Stacja Zbrodnia - ebook
3… 2… 1… Witam wszystkich nowych słuchaczy w najlepszym podcaście kryminalnym, w którym wspólnie odkrywamy makabrę, poznajemy dawne tajemnice, aby w końcu spróbować zgłębić nierozwiązane sprawy. Dla tych, którzy jeszcze mnie nie znają, nazywam się Wanda Grajek. Jestem byłą prezenterką wiadomości w stacji, której nazwy nie podam, bo nie płacą mi za reklamę, spontanicznie pisarką, a przede wszystkim dziennikarką śledczą. W tym odcinku zajmiemy się sprawą zabójstwa sprzed 10 lat, która jest powiązana z wyjątkowo obrzydliwym typem o jeszcze paskudniejszym pseudonimie niż charakterze. Kto z własnej woli nazwałby się „Rzetelnym Wielbicielem”, zwłaszcza by mnie dręczyć? Zbytnio wybiegam w przód, zacznę od początku. Otóż…
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 301 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Cykl Równowagi Losu
Michał Członka
Warszawa 2026
© 2026 Michał Członka
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Publikacja przygotowana do dystrybucji cyfrowej.
Wszelkie postacie i wydarzenia są wytworem wyobraźni autora.
Jakiekolwiek podobieństwo do osób lub zdarzeń jest przypadkowe.
Od autora
Każdy z nas nosi w sercu własne demony. Żal za to co nam nie wyszło, wstyd za popełnione błędy młodości albo wspomnienia tego, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Ten mrok przyćmiewa szczęście, zalewa umysł, a czasem skłania do powrotu na złą ścieżkę. Nieważne, że dookoła słyszymy złote rady, takie jak: „Postaraj się”, „Bądź ponad to”, „Nie myśl o tym”. Co z tego, że usłyszane słowa posiadają logiczny sens? Logika nijak odnosi się do szalejących w naszym wnętrzu emocji. Co zrobić z tym chaosem? Poddać mu się, a może z nim walczyć?
Całe życie byłem swoim największym krytykiem. Potknięcie, powiedziana głupota czy gafa odtwarzały się w mojej głowie w kółko i w kółko, niczym reklama w dziale telewizorów w sklepie RTV. Historia leciała na zmianę w wersji oryginalnej, a potem w edytowanej przez wyobraźnię tak, aby wyszło bez wpadki. Retrospekcje zajęły mi większość młodości. Z perspektywy czasu, żałuje jedynie zmarnowanej energii na przemyślenia niepokryte czynami. Ostatecznie wybaczyłem sobie ten etap. Wybaczyłem to, że nie jestem idealny, to że zaliczyłem potknięcia. Każdy w pewnym momencie powinien coś sobie samemu wybaczyć. Czy da się wybaczyć absolutnie wszystko?
Wanda przez lata starała się znaleźć odpowiedź. Jak znaleźć do siebie szacunek, gdy stało się to, co się stało. Niektóre zagadki rozwarstwiają się, przynosząc coraz więcej pytań. Jeszcze inne tajemnice doprowadzają do obłędu. A gdy wszystko to razem zmieszać, powstaje mrok, w którym przestajesz dostrzegać drogę przed sobą. Sam już nie wiesz, dokąd zmierzasz, co czyha na Ciebie za zakrętem, kim staniesz się na końcu drogi?
Życzę wszystkim, którzy noszą na swych barkach ciężar samokrytyki, aby w końcu się z nim zmierzyli. Aby światło rozmyło mrok. Aby własne odbicie w lustrze wreszcie wywołało uśmiech na Waszych twarzach.
Jako dzieciak każde wakacje spędzałem u babci w Nadbużańskim Parku Krajobrazowym. Na polanie otoczonej lasem, mieściła się jej drewniana chałupka. Dla chłopca z blokowiska to był nieodkryty świat pełen niespodzianek.
Dziękuję mojemu wujkowi Sławkowi, który opiekował się mną, gdy wyjeżdżałem tam na wakacje bez rówieśników. Dziękuję za nasze liczne spacery, struganie kijków z drewna, pierwszą złowioną rybę, pierwszą dłuższą wyprawę rowerową i za wiele więcej chwil, które na zawsze pozostawię w pamięci. Dzięki Tobie odkryłem spokój w bezkresach lasu.I
Nie spodziewałam się, że impreza aż tak się rozkręci. Marcin przeszedł samego siebie. Głośniki dawały czadu, a nogi kuchennego stołu uginały się od masy trunków, jakie przynieśli goście. Podeszłam wybrać coś dla siebie. Większości alkoholi nie znałam, wolałam więc nie ryzykować. Tatko zawsze ostrzegał mnie przed piciem tego, czego nie znałam. Zdecydowałam otworzyć lodówkę i bingo. Wyjęłam zimne piwko w butelce. Pstryknęłam otwieraczem kapsel i pociągnęłam łapczywie. Tak smakuje wolność. Miesiąc temu ukończyłam liceum, napisałam maturę, myślę, że celująco. Przyszedł czas na upragniony relaks. Przeleciałam wzrokiem po salonie, który zamienił się w parkiet. Z głośników poleciała kolejna piosenka, stare klimaty potrafią rozruszać. Laski rozmawiające obok w grupce, zapiszczały i wyszły na parkiet. Rany, w sposobie, w który się wyginały biodrami, było coś pierwotnego. Obserwując je, nie wiedziałam, czy zazdrościć im tej śmiałości, czy wykpić. Pociągnęłam z butelki kolejny łyk.
- Wiesz, że picie w samotności grozi brakiem spełnienia? – zapytał pijany głos za mną.
Podskoczyłam wyrwana z moich obserwacji. Spojrzałam na chłopaka, który rzucił ten słaby tekst. Nawet przystojny, szkoda, że najpierw się odezwał. Popsuł całe wrażenie, jakie mógłby na mnie zrobić swoimi szerokimi ramionami. Patrzył tymi piwnymi oczami prosto w moje, jakby myślał, że to dopełni jego podryw.
- Któraś już się na to złapała? – zakpiłam.
- Dżentelmeni o takich sprawach nie mówią, a ja zdradzę, że parę. Mam na imię Piotr. A Ty jesteś… – zagadał.
- …zmęczona szukaniem mojej przyjaciółki. Wybacz – wymigałam się z tej żenującej rozmowy.
Odeszłam od niego wychodząc przed dom. Zebrało się tam kółeczko palaczy, wśród których stał Marcin. Dostrzegłszy mnie, pomachał do mnie.
- Wando, chodź do nas. Rozstrzygniesz ważną kwestię – zawołał mnie.
- Co jest? – spytałam.
- Damian zastanawia się czy ma szanse u Elizy, której podoba się Paweł. Nie powiedział jej o swoich uczuciach, bo boi się stracić z nią kontakt. Co o tym myślisz? – spytał ignorując szturchnięcia Damiana.
- Klasyczny friendzone. Damianie, jesteś porządnym facetem. Przykro mi, ale umrzesz w samotności – zaśmiałam się.
Wszyscy dookoła ryknęli śmiechem oprócz Damiana.
- Widzieliście gdzieś Teresę? – zapytałam.
- Sprawdź na górze – rzucił Marcin z głupkowatym uśmieszkiem.
Nie spodobała mi się ta odpowiedź. Weszłam z powrotem do środka. Otwierając drzwi, huknęła we mnie muzyka. Dorwali się do playlisty i zaczęli puszczać młodzieżowy rap. Od basów wibrowało całe pomieszczenie. Wróciłam do kuchni, gdzie odstawiłam pustą butelkę. Korzystając z okazji chwyciłam kolejną z lodówki. Na parkiecie dziewczyny dostały atencję. Otoczone przez kolegów Marcina udawały niedostępne, tańcząc tylko z koleżankami. Daję im góra pół godziny i zajmą wszystkie sypialnie. No właśnie, Teresa. Mam nadzieję, że nie robisz nic głupiego. Weszłam po schodach na górę. Z sypialni wyszedł obiekt westchnień Teresy, Paweł, syn sołtysa. Mina Pawła sugerowała, że impreza nie ułożyła się po jego myśli. Spojrzał na mnie naburmuszony, minął mnie bez słowa i zszedł na dół. Zapukałam do pokoju, z którego wyszedł.
- Teresa? – zawołałam.
- Daj mi chwilę – odpowiedziała smutno.
Nie czekając, wpadłam do pokoju. Omiotłam spojrzeniem leżącą na łóżku przyjaciółkę. Zsunięta góra od sukienki odsłaniała jej koronkowy biustonosz i płaski brzuch. Tusz do rzęs spływał po jej zaczerwienionych policzkach. Bez słowa położyłam się obok niej, przytulając ją delikatnie. Wtuliła się we mnie. Leżałyśmy tak nic nie mówiąc. Czekałam, aż sama zacznie.
- Chłopaki to świnie – powiedziała tak cicho, że ledwie usłyszałam.
- Skrzywdził cię? – starałam się zachować spokój.
Teresa milczała. Przewróciła w końcu oczami.
- Moje serce tak, ciało oszczędził – westchnęła.
- Co się stało? – spytałam.
- Napalił się i chciał to koniecznie zrobić. Podoba mi się, więc przenieśliśmy się tutaj – zaczęła opowiadać.
- Zrobiliście to? – zdziwiłam się.
- Nie. Nie mogłam, wszystko szło za szybko. Poprosiłam, żeby zwolnił, a on się na mnie wkurzył. Nazwał mnie dziwką – wyjaśniła ze złością.
- Parszywy dupek, olać go – wydałam opinię, by podnieść ją na duchu.
Pogłaskałam ją po policzku i zaczęłam poprawiać makijaż.
- Doprowadzimy Cię do porządku. Zejdziemy tam i poderwiemy jakichś przystojniaków, żeby wszyscy im zazdrościli takich lasek jak my – zaproponowałam.
- Dobrze – zgodziła się Teresa.
Kilka minut później spojrzałam z dumą na swoje dzieło. Nie było śladu po łzach, Teresa wyglądała przepięknie. Dobrze, że z Pawłem wybrali akurat sypialnię rodziców Marcina. Jego matka mogłaby prowadzić spokojni salon piękności z tym, co znajdowało się w jej toaletce. Byłyśmy gotowe. Zeszłyśmy na dół, szykując się na zabawę.
Muzyka przycichła. Ludzie zebrani w salonie patrzyli na nas specyficznie.
- Coś jest nie tak. Dalej mam rozmazany makijaż? - szepnęła mi do ucha Teresa.
- Wyglądasz świetnie. Rzeczywiście zrobiło się dziwnie. Może się napijmy – zaproponowałam.
Wszyscy o czymś żywo rozmawiali. Przechodząc obok nich, urywali w pół zdania. Faktycznie dziwnie, ewidentnie rozmawiali o nas. Nalałam do plastikowych kubków wódkę i dopełniłam sokiem pomarańczowym. Podałam jeden kubek przyjaciółce, a ta opróżniła na raz połowę zawartości. Podeszła do nas długonoga brunetka z rozpuszczonymi włosami. Takiej tylko pozazdrościć urody. Spojrzała na nas z obrzydzeniem. Co jest?
- Cześć, mam na imię Eliza – przedstawiła się dalej z grymasem.
- Cześć – rzuciłyśmy razem z Teresą.
- Mówię to w imieniu Marcina i wszystkich. Nie tolerujemy tu takich akcji – zgromiła nas wzrokiem.
- O czym Ty mówisz? – zdziwiłam się.
- Paweł opowiedział nam co mu proponowałyście. Marcin, zapraszając was, nie wiedział, że będziecie tu kurwić się za kasę. To chore – Eliza powiedziała to z obrzydzeniem.
- Co Ty pieprzysz. Ten dupek próbował wykorzystać moją przyjaciółkę! – nie wytrzymałam.
- Nie będę tolerowała obrażania mojego przyjaciela – odpowiedziała ze złością Eliza.
Za nią stanęły jej trzy koleżanki, również z grymasem obrzydzenia na twarzy i zerowym intelektem w spojrzeniu.
- Nie chcemy tu kurew – rzuciły nam w twarz.
Zagotowało się we mnie. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie nazwał. Miałam ochotę rozszarpać te głupie lale, wyrwać im te kłaki z tępych łbów.
- Chodź Wanda, nie mam ochoty przebywać dłużej z tą bandą debili – poprosiła cicho Teresa.
Uszanowałam to, tylko dlatego nie rzuciłam się na nie z pięściami. Obróciłyśmy się i odeszłyśmy. Zamykając za sobą frontowe drzwi, usłyszałam, jak pogłaśniają muzykę. Wszyscy w środku wrócili do zabawy. Patrzyłam przez okno, jak śmieją się i polewają drinki. Eliza podeszła do Pawła siedzącego na kanapie, zaczęła podrygiwać przed nim kusząco w rytm muzyki. Ten przyciągnął ją do siebie tak, że usiadła mu na kolanach. Poszli w ślimaka, liżąc się bez opamiętania. Obrzydliwe. Skierowałam uwagę na stojącą na dworze obok mnie Teresę.
- Odwieziesz mnie do domu babci? – spytałam z nadzieją w głosie.
Dziewczyna pokazała mi pusty kubek, który dalej trzymała w dłoni.
- To nie był mój pierwszy drink, ani drugi, ani trzeci – wyjaśniła lekko bełkocząc.
No pięknie, żadna z nas nie była trzeźwa. Wypiłam łącznie trzy piwa i łyk drinka, którego dalej trzymałam. Wylałam zawartość na trawnik przed domem i wyrzuciłam kubek na trawę, nie przejmując się, że śmiecę. Czułam się w miarę dobrze. Nie kręciło mi się w głowie, powinnam dowieźć nas bezpiecznie.
- Daj mi kluczyki od samochodu – nakazałam.
- Jesteś pewna? – bąknęła pijana, nawet nie czekając na odpowiedź.
Wyjęła z torebki kluczyki do Forda Focus jej ojca i położyła mi je na wyciągniętej dłoni. Nie byłam pewna mojej decyzji. Za to na pewno nie zostanę tu ani chwili dłużej. W każdym momencie ta banda idiotów z imprezy może wyjść na fajka przed dom. Wyobraziłam sobie, jak Eliza wychodzi i widzi, że stoimy przed gankiem. Skoro z łatwością uwierzyli w taką głupotę, bałam się, by ktoś nie wymyślił nowej. Zamknięcie nas w piwnicy, poszczucie psami czy zaciągniecie do lasu. Gniew napędzający mnie wcześniej ustąpił strachowi. Słyszałam od Teresy co potrafią odwalić. Nie chcę tego doświadczyć.
Podeszłam do samochodu i otworzyłam drzwi po stronie kierowcy.
- Wsiadasz, czy mam odjechać bez Ciebie? – powiedziałam, siląc się na pewność siebie.
- No już wsiadam – odpowiedziała trzeźwiejszym głosem.
Ja też zasiadłam na miejscu kierowcy. Dziwnie się tu czułam. Do tej pory prowadziłam tylko dwa samochody, Skoda Fabia z wiadomych względów i Skoda Octavia tatka. Prawo jazdy zdałam miesiąc temu, więc nie czułam się pewnie. Spróbowałam ruszyć, nie wyczuwszy dostatecznie sprzęgła, silnik zgasł. Przy drugim podejściu samochód się zerwał, ruszyłyśmy.
- Dobrze, że mnie nie posłuchałaś i nie przyprowadziłaś siostry. Wtedy dopiero byłaby katastrofa – stwierdziła Teresa.
- Młoda wypominałaby nam tę aferę do emerytury – odpowiedziałam wesoło.
- Przykro mi, że Ci się oberwało. Tak jak ja, jesteś od teraz spalona na stosie w towarzyskich kręgach tych szanownych okolic – zażartowała.
- Przykro mi to słyszeć mości Pani, gdyż liczyłam na dobre zamążpójście – podchwyciłam wątek.
Roześmiałyśmy się. Doceniam, że przyjaciółka zadbała o rozluźnienie atmosfery. Cieszę się również, że trochę otrzeźwiała, nie miałabym siły wciągać jej pijanego ciała do pokoju znajdującego się na poddaszu.
Poczułam się pewniej za kierownicą. Samochód mknął nieoświetlonymi, wiejskimi uliczkami. Zaraz wjedziemy do parku krajobrazowego. Przedzieranie się przez mroczny las w nocy nie jest czymś, co napawało mnie radością. Widząc przed sobą ścianę złowrogich drzew, przyśpieszyłam. Nie powinnam tego robić przy tej widoczności i pierwszych kroplach deszczu pojawiających się na przedniej szybie. Chcę jak najszybciej wrócić do domu babci i mieć tę noc za sobą.
- Jakie plany na resztę wakacji? – usłyszałam pytanie.
- Cóż, tydzień zostaniemy jeszcze u babci. W sierpniu może tu wrócę sama na dwa tygodnie jak … - przerwałam.
Samochód w coś uderzył, przez co na moment straciłam panowanie nad pojazdem. Wcisnęłam odruchowo hamulec. Zatrzymałyśmy się gwałtownie, aż nami szarpnęło do przodu.
- Co to było? – spytała przerażona Teresa.
- Chyba w coś walnęłyśmy – wypowiedziałam te słowa, uświadamiając sobie przy tym co znaczą.
Zapanowała cisza, którą przerwał grzmot. Podskoczyłyśmy w fotelach. Gdzieś przed nami błysnęło, a deszcz lunął zalewając wszystkie szyby.
- Jedź dalej – poprosiła rozhisteryzowana Teresa.
- Zwariowałaś?! Mogłyśmy kogoś potrącić. Trzeba to sprawdzić i ewentualnie udzielić pierwszej pomocy – oburzyłam się.
Siedziałam jednak dalej w środku, słuchając stukotu kropel o karoserię. Wnętrze samochodu wydawało się takie przyjemne, ciężko jest się zebrać i wyjść. Zwłaszcza, że jesteśmy w środku ciemnego lasu w trakcie burzy.
- Wyjdziesz ze mną sprawdzić? – spytałam.
- A muszę? – odpowiedziała z nadzieją w głosie, że wycofam się z prośby.
- Sama nie dam rady – przyznałam.
Teresa westchnęła, a kolejny grzmot zawył tym razem z oddali. Deszcz powoli przechodził. Otworzyłam drzwi jako pierwsza. Jak tylko wyszłam, zimny deszcz zmoczył moje blond włosy i czarny top. Zadrżałam. Obeszłam samochód stając przed maską. Obok mnie stanęła Teresa. Zapaliłam latarkę, oceniając szkody. Prawe, przednie lusterko zbite, a przy nim lekkie wgniecenie.
- Na pewno w coś walnęłyśmy – stwierdziłam z niekontrolowanym lękiem.
- Może to sarna – powiedziała.
Ruszyłyśmy drogą, którą tu dojechałyśmy. Teresa również włączyła latarkę w telefonie. Razem oświetlałyśmy przemierzaną leśną drogę i pobocze po obu stronach. Szukałyśmy rannego zwierzęcia. Cała mokra i przerażona, modliłam się w myślach, by okazało się, że to tylko zwierzę. Przerażona zorientowałam się, że jestem sama. Odwróciłam się, moja towarzyszka zatrzymała się kawałek wcześniej i stała tak nie odzywając się.
- Znalazłaś coś? – krzyknęłam.
- Wanda! Chodź tu – krzyknęła z histerią w głosie.
Zmroziło mnie, jej głos nigdy wcześniej tak nie brzmiał. Podeszłam do dziewczyny, a serce waliło mi jak szalone. Poświeciłam tam, gdzie patrzyła. Ten widok zapamiętam do końca życia. Na poboczu leżało na plecach, w nienaturalnej pozycji ciało mężczyzny. Jego twarz, a właściwie jej brak wywrócił treść pokarmową mojego żołądka. Nie wyglądało to jak człowiek, prędzej przypominało obcego lub innego potwora z horrorów. Zwymiotowałam. Widok zwróconej przeze mnie treści pokarmowej był i tak lepszy od tego, co widziałam przed chwilą. Spojrzałam z powrotem na ciało mężczyzny, nienaturalnie zgięty kark i krwawa plama brei zamiast twarzy łączyły się logicznie z plamą krwi na głazie wystającym obok.
- Czy on … - zaczęłam.
- Z pewnością nie żyje. Nie porusza klatką piersiową. Nie mógł przeżyć takich obrażeń – odpowiedziała drżącym głosem Teresa.
Moja przyjaciółka próbowała dostać się na medycynę. Zarywała noce, ucząc się do egzaminów z anatomii. Jeśli mówi, że to trup, to z pewnością tak jest. To znaczy, że … zabiłam człowieka. Usiadłam na mokrej trawie. Mój świat się skończył, zabiłam człowieka. Powoli docierała do mnie zgroza tej sytuacji i co to wszystko dla mnie oznacza. A może Teresa się pomyliła i jeszcze żyje. Mogą go uratować, muszą to zrobić. Wszystko się jakoś ułoży. Wyłączyłam latarkę i wstukałam numer alarmowy na klawiaturze.
- Co Ty wyprawiasz? – w jej głosie usłyszałam gniew.
- Jak to co?! Dzwonię na numer alarmowy. Uratują go. Nie może umrzeć – załkałam.
Teresa podeszła do mnie z wyciągniętą ręką.
- Oddaj mi komórkę – rozkazała.
W szoku spowodowanym jej dominującym tonem posłuchałam się, podając moją komórkę.
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie zdołamy go uratować, bo to trup. Jeśli wezwiesz policję, aresztują nas obie. Pijana prowadziłaś samochód, a ja Ci na to pozwoliłam. Ciebie oskarżą o morderstwo, a mnie o współudział – mówiła stanowczo, choć głos momentami jej drżał.
- Nie chciałam go zabić – wyksztusiłam czując łzy w oczach.
- To nie ma znaczenia. Wylądujemy w więzieniu, chyba że pomożesz mi przenieść ciało – zaproponowała już nie tak pewnie.
- Co Ty bredzisz? – nie mogłam uwierzyć, że ta rozmowa odbywa się naprawdę.
- Spójrz na tamte zarośla. Jeśli przeniesiemy tam ciało, przez jakiś czas go nie znajdą. Resztę śladów zmyje deszcz, a mój kuzyn zdąży po cichu naprawić auto – powróciła jej stanowczość.
- Ale to przecież zbrodnia – powiedziałam.
Nie wiem, czy bardziej próbuję odwieść od tego pomysłu ją czy siebie. Jej plan wydawał się zgrabny. Jej groźby były straszne. W głębi przyznawałam jej rację. Nie chcę, aby moje życie skończyło się w tym momencie. Mam tyle planów i celów, które wyznaczyłam sobie do osiągnięcia.
- Zastanów się! Chcesz być tematem numer jeden wiadomości, chcesz to zrobić swojej rodzinie?! – przekonywała.
- Zgoda – pękłam.
- W takim razie mi pomóż, zanim ktoś nas przyłapie – ponagliła mnie.
Złapałam trupa za ręce, a Teresa chwyciła za nogi. Dalszą część pamiętam jak przez mgłę. Ledwie co poczułam, jak ciernie zarośli przecięły nieosłoniętą skórę moich ramion. Nie przejmowałam się już ani tym, ani ciężarem zwłok, ani przemoczonym i brudnym ubraniem. Mój umysł wyłączył się. W tych krzakach nieopodal głazu ukryłyśmy coś jeszcze. Naszą niewinność. Po wykonaniu zadania, wsiadłam do samochodu jako inna osoba. Dawna ja nie wytrzymałaby panującej ciszy. Nowej osobie siedzącej na miejscu kierowcy była ona na rękę. Nie chciałam więcej słyszeć głosu dziewczyny, przez którą pijana prowadziłam to auta, a potem ukrywałam potrącone zwłoki. Kilka chwil później zaparkowałam na jej podwórku, wręczyłam jej kluczyki i wysiadłam.
- Tylko pamiętaj, nikomu o tym nie mów. Od tego zależy nasza przyszłość – przypomniała zestresowana Teresa.
- Zrobiłam, jak chciałaś. Świetny plan, powodzenia w życiu – wycedziłam.
- Jeszcze mi za to podziękujesz. Uratowałam Cię – opowiedziała zdenerwowana.
Zignorowałam te słowa, nie czując się na siłach do kłótni. Nie oglądając się za siebie, odeszłam leśną dróżką prowadzącą do domu babci. Dawna ja bałaby się mrocznego lasu, ciemnej ściany drzew. Wyobrażałaby sobie śledzącego ją mordercę, ukrywającego się w cieniu poza widokiem ofiary. Dobrze wiedziałam, że w tym lesie jest tylko jeden morderca. Obejrzałam moje dłonie, niedawno poplamione krwią teraz wyglądały normalnie.
Weszłam na polanę, na środku której wyrastały z ziemi ciemne mury budynku. Otworzyłam przednie drzwi najciszej, jak umiałam. Nie włączyłam światła, przeszłam przez sień do kuchni. Wyjęłam z lodówki butelkę wody mineralnej i nalałam ją do pozostawionej na stole szklanki.
Stary żyrandol rozświetlił pomieszczenie, oślepiając mnie na moment.
- Tak myślałem, że wróciłaś. Jak impreza? – spytał tata.
Stał w progu w swojej piżamie w groszki, ocierając zaspane oczy. Wyglądał tak przeciętnie. Zapragnęłam przytulić go i o wszystkim mu opowiedzieć. To nie jest dobry pomysł. Po raz pierwszy muszę zachować coś wielkiego w sekrecie przed nim. Uważnie mi się przyglądał, z pewnością wyczuł, że coś ze mną jest nie tak. Jestem o tym przekonana.
- W porządku. Jestem zmęczona – chciałam uciec do mojego pokoju.
- Widzę, że masz kiepski nastrój. Porozmawiamy o tym jutro – zgodził się.
Postąpiłam kilka kroków w stronę schodów, ale rozmyśliłam się.
- Tatku? W jaki sposób radzisz sobie w pracy? – spytałam najnormalniej jak umiałam.
- Co masz na myśli? – jak zawsze dążył do doprecyzowania tematu.
- Jesteś topowym dziennikarzem śledczym w kraju. Na co dzień obcujesz z przestępcami, domyślam się, że odkrywanie zbrodni nie należy do najprzyjemniejszych zajęć, a to twój chleb powszedni. Jak sobie z tym radzisz? – doprecyzowałam.
- Trochę przesadziłaś, ale dziękuję za tego topowego dziennikarza. To moja codzienność i pasja. Do wszystkiego można się przyzwyczaić i prawie wszystkiego wyuczyć. Jeśli wybierzesz dziennikarstwo, to z pewnością się o tym przekonasz – znowu wrócił do tematu wyboru studiów.
- Sądzisz, że nadawałabym się na dziennikarkę? – zapytałam.
- Sądzę, że dziennikarski głos daje siłę, a Ty zawsze byłaś silna – zachęcał ojciec.
Nie czułam się teraz silna. Nie wiedziałam co chcę robić w życiu. Pragnęłam tylko spokoju. Szarej codzienności, stabilności, która daje bezpieczeństwo. Weszłam na schody z tą myślą. Codzienności, w której nie będę czuła się jak morderca.III
Omiotłam wzrokiem po raz ostatni moje pierwsze, własne mieszkanko. Lubiłam te jasne meble w odcieniu dębu sonoma, lawendowe ściany, które sama pomalowałam. Nie spędzałam tu dużo czasu, jak każda ambitna osoba pędząca za karierą. Mimo to, te ściany wiele widziały. Moje łzy, kiedy życie nie wychodziło po mojej myśli, jak również moje liczne imprezy celebrujące sukcesy. Do tej pory dostrzegałam kilka wgłębień po wystrzelonym korku z prosseco. W tych ścianach kryła się historia moich ostatnich 6-ciu lat. Kupiłam je za moją część ze spadku po tatku. Jego wypadek samochodowy należał do tych zdarzeń, po których wszystko się zmieniło. Sprzedawszy mieszkanie, w którym dorastałam, każda z nas podążyła w innym kierunku. Wygląda na to, że tatko spajał całą rodzinę.
- Zdecydowaliśmy się, bierzemy – oświadczyła młoda.
Jej chłopak od razu ją przytulił. Nie byłam pewna, czy to czułość, czy raczej docenienie, że w końcu jego partnerka podjęła decyzję.
- Świetnie, umowa i protokół odbioru leżą na stole. Proszę zapoznać się z treścią i podpisać – poprosiłam znudzona.
Ta młoda para przez godzinę sprawdzała, czy mieszkanie nie ma usterek. Moja dynamiczna dusza nie ma cierpliwości do takich sytuacji.
- Na rok, wszystko tak, jak zostało umówione? – upewniała się dziewczyna.
- Dokładnie tak – odpowiedziałam lekko poirytowana.
Przecież wszystko jest tam napisane. Dlaczego zamiast samemu przeczytać, młodzi wolą o wszystko pytać. Nie jestem nauczycielką, żeby to znosić. W końcu złożyli swoje podpisy, ja również.
- Doskonale. Tu są wasze klucze, życzę wszystkiego dobrego – powiedziałam sztywno, przekazując im klucze do mieszkania.
- Dziękujemy, tak w ogóle jestem Pani fanem. Zastanawiam się, czemu już Pani nie prezentuje wiadomości? Od miesiąca program w telewizji prowadzi ta była youtuberka – wtrącił się chłopak.
Tak myślałam, że podziwiał mnie wzrokiem. Przy takiej drugiej połówce to nic dziwnego. Łagodnie określając, dziewczyna nie należała do najszczuplejszych.
- Normalne, że wszystko zastąpią nowszym lub młodszym modelem – wtrąciła się jego partnerka.
Osz Ty babsztylu. Ciekawe jak spodoba Ci się nowe mieszkanie, gdzie sąsiad z góry ćwiczy codziennie o 7 rano grę na skrzypcach. Szkoda, że nie zobaczę jej reakcji na to.