Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Smak lata, którego nie da się zapomnieć - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
5 lutego 2026
27,00
2700 pkt
punktów Virtualo

Smak lata, którego nie da się zapomnieć - ebook

Nie każde lato zaczyna się od miłości. Nie każde uczucie musi być najważniejsze. Alicja ma siedemnaście lat i po raz pierwszy wyjeżdża na wakacje bez rodziców. Wolność smakuje intensywnie, a letnia znajomość nad morzem zostawia ślad, którego nie da się po prostu zamknąć wraz z końcem wakacji. Po powrocie do szkoły pojawiają się nowe relacje, pytania i decyzje, które nie mają prostych odpowiedzi. Kolejne lato Alicja spędza już inaczej — w górach, z dala od wspomnień i oczekiwań. To tam zaczyna rozumieć, że dorastanie nie polega na znalezieniu jednej wielkiej miłości, ale na odkrywaniu siebie i własnej drogi. „Smak lata, którego nie da się zapomnieć” to ciepła, refleksyjna opowieść o pierwszych uczuciach, przyjaźni, rozstaniach i wyborach, które kształtują na dłużej niż jedno lato. Książka o tym, że miłość nie zawsze musi być najważniejsza — bo ta najważniejsza przychodzi sama, kiedy wreszcie wiesz, kim jesteś.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368732351
Rozmiar pliku: 3,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

I

PRZED WYJAZDEM

Skończyłam drugą klasę liceum i po raz pierwszy w życiu czułam takie napięcie.

Jakby coś miało się zacząć, a nie skończyć.

Świadectwo leżało rzucone gdzieś na biurku, a ja myślałam już tylko o jednym: WAKACJE.

Nie takich jak zawsze — z rodzicami, planem dnia i pytaniem co godzinę, czy na pewno mam krem z filtrem. Tylko prawdziwych. Naszych.

Ja Alicja i moja przyjaciółka Klara . Same.

I jeszcze nie wiedziałam, że to lato naprawdę będzie miało smak,

którego NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ.1

MIASTO, W KTÓRYM NIKT NAS NIE ZNAŁ

Alicja wysiadła z pociągu jako ostatnia. Nie dlatego, że się ociągała — po prostu chciała zapamiętać ten moment. Drzwi zamknęły się z metalicznym syknięciem, a ona przez sekundę stała nieruchomo na peronie, z plecakiem ciągnącym ramiona w dół i sercem bijącym szybciej niż zwykle.

To było to.

Pierwsze wakacje bez rodziców. Pierwszy raz, kiedy nikt nie czekał z pytaniem, czy wszystko w porządku.

Klara już biegła kilka kroków przed nią, rozmawiając głośno przez telefon i śmiejąc się tak, jakby świat właśnie oficjalnie należał do nich.

— ALA! — krzyknęła, odwracając się nagle. — Czujesz to?

— Co?

— Wolność.

Alicja uśmiechnęła się krzywo. Czuła ją. Ale czuła też coś jeszcze — delikatny niepokój, jak wtedy, gdy stoisz za blisko krawędzi i wiesz, że jeden krok może wszystko zmienić.

Miasto było inne niż w domu. Głośniejsze. Gorętsze. Ludzie poruszali się szybciej, jakby każdy dokądś uciekał. Zapach morza mieszał się z frytkami, kremem do opalania i dymem papierosów. Alicja złapała Klary rękę, kiedy przechodziły przez ruchliwą ulicę.

— Ej, spokojnie — powiedziała. — Mamy czas.

— Mamy całe dwa tygodnie — odpowiedziała Klara. — I ani jednej osoby, która by nam mówiła, co mamy robić.

To zdanie zawisło między nimi jak obietnica.

Pokój, który wynajęły, był na trzecim piętrze starej kamienicy. Schody skrzypiały przy każdym kroku, a klucz do drzwi trzeba było przekręcić dwa razy i lekko docisnąć. W środku było duszno i ciasno — dwa łóżka, mały stolik, wentylator pamiętający inne czasy.

— No dobra — westchnęła Klara, rozkładając ręce. — Nie jest luksusowo.

— Ale jest nasze — powiedziała Alicja.

Usiadła na łóżku i poczuła, jak napięcie z ostatnich tygodni powoli z niej schodzi. Egzaminy. Pakowanie. Ciągłe „uważaj”, „dzwoń”, „nie ufaj obcym”. Teraz wszystko wydawało się dalekie.

Z balkonu widać było kawałek morza. Słońce powoli opadało, barwiąc niebo na pomarańczowo i różowo. Klara wychyliła się przez barierkę, jakby chciała sprawdzić, czy to wszystko jest prawdziwe.

— Myślisz, że coś się wydarzy? — zapytała nagle.

— Coś?

— No… coś ważnego. Takiego, co potem się pamięta całe życie.

Alicja nie odpowiedziała od razu. Przypomniała sobie wszystkie letnie historie, które czytała nocami — o miłości, o błędach, o decyzjach podejmowanych zbyt szybko. Zawsze wydawały się trochę przesadzone.

— Może — powiedziała w końcu. — Ale nie musi być idealnie.

Klara parsknęła śmiechem.

— Ala, to lato MUSI być idealne.

Wieczorem zeszły na plażę. Piasek był jeszcze ciepły, a powietrze ciężkie od muzyki dobiegającej z barów. Ludzie siedzieli w grupach, pili, śmiali się, całowali bez skrępowania. Nikt nie zwracał na nie uwagi — i to było dziwnie wyzwalające.

Alicja poczuła czyjeś spojrzenie. Odwróciła głowę odruchowo, szukając jego źródła, ale zobaczyła tylko grupę obcych twarzy, zlewających się w wieczornym półmroku.

— Widzisz? — powiedziała Klara, siadając na piasku. — Nikt nas tu nie zna.

To zdanie powinno było ją uspokoić.

Zamiast tego sprawiło, że po plecach Alicji przeszedł dreszcz.

Nie wiedziała jeszcze, że tej nocy wrócą do pokoju później, niż planowały.

Że następnego dnia każda z nich zacznie iść w inną stronę.

I że pierwsza decyzja, którą podejmą bez zastanowienia, uruchomi lawinę zdarzeń, których żadna z nich nie była gotowa unieść.

A to był dopiero początek.2

KTOŚ, KTO PATRZYŁ INACZEJ

Alicja obudziła się wcześnie, choć poprzedniego wieczoru długo nie mogła zasnąć. Zasłony falowały lekko od przeciągu, a przez uchylone okno wpadał zapach morza i czyjeś śmiechy z ulicy. Przez chwilę leżała nieruchomo, wsłuchując się w obce dźwięki miasta, w którym nikt nie wiedział, kim jest.

Klara spała jeszcze, zwinięta w kłębek, z włosami rozsypanymi po poduszce. Alicja wstała cicho, naciągnęła bluzę i wyszła na balkon. Słońce dopiero wstawało, a plaża była prawie pusta. Kilka osób biegało wzdłuż brzegu, ktoś spacerował z psem.

I wtedy go zobaczyła.

Stał przy linii wody, oparty o deskę surfingową, jakby nigdzie się nie spieszył. Miał ciemne włosy, trochę za długie, i ramiona opalone nierówno, jak u kogoś, kto więcej czasu spędza na słońcu niż przed lustrem. Patrzył w morze, ale co chwilę odwracał głowę — jakby na coś czekał.

Alicja poczuła znajome ukłucie niepewności. Ten moment, w którym chcesz odwrócić wzrok, ale ciekawość wygrywa.

— Gapienie się jest niegrzeczne — mruknęła do siebie.

Zeszły na plażę godzinę później. Klara była już w swoim żywiole — w słuchawkach, z kawą w ręce, opowiadając coś szybko i chaotycznie, jak zawsze, gdy była podekscytowana.

— Dzisiaj musimy iść do tej knajpy przy molo — mówiła. — I wieczorem podobno jest ognisko.

Alicja przytakiwała, ale jej wzrok mimowolnie błądził po plaży.

On znów tam był.

Tym razem siedział na piasku, kilka metrów dalej, z deską obok i mokrymi włosami przyklejonymi do czoła. Kiedy Alicja spojrzała w jego stronę, ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. Nie odwrócił wzroku od razu. Uśmiechnął się — lekko, jakby wiedział coś, czego ona jeszcze nie rozumiała.

— Okej, to było dziwne — szepnęła Klara.

— Co?

— Ten chłopak. Patrzy na ciebie, jakby cię znał.

Alicja poczuła, jak robi jej się gorąco.

— Przesadzasz.

Ale kiedy po chwili usłyszała głos tuż obok siebie, serce podeszło jej do gardła.

— Hej. Przepraszam… to wasz ręcznik?

Odwróciła się. Stał dokładnie przed nimi. Z bliska wyglądał młodziej, niż się spodziewała, ale w jego spojrzeniu było coś spokojnego, pewnego. Wskazywał na ręcznik, który wiatr przesunął w jego stronę.

— Tak — odpowiedziała szybko Alicja. — Znaczy… tak, nasz.

Podał go jej, a ich palce zetknęły się na krótką, elektryczną chwilę.

— Dzięki — dodała, nie wiedząc, czemu głos lekko jej zadrżał.

— Nie ma sprawy. — Uśmiechnął się znowu. — Jestem MAKS.

— Alicja — powiedziała. — A to Klara.

— Jesteście tu pierwszy raz? — zapytał, jakby to było najbardziej naturalne pytanie na świecie.

— Widać aż tak bardzo? — Klara uniosła brew.

— Trochę — zaśmiał się Maks. — Ale to dobrze. Pierwsze razy są najlepsze.

Alicja miała wrażenie, że to zdanie było skierowane tylko do niej.

Rozmawiali kilka minut. O pogodzie. O morzu. O tym, skąd są. Maks mówił mało, ale słuchał uważnie — patrzył Alicji w oczy, jakby naprawdę interesowało go każde jej słowo. Nie próbował popisywać się ani flirtować w oczywisty sposób.

To było gorsze.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij