Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Spójrz na mnie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
13 maja 2026
4152 pkt
punktów Virtualo

Spójrz na mnie - ebook

Hania jest licealistką i wkrótce rozpocznie ostatni rok szkoły. Ma wszystko, czego mogliby jej zazdrościć rówieśnicy, dom, własny pokój, pieniądze. W jej życiu brakuje jednak tego, co najważniejsze: miłości i obecności rodziców. Samotna i niezrozumiana, coraz częściej ulega wpływom Kamili, znajomej ze szkoły zawodowej. Pewnego wieczoru daje się namówić na wyjście, które na zawsze zmieni jej poukładany świat.

Osiem lat później wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu. Stabilna praca, bezpieczny związek, przyjaźń, na której można polegać. Wystarczy jednak jedno przypadkowe spotkanie, by misternie zbudowana rzeczywistość zaczęła się rozpadać.

Przeszłość wraca. I domaga się rozliczenia.

Co wydarzyło się tamtej nocy, osiem lat temu? I czy można uciec przed tym, co już zostało zapisane?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368657463
Rozmiar pliku: 5,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Lanberry Usłysz Mnie

PROLOG

– To jakiś twój znajomy, tak? – dopytywałam, mocniej ściskając jego dłoń.

– Tak, wrócił z Londynu do kraju wraz z siostrą. Zostali zmuszeni uciec stąd razem, przez wzgląd na sytuację rodzinną. W ogóle nikogo nie poinformowali, dopiero po długim czasie udało mi się z nimi nawiązać jakikolwiek kontakt.

– Mafia?

– Porachunki, owszem; ich rodzice zadłużyli się u szemranych ludzi, niestety zginęli, a oni czym prędzej uciekli. Co prawda Karolina gorzej to zniosła, jednak Gabryś musiał jakoś się trzymać ze względu na młodszą siostrę.

Pokiwałam głową, słuchając go uważnie. Nie odezwałam się, czując, jak bliżej nieokreślony niepokój obejmuje moje ciało. Nie wiedziałam jednak, czym było to spowodowane. Tomek kontynuował:

– A teraz wrócili, na swoje. Dorobili się i mogli kupić dom, o jakim marzyli. O swoim bezpiecznym azylu. Dałem im czas, aby się zaaklimatyzowali, po czym od razu zadzwoniłem, czy możemy wpaść na małą parapetówkę, by przedstawić im swoją przepiękną kobietę.

Odwrócił twarz w moją stronę. Zarumieniłam się po cebulki włosów.

– Nie przesadzaj, nie jestem piękna, a już na pewno nie przepiękna.

Pokręciłam głową, czując, jak serce przyspiesza rytm.

– Dla mnie jesteś zawsze naj, pamiętaj o tym – odpowiedział.

Stanęliśmy przy domku, na oko jednopiętrowym, z poddaszem, który miał białą elewację i brązowy dach. Framugi okien były w kolorze orzecha, a w nich, ku mojemu zdziwieniu, nie rolety, a białe firanki. To dosyć niecodzienny widok, gdy wszystkich otoczyła moda na rolety dzień–noc. Podeszliśmy do drzwi i zadzwoniliśmy. Nie minęła minuta, a ujrzeliśmy piękną blondynkę, która uśmiechała się szeroko. Różowe usta dopełniały starannie wykonany makijaż.

– Tomek! – pisnęła i rzuciła się w ramiona mojego chłopaka. Nieznacznie się odsunęłam. Poczułam zazdrość, widząc, jak czule się obejmują. Westchnęłam bardzo cicho.

– Cześć, Karo, nic się nie zmieniłaś na tej emigracji – zaśmiał się i ucałował ją w policzek. Rumieńce wystąpiły im na policzkach. Chyba zbyt długo się sobie przyglądali, a ja z kolei im.

– Ty też nie, no może trochę przybrałeś na wadze i zrobiłeś się bardziej przystojny – zachichotała i spojrzała na mnie z ukosa. – O kurczę, przepraszam! Karolina jestem.

Wyciągnęła do mnie dłoń. Popatrzyłam na nią i uścisnęłam rękę.

– Hej, jestem Hanna, a wołają na mnie Hania, Hana, Hanka.

– A czy my się przypadkiem nie znamy?

Zmrużyła oczy, lustrując mnie dokładnie.

– Nie, nie przypominam sobie – bąknęłam. Ja również odniosłam wrażenie, że skądś znam tę twarz…

– Boże, jestem kompletną idiotką, tak w progu się witać! Zapraszam was do środka!

Stanęła za nami i delikatnie nas popchnęła ku
wejściu.

Weszliśmy do korytarza, w którym od razu, jak na komendę, oboje zdjęliśmy buty.

– Zapraszam, zapraszam do salonu! Mój brat, jak zwykle gapa, na sam koniec poszedł jeszcze się odświeżyć, kończył jakieś drobne rzeczy, które zostały po remoncie.

– Piękny dom – przyznałam i rozglądałam się po pomieszczeniach.

Kolory ścian były ciepłe i miały przyjemne tony. Delikatne liliowe odcienie, brzoskwiniowe, beżowe… Od razu robiło się przytulniej. Poprowadzono nas do salonu, w którym w samym centrum stał stół z możliwością rozłożenia, a obok wypoczynek w kształcie litery U. W szarym kolorze, z białymi poduszkami.

– Przytulnie tutaj… – szepnęłam.

– O tak, starałam się włożyć w ten dom całe serce razem z bratem. Potrzebujemy stabilizacji, miejsca, które będzie już na zawsze nasze. – Kiwnęłam głową na znak, że dobrze rozumiem. – Pasjonujesz się aranżacją wnętrz?

– Tak fachowo to nie, ale sama lubię wkładać duszę w remont mieszkania, by czuć się w tych ścianach naprawdę komfortowo – wyznałam, na co posłała mi uśmiech.

– Coś do picia? Kawa, herbata, drink?

Spojrzała błyszczącymi oczami na mojego mężczyznę.

Co jest nie tak? – pomyślałam i usłyszałam, jak ktoś schodzi po schodach.

– Jaśnie pan już po kąpieli? – zapytała drwiącym głosem dziewczyna. – Goście już są, dobrze, że roznegliżowany nie chodzisz – zaśmiała się głośno.

– W sumie to mam ochotę na drinka, a ty, kochanie?

Spojrzał na mnie czule, z uśmiechem na twarzy. Był rozluźniony, widziałam to po nim.

– W sumie to może być na początek po prostu szklanka soku.

– A ja chętnie napiję się czegoś mocniejszego, poczekasz tutaj na mnie? Znając tych dwoje, mają bogaty barek i chcę widzieć proporcje mojego drinka – zaśmiał się i mrugnął do mnie.

– Jasne, poczekam.

Wstałam i rozejrzałam się raz jeszcze po wnętrzu, gdy znów poczułam dziwny skurcz w żołądku.

– Siema, bracie, kupę lat, jak dobrze cię widzieć. – Tomek odezwał się i usłyszałam klepanie po plecach.

– Nic się nie zmieniłeś, nic, a nic. A ty, Karo, już go ciągniesz do kuchni? – Zmarszczyłam brwi. – Zrób mi to, co zawsze.

– W salonie czeka moja Hania, już wam sobie przedstawię…

– Nie, spokojnie, dam sobie radę, przecież nie jestem dzieckiem. I obiecuję, nie będę podrywał twojej kobiety – obiecał.

– No ja myślę…

Znałam ten głos… Tylko skąd?

– Witam w moim domu.

Usłyszałam zza pleców, a serce przyspieszyło swój rytm. Poczułam gulę w gardle. Odwróciłam się i na wysokości moich oczu widziałam tylko dopasowaną białą koszulkę. Zadarłam głowę do góry i zamarłam. Przeszły mnie dreszcze. Od razu spuściłam wzrok.

To niemożliwe.

Mam zwidy.

– Hania? – powiedział cicho, a moje serce fiknęło koziołka. – Hania, to ty… – szeptał, po czym dotknął mojego ramienia, wiedziałam, jakie słowa usłyszę. – Spójrz na mnie – dopowiedział, a ja tak bardzo nie chciałam w to uwierzyć. Zaczęłam zapadać się w sobie, w swoich wspomnieniach…Eminem Not Afraid

ROZDZIAŁ 1

– To nie jest dobry pomysł, Kamila – stwierdziłam, czując narastający stres.

– A możesz chociaż raz wyluzować i zrobić coś szalonego? Zobacz, ja cały czas to robię i nic mi nie jest – mruknęła.

– Wiesz dobrze, że to nie w moim stylu… – Westchnęłam cicho.

Nie byłam gotowa na żadne ognisko. Najchętniej zaszyłabym się w domu, z kubkiem kawy, okryta kocem, pochłaniająca problemy bohaterów obecnie czytanej książki. Taka byłam. Cicha i nieśmiała introwertyczka. Z Kamilą chodziłyśmy razem do podstawówki, połączyła nas nie przyjaźń, a po prostu zwykła znajomość. Zawsze wywierała na mnie presję, spisywała zadania, był czas, że je za nią robiłam. Po śmierci jej obojga rodziców w wypadku samochodowym opiekę przejęła jej babcia, a wtedy cały poukładany świat się zawalił. Pojawiły się imprezy, alkohol, używki już w tak młodym wieku…

– Słuchasz mnie?

– Przepraszam. – Ocknęłam się. – Ja nie jestem do końca przekonana, że tam będą ludzie, z którymi będę mogła porozmawiać…

– Nie bądź cnotką, Hanka, ubieraj się, ogarnij makijaż i spadamy. Powiesz starym, że wrócisz późną nocą.

Skrzywiłam się. Patrzyłam, jak dziewczyna wyciąga z mojej szafy dżinsową spódniczkę, czarny top i z krzesła zabiera czarną ramoneskę. Wystawiła rękę z ciuchami w moją stronę. Pokręciłam nieznacznie głową, zabrałam je i skierowałam się do łazienki. Szybko się przebrałam i spojrzałam w lustro. Oczy wielkie niczym u sarny, ciemnobrązowe. Rozczesałam proste jak struny, również brązowe włosy, usta pomalowałam matową beżową pomadką. Na rzęsach miałam już naniesiony tusz, stwierdziłam, że więcej nic nie będę robić. Moja nieco ciemniejsza karnacja była bez skazy, bez żadnego pryszcza, więc nie używałam pudrów ani fluidów. Skorzystałam jeszcze z toalety i wyszłam do znajomej.

– W końcu. Spadamy?

– Jasne. Wezmę jeszcze telefon, chusteczki i klucze – powiedziałam, po czym zapięłam na biodrze małą nerkę, w której zmieściłam wszystko, czego potrzebowałam.

Nie minęło pięć minut, a nie żegnając się z rodzicami, krzyknęłam w pustą przestrzeń, że wychodzę. Skierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego, z którego wedle rozkładu za kilka minut miał nadjechać pojazd. Jechałyśmy na sam koniec trasy, w stronę zajezdni, skąd dzieliło nas dziesięć minut piechotą w stronę starego osiedla, opuszczonego, o które nikt nie dbał przez wiele lat. Nie lubiłam przebywać w takich miejscach, ale będąc przyzwoitką Kamy, chcąc nie chcąc, towarzyszyłam jej. Mogłam chociaż na moment się oderwać od tej dusznej, domowej atmosfery.

– Siemano, towarzystwo! – krzyknęła i rzuciła się w stronę chłopaków.

Oprócz grona kilku młodych mężczyzn była tylko jedna dziewczyna i my. Świetnie.

– Laska, dobrze cię widzieć! Wzięłaś ze sobą towar? O, i przyzwoitkę z ochroną w jednym przyprowadziłaś, nie nakabluje nas na psy? – zapytał jeden z nich, ogolony na łyso. Łypał na mnie spod zmrużonych powiek.

– Luuuz, będzie grzeczna niczym aniołek – zaśmiała się głośno.

Ja tylko westchnęłam. Nie skomentowałam nawet tego tekstu.

– Siemka – powiedziałam głośniej i nie usłyszałam, by ktokolwiek mi odpowiedział.

Towarzystwo umilkło, przeniosło się do pomieszczenia i tam nasilił się gwar. Usiadłam przy rozpalonym ognisku, sięgnęłam po piwo owocowe w puszce. Otworzyłam je i upiłam łyk. Było gorzkie, mimo że owocowe – gorzkie jak życie…

– Co tu tak pusto? Uciekli? – zapytał mnie zdyszany męski głos. Wzruszyłam ramionami.

– Idź tam. – Podniosłam dłoń i wskazałam mu stronę, w którą poszła grupa. – Tylko szybko, póki towar się jeszcze nie rozszedł, chyba.

Nie podniosłam nawet wzroku. Patrzyłam w ogień, jakby to było najciekawsze zajęcie.

– A ty nie idziesz? – zapytał i usiadł obok.

– Nie, nie mam ochoty wtapiać się w bagno, z którego będzie trudno wyjść.

– Ułożona, grzeczna dziewczynka, co ty tutaj w takim razie robisz?

– Sama się dziwię, że przyszłam tu z Kamą – parsknęłam. Upiłam kolejny łyk. – Czasami jednak wolę takie towarzystwo niż moich rodziców. – Milczał, więc podjęłam temat. – Zatracili się w swoich robotach, ja jestem jak powietrze. Tutaj przynajmniej mnie widzą, pośmieją się, że jestem grzeczna, ułożona – mówiłam z coraz większą złością i żalem. – Zastanawiam się, czy ja za kilka lat stanę się taka jak oni. Bez uczuć. Jakichkolwiek. Nie będę zauważać najbliższych i skupię się tylko na karierze.

– Ej, wyluzuj. Nie warto o takich rzeczach teraz myśleć. Zapomnij na chwilę.

Otworzył piwo i sam upił spory łyk.

– Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. – Wciąż zrzędziłam.

– Spójrz na mnie. – Po czym dotknął dłonią mojej ręki. Zdrętwiałam. Obcy dotyk był dla mnie paraliżujący. Niemniej jednak w mig poczułam ciepło, jakie rozchodziło się z jego skóry. Pokręciłam głową. – Spójrz. Na. Mnie. – Akcentował każde słowo powoli.

Uniosłam głowę i zerknęłam na niego. Zobaczyłam ciemne, błyszczące oczy. Pociągłą twarz, bez śladu zarostu. Zmierzwione włosy dodawały uroku. Moje serce zabiło szybciej. Zamrugałam i przygryzłam wargę.

– A teraz słuchaj, co do ciebie mówię. Nie warto myśleć o starszych, to ty decydujesz, jak będzie wyglądało twoje życie. To ty zdecydujesz, czy będziesz kochać aż po grób, czy uczucia nie będą się liczyć, a materialność, kariera, władza. To twoja decyzja i twój wybór – dodał, po czym usłyszeliśmy krzyk z oddali.

– Te, Poeta, jesteś w końcu! – Odwróciliśmy głowy w kierunku głosu. Porwałam dłoń, ucinając kontakt cielesny. Napiłam się kilku większych łyków alkoholu. – Spóźniłeś się – dodał głos.

Po chwili z budynku wyszli dziarskim krokiem wszyscy, którzy poszli za Kamilą. Na samym końcu ujrzałam również ją w objęciach jakiegoś chłopaka, wyższego od niej o co najmniej dwie głowy. Westchnęłam w duchu i już się nie odezwałam.

– Przeżyję, zostawiłem coś na ognisko, macie patyki?

– Jasne, stary, dupsko ratujesz. Prowiant my wzięli, tylko procentowy – zarechotał.

Po krótkiej chwili organizacyjnej wszyscy zasiedli przy ognisku. Włączyli rap, przodował Eminem. Stare, dobre kawałki. Niektórzy próbowali go naśladować. Palili, pili, przeklinali – takie właśnie było środowisko, jak zwykle nie dla mnie. Po dwóch puszkach piwa oddaliłam się, by załatwić palącą potrzebę, niestety mój pęcherz, jak zwykle poza domem, najczęściej się uaktywniał.

Gdy już mi ulżyło, postanowiłam ruszyć nad staw, który znajdował się nieopodal. Nie było w nim nic urzekającego. Jednak księżyc mocno świecił, gwiazd na niebie było sporo – co za różnica, czy siedziałam tam z nimi w tym dymie i huku, czy tutaj, odosobniona i nieco spokojniejsza.

Znalazłam blisko wody miejsce, które było suche, i usiadłam na rozłożonej kurtce. Podparłam się rękami za plecami i odchylając się, zapatrzyłam się w niebo. Uspokoiłam oddech, serce i poczułam dreszcz, przypominając sobie przeszywające spojrzenie tamtego faceta. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka.

– Znowu samotna, w odosobnieniu od grupy? Chyba faktycznie lubisz być sama i nie nadajesz się na takie spędy – stwierdził głos.

– A ty co, łazisz za mną? Niańki nie potrzebuję, dam sobie radę – ucięłam. A już miałam mieć chwilę spokoju…

– Nie jestem do końca pewny, że nic ci nie grozi – szepnął mi do ucha. Odwróciłam głowę i ujrzałam go kucającego za mną. Jego śmiałe dłonie przejechały po moim kręgosłupie, aż w końcu oplotły mnie w pasie. Poczułam, jak upadł na kolana. Jego chmielny oddech dotarł do moich nozdrzy. – Jesteś sama w zaroślach, bez jakiejkolwiek linii obrony. Tylu chłopa niedaleko, każdy może podejść i zrobić krzywdę niewinnej panience, zawsze to tylko zabawa… – szeptał. Moje serce przyspieszyło rytm, a dreszcze nasilały się. Zaczęłam drżeć.

– Zostaw mnie. Idź do grupy i baw się dobrze – powiedziałam cicho. Wcześniejsza odwaga opuściła mnie.

– Wolę dzisiaj z tobą spędzić wieczór. Co będę owijał w bawełnę, spodobałaś mi się – przyznał.

– Daruj sobie.

– Nie wierzysz? Chcesz poczuć?

– Odczep się ode mnie! – Chciałam wyszarpać się z jego uścisku.

Nie wiedząc, jak ani kiedy, zostałam przyparta do ziemi. Blokując mnie za nadgarstki, spojrzał na mnie oczami wilka. Głodnego wilka. Naćpał się?

– Nie żartuję – dodał tylko, a następnie zwilżył wargi, patrząc na moje, i pocałował mnie.

Zbaraniałam. Nie odwzajemniłam pocałunku, bo byłam w szoku. Pocałunek? Pierwszy, prawdziwy pocałunek, a nie jakiś tam buziak od kolegi z liceum. Musiałam lekko uchylić usta ze zdziwienia, gdyż jego język wdarł się do moich. Jęknęłam cicho, czując delikatne mrowienie w dole brzucha. Przymknęłam powieki i…

Odwzajemniłam pocałunek. Najpierw jeden, niezdarny.

Następnie kolejny, wciąż niewinny, skromny…

Aż w końcu przerodził się w gwałtowny, namiętny, z siłą rażenia niczym tornado, które właśnie rozszalało się w moim brzuchu. Usłyszałam jego jęk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że i on patrzył na mnie zdziwiony. Odskoczył ode mnie jak oparzony.

– Nie, ty jesteś zbyt grzeczna jak dla mnie. Spadam, nara.

Po czym uciekł w stronę ogniska, gdzie nadal naśladowali popularnego artystę. A ja leżałam wciąż na trawie, będąc w szoku, z nabrzmiałymi ustami, które delikatnie piekły. Z tornadem w brzuchu, mrowieniem między nogami.

– Co to właściwie było? – zapytałam samej siebie, patrząc w rozgwieżdżone niebo.

Po dłuższym czasie, kiedy moje ciało zdrętwiało, wstałam, otrzepałam się z trawy i ruszyłam w stronę przystanku, przechodząc obok grupy. Rzuciłam krótkie „nara” i zostawiając ich nieco osłupiałych, poczekałam na nocny autobus i wróciłam do domu. Od razu rzuciłam się na łóżko.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij