Facebook - konwersja
Skrzydła nad Polską. 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Skrzydła nad Polską. 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-66707-06-1
Język:
Polski
Data wydania:
Grudzień 2020
Rozmiar pliku:
4,1 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
21,90
Cena w punktach Virtualo:
2190 pkt.

Skrzydła nad Polską. 7 Eskadra Myśliwska im. Tadeusza Kościuszki - opis ebooka

Pełna pasji i przygód opowieść o honorze, odwadze i walce za wspólną sprawę. Śmiały, piękny literacko zapis działań bojowych 7 Eskadry Myśliwskiej podczas wojny polsko-bolszewickiej. Książka opowiada m.in. o wyprawie na Kijów oraz o zmaganiach z armią Budionnego. W Eskadrze w latach 1919–20 służyło 21 ochotników amerykańskich, którzy chcieli w ten sposób spłacić „dług honorowy” za walkę Kościuszki i Pułaskiego w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Historię niezwykłej Eskadry relacjonuje w wyjątkowy sposób jeden z jej lotników – Amerykanin Kenneth Malcolm Murray. Jego opowieść, opublikowana po angielsku w 1932 roku, po raz pierwszy ukazuje się w polskim tłumaczeniu.

Spis treści

Od Tłumacza

Wstęp

Prolog

 

Księga 1

Piloci z lwiego gniazda

 

Księga 2

Latające stanowiska ogniowe

 

Księga 3

Skrzydła przeciw kozakom

 

Epilog

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD TŁUMACZA

Wciągająca, żywa, niemalże filmowa opowieść o walkach 7 Eskadry Kościuszkowskiej okazała się niemałym wyzwaniem dla tłumacza, bynajmniej nie z powodu ówczesnej terminologii techniczno-lotniczej. Wydana w 1932 roku w Ameryce książka Wings over Poland ma swoisty styl i język, dziś nieco trącące myszką. Barwnym, niemal Sienkiewiczowskim opisom nieba, chmur, mgieł, opadów deszczu czy śniegu towarzyszą kierunki róży wiatrów, tworząc obraz rysowany piórem nie tyle pisarza, co lotnika. Nazwy miejscowości, czasem też nazwiska, bywają zniekształcone, zapisane tak, jak usłyszało je amerykańskie ucho.

Tekst ten – jak wiele innych świadectw z epoki oparty na wspomnieniach, wyciągach z dzienników Eskadry i opowieściach starszych stażem kolegów – niekiedy bywa niespójny. I tu pojawia się dylemat tłumacza: czy tłumaczyć „żywcem”, tak jak zapisał autor? A może ingerować, poprawiać treść? Może zaopatrzyć polski tekst licznymi przypisami? Wings over Poland to jednak nie podręcznik czy też „ściąga” z historii. Anglojęzyczny oryginał zawiera liczne błędy ortografii, gramatyki i stylu. Wiele zdań jest niedokończonych – a z ferworu tego przekazu nieraz trzeba zgadywać, „co autor miał na myśli”.

Urok tej książki polega przede wszystkim na jej spontaniczności, na tym właśnie ferworze, który motywował amerykańskich lotników do udziału w polskiej walce o wolność. Relacja Kennetha Malcolma Murraya ujmuje swoim dążeniem do przekazania jak najszerszej informacji na temat Polski i jej historii (choć zdarza mu się na przykład pomylić Krzyżaków z krzyżowcami) oraz Polaków, z którymi się zżył podczas krótkiego okresu służby w 7 Eskadrze i których wynosi na piedestał. Autor zachwyca się – nie tylko zresztą on, ale i jego koledzy – stosowanym powszechnie polskim wyrażeniem „proszę pana”, wspomina o nim nie raz, stawiając je jako dowód kultu równości i wzajemnego szacunku wśród Polaków.

Stąd decyzja, by tłumaczenie odzwierciedlało dzieło Autora w jak najbardziej wierny sposób – ze wszystkimi urokami i wadami, nie siląc się na piękno literackie, w miarę rozsądku nie ingerując zbytnio w „bigos historyczny” zgotowany przez Autora dla jego krajanów za oceanem, a jedynie poprawiając bądź wyjaśniając w przypisach najbardziej oczywiste pomyłki. Należy pamiętać, że świat wówczas był większy, nie było internetu ani wyszukiwarek... Nie znając języka polskiego, Autor miał ograniczony dostęp do rzetelnej informacji o naszej części starego kontynentu.

Najbardziej wierny przekład musi jednak sprostać wymaganiom języka docelowego: barwne opisy krajobrazu czy akcji lotniczych, opatrzone wieloma angielskimi przymiotnikami trzeba było ująć bardziej zwięźle, powtarzające się zwroty skrócić. Pewnym problemem była także pisownia nazw samolotów. Według zasad Rady Języka Polskiego, nazwy samolotów winno się pisać małą literą, „gdyż są to nazwy pospolite pochodzące od nazw własnych”. Po długich dyskusjach stanęło jednak na dużej literze, a więc: „Albatros”, „Balilla” i „Breguet”, gdyż – zdaniem tłumacza – taki jest uzus w piśmiennictwie lotniczym, a co ważniejsze – dla pilotów te samoloty miały własną osobowość, były jakby ich alter ego.

Mimo różnych niedociągnięć oryginału, oddajemy czytelnikowi Skrzydła nad Polską w duchu, w jakim pisał je porucznik pilot Kenneth Malcolm Murray, który za chwałę poczytywał sobie latanie w walce o wolność Polski.

Barbara z Korwin-Kamieńskich Herchenreder

Podczas pracy nad przekładem szczególnym wsparciem i wiedzą służyła mi Iwona Libucha, której serdecznie dziękuję.

B.H.Znajdująca się na stronach tej książki prawdziwa opowieść dedykowana jest męstwu i honorowi lotników na całym świecie, szczególnie tym, którym przyszło zmagać się pod godłem Polskiego Białego Orła, a zwłaszcza walecznym pilotom, latającym samolotami oznakowanymi czerwono-biało-niebieskimi barwami Eskadry Kościuszkowskiej. Niech opis losów pierwszych członków tejże Eskadry służy jako dziejowy bodziec dla tych, którzy przemierzają nasze bezgraniczne przestworza, by w przyszłości dosięgnąć jeszcze większej chwały.

K.M.M.WSTĘP

Gdyby słowa były tak lotne, jak jednostki kawaleryjskie, które przemierzały tam i z powrotem wschodnią Polskę, lub tak jednoznaczne, jak ataki samolotów zmagających się z dzikimi hordami kozackimi w 1920 roku... Można by ponownie zwerbować rycerskie szable i walecznych pilotów, by wypełnili swoją sławą karty niniejszej książki, tak jak ongiś pokonywali rozgrzane słońcem pola i stepy Wołynia, kiedy czerwony terror bolszewizmu zagrażał całej cywilizacji zachodniej. Jedynie ci, którzy sami doświadczyli brutalności i zachłanności sowieckiego systemu komunistycznego, są w stanie zrozumieć, jak ważne przedmurze Polska stanowiła dla bezpieczeństwa Europy. Trudno też sobie wyobrazić, jakim wyzwaniem był ten chrzest bojowy dla świeżo odrodzonego państwa polskiego.

Przez całą tę ważną, ale zbyt rzadko opisywaną wojnę u boku Polaków walczyła grupa amerykańskich pilotów wojskowych, którzy doświadczenie zdobyli w latach 1914–18, podczas Wielkiej Wojny. Wchodzący w skład 7 Eskadry imienia Tadeusza Kościuszki amerykańscy piloci przebyli cały szlak wojenny od 1919 do 1921 roku – od pierwszych dni kampanii południowej aż do potężnej ofensywy na Warszawę, która zdobyła miano „osiemnastej decydującej bitwy w dziejach świata”.

Swoim udziałem w tej wojnie nieznana, mała grupa pilotów Eskadry Kościuszkowskiej spłaciła, chociażby częściowo, dług Ameryki zaciągnięty w 1776/77 roku, gdy udzielili jej bohaterskiej pomocy dwaj polscy patrioci – Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko. Ich szable przyczyniły się do uzyskania przez Amerykę niepodległości.

Loty Amerykanów, straty oddziału w postaci trzech pilotów, którzy zginęli, ich codzienne czynności i ogromna liczba wykonanych misji – wszystko to zostało zapisane w dziennikach lotów Eskadry. Zapisy te dzień po dniu dokumentowały wszystko, co dotyczyło działalności jednostki. Zawarte w kilku oprawionych tomach, znane są jako Squadron Log Books (Dzienniki bojowe Eskadry).

Po każdym wykonanym locie piloci meldowali wyniki misji. Meldunki były weryfikowane przez wywiad wojskowy, a także poprzez raporty polskich oddziałów – naocznych świadków lotów. Kolejny sposób weryfikacji stanowiły dzienne raporty i sprawozdania przygotowywane przez sztaby poszczególnych jednostek wojskowych. Wiele z nich znajduje się dzisiaj w archiwum wojskowym w Warszawie.

Zweryfikowane w ten sposób meldunki pilotów tworzą dokładne, a zarazem porywające opisy działań kościuszkowców. Na ich podstawie oparto niniejszą historię Eskadry. Jak się okaże, autor nie był obecny podczas większości opisanych walk. Znaczna ich część pochodzi z zapisów i opowieści poszczególnych pilotów. Inne oparte są na zdawkowych, oficjalnych komunikatach, uzupełnionych osobistą znajomością tych ludzi, ich charakterów, jak również sporą wiedzą o terenie, okolicznościach dziejowych oraz sprzęcie, którym dysponowała Eskadra.

Aby zachować ciągłość i jasność przekazu, ograniczonego z konieczności rozmiarem książki, pominięto wiele drobiazgów, mniej istotnych wydarzeń oraz tak zwanych ploteczek spod hangaru. Autor ponosi odpowiedzialność za te pominięcia, jak również za nadanie kolorytu faktom lakonicznie opisanym w dziennikach.

Przedstawienie całościowego obrazu tych dwóch lat intensywnych działań, lotów, ostrych walk, a zarazem życia codziennego wymagałoby wiele tomów. Dni powszednie młodych lotników, którzy trafili do starej Europy, dawały możliwość doświadczenia kłopotów, radości i wielu godzin latania; ich przygody – czasem wesołe, czasem tragiczne – zwykle rozgrywały się w szybkim tempie. Nie dałoby się zmieścić tego wszystkiego w jednym tomie.

Do dziś dnia żadna inna wojskowa jednostka lotnicza nie miała bazy w ruchomym składzie kolejowym, żadna nie miała okazji walczyć na tyłach frontu podczas 650-kilometrowego odwrotu, żadna inna zagraniczna jednostka lotnicza nie służyła przez tak długi i nieprzerwany okres. Zapewne wiele czasu minie, zanim zbierze się równie osobliwa grupa pilotów z doświadczeniem bojowym, którzy będą latać pod jedną flagą – i to w celu o światowym znaczeniu, jakim była obrona cywilizacji chrześcijańskiej przed wszechwładnym zagrożeniem bolszewizmu. Z takich więc powodów autor napisał tę historię.

Autor pragnie wyrazić szczególne podziękowanie lordowi Edgarowi D’Abernonowi, specjalnemu wysłannikowi Brytyjskiej Misji Wojskowej do Polski w 1920 roku. Z jego książki oraz wypowiedzi autor czerpał informacje, dotyczące ruchu wojsk polskich oraz bolszewickich, szczególnie podczas wielkiej bitwy o Warszawę. Wyrazy wdzięczności autor kieruje również do pana Andrzeja Sapiehy, doradcy finansowego polskiej ambasady w Waszyngtonie, za jego entuzjazm i cierpliwość w zdobywaniu danych na temat ruchu wojsk lądowych.

A ostatnie, choć bynajmniej nie mniej szczere podziękowania autor składa wszystkim Polakom i Amerykanom, którzy pomogli mu w tym przedsięwzięciu, w tym kolegom – pilotom, którzy nie szczędzili czasu ani wysiłku, sprawdzając najmniejsze szczegóły tej historii w czasie jej powstawania, ażeby zapewnić autentyczność opowieści o Eskadrze Kościuszkowskiej.

Kenneth Malcolm MurrayPROLOG

Kiedyś było to największe i najbardziej wielkoduszne państwo w Europie, stojące na straży uciemiężonych, krzewiące wiedzę i naukę. Szeroko sięgające granice Polski stopniowo kurczyły się, pozostawiając za sobą połyskujące piaski Morza Czarnego, cofając się przez szmaragdowe pasma lasów i puszczy. Niemieccy książęta zwracali się ku zachodniej Europie, a ludy ruskie na wschodzie przestawały uznawać polskich władców. Pomimo walecznego rycerstwa w stalowej zbroi, pomimo porad udzielanych przez mędrców i astrologów, poetów, bardów oraz uczonych ze starego uniwersytetu krakowskiego, majestat Polski stopniowo malał, aż wreszcie, podczas panowania lekkomyślnego, acz miłościwego Stanisława – króla dyletanta – terytorium państwa polskiego zmniejszyło się do wąskiego pasma, leżącego pomiędzy Karpatami a Bałtykiem. Zanim pojawił się Napoleon, mocarstwa Europy zaczęły już dzielić się smakowitymi kąskami polskiej ziemi. Przez prawie półtora wieku, do 1918 roku, polskie państwo żyło jedynie w pamięci Polaków.

Zanim Niemcy podpisali rozejm z państwami sprzymierzonymi, kiedy Zachód przełknął już – choć niekoniecznie dobrze przetrawił – koncepcję „pokoju bez zwycięstwa”, Polska była podzielona na trzy części. Północ wraz z Poznaniem podlegała Prusom, centralna Polska z Warszawą znajdowała się pod okrutną władzą cara Rosji, a południowe regiony i Lwów cieszyły się względnie dogodnymi, acz ciążącymi rządami Austrii.

Sytuacja ta trwała niemal 150 lat. Nigdy jednak nie zapomniano o wspaniałości dawnej Rzeczpospolitej. Każdy takt polskiej muzyki, każda strona literatury stanowiły przekaz dla kolejnych pokoleń. Matki Polki powtarzały dzieciom opowieści, przekazane szeptem przez ich własne matki, o czasach, gdy Polska była wolna.

Pewnego dnia, gdy zachodni system polityczny legł w gruzach na polach Francji, młodzi studenci uniwersytetu lwowskiego zrobili wielkie czerwone transparenty z polskim orłem białym i napisem: „Polska musi być wolna i będzie!”. Młodzi ludzie zbroili się, jak mogli – pozbierali stare szable dziadków, ze ścian gabinetów zdjęli sztucery oraz różnego rodzaju krótką broń, po czym rozwinęli transparenty i ze śpiewem maszerowali ulicami miasta. Wszelkie sprzeciwy stawiane przez obcych miastu cywilów spotykały się z ostrą reakcją tych młodocianych wojowników, a gdy policja starała się ich zatrzymywać, do niej też strzelano. I tak rozprzestrzeniał się bunt.

Tymczasem na północ od Lwowa, w Warszawie, pewien mężczyzna o niewysokiej posturze obserwował, co się dzieje. Pilnował, żeby zapał nie zgasł. Barczysty człowiek o krzaczastych brwiach, w ręku o mocy stali dzierżył szablę, a w oczach miał obraz gorzkich lat spędzonych na Syberii. Piłsudski znajdował się u progu swoich wieloletnich marzeń o zjednoczeniu Polski – i nic mu teraz nie stanie na drodze. Dobrze wiedział, że pojawią się dyplomatyczne sprzeciwy ze strony Niemiec oraz państw centralnych, a co do czerwonych na wschodzie nie miał żadnych złudzeń – zbyt dobrze ich znał. Zorganizował własną ucieczkę z zesłania na Syberię w momencie wzrastającego ruchu proletariackiego. W listopadzie 1918, gdy już został Naczelnikiem nowego Państwa Polskiego, ponoć przyjął deputację sowiecką tymi słowami: „Towarzysze, jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku «Niepodległość», ale tam wysiadłem. Wy możecie jechać do stacji końcowej, jeśli potraficie, lecz teraz przejdźmy na «pan»”.

Mijały kolejne tygodnie, podczas których zachodziły przekształcenia w nowym państwie. Tymczasem na nieustanowionych oficjalnie granicach wschodnich szykowały się coraz poważniejsze problemy. Propaganda sowiecka, głosząca utopijną przyszłość, zyskiwała wielu zwolenników wśród ludności wschodnich kresów Rzeczpospolitej. Naiwni chłopi rozumowali w prosty sposób: warunki mają ciężkie, komunizm obiecuje całkowitą zmianę – a wobec tego należy iść drogą komunizmu! Co więcej, ci żyjący na skraju cywilizacji chłopi nie byli jedynym ludem pracującym, który w ten sposób myślał. Dzięki działalności fanatycznych agentów niemal w każdym mieście na świecie słychać było podłe obietnice bolszewizmu, skierowane do „zjednoczonych robotników świata”.

Wtem nowe fundusze przywiezione samolotem z centralnej Europy zaczęły docierać na tereny leżące na wschód od Lwowa. Świeżo uzbrojone jednostki ukraińskiej kawalerii wjechały do miasta i rozbijały spotkania nowo powstałych komitetów polskich. W obliczu takiej ingerencji w polskie sprawy obywatele zaczęli się zbroić. Coraz częściej dochodziło do starć. Brakowało większej siły bojowej, organizowała się więc miejscowa młodzież, która przeszła do historii jako Orlęta Lwowskie. Młodzi, niektórzy mniejsi nawet od strzelb, które dźwigali, ustawiali się w strategicznych punktach miasta – za kominami na dachach, w niedostępnych, strychowych okienkach – a celność ich strzałów przynosiła godne podziwu efekty. Wkrótce wyparto z miasta niepożądaną kontrolę, a licząca około dwustu chłopców grupa młodych partyzantów okopała się na wschodnich przedmieściach Lwowa, by zapobiec kolejnym napadom konnych przeciwników.

W tym właśnie okresie młody oficer z Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych, odkomenderowany z Francji, zajmował się zaopatrywaniem potrzebujących w żywność i odzież. Kapitan Merian C. Cooper, pochodzący z Jacksonville w stanie Floryda, został niedawno zwolniony z niemieckiego obozu jenieckiego, do którego trafił po tym, jak jego samolot strącono na odległych tyłach frontu podczas Wielkiej Wojny. Po wymianie jeńców Cooper został przydzielony do Amerykańskiej Administracji Pomocy, założonej przez Herberta Hoovera, i powierzono mu nadzór nad pracą tej instytucji humanitarnej w południowej części Polski. Region ten został doszczętnie wyniszczony przez armie niemieckie podczas udanych ofensyw przeciw Imperium Rosyjskiemu w latach 1915–17. Brak sprzętu uniemożliwiał obywatelom nowego państwa zadbanie o własny byt. Niełatwo jest uprawiać rolę, gdy nawet z metalowych części pługu robiono broń! W dodatku brakowało siły roboczej, gdyż większość mężczyzn nie wróciła jeszcze z wojny do domów. Jedni nadal byli w rozbitych oddziałach austriackich, inni oczekiwali na demobilizację w Niemczech, a jeszcze inni wracali z obozów jenieckich w głębi Rosji, wlokąc się na piechotę setkami kilometrów do domów rodzinnych. Podczas Wielkiej Wojny Polacy znajdowali się w armiach trzech zaborców – często bywało, że brat walczył z bratem – ale teraz wszyscy wracali do nowej, wspólnej Ojczyzny.

Zima 1918/19 była bardzo ciężka. Ludność, która pozostała na miejscu, doznała wielu cierpień. Rekonstrukcja kraju przeprowadzana przez nowy rząd posuwała się w miarę ograniczonych możliwości, którymi dysponowano, lecz to wszystko było za mało. Dlatego też Amerykańska Administracja Pomocy współpracowała z brytyjską i francuską misją, aby pomóc w zaspokojeniu potrzeb skrajnie doświadczonej ludności. I tak się stało, że kapitan Cooper – którego przodkowie w swym domu w Georgii mieli sposobność w czasach amerykańskiej rewolucji gościć zarówno Tadeusza Kościuszkę, jak i Kazimierza Pułaskiego – znalazł się w Polsce w tych pierwszych, wzruszających dniach Odrodzenia Państwa.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: