Smocza Legenda - ebook
Gotowi na kolejną ekscytującą wyprawę do świata smoków, potężnej magii i starożytnych przepowiedni?
Po dramatycznych wydarzeniach ze „Smoczej Góry” Billy, Charlotte, Ling-Fei i reszta ekipy stają przed kolejną, jeszcze mroczniejszą próbą. Niebezpieczna Smoczyca Śmierci porywa Dylana. Aby ocalić przyjaciela, młodzi wojownicy muszą odnaleźć magiczne perły, jedyne źródło mocy zdolne przeciwstawić się pradawnemu złu. Nie takich przygód się spodziewali, gdy wyjeżdżali na obóz letni do Chin!
„Smocza Legenda” to drugi tom porywającej serii „Smoczy Świat”, pełnej niezwykłych (nie tylko ludzkich!) postaci, zwrotów akcji i tajemnic – prosto ze starożytnych Chin.
Poznajcie opowieść o sile, która rodzi się w najtrudniejszych chwilach, i o lojalności, która nie zna granic.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8380-382-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
2. Kropla krwi
3. Nadzieja i więź serca
4. Zapomniane Morze
5. Sen smoczycy
6. Wybuch z dołu
7. Życie za życie
8. Niespodziewane dary
9. Głos z drzewa
10. Nigdy nie mieliśmy zostać przyjaciółmi
11. Dryfująca wyspa
12. Sekret
13. Pływanie z legendami
14. Cieśnina Krwi
15. Cena życia
16. Zamarznięte Pustkowie
17. Ukryta na widoku
18. Pęknięcie w ziemi
19. Węgielkowy Kwiat
20. Moc perły
21. Jezioro pomiędzy Dziedzinami
22. Legenda o Czterech Smokach
23. Cesarski Pałac
24. Przybycie Podłoskrzydłych
25. Bitwa w przestworzach
26. Splamione zwycięstwo
27. Niosący Przeznaczenie
28. Mroczna przyszłość
Podziękowania
PrzypisyDla Rachel i Claire –
za to, że uwierzyły w nasze smoki
Gwiazdy widzą wszystko.
I nigdy o niczym nie zapominają.
Obserwują, co się dzieje na dole, ale nigdy nie ingerują. Są wiecznym punktem odniesienia.
Przynajmniej przez większość czasu. Bo czasem zrywają się ze swojego domu w niebie i lecą przez ciemność. Na widok ich płonących ogonów ludzie wypowiadają życzenia. Gdy gwiazdy wylądują, mogą odmienić losy świata – na lepsze albo na gorsze.
Czasem, tylko czasem, gwiazdy zostają ściągnięte z nieba na dół. Cena tego jest wysoka.
Pewien smok sądził, że zna tę cenę. I wierzył, że warto ją zapłacić.
W głębi Smoczej Góry Billy Chan trzymał ostrze zrobione z kości.
Stał na brzegu lśniącej błękitnej sadzawki.
Obok niego znajdowały się jego przyjaciółki: Charlotte Bell i Liu Ling-Fei. DżejDżej też tam był, ale nie należał do grona przyjaciół.
Jeszcze nie – a może nigdy.
A za nimi były smoki.
Choć wydawało się, że upłynęły wieki, to w rzeczywistości minęło zaledwie kilka dni, odkąd Billy i jego przyjaciele otworzyli górę, odkryli cztery smoki o sercach pasujących do ich serc i połączyli się z nimi na zawsze za sprawą pradawnej więzi.
Teraz smoki razem z ludźmi wpatrywały się w błyszczącą sadzawkę. Iskra – błękitno-złota smoczyca z długą szyją, krętymi złotymi rogami oraz ogromnymi przezroczystymi skrzydłami – patrzyła z największą uwagą. W jej złotych oczach malowało się skupienie. Więź, która ich łączyła, pozwalała Billy’emu wyczuć wysiłek Iskry i dodać jej sił.
– Jesteś pewien, że to zadziała? – zapytała Charlotte i zmarszczyła czoło. – Czy zbudowanie portalu nie zajęło Dimitriusowi i Podłoskrzydłym prawie stu lat? Serio sądzicie, że zbudujemy własny w zaledwie kilka dni?
– Musi zadziałać – odparł szorstko Billy. Nie mógł znieść myśli, że mogłoby być inaczej.
Minęły dwa dni, odkąd ich przyjaciel Dylan O’Donnell został porwany przez Złotego Starca – gospodarza letniego obozu u stóp Smoczej Góry, w którym wszyscy uczestniczyli. Złoty Starzec, któremu wierzyli jako mentorowi. Złoty Starzec, którego Ling-Fei uważała za zastępczego dziadka, a który w rzeczywistości zamordował jej prawdziwych dziadków. Złoty Starzec, który miał serce tak złe jak Smoczyca Śmierci i był coraz bliższy jej odnalezienia.
Gdyby do tego doszło, Smoczyca Śmierci stałaby się silniejsza niż kiedykolwiek. Jej głód władzy był bezkresny. Ucierpieliby na tym wszyscy.
Billy’emu bardzo ciążyło poczucie winy po porwaniu Dylana. Czuł, że powinien był uratować przyjaciela. Od chwili, gdy Dylan zniknął w portalu Podłoskrzydłych, Billy nie uśmiechnął się ani razu.
– To zadziała – powiedziała Ling-Fei. Jej optymizm nie osłabł mimo tego, co się wydarzyło. Billy wiedział, że zdrada Złotego Starca głęboko ją zraniła, lecz Ling-Fei postanowiła skupić się na odnalezieniu Dylana. Billy podziwiał jej zdolność do widzenia w ludziach tego, co najlepsze.
– Guzik powinien iść pierwszy – zaproponował Tank, wielki czerwony smok Charlotte, który ledwo mieścił się w podziemnej grocie. – Z tym innym dzieckiem.
– Mam na imię DżejDżej – wymamrotał DżejDżej.
– Muszę z nim podróżować? – zapytał żałośnie Guzik.
Guzik – zielony smok z długim pyskiem, grubym ogonem i wystającym brzuchem – wytworzył więź z Dylanem. Wszyscy liczyli, że siła ich więzi zaprowadzi Guzika do czasu i miejsca, do którego wskoczyli Dylan i Złoty Starzec. Tam znaleźliby również Smoczycę Śmierci i – jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem – powstrzymali ją raz na zawsze.
– Tak – powiedziała Xing, smukła srebrna smoczyca Ling-Fei. – Jego więź z dziadkiem pomoże nam się upewnić, że podróżujemy do właściwego czasu. – Ostre spojrzenie jej złotych oczu nabrało łagodności. – Nie wątpię w twoją więź z Dylanem, ale musimy wykorzystać każdą możliwość. Wiesz o tym.
Guzik westchnął i spojrzał na DżejDżeja.
– Mam nadzieję, że nie spadniesz – powiedział. – Jazda na smoku jest znacznie trudniejsza bez więzi łączącej go z człowiekiem. Będziesz musiał się skupić i mocno trzymać.
Billy położył dłoń na skórze Iskry. Poczuł wdzięczność za ich więź, która umożliwiała mu latanie po niebie. Więź była tak głęboka, że potrafili dzielić się myślami, gdy byli blisko siebie.
Kilka dni temu Billy uznałby pomysł dosiadania smoka za naprawdę przerażający, dlatego rozumiał wątpliwości DżejDżeja. Chociaż Guzik nie był najstraszniejszym spośród smoków. Owszem, jego szpony były długie, a zęby ostre, ale nie warczał jak Xing ani nie wyglądał, jakby mógł kogoś połknąć za jednym zamachem jak Tank.
Gdyby działo się to parę dni temu, Billy spodziewałby się po DżejDżeju jakiejś sarkastycznej riposty, w stylu tych, które DżejDżej rzucał na obozie. Ale teraz chłopiec pokornie kiwał głową. Miał ciemne kręgi pod oczami. Billy zauważył, że jego paznokcie są obgryzione i postrzępione. DżejDżej wciągnął na siebie pomarańczowy kombinezon, który przygotowały dla niego smoki.
– Jesteś pewna, że to mnie ochroni?
– Lepiej niż twoje ludzkie ciuchy – odparła Xing. – Bądź wdzięczny, że byłyśmy w stanie ci to zapewnić.
Billy, Charlotte i Ling-Fei nosili podobne kostiumy, które otrzymali od smoków po informacji, że wyruszą do Smoczej Dziedziny. Stroje zostały stworzone przy użyciu smoczej magii i wykonane z rzadkiego materiału, odpornego na ekstremalne warunki Smoczej Dziedziny oraz ciężkie ciosy bitewne. Uchroniły ich już przed atakami wielkiego kraba i śmiertelnymi ciosami wrogich Podłoskrzydłych.
Ale przyjaciele mieli coś jeszcze lepszego.
Perły.
W Dziedzinach Ludzkiej i Smoczej istniało osiem magicznych pereł – Osiem Wspaniałych Skarbów. Towarzyszyły im moce – znane albo do odkrycia. Billy i jego przyjaciele mieli cztery z nich. A przynajmniej... Billy miał nadzieję, że Dylan wciąż ma swoją perłę.
Gdy otrzymali perły i nawiązali więź ze swoimi smokami, drzemiące w nich moce zostały aktywowane. Supermoce, które zdaniem Billy’ego istniały tylko w komiksach i filmach. Potrzebowali ich, aby przeżyć w niebezpiecznej Smoczej Dziedzinie. Dylan miał Granitową Perłę i moc nakłaniania innych, by robili to, czego chciał. Ling-Fei przypadła Jadeitowa Perła, która zapewniała jej bliskość z naturą i zdolność do wykrywania życia oraz magicznej energii wokół niej. Charlotte miała Złotą Perłę, która aktywowała w niej supersiłę. A Billy dostał Perłę Błyskawic, dzięki której był niezwykle szybki i zwinny, mógł robić salta i z łatwością skakać. Ich połączone moce pomogły zwalczyć złych Podłoskrzydłych – zwolenników Smoczycy Śmierci, którzy zamierzali przywrócić jej pełną siłę. Ale Billy i jego przyjaciele nie spodziewali się zdrady opiekuna obozu, porwania Dylana oraz wciągnięcia go do portalu po to, by odnaleźć Smoczycę Śmierci. Ani pozostawienia w tyle DżejDżeja – wnuka Złotego Starca.
DżejDżej nie miał perły. Przez ostatnie dwa dni Billy niekiedy dostrzegał, że DżejDżej wpatrywał się w jego perłę, gdy wyciągał naszyjnik spod niebiesko-złotego kombinezonu. Nawet jeśli nie miało się więzi ze smokiem, to warto było posiadać perłę – tak cenną i potężną, że Złoty Starzec zabił dla niej dziadków Ling-Fei, chociaż nie znał jej możliwości. Nawet smoki nie wiedziały o wszystkich zdolnościach zapewnianych przez perły. Billy był pewien, że misja uratowania Dylana i powstrzymania Smoczycy Śmierci będzie prawie niewykonalna. Ale z Perłą Błyskawic, ze swoim smokiem i przyjaciółkami czuł, że trzeba spróbować.
– Jesteś gotów? – spytał Tank.
Billy wrócił do teraźniejszości.
Teraźniejszości, która wkrótce miała stać się przeszłością.
A może to raczej przeszłość miała wkrótce stać się teraźniejszością? Za każdym razem, kiedy Billy próbował pojąć skoki w czasie i przestrzeni, jego myśli się plątały i odczuwał lekkie mdłości.
– Ja jestem gotowa, ale się denerwuję – przyznała Ling-Fei. – Co, jeśli to nie zadziała? Co, jeśli coś pójdzie źle?
– Zawsze jest taka możliwość – odparł łagodnie Guzik.
– Ryzyko związane z wyruszeniem znacznie przewyższa to łączące się z pozostaniem w miejscu – dodał szorstko Tank.
– Zrobię to, choćby nie wiem co – oznajmił Billy. Spojrzał na swoje przyjaciółki, DżejDżeja i smoki. – Musimy to naprawić, musimy powstrzymać Smoczycę Śmierci i Złotego Starca. – Udało mu się nie spojrzeć na DżejDżeja. Chociaż chciał go winić za złe czyny dziadka, wiedział, że to nie fair. – I musimy ocalić Dylana.
– Jestem z tobą – zadeklarowała Charlotte.
– Ja też – powiedziała Ling-Fei. – Wiem, że to będzie niebezpieczne, ale trzeba to zrobić.
– DżejDżej? – zapytał Billy, spoglądając mu w oczy. Wiedział, że razem mieli większe szanse na znalezienie Dylana i Złotego Starca, ale nie chciał zmuszać chłopaka, by im towarzyszył.
– Czy mam wybór?
– Zawsze masz wybór – zapewniła Iskra, a jej oczy pozostawały skupione podczas przygotowywania portalu.
DżejDżej w milczeniu rozważał swoje możliwości.
– Pójdę – powiedział wreszcie. – Chcę odnaleźć mojego yeye. – Zamilkł i nerwowo spojrzał w dół. – Poza tym chcę pomóc w odnalezieniu Dylana.
Billy nie był pewien, czy mogą mu ufać. Ale bardzo tego pragnął. Nawet bez tego mieli wiele zmartwień.
– Koniec dyskusji – zarządziła Xing, owijając się wokół Ling-Fei. – Powinniśmy być już w drodze.
– Jeśli ludzie są gotowi na swój wkład – powiedziała Iskra, nie odrywając oczu od błyszczącej sadzawki, w której znajdował się jej pryz.
– I jeśli ty jesteś gotowa na poświęcenie – dodał Guzik. – To niemała rzecz dla smoka oddać swój pryz.
– To w imię wyższego dobra – odparła Iskra. Mówiła spokojnie, ale Billy wyczuwał jej napięcie.
Pryz smoka był jego najcenniejszym skarbem, przedłużeniem jego istoty. Smoki spędzały lata, a nawet żywoty, budując swoje pryzy. A Iskra miała właśnie zniszczyć swój, żeby zmienić go w portal.
To musiał być pryz Iskry. Zawierał żywe rośliny i ryby, jak również gwiezdny pył, z którego zdaniem smoków wszystko było zrobione. To czyniło go potężniejszym niż którykolwiek z pryzów pozostałych smoków. Stworzenie portalu wystarczająco silnego do przełamania praw natury i podróżowania w czasie wymagało energii, magii oraz poświęcenia. Cała troska, którą Iskra włożyła w swój pryz, a także cała żywa energia zgromadzona wewnątrz niego mogły zostać użyte do stworzenia portalu.
– To była dziwna magia – wyznała, nie patrząc Billy’emu w oczy.
W migoczącym basenie rozgwiazdy znajdowały się wśród wirów gwiezdnego światła. Maleńkie koniki morskie kołysały się obok jaskrawych koralowców, a tęczowe rybki przedzierały się przez miniaturowy las z wodorostów. Gdy Billy po raz pierwszy ujrzał pryz Iskry, dodał do niego jeden ze swoich najcenniejszych skarbów – szczęśliwą muszelkę z plaży w Kalifornii, z domu.
Ale poświęcenie pryzu wraz z całym zawartym w nim życiem nie wystarczało. Portal potrzebował czegoś więcej.
Pewnego razu Iskra połknęła gwiazdę, aby uratować Billy’ego. I zrobiła to raz jeszcze, aby stworzyć wirujący przed nimi portal. Ale była jeszcze jedna rzecz, której on potrzebował, zanim będzie można przez niego podróżować: dobrowolnej ofiary z krwi wszystkich, którzy zamierzali go przejść.
Smoki złożyły już swoje ofiary. Z ich warg sączyła się gęsta złota krew. Miały wystarczająco ostre zęby, by przeciąć nawet stalową skórę.
Teraz przyszła kolej na ludzi. Smoki nie mogły ich ugryźć ani podrapać. Ofiary z krwi musiały zostać złożone dobrowolnie.
Grupa cofnęła się do miejsca, w którym niegdyś znalazła górę smoczych kości. Kiedy smoki czekały pod trzema księżycami, które wisiały na niebie Smoczej Dziedziny, Billy, Ling-Fei, Charlotte i DżejDżej przekopywali się – z całym szacunkiem, na jaki było ich stać – przez kości martwych smoków, aż każde z nich znalazło taką, którą mogło naostrzyć.
Kiedy Billy trzymał swoje kościane ostrze, miał nadzieję, że nikt inny nie pomyślał o tym co on. To były smoki zabite w imię mrocznej magii. Używanie istot żywych jako paliwa do portalu bardzo przypominało to, co robili Smoczyca Śmierci i Podłoskrzydli.
Nie chciał tego powiedzieć na głos. Bał się, że pozostali zgodzą się z nim i postanowią tego nie robić, a wtedy Dylan pozostanie zagubiony w czasie ze Smoczycą Śmierci. I wówczas ona będzie w stanie powrócić do swej pełnej mocy, zniewolić ludzkość i zniszczyć wszystko, na czym Billy’emu zależało. Albo zdemolować cały świat. A zatem to, co robili, nie mogło być złe. Billy wiedział, że byli po stronie dobra. Próbowali wszystko ocalić. Nie tylko Dylana.
– Jeśli jesteś gotów... – odezwała się Iskra, delikatnie dotykając policzka Billy’ego. Chłopiec wiedział, że oddawała więcej niż którekolwiek z nich: używała własnej mocy i poświęcała pryz. Miał nadzieję, że wiedziała, ile to znaczyło.
„Dziękuję”, przekazał jej przez więź.
Najpierw pomyślał, że Iskra go nie usłyszała, bo była skupiona na portalu-sadzawce, który kręcił się coraz szybciej. Potem poczuł przypływ ciepła.
„Oczywiście – odparła. – Dam radę. Damy radę. Nie bój się”.
Kiedy ta myśl do niego dotarła, zrozumiał, że naprawdę się bał. Przede wszystkim skoku w nieznane. Ale to, że miał przy sobie smoczycę i przyjaciółki, przynosiło mu ukojenie. Iskra miała rację. Dadzą radę.
– Jestem gotów – oznajmił. Spojrzał na pozostałych. Stali z własnymi kościanymi ostrzami przy wirującej sadzawce.
Wziął głęboki wdech i przycisnął swoje ostrze do wnętrza dłoni. Krew popłynęła prędzej, niż się spodziewał. W mgnieniu oka kilka kropli spadło do sadzawki. Woda zaiskrzyła, jakby przeszedł przez nią prąd.
Charlotte nawet nie mrugnęła, kiedy nakłuwała swój palec. Spojrzała na DżejDżeja.
– Nie wymiękaj – rzuciła.
DżejDżej skinął głową i złożył w ofierze kroplę swojej krwi.
Ostatnia była Ling-Fei. Nie patrzyła na cieknącą krew.
– Dokonało się? – zapytała.
– Dokonało – odparła Xing i troskliwie owinęła się wokół niej. – A teraz w drogę.
Dziwnie było patrzeć, jak DżejDżej niezgrabnie wspina się na Guzika. Guzik z poważną miną powiódł wzrokiem po pozostałych.
– Wkrótce się zobaczymy – obiecał, zanim zniknęli w portalu. Ramiona DżejDżeja ciasno oplatały jego masywny kark.
Ostatnią rzeczą, jaką dostrzegł Billy, była końcówka grubego ogona Guzika.
Tank wyglądał na zbyt dużego, aby się zmieścić, ale magia była magią i portal – tak, z całą pewnością portal, a nie pryz – rozszerzył się, by go wpuścić.
– Złapiemy się po drugiej stronie – powiedziała Charlotte ze swojego siedziska na głowie Tanka. – Lecimy, Tank! – I z okrzykiem wlecieli do środka.
– Ruszaj zaraz po nas! – zawołała Xing do Iskry. – Nie ociągaj się. Może bawimy się czasem, ale nie mamy go za dużo.
– Tak zrobimy. Polecimy lekko i szybko – obiecała Iskra.
– Do zobaczenia wkrótce, Billy – pożegnała się Ling-Fei z uśmiechem. – Nie martw się.
– Nie martwię się – odpowiedział Billy, chociaż czuł, że strach ścina mu krew.
„A co, jeśli Iskra się myli? Jeśli wylądujemy w niewłaściwym miejscu? Co, jeśli wybuchnę w portalu?”
Nie wiedział, czy Xing i Ling-Fei słyszały go, gdy wsuwały się do portalu. W jego wirze pozostała tylko lekka zmarszczka... Billy nie wiedział, jak to nazwać. To już nie była woda, lecz wirujący srebrnoniebieski, brzęczący prąd elektryczny. Chłopiec bardzo liczył, że nie zrobi mu krzywdy.
„Bądź dzielny, Billy – poprosiła Iskra. – Będę potrzebowała twojego męstwa bardziej niż wszystkiego innego”.
Zanim Billy zdążył ją zapytać, co miała na myśli, zanurkowała ze skrzydłami skierowanymi do tyłu.
Gdy Billy zderzył się z wirującym, trzeszczącym prądem, zauważył, że jego kolor zmienia się z niebieskiego w fioletowy.
Wszystko wokół rozbłysło bielą. Chłopiec czuł się, jakby znajdował się wewnątrz błyskawicy... nie, jakby sam był tą błyskawicą. Czuł ładunek przebiegający od końcówek jego włosów do palców stóp. Ledwo mógł się utrzymać na grzbiecie Iskry. Wiedział, że musi. Wszystko będzie dobrze. Smoczyca musiała usłyszeć jego myśli.
„Trzymaj się, Billy”.
Nie był pewien, co miała na myśli – czy „poczekaj sekundę”, czy może „wytrzymaj, dasz radę”. Pewnie wszystko naraz. Trzymał się zatem. Nawet kiedy błyski ustały, a ciemność naciskała na niego tak, jak fale rozbijają się o brzeg, i niczego nie widział, nie słyszał ani nie czuł.