Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Ślady prawdy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
12 czerwca 2026
21,00
2100 pkt
punktów Virtualo

Ślady prawdy - ebook

Grupa młodych ludzi próbuje odnaleźć się świecie pełnym pytań, tajemnic i trudnych wyborów. Gdy zaczynają szukać prawdy o wydarzeniach, które na zawsze odcisnęły ślad na ich życiu odkrywają, że nie każda odpowiedź przynosi ukojenie. Im bliżej są prawdy, tym bardziej odkrywają, że nie wszystko jest takie, jakim wydawało się wcześniej. Wśród bólu, dawnych nieporozumień i rodzących się uczuć doświadczają, że nawet w najciemniejszych chwilach można odnaleźć światło. "Ślady prawdy" to opowieść o przyjaźni, stracie, wierze i drodze, która prowadzi przez mrok ku nadziei.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Głos z przeszłości

Usłyszał wołanie. Ktoś za oknem wołał jego sąsiada. Jednak głos wołający Kubę spowodował, że on, Bartek, w te pędy zaczął zbiegać ze swojego ostatniego piętra. Dopadł drzwi klatki schodowej i wyskoczył na zewnątrz jak z procy.

Oczywiście, nie pomylił się, to ten głos. Stała wśród ludzi, którzy przyszli na ten osiedlowy spęd. Święto miasta. W każdej jego części zaplanowano rozmaite atrakcje. Przy jego bloku miały się odbywać jakieś tańce poprzedzone warsztatami.

⁃ Bartek! Ty tu mieszkasz? Przyszłam do kuzyna a spotykam starego kumpla!

„Starego kumpla. Tyle.” - pomyślał.

⁃ Cześć Kinga, dawno Cię nie widziałem! Nie spodziewałem się, że tutaj Cię spotkam!

Mistrz ściemniania. Choć jeszcze kwadrans temu rzeczywiście się nie spodziewał.

⁃ Mieszkasz tutaj? W tej klatce? To pewnie znasz Kubę, mojego kuzyna?

⁃ To mój sąsiad, nie wiedziałem, że jesteście rodziną.

⁃ Przyszedłeś tu, żeby popatrzeć, pouczyć się czy zatańczyć ze mną? - zaśmiała się.

Drgnął. Miał nadzieje, że tego nie zauważyła… Zatańczyć z nią. Był milion powodów, dla których nie powinien nawet o tym myśleć. I jeden, dla którego chciał to zrobić. Kochał ją. Kochał tę kobietę od dawna. Kochał ją jak szalony, odkąd pierwszy raz się spotkali. Już wtedy była to miłość skazana na porażkę. Po pierwsze była jednostronna, po drugie Ona nie była sama. Miała chłopaka, który potem stał się narzeczonym. Tak, zaręczyny można zerwać, ale nie te. Oni byli parą, która rodzi się, by być ze sobą… Tak do siebie pasowali…
Od początku walczył więc z tą swoją miłością na różne sposoby. Bezskutecznie. Miotał się sam ze sobą, nie wiedział, jak żyć. Poszedł nawet do seminarium, ale po pół roku stwierdził, że oszukuje i siebie i Pana Boga. Myślał o jakimś zakonie kontemplacyjnym, w którym będzie mógł zatracić się w modlitwie zostawiając te wszystkie trudności. Jednak coś mówiło mu, że to nie dla niego. Wrócił. Zaczął uczyć się żyć w cieniu tego uczucia. Początkowo był obok niej, starał się być przyjacielem, wspierać, pomagając w trudnościach, rozterkach, służył jako poduszka do wypłakania, gdy była taka potrzeba, nawet jako worek treningowy, gdy była wkurzona…

Jednak po otrzymaniu zaproszenia na ślub coś w nim pękło i stwierdził, że dłużej nie jest w stanie być tak blisko, że go to spala, że jeszcze trochę i oszaleje, szczególnie, gdy zobaczy na ich palcach obrączki ślubne. Jednego dnia wyjechał bez słowa. Nikt nie wiedział dokąd, ani dlaczego. Postanowił odciąć się zupełnie od dotychczasowego życia i zacząć wszystko od początku. Bez niej w pobliżu. Bez tego spojrzenia, które rozpalało jego serce, będące blisko wyskoczenia z piersi. Bez tego głosu, który rozczulał go jak nic na świecie. Bez tego dotyku, który dla niej pomocny, dla niego był elektryzujący i przeszywający całe jego ciało.

Bez tego wszystkiego.

Jednocześnie od tego samego dnia codziennie się za nią modlił.

Prosił Boga, żeby była szczęśliwa, żeby nikt jej nie zranił, żeby Bóg chronił ją przed złem tego świata, gdy jego, Bartka, nie ma i nie będzie w pobliżu…

Tymczasem ona tu stała. Przed jego blokiem, przed jego oczami. W tym miejscu, do którego nigdy nie miała dotrzeć. A on patrzył w jej oczy, które przez lata nie straciły nic a nic ze swojej głębi, zahipnotyzowany i oczarowany.

⁃ Nie tańczę. Wyszedłem kupić mleko.

⁃ W skarpetkach?

W tej chwili dopiero zauważył, jak wybiegł z domu. W samych skarpetkach.

⁃ Ostatnio czytałem, że chodzenie bez butów poprawia krążenie. Zakładam grube skarpetki, żeby nie skaleczyć skóry stóp i kiedy idę blisko, jak np do sklepu to nie zakładam butów - wybrnął.

⁃ Ok, rozumiem

⁃ Przepraszam Cię, muszę lecieć.

⁃ A mleko?

⁃ Aaa, rzeczywiście, zapomniałem po co wyszedłem.

Udał się boso w stronę sklepu osiedlowego. Cóż, może rzeczywiście poprawi swoje krążenie. To nie było istotne. Najważniejsze, żeby stracić ją z oczu. Nie po to układał swoje życie w ten sposób, żeby teraz wszystko zepsuła swoją chwilową obecnością.

⁃ Nie widzieliśmy się tyle lat, nie pogadamy chwilę? - Stała tam nadal, gdy wracał, jakby czekała na niego.

⁃ Nie bardzo mam czas, przepraszam.

⁃ Może spotkamy się, gdy będziesz miał go więcej?

⁃ Nie wiem, czy to będzie możliwe, naprawdę przepraszam.

„Zaraz oszaleję! Jeszcze jedno jej słowo i wezmę ją w ramiona… Panie, pomóż…”

⁃ Kinga! - Kuba pojawił się jak na zawołanie - dotarłaś!

⁃ Co tak długo, kuzynie?

⁃ Coś mnie zatrzymało, ale już jestem.

Bartek skorzystał z okazji i wymknął się w kierunku klatki schodowej niezauważony. Dotarł do swojego mieszkania szybciej, niż z niego wybiegł i rzucił się na łóżko. Żałował, że w ogóle wybiegł na zewnątrz. Po co to zrobił, czemu tak zareagował na ten głos… Teraz ona wie, że tu mieszka. A co jeśli będzie chciała się skontaktować? Pogadać ze „starym kumplem”? Nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru. Tak się starał żyć bez niej, pamiętał o niej w modlitwie, ale poukładał już swoje myśli i jakoś mu wychodziło to życie. Aż usłyszał ten głos, który wszystko zepsuł. A raczej jego reakcja na jej głos.

„Panie Boże, czemu mi to robisz? Tak mnie chcesz prowadzić? Ile będziesz mnie jeszcze testował? Nie wiem czy tym razem sobie poradzę… pomóż mi nie zwariować…”

❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Obudziło go intensywne pukanie do drzwi.

Chwilę trwało, zanim przypomniał sobie, o co chodzi, jaki jest dzień i co się właściwie stało. Ociągając się zwlekł się z łóżka i praktycznie doczołgał się do drzwi.

- Co z Tobą? - zapytał Kuba, zmartwiony wyglądem sąsiada, gdy ten otworzył mu drzwi.

- A co ma być? Zdrzemnąłem się.

- Podobno mówiłeś, że jesteś strasznie zajęty? Wiem od Kingi. A właśnie - przypomniał sobie cel swojej wizyty u Bartka - nie wiedziałem, że się znacie! Nic nie mówiłeś!

- Nie miałem pojęcia, że to Twoja kuzynka… - Bartek zamyślił się.

To prawda. Gdyby miał chociaż cień podejrzenia, już by go nie było w tym mieszkaniu…

- Skąd się znacie? Od jak dawna?

- A co ona Ci powiedziała?

- Że stara historia i długo by opowiadać. A co Ty mi powiesz?

- Stara historia i długo by opowiadać…

- To się dowiedziałem. Ok, nie chcesz, nie mów. Mam nadzieję, że macie dobre wspomnienia. Dawno nie widziałem, żeby tak się ucieszyła na czyjś widok.

- Naprawdę? Ucieszyła się?

- Czemu jesteś zdziwiony? Czyżby był jakiś powód, dla którego miałaby się nie ucieszyć spotkaniem ze starym znajomym?

- Może taki, że zniknąłem bez śladu… - wymamrotał pod nosem.

- Co??!!! Ty też? Biedna Kinga, spotyka w swoim życiu samych dupków!

- To nie tak. Byliśmy przyjaciółmi. Zniknąłem z jej życia, gdy rozpoczynała nowy rozdział ze swoim mężem.

- Jakim mężem? Masz na myśli tego idiotę, który zostawił ją w przeddzień ślubu?

- Co??!! O czym Ty mówisz??!!

- To Ty nic nie wiesz? Co z Ciebie za przyjaciel??!!

- Najgorszy z możliwych…

Bartek zaciskał zęby i powstrzymywał łzy, cisnące się do jego oczu z wściekłości. Nigdy w życiu nie był tak wściekły. Nie na tego typa, o którym kiedyś myślał jako idealnym partnerze dla Kingi. Był wściekły na siebie. Zniknął bez słowa w momencie, gdy ona go najbardziej potrzebowała.

- Czyli nic nie wiedziałeś? Chyba mamy cały wieczór na długie opowiadanie starych historii… - powiedział Kuba z głębokim westchnieniem.

Bartek wiedział, że powinien teraz posłuchać całej historii, jednak nie był w stanie. Musiał pozbierać wszystkie części swojego mózgu w całość.

- Daj mi chwilę… Czuję się, jakbym umarł - odpowiedział sąsiadowi.

- Tylko oby ten Twój powrót do życia nie trwał zbyt długo, Kinga wystarczająco się już naczekała. Wiesz, gdzie mnie szukać.

Po tych słowach wyszedł.

„Kinga wystarczająco się już naczekała” - te słowa były jedynymi, które teraz dźwięczały w jego głowie. Co miał na myśli Kuba? Przecież nie jego… Przecież on nie zasługuje, żeby na niego czekać… Nie po tym, jak wyparował z jej życia, bojąc się własnych uczuć. Przyjaciel… Dobre sobie…

Gdy w końcu mózg zaczął pracować i dotarło do Bartka, jak ciężko było Kindze przez cały ten czas, z tym bagażem opuszczenia przez niedoszłego męża i dodatkowo przez przyjaciela, emocje wzięły nad nim górę. Ogarnęła go taka wsciekłość, że zaczął wrzeszczeć, zdzierając swoje gardło, a z oczu płynęły ogromnym strumieniem łzy. Wściekłość i żal. To jedyne, co w tej chwili go przepełniało. Niewiele myśląc rzucił się do szafki, w której zalegały mu różne rodzaje alkoholi, jakie regularnie otrzymywał w prezencie od znajomych. Wyciągał je tylko, gdy trzeba było kogoś poczęstować, sam nie bardzo lubił pić. Jednak teraz chciał się upić. Bez reszty. Upić się i nie myśleć o niczym. Nalał sobie pełną szklankę whisky. Patrzył na nią chwilę, jak zahipnotyzowany. Sięgnął po nią i już miał zamiar wlać w siebie jej zawartość, gdy w jego głowie pojawiło się pytanie: po co to robi? Jak to po co, przecież to jasne. Żeby uciec. Znowu. W tym jest najlepszy.

- Nie!!! Nie ucieknę! Nie tym razem! Muszę wziąć to na klatę! - krzyczał sam do siebie.

Wylał płyn ze szklanki, dziękując Bogu, że postawił go do pionu.

- Pomóż mi… - szepnął, padając na kolana.

Zastygł w tej pozycji na dłuższą chwilę, otwierając się na działanie Ducha świętego.

Nawet nie wiedział, jak długo to trwało. Dopiero, gdy zerknął na zegarek, zorientował się, że upłynęły już prawie dwie godziny.

Poczuł się wewnętrznie umocniony, mimo, iż jego ciało było niemal zdrętwiałe.

Odblokował telefon i wybrał numer Kuby.

- Wykrzyczałeś się już? Lepiej Ci? - pytał głos sąsiada w słuchawce.

- Słyszałeś?

- Chyba cały budynek słyszał - Bartek prawie zobaczył jak Kuba wyszczerza zęby wypowiadając to zdanie - to co, wpadasz? Zaparzyłem sporą ilość herbaty, żeby nam nie brakło. Mam też ogromną ilość przekąsek. Wiem, faceci tak długo nie gadają, ale to jest sytuacja wyjątkowa.

- Będę za chwilę.

Ani przez chwilę Bartek nie żałował, że zdecydował się na tę rozmowę. To, co usłyszał od Kuby wywróciło do góry nogami wszystko, co do tej pory myślał, choć sąsiad oszczędził mu szczegółów, zostawiając wersję rozszerzoną tej historii głównej bohaterce, gdyby chciała się nią podzielić z przyjacielem.

Życie Kingi wyglądało zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażał. Niedoszły mąż zostawił ją trzy dni przed ślubem, gdy dowiedział się, że spodziewa się dziecka. Jego dziecka. Po prostu jak gówniarz, podwinął ogon i uciekł. Powiedział jej jeszcze, że to przecież jej wina, bo mogła nie być taka łatwa, to nie byłoby teraz problemu. Problemu. Tak nazwał swoje dziecko. Bartek był tak wściekły wyobrażając sobie tę sytuację, że gdyby ten człowiek stał teraz przed nim, to pewnie rzuciłby się na niego z pięściami…

- Może dobrze, że mnie tam wtedy nie było, nie wiem, czy byłbym w stanie go nie uszkodzić… - syczał przez zęby.

- Jak sobie to wszystko przetrawisz i się uspokoisz, to dam Ci numer telefonu Kingi, spotkaj się z nią. Potrzebuje przyjaciela. Bardziej, niż sądzisz…

- Tak bardzo mi wstyd, że mnie przy niej nie było… Nie wiem, co miałbym jej powiedzieć, nie wiem, czy w ogóle ona zechce ze mną rozmawiać na ten temat - wahał się Bartek.

- Po prostu się z nią spotkaj. Mówiła o Tobie tonem sugerującym, że nie chowa urazy. Zresztą, po tym, co przeszła, Twoje zniknięcie to pestka…

- Rozumiem, że nie mówisz mi czegoś bardzo istotnego?

- Porozmawiaj z nią.

- Masz rację. Muszę być przy niej tym razem.

- Czy prawidłowo wyczuwam, że z Twojej strony było coś więcej? - intuicja Kuby była zadziwiająca.

- Dobranoc! - Bartek nie miał zamiaru zwierzać się sąsiadowi - dzięki za rozmowę!

- I tak to z Ciebie wyciągnę! - rzucił Kuba ze śmiechem, zanim za Bartkiem zamknęły się drzwi.

Noc ciągnęła się w nieskończoność, Bartek prawie nie zmrużył oka. Tysiące myśli przewijały się przez jego głowę. O tym, co było i co może się wydarzyć. O rozmowie, która odbyła się z Kubą i o tej, która jeszcze przed nim. Z Kingą. Wiedział, że Pan Bóg ma swoje plany dla każdego i że mogą być one zaskakujące, ale że aż tak? Nigdy by nie przypuszczał, że postawi Kingę ponownie na jego drodze. Nie wiedział jeszcze, w jakiej roli, jakie będzie jego zadanie w jej życiu, nie chciał snuć żadnych scenariuszy, postanowił poddać się temu działaniu Boga, ufając, że da mu wszystko, co w tej relacji będzie potrzebne. Że go poprowadzi.

Rankiem, po niespełna godzinnej drzemce, która w końcu nadeszła, napisał wiadomość do Kuby z prośbą o numer Kingi. Odpowiedź przyszła błyskawicznie, jakby tamten tylko czekał na tę prośbę. Dopisał jeszcze: „Powodzenia!”, na co Bartek uśmiechnął się sam do siebie, choć nie bardzo wiedział czemu.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀

- Kinga?

- Tak, kto mówi?

- To ja, Bartek…

- Bartek! Nie poznałam Cię przez telefon! Tak się cieszę, że dzwonisz!

- Kuba dał mi Twój numer… - powiedział niepewnie.

- Bardzo dobrze! Kocham tego mojego kuzyna, jest taki bystry i domyślny!

- Czy miałabyś ochotę się ze mną spotkać? - od razu żałował, że tak to ujął i próbował się jakoś wytłumaczyć - mam na myśli takie luźne spotkanie ze znajomym przy kawie, czy herbacie…

- Jasne, że tak, kiedy masz czas?

- Dostosuję się do Ciebie, na pewno masz więcej spraw na głowie, niż ja - powiedział to świadomy, że przecież gdzieś tam musi kręcić się jej kilkuletnie dziecko.

- A dzisiaj? Masz czas dzisiaj? - odrzekła nie tracąc czasu.

- Dzisiaj?

- Za szybko?

- Nie, dzisiaj będzie dobrze - czuł, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi - powiedz, o której i gdzie chcesz się spotkać?

- Może wpadniesz do mnie ok 14.00? Podam Ci adres.

- Dobrze - serce nie chciało mu się uspokoić.

- Zaraz prześlę Ci smsem. To do zobaczenia za kilka godzin! Nie mogę się doczekać! - słyszał radosny głos.

- Do zobaczenia!

Cała Kinga. Zawsze radosna, jak promyczek słońca. Nawet te wszystkie trudności jej nie złamały. Przynajmniej pozornie. Dobrze było słyszeć ten jej uśmiechnięty głos. Teraz, gdy miał świadomość tego, co przeszła, ten uśmiech nabrał jeszcze większej wartości.

Czyli to dzisiaj.

Ma kilka godzin, by uporządkować swoje uczucia i uspokoić serce. Kinga potrzebuje stabilnego emocjonalnie przyjaciela. I taki właśnie będzie. Bartek. Przyjaciel na medal. Od teraz na zawsze.

Z tym postanowieniem udał się na niedzielną mszę, oddając w Eucharystii to wszystko, co przed nim, przed nimi…

Po mszy zjadł obiad i wpisał adres z smsa w nawigację. Gdy już dotarł na miejsce poczuł narastające emocje. Z drżącym sercem szedł w kierunku mieszkania Kingi.

Nacisnął dzwonek i prosił Ducha świetego, by go prowadził, by prowadził całą tę ich rozmowę, tę relację…

- Bartek! Tak strasznie się cieszę, że Cię widzę! Mam nadzieję, że dzisiaj masz dla mnie trochę więcej czasu, niż ostatnio i mi tak szybko nie uciekniesz?

„Mam dla Ciebie całe życie” - chciał powiedzieć Bartek, ale wydusił tylko:

- Tak, przepraszam za to pod blokiem…

- Wybaczam! - odparła wesoło - jadłeś coś?

- Tak, jestem po obiedzie.

- Szkoda, przygotowałam coś pysznego, ale w takim razie zjemy to na kolację.

- A Ty nie zjesz teraz? Czekałaś na mnie pewnie - zmartwił się Bartek.

- Spokojnie, podczas gotowania tyle tego podjadłam, że wystarczy mi do kolacji - roześmiała się.

- Jesteś sama? - Bartek rozejrzał się dookoła, nie mogąc doszukać się śladu mieszkającego tu dziecka, ale nie chciał pytać wprost, gdzie ono teraz jest, bo musiałby zdradzić, co wie od Kuby.

- Tak, mieszkam sama. Tak wyszło.

- Ale… - zaczął Bartek, nie wiedząc, jak poprowadzić rozmowę o dziecku.

- O co chcesz zapytać?

- Kuba mówił, że w końcu nie wyszłaś za mąż… - rzekł nieśmiało - nic nie wiedziałem przez te wszystkie lata.

- No tak… Zniknąłeś, zanim… - zamilkła w pół zdania.

- Przepraszam…

- Za co?

- Że nie było mnie wtedy przy Tobie…

Cisza, jaka wtedy nastała, wydawała się kłuć w uszy. Bartek miał nadzieję, że bicie jego serca słyszy tylko on. Waliło, jak oszalałe, bo jedyne, co Bartek chciał wtedy zrobić, to wziąć Kingę w ramiona i pozwolić jej się w nich wypłakać.

Ale ona wcale nie płakała. Wydawała się odległa, nieobecna, zanurzona we wspomnieniach, przeżyciach tamtego czasu, ale nie płakała.

Bartek nie chciał przerywać tego rozmyślania, zresztą nawet nie wiedział, w jaki sposób mógłby to zrobić. Czekał cierpliwie na to, co będzie dalej.

- Bartek - zaczęła cicho Kinga po dłuższej chwili - tak bardzo chciałam mieć Cię wtedy obok…

- Przepraszam… - to było chyba jedyne, co mógł z siebie wydusić w tym momencie, bo czuł jakby serce rozdzierało się w jego wnętrzu.

- Nie o to chodzi… nie przepraszaj, miałeś swoje życie, swoje plany, nie miałam prawa wciągać Cię w moje problemy, oczekiwać, że mnie wesprzesz…

- Ale ja… - próbował coś powiedzieć, jednak Kinga ciągnęła dalej:

- Obawiam się, że nadal nie mam do tego prawa. Nie wiem, czy powinnam Cię tym obarczać, czy jesteś gotowy, by wysłuchać mojej historii, jednak w głębi serca czuję, że poza Tobą nikt tak naprawdę nie jest mi aż tak bliski, że tylko Ty zrozumiesz, co przeżywam… Przez te lata często myślałam, co się z Tobą dzieje, czy jesteś szczęśliwy, czy chociaż Tobie życie jakoś się poukładało…

- Kinga…

„Gdybyś Ty wiedziała… gdybyś tylko wiedziała…” - szeptał w myślach.

- Pomyślałam, że pewnie tak, skoro nie wróciłeś i się nie odzywałeś, że nie powinnam próbować Cię szukać i przeszkadzać Ci w życiu - ciągnęła dalej - ale kiedy zobaczyłam Cię pod tym blokiem obudziła się we mnie nadzieja, że możemy znowu być przyjaciółmi, jak dawniej, że właściwie nigdy nie przestaliśmy nimi być…

Zamilkła na chwilę, jednak Bartek nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa, nie wiedział, czy w ogóle jego odpowiedź jest tutaj konieczna. Czekał, co usłyszy dalej.

- On mnie zostawił. Ale nie tak zwyczajnie. - kontynuowała Kinga. - Brutalnie zdeptał wszystko, co nas kiedykolwiek łączyło. Zdeptał moją godność, zakpił z mojej miłości. Oddałam mu siebie, wszystko, co stanowiło o mojej wartości, tymczasem okazało się, że dla niego byłam tylko zabawką. Ja snułam wizję naszej wspólnej przyszłości na dobre i na złe, gdy tymczasem on przy pierwszej próbie zdezerterował. Wtedy świat mi się zawalił, ale teraz wiem, że nic lepszego nie mogło mnie wówczas spotkać. Gdybym wtedy została jednak jego żoną, to bardzo szybko stałabym się pewnie rozwódką.

- Nie rozumiem? Dlaczego?

- Taki tchórz jak on nie przetrwałby przy mnie kolejnej próby, która pojawiła się bardzo szybko i była o wiele cięższa…

- O czym mówisz?

- O naszym synku… Byłam w ciąży, dlatego mnie zostawił, ale przypuszczam, że tyle Kuba Ci powiedział. Mówił coś więcej?

- Nie. Tylko tyle.

- Nasz synek urodził się niepełnosprawny. Złożona wada genetyczna i inne towarzyszące zaburzenia. Mój niedoszły mąż pokazał swoją klasę po raz kolejny, gdy w swoim środowisku nie zostawił na mnie suchej nitki, rozpowiadając, że nawet do urodzenia zdrowego dziecka się nie nadaję.

- Chciałbym mu obić tę głupią, niewyparzoną gębę…

- Też miałam na to ochotę. Ale nie miałam siły… Postanowiłam zakończyć definitywnie ten rozdział i odcięłam się całkowicie od tamtych ludzi i tamtych okolic. Po śmierci taty mama znalazła „nową miłość” i wyprowadziła się na drugi koniec Polski, więc i tak nic mnie tam nie trzymało. Zamieszkałam tutaj, w pobliżu Kuby, z którym od skończenia podstawówki nie miałam wiele kontaktu, ale który jednak jest moim bliskim kuzynem. Gdy tylko dowiedział się o wszystkim zaproponował mi przeprowadzkę tutaj, załatwił mieszkanie i pracę i bardzo mi pomógł w najtrudniejszym czasie…

- Bardzo dobrze zrobiłaś. Jesteś dzielną i mądrą kobietą. Wychowywanie niepełnosprawnego dziecka i to jeszcze bez wsparcia bliskiej osoby musi być bardzo trudne…

- Bartek… - oczy Kingi były pełne łez.

- Przepraszam, powiedziałem coś nie tak? Wybacz mi…

- Bartek… - powtórzyła przez łzy - mój synek… nie żyje…

Wybuchnęła płaczem.

Bez zastanowienia doskoczył do niej i przytulił ją tak mocno, że wystraszył się, czy aby nie braknie jej tchu, ale ona w odpowiedzi przywarła do niego całym ciałem i rozszlochała się na dobre.

„Płacz, moja kochana… Jestem tu dla Ciebie i nigdy Cię już nie opuszczę” - tak bardzo chciał powiedzieć te słowa, ale nie był w stanie tego zrobić. Przytulał ją i płakał razem z nią. Był w szoku po tym, co usłyszał, ale jednocześnie czuł się niesamowicie szczęśliwy, że trzyma ją teraz w ramionach. Beształ się za to uczucie w myślach, ale nie był w stanie go odpędzić. Był teraz pewien, że tylko dla niej bije jego serce i nic tego nie zmieni. Jednocześnie miał świadomość, że dla niej jest „tylko” albo może „aż” przyjacielem, ale teraz już wiedział, że ta świadomość mu wystarczy i nic go już od Kingi nie oddzieli. Że będzie przy niej jako przyjaciel, na którego zawsze będzie mogła liczyć i nie pozwoli jej już nikomu skrzywdzić. „Pomóż mi w tym, Jezu” - modlił się.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀

- Mój synek miał tak poważne wady towarzyszące, że przeżył tylko cztery miesiące - wyszeptała Kinga, gdy skończyły jej się łzy.

- Tak bardzo mi przykro, nie wiem, co powiedzieć… po prostu będę tu siedział i słuchał a Ty mów. Wszystko, co chcesz z siebie wyrzucić ja przyjmę i podzielę z Tobą ten ciężar.

- Jesteś taki kochany… zawsze byłeś, zawsze umiałeś mnie wysłuchać…

- Nie zawsze… nie było mnie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś…

- Ale teraz jesteś. A ja teraz Cię naprawdę potrzebuję.

Serce chciało mu wyskoczyć z piersi po jej słowach.

- Już zawsze będę obok. A teraz już milczę i słucham.

Opowiedziała mu wszystko. Jak bardzo trudna była cała ciąża, bo praktycznie od początku wiedziała, że dziecko ma „jakąś wadę”. Jak wyglądały najtrudniejsze dni, wypełnione szeregiem badań i diagnozami, przez które przechodziła całkiem sama, nie chcąc nikogo obarczać swoimi problemami. Jak musiała walczyć z lekarzami, którzy naciskali, by skorzystała z „daru aborcji” i w ten sposób skróciła męki swoje i swojego dziecka, „bo ono i tak nie ma szans”. Jak brakowało jej sił do tej walki i gdyby nie Kuba, który na siłę wkroczył w jej życie, to pewnie by ją przegrała. Jak dzięki temu doznała chwil ogromnego szczęścia, gdy synek przyszedł na świat i mogła go przytulić.

- To były najcudowniejsze cztery miesiące w moim życiu - mówiła ściszonym głosem, jakby obecna jednocześnie w dwóch rzeczywistościach - mimo, że wiedziałam, jak krótkie będzie ziemskie życie mojego synka, ten czas jaki mieliśmy dał mi taki ogrom szczęścia, że nie umiem tego opowiedzieć. Obdarzyliśmy się nawzajem tak wielką miłością, że gdy nadszedł czas pożegnania, wiedziałam, że on i tak zawsze będzie blisko mnie. Że jego miłość będzie mi towarzyszyć z Nieba i pomoże przetrwać ten czas rozłąki. I tak się stało. Czułam i czuję jego obecność w moim życiu, choć czasem popłaczę w samotności, szybko zbieram się do kupy i odzyskuję radość.

Kinga przerwała na chwilę a Bartek w tym momencie przytulił ją mocno do siebie, pozwalając i jej i swoim łzom płynąć swobodnie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij