Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

SOS "Laconia" - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
28 stycznia 2026
Audiobook
12,99 zł
1169 pkt
punktów Virtualo

SOS "Laconia" - ebook

We wrześniu 1942 roku niemiecki okręt podwodny U-156 zatopił brytyjski statek „Laconia”. Niemcy podjęli akcję ratowania rozbitków, jednak niebawem zostali zaatakowani przez amerykański samolot bombowy. Po tym zdarzeniu dowódca niemieckiej floty podwodnej, admirał Karl Dönitz, wydał rozkaz, znany pod nazwą Laconia-Befehl, nakazujący zaniechanie ratowania rozbitków z zatopionych jednostek. Rozkaz ten stał się po wojnie podstawą oskarżenia admirała przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze o zbrodnie wojenne.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18635-4
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ZAMIAST WSTĘPU

Auto­rzy tego tomiku długo zasta­na­wiali się, w jaki spo­sób wpro­wa­dzić Czy­tel­ni­ków w meri­tum oma­wia­nych wyda­rzeń. Minioną wojnę cecho­wało szcze­gólne okru­cień­stwo – można się też spo­tkać z opi­nią, że to okru­cień­stwo i bez­względ­ność w sto­so­wa­niu metod walki zna­la­zły wyjąt­kowe nasi­le­nie w warun­kach mor­skich. Może więc zamiast komen­ta­rza na ten temat wystar­czy posłu­żyć się cyta­tami z doku­men­tów, które zostały ujaw­nione po woj­nie.

Oto frag­ment pro­to­kołu z kon­fe­ren­cji z udzia­łem wyż­szych dowód­ców nie­miec­kich sił zbroj­nych – wojsk lądo­wych, mary­narki i lot­nic­twa – z 3 stycz­nia 1942 roku:

„…Po dal­szych wywo­dach Führer zwró­cił uwagę na fakt, że nie­za­leż­nie od tego, jak wiele stat­ków zbu­dują Ame­ry­ka­nie, ich głów­nym pro­ble­mem będą braki per­so­nalne. Z tego względu należy zata­piać bez ostrze­że­nia statki han­dlowe, aby jak naj­więk­sza część załogi ponio­sła przy tym śmierć (…) okręty pod­wodne po stor­pe­do­wa­niu jed­nostki nie­przy­ja­ciel­skiej powinny wynu­rzać się i ostrze­li­wać łodzie ratun­kowe…”.

Z prze­mó­wie­nia pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych AP – Fran­klina Delano Roose­velta, wygło­szo­nego we wrze­śniu 1942 roku do spo­łe­czeń­stwa ame­ry­kań­skiego:

„By zdo­być pano­wa­nie nad świa­tem, Hitler musi opa­no­wać morza. Musi znisz­czyć pomost z okrę­tów budo­wany przez Atlan­tyk, po któ­rym płyną narzę­dzia, za pomocą któ­rych on i jego zbrod­nie zostaną zmie­cione z powierzchni ziemi…”.

Z roz­kazu ope­ra­cyj­nego Obe­rkom­mando der Krieg­sma­rine zako­do­wa­nego jako „Atlan­tyk nr 16”, a wyda­nego z datą 7 paź­dzier­nika 1943 roku:

„Do każ­dego kon­woju należy zwy­kle tzw. _rese­rve ship_, sta­tek spe­cjalny o wypor­no­ści do 3000 BRT, prze­zna­czony do przyj­mo­wa­nia na pokład roz­bit­ków po ataku okrę­tów pod­wod­nych. Zata­pia­nie tych stat­ków ma szcze­gólne zna­cze­nie ze względu na zamiar znisz­cze­nia załóg parow­ców”.SĄD NARODÓW

Norym­berga. Jesień 1945 roku…

Histo­ryczne wzmianki o tym gro­dzie się­gają XI wieku – poło­żone nad nie­zbyt sze­roką i leni­wie pły­nącą rzeką Pegnitz, pełne histo­rycz­nych zabyt­ków, pół­noc­no­ba­war­skie mia­sto. Miało ono swe świetne i jasne okresy, okresy roz­kwitu gospo­dar­czego, pro­mie­nio­wa­nia kul­turą i sztuką (tu prze­cież czas jakiś dzia­łał tak nam bli­ski, genialny rzeź­biarz i sny­cerz gotyku, twórca Ołta­rza Mariac­kiego w Kra­ko­wie, Wit Stwosz). Miało też dni ciemne i ponure, gdy po doj­ściu Hitlera do wła­dzy stała się nie­for­malną sto­licą naro­do­wego socja­li­zmu, słynną z gigan­tycz­nych, peł­nych zło­wiesz­czego i but­nego cere­mo­niału par­te­ita­gów, cele­bro­wa­nych na kolo­sal­nym, spe­cjal­nie w tym celu wznie­sio­nym sta­dio­nie.

Jesie­nią 1945 roku Norym­berga – podob­nie jak więk­szość nie­miec­kich miast w zdru­zgo­ta­nej wojną III Rze­szy – była inna niż ta, któ­rej obraz pre­zen­tują kro­niki, prze­wod­niki tury­styczne, barwne fol­dery i kolo­rowe pocz­tówki. Kilka nalo­tów dywa­no­wych prze­pro­wa­dzo­nych przez stra­te­giczne siły powietrzne alian­tów zro­biło swoje, obra­ca­jąc w gruz i popiół całe kwar­tały zabu­dowy. W gru­zach legła śliczna, wypiesz­czona norym­ber­ska sta­rówka – wyglą­da­jąca podob­nie jak inne histo­ryczne cen­tra sta­rych miast, choćby w War­sza­wie, Gdań­sku czy Wro­cła­wiu. Zawa­lone rumo­wi­skami kaniony ulic, ster­czące samot­nie ściany wypa­lo­nych kamie­nic.

Z tej sce­ne­rii total­nego nie­mal znisz­cze­nia wyła­niał się w cen­trum mia­sta, przy pro­stej i sze­ro­kiej Fürtherstrasse, bar­dziej przy­po­mi­na­jący teatralną deko­ra­cję niż rze­czy­wi­stość obra­zek: kom­pleks pra­wie nie­na­ru­szo­nych, nie­tknię­tych wojenną zawie­ru­chą budyn­ków. Dostępu do nich broni niskie, kamienne ogro­dze­nie z dwiema kutymi w żela­zie bra­mami. W środku tkwi brzyd­kie i bez­sty­lowe – a wła­ści­wie upo­zo­wane na pru­ski styl „monu­men­talny” – czte­ro­pię­trowe gma­szy­sko.

Fron­ton two­rzą przy­cięż­kie, jakby wro­śnięte w zie­mię kolumny, pod­trzy­mu­jące zwień­cze­nie ele­wa­cji. Na gale­rii jed­nego z pię­ter nisze, w któ­rych tkwią posągi jakichś ano­ni­mo­wych postaci. Nie wszyst­kie zasty­gły na swych miej­scach, nie­znisz­czony bowiem gmach też nosi ślady wojny. Część kamien­nych postaci wymio­tła z nisz fala ude­rze­niowa jakiejś bomby solid­nego kali­bru, która upa­dła w pobliżu. Inne deto­na­cje urwały z murów płaty tynku, kolumny też są posie­kane odłam­kami, wyszczer­bione, mur i kamień jest „ospo­waty”, pełno na nim dzio­bów od ude­rzeń serii wiel­ko­ka­li­bro­wych poci­sków z kaemów. Nad gma­chem głów­nym wznosi się lekko nad­we­rę­żona, ale solid­nie trzy­ma­jąca się kopuła, pod którą znaj­duje się główna, dwu­kon­dy­gna­cyjna, oto­czona gale­rią sala budynku.

To dawny Pałac Spra­wie­dli­wo­ści, sie­dziba sądu bawar­skiego landu, a póź­niej hitle­row­skiej Rze­szy. Scena, na któ­rej roze­gra się wielki spek­takl Sądu Naro­dów.

Do głów­nego budynku przy­lega połą­czony kry­tym przej­ściem budy­nek admi­ni­stra­cyjny, dziś rzec by można typowy „biu­ro­wiec”, z labi­ryn­tem kory­ta­rzy pocię­tych jed­na­kowo wyglą­da­ją­cymi drzwiami wio­dą­cymi do urzęd­ni­czych poko­jów. W głębi dzie­dzińca znaj­duje się długi, też czte­ro­pię­trowy budy­nek wię­zie­nia o murach otyn­ko­wa­nych na brud­no­szary, nijaki kolor, któ­rego mono­to­nię prze­ry­wają małe, zakra­to­wane okienka, syme­trycz­nie umiesz­czone jedno przy dru­gim w rów­nych sze­re­gach. Budy­nek wię­zie­nia łączy się z gma­chem głów­nym pod­ziem­nym przej­ściem.

Dość tych „kra­jo­bra­zo­wych” opi­sów. Istotne bowiem jest tylko jedno: w wła­śnie tym gma­chu, oszczę­dzo­nym przez kaprys wojny, doko­nać się ma dzie­jowy akt spra­wie­dli­wo­ści, może naj­do­nio­ślej­szy w histo­rii prawa. Za sto­łem sędziow­skim w Pałacu Spra­wie­dli­wo­ści zasią­dzie Mię­dzy­na­ro­dowy Try­bu­nał Woj­skowy, a na ławie oskar­żo­nych – główni nie­mieccy prze­stępcy, odpo­wie­dzialni za wtrą­ce­nie całego nie­mal świata w kosz­mar i gehennę II wojny, za nie­spo­ty­kane dotąd w takiej skali masowe ludo­bój­stwo.

Zanim roz­pocz­nie się ten pro­ces i zaj­miemy się bli­żej jedną z postaci wystę­pu­ją­cych na tej „sce­nie”, musimy cof­nąć się o parę lat…

Już w kilka tygo­dni po wybu­chu II wojny świa­to­wej do sto­lic państw sojusz­ni­czych – w pierw­szym eta­pie do Paryża i Lon­dynu, w następ­nym do Waszyng­tonu – zaczęły z pod­bi­tych przez Niem­ców kra­jów napły­wać alar­mu­jące donie­sie­nia. Infor­ma­cje te mówiły o faszy­stow­skim ter­ro­rze, zbrod­niach popeł­nia­nych na jeń­cach wojen­nych i lud­no­ści cywil­nej, o mor­dach i gra­bieży, wysie­dle­niach, maso­wych wywóz­kach na przy­mu­sowe roboty do III RZe­szy, egze­ku­cjach, pacy­fi­ka­cjach, szcze­gól­nym znę­ca­niu się nad lud­no­ścią żydow­ską. W prze­stęp­stwach tych brał udział nie tylko wyspe­cja­li­zo­wany w spra­wach eks­ter­mi­na­cji apa­rat, jak np. budząca grozę tajna poli­cja, czyli Gestapo, ale także spe­cjalne oddziały SS, jed­nostki „rycer­skiego” ponoć Wehr­machtu, fana­tycy z SA i NSDAP, ślepo posłuszna Führerowi admi­ni­stra­cja, a nawet otu­ma­nieni wiel­ko­ger­mań­skim „mitem” i „posłan­nic­twem” zwy­kli oby­wa­tele bru­nat­nej Rze­szy. Pierw­sze sygnały nade­szły z Pol­ski, kolejne z Nor­we­gii, Bel­gii, Holan­dii, Fran­cji, Gre­cji i Jugo­sła­wii, wresz­cie z tere­nów Związku Radziec­kiego.

Nie mogły one pozo­stać bez echa.

W rezul­ta­cie już w stycz­niu 1942 roku w sza­cow­nym pałacu St. James w Lon­dy­nie, z ini­cja­tywy emi­gra­cyj­nych rzą­dów Pol­ski i Cze­cho­sło­wa­cji, zwo­łano kon­fe­ren­cję przed­sta­wi­cieli tych kra­jów, któ­rych tereny zna­la­zły się pod nie­miecką oku­pa­cją. Na niej to po raz pierw­szy posta­wiono kate­go­ryczne żąda­nie sądo­wego ści­ga­nia wszyst­kich win­nych pogwał­ce­nia prawa uję­tego w mię­dzy­na­ro­do­wych kon­wen­cjach pre­cy­zu­ją­cych spo­sób pro­wa­dze­nia dzia­łań wojen­nych i pod­kre­ślono z naci­skiem, że jed­nym z celów wojny pod­ję­tej przez koali­cję anty­hi­tle­row­ską jest ści­ga­nie i uka­ra­nie prze­stęp­ców wojen­nych. Bez względu na to, czy wyda­wali oni roz­kazy popeł­nia­nia tych zbrodni, czy brali w nich czynny udział, czy poma­gali innym, a nawet nie prze­ciw­sta­wiali się – jeśli mieli taką moż­li­wość – reali­za­cji pro­gramu zagłady ludów Europy. I nie tylko, bo prze­cież w grę wcho­dziły rów­nież prze­stęp­stwa popeł­nione w Afryce i na neu­tral­nych, mię­dzy­na­ro­do­wych obsza­rach, np. na morzu!

Dekla­ra­cję tę poparły soli­dar­nie wszyst­kie kraje, które zna­la­zły się w zasięgu nie­miec­kiej prze­mocy. Zwią­zek Radziecki dał temu wyraz w trzech notach – z listo­pada 1941 roku (cztery mie­siące po zaata­ko­wa­niu przez dotych­cza­so­wego sojusz­nika) oraz stycz­nia i kwiet­nia 1942 roku – infor­mu­jąc o gwał­tach popeł­nia­nych na zaję­tych obsza­rach ZSRR, potę­pia­jąc je i zapo­wia­da­jąc kate­go­rycz­nie surowe uka­ra­nie wszyst­kich win­nych odpo­wie­dzial­nych za te prze­stęp­stwa.

Koń­co­wym rezul­ta­tem tych przed­się­wzięć było opu­bli­ko­wa­nie 1 listo­pada 1943 roku w Moskwie dekla­ra­cji trzech mocarstw wiel­kiej koali­cji: Związku Radziec­kiego, Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych, zapo­wia­da­ją­cej, że wszy­scy prze­stępcy wojenni wydani zostaną tym kra­jom, na tere­nie któ­rych dopu­ścili się doko­na­nia zbrodni. Dekla­ra­cja ta gło­siła rów­nież, że tzw. główni prze­stępcy nie­mieccy, któ­rych dzia­łal­ność jest „mię­dzy­na­ro­dowa”, gdyż nie da się jej okre­ślić gra­ni­cami obsza­rów geo­gra­ficz­nych, sądzeni będą na pod­sta­wie wspól­nej decy­zji sojusz­ni­czej przez spe­cjal­nie powo­łany w tym celu Mię­dzy­na­ro­dowy Try­bu­nał Woj­skowy. Te wła­śnie akty sta­no­wiły pod­stawę prawną do norym­ber­skiego „Pro­cesu Stu­le­cia”, gdyż tak okre­śliła ten sąd mię­dzy­na­ro­dowa opi­nia publiczna.

Jed­no­cze­śnie roz­po­częła w Lon­dy­nie dzia­ła­nie Komi­sja Naro­dów Zjed­no­czo­nych do Spraw Zbrodni Wojen­nych, która publi­ko­wała listy oskar­żo­nych i poszu­ki­wa­nych mor­der­ców. Komi­sja ta uznała, że poję­cie zbrodni wojen­nej obej­muje: naru­sze­nie praw i zwy­cza­jów wojen­nych, czyli zbrod­nie wojenne w ści­słym tego słowa zna­cze­niu, pla­no­wa­nie, wsz­czę­cie i pro­wa­dze­nie wojny agre­syw­nej oraz czyny doko­ny­wane przed roz­po­czę­ciem wojny, ale sprzeczne z ele­men­tar­nymi zasa­dami praw­nymi obo­wią­zu­ją­cymi cywi­li­zo­wane narody, tzw. prze­stęp­stwa wobec ludz­ko­ści.

Po tej dygre­sji czas wró­cić na arenę będą­cych tema­tem tego tomiku wyda­rzeń.

Jest jesień 1945 roku. Norym­berga, mia­sto, które zna­la­zło się – zgod­nie z powzię­tymi przez sojusz­ni­ków usta­le­niami o podziale oku­po­wa­nych Nie­miec – na tere­nie zaję­tym przez woj­ska ame­ry­kań­skie. W morzu ruin oca­lało wiel­kie, ponure gma­szy­sko z sza­rego pia­skowca, budy­nek daw­nego Pałacu Spra­wie­dli­wo­ści. Może ni­gdy wcze­śniej jego mury nie odpo­wia­dały tak dokład­nie poję­ciu „spra­wie­dli­wość” jak wła­śnie w tych dniach… W kilka dni po zaję­ciu tego mia­sta przez oddziały armii ame­ry­kań­skiej zakwa­te­ro­wano tu oddział arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. W wiel­kiej sali roz­praw, stra­szą­cej powy­bi­ja­nymi szy­bami, ulo­ko­wano bar, w któ­rym żoł­nie­rze popi­jali piwo. I raczej obo­jęt­nie spo­glą­dali na wycięte z ilu­stro­wa­nych maga­zy­nów foto­gra­fie roz­ne­gli­żo­wa­nych girls, któ­rymi zała­tano liszaje odpa­da­ją­cego tynku. Nawet nie podej­rze­wali, że już za parę mie­sięcy roze­gra się w tej sali histo­ryczny akt dzie­jo­wej spra­wie­dli­wo­ści.UWAGA, SĄD IDZIE!

Ame­ry­kań­skie służby kwa­ter­mi­strzow­skie dzia­łają spraw­nie. Gdy tylko zapa­dła decy­zja, że Mię­dzy­na­ro­dowy Try­bu­nał Woj­skowy zbie­rze się w Norym­ber­dze, wła­śnie w tym oca­la­łym budynku byłego sądu, szybko wysie­dlono z gma­chu chłop­ców z „pelotki”. W rekor­dowo krót­kim cza­sie, rzu­ca­jąc do roboty całe kolumny jeń­ców (głów­nie byłych eses­ma­nów!), wyre­mon­to­wano i prze­ro­biono kom­pleks budyn­ków. Pro­wi­zo­rycz­nie, lecz solid­nie napra­wiono szkody poczy­nione przez alianc­kie bomby. Z całego mia­sta zwie­ziono meble. Jakieś ławy, fotele daw­nych patry­cju­szy, szafki, biurka i krze­sła. Zmo­der­ni­zo­wano też gmach wię­zie­nia. A nade wszystko zmon­to­wano spe­cjalny węzeł łącz­no­ści (otrzy­mał on sym­bo­liczny kryp­to­nim „Justice”, czyli „Spra­wie­dli­wość”) – prze­cią­gnięto ok. 200 km kabli, pod­łą­czono bate­rię apa­ra­tów tele­fo­nicz­nych i dale­ko­pi­sów (głów­nie na uży­tek prasy, bowiem kore­spon­denci zagra­niczni zapo­wie­dzieli liczny udział w pro­ce­sie), zain­sta­lo­wano radio­sta­cję dużego zasięgu.

I zmie­niono wystrój głów­nej sali roz­praw, wła­śnie tej pod góru­jącą nad budyn­kiem kopułą. Ze sta­rego wnę­trza pozo­sta­wiono tylko nie­zbyt udaną, eklek­tyczną w stylu, ale może z tego względu pasu­jącą do atmos­fery przy­go­to­wy­wa­nej roz­prawy, rzeźbę pod sym­bo­liczno-dwu­znacz­nym mia­nem „Grzech pier­wo­rodny”.

To zresztą nie było ważne. Ważny był usta­wiony na pod­wyż­sze­niu stół try­bu­nału, który miał w tle stale pod­świe­tlone cztery flagi o naro­do­wych bar­wach: ozdo­bioną zło­ci­stym sier­pem i mło­tem czer­wień Związku Radziec­kiego, fran­cu­skie tri­co­lore, krzy­żu­jące się pola bry­tyj­skiego Union Jack oraz gwiaź­dzi­sto-pasia­sty ame­ry­kań­ski Stars and Stri­pes. Amfi­te­atral­nie tło­czyły się miej­sca dla spra­woz­daw­ców sądo­wych. Zain­sta­lo­wano sta­no­wi­ska dla kamer fil­mo­wych, a na jed­nej ze ścian umo­co­wano zwi­jany ekran. Sta­nęły sto­liki dla pro­to­ko­lan­tów i ste­no­gra­fów, w cen­trum wyróż­niał się samotny pul­pit dla świad­ków. I wresz­cie usta­wiona w dwóch rzę­dach ława oskar­żo­nych, przed którą przy­go­to­wano miej­sca dla obroń­ców. Na zaple­czu ulo­ko­wano kabiny dla tłu­ma­czy, połą­czone sys­te­mem prze­wo­dów z całą salą. Wszy­scy uczest­nicy roz­prawy mogli jej słu­chać w wybra­nym przez sie­bie języku: po angiel­sku, rosyj­sku, fran­cu­sku lub nie­miecku. Nie zapo­mniano też o sta­no­wi­skach do nagrań na płyty naj­waż­niej­szych momen­tów pro­cesu (tak powszech­nie obec­nie sto­so­wany sys­tem magne­to­fo­nowy był wtedy jesz­cze w powi­ja­kach).

Sprawą ważną była zewnętrzna ochrona obiektu, krą­żyły bowiem upo­rczywe plotki, nie wia­domo kto je roz­sie­wał, że mityczne pod­zie­mie zbrojne ma zamiar odbić i uwol­nić oskar­żo­nych! Naj­bliż­szy rejon sądu oto­czyła więc gęsta sieć poste­run­ków ame­ry­kań­skiej żan­dar­me­rii woj­sko­wej, zna­nej powszech­nie pod nazwą Mili­tary Police.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij