Status Materiae - ebook
„Status materiae” to wielogłos o przemijaniu i nietrwałości. Kompozycja tomu sprawia, że wiersze kontrapunktują, przeglądają się w sobie, dialogują. Leitmotiv vanitas wyrażony został w perspektywie mikro i makro — w obrazie intymnych doświadczeń i tego, co dzieje się w świecie najbliższym, ale również w „innych okolicach”. Nie brak tu ważkich refleksji o cierpieniu, śmierci i przemocy. Obie perspektywy łączy wnikliwe spojrzenie i dotykający czytelnika sposób wyrazu. Beata Nicoś-Trenk
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8431-965-9 |
| Rozmiar pliku: | 2,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Potrzebuję zażyć …
w nozdrza
ostrego przepoconego
irytującego zapachu życia
Zażyć ulicy i tanich fajek
piwa na schodach z jakimś
lumpem.
Zażyć cudownego wypierdolenia mnie
z baru i wrzucenia pijanego w błoto.
Brudny prysznic jest wspaniały…
Cały tydzień muszę rano
całować moją żonę
na „do widzenia wieczorem”
i ubierać się świtem
do pracy w prasowane kołnierzyki
pastowane uśmiechy
i tożsamość poskładaną
do teczki…Ostatnia działka
mój ogródek marzeń
gniazdko bajek
w nim bocian
cały rok gości drewniany
kolorami szumią
butelki na płocie
starocie pomalowało słońce
lalki misie i garnki
ożywia wiatr
zadziera z nimi
ale nie spadną z piedestału
bo to mój świat
cudowny zapomnieniem
buduję go jak mur
przed nadciągającym cieniem
moi wierni przyjaciele
krasnale sarenki
łabądki wyginające szyje do nieba
nie oponują …
towarzyszą
nad altaną
lśnią ciszą
błyskotki
tęcza moja…
śnię
— przejdę po niej…Stan paliatywny
Oni gdzieś tam są…
w innym sennym wymiarze
w głębinach…
gdzie ryby nie mają głosu
Na powierzchni bezruch
dłonie i ciała podłączone
do kroplówek
dryfują bez płetw
Oni są gdzieś tam…
na wakacjach
tańczą na plaży
i piją drinki
albo gdzieś …
na spacerze ze swoimi uczniami
opowiadają o historii i literaturze
Oni gdzieś tam są…
z mężami i córkami
przy stole na którym
ich ręce robiły ciasto
biesiadują rozmawiają
Ich serca jak ryby
wyjęte z morza
jeszcze trzepocą…Słońce świeci zawsze
Szkli
na lizakach
z palonego cukru
lśni
w oczach
roześmianych
dzieciaków
grzeje
huśtawki
głaszcze
odkryte ramiona
młodych kochanków
marcowo
grzeje ciemiona
równo w kolumnach
na placu apelowym
nogi bose w śniegu
głaszcze
nagie ramiona
kości czaszki
lśnią
nim zakopią
młodych kochanków
dopiero co
zeszłych
z huśtawek
dzieciaków
palonych
lizaków
szkli