesteś żadnym kłopotem – powiedziała. – Cieszymy się, że Duch Święty tak się na ciebie wylewał. Jesteśmy wdzięczne Bogu za wszystkie dzieła, które w nas dokonuje przez swojego Syna.

– Ach, tak… – powiedziała Elena bezradnie, nic z tego nie rozumiejąc.

– Czy życzysz sobie, abyśmy się za ciebie pomodliły? – spytała inna siostra.

Elena nie wiedziała, czy sobie tego życzy czy nie, ale niezręcznie było jej odmawiać.

– Tak… – mruknęła.

Siostry powstały i pomogły jej podnieść się z posadzki. Otoczyły ją okręgiem. Jedne dotknęły jej ramion, inne wnosiły dłonie ku górze. Reszta złożyła ręce do modlitwy. Na moment zamarły, a po chwili zaczęły wspólnie śpiewać jednym głosem piękną pieśń:

O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,

Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg.

Niebieską łaskę zesłać racz

Sercom, co dziełem są Twych rąk.

Pocieszycielem jesteś zwan

I najwyższego Boga dar.

Tyś namaszczeniem naszych dusz,

Zdrój żywy, miłość, ognia żar.

Ty darzysz łaską siedemkroć,

Bo moc z prawicy Ojca masz,

Przez Boga obiecany nam,

Mową wzbogacasz język nasz.

Światłem rozjaśnij naszą myśl,

W serca nam miłość świętą wlej

I wątłą słabość naszych ciał

Pokrzep stałością mocy Twej.

Nieprzyjaciela odpędź w dal

I Twym pokojem obdarz wraz.

Niech w drodze za przewodem Twym

Miniemy zło, co kusi nas.

Daj nam przez Ciebie Ojca znać,

Daj, by i Syn poznany był.

I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch,

Niech wyznajemy z wszystkich sił.

Niech Bogu Ojcu chwała brzmi,

Synowi, który zmartwychwstał,

I Temu, co pociesza nas,

Niech hołd wieczystych płynie chwał. Amen!

Elena zaczęła płakać już po pierwszych wersetach. Ale tym razem to nie był delikatny płacz, ale zanosiła się szlochem, tak jakby to rozdarcie jej serca doszło już do ostateczności. Serce biło jej tak szybko, że była pewna, że zaraz po prostu wyskoczy jej z ciała i odfrunie. Miała wrażenie, jakby ktoś wbijał jej miecz prosto w pierś i rozcinał, przeszywał ją na wylot. Bolało tak bardzo, aż zgięła się w pół. Czuła realny, fizyczny ból. Dotknęła swojego ciała, sprawdzając czy rzeczywiście krwawi, ale nic takiego się nie działo. To było jakieś duchowe, niezwykłe przeżycie, którego nie umiała przyrównać do niczego innego.

Pod koniec pieśni zaczęła się uspokajać, łzy przestały płynąć, a jej serce znów wróciło do normalnego tempa. Ból zniknął.

Popatrzyła na otaczające ją kobiety.

– Co teraz czujesz, siostro? – zapytała siostra Karina.

– Pokój – odpowiedziała szczerze.

– Chwała bądź Bożemu Sercu! – zawołały z radością.

Ona sama uśmiechnęła się słabo.

– Czy chcesz coś zjeść? Czegoś się napić? Może odpocząć? – zapytała siostra Karina.

– Tak, chyba tak – przyznała, zmieszana tą nagłą troską.

Usiadła wraz z kilkoma innymi krystalitkami na plastikowych krzesełkach.

– Proszę, napij się – powiedziała siostra Karina, podając jej butelkę z wodą.

Elena wzięła ją i już miała odsłaniać zasłonę, aby się napić, ale zatrzymała się. Nie mogła przecież pokazywać im swojej twarzy. Zmieszała się. Inne siostry musiały to zauważyć, bo popatrzyły po sobie znacząco.

– Jeśli cię to krępuje, to odwrócimy głowy – powiedziała siostra Karina. – Powiesz nam, kiedy będziemy mogły znów na ciebie spojrzeć – dodała łagodnie.

I jak powiedziała, tak też zrobiły. Odwróciły się wszystkie, patrząc w podłogę. Elena odczekała chwilę, sprawdzając, czy aby na pewno na nią nie patrzą, ale siostry nawet się nie poruszyły. W końcu ukradkiem odchyliła odrobinę zasłonę i upiła szybko kilka łyków, po czym odstawiła butelkę na stoliku i zasłoniła się.

– Już – powiedziała. – Dziękuję. To nie jest tak, że ja… tylko no… – zaczęła, chcąc się jakoś usprawiedliwić.

Siostry znów na nią spojrzały.

– Nie musisz nam się tłumaczyć. Rozumiemy, że taki ślub złożyłaś Panu i szanujemy go – powiedziała pierwsza siostra. – My także złożyłyśmy nasze śluby Panu, choć podczas posiłków rezygnujemy z niego. Twoja radykalna postawa tym bardziej jest dla nas przykładem, abyśmy jeszcze gorliwiej pracowały dla Pana.

Elena zmieszała się okropnie.

– Ja nie, to znaczy… – bąknęła, ale one tylko pokiwały głowami z aprobatą.

Stwierdziła, że chyba jednak nie ma sensu im tego tłumaczyć i lepiej niech tak myślą.

– Jak ci na imię? – spytała pierwsza krystalitka.

– Ele… – zawahała się. – El, siostra El.

– Ja jestem Karina – powiedziała. – A to są Maja, Monika i Mirella, moje najbliższe przyjaciółki – wymieniła, pokazując na poszczególne kobiety.

– Wywodzimy się z jedynego domu formacyjnego w Nerkach, Domu Świętego Józefa – wyjaśniła. – A ty skąd pochodzisz?

– Z Serca – powiedziała Elena.

– Oooo… – zdziwiły się siostry. – A gdzie to jest? – zapytała siostra Karina.

– Daleko, bardzo daleko stąd, na południowy wschód. Tam, gdzie jest pustynia – powiedziała.

– Pustynia?

Uniosły brwi, zaskoczone i popatrzyły jedna na drugą.

– Nie widziałyśmy nigdy pustyni. Tutaj mamy tylko drzewa i góry – powiedziała siostra Maja.

– Serce otoczone jest wokół pustynią – powiedziała Elena. – To wszystko, co pozostało po starożytnych cywilizacjach – wyjaśniła. – Kupa szarego pyłu.

– Serce w środku pustyni – powiedziała cicho siostra Karina. – Przypomina mi to słowa z księgi Ozeasza, pamiętacie?

– „Chcę ją wyprowadzić na pustynię i mówić jej do serca…” – szepnęła siostra Maja.

– Tak, pamiętam doskonale – dodała siostra Mirella.

Elena przysłuchiwała się temu w milczeniu.

– Jak wygląda pustynia? – zapytała ją siostra Monika.

Elena zastanowiła się. Nikt nigdy nie pytał ją o pustynię.

– Jest… piękna – powiedziała w końcu, przywołując jej wygląd w pamięci. – Jest taka… czysta i cicha.

– Och… – krystalitki westchnęły zachwycone.

– Opowiedz nam coś jeszcze o niej – poprosiła siostra Monika.

– Pustynia jest jak… jak ocean – ciągnęła dalej. – Sięga aż po horyzont. Nie ma na niej żadnego budynku, żadnego kształtu, który wyróżniałby się z terenu. Jest łagodna i kojąca. Słyszy się na niej tylko wiatr i swoje własne myśli. Często lubiłam tam przyjeżdżać motorem. Siadałam, patrzyłam i godzinami słuchałam tej ciszy.

– Ooo… jeździłaś motorem? – zaciekawiła się siostra Mirella.

Wyglądała na najmłodszą z krystalitek. Miała małe, skośne oczy i jasne włosy wystające spod nakrycia głowy.

– Tak, to był taki jednoosobowy latający motor. Uwielbiałam go – powiedziała Elena, uśmiechając się do swoich myśli.

Przypomniała sobie, ile radości sprawiało jej przemykanie na swoim motorze nad pustynią pełną ciszy.

– Pustynia… To miejsce chyba idealnie nadaje się na modlitwę? – spytała siostra Karina.

Elena pokiwała głową, nie wiedząc, jak jej odpowiedzieć.

– Czy to właśnie tam usłyszałaś głos Boga? – zapytała.

Elena zawahała się.

– Głos Boga…? Chyba…. chyba tak… – odparła niepewnie.

– Opowiedz nam coś jeszcze o tej pustyni – poprosiła siostra Mirella. – I o Sercu.

Elena popatrzyła na nie wszystkie. Nie była przyzwyczajona, aby mówić o sobie. Siostry przyglądały jej się z ciekawością. W ich spojrzeniach nie widziała podstępu, tylko życzliwość i akceptację.

– Cóż… – zaczęła. – No dobrze.

Przełamując nieśmiałość i swoje lęki, otworzyła usta i zaczęła opowiadać. Mówiła o tym, jaki zapach miał wiatr na pustyni, jak koił ją szum piasku i jak często wymykała się nielegalnie, nawet w nocy, aby patrzeć na gwiazdy, niezagłuszone światłami miasta. Mówiła, a siostry słuchały i nie przerywały jej, od czasu do czasu tylko wydawały z siebie ciche westchnienia zachwytu. Uwaga, jaką jej poświęcały, otwierała ją. Zaczęła przytaczać zabawne i mniej zabawne historyjki. Chyba pierwszy raz w życiu tyle mówiła o sobie i to zupełnie obcym ludziom. Chociaż te siostry nie wydawały jej się już takie obce. Od razu poczuła z nimi więź. Miała wrażenie, że one ją rozumieją.

– No więc, tak to mniej więcej u mnie wyglądało – powiedziała na koniec.

– Jesteś bardzo odważna, że tak sama opuszczałaś miasto – przyznała siostra Karina.

Elena wzruszyła ramionami.

– To raczej nic takiego – mruknęła.

– Ja bym się bała – powiedziała siostra Monika.

– Pewnie wszystkie byśmy się bały – odezwała się siostra Mirella.

– To jak to się stało, że trafiłaś aż tu, do Języka? – zapytała siostra Monika.

Elena już otwierała usta, ale zaraz je zamknęła. Co mogłaby im powiedzieć? Przecież nie mogła im zdradzić, kim jest. Zrobiła jakiś nieokreślony ruch ręką.

– Cóż… Chyba Bóg mnie tak poprowadził – skwitowała.

Krystalitki pokiwały głowami. Wyglądały na całkowicie usatysfakcjonowane tą odpowiedzią. Elena w duchu cieszyła się, że nie musi im więcej tłumaczyć.

– To tak jak nas – powiedziała siostra Karina. – Ja i dziewczęta wychowywałyśmy się w domu opieki dla porzuconych dzieci. Nasze geny nie były wystarczająco dobre, aby ktoś zechciał nas przygarnąć.

Elena drgnęła na te słowa. Ta historia do złudzenia przypominała jej własną.

– Ale Bóg nas nie opuścił – powiedziała z radością. – Dom opieki prowadzili dobrzy ludzie, chrześcijanie, którzy dali nam tyle ciepła i miłości… – powiedziała z rozrzewnieniem.

Popatrzyła na swoje towarzyszki, a one odwdzięczyły się tym samym czułym spojrzeniem.

– To oni przekazali nam wiarę, nauczyli nas, kim jest Bóg – wyjaśniła siostra Maja.

– W zasadzie to większość dziewcząt w naszej grupie postanowiła zostać mniszkami – powiedziała siostra Mirella.

– Po prostu zakochałyśmy się w Jezusie! – westchnęła siostra Monika. – I chciałyśmy żyć tylko dla Niego!

– To takie szczęście wierzyć w Boga w tym świecie – powiedziała siostra Maja. – To jak znaleźć drogocenną perłę!

– Tak, to jak odnaleźć ukryty skarb głęboko w roli – powiedziała siostra Karina. – Jak w tej przypowieści.

Elena zamrugała. Już gdzieś słyszała te słowa. Natychmiast w jej głowie pojawił się obraz chłopca ubranego w białą szatę, idącego z owieczką poprzez pustynię.

– Tak… – przyznała cicho Elena. – Jak skarb na roli. Albo… skarb na pustyni.

– Dokładnie tak, jak mówisz – przyznała siostra Karina. – Jak skarb na pustyni. Ty jesteś takim skarbem pustyni – dodała, uśmiechając się do niej bardzo łagodnie.

Elena popatrzyła na nią.

– Ja?

– Tak, ty – powiedziała. – Rozkwitłaś tam, gdzie już nic nie rosło. Jesteś prawdziwym Bożym klejnotem.

Wzruszyły ją te słowa. Wiedziała, że były szczere, płynące prosto z serca.

Naraz przejmujący gwizd przeszył powietrze. Krystalitki natychmiast wstały i chwyciły za swoje torby.

– To już pora – powiedziała siostra Matylda. – Musimy iść.

Wyszły z poczekalni i przeszły na peron. Mężczyźni, którzy naprawiali pociąg, teraz pomagali im wsiąść do środka, podając im bagaże. Byli bardzo uczynni i chyba trochę czuli się onieśmieleni towarzystwem tajemniczych kobiet, które ukrywały się pod skromnym strojem. One zachowywały się zupełnie inaczej, niż zwykli obywatele. Były pogodne, ciche i bardzo uprzejme.

Siostry weszły do pociągu, każda ze swoimi tobołkami. Elena wspięła się na stopnie do wejścia jako jedna z ostatnich. Spojrzała na wzgórze za sobą.

„Ciekawe, jaki widok przywita mnie, kiedy będę wysiadać?” – pomyślała.

Weszła do pociągu, a drzwi zamknęły się za nią. Był to stary pojazd szynowy z przedziałami. Widziała takie na ekranach w Świątyni Starożytności. Mogły jechać nie więcej niż siedemdziesiąt kilometrów na godzinę, więc ten rodzaj transportu był już teraz zupełnym przeżytkiem.

Rozejrzała się za swoimi nowo poznanymi koleżankami. Siostra Karina i reszta zajęły już miejsce w jednym przedziale i rozkładały swoje bagaże na półkach nad siedzeniami. W każdym takim przedziale mieściło się sześć osób. Elena postanowiła do nich dołączyć, a one z radością przyjęły ją do siebie.

– Usiądź tutaj, siostro El – zaproponowała siostra Karina, pokazując jej miejsce obok siebie, tuż przy drzwiach.

Kiedy wszystkie krystalitki były już rozlokowane, rozległ się kolejny gwizd i pociąg ruszył z lekkim szarpnięciem.

– Może pomodlimy się wspólnie, prosząc o opiekę Matkę Boga? – zaproponowała siostra Karina, a reszta sióstr w ich przedziale zgodziła się z ochotą.

Wyciągnęły swoje sznury koralików i zaczęły się wspólnie na głos modlić. Elena uchwyciła się swoich koralików, przypominając sobie własnych rodziców, którzy klęcząc, modlili się na takich samych paciorkach. Łzy stanęły jej w oczach, kiedy wzruszona powtarzała za innymi słowa modlitwy:

– Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej…ROZDZIAŁ II

Szedł po ulicy z kapturem narzuconym na czoło. Ręce wbił w kieszenie kurtki. Starał się nie patrzeć na nikogo, sprawiać wrażenie trochę obojętnego, ale jednocześnie ukradkiem obserwował otoczenie.

Tak jak się umówili wcześniej, Wrack i jego drużyna podrzucili go autolotem do Języka, miasta leżącego nieopodal Nerek, w którym ostatnio widziano królową. A raczej jej sobowtóra. Gaspar wyjaśnił wszystkim, że nie może z nimi wyruszyć do Górskiej Twierdzy, bo musi odnaleźć swoją przyjaciółkę. Byli tym trochę zawiedzeni.

– Przyjaciółkę? Nie mówiłeś, że masz jakąś swoją przyjaciółkę – zaczęła Ivona wścibskim tonem, ale Gaspar tylko się uśmiechnął.

– Zobaczymy się jeszcze? – spytał Eloi.

– Bardzo chciałbym się znowu z wami zobaczyć – przyznał szczerze.

– A my z tobą – odparł Zebulon. – Powodzenia z twoją dziewczyną.

– Tobie również – rzucił, zanim zdążył ugryźć się w język.

Zebulon uśmiechnął się głupkowato. Ivona posłała mu przenikliwe spojrzenie.

– Ooo, czyżbyś i ty miał jakąś dziewczynę? – spytała go, na wpół ironicznie.

– Cooo? Jaaaa…? Ja nie wiem, o czym on w ogóle do mnie mówi – wybełkotał.

Reszta załogi, która się temu przysłuchiwała, zaczęła się śmiać.

Odstawili Gaspara na obrzeżach miasta, aby nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Wrack pokazał mu wcześniej plan Języka, zaznaczając na nim miejsce, gdzie ostatnio widziano królową. Gaspar postanowił od razu skierować tam swoje kroki.

Na koniec każdy z drużyny uścisnął Gaspara jak brata.

– Niech cię Bóg prowadzi, Gasparze – powiedział Wrack, kiedy odprowadził go do włazu. – Jesteś naprawdę wyjątkowym człowiekiem o dobrym sercu i niech ci Pan wynagrodzi twoją dobroć i odwagę.

Gaspar uśmiechnął się do niego.

– Dziękuję. Ty też zostań w pokoju – odparł.

Uścisnęli się przyjaźnie.

– Mówiłeś załodze o tym, że to nie była prawdziwa królowa? – zapytał jeszcze na odchodne.

– Zasiałem w ich sercach wątpliwość i teraz sami zaczynają tak mówić, więc poniekąd tak – powiedział. – Gasparze, uważaj na siebie. I uważaj na nią. Gdybyście kiedykolwiek potrzebowali jakiejś pomocy, albo schronienia, zawsze możecie na mnie liczyć.

– Dziękuję.

– Postaramy się zostać kilka dni w pałacu królowej, a potem w zależności od tego jak potoczą się sprawy, będziemy wracać do Serca.

Gaspar podał mu rękę.

– Powodzenia.

Wrack uścisnął mu dłoń.

– I tobie również.

Skinął mu lekko głową, a potem ruszył przed siebie, w nieznane.

Szedł teraz pewnie, choć czujnie, mijając po drodze tłumy kolorowo ubranych ludzi. Wszyscy przechodnie byli zajęci swoimi sprawami. Podłączeni do lokalnej sieci, kompletnie nie zwracali uwagi na to, co działo się wokół. Mówili na głos do hologramowych osób, które wyświetlały się przed nimi. Nikt nie zwracał uwagi na mijane po drodze osoby. Gaspar pomyślał sobie, że to tym lepiej dla niego. Przynajmniej nikt mu się nie przyglądał i jego przeciętny, nietypowy według standardów miasta, wygląd nie wzbudzał niczyich podejrzeń.

Nad głowami przechodniów krążyły nieustanie autoloty, małe, średnie i te wielkie, wolniejsze, przeznaczone do transportu publicznego. Latały pomiędzy wieżowcami, z których mrugały na niego kolorowe, trójwymiarowe reklamy.

Przewędrował tak sporą część miasta. Po drodze podsłuchał trochę rozmów niektórych ludzi. Tematem numer jeden było nagłe pojawienie się królowej na uroczystościach w Języku, a potem jej równie nagłe zniknięcie. Większość była tym zszokowana. Niektórzy byli pewni, że to jakaś nowa, polityczna gra lub spisek. Pojawiały się też głosy, że to jedno wielkie oszustwo, a królowa była tylko podstawioną aktorką. W miarę jak zbliżał się do bardziej bogatych dzielnic, rozmowy jakie prowadzili między sobą obywatele, schodziły na coraz bardziej błahe sprawy.

Wybiło południe, kiedy doszedł do wysokiego, prostokątnego budynku Biblioteki. Na placu zgromadził się spory tłum. Poszczególne grupki ludzi rozmawiały cicho między sobą. Niektórzy trzymali transparenty z napisami „Serena – Nasza królowa! Nasze życie!” lub „Oddajcie nam naszą królową!” i „Gdzie jest królowa??!”. Wyglądało, jakby wszyscy na coś czekali. Wokół placu wyczuwało się atmosferę napięcia i niezadowolenia. Gaspar przypatrywał się uważnie tym ludziom i postanowił poczekać razem z nimi, na to, co miało się wydarzyć. Wmieszał się w tłum, nie chcąc zwracać na siebie uwagi i spojrzał przed siebie.

Wejście do Biblioteki zagrodzone było kordonem strażników. Na budynku, na ogromnym ekranie, przewijały się urywki filmowe z powitania królowej, jakie miało miejsce dwa dni temu. Ujrzał jak Elena wychodzi z autolotu. Miała na sobie oszałamiającą kreację. Serce mu zadrżało na ten widok. Była przepiękna. Piękna, smutna i przestraszona jednocześnie. Widział łzy spływające po jej twarzy. Kamery specjalnie robiły zbliżenia na takie detale. Zatrzymały na moment obraz, kiedy Elena, zapłakana, podniosła oczy ku górze. Jej twarz wypełniała teraz cały ekran.

„Twoja królowa płacze nad twoim nieposłuszeństwem! Chrześcijaninie, podporządkuj się władzy Języka, a będziesz szczęśliwy i uszczęśliwisz swoją panią!”

Nie rozumiał, dlaczego pokazywano ją w takich ujęciach i dodawano do tego komentarze, ale domyślił się, że to strategia działania Wielkich Rządzących, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa. W jego mniemaniu wyglądało to jak okrutny żart i dość tępa kampania propagandowa.

Po paru minutach czekania drzwi wejściowe Biblioteki otworzyły się i na plac wyszedł starszy mężczyzna, wytwornie ubrany. Szpakowate włosy miał równo zaczesane, a twarz gładko ogoloną. Popatrzył po zebranych z powagą. Na jego widok umilkły rozmowy, a oczy zebranych zwróciły się w jego stronę. Obraz jego powiększonej do nienaturalnych rozmiarów twarzy pojawił się natychmiast na ekranie u góry.

Mężczyzna przytrzymał przy twarzy malutki mikrofon i z głośników odezwał się jego wzmocniony głos:

– Szanowni obywatele Języka! – zagrzmiało na placu.

Mężczyzna miał władczy, autorytarny głos.

– Dziękuję, że przybyliście tu tak licznie.

Grupki zwarły się w jeden falujący tłum. Co jakiś czas dochodzili do nich nowi ludzie wprost z ulicy, niektórzy zatrzymywali się w pół kroku i przystawali zaciekawieni, słuchając uważnie co ma do powiedzenia.

– Rozumiemy, ja i Wielcy Rządzący, że wszyscy niecierpliwicie się z powodu braku wieści o królowej Serenie, która dwa dni temu nas odwiedziła, a od tamtej pory nie pokazywała się publicznie. Wiem, że krążą między wami różne pogłoski na temat jej nagłego zniknięcia, dlatego teraz ja, Janno, kustosz Biblioteki, prawa ręka Wielkich Rządzących, wychodzę dziś do was z przesłaniem i wyjaśnieniem całej tej sytuacji.

Gaspar przepchnął się do przodu, aby lepiej widzieć tego mężczyznę.

– Królowa Serena z ważnych przyczyn musiała natychmiast opuścić Język. Kazała przekazać swoim wiernym poddanym swoje gorące przeprosiny.

„Opuściła Język? A więc już jej tu nie ma…” – pomyślał zawiedziony.

Usłyszał szept zdziwionych głosów.

– Niestety, sprawy królestwa okazały się na tyle poważne, że musiała wracać do Górskiej Twierdzy – kontynuował Janno. – Rada Języka oczywiście z pełną aprobatą zgodziła się na ten natychmiastowy wyjazd i odłożono dalsze uroczystości, w których królowa miała brać udział. Rada prosi również, aby wszyscy chrześcijanie i czciciele królowej przyszli dziś wieczorem na publiczną uroczystość ku czci boga Kronosa i królowej Sereny, aby w ten sposób oddać jej hołd i podziękować za jej wizytę. Wszyscy są zaproszeni. Ze swojej strony mogę dodać, że dołożymy wszelkich starań, aby ponownie zaprosić do nas królową Serenę.

Szmer niespokojnych głosów wzmógł się.

– Wiem także, że niektórzy z was rozpuścili pewne plotki, jakoby był to sobowtór królowej.

Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły. Widać było, że ta informacja wzbudzała spore emocje wśród zebranych.

– Rada Języka oficjalnie informuje, że…

Tłum wstrzymał oddech, oczekując sensacji.

– …nie będzie komentować niedorzecznych plotek. A teraz dziękuję wam za uwagę. Możecie się rozejść.

Po tych słowach mężczyzna skłonił się zebranym i zniknął za drzwiami Biblioteki. Różne głosy odezwały się równocześnie.

– To jakaś kpina!

– Zdrajca!

– Gdzie jest królowa?

– To spisek!

– To oszustka!

Większość jednak przyjęła tę informację względnie spokojnie i tłum zaczął się rozchodzić.

„Nie ma jej tu, więc co się mogło z nią stać?” – pomyślał Gaspar. „Może im uciekła? Albo…”
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij