-
nowość
-
promocja
Śmierć w cieniu dziesięciu wież - ebook
Śmierć w cieniu dziesięciu wież - ebook
Po czym rozpoznasz prawdziwego wroga Ojczyzny?
Wrzesień 1938 roku. O świcie wartownik przy Radiostacji Babice dostrzega ciało zwisające z jednej z monumentalnych wież antenowych. Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, jednak komisarz Dionizy Grabski i jego współpracownik Franciszek Lędzioszek są pewni, że ktoś bardzo chce, by prawda o śmierci inżyniera na zawsze pozostała w cieniu.
Trop wiedzie do Wolnego Miasta Gdańska, które III Rzesza traktuje już jak swoje, a strach dawno zastąpił tu spokój codziennego życia. W radiostacji jeden po drugim giną ludzie, sabotaż goni sabotaż i coraz trudniej uwierzyć, że wróg czai się wyłącznie za jej murami. Wywiad wojskowy wysyła na miejsce swojego człowieka, ale czy to wystarczy?
W świecie tajnych depesz i przemilczanych sekretów granica między patriotą a zdrajcą bywa cieńsza, niż ktokolwiek ośmieliłby się przypuszczać.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sensacja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-645-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
U wejścia do budynku stacji nadawczej przywitał policjantów kierownik zmiany.
– Serdecznie witam, panowie, choć okoliczności naszego poznania nie są miłe. Jestem inżynier Karol Strużański. – Niewysoki, łysiejący mężczyzna lat około pięćdziesięciu, z pierwszymi oznakami tycia skłonił się im służbiście. Ubrany był w popielaty garnitur, na który zarzucił granatowy fartuch.
– Komisarz Dionizy Grabski, a to mój pomocnik: przodownik Lędzioszek.
– Pan Grabski? Pozwoli pan łaskawie, że zapytam. Czy ma pan coś wspólnego z premierem rządu Władysławem Grabskim, któremu zawdzięczamy, że nie trzeba chodzić z workiem pieniędzy po chleb, czy to tylko zbieżność nazwisk?
– Władysław to mój brat. – Komisarz uchylił kapelusza.
– Niesłychane! Tak jakoś czułem, że to nie przypadek, bo widzi pan…
– Dajmy temu pokój – dość szorstko przerwał komisarz, którego, szczerze powiedziawszy, nieźle już męczyło to ciągłe „odkrywanie” jego koligacji rodzinnych.
– Bardzo przepraszam, panie komisarzu, za tę poufałość, ale nie mogłem się powstrzymać przed zaspokojeniem swej ciekawości. – Inżynier ukłonił się ponownie. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie przyszliście, panowie, do nas w celach towarzyskich, dlatego niezwłocznie zapraszam do swego biura. – Strużański wskazał gościom drzwi, przepuszczając ich przed sobą.
Weszli do holu. W pierwszej chwili w nozdrza uderzył ich ostry, nieznany zapach, a w uszy monotonny szum jakichś urządzeń. Dawało się także wyczuć drżenie podłogi. Policjanci spojrzeli po sobie, co nie uszło uwadze inżyniera.
– Jeśli macie, panowie, jakieś pytania dotyczące naszej stacji nadawczej, chętnie odpowiem. Nie mamy tu żadnych tajemnic. Zachęcam do skorzystania z okazji, gdyż możliwość przebywania w takiej budowli nie zdarza się często.
– To drżenie podłogi i dziwny zapach… – skonstatował Grabski.
– Tak, oczywiście. – Inżynier skinął głową. – Drżenie wywołują pracujące generatory systemu Alexandersona9. Mamy takie dwa. To serce naszej stacji. Wytwarzają sygnał idący potem do anten. To potężne maszyny wirujące, więc wymagają ciągłego smarowania. Rozgrzany smar, produkt destylacji ropy naftowej, uwalnia cząsteczki węglowodorów aromatycznych. Stąd ten specyficzny zapach. Fiołki co prawda to nie są, ale można się przyzwyczaić. Jeśli rozbolą panów głowy, mamy tu małe ambulatorium, gdzie znajdziemy stosowne medykamenty.
Inżynier zrobił pauzę, oczekując następnych pytań, lecz skoro te nie padły, ruszył przodem w stronę schodów. Policjanci jak cienie podążali pół kroku za nim. Po pokonaniu kilku kondygnacji znaleźli się w niewielkim korytarzyku wyłożonym tłumiącym kroki dywanikiem. Stanęli przed drzwiami z napisem „Kierownik zmiany”. Strużański położył dłoń na klamce, lecz Grabski powstrzymał go ruchem ręki. Poszedł do końca korytarza, bacznie – z racji swego pseudonimu – oglądając wszystkie drzwi, a nawet nasłuchując. Odkrył w ten sposób pomieszczenie techników, operatorów, pokój wypoczynkowy, salkę jadalną i pomieszczenie personelu sprzątającego.
– Pan wybaczy, to rutynowa czynność – wyjaśnił, kiedy znów znalazł się przy drzwiach do pokoju kierownika zmiany.
– Naturalnie, panie komisarzu. Naturalnie.
Kiedy weszli do gabinetu, przywitał ich surowy wzrok marszałka Piłsudskiego patrzącego na nich z portretu. Lędzioszek aż się wzdrygnął. Odruchowo przytknął palce do daszka czapki i stuknął obcasami.
– Ach, to? – Strużański uśmiechnął się. – To mój ulubiony portret marszałka. Wszędzie go ze sobą wożę. Siadajcie, panowie.
Mężczyźni usiedli przy prostym dębowym stole.
– Wszędzie? Mam to rozumieć dosłownie? – podchwycił komisarz.
– Dosłownie to nie… Chodzi oczywiście o moje poprzednie miejsca pracy.
– Jasne. Wiesz co, Franiu? – Grabski nagle zwrócił się do przodownika. – Mam dla ciebie zadanie. My tu sobie z panem kierownikiem pogadamy, a ty w tym czasie idź porozmawiać z technikami i operatorami. Ustal, czy ktoś widział wczoraj tego nieboszczyka i ewentualnie, o której to było godzinie.
– Tak jest, panie komisarzu – odrzekł Lędzioszek i opuścił gabinet.
– To mówi pan, że portret marszałka wszędzie z panem jeździ? A tu, na tej stacji, długo pan pracuje?
– Dość długo. W grudniu będzie rok.
– Czyli, że zdążył pan już poznać wszystkich pracowników?
– Wszystkich to nie. Ale tych z mojej zmiany raczej tak.
– Ile osób liczy cały personel stacji?
– Około pięćdziesięciu, plus oddział wartowniczy.
– A na zmianie?
– Dziesięciu. Trzech mechaników, trzech operatorów, trzech techników i ja. Jest też personel sprzątający, ale ta pani do zmiany nie należy.
– A czy rotacja pracowników pomiędzy zmianami jest duża?
– Niewielka. Każdy raczej trzyma się swojej brygady.
– Czy taka brygada tworzy zgrany zespół?
– W jakim sensie?
– Pytam, czy pracownicy się lubią, czy współpracują ze sobą chętnie, czy też zdarzają się kłótnie, niesnaski, konflikty?
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
------------------------------------------------------------------------
1.
9 Generator Alexandersona (alternator Alexandersona, prądnica Alexandersona) – wynaleziony przez Ernsta Alexandersona alternator wielkiej częstotliwości dużej mocy będący zasadniczym elementem nadajników radiowych dużej mocy w początkowym okresie rozwoju techniki radiowej. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Alternator_Alexandersona.