-
nowość
-
promocja
Śmierć w leśniczówce. Z Notatnika Podcastera Kryminalnego. Tom 3 - ebook
Śmierć w leśniczówce. Z Notatnika Podcastera Kryminalnego. Tom 3 - ebook
Tym razem Filip Kowalewski ma do rozwikłania tajemnicę śmierci pary studentów w bieszczadzkich lasach. Pewnego dnia wyruszyli oni w góry, a po jakimś czasie w mediach pojawiła się wstrząsająca wiadomość, że znaleziono ich zwłoki. Filip znał tę parę osobiście, tym bardziej więc zaangażował się w śledztwo. Co odkrył? Jakie mroczne tajemnice stały za tą śmiercią?
Z NOTATNIKA PODCASTERA to opowieści o intrygujących przypadkach kryminalnych, które poznajemy dzięki pasji śledczej młodego studenta psychologii kryminalistycznej Filipa Kowalewskiego.
Anna Klejzerowicz – pisarka, publicystka, fotograf, redaktor. Gdańszczanka. Autorka wielu powieści kryminalnych i obyczajowych oraz opowiadań grozy. Wcześniej przez wiele lat współpracowała z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych, pisała oraz fotografowała dla prasy, redagowała książki. Z wykształcenia mgr resocjalizacji, prywatnie kociara, miłośniczka gór, książek, sztuki, a w szczególności drzeworytu japońskiego ukiyo-e, oraz historii i zabytków swojego regionu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68254-95-2 |
| Rozmiar pliku: | 776 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
***
Zanim przeszedłem do szczegółów, musiałem najpierw uporządkować sobie wszystko w pamięci, co z kolei obudziło wspomnienia. Maję i Maćka znałem od pierwszego roku studiów. Bardziej Maćka, zaprzyjaźniliśmy się nawet, może niezbyt blisko, ale widywaliśmy się i rozmawialiśmy na różne tematy dość regularnie. Był spokojnym, poważnym, solidnym facetem. Godnym zaufania. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, nie składał obietnic bez pokrycia. Jeśli coś mówił, to można mu było wierzyć, zawsze ważył słowa, wszystko sprawdzał, nie konfabulował, nie bawił się w plotki, intrygi, tanie sensacje. Lubiłem chłopa.
Maję poznałem przez Maćka, jako jego dziewczynę. Gość był w niej na serio zakochany, znali się jeszcze z liceum. Oboje studiowali dziennikarstwo, do tego interesowali się reportażem kryminalnym, zwłaszcza on, pewnie dlatego się zakumplowaliśmy. Poznałem go na jakiejś imprezie. Był wtedy sam, bo Maja pojechała na weekend do rodziny (pochodzili z Torunia). Ja też byłem sam, więc się od razu zgadaliśmy. Połączyła nas, jak to się mówi, wspólnota zainteresowań. Dopiero na kolejną imprezę przyprowadził Majkę. Nie byli zresztą za bardzo imprezowi. Nie to, żeby unikali towarzystwa, ale chyba mieli zbyt poważne zainteresowania, by szaleć na bibkach. Dziewczyna była ładna, chociaż nie piękna, raczej dosyć przeciętna z urody. Taka duża brunetka, krótko obcięta, w okularach. Inteligentna. Miała w sobie coś, co przyciągało uwagę.
Pasowali do siebie. On też niczego sobie i także intelektualista, choć nie typ kujona. Oboje stale czytali książki, a na szlaku – bo często w wolnym czasie razem wędrowali, zwłaszcza po górach, lubili hajkować – słuchali audiobooków. Nazywaliśmy ich „Emki” – od M plus M.
Tamtego lata ostro zapieprzali. Zasuwali na jakieś kursy, nie wiem, nie wnikałem w to. Aż tak blisko nie byliśmy, a to nie była moja sprawa, jak i gdzie spędzają czas. W każdym razie przez większość wakacji mieli dużo różnych zajęć i dopiero we wrześniu mogli gdzieś ruszyć, korzystając z tego, że to dla studentów ostatni wolny miesiąc przed początkiem nowego roku akademickiego. Chcieli koniecznie w góry, nie byli pewni w jakie, w końcu zdecydowali się na Bieszczady. Że niby mniej tłoku niż w Tatrach, więcej terenu do schodzenia. Z tego, co mi wiadomo, znali te Bieszczady, nie byli nowicjuszami.
Zrobili, jak zaplanowali. W tym samym czasie byłem z Bianką, moją dziewczyną, w pewnej nadmorskiej miejscowości, więc straciliśmy się z oczu. Nie myślałem o nich aż do momentu, gdy…
No właśnie. Gdy dotarła do mnie wiadomość o tragedii, choć najpierw w mediach mówiło się o zaginięciu. Początkowo nie mogłem w to wszystko uwierzyć. A jednocześnie intuicja od razu podpowiadała mi, że coś takiego nie może się skończyć dobrze. Nie w ich przypadku. Do tej pory mam w głowie chaos, kiedy wracam wspomnieniami do tamtych pierwszych dni, gorących i niespokojnych. Gorących w przenośni, oczywiście, choć tamten wrzesień był dość ciepły, bardziej letni niż jesienny. Pewnie dlatego Emki spały w namiocie. Może gdyby było zimno i deszczowo, nocowaliby w schroniskach i nie doszłoby do tego dramatu? Być może. Ale to tylko moje spekulacje. Mam skłonność do dygresji i uciekania myślami, dlatego na razie po prostu spisuję, co pamiętam. Na blogu i na kanale znajdzie się oczywiście zredagowana wersja, bez moich spekulacji i fantazjowania. Wracam więc do głównego wątku. Natychmiast po tej informacji przerwałem swój wyjazd, aby na miejscu, na bieżąco, śledzić kolejne doniesienia, a spływały one dość szybko. Mówiąc „na miejscu”, mam na myśli stolicę, bo wtedy jeszcze studiowaliśmy wszyscy w Warszawie, dopiero magisterkę zamierzałem robić u nas, to znaczy w Gdańsku. Chciałem być obecny na wypadek, gdybym był potrzebny. Jednak – jak już wcześniej wspomniałem – w duchu nie za bardzo wierzyłem w szczęśliwe zakończenie. Podejrzewałem jednak co najwyżej wypadek gdzieś na szlaku, a nie koszmar, który w rzeczywistości się zdarzył.
Wciąż mam przed oczami obraz, jak idą z plecakami, objęci, roześmiani, pełni energii, wiecznie o czymś dyskutujący. Tak zapamiętałem Maję i Maćka z dnia, kiedy odprowadzałem ich do pociągu (bo przypadkiem przyjechałem w tym samym czasie po jakieś rzeczy z akademika). I takich chcę ich zapamiętać…
Moje podejrzenia w kwestii górskiego wypadku bardzo szybko zostały zweryfikowane, i to w najgorszy sposób, gdy do opinii publicznej dotarła informacja o znalezieniu zwłok. Ale to nie wszystko. Dobiła mnie szokująca wiadomość, że to Maciek zabił swoją dziewczynę, a potem popełnił samobójstwo. Oficjalna wersja wydarzeń, sumując, przedstawiała się w następujący sposób:
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ