Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • Empik Go W empik go

Spróbuj usłyszeć. Historia otulająca - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 lutego 2025
21,00
2100 pkt
punktów Virtualo

Spróbuj usłyszeć. Historia otulająca - ebook

"Spróbuj usłyszeć. Historia otulająca” to wyjątkowa opowieść o odkrywaniu siebie, sile relacji międzyludzkich i magii codzienności. Alicja, studentka historii, jedzie do rodzinnego domu w malowniczej wiosce. Los jednak ma dla niej niespodziankę. Podczas podróży pociągiem do Malinówki spotyka tajemniczą staruszkę. Jej słowa i pojawianie się za każdym razem zacierają granicę między snem a jawą. Wskazówki staruszki prowadzą Alicję przez trudne chwile, pomagając odnaleźć drogę po stracie i otworzyć się na nową miłość. Książka, w której dźwięk dzwoneczków pełni rolę przewodnika, otula czytelników ciepłem. Losy mieszkańców wioski splatają się z historią Alicji, tworząc mozaikę codziennych trosk i małych cudów, które przywracają wiarę w życie. To opowieść dla każdego, kto pragnie zatrzymać się na chwilę i uwierzyć, że magia może być bardzo blisko.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397447516
Rozmiar pliku: 552 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział I

ZIELONE PANTOFELKI

Wybiegła szybko z wydziału. Wiedziała, że jeśli nie zdąży na pociąg, na następny będzie musiała czekać prawie dwie godziny. A dzisiaj w dodatku było tak mroźno. Śnieg leżał na klombach, krzewach i żywopłotach, zawsze zadbanych i pielęgnowanych przez uczelnianych ogrodników. Chłodne powietrze przeniknęło całe jej ciało.

Wyszła z bramy i skierowała się w stronę Nowego Światu. Chciała jak najszybciej dotrzeć na Dworzec Centralny.

„Jeszcze ta ciężka torba…” – pomyślała.

Gdyby nie bagaż, szłoby się jej o wiele lżej. Nie mogła jednak nie zabrać prezentów kupionych dla Majki i Zuzki. Już dawno im obiecała, że przywiezie z Warszawy to, o co tak bardzo ją prosiły. W plecaku musiało więc się znaleźć miejsce na nowe książki. Majka jako wielka miłośniczka języków obcych męczyła ją o nowy słownik polsko-francuski i hiszpańskie rozmówki, których nie mogła dostać w swoim miasteczku.

Oczywiście, dziewczyny mogły wszystko to zamówić w sieci, a prezenty były trochę pretekstem do spotkania z Alicją, o czym tylko one wiedziały. Ona zaś zdecydowała, że kupi też płyty z nauką szwedzkiego. Majka od zawsze o tym marzyła. A właściwie od czasu, gdy do Malinówki przyjechali Szwedzi ze swoimi rowerami. Jeździli na nich wszędzie. Majce spodobał się Jens i po wakacyjnym romansie pozostał jej sentyment do tego języka północy. Co innego Zuzia – realistka ze smutnymi oczami. Te oczy jednak nie zawsze były smutne. Alicja przypomniała sobie, jak kiedyś obie godzinami potrafiły śmiać się z byle powodu, a zwłaszcza wieczorem w Grzybku.

Grzybek był miejscem spotkań młodzieży z okolicznych wsi. Dziewczyny lubiły tam przesiadywać nie tylko dlatego, że za barem stał siwy już pan Kazio, który w przypływach dobrego humoru opowiadał im anegdoty jeszcze z czasów wojny. Jedna z jego ulubionych dotyczyła pewnej dziewczyny o imieniu Amelia, którą to codziennie obdarowywał różą ze swojego ogrodu. Pan Kazio był bowiem ogrodnikiem z zamiłowania. I tymi ukochanymi kwiatami codziennie obsypywał panienkę Amelkę…

– Jak łazisz, głupia babo!

Ala odwróciła się i dopiero teraz zobaczyła, że w zamyśleniu potrąciła mężczyznę, który wnosił do jednego ze sklepów jakieś pudła i kartony.

– Przepraszam, nie zauważyłam pana…

– No chyba widzę, że nie zauważyła. Ślepa czy co? – burknął pod nosem. – Idzie taka środkiem ulicy i jeszcze jej ustępuj – gderał ze złością.

– Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Może ja pomogę pozbierać… – odparła Alicja.

– Ty już, lala, lepiej mi tu niczego nie tykaj, bo potłuczesz mi coś jeszcze i tyle będzie z twojej pomocy.

Alicja jeszcze raz przeprosiła i dopiero teraz zorientowała się, że raczej nie zdąży na pociąg. Nie musiała już się śpieszyć.

Śnieg znowu zaczynał padać. Przystanęła więc i przyglądając się wirującym płatkom, pomyślała o panu Kaziu.

„Już nie ma takich mężczyzn – westchnęła w myślach, przypominając sobie jednocześnie gbura, którego potrąciła. – Ten na pewno nie daje swojej żonie kwiatów”.

Alicja też ich nie dostawała. Kiedyś, jeszcze w liceum, znalazła na schodach przed domem bukiet maków. Długo zastanawiała się, kim mógł być ich nadawca. Do dziś jednak nie zdołała się tego dowiedzieć.

Opady śniegu nasilały się.

„Muszę gdzieś to przeczekać” – pomyślała i ruszyła w stronę centrum handlowego.

Jej płaszcz był już całkiem mokry, a fryzura w niczym nie przypominała tej, którą tak długo przygotowywała rano. Weszła do kawiarni, zamówiła swoje ulubione orzechowe cappuccino i zajęła miejsce tuż przy oknie. Lubiła obserwować ludzi. Zastanawiała się, jakie jest ich życie, co robią, z czego żyją. Czy dzielą swój świat na dwie części – tak jak ona, która po połowie żyła w Warszawie i Malinówce. Czy może tak jak Majka i Zuzia mają swoje jedno jedyne miejsce na świecie, z którego może nie zawsze są do końca zadowoleni.

Malinówka od zawsze dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Miała tam swój dom, a w nim pokój, który od lat wyglądał tak samo. Miała też swoje rytuały: rano piła kakao, a jej mama pilnowała, czy założyła grube skarpety. A przede wszystkim to tam były Majka i Zuzia. Odkąd pamiętała, zawsze mogły na siebie liczyć. Nawet wtedy, gdy Zuzkę wyrzucili z domu, po tym jak z Rafałem od Waleśniaków zaszła w ciążę, i wtedy, kiedy okazało się, że Majka rzuca studia w Rzeszowie. Zuzia i Majka – dwie przyjaciółki, których Ali w Warszawie bardzo brakowało. W dużym mieście nie czuła się obco, tylko trochę tak, jakby była nie u siebie, jakby to niebo nad stolicą nie było tym, do którego była przyzwyczajona. Owszem, miało to swoje plusy – mogła się rozwijać, studiować swoją wymarzoną historię, przesiadywać w bibliotekach, odwiedzać ciekawe miejsca.

Właściwie historią zaraził ją pan Kazio. Do dziś pamięta pewien dzień, gdy zebrał ich wszystkich pięcioro w Grzybku i zaczął snuć powstańcze opowieści. To wtedy zdecydowała, że zostanie historykiem i spróbuje pokochać Warszawę. Tylko jak dotąd stolica nie otworzyła się przed nią, a może odwrotnie – Alicja nie zdołała przekonać się do niej.

Śnieg padał nadal. Wzięła swój plecak, zapłaciła za kawę i udała się na perony. Nie lubiła dworca. Przytłaczał ją, przerażał, odrzucał ją wszechobecny tam smród i stęchlizna. Zwyczajnie bała się tego miejsca. Dopiero w przedziale pociągowym poczuła się dobrze. Podróż była dla niej swoistym czasem zawieszenia między Warszawą a Malinówką. Ktoś wsiadał do pociągu, ktoś inny z niego wysiadał, a pociąg jechał dalej i dalej. Alicja zazwyczaj pogrążała się wtedy w lekturze. Czytała książki biograficzne lub historyczne. Uwielbiała teksty źródłowe, stare wycinki gazet, czyjeś zagubione listy. Czytając je, przenosiła się do innego świata, wchodziła do czyjegoś życia. To ją szalenie wciągało i otulało.

Pociąg ruszył. Dziewczyna jak zwykle wyciągnęła książkę, jednak nie czytała jej zbyt długo. Na kolejnej stacji weszło do przedziału kilka osób: elegancka kobieta około lat czterdziestu, dwóch mężczyzn już o wiele mniej eleganckich, do tego cuchnących piwem i papierosami, i… staruszka. Niezwykła staruszka. Miała może około osiemdzięcięciu lat, ogromny, fioletowy kapelusz na głowie, złoty żakiet, spódnicę całą w falbanach, buty…

No właśnie, buty. Alicja nie mogła oderwać od nich oczu. Czy były zielone? Nie, nie, to nie był kolor zielony. Właściwie nie mogła stwierdzić, jakiego są koloru. Ich barwa przypominała wodę morską, ale z drugiej strony lśniły niczym szlachetne kamienie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że owe buciki miały po bokach tęczowe elementy, a z przodu brązowe frędzelki, które dzwoniły za każdym ruchem babci. Na nosie miała malutkie okulary, a w ręku trzymała żółty parasol.

„Wygląda jak słońce” – pomyślała Alicja.

– Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? – zapytała grzecznie starsza pani.

– Tak – odpowiedziała, nadal nie mogąc oderwać od niej oczu.

– Strasznie dzisiaj gorąco, uff… – mruknęła pod nosem babcia.

„Gorąco?!” – zdziwiła się w myślach Ala. – Przecież dzisiaj jest 20 stopni na minusie – odparła głośno.

– Ależ drogie dziecko, w moim wieku duszno może być przy trzydziestostopniowym mrozie, a chłodno w największy upał. Och! Najważniejsze, żeby umysł był zawsze świeży – zachichotała.

Alicja uśmiechnęła się ni to do niej, ni do siebie, i w zamyśleniu spojrzała przez okno. Tymczasem starsza pani zdjęła swoje malutkie okulary, a zamiast nich włożyła na nos ogromne zielone binokle, po czym wyjęła z torby gazetę i zaczęła ją czytać, poruszając lekko ustami. Po chwili westchnęła:

– Tyle zła jest na świecie. Serce boli, gdy patrzę na tę niekończącą się ludzką głupotę.

Alicja kiwnęła głową, co staruszka potraktowała jako zachętę do dalszej rozmowy.

– Nie martw się, kochanie. Oprócz tego panoszącego się wszędzie zła, wokół nie brak dobra, bo życie jest bardzo kolorowe – zachichotała, aż zadzwoniły brązowe frędzelki przy jej niezwykłych pantofelkach.

– Przeżyłam pięciu mężów – ciągnęła. – Każdego z nich kochałam nad życie. Pierwszy był oficerem. Ach, ależ on był przystojny. Ostatni pracował na roli, ale spodobał mi się, bo wyglądał jak młody bóg. Zmarł 6 lat temu, od tamtej pory jestem sama. Pamiętaj, drogie dziecko, w życiu liczy się tylko to, aby mieć obok siebie kogoś, z kim wieczorem można iść na spacer, a rano napić się herbaty. Najgorsza jest samotność. Nie możesz żyć życiem, którego już nie ma. Jesteś młoda, jeszcze spotkasz kogoś, kto będzie cię wspierał, kochał, pamiętaj o tym – dodała staruszka tym razem już poważnym głosem.

Alicja spojrzała na nią ze zdziwieniem. Skąd ta przedziwna kobieta wiedziała o tej bolesnej sprawie? Minął rok, odkąd Przemek zmarł. To był dla Ali najgorszy, wręcz koszmarny rok. Pozbierała się jakoś, ale nie mogła – czy może bardziej nie chciała – zapomnieć.

– Wiem, że to trudne, ale ty żyjesz dalej, noś go w sercu, ale zrób miejsce dla kogoś innego. Nie zatracaj się w bólu, przeżyliście wiele wspaniałych chwil, ale one już nie wrócą, a ty musisz się z tym pogodzić.

– Skąd pani to wszystko wie? – odezwała się w końcu Alicja. – Przecież…

– To nieważne – przerwała jej staruszka. – Ważne, żebyś ty zaczęła znowu żyć.

Po czym wróciła do czytania gazety. Alicja zamknęła oczy. Nie miała siły ciągnąć tej rozmowy, nie chciała. To, co wydarzyło się przed rokiem, ciągle do niej wracało. Nie umiała się cieszyć, bawić. Czas wolny spędzała oglądając zdjęcia, na których byli razem z Przemkiem, lub słuchała jego ulubionych płyt. Dobrze, że miała studia. Tylko one jej zostały…

Gdy otworzyła oczy, stwierdziła, że w przedziale siedzieli tylko elegancka kobieta i jeden z mężczyzn. Staruszki nie było.

„Czy ona była tu naprawdę? – pomyślała dziewczyna. – Może tylko mi się śniło, że z nią rozmawiałam”.

Niepewnie wyjrzała przez okno. Zdawało jej się, że widzi postać w lśniących zielonych bucikach, idącą ścieżką ciągnącą się wzdłuż torów aż do lasu.Rozdział II

MAJKA, ZUZKA I GRZYBEK

Minęły trzy dni, odkąd Alicja przyjechała do Malinówki. Przez ten czas nie zdążyła jednak spotkać wielu znajomych. Wieczorami rozmawiała z mamą i siostrą, a pozostałą część dnia spędzała pracując w gospodarstwie. Nadal nie mogła zapomnieć o tajemniczej pasażerce. Jej słowa mocno ją poruszyły, wciąż do nich wracała. Starsza kobieta kazała jej żyć dalej, zapomnieć o Przemku. Tyle że to dziwne spotkanie obudziło w niej pewne wspomnienie…

_Był majowy poranek. Wraz z koleżankami ze studiów poszła do parku trochę się pouczyć, ale chyba jeszcze bardziej pogadać. To wtedy Ala poznała swoją przyszłą miłość. Miał długie, kasztanowe włosy związane w kucyk, pomarańczową bluzę i niesamowicie brązowe oczy. To nie był pierwszy raz, gdy go tam widziała. Za każdym razem, gdy siedziała na ławce i coś czytała, on biegał lub jeździł na rowerze. Dziewczyny podejrzewały, że ten biegacz spodobał się Ali. Ich chichot sprowokował chłopaka. Zatrzymał się i uśmiechnął. A Alicja odważyła się odezwać…_

_Potem były długie spacery i wycieczki rowerowe. Przemek słuchał Metalliki i Bajora. To też ujęło Alicję. Potrafili rozmawiać na każdy temat, nigdy się nie kłócili. Na imprezy chodzili rzadko, bo oboje nie lubili gwaru i tłumu. Woleli ciszę, i to dlatego uwielbiali te swoje obozy wędrowne i rowerowe wyprawy w nieznane._

Po tym, co się stało, Alicja przestała w ogóle jeździć na rowerze. Wypadek Przemka przekreślił wszystkie ich wspólne plany i marzenia.

„A jak niby mam żyć dalej?…” – szepnęła do siebie na to wspomnienie.

*

Była godzina osiemnasta, gdy pod dom jej rodziców zajechały dwa ryczące motory. Siedząca na krześle przed domem Alicja powoli wstała.

– Alka! Alka! – usłyszała znajomy głos. – Jesteś tu podobno od paru dni, a nie dajesz znaku życia. Chyba zaczyna ci odbijać.

– Majka? A co ty tu robisz? – spytała ze zdziwieniem.

– Jak to co? Przyjechaliśmy do ciebie. To jest Milo, przyjechał z Pragi na wymianę do Polski, a teraz zwiedza nasz przepiękny kraj na motorze. A ja chyba niedługo zacznę razem z nim – opowiadała przyjaciółce z wesołością w głosie.

– Wariatka z ciebie – z uśmiechem stwierdziła Alicja.

– Dobra, dobra… Słuchaj, wpadnij jutro do mnie, to pogadamy, bo teraz to ja już muszę lecieć – krzyknęła Majka. Jej nowy chłopak zdążył już skończyć drugie okrążenie wokół domu.

*

– Nie, mamo, nie będę jadła.

– Córeczko, przecież tak nie można, rozchorujesz się!

– Mamo, daj spokój, po prostu nie mam apetytu – odpowiedziała Alicja, wchodząc po schodach do swojego pokoju. Myślała, że przyjazd do domu pozwoli jej nabrać dystansu, tymczasem podróż zupełnie ją rozstroiła. Wróciły bolesne wspomnienia:

– _Aluś, śpij, ja zaraz wrócę. Pojadę do sklepu, kupię jakieś bułki._

– _Ale strasznie leje… Może przeczekaj ten deszcz – odpowiedziała mu, ziewając jednocześnie._

– _Niedługo wrócę._

_Nie wrócił. Dwa kilometry od pola namiotowego w Dusznikach-Zdroju policja znalazła połamany rower i nieżyjącego człowieka, który w ręce wciąż trzymał torbę z bułkami._

_Nie wrócił._

*

Alicja wstała bardzo wcześnie. Otworzyła okno i mimo że był środek zimy, na porannym niebie pojawiło się słońce. Wciągnęła powietrze. Czuła, że dzisiejszy dzień będzie lepszy, inny, łatwiejszy.

Założyła kapcie i zbiegła po schodach.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij