-
nowość
-
promocja
Ślady. Historia pewnego archiwum - ebook
Ślady. Historia pewnego archiwum - ebook
Zapomniane, prześlepione, ukryte – dokumenty osobiste, akta kryminalne, notatki, zdjęcia, wspomnienia. To właśnie z tych strzępków opowieści o osobach uznanych za „ludzi zbędnych” Joanna Ostrowska tworzy wyjątkowy i fascynujący asamblaż. Nierzadko dotarcie do tych źródeł upodabnia pracę autorki do śledztwa historycznego. Często o znalezieniu artefaktu decyduje przypadek oraz intuicja podparta doświadczeniem..
Ślady to z jednej strony zapis „odmieńczego” archiwum badaczki, efemerycznego i płynnego, tworzonego na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, z drugiej – próba zmierzenia się z tematem przepisywania historii ludzi, którą z rozmaitych powodów przeoczono w kontekście polskiej pamięci zbiorowej. W poruszającej książce dominują opowieści o osobach nienormatywnych, które przeżyły drugą wojną światową i próbowały odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niektóre szkice są kontynuacją opowieści z poprzednich głośnych książek Ostrowskiej. Inne ujrzały światło dzienne przez zapośredniczone opowieści osób bohaterskich. Finałowa narracja to historia prababki autorki, o której dowiedziała się kilka lat temu – wcześniej ten rodzinny epizod wydawał się wszystkim „mało istotny”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
MIGAWKI 11
Prześlepianie 27
Sygnalizowanie 38
Archiwum odmieńców 41
ŚLADY 49
Rejestr karny 51
Fotografia 99
Listy 127
Donos 161
Kadr 187
Anons 239
Teczka 277
KODA 325
Podziękowania 347
Archiwa 353
Bibliografia 361
Filmografia 385
Spis ilustracji 386
Indeks 388
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68267-71-6 |
| Rozmiar pliku: | 5,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Instytucja muzealna miała poparcie władz lokalnych, bo przecież opowieści innych należą do wszystkich, nie tylko do mniejszości. W dniu inauguracji pewna pani – nazwijmy ją przedstawicielką systemu – oświadczyła, że wszelkie ślady wsparcia władzy winny zostać jak najszybciej wymazane. Nie wyjaśniła powodów tej radykalnej decyzji. W końcu reprezentowała ciało zwierzchnie, nie miała więc takiego obowiązku. Wymuszone przez urzędniczkę wymazywanie oznaczało zaklejanie, zasłanianie i przekreślanie symboli, które mogły zdradzać współpracę samorządu z azylem. W mgnieniu oka zmienił się status tego miejsca oraz historii w nim prezentowanych. Urzędnicza ingerencja stała się częścią queerowej opowieści.
Trudno mi sobie przypomnieć podobną anegdotę związaną z instytucjami tworzonymi w celu upamiętnienia doświadczeń jakichkolwiek grup marginalizowanych w _pewnym europejskim kraju_. Zjawisko, które obserwuję od lat, badając historię wykluczonych, w szczególności osób queerowych, to brak szacunku i troski współczesnych odpowiedzialnych za pamięć. I nie mam bynajmniej na myśli tylko osób wyznających poglądy przesycone homofobią, transfobią i queerfobią. Wręcz przeciwnie. Mówię o tych, którzy zdają się mieć świadomość, jak ważne jest przeciwdziałanie hierarchizacji ofiar i ocalałych bez względu na badaną epokę historyczną.
Na każdym kroku podkreślam, że bez zaangażowania odważnych archiwistów i archiwistek, lokalnych historyków i historyczek oraz grona pracowników i pracowniczek szeroko pojętego sektora kultury nie byłabym w stanie wykonywać swojej pracy badawczej. Właśnie te osoby – często wbrew polityce instytucji – kierowały mnie w stronę tropów, które pojawiają się również w tej książce. Istnieje też jednak niemała grupa osób pracujących w muzeach i miejscach pamięci, osób badających oraz przedstawicieli i przedstawicielek władzy, którzy i które bez odrobiny wstydu ignorują odmieńczą historię; często blokują badania – zasłaniając nazwiska, ukrywając materiały albo podtrzymując wersję, która pozostaje nieprawdziwa i oceniająca. Nie sposób zignorować frustracji, gdy po latach dekonstruowania mitów nadal można natknąć się na nie w kontekście prawdy objawionej w tekstach coraz młodszych badaczy instruowanych przez starszych przełożonych.
_Ślady_ to zapis potyczek z ignorującymi. Nie opisuję jednak ich buty, nie kataloguję niewybrednych i oceniających słów skierowanych zarówno do osób bohaterskich, których biografie badam, jak i do mnie. Zrezygnowałam z „inwentaryzowania” często pełnych złości rozmów, podczas których byłam usilnie przekonywana, że te tematy i ci ludzie są po prostu niegodni opisania. (Takie notatki byłyby najlepszym przykładem _archive of feelings_ Ann Cvetkovich). Pominęłam opinie głoszące, że wielu badającym takie pisanie historii kojarzy się raczej z kuglarstwem i zupełnie nie ma racji bytu.
Jeśli po kilkunastu latach pracy nad tematem związanym z przemocą seksualną w okresie II wojny światowej trafiam na zupełnie nowe źródło liczące kilka tysięcy stron, którego kopię umieszczono w zagranicznym archiwum, wracam z niedowierzaniem do archiwum matki tego dokumentu. Jeśli na pytanie, dlaczego to źródło nigdy nie było widoczne w inwentarzach i dostępne nie tylko dla mnie, ale też dla innych badaczy i badaczek, archiwista z rozbawieniem odpowiada: „Nigdy pani o nie nie zapytała”, wiem, że w ten sposób ujawnia się twarda polityka wymazywania odmieńczych śladów __ w _pewnym europejskim kraju._
Przyzwyczajona do tego typu zachowań, które – wbrew zdaniu niektórych – nie są chlebem powszednim osób zajmujących się historią, staram się naszkicować efekty tej ignorancji, a niekiedy wręcz pogardy. Opór strażników instytucji prowokuje do dalszych poszukiwań, aby zmienić _status quo_ – opowiedzieć nieopowiadalnych. Jednym z wiodących motywów tej książki będzie zatem prześlepianie odmieńczych opowieści i sygnałów, którego doświadczyłam i które obserwuję, badając historię „ludzi niebyłych”, pochodzących głównie z Europy Wschodniej w XX wieku.
Po latach kolekcjonowania historii, biografii, strzępków opowieści o wszystkich tych, których uznano za ludzi zbędnych, powstał pewnego rodzaju asamblaż różnych dokumentów kryminalnych, relacji osobistych, materiałów wizualnych, notatek innych badających, wycinków z gazet oraz zapisków z wywiadów i spotkań. Zbiór ten ‒ ze względu na jego efemeryczny i płynny charakter ‒ nazywam pewnym archiwum. Powstało jako wyraz buntu wobec tych, którzy chcą zapomnieć i wymazać QueerMuzeum w _pewnym europejskim kraju_.Od rozmowy z moją żoną wszystko się zmieniło. Kilka razy w tygodniu wieczorami chodzę na spacery, odwiedzam kina i bary ogrodowe. Wszędzie jestem uważana za damę. Jest to najlepszy dowód na to, że nawet w małym mieście można żyć zgodnie ze swoimi upodobaniami. Jestem szczęśliwa tylko wtedy, gdy noszę te piękne ubrania
– pisała Georgette w liście do pisma dla klientów berlińskiej gorseciarki Helli Knabe¹. Napisane na maszynie wyznanie nie pozwala pozostać obojętnym, szczególnie jeśli ma się świadomość, że dotarło ono do pokaźnej grupy transpłciowych odbiorców. Miało być zachętą do życia po swojemu nie tylko w dużych niemieckich miastach, ale także na obszarach przygranicznych; nie tylko dla osób niemieckiego pochodzenia, ale także dla tych, którzy mówili po niemiecku.
Tytuł zwierzenia brzmi: _Jak to się wszystko zaczęło!_ W nawiasie obok tekstu głównego widnieją dane osobowe: _Dehmel, Grünberg_², dzięki czemu łatwo zorientować się, że wspomniane „małe miasto” to przedwojenna (niemiecka) Zielona Góra licząca wtedy około 26 tysięcy mieszkańców. Odmieńcza opowieść Georgette Dehmel jest więc przykładem opowieści poniemieckiej, ściśle związanej z przed- i powojennym Dolnym Śląskiem.
W tle pojawia się istniejący od lat 20. XX w. berliński biznes krawcowej – pani doktorowej Knabe³, która w ofercie handlowej oprócz gorsetów miała także bieliznę damską, suknie, sztuczne wkłady symulujące biust, peruki, kosmetyki do makijażu, książki i inne artykuły potrzebne „transwestytom”. Swoje usługi anonsowała w prasie, podpisując się „Helferin der Transvestiten in allen Fragen” – przyjaciółka „transwestytów”⁴. Biznes Knabe wiązał się także z budowaniem sieci osób trans, które z czasem zostawały przyjaciółmi Helli, odwiedzającymi ją i jej męża w Berlinie. Powstała również „gazetka dla klientów” rozprowadzana na terenie całych Niemiec. Osobą odpowiedzialną za jej drukowanie była Georgette – to dzięki niej pisemko miało szansę trafić do klienteli na wschód od Berlina.
„Życie w zgodzie ze swoimi upodobaniami” oznaczało dla autorki noszenie kobiecej garderoby – na początku pojedynczych rzeczy, jak zaznacza Georgette, później także bielizny, halek, sukienek dostarczanych przez firmę wysyłkową Knabe. Wychodziła tak ubrana najpierw w tajemnicy, wieczorami, aby nikt nie dostrzegł drobnych zmian w wyglądzie, później już otwarcie, bez strachu i wstydu. Przywoływany tekst pochodzi z późniejszego okresu (początek lat 30.), ale opisuje biografię osoby queerowej urodzonej w 1882 r., która do czerwca 1945 r. zamieszkiwała Grünberg ⁵. Przy dzisiejszej ul. Jedności 24, a przed 1945 r. Berlinerstr. 90, w kamieniczce na pierwszym piętrze znajdowało się mieszkanie Georgette, a na parterze jego zakład introligatorski. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy Georgette preferował tylko żeńskie zaimki. W życiu publicznym występowała jako Georg; szyld na domu Dehmelów, podobnie jak wszystkie materiały promocyjne biznesu, były także sygnowane tym imieniem. Uznaję to za wskazówkę płynności między tożsamościami ‒ Georg funkcjonował na równi z Georgette. Pisząc o tej osobie, używam obu form zaimków i imion bądź formy inkluzywnej uwzględniającej „x” w czasownikach.
Dehmelowie byli znaną lokalną rodziną zajmującą się od trzech pokoleń introligatorstwem i produkcją pocztówek⁶. Ojciec Georga konkurował ze swoim bratem Karlem i kilkoma innymi biznesmenami, ale po jego śmierci w 1921 r. Georg wraz z matką przejął rodzinny interes⁷. W materiałach promocyjnych podpisywał się następująco: Wydawnictwo Otto Dehmel Junior/Georg Dehmel albo po prostu Georg Dehmel. Ta gra imion to ważny wątek w historii Georgette nie tylko w kontekście odmieńczości, ale także współczesnych trudności badawczych⁸. W marcu 1923 r., jak podaje „Grünberger Wochenblatt”: „Mistrz introligatorski Otto Georg Hans Dehmel żeni się z Agnes Josephą Marie Mäerz w Crossen nad Odrą”⁹, czyli w Krośnie Odrzańskim. To dzięki Agnes Georgette nie musiała ukrywać swojej tożsamości, co zresztą wyjaśniła w następujący sposób:
Pod moją nieobecność moja partnerka znalazła moje rzeczy. To było dla mnie straszne, ponieważ nie miałxm odwagi wyznać jej prawdy. Walczyłxm ze sobą przez dwa dni, ale w końcu doszło do rozmowy. Jak wielka była radość nas obojga, kiedy w końcu wyznałxm prawdę. Moja towarzyszka podejrzewała niewierność, podczas gdy ja spodziewałxm się pogardy. Po wyjaśnieniach, że nie tylko ja mam takie predyspozycje, pojawiło się zrozumienie. Wykorzystaliśmy następną okazję, abym przedstawiła się jako kobieta, co wcale nie było dla mnie niekorzystne. Od tego czasu moja partnerka wspiera mnie we wszystkim, porządkując moje ubrania i bieliznę. Nie ma urodzin czy świąt, żebym nie dostała prezentu dla Damy.
Agnes nie tylko wspierała Georgette w codziennych zadaniach domowych, ale przede wszystkim uwieczniała wspólne życie dwóch dam. W aktach berlińskiej policji kryminalnej – bo tak naprawdę z powodu interwencji policyjnej dysponujemy tym unikalnym materiałem badawczym – przetrwało kilka fotografii skonfiskowanych z mieszkania rodziny Dehmel. W tym wyjątkowym albumie rodzinnym są trzy ujęcia Georgette¹⁰. Domyślam się, że zdjęcia na spacerach wykonywała żona, co częściowo potwierdzają materiały śledczych. Ale kto był autorem profesjonalnych fotografii?¹¹ Na jednej z nich Georgette obejmuje młodszą kobietę (Agnes urodziła się w 1892 r.). Obie stoją na środku pokoju w typowo mieszczańskim mieszkaniu przystrojonym z okazji sylwestra albo zabawy karnawałowej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że zrobiła je mieszkająca drzwi w drzwi przy Berlinerstr. 91 fotografka Hertha Oye (po mężu Rohweder)¹².
Nazwisko Richarda Oyego to przedwojenna rozpoznawalna marka nie tylko na terenie Dolnego Śląska, ale także w szerszych kręgach. Kiedy w 1906 r. cesarz Wilhelm II odwiedzał Schwedt, był uwieczniany na zdjęciach przez lokalnego fotografa Richarda. Drugie atelier otwarto w Grünbergu, dokąd Oye przeprowadził się wraz z żoną Marthą. Hertha urodziła się w 1899 r. i z czasem zaczęła współprowadzić rodzinny biznes¹³.
Gdyby nie wizyta w Zielonej Górze w 2024 r. i spotkanie z lokalnym historykiem i kolekcjonerem Bartłomiejem Gruszką, pewnie nie miałabym szans dowiedzieć się, że Hertha była lesbijką¹⁴. Przedwojenne małżeństwo z Karlem Rohwederem pozwoliło jej kontynuować pracę związaną z fotografią i, co najważniejsze, dla obojga było gwarancją spokoju. Zarówno Hertha, jak i Karl to osoby queerowe. Po wojnie ona przeniosła się do Buxtehude na północy Niemiec, gdzie otworzyła atelier fotograficzne razem z partnerką Johanną Kühler. Interes nazwały Foto Ro-Kü i zamieszkały wspólnie przy Kirchenstr. 14¹⁵. I znów, gdyby nie kontakt z osobą z rodziny Oye – Thamires Münzel – pewnie orientacja seksualna Herthy pozostałaby przede mną ukryta. Nie dowiedziałabym się także, jak miała na nazwisko partnerka Herthy. Po wstępnych badaniach okazało się, że Johanna to także mieszkanka przedwojennego Grünbergu – córka radnego miejskiego i właściciela fabryki włókienniczej. Mieszkała przy Klietstr. 8 (obecnie Mikołaja Reja 13), czyli około stu pięćdziesięciu metrów od Herthy i – jak wspomina w powojennej relacji – pracowała w zakładzie Richarda Oyego. Wraz z biografią Karla Rohwedera, Georgette i Agnes historia Herthy i Johanny składają się na zbiorową odmieńczą opowieść z przedwojennego Grünbergu. Jedna uliczka, dwie kamienice, pięć queerowych opowieści na prowincji wielkich metropolii.
„Jak to się wszystko zaczęło!” ‒ pisała Georgette. W tym przypadku wszystko zaczyna się od fragmentu zapisków, zapewne stylizowanych, ponieważ trudno sobie wyobrazić, żeby autorce z miasta Grünberg nie zależało na tym, jak ma być postrzegana. Co jednak najważniejsze ‒ jej opowieść nie jest pojedynczą wyrwą w normatywnej strukturze ani wyjątkiem potwierdzającym regułę braku istnienia odmieńczych biografii.
Pierwsza migawka nieznacznie przestawia sposób widzenia queerowej przeszłości, tak często odczytywanej w kategoriach braku historii. Nagle prowincja staje się równie odmieńcza i źródłotwórcza jak miasto, do którego zawsze przyzwyczailiśmy się uciekać. Nie tylko ze względu na postać Georgette, siatkę znajomości Helli Knabe, ale także z powodu kolejnych queerowych osób bohaterskich, w pewnym sensie uruchomionych przez wyznanie mieszkanki Berlinerstr. 90, które opublikowano w gazetce dla klientów salonu gorseciarskiego. Pierwsza migawka obrazuje siłę pojedynczego śladu i rozmach opowieści, zwłaszcza gdy jest tworzona wspólnie z lokalnymi badaczami i rodziną odmieńczych przeżywców¹⁶.
*
Od początku historii badań zapomnianych ofiar II wojny światowej czy szerzej: opowieści o tych, których uznano za nienormatywnych, każde świadectwo – migawka odmieńczości – było niezwykle cenne. I nie chodziło tylko o relacje, pamiętniki, dzienniki, listy, czyli po prostu spisane dokumenty osobiste odczytywane jako „głos” świadka, ale także o wizualia. Jeśli historia wyparta miała w końcu zaistnieć, to tylko dzięki twarzom osób oskarżanych bądź skazanych za odmieńczość. Na temat nieheteronormatywnych mężczyzn prześladowanych w okresie nazistowskim tworzono na przełomie lat 80. i 90. pierwsze filmy dokumentalne, które z jednej strony stanowiły próbę uwiecznienia nielicznych świadkujących, a z drugiej – stworzenia wizualnego archiwum przeżywców¹⁷.
Więźniowie z obozu Dachau w KL Buchenwald (wrzesień 1939)
Archiwum Miejsca Pamięci Buchenwald, Koch-Album III, sygn. 489.097 oraz Buchenwald-035.
Współcześnie dwa najczęściej eksponowane zdjęcia zbiorowe wykonane na apelach w obozach Sachsenhausen i Buchenwald mają stanowić reprezentację queerowych ofiar. Nikt już chyba dziś nie pamięta, z jakiego powodu zostały wyselekcjonowane jako te, które prezentują więźniów uznanych za homoseksualnych i oznaczonych różowym trójkątem. Ta decyzja była i nadal jest na tyle wiążąca, że – bez względu na upływ czasu – obie fotografie stanowią najbardziej rozpowszechniony ekwiwalent wizualny queerowej historii w okresie II wojny światowej.
Historię pierwszego zdjęcia opisałam w swojej książce _Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej_, rozwijając śledztwo o obrazie, który był jedynie fragmentem serii fotografii propagandowych powstałych w czasie wizyty włoskiego badacza rasy Guida Landry w KL Sachsenhausen pod koniec grudnia 1938 r.¹⁸ Więźniów zaprezentowano, a ich wizerunki wykorzystano w narodowosocjalistycznej prasie. Fotografowanych opisywano jako „element asocjalny, który powinien być oddzielony od reszty społeczeństwa” albo „kryminalny żydowski typ”¹⁹. Przez lata osoby, których twarze uwieczniono w tej serii zdjęć, pozostawały anonimowe, choć jedno z ujęć było i nadal jest wielokrotnie reprodukowane jako obraz „różowych trójkątów”²⁰. Zależało mi na tym, żeby to zmienić.
Druga fotografia, datowana na wrzesień 1939 r., stanowi fragment serii ośmiu zdjęć wykonanych w trakcie transportu więźniów z KL Dachau do KL Buchenwald. Odbitki wszystkich ujęć wklejono obok siebie na jednej stronie w albumie komendanta obozu Karla Ottona Kocha²¹. Kartę albumu podpisano po lewej stronie czerwoną kredką „Dachauer” (Więźniowie z Dachau). Cztery pierwsze ujęcia to długa kolumna więźniów w praktycznie jednakowych pasiakach, którzy idą w stronę obozu. Trzy kolejne – fotografie apelowe – pozwalają dostrzec twarze transportowanych. Na finałowym zdjęciu więźniowie to tło, a na pierwszym planie widać tylko załogę SS w ciemnych płaszczach. Druga postać od lewej to komendant Karl Koch.
Ponownie trudno powiedzieć, dlaczego z trzech zdjęć apelowych właśnie to jedno zostało wybrane jako wizualizacja „mężczyzn z różowym trójkątem”. Na wszystkich fotografiach widać, że niektórzy „obserwowani” więźniowie spoglądają w stronę fotografa. Patrzą w obiektyw, a na ich twarzach widać strach. Osoba wykonująca zdjęcie zrobiła trzy ujęcia tylko jednej grupy więźniów. To najbardziej znane przedstawia niejako róg figury stworzonej na apelu przez kolumny i rzędy uwięzionych. Dwa pozostałe kadry ukazują pierwsze rzędy więźniarskie.
Mimo usilnych starań udało mi się z trzech fotografii odczytać tylko cztery numery mężczyzn przywiezionych pod koniec września 1939 r. do KL Buchenwald. Walka od ich odcyfrowanie nie miałaby sensu, gdyby nie zachowana lista transportowa. W przeciwieństwie bowiem do materiałów dotyczących fotografii z obozu Sachsenhausen transport „Dachauer” przetrwał także na kartach dokumentacji obozowej zachowanej w Arolsen Archives. 26 września przetransportowano do KL Buchenwald 1000 więźniów: 962 trafiło do różnych bloków na terenie nowego obozu, 138 – na tzw. rewir. Lista transportowa z tego dnia liczy dwadzieścia stron, a poprzedza ją notatka podsumowująca kategorie i narodowości transportowanych. Dzięki tej karteczce wiemy, że największą grupą osób uwięzionych z tego transportu byli mężczyźni oznaczeni jako ASR („uchylający się od pracy”)²² – w tym przypadku głównie Romowie z Burgenlandu. Wśród 509 Romów znajdują się osoby, których numery udało mi się odcyfrować. Jeśli chodzi o więźniów skazanych na mocy paragrafu 175, w tym transporcie była tylko jedna osoba – dr Wilhelm von Braun²³. Jego twarz znam z innej fotografii, ale nie rozpoznałam go w tłumie osób transportowanych z Dachau do Buchenwaldu²⁴.
Oczywiście do fotografii reprezentujących historie różnych grup więźniów w obozach koncentracyjnych można podejść z pewną dozą umowności, ale w przypadku zdjęć z KL Sachsenhausen i KL Buchenwald współczesne decyzje zakrzywiają rzeczywistość. Odbitki obu zdjęć, powielane w prasie i internecie, mają często pokolorowane różowe winkle²⁵. W ten sposób historia jednej grupy zapomnianych ofiar przykrywa opowieść o kolejnej. Inaczej rzecz ujmując: próba opowiedzenia przemilczanej historii „różowych trójkątów” przesłania opowieść o osobach uznanych za „asocjalne”, a w przypadku zdjęcia z obozu Buchenwald – o Romach. Wieloletnia eksploatacja buchenwaldzkiego zdjęcia jako dowodu na istnienie mężczyzn oznaczanych różowym trójkątem to z mojego punktu widzenia doskonały przykład powojennego błądzenia – wysiłek wypełnienia pustki spowodowanej brakiem badań historii grup innych niż więźniowie polityczni. Jednak śledztwo dotyczące obu fotografii z obozów Sachsenhausen i Buchenwald to także rodzaj odmieńczej opowieści, będącej przykładem „naprawiania”, uzupełniania historii nieopowiedzianych marginesów, których status jest wciąż kwestionowany²⁶.
Tak jak Georgette pisała inaczej, niżbyśmy się spodziewali, tak samo seria zdjęć pokazuje _de facto_ coś innego, niż chcieliśmy zobaczyć_._ Druga migawka to ślad, który zmusza do zmiany przyzwyczajeń patrzącego – nagle widoczny staje się ktoś zupełnie inny, niż oczekiwano. Ponowne odczytanie tych zdjęć kreuje wspólnotę wykluczonych, w której obie marginalizowane grupy, a co za tym idzie ‒ biografie i narracje – nachodzą na siebie i się przenikają²⁷.
Ostatecznie jednak najważniejsze jest przerwanie _status quo_ anonimowości osób na fotografiach. Wśród ponad pięciuset romskich mężczyzn, aresztowanych w większości w połowie 1939 r., można rozpoznać twarze urodzonego w 1917 r. w miejscowości Steingraben Paula Baranyaia, który był żonaty i deklarował religię katolicką. W rubryce „zawód” wpisano: robotnik pomocniczy. Jego żona miała na imię Rozalia i być może została powiadomiona o śmierci Paula 24 lutego 1940 r. w obozie Buchenwald rzekomo z powodu zapalenia płuc.
Trzy lata starszy od Baranyaia Stefan Horvath był więźniem obozów Dachau, Buchenwald, Mauthausen, Sachsenhausen. W połowie 1939 r. zatrzymała go policja kryminalna z Grazu (Kripo Graz), zaznaczając w dokumentacji, że jest stanu wolnego i wyznania katolickiego. Od lutego 1943 r. jego losy pozostają nieznane.
Anton Horvath urodził się w 1901 r. w St. Margarethen i pracował jako robotnik rolny. Miał siedmioro dzieci, ale nie był żonaty. Po przewiezieniu do obozu Buchenwald żył niecałe cztery miesiące. Wskazany powód śmierci to „słabość serca”.
I w końcu urodzony w Groß-Höflein bei Eisenstadt w 1920 r. Johann Horvath, którego wiedeńskie Kripo zatrzymało pod koniec czerwca 1939 r. Od tego momentu aż do końca wojny był więźniem czterech obozów: Buchenwaldu, Dachau, Neuengamme i Mauthausen. Przeżył wojnę i wrócił do Burgenlandu. W 1953 r. lokalne władze miejscowości Eisenstadt wysłały zapytanie do ITS Bad Arolsen (Międzynarodowa Służba Poszukiwań Bad Arolsen) z prośbą o potwierdzenie jego pobytu w obozach koncentracyjnych w celu wypłaty odszkodowania. Mieszkał wtedy w austriackiej gminie Krensdorf. Najprawdopodobniej nie zostawił żadnej relacji.
Opowieść dotycząca romskich mężczyzn z serii zdjęć z KL Dachau jest poszarpana, pełna luk, zaprzecza narracji przyczynowo-skutkowej. Przypomina wyliczankę poszczególnych miejsc zatrzymania bez jakichkolwiek osobistych wątków. Saidiya Hartman twierdzi, że ten brak wzmaga chęć wypełnienia luk żywą tkanką narracji: „Utrata opowieści zaostrza apetyt na nie. Kuszące jest wypełnianie luk i zapewnianie domknięcia tam, gdzie go nie ma. Tworzenie przestrzeni dla żałoby tam, gdzie jest ona zakazana. Sfabrykowanie świadka niedostrzeżonej śmierci”²⁸. W tym przypadku jednak narracja tworzy się pomiędzy błędnym przekonaniem, że na fotografiach widać „mężczyzn z różowym trójkątem”, a próbą odnalezienia tych nielicznych Romów, których udaje się rozpoznać i którzy rzeczywiście 26 września 1939 r. zostali przetransportowani z Dachau do Buchenwaldu.
Jednocześnie kiedy po raz pierwszy trafiłam na listę transportową do Buchenwaldu ‒ będącą przecież śladem ostatecznym, który podważa zasadność używania tego zdjęcia jako wizualizacji mężczyzn oznaczanych różowym trójkątem ‒ miałam w głowie esej Arielli Aïshy Azoulay _The Natural History of Rape_ ²⁹. Analizując fotografie zdobytego Berlina, Azoulay pisze o procesie ukrywania cierpienia tych, którzy są bezradni – nie mogą się bronić i nie są chronieni. Wykorzystuje do tego opowieści o kobietach – ofiarach gwałtów wojennych – które zostały wręcz wymazane z wyzwoleńczej codzienności. Ich nieobecność, ich brak również stanowi trop. Podobnie jak błąd w rozpoznaniu więźniów z buchenwaldzkich zdjęć uznawanych do dziś za „mężczyzn z różowym trójkątem”.
*
List Georgette i zdjęcie z albumu komendanta Kocha otwierają możliwość innego, odmieńczego odczytania i opowiadania historii. Stają się tropem uruchamiającym kolejne scenariusze badawcze. Nagle z pozoru irracjonalne przekonanie, że queerowe – trans* ‒ przedwojenne życie dotyczyło także prowincji i nie zamykało się w wyjątkach, staje się częścią nowej opowieści. Ukrywanie strzępków własnego nienormatywnego życia było często związane z zagrożeniem w sferze publicznej, ale także na łonie rodziny. Dlatego proces ich odzyskiwania to śledztwo z małą ilością poszlak, w którym zdarzają się błędy i przeoczenia. Dokładnie tak jak w przypadku zdjęcia transportu z Dachau, kiedy odkrywanie historii jednej grupy przemilczanych „przykrywa” drugą. José Esteban Muñoz, pisząc o możliwych do odnalezienia śladach queerowości, wskazał pojęcie efemery kojarzone z historyczną ulotnością. Ważne, aby ją dostrzec, aby jej nie przegapić, nie prześlepić:
Dlatego też chcę mówić o queerowości jako o potencjale, rodzaju samowiedzy; o społecznym i relacyjnym sposobie funkcjonowania. Queerowy przekaz bywa nadawany pod przykrywką. Wynika to z faktu, że pozostawianie po sobie śladów niejednokrotnie wystawiało queerowe podmioty na atak. Zamiast pełnej dostępności w postaci widzialnego dowodu, queerowość funkcjonuje często jako domysł, plotka, ulotne chwile oraz praktyki performatywne rozpoznawalne tylko przez tych, którzy przynależą do ich poznawczego obszaru, natychmiast za to wyparowując pod palcami tych, których potencjał queeru nie dotyczy³⁰.
Plotki, ulotne momenty, działania performatywne dotykające queerowości będą zatem prześwitami w normatywnej i dominującej strukturze, która jest tylko pozornie opowiedziana i zamknięta. Stąd większość sytuacji, biografii, anegdot pojawiających się w tej książce __ wywodzi się z bardzo ulotnych danych wyjściowych. Powiązane są one najczęściej z doświadczeniami osoby badającej, która sprawdza różne, często nietypowe materiały oraz próbuje je odczytać w inny sposób, wbrew przyjętym zasadom dyskursu. Jack Halberstam rozpoczyna _Przedziwną sztukę porażki_ od zarysowania konceptu teorii niskiej, podkreślając, jak ważna jest ucieczka od zastanych binarnych opozycji, czyli także tych scenariuszy, które uznajemy za opowiedziane i które pozornie wydają się zamknięte:
Teoria niska stara się zidentyfikować wszystkie te miejsca „pomiędzy”, dzięki którym nie łapiemy się na haczyki hegemonii i nie ulegamy pokusom sklepu z pamiątkami . Przy tym godzi się jednak z ewentualnością, że alternatywy zamieszkują w mętnych wodach sprzecznego z intuicją, często bezgranicznie mrocznego królestwa krytyki i odmowy³¹.
Odmowy, czyli porażki, błędu, ale też przestoju w opowiadaniu, pułapki braku finału albo blokady instytucjonalnej uniemożliwiającej dalsze odzyskiwanie pamięci. Najbardziej frustrująca w tworzeniu historii queerowej jest świadomość, że cenne (albo i nie) źródło przetrwało, ale ktoś – nazwijmy go „strażnikiem instytucji”³² – ogranicza do niego dostęp. Zdaję sobie sprawę, że owa niemoc dotyczy każdej dziedziny badań (nie tylko) humanistycznych, ale nie sposób zbagatelizować faktu, że w odniesieniu do opowieści marginalizowanych, historii ludzi uznanych przez system za nienormatywnych, staje się ona badawczym lejtmotywem albo osobnym wątkiem, który powinien stać się wreszcie widoczny.
1 Pierwszym badaczem wspominającym w swoich publikacjach Hellę Knabe był Rainer Herrn. Częściowo informacje o niej i społeczności osób trans* z nią związanych pojawiły się także w projektach internetowych autorstwa Kai* Brusta oraz na wystawie _gefährdet leben. Queere Menschen 1933‒1945_. Dr Noah Munier prowadzi badania dotyczące Richarda Knabego oraz kilku innych osób trans* związanych z tą społecznością (Georgette, Mathilde, Anita Maier, Emi Wolters) w ramach projektu _LSBTTIQ in Baden-Württemberg._ _Lebenswelten, Repression und Verfolgung im Nationalsozialismus und in der Bundesrepublik Deutschland_ (2024‒2026), który podsumuje monografia. Por. R. Herrn, _Transvestitismus in der NS-Zeit – ein Forschungsdesiderat_, „Zeitschrift für Sexualforschung” 2013, nr 26, s. 330‒371; _gefährdet leben. Queere Menschen 1933‒1945_ (grupa kuratorska: I. Eschebach, A. Pretzel, K.H. Steinle, listopad 2023, BMH Berlin): https://mh-stiftung.de/projekte/ausstellung-gefaehrdet-leben/ ; Kai* Brust, Hani ינאח Esther Indictor Portner, _Letters to Berlin_ (2023‒2024): https://cultures-of-remembrance.com/en/exhibition/letters-to-berlin/ ; Kai* Brust, _Spectrum of In_justice. Gender Nonconforming Lives under Nazi Rule_, __ https://exhibition-qi.educat-kollektiv.org/en/ .
2 Ten dopisek został najprawdopodobniej dodany przez policję w trakcie opracowania skonfiskowanej dokumentacji.
3 Pani doktorowa Knabe, ponieważ Hella była żoną doktora prawa Richarda Knabego – osoby trans* nazywającej siebie „transwestytą”, która współtworzyła berliński salon dla osób transpłciowych. W 1937 r. policja kryminalna w Berlinie rozpoczęła śledztwo przeciwko państwu Knabe, oskarżając ich o propagowanie nieprzyzwoitych treści. Podczas przeszukania ich berlińskiego mieszkania znaleziono korespondencję Helli i innych osób trans*, z którymi była w kontakcie. Skonfiskowane materiały przetrwały w Landesarchiv Berlin. Hella Knabe przeżyła wojnę.
4 Anonse Helli Knabe opublikowano m.in. __ w „Die Freundin” 1930, nr 51, s. 6; „Das 3. Geschlecht. Die Transvestiten”, 3. Folge 1931, s. 31.
5 Georgette uciekła wraz z żoną z Zielonej Góry dokładnie 24.06.1945 r. Na początku mieszkały w Halle/Saale, a następnie – aż do śmierci Georgette – we Frankfurcie nad Menem.
6 Pierwszym introligatorem w rodzinie Dehmelów był Ernst Julius Reinhold Dehmel (1820‒1888). Jego dwóch synów: Otto Dehmel (1851‒1921) i Carl Dehmel (1857‒1935) kontynuowało tradycje w dwóch osobnych lokalizacjach w mieście. Otto i Bertha z domu Mohr mieli czwórkę dzieci: Maxa (1880‒1946), Georga – Otto Jr. – Georgette (1882‒1963), Clarę (1885‒?) oraz Kurta (1888‒1960).
7 Od 1922 r. zakładem zarządzał Georg wraz z matką. Po śmierci matki w 1931 r. Georgette była jedyną właścicielką, na co wskazują zapiski w rejestrze handlowym Sądu Obwodowego w Zielonej Górze.
8 Wszyscy członkowie rodziny Dehmelów używają kilku imion, co utrudnia badania, ale w kontekście płynnej tożsamości wydaje się niezwykle ciekawym wątkiem (używanie różnych imion było naturalne). Dzieci są nazywane, aby uhonorować przodków, stąd w rodzinie Dehmelów dominują osoby o imieniu Reinhold, Otto, Karl (także przez „C”). Żony i córki Dehmelów „znikają” po przejęciu nazwisk mężów, co niestety komplikuje także odnalezienie córek Georgette i jego żony Agnes, urodzonych w 1924 i 1925 r. w Grünbergu. W przypisie 6 zapisałam tylko imiona „wybrane” i „używane” przez bohaterów.
9 Por. „Grünberger Wochenblatt. Zeitung für Stadt und Land”, nr 71, 25.03.1923 – _Familiennachrichten_, s. 2.
10 Dzięki tym zdjęciom łatwo rozpoznać Georgette także na fotografiach opublikowanych w czasopiśmie „Das 3. Geschlecht”: pierwszej gazecie dla osób trans*, wydawanej w latach 1930‒1932 (pięć numerów). Zdjęcia Georgette pojawiają się na stronach numerów 3, 4, 5. Por. _Das 3. Geschlecht._ _Reprint der 1930‒1932 erschienenen Zeitschrift für Transvestiten_, __ red. R. Herrn, Männerschwarm, Hamburg 2024.
11 W dokumentacji sprawy karnej Helli Knabe, oskarżonej na mocy paragrafu 184 niemieckiego kodeksu karnego (rozpowszechnianie nieobyczajnych treści), śledczy wspominają, że zdjęcia mogła zrobić żona Dehmela. Trudno rozstrzygnąć, czy ta wersja była prawdziwa czy miała chronić inną osobę fotografującą przed uwikłaniem w śledztwo. Przeszukanie w mieszkaniu Dehmelów przeprowadziła lokalna policja we wrześniu 1937 r.
12 Jeśli nawet Hertha nie wykonała tych fotografii, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że zrobiła odbitki. W końcu małżeństwo Dehmelów i rodzina Oye mieszkały tuż obok siebie.
13 Wskazuje na to zarówno dokumentacja przedwojenna przechowywana w Archiwum Państwowym w Zielonej Górze, jak i powojenna zachowana w Bundesarchiv Lastenausgleichsarchiv Bayreuth.
14 W listopadzie 2024 r. razem z Noah Munier i Marią Magdaleną Kozłowską zorganizowałyśmy spacer i wykład _Śladami Georgette_, __ kuratorowane przez Martę Genderę (Fundacja Salony, Zielona Góra). To wydarzenie uruchomiło lokalną społeczność – dzięki niemu nawiązałyśmy kontakt z Bartłomiejem Gruszką i Thamires Münzel. _Śladami Georgette. Queerowe czuwanie – spacer śladami Georgette_, http://fundacjasalony.pl/pl/pozostale/sladami-georgette .
15 Por. _Adressbuch für die Stadt und Landkreis Stade 1952_, Hansa-Druckerei R. Stelzer, Stade 1952, s. 146, 155.
16 W całej książce stosuję wymiennie słowa „ocalali” / „przeżywcy”, nawiązując do książki Agnieszki Daukszy: _Klub Auschwitz_ _i_ _inne kluby. Rwane opowieści przeżywców_, Słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2016.
17 Zanim powstały filmy _Paragraf 175_ w reżyserii Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana (2000) oraz _Martwi geje i żywe lesbijki_ autorstwa Rosy von Praunheima (2008), zrealizowano trzy nieco zapomniane produkcje dokumentalne, które zbierają świadectwa osób queerowych urodzonych w pierwszej połowie XX w.: _Wir hatten ein großes „A” am Bein – Verfolgung Homosexueller im Dritten Reich_, reż. E. Jeanrond, J. Weishaupt (1991); _Verzaubert. Lesben und Schwule schreiben Geschichte_, reż. D. von Diepenbroick, J. Fockele, J. Golombek, D. Hauska, S. Jehna, C. Kaltenbach, U. Prehn, J. Reutter, K. Schmersahl (1992) oraz _Nitrofilmowe pocałunki_, reż. B. Hammer (1992).
18 Zdjęcie stało się także częścią wystawy _Die Verleugneten. Opfer des Nationalsozialismus 1933–1945 – heute_, __ https://www.die-verleugneten.de/ ; J. Ostrowska, _Oni. Homoseksualiści_ _w_ _czasie II wojny światowej_, __ Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2021, s. 26‒34.
19 _Professor Landra besucht das Konzentrationslager Sachsenhausen… und die Leibstandarte_, „Illustrierter Beobachter”, 5.01.1939, https://research.calvin.edu/german-propaganda-archive/images/ib/ib39-1a.jpg .
20 Używam form „różowe trójkąty” albo „mężczyźni z różowym trójkątem” w cudzysłowie, ponieważ to określenie jest już raczej historyczne. Nie tylko osoby oznaczane w obozach różowymi trójkątami były prześladowane na mocy paragrafów 175 i 175a. Por. H. Heger, _Mężczyźni z różowym trójkątem_, __ tłum. A. Rosenau, Ośrodek Karta, Warszawa 2016.
21 Album powstał na zamówienie komendanta Karla Kocha jako wizytówka obozu Buchenwald. Został zaprojektowany przez więźniów i składa się z trzydziestu dwóch stron. Pierwotnie zawierał 258 zdjęć – 240 z nich przetrwało do dziś. Oryginał znajduje się w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze, ponieważ był wykorzystywany jako dowód w trakcie pierwszego procesu norymberskiego. W odzyskiwaniu historii tych zdjęć pomógł mi Holm Kirsten (Miejsce Pamięci Buchenwald).
22 ASR („Arbeitsscheu Reich”) – masowe akcje aresztowań przeciwko osobom uznanym za asocjalne, zorganizowane po anszlusie Austrii w 1938 r. W ramach kilku fal – marcowej, kwietniowej i czerwcowej – aresztowano około dziesięciu i pół tysiąca osób rzekomo „uchylających się od pracy”, które przewieziono do obozów koncentracyjnych. Por. m.in.: W. Ayaß, _»Asoziale« im Nationalsozialismus_, Klett-Cotta, Stuttgart 1995, s. 139‒175; F. Schleupner, _»Arbeitsscheu Reich«._ _Die Sonderaktion der Geheimen Staatspolizei im April 1938_, Königshausen & Neumann, Würzburg 2014.
23 Wilhelm von Braun był doktorem prawa urodzonym w 1883 r. we Frankfurcie nad Odrą. Zanim skończył studia na Uniwersytecie w Heidelbergu, przebywał we Francji (rekonwalescencja po tyfusie). W 1908 r. aresztowano go w Breście, podejrzewając o szpiegostwo i uwodzenie nieletnich chłopców. Rok później został uniewinniony od postawionych mu zarzutów. Po I wojnie światowej pracował w dyplomacji. Na początku maja 1933 r. wstąpił do NSDAP, a dwa lata później aresztowano go na mocy paragrafu 175 StGB. Przetrzymywano go w obozach Dachau, Buchenwald, Mauthausen, ponownie w Buchenwaldzie, gdzie zginął 29.08.1941 r. Por. H. Helas, _Wer kennt Wilhelm von Braun, wer war Bertha von Gersdorff?_ _Spurensuche auf dem Alten Berliner Garnisonfriedhof_, __ http://www.aktives-museum.de/fileadmin/user_upload/Extern/Dokumente/rundbrief_68.pdf .
24 Zdjęcie Wilhelma von Brauna przetrwało w jego dokumentacji w zespole „Personenbezogene Unterlagen der NSDAP” w Bundesarchiv Lichterfelde.
25 Kolorowanie trójkątów na różowo na tych zdjęciach oraz na zdjęciach sygnalitycznych, np. z KL Auschwitz I, staje się coraz bardziej popularne. Por. https://facesofauschwitz.com/gallery/walter-degen/; https://www.katyjon.com/homosexuality-and-holocaust-memorial-day-a-gay-jewish-hero/; https://www.grlgbtqhealthcareconsortium.org/blog/the-pink-triangle; https://exchange.nottingham.ac.uk/events/educating-about-genocide-remembering-the-pink-triangle-prisoners-of-sachsenhausen/ .
26 Proces „naprawiania” wiążę z zaproponowaną przez Ewę Domańską koncepcją „historii ratowniczej”. E. Domańska, _Historia ratownicza_, „Teksty Drugie” 2014, nr 5, s. 12‒26.
27 Por. M. Rothberg, _Pamięć wielokierunkowa. Pamiętanie Zagłady w epoce dekolonizacji_, tłum. K. Bojarska, Wyd. IBL PAN, Warszawa 2016; K. Bojarska, _Polska pamięć wielokierunkowa? (Kto nie pamięta_ _z_ _nami, ten nie pamięta przeciwko nam)_,_ _„Teksty Drugie” 2016, nr 6, s. 312‒325.
28 S. Hartman, _Venus in Two Acts_, „Small Axe” 2008, t. 12, nr 2, czerwiec, s. 8.
29 Esej Azoulay wspomina m.in. Tomasz Szerszeń w tekście _Przeżywać_ zajmującym się konceptem „schronienia”. Por. A.A. Azoulay, _The Natural History of Rape_, __ „Journal of Visual Culture” 2018, t. 17, nr 2, s. 166‒176; T. Szerszeń, _Przeżywać. Ku antropologii schronienia_, __ „Teksty Drugie” 2023, nr 2, s. 91‒93.
30 J.E. Muñoz, _Ephemera as Evidence._ _Introductory Notes to Queer Acts_, „Women & Performance. A Journal of feminist theory” 1996, t. 8, s. 6.
31 J. Halberstam, _Przedziwna sztuka porażki_, __ tłum. M. Denderski, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2018, s. 14. Halberstam pisze: „Teoria niska to model myślenia, który wywodzę ze słynnego spostrzeżenia Stuarta Halla, że teoria nie jest celem samym w sobie, lecz «okrężną drogą do innego celu»” (ibidem, s. 31). Por. S. Hall, _Old and New Identities, Old and New Ethnicities_, w: _Culture, Globalization and the World System_, red. K.H. Chen, D. Morley, Routledge, New York 1991, s. 42.
32 Od anegdoty o „strażniku instytucji” w jednym z „najważniejszych miejsc pamięci w Polsce” rozpoczynam moją książkę _Oni_ (op. cit., s. 7). _Ślady_ to opowieść o tym, jak ograniczenie dostępu do źródeł, zapoczątkowane tym zdarzeniem, wpłynęło na moją pracę badawczą.Sygnalizowanie
Wracając do eseju Ginzburga o poszlakach w narracji historycznej, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden drobny fragment. Niejednokrotnie pożądane ślady to „odpadki i «śmieci» naszych obserwacji”⁶⁶. Włoski mikrohistoryk kontynuuje wątek poszukiwania i odczytywania „drobnostek”, kierując się w stronę tematu narracji – opowieści historycznej: „Łowca byłby zatem pierwszą ludzką istotą „opowiadającą historie”, ponieważ tylko on potrafił odczytywać w niemych, a nawet ledwo dostrzegalnych śladach pozostawionych przez ofiarę, spójne następstwo wydarzeń”⁶⁷.
W takim układzie odczytywanie i zapisywanie historii ma charakter „poszlakowy i przypuszczalny”, co automatycznie pozwala na reinterpretację fragmentu albo całej opowieści z zupełnie innej perspektywy⁶⁸. Tropy – inaczej niż sygnały albo zapalniki⁶⁹ – pozwalają osłabić to, co dotychczas było pewne w narracji historycznej. Innymi słowy, jako osoby piszące historię queerową nie tylko poszukujemy nowych źródeł, ale także tropimy pozorny brak śladów w miejscach, w sytuacjach, w których takie źródła powinny przetrwać.
Wspomniana wcześniej bezradność wynikająca z blokad instytucjonalnych albo wyczerpania opowieści – czasem nie ma możliwości kontynuowania historii, czasem biografia urywa się bez rozwiązania – pozwala odwrócić proces myślenia o danych zjawisku historycznym. Jeśli w każdym miejscu pamięci w Polsce nienormatywne grupy ofiar nazizmu pozostają przemilczane, a układ argumentów jest identyczny i opiera się zawsze na przekonaniu o braku źródeł, jest to sygnał, który z powodzeniem można odczytywać jako początek narracji o współczesnej queerfobii i lęku przed upamiętnianiem ofiar, których status nadal jest kwestionowany. Jeśli zasłanianie nazwisk grupy więźniarek w dokumentacji archiwalnej nie wynika z żadnego wzorca ani nie zostało poparte jasną deklaracją zasad wyłączenia dostępu do źródeł, to znaczy, że „współcześni” cenzurujący elementy biografii badanych bohaterek mają problem. Nie ma to nic wspólnego z ochroną powojennego życia tych osób. Wręcz przeciwnie – z jakiegoś powodu ktoś podejmuje decyzję o uniemożliwieniu im powiedzenia „tak” lub „nie” procesowi świadkowania.
W związku z tym odzyskiwanie odmieńczych historii to najczęściej mozaika opowieści naprawczo-ratunkowej dotyczącej opisywanego czasu historycznego i wybranych protagonistów, a także przenikająca wszystko relacja o technikach i narzędziach wymazywania nienormatywnych narracji, których jako osoby badające doświadczamy na własnej skórze. Wracając jednak do pojęcia sygnału albo zapalnika, skorzystam z zaproponowanej przez Azoulay kategorii dyskursywnego albo archiwalnego punktu zero, która pozwala dostrzec to, co wcześniej nie mogło być zobaczone⁷⁰ – czyli zostało prześlepione.
Sygnał, ślad, trop może być nowym specyficznym źródłem albo wynikać z działania sygnalistów, sygnalistek, osób sygnalizujących. Tego określenia używam zarówno w stosunku do osób bohaterskich – świadków i świadkiń, których doświadczenia pozostały w sferze cienia – jak i tych stających z boku, przyglądających się, kodujących i zapamiętujących queerowe momenty w biografiach innych. Dlaczego sygnaliści i sygnalistki? Ponieważ wysyłają sygnał o pęknięciach w znormatywizowanej strukturze, biją na alarm, zwracając uwagę, że dzieje się coś odmieńczego i zarazem istotnego, czego nie można przeoczyć.
Janina Bauman opowiadała o swoich doświadczeniach wojennych wielokrotnie, zarówno w książkach autobiograficznych⁷¹, jak i w wywiadach nagranych m.in. dla Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i USC Shoah Foundation. W _Zimie o poranku_ stosowała pseudonimy, opisując poszczególne postacie przewijające się w jej okupacyjnej biografii, ale w _Nigdzie na ziemi_ oraz w relacjach mówionych używała prawdziwych imion i nazwisk:
Staś był to młody człowiek. Miał wtedy chyba lat trzydzieści jeden czy coś takiego – przystojny – którego nie znałyśmy przedtem, który był przyjacielem jakiegoś mojego wuja z drugiej linii. Historii tej ja nie rozumiałam zupełnie. Dopiero później zrozumiałam, o co chodziło, bo jeszcze nie byłam gotowa rozumieć takich rzeczy. Ten Staś bardzo kochał tego mojego wuja dużo od niego starszego. Wuj poszedł na front i zginął pod Tobrukiem. Ale została jego siostra i jego matka, i Staś się nimi zajął. A jak już się nimi zajął, to i nami się zajął. Z miłości do tego Władka. Ale jak się zajął? Tak zupełnie, zupełnie bezinteresownie⁷².
Gdyby nie to powtarzane jak mantra imię i nazwisko ratującego Stanisława Chmielewskiego, który wcześniej był w relacji partnerskiej z Władysławem Bergmanem⁷³, trudno byłoby dostrzec queerowy potencjał tej opowieści. Janina Bauman stała się sygnalistką tej historii, podobnie zresztą jak Lila Fuchs opowiadająca o parze ratujących ‒ księdzu Janie Lewiarzu i Romanie Hawrylaku⁷⁴, a także Janina Wierzbicki świadcząca o Witalisie Wróblewskim i Stanisławie Micińskim⁷⁵. We wszystkich trzech przypadkach uratowane Żydówki, zaznaczając orientację seksualną ratujących, stały się zapalnikiem do kontynuowania opowieści. Tylko dzięki nim byłam w stanie dostrzec ten queerowy moment.
66 C. Ginzburg, _Tropy_, s. 16.
67 Ibidem, s. 23.
68 Por. H. White, _Teoria literatury i pisarstwo historyczne_, __ tłum. T. Dobrogoszcz, w: idem, _Proza historyczna_, __ red. E. Domańska, Universitas, Kraków 2009, s. 21‒60 (31‒41).
69 Agnieszka Dauksza, pisząc o historii potencjalnej według Azoulay, używa określenia „zapalnik”, które uważam za niezwykle trafne także w kontekście procesu queerowania historii: „Nad projektem Azoulay ciąży nadmierne przywiązanie do wizualności, co nie oznacza jednak, że jej praktykowanie historii potencjalnej nie może stać się zapalnikiem kolejnych działań osłabiających pewniki, sugerujących znaki zapytania w miejsce kropek, uzupełniających istniejące wykładnie”. A. Dauksza, _W_ _szczerym polu. Historie potencjalne_ _i_ _inne strachy_, __ „Teksty Drugie” 2021, nr 5, s. 11.
70 Punkt zero: „jak pisała Ariella Aïsha Azoulay, miejsce pozwalające dostrzec moment historyczny w jego potencjalnej mnogości scenariuszy, również tych, które zostały wymazane, uciszone, których nigdy nie wybrano”. A. Szczepan, _Przeczulone słowa i drgające obrazy. O potencjalnych metodach badań nad Zagładą_, „Teksty Drugie” 2021, nr 5, s. 23.
71 J. Bauman, _Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta_, Znak, Kraków 2009; eadem, _Nigdzie na ziemi. Powroty. Opowiadania_, __ Oficyna, Łódź 2011.
72 Eadem, https://sfi.usc.edu/content/polish-full-length-testimonies .
73 Por. J. Ostrowska, _„Dobry Staś” pomaga Żydom. Historia Stanisława Chmielewskiego_, https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/historia-pomocy-chmielewski-stanislaw ; eadem, _Stanisław Chmielewski ratował Żydów w czasie niemieckiej okupacji – obiecał to swojemu ukochanemu_, __ „Replika” 2022, nr 96; W. Karpieszuk, _Staszek ratował Żydów z miłości do Władka. Dlaczego tak mało wiemy o tej historii z okupowanej Warszawy?_, https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,31634192,staszek-ratowal-zydow-z-milosci-do-wladka-dlaczego-tak-malo.html .
74 Z. Schnepf-Kołacz, _„Na ciechańskiej plebanii”. Historia ocalenia Zofii Trembskiej. Studium przypadku_, __ „Zagłada Żydów. Studia i materiały” 2010, nr 6, s. 232‒252.
75 Za tę wskazówkę dziękuję prof. Barbarze Engelking, dzięki której rozpoczęłam badania nad biografiami Micińskiego i Wróblewskiego.Archiwum odmieńców
Podtytuł tej książki brzmi _Historia pewnego archiwum_, w domyśle odmieńczego archiwum – kolekcji tworzonej od 2005 r. podczas moich badań dotyczących życia osób nienormatywnych na przestrzeni XX w. na terenach dzisiejszej Polski. Na początku nie miałam żadnego planu, a raczej wewnętrzną potrzebę zbierania artefaktów, głównie akt kryminalnych, których tak bardzo brakowało mi na początku pracy badawczej. Dziś wiem, że wynikało to z błędnego przekonania o tym, że dzięki „śladom” prześladowania uda się wywalczyć miejsce dla osób wymazanych z historii⁷⁶. Jednocześnie kompulsywne zbieractwo i kopiowanie dokumentacji karnej wiązało się ze strachem przed tym, że jeśli instytucja/archiwum represji⁷⁷ raz może zablokować dostęp do źródła, to warto mieć odbitkę jako – ponownie – dowód, że to źródło jednak istnieje. Finalnie chodziło również o przekonanie postronnych, że źródła istnieją, a archiwa nie są puste.
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
76 Bez względu na liczbę dostępnych źródeł queerowa historia pozostaje nadal nieobecna w polskich instytucjach odpowiedzialnych za dokumentowanie przeszłości, w szczególności w miejscach pamięci w dawnych obozach koncentracyjnych. Nadzieją na przyszłość są nowe instytucje, takie jak QueerMuzeum Warszawa, wypełniające funkcję archiwum, jednostki badawczej i wystawienniczej. Pozbawione wsparcia miejskiego i na szczeblu państwowym, pozostaje nadal tworem aktywistycznym: https://queermuzeum.pl/ .
77 „Archiwum represji” w sensie zaproponowanym przez Carla Ginzburga w _Serze i robakach. Wizji świata pewnego młynarza z XVI w_., __ tłum. R. Kłos, PIW, Warszawa 1989, s. 18.