Spowiedź polskiego kata - ebook
– Czy swoje białe rękawiczki, w których pan zabijał, wrzucił pan do trumny na piersi ofiary?
– Tak – pada potwierdzenie. – To niepisana tradycja...
Kto by pomyślał, że kat do egzekucji zakłada białe rękawiczki? A jednak rytuały tego typu mają dać ułudę pomagającą uporać się z emocjami – oczywiście symboliczną, zakopywaną w trumnie wraz ze zwłokami. Wspomnień tego typu nie da się jednak zupełnie pogrzebać i podobnie jak autor, i czytelnik poznający kata stale się z tą prawdą konfrontuje.
Tło książki Jerzego Andrzejczaka stanowi stosunek każdego z nas do kary śmierci. Poznajemy w niej bowiem nie tylko kata, ale też skazanych oczekujących na kostuchę. Książka wymusza przez to zadawanie sobie wielu pytań i bezpośrednio konfrontuje czytelnika z własnym stosunkiem do zabijania, robi to jednak w sposób uczciwy, acz atypowy. Niejako jak w sądzie, pozwala wysłuchać obu „stron” – kogoś, jak się zdaje beznamiętnie i na zimno odbierającego życie oraz wielu sprawców zabójstw, którzy stracili panowanie nad sobą i rzeczywiście żałują swoich czynów. Czy można ich ze sobą porównywać? Czy uzasadnione zabijanie jest mniej amoralne niż przypadkowe, nieplanowane? Czy większość ma prawo decydować o życiu jednostki? Czy zabijając zabójców nie dajemy mimowolnie przyzwolenia na zabijanie, nie uczymy go młodego pokolenia?
Spis treści
PRZEDMOWA...........................................................................................7
OD AUTORA............................................................................................12
Rozdział I
CZY KAT MA SERCE?...........................................................................15
Rozdział II
ŚMIERĆ ZA ŚMIERĆ .............................................................................34
Rozdział III
ZABIJANIE PO POLSKU........................................................................68
Rozdział IV
ZAPACH PALONEGO CIAŁA ............................................................. 109
Rozdział V
DO STU KATÓW... ................................................................................ 149
Rozdział VI
WYNAJĘTA RĘKA SPRAWIEDLIWOŚCI......................................... 171
Rozdział VII
PROSZĘ O KARĘ ŚMIERCI ................................................................ 196
Rozdział VIII
KAT U KONFESJONAŁU..................................................................... 229
Bibliografia ...................................................................................................261
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-957574-0-2 |
| Rozmiar pliku: | 999 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
(Janusz Maciej Jastrzębski)
Pierwszy nastał wiek złoty. Bez sądu, ustawy
Dbać o cnotę i słuszność człek sam był łaskawy.
Lęk przed karą był obcy, nieznana tablica
Z groźnym prawem, nieznane były sędziów lica:
Bez sędziów ludzie korni w bezpieczeństwie żyli.
Pisał Owidiusz w „Metamorfozach”1
Czy istotnie tak było, czy ten złoty wiek powstał tylko w wyobraźni poety? Tego nie wiemy. Jest natomiast pewne, że gdy człowiek zaczął wchodzić w stosunki rodzinne, musiał mieć określone prawa i obowiązki, podobnie jak każdy członek takiej wspólnoty. Wtedy też pojawiły się sankcje za nieprzestrzeganie przyjętych zasad, a wśród nich ta, która równała się karze śmierci. Było nią wykluczenie ze wspólnoty tego, kto naruszył porządek obowiązujący w rodzie. Na tym etapie rozwoju człowiek nie miał jeszcze świadomości swego istnienia jako odrębna jednostka. Był elementem grupy, żył i ginął razem z nią.
Gdy rozpadła się wspólnota plemienna, w której karanie za naruszenie obowiązujących norm odbywało się wewnątrz wspólnoty oraz jej siłami, a zaczęły kształtować się organizmy państwowe, razem z nimi zaczęto wyodrębniać także przestępstwa skierowane przeciwko tym organizmom.
Kara śmierci miała jeszcze wtedy charakter sakralny, chodziło bowiem o przebłaganie bóstwa poprzez złożenie mu ofiary z przestępcy.
Kara ta nie zawsze była fakultatywna, nierzadko miała charakter obligatoryjny. Przykładowo Stary Testament nie tylko zakazywał stosowania wobec sprawców rozmyślnych zabójstw kar innych niż kara śmieci, ale narzucał wręcz taki obowiązek na społeczność, z której wywodził się zabójca: Nie będziecie bezcześcili kraju, w którym mieszkacie. Krew bezcześci ziemię i nie ma innego zadośćuczynienia za krew przelaną, jak tylko tego, który ją przelał (Stary Testament, Księga Liczb)2.
Z biegiem czasu zaczęto ograniczać krąg osób mogących korzystać z prawa zemsty na sprawcy i na jego krewnych, a także zawężono prawo do odwetu jedynie na osobie zbrodniarza.
Wraz z formalizowaniem norm obowiązujących w danej społeczności pojawiła się instytucja kata jako przedstawiciela państwa, który w jego imieniu wymierzał „odpłatę” sprawcy za wyrządzane zło, odbierając mu życie lub stosując tzw. kary mutylacyjne, czyli okaleczenia (np. odcinanie kończyn, języka, oślepienie, kastrację). Mogły one być stosowane samoistnie lub razem z karą śmierci, która – wraz z karą mutylacyjną –należała do grupy nazywanej „karami krwi” i leżała w gestii katowskich funkcji.
Książka Jerzego Andrzejczaka „Spowiedź polskiego kata” wychodzi poza tytułowe ramy rozmowy z ostatnim katem w Polsce, który zakończył swoją działalność w 1988 roku, kiedy to wykonywanie kary śmierci zostało zawieszone.
Po raz ostatni kat powiesił skazanego 21 kwietnia 1988 r. Natomiast 7 grudnia 1989 Sejm PRL ogłosił amnestię, która skazanym na karę śmierci zamieniała wyroki na 25 lat pozbawienia wolności. Ostateczne wyeliminowanie kary śmierci z polskiego prawa nastąpiło 27 sierpnia 2013 r., kiedy prezydent podpisał ustawę o ratyfikacji przepisów znoszących karę śmierci we wszystkich okolicznościach.
Autor, w czasie rozmów z katem, starał się nakłonić go do szczerych wyznań. Próbował wniknąć w głąb jego duszy, aby dowiedzieć się nie tylko tego, jak wykonywał on swoją pracę, na czym ona polegała i jakie towarzyszyły jej okoliczności, ale także poznać jego własne odczucia, przeżycia, reakcje i sposoby odreagowywania emocji towarzyszących czynnościom pozbawienia skazańców życia. Rodziły się w związku z tym liczne pytania: Czy kat miał wyrzuty sumienia? Czy czuł wstręt do siebie samego? Czy miał chwile, w których chciał zrezygnować z tego zajęcia? Jak układało się jego życie rodzinne? Kto wiedział o jego zajęciu? Jakie były relacje między nim a skazanymi? Jak zachowywali się skazańcy w ostatnich chwilach swego życia?
Jerzy Andrzejczak w swojej książce nie prezentuje czytelnikowi tylko jednej strony medalu, czyli punktu widzenia kata. Przedstawia także wypowiedzi skazanych na karę śmierci. W 1994 r. przeprowadził osobiście rozmowy ze wszystkimi polskimi zabójcami, którym Ustawa Amnestyjna z 1989 r. zamieniła orzeczone już kary śmierci na 25 lat pozbawienia wolności. Wysłuchał ich relacji o przeżyciach, jakie towarzyszyły im w oczekiwaniu na wykonanie wyroku, i zamieścił je w swojej książce.
Francuski adwokat Philippe Lemaire, jeden z najbardziej znanych we Francji przeciwników kary śmierci, uczestniczył wielokrotnie w ostatniej drodze swoich „klientów”. W jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że kaci nie byli normalnymi ludźmi. Każdy z nich miał jakieś psychiczne odchylenie, byli to zazwyczaj zakompleksieni, nieśmiali, nieszczęśliwi mężczyźni.
Kilka lat temu, przeglądając przedwojenną prasę warszawską, natrafiłem na taką informację w „Kurierze Czerwonym” z dnia 12 stycznia 1925 roku: Kto włoży czerwone rękawiczki pod szubienicę? Kandydat na kata złożył podanie do Kancelarii Sejmu.
Pod tym anonsem została zacytowana dosłownie treść tego podania: Z dziennika „Rzeczpospolitej” dowiedziałem się, że w państwie polskim brak jest wykonawcy wyroków śmierci, tj. kata. Przeto funkcje za takowego wykonywać musi wojsko, czemu to ostatnio sprzeciwił się minister spraw wojskowych (…)
Wobec tego ja (imię i nazwisko), były uczeń, a następnie egzaminowany pomocnik (zastępca) wykonawcy (kata) złożyłem na ręce pana ministra sprawiedliwości w Warszawie podanie z okazaniem chęci i zgody na objęcie wspomnianej funkcji w państwie polskim.
Podanie niniejsze ośmielam się przedłożyć z prośbą o łaskawe postawienie Wysokiemu Sejmowi wniosku o wycofanie wojska z wykonywania wyroków śmierci na osobach cywilnych i oddanie wykonywania takowych na tychże osobach zaprzysiężonemu, egzaminowanemu i specjalnemu do tego katowi, który wykona egzekucję przez powieszenie.
Nadmieniam, że w razie przyjęcia mojego podania złożę przysięgę, oddam swe dokumenty osobiste, stwierdzające moją tożsamość i przynależność oraz dokonam ewentualnej próby mego, tak ulubionego zawodu.
Zaznaczam, iż ja, jako taki, wzywany jestem przez Ministerstwo Sprawiedliwości do Republiki Austriackiej, jednak wolałbym zostać w Polsce i tejże służyć.
Podpis i data – 4.I.1925 r.
W załączniku warunki na zasadzie, których zgadzam się przyjąć i chętnie wykonywać funkcje wykonawcze wyroków śmierci w roli kata Rzeczypospolitej:
1) nazwisko i imię moje winno być znane jedynie panu ministrowi sprawiedliwości,
2) uposażenie miesięczne winno równać się miesięcznej pensji urzędnika 5-tej kategorii,
3) bilet wolnej jazdy klasy II do miejsca egzekucji,
4) udzielenie policyjnej asysty przy wykonywaniu wyroków śmierci.
Od wielu lat trwa na świecie batalia o zniesienie kary śmierci. Jej przeciwnicy podnoszą między innymi argument, że nie jest ona skutecznym środkiem odwodzącym innych od popełniania zbrodni. Popierają go od stuleci przykładem, że gdy na szafocie kat pozbawiał skazanego życia, w żądnym tej krwawej rozrywki tłumie gapiów otaczających miejsce kaźni krążyli złodzieje, pozbawiając widzów sakiewek, chociaż za to również groziła im kara śmierci.
Interesującym przyczynkiem do tego problemu mogą być dane, które podaje Jerzy Andrzejczak. Otóż po czasowym zawieszeniu wykonywania w Polsce kary śmierci na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku znacząco wzrosła liczba zabójstw.
Argumentem najczęściej ostatnio wykorzystywanym i najmocniej przemawiającym za zniesieniem kary śmierci jest jej nieodwracalność. Z różnych stron świata wciąż płyną informacje o sądowych pomyłkach, kiedy to nagle okazuje się, że na karę pozbawienia życia zostali niesłusznie skazani niewinni ludzie. Niektórym z nich udaje się ostatecznie ocalić życie, niekiedy po dwudziestoparoletnim oczekiwaniu na wykonanie kary. Prawda o niewinności innych wychodzi na jaw dopiero po ich śmierci lub nigdy nie zostaje ujawniona.
Niniejszą książkę polecam nie tylko amatorom historii i czytelnikom poszukującym mocnych wrażeń, ale także zwolennikom kary śmierci i jej przeciwnikom. Obie strony tego zażyłego dyskursu znajdą w „Spowiedzi polskiego kata” odpowiedzi na nurtujące ich pytania i wątpliwości.
Janusz Maciej Jastrzębski
Autor: „Bestie. Zbrodnie i kary”
------------------------------------------------------------------------
1 „Owidiusz”, przekład Jan Sękowski, LSW, 1986 r.
2 „Księga Liczb” – Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, 1980 r.OD AUTORA
Od tej rozmowy minęło prawie 25 lat. Pamiętam, jakby to zdarzyło się wczoraj. Była połowa października 1993 r. Kat nie pojawił się na kolejnym umówionym spotkaniu. To nie był z jego strony pierwszy taki przypadek, kiedy nie dotrzymał danego słowa. Był to kolejny dowód jego wstydu. Rozumiałem go, bo kiedyś ubolewał, że jego uczynki będą się za nim ciągnąć przez dziesiątki lat. Nie miałem wątpliwości, że zapewne wpadł w kolejną głęboką depresję. Przypomniałem sobie, jak kilka razy powtarzał, że chciałby dla siebie długą „porcję spokoju”, żeby wyciszyć swoją krwawą przeszłość.
– Nie da się w skrócie opowiedzieć o sobie wszystkiego – przekonywał mnie kat w jednej z ostatnich rozmów, a oczy miał suche i zimne. – Już nie chcę do końca oskalpować całego mojego życia.
Chyba w końcu zdał sobie sprawę z odpowiedzialności i z tego, że jego przeszłość jest zapisana w piwnicach, w dokumentach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dokumenty te kiedyś zostaną ujawnione – najwcześniej w 2038 roku, 50 lat po jego ostatniej egzekucji, która odbyła się w 1988 r. Czyżby uświadomił sobie, że to, co było ważne w jego życiu, zrozumiał za późno? Czy w końcu dotarło do niego, że to, co zrobił w pełnej świadomości, będzie trwało przez następne wieki? Dramat ostatniego polskiego kata? Nie wierzyłem w jego skruchę. Trudno mi było uwierzyć w jego szczery żal. Jawił mi się jako człowiek o dwóch twarzach, kilku sumieniach, zmieniających się poglądach itd.
– Każde życie można naprawić – mówił kiedyś półgębkiem, będąc pod wpływem alkoholu. Zupełnie, jakby zrozumiał, że…
CHCIAŁBY ZROBIĆ KROK W GŁĄB SIEBIE
… i zacząć otwierać swoje bolesne rany. – Najwięcej o mnie wiedzą ściany celi śmierci…
Wtedy próbowałem go zrozumieć, ale nie miałem do niego zaufania. Brakowało mi dowodów. Obserwowałem raczej jego ucieczkę. Przed sobą? Przed odpowiedzialnością? Przed oceną historii? Przed ujawnieniem jego tajemnicy rodzinie?
Człowiek-kat utracił wiarę we własne życie, a schronienie znalazł w alkoholu. Nałóg zapewniał mu pozory spokoju. Jak każdy alkoholik pokonywał swoje kolejne dna. Podczas mitingów Anonimowych Alkoholików próbował zrozumieć, że przestał kierować swoim życiem. Z dwunastu kroków AA nie zrobił ani jednego. Nie wierzył, że może się oczyścić i żyć w zgodzie ze sobą… Po ludzku go rozumiałem. Nie znalazł swojego lekarstwa na pogodzenie się z życiowymi błędami. Codziennie zostawał sam ze swoim strachem.
– Trudno jest cierpieć z godnością – przekonywał mnie najbardziej tajemniczy funkcjonariusz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. – Nikt tego nie zrozumie. Jak sobie poradzić z moimi wyrzutami sumienia?
W trakcie tych kilku spotkań czułem ból wyryty przez jego wyrzuty sumienia. Zdawałem sobie sprawę, jak bolesna może być tortura jego pamięci.
– Czy przez moje zajęcie stałem się złym? – pytał. – Czy zło jest we mnie?! Czy zło u mnie ujawniało się, gdy nadarzała się okazja?
Dlatego chciałem jeszcze przynajmniej raz spotkać polskiego kata. Chciałem nakłuwać igłą jego sumienie. Pytań miałem wiele. Podstawowe z nich brzmiało: dlaczego zrezygnował ze swojego człowieczeństwa?!
– Tak… Teraz mogę powiedzieć, przyznać się… – odpowiadał kilka razy kat – Myślałem, że zło, które w sobie nosiłem, nigdy nie zostanie ujawnione!
W sobotę, 25 września 1993 r., widziałem go po raz ostatni. Potem czekałem na niego przez rok.
– Kacie! Gdzie jesteś? – powtarzałem.
W 1995 r. po ukazaniu się książki pt. „Spowiedź polskiego kata” zacząłem go szukać. Często bywałem na torze wyścigów konnych na warszawskim Służewcu, gdzie bywał częstym gościem. Chciałem mu podarować egzemplarz jego spowiedzi i wręczyć obiecane honorarium w wysokości 200-tu dolarów.
Przez ponad 20 lat chodziłem śladami ostatniego polskiego kata. To było szukanie człowieka, który istniał, a którego nieoficjalnie nie było.
– Ostatni polski kat? – słyszałem w Ministerstwie Sprawiedliwości – Jest na zasłużonej emeryturze.
Przez 20 lat mozolnie poszukiwałem dalszych dowodów jego istnienia. Bardzo chciałem dokończyć historię opowiedzianą przez niego z drugiej strony szubienicy. Rozmawiałem z naczelnikami więzień, strażnikami, lekarzami, adwokatami, którzy mieli bezpośrednią styczność z ostatnim katem PRL-u. Nikt po 1988 r. nie miał z nim kontaktu. Bardzo chciałem stworzyć…
DRUGI PORTRET OSTATNIEGO POLSKIEGO KATA
… domalowany przez osoby, które go jeszcze pamiętały. Życiorys ostatniego polskiego kata nie dawał mi spokoju. Przez ćwierć wieku nie brakowało o nim różnych plotek. Popełnił samobójstwo? Zginął w wypadku samochodowym? Zapił się na śmierć? Zmarł jako bezdomny na śmietniku?
Prawdą było tylko, że spotkanie polskiego kata zmieniło moje życie. Ostatni polski kat stał się moją chorą obsesją. Odczułem to jako dotkliwą karę za wyspowiadanie kata. Wyrzucę z siebie, po stokroć wyrzucę z siebie te wspomnienia, emocje, dramatyczne sytuacje! To będzie kolejna fascynująca opowieść pt. „Cień polskiego kata”…
Warszawa, dn. 14 maja 2018 r.POLECANE:
Polscy seryjni mordercy – Jarosław Stukan
Jerzy Andrzejczak o książce:
Chwila zadumy po ciekawej lekturze… Dla mnie obowiązkowej. I wspomnienia. Potok powracających myśli… Bo przecież poznałem osobiście kilku polskich seryjnych morderców. Uścisnąłem im dłoń – tę samą dłoń, którą zabijali. Spojrzałem im głęboko w oczy. Spodziewałem się dostrzec w nich mroczność, tymczasem była w nich dojmująca pustka. O kilku innych seryjnych mordercach dowiedziałem się od prokuratorów, sędziów i ostatniego kata wykonującego wyroki śmierci w PRL-u. A także od księży, którzy byli spowiednikami morderców. Od jednego z tych kapłanów usłyszałem takie słowa: Wielu z nich nie miało świadomości swoich czynów. Oni wstępowali w zło jak do zakonu, oddawali się nienawiści i odrazie do bliźnich. Do dziś modlę się za nich..
SERYJNY MORDERCA TO PRZECIĘTNA ISTOTA
Po lekturze książki od kilku dni mogę myśleć tylko o jej niechlubnych bohaterach. Moja głowa przypomina przeglądarkę Google z wyświetlonym w głównym oknie hasłem: POLSCY SERYJNI MORDERCY. Szczegóły dokonanych przez nich zbrodni poznałem już wcześniej, czytając liczne relacje prasowe i książki o tematyce kryminalnej. Zdobytą w ten sposób wiedzę pogłębiłem w kilku przypadkach dzięki możliwości poznania ich najbliższych: matek, ojców, rodzeństwa. Wiedziałem, że seryjni zbrodniarze mieli dzieci, kochanki, a nawet żony, które kochali. Przekonałem się też, że błędne jest przekonanie, iż seryjny morderca różni się od zwykłego człowieka – ode mnie i od Ciebie, Drogi Czytelniku!
Nie da się ukryć, że większość polskich seryjnych morderców opisywano przesadnymi określeniami: „potwór”, „bestia”, „diabeł”. Wszystko po to, aby dzięki dosadnemu przekazowi medialnemu wywołać strach. Z własnego doświadczenia wiem, że te porównania odbiegały częstokroć od prawdy. Przekonałem się, że seryjny morderca był zazwyczaj przeciętną istotą, obdarzoną tajemniczą siłą zabijania.
Skąd biorą się seryjni mordercy? W Areszcie Śledczym przy ulicy Młyńskiej w Poznaniu, rozmawiałem w cztery oczy z Kazimierzem Polusem. Było to na kilka dni przed jego egzekucją. Postawiłem mu wówczas to nieustannie nurtujące mnie pytanie. Zadałem je człowiekowi, który zabił na przestrzeni 11 lat trzech chłopców. Skazaniec tłumaczył swoje czyny motywem seksualnym. Nie mogłem wtedy uwierzyć, że nie miał świadomości, iż zabija młodych chłopców, mających przed sobą całe życie.
Od tamtej chwili upłynęło ponad 30 lat. W tym czasie w Polsce ujawniło się przynajmniej kilkunastu kolejnych seryjnych morderców. A ja wciąż szukałem odpowiedzi na to jedno pytanie: skąd biorą się seryjni mordercy? Dlatego też z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po tę książkę i nie żałuję czasu poświęconego na jej lekturę. Cieszę się, że trafiła ona w moje ręce.
Bestie. Zbrodnie i kary – Janusz Maciej Jastrzębski
Jarosław Stukan o książce:
„Bestie. Zbrodnie i Kary” Janusza Macieja Jastrzębskiego to książka o największych zbrodniarzach w powojennej Polsce, ujmująca temat w sposób ciekawy i bezpardonowy, bez zbędnych upiększeń czy eufemistycznych półsłówek. Wśród okrytych złą sławą bohaterów publikacji odnajdziemy największych seryjnych morderców tamtych czasów, takich jak: Leszek Pękalski, Karol Kot, będący przestępczym ewenementem na skalę światową, czy też Władysław Mazurkiewicz – nietypowy w swojej kategorii przestępca działający w okresie II wojny światowej oraz wielu innych, nieszablonowych przedstawicieli świata przestępczego.
Jarosław Czechowicz (krytycznymokiem.blogspot.com) o książce:
„Bestie. Zbrodnie i kary” to obraz dużej wnikliwości autora, który nie operuje efektownymi zabiegami, by wzbudzić grozę. Pojawia się ona przy tych ponurych wyliczeniach, pozornie pozbawionych emocji relacjach, w trybie oznajmującym wydarzeń – gdzie ważniejszy byłby tryb przypuszczający, stawianie wielu pytań. Takich, które lata wcześniej z różnych względów się nie pojawiały. To solidne kompendium na temat polskich zbrodniarzy ubiegłego stulecia to także dowód na to, że ich dokonania nie przestają zaskakiwać i przerażać. Że wciąż w tych pozornie oczywistych sprawach tkwi wiele niedopowiedzeń. Podoba mi się ukazywanie szerszych kontekstów opisywanych spraw, ale także stawianie wyraźnej granicy między faktem a wątpliwością. Przy jednoczesnej dyscyplinie myślowej, która czyni tę mroczną publikację wyjątkowo spójną.
Książka Janusza Macieja Jastrzębskiego to pewien mroczny rewers „Polskich morderczyń” Katarzyny Bondy. Obie publikacje ukazują, że akty zbrodni nie znają podziału na płeć. Łatwiej przy tej dychotomii o pewne uporządkowanie, ale zawsze trudno o wyjaśnienia. Czytelnik Jastrzębskiego musi mieć naprawdę silne nerwy, bo autor nie oszczędza go, drobiazgowo analizując sprawy różnego rodzaju psychopatów, których okrutne czyny wstrząsały opinią publiczną w drugiej połowie minionego stulecia. Rys męskiego zabójcy konstytuuje się dość wyraźnie z przytaczanych historii, w których dominują mężczyźni nienawidzący kobiet, skrzywdzeni przez los, straumatyzowani w dzieciństwie oraz młodości, czujni samotnicy, budujący fundamenty świata na własnych chorych rojeniach. „Bestie. Zbrodnie i kary” to także wnikliwy dowód tego, w jakich okolicznościach wychodziły na jaw sprawy ludzkich okrucieństw w czasach komunizmu. Jeden z opisywanych zbrodniarzy, Eugeniusz Mazur, właśnie komunistów obwinia za to, kim się stał i co zrobił. Dlaczego w latach wyraźnie określających ustrój Polski wydarzyło się tak wiele potworności z udziałem zaburzonych psychicznie mężczyzn? Czy tomograf komputerowy mógłby wtedy wcześniej wykryć guza mózgu Karola Kota i w konsekwencji wpłynąć na ograniczenie jego psychopatycznych działań? Czy mniej intensywny przepływ informacji działał na korzyść zbrodniarzy, którzy niejednokrotnie latami bezkarnie powtarzali akty bestialstwa? Czy dzisiaj tak zaburzonych zabójców mamy mniej, bo sprawniej i skuteczniej działa psychiatria z szerokim wachlarzem leczenia farmakologicznego? Czy może chodzi też o to, że policja ma środki i możliwości skuteczniejszej współpracy o zasięgu ogólnokrajowym, czego brakowało milicji lat minionych? To tylko kilka z pytań, które można sobie postawić, gdy Jastrzębski metodycznie i z zachowaniem chronologii opowie o mrocznych zdarzeniach, których – takie odnieść można wrażenie – nie ma dziś aż tak wiele…
A jednak miały miejsce. Brutalne morderstwa kobiet w wykonaniu Tadeusza Ołdaka, Bogdana Arnolda, Joachima Knychały czy Pawła Tuchlina. Bardzo często podobny modus operandi i niezwykle zbliżone do siebie okoliczności, w jakich doszło do pierwszych, a potem kolejnych morderstw. Jastrzębski kreśli portret mizoginów i mizantropów, którym bardzo często martwe ciała dawały okazję do zrealizowania niespełnionych potrzeb seksualnych. Podczas przesłuchań często bierni, ale też zatrważająco konkretni i pewni tego, że ich postępowanie miało sens, podporządkowane zostało wewnętrznej logice. Psychopaci, którzy – jak Arnold – gromadzili zwłoki kobiet w swoim mieszkaniu albo działaniami rekompensowali jakieś wewnętrzne niedostatki w ułożonym życiu męża i ojca – jak Joachim Knychała. Autor tego mrocznego zestawienia ukazuje krok po kroku nawarstwiające się frustracje, lęki i zarzewia gniewu, które pojawiały się na widok kobiet. Te skomplikowane zależności między zbrodniarzami a kobiecymi ofiarami wzbudzają wiele trwogi i mnóstwo pytań, na które – jak często podczas procesów – wciąż nie możemy znaleźć odpowiedzi.
Seryjni mordercy – Jarosław Stukan
Autor o książce:
Książka, którą oddaję do rąk czytelnika, nie wyjaśnia, skąd biorą się seryjni mordercy. Odpowiedź na to pytanie jest niewątpliwie najtrudniejsza i wymaga wielu lat pracy oraz kontaktu ze sprawcami. Na podstawie zebranego materiału mogę jedynie przedstawić sylwetkę typowego seryjnego mordercy oraz niektóre różnice występujące między sprawcami. Szczególne znaczenie przywiązuję do przedstawienia całokształtu działania seryjnych morderców, który, jak myślę, może być przydatny w ich ściganiu.