Słowem malowane - ebook
Słowem malowane to pierwszy w Polsce wyjątkowo wydany album performatywnej poezji, w którym intymne wiersze Małgorzaty Ohme spotykają się ze zmysłowymi obrazami Joanny Sarapaty.
Słowo i obraz prowadzą tu dialog o kobiecości — prawdziwej, nieoczywistej, pełnej sprzeczności i światła.
To poetycka podróż w głąb kobiecej duszy. Poezja zawarta w albumie jest szczera do bólu, a jednocześnie czuła i kojąca. Każdy wiersz staje się lustrem kobiety, która może zobaczyć siebie z innej perspektywy — z większą uważnością i łagodnością.
Wkomponowane między słowa obrazy Joanny Sarapaty to charakterystyczne dla malarki wyraziste portrety kobiet w różnych odsłonach: kruchych i silnych jednocześnie, wolnych, tajemniczych, pełnych godności. Malarskie formy i poetyckie słowa splatają się w wielowymiarową opowieść o współczesnej kobiecości.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68647-50-1 |
| Rozmiar pliku: | 8,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Joasia o Gosi
Pamiętam moment, w którym poczułam, że z Gosią łączy mnie coś więcej niż zwykła sympatia. To było podczas wywiadu do jej podcastu – pierwsze spojrzenie, serdeczny uścisk i nagle pojawiła się między nami harmonia, to trudne do nazwania „coś”, otulający spokój. Poczułam się bezpieczna i zrozumiałam, że spotkały się dwie osoby, które nadają na podobnej częstotliwości.
W Gosi najbardziej ujęła mnie jej delikatność. Mam wrażenie, że wykonuje bardzo ważną pracę: uświadamia kobiety, jak dużo zależy od nich, i robi to z autentycznością, która naprawdę dociera do ludzi.
Widzę w niej chodzącą wrażliwość – zagubioną, szukającą, a jednocześnie silną. Jest takie powiedzenie, że ludzie najwrażliwsi są najsilniejsi, i mam poczucie, że w tym projekcie spotkały się właśnie dwie takie kobiety: wrażliwe i silne jednocześnie.
Kiedy pojawił się pomysł, by jej wiersze spotkały się z moimi obrazami, pierwsza moja myśl była taka, że teksty Gosi na pewno będą utkane z wrażliwości – bo ich autorka taka właśnie jest. Od razu poczułam, że mogą bardzo dobrze współgrać z tym, co tworzę. Jeśli poruszamy się na takim samym poziomie wrażliwości, to znaczy, że idziemy tą samą drogą.
Gdy czytałam wiersze Gosi, najbardziej chwyciła mnie za serce ich spontaniczność. Gosia potrafi usiąść naprzeciwko mnie i nagle zacząć pisać wiersz. Mam podobnie – pojawia się impuls i od razu sięgam po pędzel. Ta naturalność, brak kalkulacji, była dla mnie niezwykle bliska.
Utwory Gosi są prawdziwe, autentyczne, szczere aż do bólu. Podczas lektury ma się wrażenie, że dokładnie wiesz, co ona myśli i czuje. Widzę w tym pewien rodzaj symbolicznego ekshibicjonizmu – jakby odsłaniała się przed nami, porzuciwszy ochronne warstwy. Na co dzień jednak Gosia odgrywa inne role: musi być silna, wspierać kobiety, uczyć je świadomości. W poezji zdejmuje wszystkie maski i całkowicie się otwiera.
Dlatego nie musiałam długo zastanawiać się nad tą współpracą. Kiedy dusze mają się spotkać i coś ma razem zadziałać, trzeba uchwycić ten moment! Jeśli serce mówi „tak”, głowa tego nie analizuje.
Chciałabym, żeby niniejszy tomik zostawił w kobietach bardzo prostą, ale ważną myśl – że wrażliwość już w nas jest i nie trzeba się jej wstydzić. To także źródło mocy. Jeśli zachowamy w sobie dziecięcą wrażliwość, pozostaniemy ludźmi.
Nie musimy się wstydzić łez, delikatności, poruszenia. Właśnie w tym tkwi nasza siła.
Gosia o Joasi
Przyjaźń z Joasią jest dla mnie szczególna. To relacja innego rodzaju niż wiele ważnych więzi w moim życiu – spokojna, nienachalna, nie potrzebuje potwierdzeń ani ciągłej obecności. Jesteśmy w niej obok siebie i to „obok” wystarcza. Przyjaźnimy się w ciszy, a cisza bywa dla mnie największym dowodem bliskości.
Pamiętam moment, w którym poczułam, że Joasia naprawdę mnie widzi. Nie jako Gosię publiczną, nie jako projekt, ale jako kobietę – z wątpliwościami, kruchością, zmęczeniem, pytaniami bez odpowiedzi. To było spojrzenie bez ocen, bez potrzeby poprawiania czegokolwiek. Dzięki niemu mogę być dokładnie taka, jaka jestem.
W tej relacji jest dużo bezpieczeństwa. Płynie ono z braku presji, z uważności, akceptacji moich zmiennych stanów. Jednocześnie Joasia bardzo mnie inspiruje: swoją bezkompromisowością, uczciwością wobec siebie, zgodą na własną prawdę (nawet jeśli bywa ona niewygodna). Obcowanie z Joasią przypomina mi, że nie trzeba się tłumaczyć ze słabości.
Moje wiersze są intymne. Kiedy piszę, jestem prawdziwa i najbliżej siebie.
Gotowość, by oddać je w dialog z obrazami Joasi, przyszła naturalnie – z poczucia, że jej sztuka nie naruszy tej intymności, ale ją ochroni. Wiedziałam, że jej obrazy nie przykryją słów, tylko je uniosą.
Pisząc te teksty, nie myślałam o wspólnym projekcie. Wiersze powstawały z potrzeby – jak oddech, ratunek. Dopiero później one i obrazy nadały sobie nawzajem sens, jakby czekały na moment spotkania. Jakby wiedziały, że kiedyś zostaną zobaczone nie tylko oczami, ale także sercem. Moje słowa i emocje zyskały kolor, fakturę, światło... Kiedy dostałam pierwszy projekt okładki, łzy poleciały mi po policzkach. To było takie poruszające. Kompletne.
Między wersami i obrazami chciałam powiedzieć kobietom coś bardzo prostego: że nie muszą być twardsze, niż są. Że wrażliwość nie jest przeszkodą, tylko drogą. Że można być jednocześnie delikatną i silną, że nie wszystko trzeba nazywać wprost, by zostało zrozumiane.
Dla mnie Joasia jest przede wszystkim kobietą obecną. Prawdziwą. Taką, która nie boi się siebie. Artystką – tak, wybitną – ale jeszcze bardziej człowiekiem, który potrafi być w relacji bez udawania.
Dzięki tej przyjaźni i wspólnemu tworzeniu nauczyłam się większej ufności. Do procesu, ciszy i do tego, że nie wszystko musi być natychmiast zrozumiane. Niektóre rzeczy po prostu są – i to wystarcza.
_Słowem malowane_ powstały po to, by kobiety mogły zwolnić, zajrzeć w siebie i przypomnieć sobie, że są wystarczające – dokładnie takie, jakie są.
Dziękuję mojej babci Teresie Dakowicz, bo to ona całe życie pisała wiersze.
ESSENCE
.
Słowem malowane
Spotkały się bez planu
w swojej wrażliwości
uczciwości
i miłości do życia
Jedna malowała świat
Druga próbowała go opisać
Czerwień
Złoto
Beż
Czy potrzebne są słowa
żeby zobaczyć kolory?
Czy potrzebne są kolory
żeby zrozumieć słowa?
Nie wiedziały
jaka jest ich wspólna droga
Każda patrzyła w inną stronę
a jednak widziały to samo
Kobiety
No przecież
To one były
pod pędzlem
pod piórem
pod powieką
Kobiety
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------