Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Śmierć w cieniu dziesięciu wież - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
4 sierpnia 2026
3789 pkt
punktów Virtualo

Śmierć w cieniu dziesięciu wież - ebook

Po czym rozpoznasz prawdziwego wroga Ojczyzny?

Wrzesień 1938 roku. O świcie wartownik przy Radiostacji Babice dostrzega ciało zwisające z jednej z monumentalnych wież antenowych. Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, jednak komisarz Dionizy Grabski i jego współpracownik Franciszek Lędzioszek są pewni, że ktoś bardzo chce, by prawda o śmierci inżyniera na zawsze pozostała w cieniu.

Trop wiedzie do Wolnego Miasta Gdańska, które III Rzesza traktuje już jak swoje, a strach dawno zastąpił tu spokój codziennego życia. W radiostacji jeden po drugim giną ludzie, sabotaż goni sabotaż i coraz trudniej uwierzyć, że wróg czai się wyłącznie za jej murami. Wywiad wojskowy wysyła na miejsce swojego człowieka, ale czy to wystarczy?

W świecie tajnych depesz i przemilczanych sekretów granica między patriotą a zdrajcą bywa cieńsza, niż ktokolwiek ośmieliłby się przypuszczać.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Sensacja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-645-1
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

*

U wej­ścia do bu­dyn­ku sta­cji nadaw­czej przy­wi­tał po­li­cjan­tów kie­row­nik zmia­ny.

– Ser­decz­nie wi­tam, pa­no­wie, choć oko­licz­no­ści na­sze­go po­zna­nia nie są miłe. Je­stem in­ży­nier Ka­rol Stru­żań­ski. – Nie­wy­so­ki, ły­sie­ją­cy męż­czy­zna lat oko­ło pięć­dzie­się­ciu, z pierw­szy­mi ozna­ka­mi ty­cia skło­nił się im służ­bi­ście. Ubra­ny był w po­pie­la­ty gar­ni­tur, na któ­ry za­rzu­cił gra­na­to­wy far­tuch.

– Ko­mi­sarz Dio­ni­zy Grab­ski, a to mój po­moc­nik: przo­dow­nik Lę­dzio­szek.

– Pan Grab­ski? Po­zwo­li pan ła­ska­wie, że za­py­tam. Czy ma pan coś wspól­ne­go z pre­mie­rem rzą­du Wła­dy­sła­wem Grab­skim, któ­re­mu za­wdzię­cza­my, że nie trze­ba cho­dzić z wor­kiem pie­nię­dzy po chleb, czy to tyl­ko zbież­ność na­zwisk?

– Wła­dy­sław to mój brat. – Ko­mi­sarz uchy­lił ka­pe­lu­sza.

– Nie­sły­cha­ne! Tak ja­koś czu­łem, że to nie przy­pa­dek, bo wi­dzi pan…

– Daj­my temu po­kój – dość szorst­ko prze­rwał ko­mi­sarz, któ­re­go, szcze­rze po­wie­dziaw­szy, nie­źle już mę­czy­ło to cią­głe „od­kry­wa­nie” jego ko­li­ga­cji ro­dzin­nych.

– Bar­dzo prze­pra­szam, pa­nie ko­mi­sa­rzu, za tę po­ufa­łość, ale nie mo­głem się po­wstrzy­mać przed za­spo­ko­je­niem swej cie­ka­wo­ści. – In­ży­nier ukło­nił się po­now­nie. – Do­sko­na­le zda­ję so­bie spra­wę, że nie przy­szli­ście, pa­no­wie, do nas w ce­lach to­wa­rzy­skich, dla­te­go nie­zwłocz­nie za­pra­szam do swe­go biu­ra. – Stru­żań­ski wska­zał go­ściom drzwi, prze­pusz­cza­jąc ich przed sobą.

We­szli do holu. W pierw­szej chwi­li w noz­drza ude­rzył ich ostry, nie­zna­ny za­pach, a w uszy mo­no­ton­ny szum ja­kichś urzą­dzeń. Da­wa­ło się tak­że wy­czuć drże­nie pod­ło­gi. Po­li­cjan­ci spoj­rze­li po so­bie, co nie uszło uwa­dze in­ży­nie­ra.

– Je­śli ma­cie, pa­no­wie, ja­kieś py­ta­nia do­ty­czą­ce na­szej sta­cji nadaw­czej, chęt­nie od­po­wiem. Nie mamy tu żad­nych ta­jem­nic. Za­chę­cam do sko­rzy­sta­nia z oka­zji, gdyż moż­li­wość prze­by­wa­nia w ta­kiej bu­dow­li nie zda­rza się czę­sto.

– To drże­nie pod­ło­gi i dziw­ny za­pach… – skon­sta­to­wał Grab­ski.

– Tak, oczy­wi­ście. – In­ży­nier ski­nął gło­wą. – Drże­nie wy­wo­łu­ją pra­cu­ją­ce ge­ne­ra­to­ry sys­te­mu Ale­xan­der­so­na9. Mamy ta­kie dwa. To ser­ce na­szej sta­cji. Wy­twa­rza­ją sy­gnał idą­cy po­tem do an­ten. To po­tęż­ne ma­szy­ny wi­ru­ją­ce, więc wy­ma­ga­ją cią­głe­go sma­ro­wa­nia. Roz­grza­ny smar, pro­dukt de­sty­la­cji ropy naf­to­wej, uwal­nia czą­stecz­ki wę­glo­wo­do­rów aro­ma­tycz­nych. Stąd ten spe­cy­ficz­ny za­pach. Fioł­ki co praw­da to nie są, ale moż­na się przy­zwy­cza­ić. Je­śli roz­bo­lą pa­nów gło­wy, mamy tu małe am­bu­la­to­rium, gdzie znaj­dzie­my sto­sow­ne me­dy­ka­men­ty.

In­ży­nier zro­bił pau­zę, ocze­ku­jąc na­stęp­nych py­tań, lecz sko­ro te nie pa­dły, ru­szył przo­dem w stro­nę scho­dów. Po­li­cjan­ci jak cie­nie po­dą­ża­li pół kro­ku za nim. Po po­ko­na­niu kil­ku kon­dy­gna­cji zna­leź­li się w nie­wiel­kim ko­ry­ta­rzy­ku wy­ło­żo­nym tłu­mią­cym kro­ki dy­wa­ni­kiem. Sta­nę­li przed drzwia­mi z na­pi­sem „Kie­row­nik zmia­ny”. Stru­żań­ski po­ło­żył dłoń na klam­ce, lecz Grab­ski po­wstrzy­mał go ru­chem ręki. Po­szedł do koń­ca ko­ry­ta­rza, bacz­nie – z ra­cji swe­go pseu­do­ni­mu – oglą­da­jąc wszyst­kie drzwi, a na­wet na­słu­chu­jąc. Od­krył w ten spo­sób po­miesz­cze­nie tech­ni­ków, ope­ra­to­rów, po­kój wy­po­czyn­ko­wy, sal­kę ja­dal­ną i po­miesz­cze­nie per­so­ne­lu sprzą­ta­ją­ce­go.

– Pan wy­ba­czy, to ru­ty­no­wa czyn­ność – wy­ja­śnił, kie­dy znów zna­lazł się przy drzwiach do po­ko­ju kie­row­ni­ka zmia­ny.

– Na­tu­ral­nie, pa­nie ko­mi­sa­rzu. Na­tu­ral­nie.

Kie­dy we­szli do ga­bi­ne­tu, przy­wi­tał ich su­ro­wy wzrok mar­szał­ka Pił­sud­skie­go pa­trzą­ce­go na nich z por­tre­tu. Lę­dzio­szek aż się wzdry­gnął. Od­ru­cho­wo przy­tknął pal­ce do dasz­ka czap­ki i stuk­nął ob­ca­sa­mi.

– Ach, to? – Stru­żań­ski uśmiech­nął się. – To mój ulu­bio­ny por­tret mar­szał­ka. Wszę­dzie go ze sobą wożę. Sia­daj­cie, pa­no­wie.

Męż­czyź­ni usie­dli przy pro­stym dę­bo­wym sto­le.

– Wszę­dzie? Mam to ro­zu­mieć do­słow­nie? – pod­chwy­cił ko­mi­sarz.

– Do­słow­nie to nie… Cho­dzi oczy­wi­ście o moje po­przed­nie miej­sca pra­cy.

– Ja­sne. Wiesz co, Fra­niu? – Grab­ski na­gle zwró­cił się do przo­dow­ni­ka. – Mam dla cie­bie za­da­nie. My tu so­bie z pa­nem kie­row­ni­kiem po­ga­da­my, a ty w tym cza­sie idź po­roz­ma­wiać z tech­ni­ka­mi i ope­ra­to­ra­mi. Ustal, czy ktoś wi­dział wczo­raj tego nie­bosz­czy­ka i ewen­tu­al­nie, o któ­rej to było go­dzi­nie.

– Tak jest, pa­nie ko­mi­sa­rzu – od­rzekł Lę­dzio­szek i opu­ścił ga­bi­net.

– To mówi pan, że por­tret mar­szał­ka wszę­dzie z pa­nem jeź­dzi? A tu, na tej sta­cji, dłu­go pan pra­cu­je?

– Dość dłu­go. W grud­niu bę­dzie rok.

– Czy­li, że zdą­żył pan już po­znać wszyst­kich pra­cow­ni­ków?

– Wszyst­kich to nie. Ale tych z mo­jej zmia­ny ra­czej tak.

– Ile osób li­czy cały per­so­nel sta­cji?

– Oko­ło pięć­dzie­się­ciu, plus od­dział war­tow­ni­czy.

– A na zmia­nie?

– Dzie­się­ciu. Trzech me­cha­ni­ków, trzech ope­ra­to­rów, trzech tech­ni­ków i ja. Jest też per­so­nel sprzą­ta­ją­cy, ale ta pani do zmia­ny nie na­le­ży.

– A czy ro­ta­cja pra­cow­ni­ków po­mię­dzy zmia­na­mi jest duża?

– Nie­wiel­ka. Każ­dy ra­czej trzy­ma się swo­jej bry­ga­dy.

– Czy taka bry­ga­da two­rzy zgra­ny ze­spół?

– W ja­kim sen­sie?

– Py­tam, czy pra­cow­ni­cy się lu­bią, czy współ­pra­cu­ją ze sobą chęt­nie, czy też zda­rza­ją się kłót­nie, nie­sna­ski, kon­flik­ty?

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.

------------------------------------------------------------------------

1.

9 Ge­ne­ra­tor Ale­xan­der­so­na (al­ter­na­tor Ale­xan­der­so­na, prąd­ni­ca Ale­xan­der­so­na) – wy­na­le­zio­ny przez Ern­sta Ale­xan­der­so­na al­ter­na­tor wiel­kiej czę­sto­tli­wo­ści du­żej mocy bę­dą­cy za­sad­ni­czym ele­men­tem na­daj­ni­ków ra­dio­wych du­żej mocy w po­cząt­ko­wym okre­sie roz­wo­ju tech­ni­ki ra­dio­wej. Źró­dło: https://pl.wi­ki­pe­dia.org/wiki/Al­ter­na­to­r_A­le­xan­der­so­na.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij