Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Słyszę cię. Zaskakująco prosty sposób na niezwykłe relacje - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 sierpnia 2019
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Słyszę cię. Zaskakująco prosty sposób na niezwykłe relacje - ebook

Poznaj przepis na „sekretny sos” udanych relacji w życiu i miłości.

Prosta i praktyczna książka, dzięki której nauczysz się jednej, zaskakująco skutecznej, a jednak niepopularnej umiejętności psychologicznej - walidacji.

Walidacja sprawdza się w każdej sytuacji: od krótkich, niezobowiązujących wymian zdań z nieznajomymi, po trudne rozmowy biznesowe oraz długie, emocjonalne rozmowy w bliskiej relacji. Ta prosta umiejętność pomoże ci: pielęgnować i rozwijać uczucie miłości i szacunku w relacji romantycznej, rozwiązywać konflikty w domu i pracy, sprawić, że druga osoba stanie się bardziej otwarta na twój punkt widzenia, oferować rady, które są przyjmowane, zdobyć szacunek współpracowników. W I części autor z lekkością i humorem dzieli się osobistymi doświadczeniami z walidacją. Przytacza badania naukowe, które zdradzają sekret szczęśliwych par. W II części prezentuje autorską metodę walidacji w 4 krokach. W III części (na przykładzie rozmaitych sytuacji) autor analizuje walidację w codziennych sytuacjach oraz proponuje konkretne rozwiązania.

Bestseller nr 1 na Amazonie m.in. w kategoriach: komunikacja, zdrowie psychiczne i emocje, terapia par i rodzin, poradnictwo psychologiczne i rozwój osobisty.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66633-12-4
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

O AUTORZE

Michael S. Sorensen, dyrektor do spraw zarządzania za dnia, nocą zamienia się w zachłannego czytelnika, badacza i maniaka rozwoju osobistego. W nieustannym poszukiwaniu najlepszych sposobów na spełnione, bogate duchowo i relacyjne życie, wynajduje oraz testuje nowe i ciekawe pomysły, by wybrać te, które naprawdę działają. Przez lata czerpał wiedzę od psychoterapeutów, doradców i dyrektorów (oraz z niezliczonych książek psychologicznych), by teraz podzielić się swoimi odkryciami, wnioskami i doświadczeniem.PODZIĘKOWANIA

Nie napisałbym tej książki i nie pojąłbym opisanych w niej zasad bez mądrości i wsparcia mojej mentorki, trenerki osobistej i przyjaciółki, Jodi Hildebrandt. To dzięki niej i wieloletniej nauce pod jej kierunkiem zrozumiałem, na czym polegają zdrowe relacje i skuteczna komunikacja.

Wiele zawdzięczam także moim rodzicom, którzy dając mi dobry przykład, nauczyli mnie, jak ważne są uczciwość, hojność i współczucie w codziennych kontaktach. Nie byłbym tym, kim jestem dzisiaj, bez ich cierpliwości, wsparcia, rad i inspiracji.WSTĘP

_Pamiętaj, że każdy, kogo spotykasz, czegoś się boi, coś kocha i coś utracił._

— H. Jackson Brown Jr.

— Jesteś stąd?

— Wychowałam się w Kalifornii, ale od piętnastu lat mieszkam tutaj. A ty?

Kilka dni wcześniej zaprosiłem ją na randkę i właśnie szliśmy na mrożony jogurt. Miała męczący dzień w pracy, więc postanowiłem ograniczyć się do krótkiego i niezobowiązującego spotkania — pogadamy pół godziny, nieco lepiej ją poznam i jeśli wszystko dobrze pójdzie, umówię się z nią na weekend.

Wywiązała się zwyczajna rozmowa, ale natychmiast poczułem, że dziewczyna jest nieobecna myślami. To było coś więcej niż brak zainteresowania — broniła do siebie dostępu. Siedziała zgarbiona na krześle, odpowiadała zdawkowo i cicho, rozglądała się wokół, jakby szukała zegara lub pretekstu do wyjścia.

Kiedy poznałem ją tydzień wcześniej, była przyjacielska, otwarta i niezwykle radosna. Kobieta siedząca naprzeciw mnie w niczym nie przypominała tamtej osoby. Nie miało znaczenia, co mówiłem lub o co pytałem. Dawała mi wyraźnie odczuć, że nie ma ochoty rozmawiać.

Jeszcze przez jakieś dziesięć minut próbowałem podtrzymać rozmowę, jednak ostatecznie się poddałem. Wróciliśmy do mojego auta i ruszyliśmy w stronę domu. W drodze powrotnej zapytałem ją o rodzinę. Milczała przez chwilę, po czym dała mi do zrozumienia, że to delikatny temat. Aha — pomyślałem — to może wszystko wyjaśniać. Spodziewałem się, że na tym skończy, ale ku mojemu zdziwieniu zaczęła się otwierać.

— Moi rodzice są w trakcie rozwodu — wyznała.

— Ojej — odparłem, czując przypływ głębokiego współczucia. — Tak mi przykro.

— W porządku — mruknęła, przybierając mało przekonującą minę twardzielki. — Nic mi nie jest.

— Nic? Rozwód rodziców to nie jest „nic” — powiedziałem. — Musi ci być _bardzo_ ciężko.

— Tak szczerze to jest do dupy — zgodziła się szybko, rezygnując z udawania.

— A do tego właśnie się dowiedziałam, że mój tato żeni się z inną kobietą i nawet nie zaprosił mnie na ślub. Rozstali się z mamą raptem miesiąc temu!

— Poważnie?

— Tak. Masakra. Raz na jakiś czas robi nam przelew, jakby uważał, że pieniądze wszystko załatwią. To takie poniżające. Jakby myślał, że może po prostu zacząć nowe życie i zapomnieć o mnie i o mamie. A potem nagle się dowiaduję, że bierze ślub na Hawajach i nawet nie zaprasza swoich dzieci!

— Okropne — powiedziałem, czując mieszaninę niedowierzania, gniewu i smutku.

Przez kolejny kwadrans z zaskakującą otwartością i szczerością opowiadała, wyrzucając z siebie emocje. Po krótkiej przerwie odezwałem się.

— Rachel, jest mi bardzo przykro. Szczerze mówiąc, nie mogę powiedzieć, że wiem, co czujesz, bo nie wiem. Nie przeżyłem rozwodu rodziców. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie to musi być bolesne.

Nie odniosła się do moich słów, ale wyraźnie się rozluźniła. I mówiła dalej.

— A wiesz, co jest jeszcze gorsze? Jak twoja najlepsza przyjaciółka mówi ci, że musisz się uśmiechać, to poczujesz się lepiej.

Pokręciłem głową z dezaprobatą.

— Bardzo pomocne — stwierdziłem cierpko.

— Serio! — kontynuowała. — Inni mówią podobne rzeczy! „Mogłoby być gorzej” albo „w końcu się otrząśniesz”. Nie jestem głupia. Wiem, że w końcu się otrząsnę. Ale nie to potrzebuję słyszeć w tej chwili.

— Strasznie frustrujące — powiedziałem. — To ostatnie, co chcesz usłyszeć, kiedy przechodzisz przez coś takiego.

— NO WŁAŚNIE — odetchnęła.

Przez kolejną godzinę siedzieliśmy w słabym świetle samochodu, a Rachel otwierała się przede mną. Oprócz rozstania rodziców zaledwie kilka tygodni wcześniej przeżyła wypadek samochodowy (z którego, o dziwo, wyszła bez szwanku), a u jej młodszej siostry wykryto raka. Rozwód, poważny wypadek i nowotwór siostry — wszystko to w ciągu zaledwie miesiąca. Miałem wrażenie, że wcześniej nikomu się z tego nie zwierzała.

Podczas rozmowy starałem się na wszystkie sposoby pokazać jej, że rozumiem jej uczucia. Nie tylko, że słucham jej opowieści i jej współczuję, ale że wczuwam się w jej emocje. Że widzę jej cierpienie i nie zamierzam szukać rozwiązań, dawać jej rad ani kazać jej iść do przodu. W tamtej chwili jedyne, co mogłem zrobić, to pomóc jej zrozumieć, że jej ból, gniew i zagubienie są w porządku. Że są uzasadnione. Że ma pełne prawo — i że bardzo potrzebuje — _poczuć te emocje_.

Kiedy się żegnaliśmy, zatrzymała się na chwilę.

— Dziękuję — powiedziała. — Przepraszam, że wylałam na ciebie to wszystko. Chyba po prostu czułam, że nie mam z kim o tym pogadać. Pierwszy raz od dłuższego czasu zrobiło mi się lżej na sercu.

Podziękowałem jej za otwartość i odprowadziłem ją pod dom. Kiedy wróciłem do samochodu, siedziałem jeszcze przez kilka minut, myśląc o wydarzeniach tego wieczoru. Spotkanie, które zaczęło się jako nieudana, jednostronna półgodzinna randka, zamieniło się w niesamowicie zbliżające i cenne doświadczenie. Nie tylko zdobyłem zaufanie mojej nowej znajomej, ale także poczułem względem niej szczerą miłość, troskę i empatię. I to zaledwie w godzinę. Rzecz jasna, nie mam na myśli zakochania, tylko poczucie, że widzę drugą osobę i szczerze mi na niej zależy. Po powrocie do domu zanotowałem w swoim dzienniku:

Wspaniale było patrzeć, jak dzięki skutecznej walidacji Rachel się otwiera, zyskuje poczucie bezpieczeństwa i czuje moją miłość do niej.

Widziałem, że to było dla niej jak powiew świeżego powietrza. Że czuła się słyszana i rozumiana.

CHWILA OLŚNIENIA

To doświadczenie mnie odmieniło. Zobaczyłem wyraźniej niż kiedykolwiek, jak skuteczna może być walidacja, i byłem niesamowicie podekscytowany.

Pierwszy raz usłyszałem o walidacji — o tym, jak pokazać drugiej osobie, że ją słyszymy i rozumiemy — od swojej terapeutki i trenerki rozwoju osobistego. Przez wiele lat spotykałem się z nią dwa razy w tygodniu, zarówno indywidualnie, jak i w grupie, i rozmawialiśmy o wszystkim: od problemów w pracy i w relacjach po codzienne stresy. Jej podejście terapeutyczne i trenerskie polegało na uczeniu innych, jak żyć uczciwie, prawdziwie i_ w porozumieniu ze sobą i z innymi_ (na marginesie: uważam, że każdy powinien mieć dobrego terapeutę. Serio. To odmienia życie). Zanim się zorientowałem, przyjąłem zasady i praktyki całkowicie sprzeczne z tym, jak żyje większość ludzi, a im bardziej konsekwentnie wprowadzałem je w życie, tym bardziej stawałem się pewny siebie oraz połączony ze sobą i z innymi. Jedną z tych praktyk była, jak się pewnie domyślacie, walidacja.

Zdążyłem dość dobrze ją poznać jeszcze przed randką z Rachel. Umiałem rozpoznać cudzą potrzebę bycia usłyszanym i zrozumianym i miałem nieco doświadczenia w jej zaspokajaniu. Nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, jak bardzo ludzie są tego _spragnieni_. Dopiero gdy zobaczyłem, jak walidacja wręcz magicznie uwalnia Rachel od gniewu, frustracji i bólu, przejrzałem na oczy.

W ciągu kolejnych miesięcy miałem wiele podobnych doświadczeń z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami. Poruszałem się pewnie w rozmowach na tak różnorodne tematy, jak randki, małżeństwo czy strategiczne biznesowe decyzje, i czułem się połączony ze sobą i z innymi.

W miarę ćwiczenia nowo odkrytej umiejętności przynosiła ona coraz wyraźniejsze rezultaty. Ludzie zaczęli zauważać, że dobrze się ze mną rozmawia i że jestem świetnym słuchaczem. Jeden z moich mentorów po tym, gdy miał okazję zaobserwować mnie podczas kilku interakcji, powiedział: „Masz prawdziwy talent do uspokajania ludzi”. Podwładni mówili, że doceniają moją przystępność i podziwiają umiejętność rozwiązywania interpersonalnych i międzywydziałowych konfliktów.

Przytaczam te komentarze nie po to, by połechtać swoje ego, lecz by zilustrować dwie prawdy:

1. Umiejętność walidacji przynosi wymierne i długofalowe korzyści.

2. Każdy może się jej nauczyć. To, co widzieli we mnie ci ludzie, nie było wrodzone, lecz nabyte.

Kiedy zrozumiałem, że przypadkiem natrafiłem na coś cennego, zacząłem szukać sposobu, by podzielić się tym z innymi. Dobroczynna moc walidacji objawiała się w niemal każdym obszarze mojego życia: w przyjaźniach, kontaktach ze współpracownikami i z szefową, w relacjach intymnych i rodzinnych, a nawet w kontaktach z nieznajomymi. Czułem, że muszę przekazać tę umiejętność dalej.

Chociaż natrafiłem w Internecie na kilka krótkich artykułów poruszających ten temat, nie udało mi się znaleźć niczego, co uczyłoby walidacji w pogłębiony i praktyczny sposób. Istnieją książki o niemalże wszystkim: od siarczystego przeklinania do robótek ręcznych z kociej sierści (serio), lecz bardzo niewiele napisano o wszechstronnych zastosowaniach i skuteczności walidacji. Szukałem więc sposobu, jak podzielić się swoim odkryciem inaczej, niż zachęcając ludzi do czteroletniej terapii.

Jakieś pół roku po randce z Rachel odebrałem telefon od brata. Przechodził przez trudny okres i prosił o radę. Nakreślił mi swoją sytuację, po czym zamilkł. W pierwszym odruchu chciałem wyrwać się z rozwiązaniem, ale pomyślałem o swoich niedawnych doświadczeniach z walidacją i poczułem, że można rozegrać to lepiej. Odłożyłem swoje mądrości na bok i powiedziałem po prostu: „Przykro mi, stary. To musi być bardzo frustrujące. Pamiętam, jak w zeszłym miesiącu zmagałem się z czymś podobnym i, kurczę, było ciężko”.

I faktycznie, te zwykłe słowa pomogły mojemu bratu pozbyć się znacznej części frustracji. Kiedy znów się odezwał, w jego głosie słychać było ulgę. Podzielił się swoimi przemyśleniami na temat swojej sytuacji i opowiedział, jak zamierza się z nią uporać. Ku mojemu zdziwieniu rozważał rozwiązanie, które chciałem mu zaproponować. Wyglądało na to, że chociaż zadzwonił z prośbą o radę, tak naprawdę potrzebował walidacji. Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut, aż do wyczerpania tematu. Stwierdził, że czuje się znacznie lepiej, i podziękował za poświęcony mu czas. Po rozmowie siedziałem jeszcze przez chwilę i rozmyślałem. Ta walidacja jest niesamowita — pomyślałem.

I wtedy przyszło mi do głowy coś, czego _nigdy_ się nie spodziewałem. A gdybym tak napisał o niej książkę?

To _śmieszne_ — zaatakował mnie natychmiast mój wewnętrzny krytyk. A kim ty niby jesteś, żeby pisać książkę?

Ale ta myśl powracała. Jakkolwiek dziwnie może to zabrzmieć, czułem się wręcz _zobowiązany_ do napisania czegoś — jakbym był to komuś winien. Czułem się egoistą, bo zachowywałem dla siebie wiedzę, która wyraźnie poprawiała moje życie.

Nie jestem pisarzem, badaczem ani terapeutą — myślałem. Kogo obchodzi, co mam do powiedzenia?

Szczerze? Być może nikogo. Ale w kolejnych dniach i tygodniach każda sytuacja, każda rozmowa i każda chwila cichej zadumy zdawały się potwierdzać, że to dobry pomysł. Musiałem napisać tę książkę. Musiałem przynajmniej spróbować podzielić się swoim odkryciem. Gdybym w ten sposób pomógł chociaż jednej osobie, byłoby warto. Wreszcie pewnego słonecznego niedzielnego poranka włączyłem laptop i zacząłem pisać.

CZEGO OCZEKIWAĆ OD TEJ KSIĄŻKI

Więc nie, nie jestem psychologiem. Nie leczyłem gwiazd, nie doradzałem prezesom korporacji ani nie mam odpowiedniego tytułu przed nazwiskiem. Szczerze mówiąc, wątpię, żebym różnił się od was intelektem, talentem lub umiejętnościami. Mam jednak do zaoferowania wiedzę i doświadczenie, które zdobyłem w ciągu czterech lat terapii i treningów rozwoju osobistego oraz dzięki milionom prób i błędów. Zebrałem wnioski i strategie z kilkunastu książek z tej dziedziny, zebrałem najważniejsze zasady z ponad pięciuset godzin rozmów z licencjonowanymi specjalistami oraz stosowałem, modyfikowałem i testowałem te metody tysiące razy. Musicie mi odrobinę zaufać, zanim sami się w to wgryziecie, ale zapewniam: naprawdę warto.

Jak na pewno zauważyliście, to dość krótka książka. Kusiło mnie, żeby dopisać kolejne (czytaj: niepotrzebne) rozdziały i historie, dodać trochę waty słownej, bo przecież opasły tom lepiej wygląda na półce, prawda? Jednak niewiele rzeczy drażni mnie tak mocno, jak czytanie przez trzysta stron o czymś, co można było ująć w pięćdziesięciu. To nie jest jeden z tych poradników.

Zamiast tego zamierzam od razu przejść do rzeczy, byś mógł jak najszybciej sam wprowadzić walidację w życie. Bo tak naprawdę to jedyny sposób, by przekonać się, że opisane przeze mnie metody faktycznie są tak skuteczne, jak twierdzę. Zamieściłem historie i wyniki badań tam, gdzie, moim zdaniem, wnosiły coś konkretnego, i zrezygnowałem z nich w miejscach, gdzie okazywały się zbędne. Chciałem, by była to szybka lektura, książka, którą można pochłonąć w weekend i wracać do niej wedle potrzeby.

A teraz, zanim zagłębimy się w temat, wiedz, Drogi Czytelniku, że opisane przeze mnie metody nie rozwiążą wszystkich twoich problemów w związkach, nie uleczą cię z każdej choroby i nie uczynią piękniejszym. Z pewnością jednak poprawią twoje relacje. Sprawią, że inni będą częściej przyjmować twoje rady, rozwiną twoją zdolność wspierania innych w trudnych chwilach i pomogą ci sprawniej poruszać się w emocjonalnie skomplikowanych sytuacjach. Widziałem, jak działają cuda w życiu innych ludzi i moim. Obserwowałem setki razy, jak się sprawdzają. Jeśli potraktujesz je poważnie, nie rozczarujesz się.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij