Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Spowiedź polskiego kata - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 stycznia 2020
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Spowiedź polskiego kata - ebook

– Czy swoje białe rękawiczki, w których pan zabijał, wrzucił pan do trumny na piersi ofiary?
– Tak – pada potwierdzenie. – To niepisana tradycja...
Kto by pomyślał, że kat do egzekucji zakłada białe rękawiczki? A jednak rytuały tego typu mają dać ułudę pomagającą uporać się z emocjami – oczywiście symboliczną, zakopywaną w trumnie wraz ze zwłokami. Wspomnień tego typu nie da się jednak zupełnie pogrzebać i podobnie jak autor, i czytelnik poznający kata stale się z tą prawdą konfrontuje.
Tło książki Jerzego Andrzejczaka stanowi stosunek każdego z nas do kary śmierci. Poznajemy w niej bowiem nie tylko kata, ale też skazanych oczekujących na kostuchę. Książka wymusza przez to zadawanie sobie wielu pytań i bezpośrednio konfrontuje czytelnika z własnym stosunkiem do zabijania, robi to jednak w sposób uczciwy, acz atypowy. Niejako jak w sądzie, pozwala wysłuchać obu „stron” – kogoś, jak się zdaje beznamiętnie i na zimno odbierającego życie oraz wielu sprawców zabójstw, którzy stracili panowanie nad sobą i rzeczywiście żałują swoich czynów. Czy można ich ze sobą porównywać? Czy uzasadnione zabijanie jest mniej amoralne niż przypadkowe, nieplanowane? Czy większość ma prawo decydować o życiu jednostki? Czy zabijając zabójców nie dajemy mimowolnie przyzwolenia na zabijanie, nie uczymy go młodego pokolenia?

Spis treści

PRZEDMOWA...........................................................................................7
OD AUTORA............................................................................................12
Rozdział I
CZY KAT MA SERCE?...........................................................................15
Rozdział II
ŚMIERĆ ZA ŚMIERĆ .............................................................................34
Rozdział III
ZABIJANIE PO POLSKU........................................................................68
Rozdział IV
ZAPACH PALONEGO CIAŁA ............................................................. 109
Rozdział V
DO STU KATÓW... ................................................................................ 149
Rozdział VI
WYNAJĘTA RĘKA SPRAWIEDLIWOŚCI......................................... 171
Rozdział VII
PROSZĘ O KARĘ ŚMIERCI ................................................................ 196
Rozdział VIII
KAT U KONFESJONAŁU..................................................................... 229
Bibliografia ...................................................................................................261

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-957574-0-2
Rozmiar pliku: 999 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRZEDMOWA

(Ja­nusz Ma­ciej Ja­strzęb­ski)

Pierw­szy na­stał wiek zło­ty. Bez sądu, usta­wy

Dbać o cno­tę i słusz­ność człek sam był ła­ska­wy.

Lęk przed karą był obcy, nie­zna­na ta­bli­ca

Z groź­nym pra­wem, nie­zna­ne były sę­dziów lica:

Bez sę­dziów lu­dzie kor­ni w bez­pie­czeń­stwie żyli.

Pi­sał Owi­diusz w „Me­ta­mor­fo­zach”1

Czy istot­nie tak było, czy ten zło­ty wiek po­wstał tyl­ko w wy­obraź­ni po­ety? Tego nie wie­my. Jest na­to­miast pew­ne, że gdy czło­wiek za­czął wcho­dzić w sto­sun­ki ro­dzin­ne, mu­siał mieć okre­ślo­ne pra­wa i obo­wiąz­ki, po­dob­nie jak każ­dy czło­nek ta­kiej wspól­no­ty. Wte­dy też po­ja­wi­ły się sank­cje za nie­prze­strze­ga­nie przy­ję­tych za­sad, a wśród nich ta, któ­ra rów­na­ła się ka­rze śmier­ci. Było nią wy­klu­cze­nie ze wspól­no­ty tego, kto na­ru­szył po­rzą­dek obo­wią­zu­ją­cy w ro­dzie. Na tym eta­pie roz­wo­ju czło­wiek nie miał jesz­cze świa­do­mo­ści swe­go ist­nie­nia jako od­ręb­na jed­nost­ka. Był ele­men­tem gru­py, żył i gi­nął ra­zem z nią.

Gdy roz­pa­dła się wspól­no­ta ple­mien­na, w któ­rej ka­ra­nie za na­ru­sze­nie obo­wią­zu­ją­cych norm od­by­wa­ło się we­wnątrz wspól­no­ty oraz jej si­ła­mi, a za­czę­ły kształ­to­wać się or­ga­ni­zmy pań­stwo­we, ra­zem z nimi za­czę­to wy­od­ręb­niać tak­że prze­stęp­stwa skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko tym or­ga­ni­zmom.

Kara śmier­ci mia­ła jesz­cze wte­dy cha­rak­ter sa­kral­ny, cho­dzi­ło bo­wiem o prze­bła­ga­nie bó­stwa po­przez zło­że­nie mu ofia­ry z prze­stęp­cy.

Kara ta nie za­wsze była fa­kul­ta­tyw­na, nie­rzad­ko mia­ła cha­rak­ter ob­li­ga­to­ryj­ny. Przy­kła­do­wo Sta­ry Te­sta­ment nie tyl­ko za­ka­zy­wał sto­so­wa­nia wo­bec spraw­ców roz­myśl­nych za­bójstw kar in­nych niż kara śmie­ci, ale na­rzu­cał wręcz taki obo­wią­zek na spo­łecz­ność, z któ­rej wy­wo­dził się za­bój­ca: Nie bę­dzie­cie bez­cze­ści­li kra­ju, w któ­rym miesz­ka­cie. Krew bez­cze­ści zie­mię i nie ma in­ne­go za­dość­uczy­nie­nia za krew prze­la­ną, jak tyl­ko tego, któ­ry ją prze­lał (Sta­ry Te­sta­ment, Księ­ga Liczb)2.

Z bie­giem cza­su za­czę­to ogra­ni­czać krąg osób mo­gą­cych ko­rzy­stać z pra­wa ze­msty na spraw­cy i na jego krew­nych, a tak­że za­wę­żo­no pra­wo do od­we­tu je­dy­nie na oso­bie zbrod­nia­rza.

Wraz z for­ma­li­zo­wa­niem norm obo­wią­zu­ją­cych w da­nej spo­łecz­no­ści po­ja­wi­ła się in­sty­tu­cja kata jako przed­sta­wi­cie­la pań­stwa, któ­ry w jego imie­niu wy­mie­rzał „od­pła­tę” spraw­cy za wy­rzą­dza­ne zło, od­bie­ra­jąc mu ży­cie lub sto­su­jąc tzw. kary mu­ty­la­cyj­ne, czy­li oka­le­cze­nia (np. od­ci­na­nie koń­czyn, ję­zy­ka, ośle­pie­nie, ka­stra­cję). Mo­gły one być sto­so­wa­ne sa­mo­ist­nie lub ra­zem z karą śmier­ci, któ­ra – wraz z karą mu­ty­la­cyj­ną –na­le­ża­ła do gru­py na­zy­wa­nej „ka­ra­mi krwi” i le­ża­ła w ge­stii ka­tow­skich funk­cji.

Książ­ka Je­rze­go An­drzej­cza­ka „Spo­wiedź pol­skie­go kata” wy­cho­dzi poza ty­tu­ło­we ramy roz­mo­wy z ostat­nim ka­tem w Pol­sce, któ­ry za­koń­czył swo­ją dzia­łal­ność w 1988 roku, kie­dy to wy­ko­ny­wa­nie kary śmier­ci zo­sta­ło za­wie­szo­ne.

Po raz ostat­ni kat po­wie­sił ska­za­ne­go 21 kwiet­nia 1988 r. Na­to­miast 7 grud­nia 1989 Sejm PRL ogło­sił amne­stię, któ­ra ska­za­nym na karę śmier­ci za­mie­nia­ła wy­ro­ki na 25 lat po­zba­wie­nia wol­no­ści. Osta­tecz­ne wy­eli­mi­no­wa­nie kary śmier­ci z pol­skie­go pra­wa na­stą­pi­ło 27 sierp­nia 2013 r., kie­dy pre­zy­dent pod­pi­sał usta­wę o ra­ty­fi­ka­cji prze­pi­sów zno­szą­cych karę śmier­ci we wszyst­kich oko­licz­no­ściach.

Au­tor, w cza­sie roz­mów z ka­tem, sta­rał się na­kło­nić go do szcze­rych wy­znań. Pró­bo­wał wnik­nąć w głąb jego du­szy, aby do­wie­dzieć się nie tyl­ko tego, jak wy­ko­ny­wał on swo­ją pra­cę, na czym ona po­le­ga­ła i ja­kie to­wa­rzy­szy­ły jej oko­licz­no­ści, ale tak­że po­znać jego wła­sne od­czu­cia, prze­ży­cia, re­ak­cje i spo­so­by od­re­ago­wy­wa­nia emo­cji to­wa­rzy­szą­cych czyn­no­ściom po­zba­wie­nia ska­zań­ców ży­cia. Ro­dzi­ły się w związ­ku z tym licz­ne py­ta­nia: Czy kat miał wy­rzu­ty su­mie­nia? Czy czuł wstręt do sie­bie sa­me­go? Czy miał chwi­le, w któ­rych chciał zre­zy­gno­wać z tego za­ję­cia? Jak ukła­da­ło się jego ży­cie ro­dzin­ne? Kto wie­dział o jego za­ję­ciu? Ja­kie były re­la­cje mię­dzy nim a ska­za­ny­mi? Jak za­cho­wy­wa­li się ska­zań­cy w ostat­nich chwi­lach swe­go ży­cia?

Je­rzy An­drzej­czak w swo­jej książ­ce nie pre­zen­tu­je czy­tel­ni­ko­wi tyl­ko jed­nej stro­ny me­da­lu, czy­li punk­tu wi­dze­nia kata. Przed­sta­wia tak­że wy­po­wie­dzi ska­za­nych na karę śmier­ci. W 1994 r. prze­pro­wa­dził oso­bi­ście roz­mo­wy ze wszyst­ki­mi pol­ski­mi za­bój­ca­mi, któ­rym Usta­wa Amne­styj­na z 1989 r. za­mie­ni­ła orze­czo­ne już kary śmier­ci na 25 lat po­zba­wie­nia wol­no­ści. Wy­słu­chał ich re­la­cji o prze­ży­ciach, ja­kie to­wa­rzy­szy­ły im w ocze­ki­wa­niu na wy­ko­na­nie wy­ro­ku, i za­mie­ścił je w swo­jej książ­ce.

Fran­cu­ski ad­wo­kat Phi­lip­pe Le­ma­ire, je­den z naj­bar­dziej zna­nych we Fran­cji prze­ciw­ni­ków kary śmier­ci, uczest­ni­czył wie­lo­krot­nie w ostat­niej dro­dze swo­ich „klien­tów”. W jed­nej ze swo­ich wy­po­wie­dzi stwier­dził, że kaci nie byli nor­mal­ny­mi ludź­mi. Każ­dy z nich miał ja­kieś psy­chicz­ne od­chy­le­nie, byli to za­zwy­czaj za­kom­plek­sie­ni, nie­śmia­li, nie­szczę­śli­wi męż­czyź­ni.

Kil­ka lat temu, prze­glą­da­jąc przed­wo­jen­ną pra­sę war­szaw­ską, na­tra­fi­łem na taką in­for­ma­cję w „Ku­rie­rze Czer­wo­nym” z dnia 12 stycz­nia 1925 roku: Kto wło­ży czer­wo­ne rę­ka­wicz­ki pod szu­bie­ni­cę? Kan­dy­dat na kata zło­żył po­da­nie do Kan­ce­la­rii Sej­mu.

Pod tym anon­sem zo­sta­ła za­cy­to­wa­na do­słow­nie treść tego po­da­nia: Z dzien­ni­ka „Rzecz­po­spo­li­tej” do­wie­dzia­łem się, że w pań­stwie pol­skim brak jest wy­ko­naw­cy wy­ro­ków śmier­ci, tj. kata. Prze­to funk­cje za ta­ko­we­go wy­ko­ny­wać musi woj­sko, cze­mu to ostat­nio sprze­ci­wił się mi­ni­ster spraw woj­sko­wych (…)

Wo­bec tego ja (imię i na­zwi­sko), były uczeń, a na­stęp­nie eg­za­mi­no­wa­ny po­moc­nik (za­stęp­ca) wy­ko­naw­cy (kata) zło­ży­łem na ręce pana mi­ni­stra spra­wie­dli­wo­ści w War­sza­wie po­da­nie z oka­za­niem chę­ci i zgo­dy na ob­ję­cie wspo­mnia­nej funk­cji w pań­stwie pol­skim.

Po­da­nie ni­niej­sze ośmie­lam się przed­ło­żyć z proś­bą o ła­ska­we po­sta­wie­nie Wy­so­kie­mu Sej­mo­wi wnio­sku o wy­co­fa­nie woj­ska z wy­ko­ny­wa­nia wy­ro­ków śmier­ci na oso­bach cy­wil­nych i od­da­nie wy­ko­ny­wa­nia ta­ko­wych na tych­że oso­bach za­przy­się­żo­ne­mu, eg­za­mi­no­wa­ne­mu i spe­cjal­ne­mu do tego ka­to­wi, któ­ry wy­ko­na eg­ze­ku­cję przez po­wie­sze­nie.

Nad­mie­niam, że w ra­zie przy­ję­cia mo­je­go po­da­nia zło­żę przy­się­gę, od­dam swe do­ku­men­ty oso­bi­ste, stwier­dza­ją­ce moją toż­sa­mość i przy­na­leż­ność oraz do­ko­nam ewen­tu­al­nej pró­by mego, tak ulu­bio­ne­go za­wo­du.

Za­zna­czam, iż ja, jako taki, wzy­wa­ny je­stem przez Mi­ni­ster­stwo Spra­wie­dli­wo­ści do Re­pu­bli­ki Au­striac­kiej, jed­nak wo­lał­bym zo­stać w Pol­sce i tej­że słu­żyć.

Pod­pis i data – 4.I.1925 r.

W za­łącz­ni­ku wa­run­ki na za­sa­dzie, któ­rych zga­dzam się przy­jąć i chęt­nie wy­ko­ny­wać funk­cje wy­ko­naw­cze wy­ro­ków śmier­ci w roli kata Rze­czy­po­spo­li­tej:

1) na­zwi­sko i imię moje win­no być zna­ne je­dy­nie panu mi­ni­stro­wi spra­wie­dli­wo­ści,

2) upo­sa­że­nie mie­sięcz­ne win­no rów­nać się mie­sięcz­nej pen­sji urzęd­ni­ka 5-tej ka­te­go­rii,

3) bi­let wol­nej jaz­dy kla­sy II do miej­sca eg­ze­ku­cji,

4) udzie­le­nie po­li­cyj­nej asy­sty przy wy­ko­ny­wa­niu wy­ro­ków śmier­ci.

Od wie­lu lat trwa na świe­cie ba­ta­lia o znie­sie­nie kary śmier­ci. Jej prze­ciw­ni­cy pod­no­szą mię­dzy in­ny­mi ar­gu­ment, że nie jest ona sku­tecz­nym środ­kiem od­wo­dzą­cym in­nych od po­peł­nia­nia zbrod­ni. Po­pie­ra­ją go od stu­le­ci przy­kła­dem, że gdy na sza­fo­cie kat po­zba­wiał ska­za­ne­go ży­cia, w żąd­nym tej krwa­wej roz­ryw­ki tłu­mie ga­piów ota­cza­ją­cych miej­sce kaź­ni krą­ży­li zło­dzie­je, po­zba­wia­jąc wi­dzów sa­kie­wek, cho­ciaż za to rów­nież gro­zi­ła im kara śmier­ci.

In­te­re­su­ją­cym przy­czyn­kiem do tego pro­ble­mu mogą być dane, któ­re po­da­je Je­rzy An­drzej­czak. Otóż po cza­so­wym za­wie­sze­niu wy­ko­ny­wa­nia w Pol­sce kary śmier­ci na po­cząt­ku lat dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku zna­czą­co wzro­sła licz­ba za­bójstw.

Ar­gu­men­tem naj­czę­ściej ostat­nio wy­ko­rzy­sty­wa­nym i naj­moc­niej prze­ma­wia­ją­cym za znie­sie­niem kary śmier­ci jest jej nie­od­wra­cal­ność. Z róż­nych stron świa­ta wciąż pły­ną in­for­ma­cje o są­do­wych po­mył­kach, kie­dy to na­gle oka­zu­je się, że na karę po­zba­wie­nia ży­cia zo­sta­li nie­słusz­nie ska­za­ni nie­win­ni lu­dzie. Nie­któ­rym z nich uda­je się osta­tecz­nie oca­lić ży­cie, nie­kie­dy po dwu­dzie­sto­pa­ro­let­nim ocze­ki­wa­niu na wy­ko­na­nie kary. Praw­da o nie­win­no­ści in­nych wy­cho­dzi na jaw do­pie­ro po ich śmier­ci lub ni­g­dy nie zo­sta­je ujaw­nio­na.

Ni­niej­szą książ­kę po­le­cam nie tyl­ko ama­to­rom hi­sto­rii i czy­tel­ni­kom po­szu­ku­ją­cym moc­nych wra­żeń, ale tak­że zwo­len­ni­kom kary śmier­ci i jej prze­ciw­ni­kom. Obie stro­ny tego za­ży­łe­go dys­kur­su znaj­dą w „Spo­wie­dzi pol­skie­go kata” od­po­wie­dzi na nur­tu­ją­ce ich py­ta­nia i wąt­pli­wo­ści.

Ja­nusz Ma­ciej Ja­strzęb­ski

Au­tor: „Be­stie. Zbrod­nie i kary”

------------------------------------------------------------------------

1 „Owi­diusz”, prze­kład Jan Sę­kow­ski, LSW, 1986 r.

2 „Księ­ga Liczb” – Bi­blia Ty­siąc­le­cia, Wy­daw­nic­two Pal­lot­ti­num, 1980 r.OD AUTORA

Od tej roz­mo­wy mi­nę­ło pra­wie 25 lat. Pa­mię­tam, jak­by to zda­rzy­ło się wczo­raj. Była po­ło­wa paź­dzier­ni­ka 1993 r. Kat nie po­ja­wił się na ko­lej­nym umó­wio­nym spo­tka­niu. To nie był z jego stro­ny pierw­szy taki przy­pa­dek, kie­dy nie do­trzy­mał da­ne­go sło­wa. Był to ko­lej­ny do­wód jego wsty­du. Ro­zu­mia­łem go, bo kie­dyś ubo­le­wał, że jego uczyn­ki będą się za nim cią­gnąć przez dzie­siąt­ki lat. Nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że za­pew­ne wpadł w ko­lej­ną głę­bo­ką de­pre­sję. Przy­po­mnia­łem so­bie, jak kil­ka razy po­wta­rzał, że chciał­by dla sie­bie dłu­gą „por­cję spo­ko­ju”, żeby wy­ci­szyć swo­ją krwa­wą prze­szłość.

– Nie da się w skró­cie opo­wie­dzieć o so­bie wszyst­kie­go – prze­ko­ny­wał mnie kat w jed­nej z ostat­nich roz­mów, a oczy miał su­che i zim­ne. – Już nie chcę do koń­ca oskal­po­wać ca­łe­go mo­je­go ży­cia.

Chy­ba w koń­cu zdał so­bie spra­wę z od­po­wie­dzial­no­ści i z tego, że jego prze­szłość jest za­pi­sa­na w piw­ni­cach, w do­ku­men­tach Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych. Do­ku­men­ty te kie­dyś zo­sta­ną ujaw­nio­ne – naj­wcze­śniej w 2038 roku, 50 lat po jego ostat­niej eg­ze­ku­cji, któ­ra od­by­ła się w 1988 r. Czyż­by uświa­do­mił so­bie, że to, co było waż­ne w jego ży­ciu, zro­zu­miał za póź­no? Czy w koń­cu do­tar­ło do nie­go, że to, co zro­bił w peł­nej świa­do­mo­ści, bę­dzie trwa­ło przez na­stęp­ne wie­ki? Dra­mat ostat­nie­go pol­skie­go kata? Nie wie­rzy­łem w jego skru­chę. Trud­no mi było uwie­rzyć w jego szcze­ry żal. Ja­wił mi się jako czło­wiek o dwóch twa­rzach, kil­ku su­mie­niach, zmie­nia­ją­cych się po­glą­dach itd.

– Każ­de ży­cie moż­na na­pra­wić – mó­wił kie­dyś pół­gęb­kiem, bę­dąc pod wpły­wem al­ko­ho­lu. Zu­peł­nie, jak­by zro­zu­miał, że…

CHCIAŁ­BY ZRO­BIĆ KROK W GŁĄB SIE­BIE

… i za­cząć otwie­rać swo­je bo­le­sne rany. – Naj­wię­cej o mnie wie­dzą ścia­ny celi śmier­ci…

Wte­dy pró­bo­wa­łem go zro­zu­mieć, ale nie mia­łem do nie­go za­ufa­nia. Bra­ko­wa­ło mi do­wo­dów. Ob­ser­wo­wa­łem ra­czej jego uciecz­kę. Przed sobą? Przed od­po­wie­dzial­no­ścią? Przed oce­ną hi­sto­rii? Przed ujaw­nie­niem jego ta­jem­ni­cy ro­dzi­nie?

Czło­wiek-kat utra­cił wia­rę we wła­sne ży­cie, a schro­nie­nie zna­lazł w al­ko­ho­lu. Na­łóg za­pew­niał mu po­zo­ry spo­ko­ju. Jak każ­dy al­ko­ho­lik po­ko­ny­wał swo­je ko­lej­ne dna. Pod­czas mi­tin­gów Ano­ni­mo­wych Al­ko­ho­li­ków pró­bo­wał zro­zu­mieć, że prze­stał kie­ro­wać swo­im ży­ciem. Z dwu­na­stu kro­ków AA nie zro­bił ani jed­ne­go. Nie wie­rzył, że może się oczy­ścić i żyć w zgo­dzie ze sobą… Po ludz­ku go ro­zu­mia­łem. Nie zna­lazł swo­je­go le­kar­stwa na po­go­dze­nie się z ży­cio­wy­mi błę­da­mi. Co­dzien­nie zo­sta­wał sam ze swo­im stra­chem.

– Trud­no jest cier­pieć z god­no­ścią – prze­ko­ny­wał mnie naj­bar­dziej ta­jem­ni­czy funk­cjo­na­riusz Mi­ni­ster­stwa Spraw We­wnętrz­nych. – Nikt tego nie zro­zu­mie. Jak so­bie po­ra­dzić z mo­imi wy­rzu­ta­mi su­mie­nia?

W trak­cie tych kil­ku spo­tkań czu­łem ból wy­ry­ty przez jego wy­rzu­ty su­mie­nia. Zda­wa­łem so­bie spra­wę, jak bo­le­sna może być tor­tu­ra jego pa­mię­ci.

– Czy przez moje za­ję­cie sta­łem się złym? – py­tał. – Czy zło jest we mnie?! Czy zło u mnie ujaw­nia­ło się, gdy nada­rza­ła się oka­zja?

Dla­te­go chcia­łem jesz­cze przy­naj­mniej raz spo­tkać pol­skie­go kata. Chcia­łem na­kłu­wać igłą jego su­mie­nie. Py­tań mia­łem wie­le. Pod­sta­wo­we z nich brzmia­ło: dla­cze­go zre­zy­gno­wał ze swo­je­go czło­wie­czeń­stwa?!

– Tak… Te­raz mogę po­wie­dzieć, przy­znać się… – od­po­wia­dał kil­ka razy kat – My­śla­łem, że zło, któ­re w so­bie no­si­łem, ni­g­dy nie zo­sta­nie ujaw­nio­ne!

W so­bo­tę, 25 wrze­śnia 1993 r., wi­dzia­łem go po raz ostat­ni. Po­tem cze­ka­łem na nie­go przez rok.

– Ka­cie! Gdzie je­steś? – po­wta­rza­łem.

W 1995 r. po uka­za­niu się książ­ki pt. „Spo­wiedź pol­skie­go kata” za­czą­łem go szu­kać. Czę­sto by­wa­łem na to­rze wy­ści­gów kon­nych na war­szaw­skim Słu­żew­cu, gdzie by­wał czę­stym go­ściem. Chcia­łem mu po­da­ro­wać eg­zem­plarz jego spo­wie­dzi i wrę­czyć obie­ca­ne ho­no­ra­rium w wy­so­ko­ści 200-tu do­la­rów.

Przez po­nad 20 lat cho­dzi­łem śla­da­mi ostat­nie­go pol­skie­go kata. To było szu­ka­nie czło­wie­ka, któ­ry ist­niał, a któ­re­go nie­ofi­cjal­nie nie było.

– Ostat­ni pol­ski kat? – sły­sza­łem w Mi­ni­ster­stwie Spra­wie­dli­wo­ści – Jest na za­słu­żo­nej eme­ry­tu­rze.

Przez 20 lat mo­zol­nie po­szu­ki­wa­łem dal­szych do­wo­dów jego ist­nie­nia. Bar­dzo chcia­łem do­koń­czyć hi­sto­rię opo­wie­dzia­ną przez nie­go z dru­giej stro­ny szu­bie­ni­cy. Roz­ma­wia­łem z na­czel­ni­ka­mi wię­zień, straż­ni­ka­mi, le­ka­rza­mi, ad­wo­ka­ta­mi, któ­rzy mie­li bez­po­śred­nią stycz­ność z ostat­nim ka­tem PRL-u. Nikt po 1988 r. nie miał z nim kon­tak­tu. Bar­dzo chcia­łem stwo­rzyć…

DRU­GI POR­TRET OSTAT­NIE­GO POL­SKIE­GO KATA

… do­ma­lo­wa­ny przez oso­by, któ­re go jesz­cze pa­mię­ta­ły. Ży­cio­rys ostat­nie­go pol­skie­go kata nie da­wał mi spo­ko­ju. Przez ćwierć wie­ku nie bra­ko­wa­ło o nim róż­nych plo­tek. Po­peł­nił sa­mo­bój­stwo? Zgi­nął w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym? Za­pił się na śmierć? Zmarł jako bez­dom­ny na śmiet­ni­ku?

Praw­dą było tyl­ko, że spo­tka­nie pol­skie­go kata zmie­ni­ło moje ży­cie. Ostat­ni pol­ski kat stał się moją cho­rą ob­se­sją. Od­czu­łem to jako do­tkli­wą karę za wy­spo­wia­da­nie kata. Wy­rzu­cę z sie­bie, po sto­kroć wy­rzu­cę z sie­bie te wspo­mnie­nia, emo­cje, dra­ma­tycz­ne sy­tu­acje! To bę­dzie ko­lej­na fa­scy­nu­ją­ca opo­wieść pt. „Cień pol­skie­go kata”…

War­sza­wa, dn. 14 maja 2018 r.POLECANE:

Pol­scy se­ryj­ni mor­der­cy – Ja­ro­sław Stu­kan

Je­rzy An­drzej­czak o książ­ce:

Chwi­la za­du­my po cie­ka­wej lek­tu­rze… Dla mnie obo­wiąz­ko­wej. I wspo­mnie­nia. Po­tok po­wra­ca­ją­cych my­śli… Bo prze­cież po­zna­łem oso­bi­ście kil­ku pol­skich se­ryj­nych mor­der­ców. Uści­sną­łem im dłoń – tę samą dłoń, któ­rą za­bi­ja­li. Spoj­rza­łem im głę­bo­ko w oczy. Spo­dzie­wa­łem się do­strzec w nich mrocz­ność, tym­cza­sem była w nich doj­mu­ją­ca pust­ka. O kil­ku in­nych se­ryj­nych mor­der­cach do­wie­dzia­łem się od pro­ku­ra­to­rów, sę­dziów i ostat­nie­go kata wy­ko­nu­ją­ce­go wy­ro­ki śmier­ci w PRL-u. A tak­że od księ­ży, któ­rzy byli spo­wied­ni­ka­mi mor­der­ców. Od jed­ne­go z tych ka­pła­nów usły­sza­łem ta­kie sło­wa: Wie­lu z nich nie mia­ło świa­do­mo­ści swo­ich czy­nów. Oni wstę­po­wa­li w zło jak do za­ko­nu, od­da­wa­li się nie­na­wi­ści i od­ra­zie do bliź­nich. Do dziś mo­dlę się za nich..

SE­RYJ­NY MOR­DER­CA TO PRZE­CIĘT­NA ISTO­TA

Po lek­tu­rze książ­ki od kil­ku dni mogę my­śleć tyl­ko o jej nie­chlub­nych bo­ha­te­rach. Moja gło­wa przy­po­mi­na prze­glą­dar­kę Go­ogle z wy­świe­tlo­nym w głów­nym oknie ha­słem: POL­SCY SE­RYJ­NI MOR­DER­CY. Szcze­gó­ły do­ko­na­nych przez nich zbrod­ni po­zna­łem już wcze­śniej, czy­ta­jąc licz­ne re­la­cje pra­so­we i książ­ki o te­ma­ty­ce kry­mi­nal­nej. Zdo­by­tą w ten spo­sób wie­dzę po­głę­bi­łem w kil­ku przy­pad­kach dzię­ki moż­li­wo­ści po­zna­nia ich naj­bliż­szych: ma­tek, oj­ców, ro­dzeń­stwa. Wie­dzia­łem, że se­ryj­ni zbrod­nia­rze mie­li dzie­ci, ko­chan­ki, a na­wet żony, któ­re ko­cha­li. Prze­ko­na­łem się też, że błęd­ne jest prze­ko­na­nie, iż se­ryj­ny mor­der­ca róż­ni się od zwy­kłe­go czło­wie­ka – ode mnie i od Cie­bie, Dro­gi Czy­tel­ni­ku!

Nie da się ukryć, że więk­szość pol­skich se­ryj­nych mor­der­ców opi­sy­wa­no prze­sad­ny­mi okre­śle­nia­mi: „po­twór”, „be­stia”, „dia­beł”. Wszyst­ko po to, aby dzię­ki do­sad­ne­mu prze­ka­zo­wi me­dial­ne­mu wy­wo­łać strach. Z wła­sne­go do­świad­cze­nia wiem, że te po­rów­na­nia od­bie­ga­ły czę­sto­kroć od praw­dy. Prze­ko­na­łem się, że se­ryj­ny mor­der­ca był za­zwy­czaj prze­cięt­ną isto­tą, ob­da­rzo­ną ta­jem­ni­czą siłą za­bi­ja­nia.

Skąd bio­rą się se­ryj­ni mor­der­cy? W Aresz­cie Śled­czym przy uli­cy Młyń­skiej w Po­zna­niu, roz­ma­wia­łem w czte­ry oczy z Ka­zi­mie­rzem Po­lu­sem. Było to na kil­ka dni przed jego eg­ze­ku­cją. Po­sta­wi­łem mu wów­czas to nie­ustan­nie nur­tu­ją­ce mnie py­ta­nie. Za­da­łem je czło­wie­ko­wi, któ­ry za­bił na prze­strze­ni 11 lat trzech chłop­ców. Ska­za­niec tłu­ma­czył swo­je czy­ny mo­ty­wem sek­su­al­nym. Nie mo­głem wte­dy uwie­rzyć, że nie miał świa­do­mo­ści, iż za­bi­ja mło­dych chłop­ców, ma­ją­cych przed sobą całe ży­cie.

Od tam­tej chwi­li upły­nę­ło po­nad 30 lat. W tym cza­sie w Pol­sce ujaw­ni­ło się przy­naj­mniej kil­ku­na­stu ko­lej­nych se­ryj­nych mor­der­ców. A ja wciąż szu­ka­łem od­po­wie­dzi na to jed­no py­ta­nie: skąd bio­rą się se­ryj­ni mor­der­cy? Dla­te­go też z du­żym za­in­te­re­so­wa­niem się­gną­łem po tę książ­kę i nie ża­łu­ję cza­su po­świę­co­ne­go na jej lek­tu­rę. Cie­szę się, że tra­fi­ła ona w moje ręce.

Be­stie. Zbrod­nie i kary – Ja­nusz Ma­ciej Ja­strzęb­ski

Ja­ro­sław Stu­kan o książ­ce:

„Be­stie. Zbrod­nie i Kary” Ja­nu­sza Ma­cie­ja Ja­strzęb­skie­go to książ­ka o naj­więk­szych zbrod­nia­rzach w po­wo­jen­nej Pol­sce, uj­mu­ją­ca te­mat w spo­sób cie­ka­wy i bez­par­do­no­wy, bez zbęd­nych upięk­szeń czy eu­fe­mi­stycz­nych pół­słó­wek. Wśród okry­tych złą sła­wą bo­ha­te­rów pu­bli­ka­cji od­naj­dzie­my naj­więk­szych se­ryj­nych mor­der­ców tam­tych cza­sów, ta­kich jak: Le­szek Pę­kal­ski, Ka­rol Kot, bę­dą­cy prze­stęp­czym ewe­ne­men­tem na ska­lę świa­to­wą, czy też Wła­dy­sław Ma­zur­kie­wicz – nie­ty­po­wy w swo­jej ka­te­go­rii prze­stęp­ca dzia­ła­ją­cy w okre­sie II woj­ny świa­to­wej oraz wie­lu in­nych, nie­sza­blo­no­wych przed­sta­wi­cie­li świa­ta prze­stęp­cze­go.

Ja­ro­sław Cze­cho­wicz (kry­tycz­ny­mo­kiem.blog­spot.com) o książ­ce:

„Be­stie. Zbrod­nie i kary” to ob­raz du­żej wni­kli­wo­ści au­to­ra, któ­ry nie ope­ru­je efek­tow­ny­mi za­bie­ga­mi, by wzbu­dzić gro­zę. Po­ja­wia się ona przy tych po­nu­rych wy­li­cze­niach, po­zor­nie po­zba­wio­nych emo­cji re­la­cjach, w try­bie oznaj­mu­ją­cym wy­da­rzeń – gdzie waż­niej­szy był­by tryb przy­pusz­cza­ją­cy, sta­wia­nie wie­lu py­tań. Ta­kich, któ­re lata wcze­śniej z róż­nych wzglę­dów się nie po­ja­wia­ły. To so­lid­ne kom­pen­dium na te­mat pol­skich zbrod­nia­rzy ubie­głe­go stu­le­cia to tak­że do­wód na to, że ich do­ko­na­nia nie prze­sta­ją za­ska­ki­wać i prze­ra­żać. Że wciąż w tych po­zor­nie oczy­wi­stych spra­wach tkwi wie­le nie­do­po­wie­dzeń. Po­do­ba mi się uka­zy­wa­nie szer­szych kon­tek­stów opi­sy­wa­nych spraw, ale tak­że sta­wia­nie wy­raź­nej gra­ni­cy mię­dzy fak­tem a wąt­pli­wo­ścią. Przy jed­no­cze­snej dys­cy­pli­nie my­ślo­wej, któ­ra czy­ni tę mrocz­ną pu­bli­ka­cję wy­jąt­ko­wo spój­ną.

Książ­ka Ja­nu­sza Ma­cie­ja Ja­strzęb­skie­go to pe­wien mrocz­ny re­wers „Pol­skich mor­der­czyń” Ka­ta­rzy­ny Bon­dy. Obie pu­bli­ka­cje uka­zu­ją, że akty zbrod­ni nie zna­ją po­dzia­łu na płeć. Ła­twiej przy tej dy­cho­to­mii o pew­ne upo­rząd­ko­wa­nie, ale za­wsze trud­no o wy­ja­śnie­nia. Czy­tel­nik Ja­strzęb­skie­go musi mieć na­praw­dę sil­ne ner­wy, bo au­tor nie oszczę­dza go, dro­bia­zgo­wo ana­li­zu­jąc spra­wy róż­ne­go ro­dza­ju psy­cho­pa­tów, któ­rych okrut­ne czy­ny wstrzą­sa­ły opi­nią pu­blicz­ną w dru­giej po­ło­wie mi­nio­ne­go stu­le­cia. Rys mę­skie­go za­bój­cy kon­sty­tu­uje się dość wy­raź­nie z przy­ta­cza­nych hi­sto­rii, w któ­rych do­mi­nu­ją męż­czyź­ni nie­na­wi­dzą­cy ko­biet, skrzyw­dze­ni przez los, strau­ma­ty­zo­wa­ni w dzie­ciń­stwie oraz mło­do­ści, czuj­ni sa­mot­ni­cy, bu­du­ją­cy fun­da­men­ty świa­ta na wła­snych cho­rych ro­je­niach. „Be­stie. Zbrod­nie i kary” to tak­że wni­kli­wy do­wód tego, w ja­kich oko­licz­no­ściach wy­cho­dzi­ły na jaw spra­wy ludz­kich okru­cieństw w cza­sach ko­mu­ni­zmu. Je­den z opi­sy­wa­nych zbrod­nia­rzy, Eu­ge­niusz Ma­zur, wła­śnie ko­mu­ni­stów ob­wi­nia za to, kim się stał i co zro­bił. Dla­cze­go w la­tach wy­raź­nie okre­śla­ją­cych ustrój Pol­ski wy­da­rzy­ło się tak wie­le po­twor­no­ści z udzia­łem za­bu­rzo­nych psy­chicz­nie męż­czyzn? Czy to­mo­graf kom­pu­te­ro­wy mógł­by wte­dy wcze­śniej wy­kryć guza mó­zgu Ka­ro­la Kota i w kon­se­kwen­cji wpły­nąć na ogra­ni­cze­nie jego psy­cho­pa­tycz­nych dzia­łań? Czy mniej in­ten­syw­ny prze­pływ in­for­ma­cji dzia­łał na ko­rzyść zbrod­nia­rzy, któ­rzy nie­jed­no­krot­nie la­ta­mi bez­kar­nie po­wta­rza­li akty be­stial­stwa? Czy dzi­siaj tak za­bu­rzo­nych za­bój­ców mamy mniej, bo spraw­niej i sku­tecz­niej dzia­ła psy­chia­tria z sze­ro­kim wa­chla­rzem le­cze­nia far­ma­ko­lo­gicz­ne­go? Czy może cho­dzi też o to, że po­li­cja ma środ­ki i moż­li­wo­ści sku­tecz­niej­szej współ­pra­cy o za­się­gu ogól­no­kra­jo­wym, cze­go bra­ko­wa­ło mi­li­cji lat mi­nio­nych? To tyl­ko kil­ka z py­tań, któ­re moż­na so­bie po­sta­wić, gdy Ja­strzęb­ski me­to­dycz­nie i z za­cho­wa­niem chro­no­lo­gii opo­wie o mrocz­nych zda­rze­niach, któ­rych – ta­kie od­nieść moż­na wra­że­nie – nie ma dziś aż tak wie­le…

A jed­nak mia­ły miej­sce. Bru­tal­ne mor­der­stwa ko­biet w wy­ko­na­niu Ta­de­usza Oł­da­ka, Bog­da­na Ar­nol­da, Jo­achi­ma Kny­cha­ły czy Paw­ła Tu­chli­na. Bar­dzo czę­sto po­dob­ny mo­dus ope­ran­di i nie­zwy­kle zbli­żo­ne do sie­bie oko­licz­no­ści, w ja­kich do­szło do pierw­szych, a po­tem ko­lej­nych mor­derstw. Ja­strzęb­ski kre­śli por­tret mi­zo­gi­nów i mi­zan­tro­pów, któ­rym bar­dzo czę­sto mar­twe cia­ła da­wa­ły oka­zję do zre­ali­zo­wa­nia nie­speł­nio­nych po­trzeb sek­su­al­nych. Pod­czas prze­słu­chań czę­sto bier­ni, ale też za­trwa­ża­ją­co kon­kret­ni i pew­ni tego, że ich po­stę­po­wa­nie mia­ło sens, pod­po­rząd­ko­wa­ne zo­sta­ło we­wnętrz­nej lo­gi­ce. Psy­cho­pa­ci, któ­rzy – jak Ar­nold – gro­ma­dzi­li zwło­ki ko­biet w swo­im miesz­ka­niu albo dzia­ła­nia­mi re­kom­pen­so­wa­li ja­kieś we­wnętrz­ne nie­do­stat­ki w uło­żo­nym ży­ciu męża i ojca – jak Jo­achim Kny­cha­ła. Au­tor tego mrocz­ne­go ze­sta­wie­nia uka­zu­je krok po kro­ku na­war­stwia­ją­ce się fru­stra­cje, lęki i za­rze­wia gnie­wu, któ­re po­ja­wia­ły się na wi­dok ko­biet. Te skom­pli­ko­wa­ne za­leż­no­ści mię­dzy zbrod­nia­rza­mi a ko­bie­cy­mi ofia­ra­mi wzbu­dza­ją wie­le trwo­gi i mnó­stwo py­tań, na któ­re – jak czę­sto pod­czas pro­ce­sów – wciąż nie mo­że­my zna­leźć od­po­wie­dzi.

Se­ryj­ni mor­der­cy – Ja­ro­sław Stu­kan

Au­tor o książ­ce:

Książ­ka, któ­rą od­da­ję do rąk czy­tel­ni­ka, nie wy­ja­śnia, skąd bio­rą się se­ryj­ni mor­der­cy. Od­po­wiedź na to py­ta­nie jest nie­wąt­pli­wie naj­trud­niej­sza i wy­ma­ga wie­lu lat pra­cy oraz kon­tak­tu ze spraw­ca­mi. Na pod­sta­wie ze­bra­ne­go ma­te­ria­łu mogę je­dy­nie przed­sta­wić syl­wet­kę ty­po­we­go se­ryj­ne­go mor­der­cy oraz nie­któ­re róż­ni­ce wy­stę­pu­ją­ce mię­dzy spraw­ca­mi. Szcze­gól­ne zna­cze­nie przy­wią­zu­ję do przed­sta­wie­nia ca­ło­kształ­tu dzia­ła­nia se­ryj­nych mor­der­ców, któ­ry, jak my­ślę, może być przy­dat­ny w ich ści­ga­niu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij