Śpiew jaskółki - ebook
Wakacje to miły czas, pełen beztroski i słodkiego lenistwa. Ale nie w życiu Latarenek.
W Sepii znowu czai się czarna magia. W pobliżu Latarenek pojawiają się mroczne cienie, pełne zagrożeń i ostrych zębów. To na pewno klątwa tajemniczego złola, który najwyraźniej nie zamierza odpuścić.
Tego lata River, Pola i Maja wyskoczą na weekend do przyjaciółki, zgłębią największą tajemnicę swojego miasteczka i poznają całkiem nowe oblicza magii. Czy to, czego się nauczą, wystarczy, by obronić siebie i najbliższych? Co tak naprawdę czai się w tych przerażających cieniach? I co się stanie, jeśli ktoś nagle zostanie w nie wepchnięty?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68608-99-1 |
| Rozmiar pliku: | 4,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
WRESZCIE WAKACJE
Lato nie zamierzało czekać dłużej. Najwyraźniej zniecierpliwione tym, że rozleniwiona wiosna przeciąga swój pobyt w Sepii, postanowiło wkroczyć na scenę z przytupem i przegnać ją za pomocą gwałtownych burz. Bo owszem – mogło być sielskie i pogodne, ale bywało również charakterne.
Temperatura skoczyła z dnia na dzień. Kwiaty przekwitały, a miasteczko niemalże eksplodowało zielenią, którą karmiły na równi ostre promienie słońca oraz krótkotrwałe, lecz intensywne deszcze.
Maja drgnęła, wyrwana ze snu przez przeciągły grzmot. Odniosła wrażenie, jakby jego pomruk wprawił ściany domu w wibrację, i wstrzymała oddech w oczekiwaniu, aż rzeczywistość się uspokoi.
Burzowy warkot ustał chwilę później, chociaż to nie oznaczało, że zapadła cisza. Krople deszczu bębniły w szybę i parapet, atakując je co rusz gwałtownymi falami, a wiatr łomotał w ściany domu i świszczał w przewodach wentylacyjnych. Szarpane nawałnicą drzewa szumiały i poskrzypywały złowieszczo.
Maja usiadła w pościeli i spojrzała w okno. Początkowo widziała za nim jedynie ciemność, ale zaraz się skuliła, gdy czarne niebo rozciął zygzak błyskawicy. Na ułamek sekundy jej podwórko zalało światło, a w tym samym momencie słaba poświata rozjaśniła również wnętrze sypialni.
Dziewczyna zacisnęła wargi, spoglądając na swoje palce, między którymi przeskakiwały błękitne iskierki. Potrząsnęła dłońmi i odetchnęła głęboko, a po chwili światełka wtopiły się z powrotem w jej skórę i znikły.
Całe szczęście, że to były wyłącznie błyski, nie zaś prawdziwe iskry, które mogłyby podpalić pościel. Nie miała pojęcia, jak wyjaśniłaby tego rodzaju ślady mamie. Ona przecież nie wiedziała o Mai wszystkiego.
W sumie to chyba nikt na świecie nie wiedział o niej wszystkiego. Niektórzy znali ją lepiej od innych, ale Maja z natury była raczej milcząca i nieśmiała. Nie cierpiała znajdować się w centrum uwagi, wolała wtapiać się w tło. Być jego częścią. Wtedy czuła się najlepiej.
Tylko trudno to osiągnąć, kiedy człowiek ma w sobie magię. Wychodziło jej to całkiem nieźle przez ostatnie lata, ale wtedy magii było w niej dużo mniej. Jedynym, co potrafiła, było stwarzanie iluzji. I owszem – były to iluzje naprawdę konkretne, działające na wszystkie zmysły i współgrające z rzeczywistością, jednak pozostawały wyłącznie sztuczkami.
A potem dużo się wydarzyło. I zmieniło. Pojawiły się złe klątwy oraz niebezpieczny potwór, a Maja dostała – jak ujęła to jej przyjaciółka Pola – „magicznego kopa”. Jej moc wzrosła całkiem nagle i niespodziewanie, co mocno Maję niepokoiło. Mimo to chciała wierzyć, że zdoła opanować te nowe umiejętności. Przecież nie była w tym sama. Miała pozostałe dwie Latarenki, czyli Polę i River. Miała mamę Poli, Bibliotekarkę, panią Justynę Skowrońską. I miała jeszcze…
Wyprostowała się, po czym skierowała szeroko otwarte oczy w stronę zalewanej deszczem szyby. Wyskoczyła z łóżka i szarpnęła klamkę, by otworzyć okno. Poczuła na twarzy krople, lecz się nie cofnęła, zamiast tego skoncentrowała uwagę na zaroślach po drugiej stronie ogrodu, ciemnych i gęstych. Przez moment po prostu wpatrywała się w ledwie widoczną plątaninę gałęzi, podrygujących w rytm podmuchów wiatru. W końcu jednak dostrzegła kształt, który wyłonił się spomiędzy krzewów i popędził prosto na nią.
Odsunęła się w ostatniej chwili, a wówczas stworzenie przesadziło zwinnie parapet i wylądowało z gracją wewnątrz sypialni. Maja zamknęła okno i odwróciła się z westchnieniem.
– Patia, nie! – syknęła, w ostatnim momencie powstrzymując zwierzę przed otrząśnięciem się z wody. Gęste futro potrafiło pochłonąć zdumiewającą ilość wilgoci, a Maja nie życzyła sobie, by zalała ona jej książki, komputer, ubrania oraz pościel.
Na chwilę znikła w łazience, która przylegała do jej sypialni. Wróciła z grubym szlafrokiem w dłoniach, którego i tak nie lubiła, i zabrała się do wycierania zwierzęcia.
Patia spojrzała na nią z wyraźnym zniecierpliwieniem. Może i przypominała z wyglądu psa – ze swoimi trójkątnymi uszami, złoto-rudym futrem i długim, puszystym ogonem – ale na pewno nim nie była. Ani kotem, nawet jeśli niektóre zachowania miała bardzo kocie.
Jeszcze niedawno była iluzją. Wymyśloną przez Maję istotą – kimś między przyjaciółką a zwierzakiem – którą nastolatka powoływała do życia, ilekroć tego potrzebowała. Nieprawdziwą, bo zależną zupełnie od swojej twórczyni. Pojawiała się, kiedy Maja się na tym koncentrowała, a znikała, gdy dziewczyna się rozpraszała lub tak zdecydowała.
Ale to było dawniej. W dniu, w którym Maja otrzymała magicznego kopa, Patia przestała być iluzją. Stała się chowańcem. Prawdziwą istotą, stworzoną przy użyciu magii. Taką, która nie znika. I taką, która moknie, gdy pada.
Maja porządnie wytarła gęste futro, a kiedy skończyła, szlafrok był kompletnie przemoczony. Patia posłała dziewczynie wdzięczny uśmiech, na co ta zachichotała. Następnie poszła do łazienki i rozwiesiła szlafrok w kabinie prysznicowej.
Gdy wróciła do sypialni, chowaniec leżał na samym środku jej łóżka, w połowie zagrzebany w pościeli. Mruczał z rozkoszą i wyraźnie szykował się do snu.
– Hej! – zareagowała Maja. – Tutaj ja śpię!
Patia nie poruszyła nawet jednym uchem. Maja parsknęła, po czym zgasiła lampkę i ułożyła się obok chowańca, przykrywając kołdrą i zwierzę, i siebie.
– Niech ci będzie – mruknęła z twarzą wtuloną w pachnące biszkoptami futerko. – Ale tylko dziś. A jeśli ktoś wejdzie, to udawaj, że cię nie ma.
Burza przeszła dość szybko, lecz pozostawiła po sobie pamiątkę w postaci ulewnego deszczu. Lało również rano, kiedy zadzwonił budzik Mai. Słysząc bębnienie kropel o szyby, dziewczyna zagrzebała się nieco głębiej w pościeli, przytulając się do ciepłego ciała chowańca.
A potem usłyszała nieopodal stukot i zesztywniała.
Mama już wstała, kręciła się po kuchni, zapewne przygotowując śniadanie. Nie miała w zwyczaju zaglądać do Mai rano – jej córka nie należała do tych dzieciaków, które trzeba wyciągać z łóżka siłą – ale jeśli akurat dziś postanowi zrobić wyjątek, poranek może się mocno skomplikować.
– Wstawaj. – Maja szturchnęła chowańca, a ten ziewnął szeroko, prezentując szeregi ostrych kłów. – Nie mogą cię zobaczyć.
Patia spojrzała na nią i westchnęła wymownie, wreszcie wstała i przeciągnęła się leniwie, prostując przednie łapy. Maja parsknęła i pokręciła głową.
Przez chwilę spoglądała w zadumie na ulewę za oknem, po czym podeszła do szafy i zajrzała do środka. Na wieszakach wisiała kolekcja koszulek, z których większość była czarna i opatrzona logo zespołów muzycznych lub okładkami płyt tychże. Pod spodem było jednak sporo miejsca.
Zgarnęła na bok rozrzucone bezładnie trampki i kilka par zrolowanych skarpetek, a powstałą w ten sposób przestrzeń wymościła miękkim kocem. Wreszcie się odwróciła.
I uśmiechnęła, rozbawiona widokiem Patii. Zwierzę siedziało wyprostowane na kołdrze, z lekko przechyloną głową i zaciekawionym spojrzeniem. Jakby pytało, czemu Maja postanowiła wprowadzić się do szafy, skoro ma tak wygodne łóżko.
– To dla ciebie – poinformowała ją dziewczyna. – Musisz się schować, mama nie jest gotowa, żeby cię zobaczyć.
No serio, tym razem chowaniec naprawdę przewrócił oczami.
– Jak wolisz – powiedziała Maja. – Albo to, albo deszcz, sama zdecyduj. – Wskazała dłonią okno.
Patia zerknęła w tamtą stronę, westchnęła, zeskoczyła z łóżka i się zbliżyła. Najpierw powąchała posłanie, po czym weszła na nie i zaczęła kręcić się w kółko, ugniatając łapkami koc. Trwało to pełną minutę, po której zwinęła się w kłębek i znieruchomiała.
Maja pochyliła się nad nią.
– Wiem, prowizorka – zgodziła się. – Potem wymyślę coś lepszego, ale na dziś musi wystarczyć. Nie chcę, żebyś zmokła i się rozchorowała.
Prawdę mówiąc, nie była pewna, czy chowaniec może się przeziębić, ale biorąc pod uwagę, że jest istotą stworzoną całkowicie za pomocą magii, wolała nie zgadywać, jakie byłyby skutki uboczne, gdyby nagle zaczął kichać lub gorączkować.
Patia zamruczała jak kot i jednocześnie pacnęła Maję w czubek głowy miękkim ogonem.
Na szczęście Maja nie musiała iść na zakończenie roku szkolnego w deszczu, ponieważ mama zaproponowała, że podrzuci ją do szkoły. W związku z tym dziewczyna wysłała wiadomość do River i Poli, by się dowiedzieć, czy powinny zajechać również po nie.
„Miałam pisać ci to samo” – odpowiedziała pierwsza z przyjaciółek. „Mnie też zawozi mama i chciałyśmy po was wpaść. Spotkamy się na miejscu”.
„Pola?” – Maja wysłała kolejną wiadomość, gdy odpowiedź od drugiej z Latarenek nie nadchodziła. Trwało to dłuższą chwilę, ale w końcu i ona zareagowała krótkim: „Poradzę sobie sama”.
Nie dodała nic więcej. Maja spoglądała przez moment na te trzy słowa, nim westchnęła i ruszyła za mamą do samochodu.
– Wreszcie wakacje, co nie? – zauważyła Karolina, gdy skręciły w ulicę Księżycową i jechały nieśpiesznie w stronę centrum.
– River będzie niepocieszona. – Maja się wyszczerzyła, na co jej mama parsknęła śmiechem.
Znała obie przyjaciółki córki, wiedziała więc, że River jest podręcznikowym przykładem kujonki. Kochała się uczyć, poznawać nowe zagadnienia i czytać wszystko, co wpadło jej w ręce.
– Ale chyba znajdzie sobie jakieś zajęcie?
– Na pewno – zgodziła się Maja i nie dodała, że jej koleżanka ma już bardzo konkretny plan na to lato.
Wiązał się on z sekretem, który poznały niecałe dwa tygodnie temu, ukrytym w podziemiach lokalnej biblioteki. A były nim Magiczne Zbiory, największa na kontynencie kolekcja ksiąg poświęconych czarom.
River nie była magiczna, nie potrafiłaby nawet wykonać sztuczki ze znikającą monetą. Była jednak zdeterminowana, by dowiedzieć się o magii jak najwięcej, i od miesięcy przekopywała internet w poszukiwaniu strzępków informacji na ten temat. Nie należało to do najłatwiejszych zadań, sieć była pełna głupstw, plotek i wyssanych z palca bajeczek. River cechował jednak upór i już zdążyła dotrzeć do wielu wiarygodnych źródeł.
A teraz okazało się, że ma pod nosem najlepsze ze wszystkich. Legendarną Bibliotekę, o której słyszało wiele magicznych osób, ale której lokalizacja pozostawała tajemnicą dla każdej z nich. Do niedawna ten sekret znała jedynie Justyna Skowrońska – Bibliotekarka i Strażniczka Zbiorów. Mama Poli.
Teraz o Bibliotece wiedziały również Latarenki, a River nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła na własne oczy zobaczyć tę niezwykłą kolekcję ksiąg. Dlatego Maja była więcej niż pewna, że sporą część lata spędzi właśnie pośród nich.
– A co u Poli? – Głos mamy wyrwał ją z zadumy. Dotarły właśnie pod szkołę. Karolina zaparkowała nieopodal wejścia i zerknęła na córkę. – Mam wrażenie, że ostatnio jest trochę nie w sosie.
Maja zmarkotniała. To też była prawda. Dla niej i River poznanie tajemnicy Biblioteki było ekscytujące, Pola jednak zareagowała nieco gorzej. I nic dziwnego – w końcu okazało się, że jej mama, z którą przecież zawsze dobrze się dogadywała, ukrywała przed córką nielichy sekret. I chodziło nie tylko o magię, lecz również o pewne istotne fakty z ich wspólnej przeszłości.
Odkąd Pola była mała, jej mama powtarzała, że tata dziewczyny zmarł dawno temu. Nie chciała nigdy wyjawić o nim niczego więcej, Pola nie znała nawet jego imienia czy okoliczności śmierci – Justyna Skowrońska wciąż powtarzała, że wyjaśni wszystko, kiedy córka będzie starsza.
Tymczasem ostatnio wyszło na jaw, że mężczyzna wcale nie umarł, że wciąż żyje. Podczas ich rozmowy Bibliotekarka więcej niż raz użyła czasu teraźniejszego zamiast przeszłego i wtedy Pola poznała prawdę. A jednak kiedy zarzuciła mamę serią pytań na temat tożsamości swojego ojca, nie uzyskała odpowiedzi. Pani Skowrońska powtarzała, że wyjaśni jej wszystko za jakiś czas, lecz nie sprecyzowała, kiedy to nastąpi.
Ich relacja nagle się pogorszyła. Pola była zła i rozżalona, a Maja ją rozumiała. Chciała wierzyć, że Bibliotekarka ma powody, aby milczeć, ale niełatwo było o tym pamiętać, kiedy widziała przyjaciółkę w tak kiepskim humorze.
A przecież zbliżały się wakacje, więc Pola, która szczerze nie cierpiała szkoły, powinna skakać z radości pod sufit.
– Trochę jest – odpowiedziała mamie Maja. – Ale wolne od nauki powinno pomóc.
– Czy coś się stało?
Dziewczyna zerknęła na Karolinę. Widziała na jej twarzy troskę.
– Nie mogę powiedzieć. To sprawa między Polą i jej mamą. Tajemnica.
Mama pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Jeśli będę mogła pomóc, daj znać.
– Jasne.
Pola nie pojawiła się na zakończeniu roku szkolnego. Maja i River rozglądały się uważnie, jednak ich przyjaciółki nigdzie nie było. Nie odbierała również telefonu, a wszystkie esemesy trafiały w próżnię.
– Może jest chora – mruknęła niepewnie Maja. – Powinnyśmy spytać jej mamę?
– Nie. Pisała, że poradzi sobie z dotarciem do szkoły, więc pewnie wyszła z domu. Jeśli powiemy, że jej tutaj nie było, to zrobi się afera. Może poszła do TARDIS albo do Chwili? Sprawdzimy potem.
Ceremonia zakończenia roku nie trwała długo. Dyrekcja i nauczyciele nie mieli złudzeń – wiedzieli, że zgromadzony w sali gimnastycznej tłumek myśli już wyłącznie o wakacjach, a tęskne spojrzenia rzucane w stronę okien były tak wymowne, jak to tylko możliwe. Nie przeciągali więc swoich przemówień, świadomi, że mało kto ich słucha, i wkrótce wypuścili podopiecznych na wolność.
Rzeka dzieciaków ruszyła do wyjścia, zagarniając ze sobą również Maję i River.
Deszcz przestał padać. Na źdźbłach trawy i liściach wisiały ciężkie krople, które po sobie pozostawił, lecz Maja była pewna, że szybko znikną. Zza chmur wyglądało już słońce, jakby upewniając się, że w szkole nie został uwięziony żaden z uczniów.
Maja i River były zgodne – obie uważały TARDIS za najbardziej prawdopodobne miejsce, do którego mogłaby udać się Pola. To była ich kryjówka – sekretne miejsce spotkań, naprawdę wyjątkowe. To tam chowały się w trudnych chwilach, tam układały plany i spędzały czas, gdy pogoda nie sprzyjała. Tam wreszcie były bezpieczne, nawet gdy zagrażały im nadzwyczaj paskudne kłopoty (na przykład magiczny stwór).
Mimo to postanowiły sprawdzić najpierw Chwilę. Kawiarnia znajdowała się na liście ich ulubionych miejsc tylko odrobinkę niżej, a skoro były w zasadzie tuż obok, mogły w pierwszej kolejności odhaczyć tę ewentualność.
W lokalu było sporo dzieciaków, które najwyraźniej postanowiły uczcić otrzymanie świadectw lodami lub innymi słodyczami. Niestety brakowało wśród nich Poli, więc Maja sapnęła z irytacją.
– Hej, dziewczyny – przywitała się z nimi Jagoda, pracownica kawiarni i sąsiadka Mai. – Na co macie ochotę?
Zerknęły obie na gablotę, gdzie znajdowała się kolekcja słodkości, wyglądających tak apetycznie, że do ust Mai napłynęła ślina. Mimo to potrząsnęła głową.
– Na razie dzięki – odpowiedziała. – W sumie szukamy Poli.
Jagoda zmarszczyła brwi.
– Spodziewałabym się, że będzie z wami.
– Rozdzieliłyśmy się – wtrąciła River, ratując Maję przed koniecznością udzielenia odpowiedzi. Wszyscy wiedzieli, że nie potrafi kłamać, więc gdyby próbowała ukryć zniknięcie Poli, tylko by ją pogrążyła. – Była tu dziś?
– Niestety nie. Ale na pewno się znajdzie.
– Na pewno – zgodziły się, po czym się pożegnały i wyszły na ulicę.
Teraz już ruszyły prosto do TARDIS. Gdy mijały dom Poli, zerknęły na niego odruchowo i po chwili obejrzały się również na ceglany gmach biblioteki na końcu ulicy. Wewnątrz pewnie znajdowała się pani Skowrońska – która prawdopodobnie chciałaby wiedzieć, że mają problem ze zlokalizowaniem trzeciej Latarenki.
Maja odchrząknęła, jednak nic nie powiedziała.
Wkrótce dotarły do celu i weszły do przestronnego warsztatu. W jego centrum urządziły coś na kształt saloniku – stały tu fotele z opon wymoszczonych poduszkami i kocami oraz stoliki z palet, dokoła zaś ciągnął się tor do jazdy na wrotkach, który Maja wyczarowała dla Poli całkiem niedawno (i nie całkiem świadomie).
Ich przyjaciółki jednak tu nie było.
– No i gdzie ona jest? – River tupnęła nogą z frustracją.
Maja westchnęła.
– Musimy sprawdzić w centrum. Wiesz: park, plażę, pizzerię, Kantatę. Może siedzi gdzieś tam.
– I wsuwa pizzę bez nas? – Jej przyjaciółka ruszyła do wyjścia. – Jak ją znajdę, to dostanie kopniaka.
Pola wciąż nie odbierała telefonów ani nie odpisywała na ich wiadomości. Maja była coraz bardziej zaniepokojona.
Wróciły do centrum i postanowiły się rozdzielić: River miała odwiedzić polankę nad rzeką oraz miejski park, natomiast Maja wszystkie ich ulubione sklepy i lokale. Zahaczyła nawet o Papierową Sowę – wprawdzie Pola była jedyną z Latarenek, która nie miała słabości do tego miejsca, ale też z reguły nie ignorowała wiadomości od koleżanek. Ten dzień nie należał do zwyczajnych.
Na końcu Maja weszła do Kantaty – sklepu muzycznego Roberta, narzeczonego jej mamy. Tutaj akurat Pola lubiła się pojawiać.
Między regałami włóczyło się kilkoro dzieciaków, a na wygodnej kanapie siedział Jacek, starszy brat River, w towarzystwie swojej dziewczyny – oboje mieli na głowach słuchawki i kiwali głowami w takt muzyki. Przed jedną z półek przystanęły trzy dziewczyny, z którymi Latarenki chodziły do klasy, niekwestionowane królowe plotek.
Poli jednak nigdzie nie było.
Maja sapnęła z frustracją, rozglądając się po przestronnym wnętrzu, a wtedy za jej plecami rozległ się znajomy głos:
– Hej!
Obejrzała się i napotkała wzrok Roberta. Przyglądał się jej zza lady, wyraźnie zaskoczony.
– Co tu robisz?
W tej samej chwili do kasy podeszła klientka. Robert skinął na Edytę, swoją pracownicę, która kilka kroków dalej porządkowała dokumenty, a kiedy zajęła jego miejsce, okrążył ladę i podszedł do Mai.
– Gdzie dziewczyny? – zapytał. – Sądziłem, że dziś będziecie włóczyć się we trzy.
Przygryzła wargę z wahaniem. Nie chciała mówić, że szukają Poli. Bała się, że Robert powiadomi o jej zniknięciu panią Skowrońską, co wpakowałoby przyjaciółkę Mai w tarapaty.
Tylko że nie umiała kłamać. A przed nim w ogóle trudno było cokolwiek ukryć, nawet Pola miała z tym trudności. Był wkurzająco spostrzegawczy.
Robert uniósł brwi i westchnął, wyraźnie zniecierpliwiony jej milczeniem.
– Pola nie przyszła do szkoły, co?
Maja wytrzeszczyła oczy.
– Skąd wiesz?
– Widzieliśmy, że jest ostatnio markotna – odpowiedział. – I chyba tylko taka ewentualność mogła sprawić, że nie jesteście dziś razem. Może jeszcze gdyby się rozchorowała, ale tego nie próbowałabyś ukryć.
– No tak – mruknęła.
Wkurzająco spostrzegawczy.
– Myślisz, że coś się stało? – spytał. – Ma kłopoty? Lub zrobiła coś głupiego?
– Nie – zaprzeczyła, tym razem bez wahania. – Myślę, że po prostu chce być sama. Ale też uważam, że nie powinna.
Pokiwał głową w zadumie. Przez kilka chwil spoglądał w stronę Edyty, rozmawiającej beztrosko z klientką, po czym pochylił się i położył dłoń na ramieniu Mai.
– Jest południe – powiedział. – Masz czas do trzeciej, żeby ją znaleźć. Jeśli ci się nie uda, dzwonię do Justyny. Wiem, nie chcesz, żeby Pola wpadła w kłopoty, ale jej bezpieczeństwo jest ważniejsze niż ryzyko szlabanu. Rozumiesz to, prawda?
– Rozumiem – odpowiedziała i mówiła szczerze.
– Dobrze. Za kwadrans przyjedzie tu twoja mama, idziemy razem na obiad. Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, dzwoń, jasne? I daj znać, jak ją znajdziecie.
Mrugnął do niej, a dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie.
Rodzina Mai składała się z trzech osób: jej samej, mamy oraz Roberta. Nie byli ze sobą spokrewnieni – Karolina adoptowała dziewczynkę trzy lata temu, a jeszcze później zaręczyła się z Robertem. Zamieszkali we troje całkiem niedawno, mimo to Maja była do niego przywiązana. Zaprzyjaźnili się, a ona szczerze doceniała jego troskę.
Świadomość, że on i mama zawsze są w jej narożniku, pomagała stawiać czoło kłopotom.
Pożegnała się i wyszła na chodnik. Trzy minuty później spotkała się z River, której poszukiwania również nie przyniosły rezultatu.
– To co teraz? – spytała Maja, coraz bardziej zaniepokojona.
River myślała przez chwilę, spoglądając w przestrzeń niewidzącym wzrokiem. Pokiwała głową do samej siebie i wtedy zwróciła się do przyjaciółki:
– Patia.
– Co z nią?
– Ona nam pomoże. Znajdzie ją.
– Tak sądzisz?
River przytaknęła, a kąciki jej ust uniósł uśmiech.
– Jest chowańcem. Czytałam o nich trochę, nie za dużo, nadal szukam sensowniejszych źródeł, nie masz pojęcia, na ile głupot już trafiłam, ale co do tego wszyscy są zgodni: chowaniec zdoła wyczuć zapach osoby, z którą jest związany.
– Ale Patia jest związana ze mną, nie z Polą – zauważyła Maja z powątpiewaniem, na co River uniosła rękę z bransoletką, bliźniaczą do tych, które nosiły pozostałe Latarenki.
– Za to Pola jest związana z tobą. A Patia dobrze ją zna. Mówię ci, jeśli tylko Pola jest gdzieś w Sepii, to Patia ją znajdzie. A wtedy ja ją kopnę za chowanie się przed nami. Polę, oczywiście, nie Patię.
Patia znajdowała się w tym samym miejscu, w którym Maja zostawiła ją rano. Na widok swojej właścicielki uniosła głowę i posłała jej bardzo psi uśmiech.
– Pomożesz nam? – poprosiła Maja, na co chowaniec pacnął ją w głowę końcówką miękkiego ogona.
To chyba miało być potwierdzenie, bo zwierzę podniosło się, wyszło z szafy i przeciągnęło z pomrukiem. Następnie spojrzało na Latarenki w oczekiwaniu.
– Musimy znaleźć Polę – poinformowała ją Maja. – Gdzieś nam znikła.
Długi ogon zafalował, a magiczne stworzenie obróciło się w miejscu, unosząc nos i węsząc w powietrzu. Potem ruszyło w stronę drzwi.
Nim opuściły dom, Maja sięgnęła po iluzję, by ukryć chowańca przed oczami wszystkich z wyjątkiem jej i River. Nie wymagało to nawet specjalnie dużo wysiłku, chociaż jeszcze niedawno taka sztuczka sporo by ją kosztowała.
Nie ma to jak magiczny kop.
Ku ich zaskoczeniu Patia poprowadziła je z powrotem w stronę TARDIS. Nie weszła jednak do warsztatu, zamiast tego skierowała się do domu, za którym ten się znajdował. Był pusty od dłuższego czasu, ale ku zaskoczeniu Mai drzwi okazały się otwarte.
Weszły do środka, minęły korytarzyk. I odetchnęły zgodnie na widok przyjaciółki, zwiniętej w kłębek na przykrytej poszarzałym prześcieradłem kanapie. Była pogrążona we śnie, twarz miała bladą, a włosy splątane.
Drgnęła gwałtownie, gdy Patia musnęła jej policzek mokrym nosem. Poderwała się i odsunęła, a Maja pomyślała, że przyjaciółka wygląda na przemęczoną.
– Hej, dziewczyny – wychrypiała i odchrząknęła. – Która godzina?
– Dochodzi pierwsza – mruknęła River, po czym usiadła obok Poli. – Co tu robisz?
– Chowam się.
– Przed nami?
– Przed mamą.
Maja westchnęła. Sięgnęła po komórkę i wysłała Robertowi wiadomość, że znalazła Polę. Odpowiedział krótkim „OK”, a wtedy przeszła przez salon i uklękła na wprost przyjaciółki.
– Martwiłyśmy się o ciebie.
– Wiem. – Pola potarła powieki palcami. – Sorki. Ale chciałam pobyć sama. Poza tym jestem strasznie niewyspana. Ostatnio nie mogę spać.
– Chodźmy do TARDIS – rzuciła River. – Pogadamy.
Kilka minut później były w kryjówce. Pola klapnęła na swój fotel, po czym sięgnęła za niego po plecak, który tam leżał.
Na ten widok Maja kopnęła w duchu samą siebie. Gdyby przeszukały TARDIS uważnie, kiedy były tu za pierwszym razem, natknęłyby się na ten plecak i na pewno znalazłyby koleżankę dużo szybciej.
– Mam dla ciebie prezent – powiedziała Pola do River. Następnie wydobyła z plecaka oprawioną w skórę książkę o pożółkłych stronicach i wytartym grzbiecie. Podała ją przyjaciółce.
– Co to? – River usiadła na własnym fotelu i uniosła okładkę księgi. Jej oczy się rozszerzyły.
– To o chowańcach – wyjaśniła Pola. – Ze zbiorów mamy.
– Tych magicznych? Widziałaś je? Naprawdę tych książek jest tak dużo, że…
– River – przywołała przyjaciółkę do porządku Maja. – Opanuj się.
Wiedziała, że River jest ogromnie ciekawa Biblioteki, ale nie był to właściwy moment na wypytywanie o jej wystrój i wyposażenie.
Pola spojrzała na Maję ponuro, a ona westchnęła.
– Nie powinnaś jej zabierać – przypomniała. – Twoja mama mówiła, że nie wolno tego robić.
– Mówiła też, że kiedyś opowie mi o tacie – burknęła Pola w odpowiedzi i zaplotła ręce na piersi. – Nie zrobiła tego, więc wzięłam tę książkę na zakładnika.
Zacisnęła wargi, na co Maja pochyliła się odruchowo ku niej.
– Myślę, że w końcu wszystko ci powie – stwierdziła ostrożnie. – Twoja mama jest w porządku.
Pola wzruszyła ramionami.
– Niby tak. Ale jeszcze tego nie zrobiła, a ja… Jest mi przykro. Przez tyle lat myślałam, że on nie żyje, tak mi kiedyś powiedziała. Teraz okazało się, że jednak żyje. Ale nie wiem, kim jest, gdzie jest ani… ani dlaczego nie ma go przy mnie. Mama nie chce mi powiedzieć. To nie _fair_.
Była rozżalona, a Maja wcale się temu nie dziwiła.
Pola zawsze miała tylko swoją mamę. Żyły we dwie, nie miały żadnej innej rodziny – ale nigdy im to nie doskwierało. Dogadywały się świetnie, były przyjaciółkami. Teraz jednak na jaw wyszły niespodziewane sekrety i wszystko się poplątało.
– Co mówiła, kiedy ją o to wszystko pytałaś? – odezwała się River, na co Pola wydęła wargi.
– Że to skomplikowane i nie ma pewności, czy jestem gotowa na prawdę.
– Co to znaczy?
– Że ma mnie za głupiego dzieciaka – parsknęła.
Maja się skrzywiła.
– Nie, nie sądzę. Podejrzewam, że ma swoje powody.
Przyjaciółka spojrzała na nią i pochyliła lekko głowę. Nie kłóciła się jednak. Przepełniał ją żal, ale naprawdę nie była głupim dzieciakiem. I ufała swojej mamie. W głębi serca wierzyła, że Justyna chce dobrze. Była rozsądna.
Tylko co z tego? Maja wiedziała, że rozsądek rzadko chodzi w parze z sercem.
– Porozmawiajmy o czymś innym – zaproponowała po chwili ciężkiej od napięcia ciszy. – W końcu są wakacje. Możemy się nimi cieszyć.