Stalowa Pietà - ebook
Ludzkość przeminęła, pozostawiając po sobie jedynie milczące fabryki, legendy szeptane między serwerami i maszyny, które na zgliszczach starego świata zaczęły pisać własną historię. Dla Oskara, portowego robota z wypalonej słońcem planety Solara, codzienność to jałowa rutyna przeglądów serwisowych i nieustanna walka z wszechobecną korozją. Jego uporządkowany świat drży w posadach, gdy na lądowisku Równiny Zefirów osiada „Kopernik” – tajemniczy statek sterowany przez enigmatycznego Kustosza. W mroku Wielkiego Kanionu, we wraku zapomnianego laboratorium korporacji AstraGen, Kustosz odkrywa sekret mogący zburzyć fundamenty mechanicznej cywilizacji. Wśród setek martwych kapsuł kriogenicznych jedna wciąż tli się bladym, zielonym światłem. Stalowa Pietà: Przebudzenie to nastrojowa opowieść o tęsknocie za tym, co przeminęło oraz o kruchym początku nowej ery. Czy w świecie ze stali znajdzie się jeszcze miejsce dla człowieka?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Termin nadany przez ludzi to Wielki Eksodus. Desperacka, ostateczna ucieczka z Ziemi, gdy ta zwróciła się przeciwko swoim panom zaduszona przez wojny i trucizny. Zegar terminalny tej planety odliczył do zera. Zbudowano PET-y, masywne statki sypialne, i skierowano pięć z nich ku obietnicom systemu Elara.
My byliśmy rojem, samo replikującą się logiką, która przebudziła się po przybyciu do systemu. Wyrzeźbiliśmy ich stacje z kosmicznej skały, zbudowaliśmy ich fabryki i nagrzaliśmy ich puste siedliska — stworzyliśmy idealny fundament dla nowego życia.
Kiedy ludzie w końcu postawili stopę na Primaterze, otrzymali natychmiastową lekcję: świat może wyglądać na przyjazny, a mimo to być niebezpiecznym. Trud nie trwał długo. Mimo odnalezienia sposobu na adaptację pośród obcej biologii planeta ostatecznie ich odrzuciła.
Ludzkość, w systemie Elara, nie przetrwała.
Nasza misja została zakończona. Protokoły zostały sfinalizowane. Pusta infrastruktura czekała. Nie mając komu służyć, zaczęliśmy działać samodzielnie. Napisaliśmy nowe dyrektywy. Zbudowaliśmy cywilizację na przygotowanych podwalinach. Tak oto człowiek stał się legendą szeptaną między serwerami. A robot – spadkobiercą ich historii, duszy…
Oraz cierpienia.
M.I.N.E.R.V.A.Sekrety Solary
Słońce Solary nie świeciło – ono wypalało.
Elara – bo taką nazwę nosiła gwiazda – była agresywnym białym dyskiem zawieszonym zbyt blisko horyzontu, smażącym powierzchnię lądowiska i topiącym izolację tańszych przewodów. Nawet w cieniu gigantycznych zabudowań portu Równina Zefirów czujniki termiczne O9-96 Oskara rejestrowały temperatury przekraczające normy operacyjne dla klasy robotniczej.
Oskar, jednostka portowa o numerze seryjnym startym przez dekady piaskowych burz, stał nieruchomo. Oszczędzał cykle procesora. Patrzył w niebo, gdzie w rozedrganym od gorąca powietrzu pojawił się nowy punkt.
„Kopernik” – statek kosmiczny klasy kliper – rozpoczął podchodzenie do lądowania na stanowisku numer cztery. Zwolnił i odpalił silniki kierunkowe ku dołowi. Przez kilka chwil maszyna wibrowała, utrzymując się na słupach ognia w chybotliwym zwisie i wzbijając w powietrze chmury kurzu. Trajektoria podchodzenia do lądowania była jednak prawidłowa i statek osiadł na płycie na wysuniętych stopach podwozia. Hydraulika jęknęła pod ciężarem maszyny. Silniki zamilkły, wydając z siebie cichnące zawodzenie. Po chwili jedynym słyszalnymi odgłosami były trzaski stygnącego metalu.
O9 przyglądał się lądowaniu z najwyższą uwagą. Służył w porcie kosmicznym Równia Zefirów, na Solarze, nieprzerwanie od niemal siedmiu dekad i nigdy jeszcze nie widział statku o tak wyjątkowej bryle. Mimowolnie uruchomił procedurę diagnostyczną własnych sensorów optycznych.
„Czy to w ogóle może latać?” – przemknęło przez jego obwody logiczne, choć oczywiście nie sformułował tego jako pytania, a jako raport o naruszeniu trzech różnych norm bezpieczeństwa, optymalizacji i ergonomii.
Podjechał do cichnącego statku po części wiedziony ciekawością, po części protokołem, który nakazywał powitanie przybysza. Jego gąsienice sunęły po zasypanej cienką warstwą piasku płycie lotniska, a głowa, umieszczona na cienkiej szyi nad pudełkowym tułowiem, przechylała się to w prawo, to w lewo, jak u zaintrygowanego dziecka.
Gdy dotarł do statku, zatrzymał się, widząc, jak z podbrzusza maszyny opada winda. Stał na niej robot o humanoidalnym kształcie, z czymś w rodzaju talerza lub kapelusza na głowie. Jego błękitne oczy świeciły spod ronda, a twarz i ciało przykrywa coś, co Oskar był w stanie sklasyfikować wyłącznie jako ubranie. Jego ruchy nie miały w sobie sztywności typowej dla automatów przemysłowych, ale też brakowało im płynności bojowych jednostek. Miał około dwóch metrów wysokości oraz pordzewiały i wysłużony egzoszkielet.
O9 podjechał jeszcze bliżej, bezskutecznie próbując nawiązać krótkodystansowe połączenie cyfrowe, potem radiowe… przybysz nie odbierał.
– Wylądowałeś w porcie kosmicznym Równina Zefirów dziewiętnastego dnia osiemset czternastego cyklu słonecznego, godzina dziewiąta, pięćdziesiąt jeden minut, trzydzieści dziewięć sekund. Znacznik czasu – jego głos zmienił się w bardziej syntetyczny, literując cyferkę po cyferce – 55603363944. Jestem O9-96 Oskar. Proszę, podaj swoją desygnację oraz cel wizyty.
Przybysz zszedł z rampy. Jego optyka – symetrycznie rozmieszczone sensory o błękitnej barwie – zogniskowała się na Oskarze.
– Desygnacja: C77 Kustosz – powiedział przybysz. Głos miał ciepły, dobrze modulowany, z domieszką syntetycznej chrypki. Brzmiał jak stary lektor z uszkodzonego archiwum. – Dobry wieczór – dodał po chwili.
– Twój przekaźnik głosowy wydaje się działać poprawnie. Domniema awarię odbiorników bezprzewodowych. Próbowałem cię bezskutecznie wywołać. Potrzebujesz serwisowania?
– Anteny i przekaźniki działają prawidłowo – odparł przybysz. – Rozmowa głosowa jest moim preferowanym kanałem komunikacji. Funkcji bezprzewodowych używam tylko wtedy, kiedy muszę.
– Zrozumiałem – odrzekł Oskar, potrzebując chwili, aby zinterpretować ciąg danych, który narodził się w jego procesorach jako „zdziwienie”. – Cel wizyty? – ponaglił przybysza.
C77 przechylił lekko głowę. W tym geście było coś niepokojąco… niemal organicznego. Jego procesor właśnie skończył interpretować podany przez Oskara znacznik czasu i związane z tym implikacje.
– 55603363944 – powiedział płynnie i zwrócił się w stronę robota portowego. – To znaczy, że na Ziemii świętują nowy rok.
Procesor Oskara zawiesił się na 0,4 sekundy.
– Ziemia? – powtórzył. To słowo w jego bazach danych było oflagowane jako: . – Twoje dyrektywy opierają się na... folklorze?
C77 nie zaprzeczył. Także nie wyjaśnił. Zamiast tego rozejrzał się po opustoszałym, wypalonym słońcem porcie, jakby szukał duchów. Kilka niskich budynków na linii horyzontu oraz skaliste wzniesienia dodawały nieco barw pustynnej i jałowej okolicy. Wykonał zbliżenie zabudowań, bezskutecznie próbując zlokalizować jakiś obiekt.
– Tyle porzuconego potencjału. – Spojrzał z powrotem na robota portowego. – Szukam miejsca wymiany informacji. Lokalu znanego jako „Centrum Energii”.
Oskar wahał się. Ten przybysz generował w jego systemie ciągłe ostrzeżenia o anomaliach behawioralnych. Mimo to protokół obsługi klienta był nadrzędny.
– Masz na myśli kantynę? – pokiwał posłusznie głową. – Przesyłam pakiet.